Eragon|6 lat|Ogier|Nauczyciel samoobrony|Brak|Aurea
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eragon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eragon. Pokaż wszystkie posty
20.06.2018
Żegnamy Eragona!
Eragon odchodzi w wyniku zabójstwa, co zostanie dokładniej opisane w opowiadaniu już niedługo. Cały jego majątek przechodzi na przybraną matkę - Valentię. Niechaj spoczywa w pokoju [*].
17.04.2018
Od Eragona do Hadvegara ,,Nowy ogier"
Obróciłem głowę zaskoczony, moim oczom ukazał się siwy ogier z ciemną grzywę i ogonem. Po chwili dotarły do mnie słowa wypowiedziane przez konia. Nic nie powiedziałem i pomogłem mu ustać.
-Kim jesteś? –spytałem po chwili przypatrując się koniu.
-Nazywam się Hadvegar.. –odparł ogier, jego głos był słaby i niewyraźny, posmutniałem, myśląc co on usiał przeżywać.
-Ja nazywam się Eragon, miło mi. Skąd się tu wziąłeś? –zapytałem, po czym pomogłem mu ruszyć.
-Nie wiem.. –wyszeptał Hadvegar, postanowiłem nie męczyć go rozmową, szliśmy w stronę postoju Klanu. Na razie nie zastanawiałem się, jakie ma zamiary, w końcu widać było, że potrzebuje pomocy. Przez chwilę szukałem wzrokiem władcy, ale znikł gdzieś w tłumie, westchnąłem i ruszyłem w jego stronę. W końcu Khonkh pojawił się na horyzoncie.
-Khonkhu? –spytałem patrząc na gniadosza.
-Tak? –odparł władca patrząc na mnie i na ogiera.
-Spotkałem tego ogiera, nazywa się Hadvegar –odparłem.
-Potrzebujesz jakiejś pomocy? Czegokolwiek? –spytał Khonkh odrzucając grzywkę.
-Bardzo chcę mi się pić.. –odparł Hadvegar.
-Dobrze.. Eragonie, zaprowadź go do jakiegoś jeziorka, potem z nim porozmawiam, jak będziesz potrzebował jakiejś pomocy to zwróć się do mnie –powiedział władca i odszedł. Razem z Hadvegarem ruszyliśmy w stronę jeziora, które niedawno odkryłem, nie zamęczałem ogiera zbędnymi pytaniami. W końcu po krótkim czasie, dotarliśmy do wody, ogier od razu zanurzył w niej pysk, poczekałem chwilę aż skończy, po czym zapytałem.
-Potrzebujesz może czegoś?–powiedziałem patrząc na ogiera i zdmuchując liść, który wylądował mi na chrapach.
<Hadvegar? Wymyśliłam, że potrzebujesz pomocy, mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza ;)>
-Kim jesteś? –spytałem po chwili przypatrując się koniu.
-Nazywam się Hadvegar.. –odparł ogier, jego głos był słaby i niewyraźny, posmutniałem, myśląc co on usiał przeżywać.
-Ja nazywam się Eragon, miło mi. Skąd się tu wziąłeś? –zapytałem, po czym pomogłem mu ruszyć.
-Nie wiem.. –wyszeptał Hadvegar, postanowiłem nie męczyć go rozmową, szliśmy w stronę postoju Klanu. Na razie nie zastanawiałem się, jakie ma zamiary, w końcu widać było, że potrzebuje pomocy. Przez chwilę szukałem wzrokiem władcy, ale znikł gdzieś w tłumie, westchnąłem i ruszyłem w jego stronę. W końcu Khonkh pojawił się na horyzoncie.
-Khonkhu? –spytałem patrząc na gniadosza.
-Tak? –odparł władca patrząc na mnie i na ogiera.
-Spotkałem tego ogiera, nazywa się Hadvegar –odparłem.
-Potrzebujesz jakiejś pomocy? Czegokolwiek? –spytał Khonkh odrzucając grzywkę.
-Bardzo chcę mi się pić.. –odparł Hadvegar.
-Dobrze.. Eragonie, zaprowadź go do jakiegoś jeziorka, potem z nim porozmawiam, jak będziesz potrzebował jakiejś pomocy to zwróć się do mnie –powiedział władca i odszedł. Razem z Hadvegarem ruszyliśmy w stronę jeziora, które niedawno odkryłem, nie zamęczałem ogiera zbędnymi pytaniami. W końcu po krótkim czasie, dotarliśmy do wody, ogier od razu zanurzył w niej pysk, poczekałem chwilę aż skończy, po czym zapytałem.
-Potrzebujesz może czegoś?–powiedziałem patrząc na ogiera i zdmuchując liść, który wylądował mi na chrapach.
<Hadvegar? Wymyśliłam, że potrzebujesz pomocy, mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza ;)>
18.03.2018
Od Eragona ,,Pantera zielna" Misja #2
Obudziłem się bardzo wcześnie, widać było, że w nocy padało. Otrząsnąłem się z kropelek wody, spoczywających na mnie. Wstałem i poszedłem coś zjeść, zajrzałem do źrebiąt, aby sprawdzić, czy są bezpieczne, wszystkie spały. Uśmiechnąłem się, i ruszyłem na małą przechadzkę, pogoda była coraz bardziej stała, w powietrzu czuć było zbliżającą się wiosnę, śnieg prawie stopniał a gdzie nie gdzie widniały malutkie pączki. Słońce świeciło wesoło,, topiąc resztki puchu, a kropelki wody po deszczu świeciły się pięknie. Po jakimś czasie wróciłem, zobaczyłem, że Atom bomb woła mnie do siebie. Podszedłem, nie wiedząc za bardzo o co chodzi.
-Eragon, mógłbyś mi w czymś pomóc? –spytał ogier.
-Jasne, a o co chodzi? –odparłem.
-Potrzebuję pewnego zioła, niestety mi się skończyło, poszedłbyś po nie? –Atom bomb spojrzał na mnie z nadzieją.
-Oczywiście, opiszesz je? –powiedziałem.
-Jest dość wysokie, ma malutkie listki, i rosną na nim żółte kwiaty –wyliczył ogier.
-To chyba wystarczy, a ile tego zebrać? –spytałem.
-Jak najwięcej się da, powodzenia! –powiedział Atom bomb i odszedł.
Wpoiłem sobie opis owego zioła, i ruszyłem na poszukiwania. Patrzyłem na każdą mijaną roślinę, ale ta nie była zgodna z opisem zielarza. Byłem już lekko znudzony, ale obiecałem, że pomogę. No trudno. W końcu zagłębiłem się zupełnie w las, gałęzie drzew biły mnie w pysk, za nic nie mogłem znaleźć zioła, byłem głupi, że nie zapytałem ogiera, gdzie szukać tej rośliny. Nagle usłyszałem warczenie, obróciłem się i zobaczyłem panterę śnieżną.
-O w mordę.. –powiedziałem, patrząc na wyjątkowo głodne zwierzę. Pantera oblizała się, a ja wiedząc, ze na początku lepiej z nią nie zadzierać, zacząłem uciekać. Po jakimś czasie zacząłem się męczyć, pantera nie dawała za wygraną, nagle zobaczyłem klif, spanikowany potknąłem się o kamień upadając na dziwne roślinki, zwierzę skoczyło i nieszczęśliwie wpadło w przepaść, otworzyłem oczy a przed moim nosem było pełno ziół zgodnych z opisem Atom bomba. Popatrzyłem w przepaść i krzyknąłem.
-Dzięki! Dzięki temu pościgowi wreszcie znalazłem to głupie ziółko.. –powiedziałem. Zmęczony, ruszyłem do zielarza, razem z dużym zasobem roślinki. Kiedy wróciłem, na powitanie przyszedł mi właśnie Atom bomb.
-Dzięki! Na przyszłość będę Cię wysyłał więcej po takie rzeczy.. –powiedział ogier.
-Nie ma sprawy.. –wycedziłem przez zęby, ledwo się uśmiechając. Zielarz potem odszedł a ja wkurzony zacząłem biegać jak opętany, kilka koni popatrzyło na mnie, jak na wariata. Plus tej dziwnej przygody? Od dziś wiem gdzie rosną te przeklęte zioła..
-Eragon, mógłbyś mi w czymś pomóc? –spytał ogier.
-Jasne, a o co chodzi? –odparłem.
-Potrzebuję pewnego zioła, niestety mi się skończyło, poszedłbyś po nie? –Atom bomb spojrzał na mnie z nadzieją.
-Oczywiście, opiszesz je? –powiedziałem.
-Jest dość wysokie, ma malutkie listki, i rosną na nim żółte kwiaty –wyliczył ogier.
-To chyba wystarczy, a ile tego zebrać? –spytałem.
-Jak najwięcej się da, powodzenia! –powiedział Atom bomb i odszedł.
Wpoiłem sobie opis owego zioła, i ruszyłem na poszukiwania. Patrzyłem na każdą mijaną roślinę, ale ta nie była zgodna z opisem zielarza. Byłem już lekko znudzony, ale obiecałem, że pomogę. No trudno. W końcu zagłębiłem się zupełnie w las, gałęzie drzew biły mnie w pysk, za nic nie mogłem znaleźć zioła, byłem głupi, że nie zapytałem ogiera, gdzie szukać tej rośliny. Nagle usłyszałem warczenie, obróciłem się i zobaczyłem panterę śnieżną.
-O w mordę.. –powiedziałem, patrząc na wyjątkowo głodne zwierzę. Pantera oblizała się, a ja wiedząc, ze na początku lepiej z nią nie zadzierać, zacząłem uciekać. Po jakimś czasie zacząłem się męczyć, pantera nie dawała za wygraną, nagle zobaczyłem klif, spanikowany potknąłem się o kamień upadając na dziwne roślinki, zwierzę skoczyło i nieszczęśliwie wpadło w przepaść, otworzyłem oczy a przed moim nosem było pełno ziół zgodnych z opisem Atom bomba. Popatrzyłem w przepaść i krzyknąłem.
-Dzięki! Dzięki temu pościgowi wreszcie znalazłem to głupie ziółko.. –powiedziałem. Zmęczony, ruszyłem do zielarza, razem z dużym zasobem roślinki. Kiedy wróciłem, na powitanie przyszedł mi właśnie Atom bomb.
-Dzięki! Na przyszłość będę Cię wysyłał więcej po takie rzeczy.. –powiedział ogier.
-Nie ma sprawy.. –wycedziłem przez zęby, ledwo się uśmiechając. Zielarz potem odszedł a ja wkurzony zacząłem biegać jak opętany, kilka koni popatrzyło na mnie, jak na wariata. Plus tej dziwnej przygody? Od dziś wiem gdzie rosną te przeklęte zioła..
Zaliczone.
2.03.2018
Od Eragona do Kasji ,,Miłość stanęła w drzwiach"
Przechadzałem się zadowolony, wygraliśmy wojnę! To było po prostu.. wspaniała walka! Szkoda, że tyle krwi się polało. Musieliśmy wiele poświęcić i stracić, ale wygraliśmy. To najważniejsze. To dobrze, że ten koszmar się skończył, mam nadzieję, że takie incydenty jak wpadanie do rzeki, czy uciekanie przed wilkami na jakiś czas znikną. Podczas tego rozmyślania poczułem dziwne ukłucie w szyi, jakbym dostał strzałą. Wtedy zobaczyłem ją, przepiękną Kasję, jej długa grzywa pięknie falowała a maść idealnie komponowała z jej głębokimi oczami. Stałem jak wryty w ziemię, klacz spojrzała się na mnie dziwnie. Zrobiłem się cały czerwony i uciekłem. Po jakimś czasie znów ją zobaczyłem a moje serce dziko zabiło, zacząłem ją śledzić. Klacz poszła uczyć Mindy a potem coś jadła, znowu na mnie popatrzyła zszokowana. Drgnąłem niespokojnie a potem do niej podszedłem.
-Cześć Kasjo.. –powiedziałem niepewnie.
-Cześć Eragonie, co Cię tu sprowadza? –zapytała klacz podejrzliwie.
-Wieesz… muszę ci coś powiedzieć.. –przełknąłem ślinę i popatrzyłem na nią, powiem to, czemu nie?
-Chyba się w tobie zakochałem..
<Kasja? Słabo napisane xD>
-Cześć Kasjo.. –powiedziałem niepewnie.
-Cześć Eragonie, co Cię tu sprowadza? –zapytała klacz podejrzliwie.
-Wieesz… muszę ci coś powiedzieć.. –przełknąłem ślinę i popatrzyłem na nią, powiem to, czemu nie?
-Chyba się w tobie zakochałem..
<Kasja? Słabo napisane xD>
28.02.2018
Od Eragona ,,W rzece. Nauczyciel samoobrony" Cz. II
Coś ciągnęło mnie za nogi, niemrawo podniosłem głowę, ale zostałem uderzony kamieniem. Wszystko zgasło.
***
Obudziłem się w zimnej jaskini na podłodze, koło wyjścia stały dwa konie. No pewnie.. będą chcieli ze mnie coś wyciągnąć, o ile to konie ze Stada Hańby.. Przesunąłem się do ściany, była zimna ale konie nie mogły zobaczyć, że wstaję. Wstałem ale od razu się przewróciłem, związali mi kopyta. Podszedłem, a raczej przeczołgałem się do ostrej krawędzi wystającej ze ściany. Oparłem na niej sznur który pękł. Popatrzyłem czy poza dwoma końmi nikogo nie ma, nie było. Już miałem ich uderzyć gdy oni obrócili się z wściekłością. Cofnąłem się, jeden miał nóż. Może uda mi się go zabrać. Jeden koń ruszył i uderzył, schyliłem się ale kopyto musnęło mnie i zacięło boleśnie w policzek. Wkurzyłem się, jak na razie wystarczy jedno ślepe oko. Jakimś cudem udało mi się wyrwać nóż drugiego konia, wbiłem go mu w brzuch, koń padł martwy. Nie chciałem walczyć z drugim, wiec zmierzyłem go wzrokiem, skoczyłem przy okazji uderzając go w ohydny pysk i wygalopowałem.
Nagle z krzaków wybiegły konie, a za nimi wilki. Jeden z koni popchnął mnie w ich stronę, przyspieszyłem kroku czując na karku ich oddech i woń mokrego futra. Obróciłem się a moim oczom ukazała się makabryczna scena, wilk rozszarpywał żywego konia. Odwróciłem wzrok i ruszyłem, przebiegłem lodowaty strumyk a potem kilkoma dużymi susami pokonałem rzekę. Dla wilków była stanowczo za zimna i duża. Zawyły wściekle i zniknęły w lesie. Nagle z cienia wyszło kilka koni.
-Gdzie się wybierasz? -spytała siwa klacz, a konie wyciągneły broń.
-Nie tam, gdzie ty.. -popchnąłem ją w stronę wody, ale na moje nieszczęście, klacz chwyciła moją nogę i wylądowałem w rzece razem z nią. Była lodowata, szamotałem się machając nogami, żeby moje ciało się nie wyziębiło. Klacz zniknęła mi z oczu, nie wiedziałem czy utonęła czy przeżyła, i nie chciałem. Jakimś cudem udało mi się znaleźć kamień i oprzeć o niego. Zmęczony, wyszedłem z wody. Miałem na dziś dość, ruszyłem do Klanu.
***
Obudziłem się w zimnej jaskini na podłodze, koło wyjścia stały dwa konie. No pewnie.. będą chcieli ze mnie coś wyciągnąć, o ile to konie ze Stada Hańby.. Przesunąłem się do ściany, była zimna ale konie nie mogły zobaczyć, że wstaję. Wstałem ale od razu się przewróciłem, związali mi kopyta. Podszedłem, a raczej przeczołgałem się do ostrej krawędzi wystającej ze ściany. Oparłem na niej sznur który pękł. Popatrzyłem czy poza dwoma końmi nikogo nie ma, nie było. Już miałem ich uderzyć gdy oni obrócili się z wściekłością. Cofnąłem się, jeden miał nóż. Może uda mi się go zabrać. Jeden koń ruszył i uderzył, schyliłem się ale kopyto musnęło mnie i zacięło boleśnie w policzek. Wkurzyłem się, jak na razie wystarczy jedno ślepe oko. Jakimś cudem udało mi się wyrwać nóż drugiego konia, wbiłem go mu w brzuch, koń padł martwy. Nie chciałem walczyć z drugim, wiec zmierzyłem go wzrokiem, skoczyłem przy okazji uderzając go w ohydny pysk i wygalopowałem.
Nagle z krzaków wybiegły konie, a za nimi wilki. Jeden z koni popchnął mnie w ich stronę, przyspieszyłem kroku czując na karku ich oddech i woń mokrego futra. Obróciłem się a moim oczom ukazała się makabryczna scena, wilk rozszarpywał żywego konia. Odwróciłem wzrok i ruszyłem, przebiegłem lodowaty strumyk a potem kilkoma dużymi susami pokonałem rzekę. Dla wilków była stanowczo za zimna i duża. Zawyły wściekle i zniknęły w lesie. Nagle z cienia wyszło kilka koni.
-Gdzie się wybierasz? -spytała siwa klacz, a konie wyciągneły broń.
-Nie tam, gdzie ty.. -popchnąłem ją w stronę wody, ale na moje nieszczęście, klacz chwyciła moją nogę i wylądowałem w rzece razem z nią. Była lodowata, szamotałem się machając nogami, żeby moje ciało się nie wyziębiło. Klacz zniknęła mi z oczu, nie wiedziałem czy utonęła czy przeżyła, i nie chciałem. Jakimś cudem udało mi się znaleźć kamień i oprzeć o niego. Zmęczony, wyszedłem z wody. Miałem na dziś dość, ruszyłem do Klanu.
26.02.2018
Od Eragona ,,Uniki po pierwsze. Nauczyciel samoobrony"
Nienawidzę wojny, to dziwne słowo zawsze zasiewa w mojej duszy ziarnko niepokoju, a wiem, że wojna którą mamy przed sobą zbliża się nieustannie, a duża ilość koni marzy o niej. Mnie nie zadowoliła, jednak szczególnie nie zdziwiła. Nadszedł poranek, dziś czekała mnie nauka z jednym nie dawno narodzonym źrebakiem, klaczką Mindy. Niby pracy mało, ale nauczyciel też trochę może się zmęczyć. Przed nauczaniem postanowiłem coś zjeść i ochłonąć. Wykopałem coś spod śniegu i zjadłem, potem wyruszyłem do jeziora, napiłem się, woda była lodowata ale orzeźwiająca. Po tych czynnościach skierowałem się do Cherry, matki Mindy.
-Cześć Cherry –skinąłem do klaczy głową.
-Cześć Eragonie, bierzesz Mindy na naukę samoobrony? –spytała klacz.
-Tak, mam nadzieję, że nie sprawia to Ci kłopotu.. –powiedziałem widząc, że klacz karmi źrebię.
-Właściwie nie.. tylko czy nie jest za młoda? –zaniepokojona klacz popatrzyła na Mindy.
-To wojna, ta klaczka musi umieć przetrwać.. –przymrużyłem oczy.
-No dobrze.. –klacz poprowadziła źrebię do mnie- Do zobaczenia kochanie! –po czym Cherry poszła w przeciwną stronę.
-Tak więc Mindy.. od dziś jestem twoim nauczycielem samoobrony.. –powiedziałem powoli, wypatrując idealne miejsce do ćwiczeń.
-Naprawdę? Ale super! Kiedy zaczniesz mnie uczyć? –mała Mindy spojrzała na mnie zafascynowana,
-Właściwie.. teraz.. –powiedziałem a Mindy tylko na mnie popatrzyła z chęcią działania. To jednak będzie trudny dzień.
Prowadziłem klacz przez troszkę lasu, ale tak żeby żaden koń ze Stada Hańby nas nie zobaczył. Szliśmy w stronę małej polany którą nie dawno znalazłem. Miejsce było idealnie przysłonięte, wprowadziłem klaczkę przez dziurę w krzakach. Sprawdziłem czy na pewno jesteśmy sami i podszedłem do Mindy.
-Wiesz czym jest samoobrona? -spytałem niepewnie.
-Um.. samoobrona? To coś takiego... że się samemu broni? -Mindy popatrzyła na mnie z nadzieją.
-Tak.. doskonale... na razie pouczę cię teorii a potem przejdziemy do ćwiczeń, dobrze?
Klaczka kiwnęła głową a potem zaczęliśmy.
-A więc moja droga.. pierwszą rzeczą, która jest dość ważna, jest to, aby nie zwracać na siebie uwagi.. samoobrona jest konieczna w razie gdyby ktoś Cię zaatakował, jednak najlepiej nie mieszać się w takie akcje bo mogą się źle skończyć, rozumiesz? - popatrzyłem Mindy w oczy.
-Tak.. czyli chodzi o to, żeby nie zwracać na siebie uwagi, kiedy jest wojna? -spytała klaczka.
-Po części tak Mindy, ale także nie musi to być podczas wojny. Każdego dnia możesz stanąć oko w oko z wrogiem. Dlatego najlepiej nie hałasować zbytnio. To rzecz dość poboczna, przydatna podczas wojny lub szpiegostwa, ale stwierdziłem, że może ci się przyda, skoro teraz jest Wojna.. -popatrzyłem na środek polany a potem na klaczkę.
-Hm... tak rozumiem.. -uśmiechnęła się Mindy.
-No dobrze, teraz nauczę Cię jednej z podstaw samoobrony -wstałem i podszedłem do pniaka z gałęziami - Załóżmy że jest to mój przeciwnik -wskazałem na pniak- Chce on uderzyć cię kopytami w głowę, a ty chcesz tego uniknąć. No właśnie, pierwszymi rzeczami których będę cię uczył, będą uniki przed ciosami.
-Brzmi ciekawie.. pokażesz jakiś unik? -spytała klaczka a ja pokiwałem głową.
-Te gałęzie to kopyta napastnika, żeby ich uniknąć trzeba usunąć się z jego drogi, brzmi łatwo ale w obliczu niebezpieczeństwa można dostać oszołomienia..
Zacząłem uczyć Mindy, nieźle jej szło, po około półtorej godziny zarządziłem koniec nauki, w końcu ta klacz dopiero zaczyna.
-Nieźle Ci szło, jednak będzie trzeba jeszcze popracować.. odprowadzę Cię do matki.. -powiedziałem.
-Naprawdę? Dziękuje! -Mindy się uśmiechnęła i wróciliśmy do jej matki.
-Proszę Cherry. Oddaje Ci córkę.. -powiedziałem- Dobrze jej szło..
-To bardzo radosna nowina.. jednak teraz musimy już iść Eragonie.. Dziękuje za naukę Mindy! - i klacz odeszła razem z córką w stronę Doriana.
Zmęczony postanowiłem chwilkę odpocząć, po jakimś czasie poczułem, że ktoś ciągnie mnie za nogę, poczułem straszny ból.
CDN.
-Cześć Cherry –skinąłem do klaczy głową.
-Cześć Eragonie, bierzesz Mindy na naukę samoobrony? –spytała klacz.
-Tak, mam nadzieję, że nie sprawia to Ci kłopotu.. –powiedziałem widząc, że klacz karmi źrebię.
-Właściwie nie.. tylko czy nie jest za młoda? –zaniepokojona klacz popatrzyła na Mindy.
-To wojna, ta klaczka musi umieć przetrwać.. –przymrużyłem oczy.
-No dobrze.. –klacz poprowadziła źrebię do mnie- Do zobaczenia kochanie! –po czym Cherry poszła w przeciwną stronę.
-Tak więc Mindy.. od dziś jestem twoim nauczycielem samoobrony.. –powiedziałem powoli, wypatrując idealne miejsce do ćwiczeń.
-Naprawdę? Ale super! Kiedy zaczniesz mnie uczyć? –mała Mindy spojrzała na mnie zafascynowana,
-Właściwie.. teraz.. –powiedziałem a Mindy tylko na mnie popatrzyła z chęcią działania. To jednak będzie trudny dzień.
Prowadziłem klacz przez troszkę lasu, ale tak żeby żaden koń ze Stada Hańby nas nie zobaczył. Szliśmy w stronę małej polany którą nie dawno znalazłem. Miejsce było idealnie przysłonięte, wprowadziłem klaczkę przez dziurę w krzakach. Sprawdziłem czy na pewno jesteśmy sami i podszedłem do Mindy.
-Wiesz czym jest samoobrona? -spytałem niepewnie.
-Um.. samoobrona? To coś takiego... że się samemu broni? -Mindy popatrzyła na mnie z nadzieją.
-Tak.. doskonale... na razie pouczę cię teorii a potem przejdziemy do ćwiczeń, dobrze?
Klaczka kiwnęła głową a potem zaczęliśmy.
-A więc moja droga.. pierwszą rzeczą, która jest dość ważna, jest to, aby nie zwracać na siebie uwagi.. samoobrona jest konieczna w razie gdyby ktoś Cię zaatakował, jednak najlepiej nie mieszać się w takie akcje bo mogą się źle skończyć, rozumiesz? - popatrzyłem Mindy w oczy.
-Tak.. czyli chodzi o to, żeby nie zwracać na siebie uwagi, kiedy jest wojna? -spytała klaczka.
-Po części tak Mindy, ale także nie musi to być podczas wojny. Każdego dnia możesz stanąć oko w oko z wrogiem. Dlatego najlepiej nie hałasować zbytnio. To rzecz dość poboczna, przydatna podczas wojny lub szpiegostwa, ale stwierdziłem, że może ci się przyda, skoro teraz jest Wojna.. -popatrzyłem na środek polany a potem na klaczkę.
-Hm... tak rozumiem.. -uśmiechnęła się Mindy.
-No dobrze, teraz nauczę Cię jednej z podstaw samoobrony -wstałem i podszedłem do pniaka z gałęziami - Załóżmy że jest to mój przeciwnik -wskazałem na pniak- Chce on uderzyć cię kopytami w głowę, a ty chcesz tego uniknąć. No właśnie, pierwszymi rzeczami których będę cię uczył, będą uniki przed ciosami.
-Brzmi ciekawie.. pokażesz jakiś unik? -spytała klaczka a ja pokiwałem głową.
-Te gałęzie to kopyta napastnika, żeby ich uniknąć trzeba usunąć się z jego drogi, brzmi łatwo ale w obliczu niebezpieczeństwa można dostać oszołomienia..
Zacząłem uczyć Mindy, nieźle jej szło, po około półtorej godziny zarządziłem koniec nauki, w końcu ta klacz dopiero zaczyna.
-Nieźle Ci szło, jednak będzie trzeba jeszcze popracować.. odprowadzę Cię do matki.. -powiedziałem.
-Naprawdę? Dziękuje! -Mindy się uśmiechnęła i wróciliśmy do jej matki.
-Proszę Cherry. Oddaje Ci córkę.. -powiedziałem- Dobrze jej szło..
-To bardzo radosna nowina.. jednak teraz musimy już iść Eragonie.. Dziękuje za naukę Mindy! - i klacz odeszła razem z córką w stronę Doriana.
Zmęczony postanowiłem chwilkę odpocząć, po jakimś czasie poczułem, że ktoś ciągnie mnie za nogę, poczułem straszny ból.
CDN.
17.02.2018
Od Eragona do Tenebris ,,Dziwne spotkanie"
Popatrzyłem na klacz, nie chciało mi się już dyskutować więc totalnie znudzony odszedłem. Zastanawiałem się czy Tenebris mówiła serio z tym łamaniem kości tym.. jakimś tam zwierzętom. Nie chciałem się o tym przekonywać. W powietrzu wisiało napięcie, a wiele koni poszło na róże misje, szpiedzy szpiegowali.. obrońcy bronili a mordercy mordowali. A ja siedziałem tutaj, ale lepsze to niż włóczenie się po całej Mongolii bez celu. Spokoju nie dawała mi myśl, że być może niedługo nastąpi ostateczna walka pomiędzy Klanem Mroźnej Duszy i Stadem Hańby, wolałem nie wiedzieć kto wygra, wszystko zależało od losu. Podszedłem do jeziorka i napiłem się, niedługo miała nadejść wiosna. Wiosna. Nie mogłem się jej doczekać, bo zima w Mongolii to nie żarty. Po chwili usłyszałem szelest w krzakach który przerwał moje rozmyślanie. Podszedłem cicho i zobaczyłem Tenebris znęcającą się nad jakąś sobolą, sobólą czy jak to coś się nazywało. Zatkało mnie kompletnie.
-Dobrze się bawisz? -zapytałem głosem z uczuciami których chyba nie musiałem ukrywać. Zdziwieniem, rozbawieniem i nie wiem czym jeszcze.
Klacz spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
-Śledzisz mnie? -spytała podejrzliwie i poparzyła na mnie.
-Nie -powiedziałem i popatrzyłem na nią zdziwiony.
-Wracając do twojego pytania to dobrze się bawię, to bardzo fajne zajęcie -uśmiechnęła się podstępnie i popatrzyła na tą sobole czy coś.
-Hm.. rozumiem... -popatrzyłem na nią zdziwiony ale nie przestraszony.
<Tenebris? Nie miałam innego pomysłu więc skorzystałam chyba.. z twojego jak pamiętam xD>
-Dobrze się bawisz? -zapytałem głosem z uczuciami których chyba nie musiałem ukrywać. Zdziwieniem, rozbawieniem i nie wiem czym jeszcze.
Klacz spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
-Śledzisz mnie? -spytała podejrzliwie i poparzyła na mnie.
-Nie -powiedziałem i popatrzyłem na nią zdziwiony.
-Wracając do twojego pytania to dobrze się bawię, to bardzo fajne zajęcie -uśmiechnęła się podstępnie i popatrzyła na tą sobole czy coś.
-Hm.. rozumiem... -popatrzyłem na nią zdziwiony ale nie przestraszony.
<Tenebris? Nie miałam innego pomysłu więc skorzystałam chyba.. z twojego jak pamiętam xD>
11.02.2018
Od Eragona do Tenebris ,,Poznanie z niepewnym końcem"
Na dosłownie minutę oniemiałem przez słowa klaczy. Uderzyła mnie słuszność tych słów, klacz niecierpliwie zastukała kopytem o ziemię.
- Odebrało Ci mowę? – klacz popatrzyła na mnie z wzgardą, albo mi się wydawało. Popatrzyłem na nią i się otrząsnąłem.
- N-nie –zacisnąłem zęby, i rozejrzałem się. Przypomniały mi się jak nie mile zachowała się klacz na początku, ale nic nie powiedziałem żeby nie wszczynać bezpotrzebnej kłótni.
- To dobrze, widzę, że przynajmniej dotarły do ciebie moje słowa. –zmrużyła oczy i mi się przyjrzała.
Przełknąłem ślinę, ale potem zrozumiałem, że boję się jak dziecko. W głowie skarciłem się za takie zachowanie, nie jestem już źrebiątkiem które mamusia musi przytulić i pocieszyć. A potem tym bardziej ogłupiałem.. boję się.. klaczy? To do mnie nie podobne,
- Jak się nazywasz? –spytałem śmiało. I wyprostowałem się.
- Tenebris –powiedziała z przekąsem klacz.
- Ja nazywam się Eragon. –pogrzebałem kopytem w ziemi.
Niestety, moja ciekawość wzięła górę i spytałem:
- Zawsze jesteś taka ,,miła”? –Po chwili pożałowałem tych słów, mam nadzieję że Tenebris znowu mnie nie skrytykuje, ale co mogę się spodziewać?
<Tenebris? Mama nadzieję, że napisałam słowa Tenebris zgodnie z jej charakterem. Btw. Moja wena uciekła na chwilę obecną>
- Odebrało Ci mowę? – klacz popatrzyła na mnie z wzgardą, albo mi się wydawało. Popatrzyłem na nią i się otrząsnąłem.
- N-nie –zacisnąłem zęby, i rozejrzałem się. Przypomniały mi się jak nie mile zachowała się klacz na początku, ale nic nie powiedziałem żeby nie wszczynać bezpotrzebnej kłótni.
- To dobrze, widzę, że przynajmniej dotarły do ciebie moje słowa. –zmrużyła oczy i mi się przyjrzała.
Przełknąłem ślinę, ale potem zrozumiałem, że boję się jak dziecko. W głowie skarciłem się za takie zachowanie, nie jestem już źrebiątkiem które mamusia musi przytulić i pocieszyć. A potem tym bardziej ogłupiałem.. boję się.. klaczy? To do mnie nie podobne,
- Jak się nazywasz? –spytałem śmiało. I wyprostowałem się.
- Tenebris –powiedziała z przekąsem klacz.
- Ja nazywam się Eragon. –pogrzebałem kopytem w ziemi.
Niestety, moja ciekawość wzięła górę i spytałem:
- Zawsze jesteś taka ,,miła”? –Po chwili pożałowałem tych słów, mam nadzieję że Tenebris znowu mnie nie skrytykuje, ale co mogę się spodziewać?
<Tenebris? Mama nadzieję, że napisałam słowa Tenebris zgodnie z jej charakterem. Btw. Moja wena uciekła na chwilę obecną>
1.02.2018
Od Eragona do Tenebris ,,Wpadający nastolatek"
Od kiedy trafiłem do klanu wszystko było łatwiejsze, zyskałem przybraną matkę i nowy dom, lub Klan jak kto woli. Rozmyślając nad tymi rzeczami wpadłem na Valentię i się przewróciłem.
-Ooo.. przepraszam! –otrząsnąłem się z szoku i wstałem strząsając z siebie ziemię i patrząc na klacz.
-Nic się nie stało –Valentia uśmiechnęła się tajemniczo i odeszła
Przez chwilę patrzyłem jak odchodzi, chwilę później poszedłem do lasu na przechadzkę, nie było mi łatwo orientować się czy z lewej strony ktoś nie nadchodzi, przez moją ślepotę, ale jakoś dawałem radę. W końcu po trafieniu tutaj kilka dni później dowiedziałem się, że ogłoszono stan wojenny, nie było mi to za bardzo w smak, no ale trudno. Przeszedłem jeszcze parę metrów i wygrzebałem coś do przegryzienia. Usłyszałem szelest w krzakach, szybko się obróciłem. Na szczęście nikogo tam nie było, tylko jakieś zwierzę którego nie potrafiłem określić. Drzewa były gołe, całe w śniegu. Tak bardzo chciałem już wiosnę, słońce i pierwsze liście na drzewach.
-Jeszcze miesiąc.. dwa.. –powiedziałem do siebie zadowolony, i chyba to nie był mój najszczęśliwszy dzień, na wszystkich wpadałem… tym razem na młodą nastolatkę.
-O! Przepraszam.. nie zauważyłem Ciebie.. –zakłopotany popatrzyłem na klacz.
<Tenebris?>
-Ooo.. przepraszam! –otrząsnąłem się z szoku i wstałem strząsając z siebie ziemię i patrząc na klacz.
-Nic się nie stało –Valentia uśmiechnęła się tajemniczo i odeszła
Przez chwilę patrzyłem jak odchodzi, chwilę później poszedłem do lasu na przechadzkę, nie było mi łatwo orientować się czy z lewej strony ktoś nie nadchodzi, przez moją ślepotę, ale jakoś dawałem radę. W końcu po trafieniu tutaj kilka dni później dowiedziałem się, że ogłoszono stan wojenny, nie było mi to za bardzo w smak, no ale trudno. Przeszedłem jeszcze parę metrów i wygrzebałem coś do przegryzienia. Usłyszałem szelest w krzakach, szybko się obróciłem. Na szczęście nikogo tam nie było, tylko jakieś zwierzę którego nie potrafiłem określić. Drzewa były gołe, całe w śniegu. Tak bardzo chciałem już wiosnę, słońce i pierwsze liście na drzewach.
-Jeszcze miesiąc.. dwa.. –powiedziałem do siebie zadowolony, i chyba to nie był mój najszczęśliwszy dzień, na wszystkich wpadałem… tym razem na młodą nastolatkę.
-O! Przepraszam.. nie zauważyłem Ciebie.. –zakłopotany popatrzyłem na klacz.
<Tenebris?>
10.01.2018
Nowy nauczyciel samoobrony - Eragon!
Źródło: Zdjęcie główne
Motto: ,,Koń który nigdy nie poczuł powiewu wolności, nie wie co to życie”
Imię: Eragon
Tytuł: Brak
Wiek: 6 lat.
Płeć: Ogier
Ranga/i: Nauczyciel samoobrony,
Głos: Justin Timberlake
Rodzina:
Ojciec: Thomson – Ojciec surowy ale kochający, zawsze starał się być dobrym przykładem na swoich dzieci. Nigdy nie podniósł na nie kopyta, a już na pewno nie na żonę. Kochał całą swoją rodzinę.
Matka: Lotos – Nie wiadomo czy kochała swoje dzieci, przynajmniej się starała. Widać było że bardziej kocha Thomsona. Ale była wyrozumiała i mądra, co przekazała tylko jednemu swojemu synowi: Eragonowi.
Brat: Bartimeus – dobry brat. Fajnie się z nim bawiło. Opuścił rodzinę w wieku 5 lat.
Brat: Denver – Okropny brat.. raz chciał zabić w nocy Eragona, przez to nastolatek ma obsesję na punkcie samotnego spania.
Przybrana:
Valentia (przybrana matka) – ogier na początku obserwował ją na każdym kroku, raz podszedł i chciał jej się przyjrzeć ale ta się obudziła i go wystraszyła (przyznaje się że uciekał jak mysz przed lisem). Zaufał jej i został razem z nią. Mają bardzo podobne charaktery, o dziwo.
Osobowość: Ten ogier jest właściwie… dosyć śmiały, nie dba o to, czy ktoś mu nawymyśla czy nakrzyczy. Czasem jest złośliwy i nieprzewidywalny, ale nigdy nie sprawiał wielu problemów. Ma wielkie serce, nie lubi za bardzo bić, ale w koniecznych wypadkach.. (i kiedy się wkurzy) nie a wyboru. Jest wybuchowy i odważny, najbardziej ze wszystkiego boi się samotności, nienawidzi kiedy ktoś mu zawadza przy robieniu składników do tatuaży. Nie lubi się wywyższać, a już naprawdę ma dość kiedy robi to ktoś inny. Obecność dwóch braci sprawiła, że ogier stał się bardziej niespokojny i często boi się, że w nocy ktoś będzie chciał podstępem zabić. Jest bardzo mądry. Jego wadą jest to, że potrafi być naprawdę niemiły i wkurzający.
Orientacja: Hetero.. nie wyobraża sobie inaczej.
Partner/Partnerka: Nie ma ale na kogoś liczy.
Potomkowie: Na razie brak
Aparycja:
- Rasa: Knabstrup
- Wygląd: Oczywiście jest srokaty, ma szpiczaste uszy. Umięśniony, na pierwszy rzut oka tego nie widać. Ma smukły pysk i brązowe oczy. Ma małą bliznę na lewym oku, przez to jest ślepy. Na szyi po prawej stronie ma malunek orła
- Znaki charakterystyczne: Blizna na oku.
- Wzrost: Ok. 155 cm
- Waga: 510 kg
Umiejętności:
Siła fizyczna: 20
Szybkość: 10
Zwinność: 20
Technika: 20
Wytrzymałość: 25
Kamuflaż: 10
Umiejętności dodatkowe: -
Historia: Eragon wiódł spokojne życie z rodziną, jego starszy brat: Denver był jedynym problemem Eragona, nie dość że jego BRAT chciał go zabić, z nie wiadomych dotąd powodów. Eragon tamtej nocy zdobył oby dwie blizny. Kiedy jego brat zbliżał się do niego z nożem w zębach, Eragon obudził się i zaczął uciekać, niestety tamten zaczął za nim pościg i nożem udało mu się ciąć nastolatka w oko, przez to do teraz jest ślepy na lewe oko. Ale wracając do życia kiedy jego brat nie był jeszcze krwiożerczy, Eragon wychowywał się w dobrych warunkach, rodzice uczyli go przetrwać. Bardzo szybko się uczył, kochał całą rodzinę, nawet Denvera. Kiedy ten go zaatakował.. uciekł tak daleko, że już nie znalazł drogi powrotnej. I tak trafił do Klanu.
Inne: -
Kontakt: Howrse – Aurea, Gmail – lena10kujawiak@gmail.com
Subskrybuj:
Posty (Atom)