→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lumino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lumino. Pokaż wszystkie posty
1.01.2020
Od Lumina do Mivany "Ośmieszony"
Kiedy dotarliśmy na miejsce, ujrzałem grupkę prawie depczących po sobie koni, które taksowały nasz krok, co jakiś czas mamrocąc coś niezrozumiałego do najbliższego towarzysza. Prychnąłem zirytowany, a kiedy wszystkie spojrzenia zwróciły się ku nowej parze młodej, pozwoliłem sobie usunąć się w cień. Dziesiątki pysków. Dziesiątki oczu. Dziesiątki zamiarów. Cały tłum łączyło tylko narastające oczekiwanie. Być może czekali na najgorszą parę stulecia, być może oczekiwali dumnych małżonków. Być może w ich sercach tkwił tylko żal i przyszli spojrzeć jak bawi się i upada kolejne pokolenie. Rozejrzałem się nerwowo, czując jak i we mnie narasta napięcie. I stało się. Pyski dwóch nazbyt wyrośniętych nastolatków zetknęły się w niepewnym i delikatnym, ale czułym pocałunku. Upojeni wzajemnym żarem swoich ciał spojrzeli sobie głęboko w oczy, szukając pozwolenia na powtórzenie tej przyjemności. Tłum zaczął głośno wiwatować, a ja posłałem porozumiewawcze spojrzenie w kierunku Mivany i postanowiłem się wycofać, chcąc zrobić miejsce rozentuzjazmowanej grupie koni. Jednak natychmiastowo zostałem przepchnięty do miejsca przed sceną. Próbując utrzymać się na kopytach, musnąłem pyskiem nos Boroo. Natychmiastowo dostałem w zęby oraz w katuszach poleciałem na plecy. Na moim pysku wymalowało się przerażenie. W akcie desperacji uniosłem kopyta ku nieboskłonie i jęknąłem ostrzegawczo.
-Gej!-usłyszałem za sobą i zacisnąłem zęby. Kiedy udało mi się podnieść na chwiejne kończyny, ujrzałem tylko zawiedzione spojrzenie Mivany. Ze złością zacząłem wypatrywać konia, który postanowił tak się narazić. Kiedy napotkałem tylko kpiące spojrzenia, a Boroo zaczął zmniejszać swój dystans do Shiregta
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Lumino?-usłyszałem głos jeleniowatej klaczy i pogrążyłem się w oczekiwaniu- Czy to prawda, że...
<Miv? Takie trochę na szybko, wstawiam równo o 24>
17.06.2019
Od Lumina do Zee „Dwaj psychole?”
~~Skip time: Teraźniejszość~~
-Hej!- usłyszałem za sobą i zadrżałem. Kiedy tajemniczy głos, a raczej jego właściciel ujawnił się, okazało się, że jest nim nikt inny niż Zee. Słyszałem, że ostatnio średnio mu się układało i być może korona by mi nie spadła, gdybym spróbował do niego zagadać, lecz jakoś... nie mogłem się przemóc? Nie potrzebowałem jego przy moim boku i szczerze dosyć miałem ostatnio rozrywki związanej z różnymi uroczystościami... Z jakiego powodu więc miałbym tracić energię na kogoś do kogo i tak odzywam się raz na rok i nie będzie wstydu, jeśli bym tego nie zrobił?
-Witaj...?- powoli odpowiedziałem, próbując odgadnąć intencje ogiera. Trochę wydoroślał, a przynajmniej miałem wrażenie, że powinien... Patrząc na moje zdanie o nim, powinno to być coś ważnego.
-Widziałeś może Mint?-zapytał jak gdyby nigdy nic, patrząc mi głęboko w oczy, na co cofnąłem się speszony. 'Nie, nie jestem takim psycholem jak ty, żeby ją odwiedzać w celu nawrócenia tępego umysłu'-chciałem odrzec, lecz ugryzłem się w język. W sumie skąd miałbym wiedzieć, gdzie poniosły kopyta jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą medyczkę na terenie Mongolii.
-Nie- odparłem chłodno, machając łbem w obie strony dla potwierdzenia własnych słów- Ale pewnie Mivana ją widziała, przecież one lubią się ze sobą spinać. Czasem ma wrażenie, że to ich pasja- odrzekłem, mimo że kłótnię obu towarzyszek widziałem może dwa razy w życiu i to jakiś czas temu.
-Mivany przecież nie ma- powiedział. Przewróciłem oczyma. Połowę życia jej przecież nie ma i pewnie znów biegnie z maślanymi oczkami za swoim alfonsem. Teatrzyk bez dobrych aktorów...Zresztą jest dorosła, niech robi, co jej się żywnie podoba- Nie boisz się o nią?-dodał po chwili.
-Nie przesadzajmy-westchnąłem.
-Myślałem, że jesteś dobrym bratem- zaczął odchodzić z tym swoim smętnym wzrokiem.
- Zaczekaj...-odrzekłem powoli- Co się takiego stało z moją siostrą, iż nawet ty o tym wiesz?
< Zee?>
-Hej!- usłyszałem za sobą i zadrżałem. Kiedy tajemniczy głos, a raczej jego właściciel ujawnił się, okazało się, że jest nim nikt inny niż Zee. Słyszałem, że ostatnio średnio mu się układało i być może korona by mi nie spadła, gdybym spróbował do niego zagadać, lecz jakoś... nie mogłem się przemóc? Nie potrzebowałem jego przy moim boku i szczerze dosyć miałem ostatnio rozrywki związanej z różnymi uroczystościami... Z jakiego powodu więc miałbym tracić energię na kogoś do kogo i tak odzywam się raz na rok i nie będzie wstydu, jeśli bym tego nie zrobił?
-Witaj...?- powoli odpowiedziałem, próbując odgadnąć intencje ogiera. Trochę wydoroślał, a przynajmniej miałem wrażenie, że powinien... Patrząc na moje zdanie o nim, powinno to być coś ważnego.
-Widziałeś może Mint?-zapytał jak gdyby nigdy nic, patrząc mi głęboko w oczy, na co cofnąłem się speszony. 'Nie, nie jestem takim psycholem jak ty, żeby ją odwiedzać w celu nawrócenia tępego umysłu'-chciałem odrzec, lecz ugryzłem się w język. W sumie skąd miałbym wiedzieć, gdzie poniosły kopyta jedną z lepszych, jeśli nie najlepszą medyczkę na terenie Mongolii.
-Nie- odparłem chłodno, machając łbem w obie strony dla potwierdzenia własnych słów- Ale pewnie Mivana ją widziała, przecież one lubią się ze sobą spinać. Czasem ma wrażenie, że to ich pasja- odrzekłem, mimo że kłótnię obu towarzyszek widziałem może dwa razy w życiu i to jakiś czas temu.
-Mivany przecież nie ma- powiedział. Przewróciłem oczyma. Połowę życia jej przecież nie ma i pewnie znów biegnie z maślanymi oczkami za swoim alfonsem. Teatrzyk bez dobrych aktorów...Zresztą jest dorosła, niech robi, co jej się żywnie podoba- Nie boisz się o nią?-dodał po chwili.
-Nie przesadzajmy-westchnąłem.
-Myślałem, że jesteś dobrym bratem- zaczął odchodzić z tym swoim smętnym wzrokiem.
- Zaczekaj...-odrzekłem powoli- Co się takiego stało z moją siostrą, iż nawet ty o tym wiesz?
< Zee?>
5.06.2019
Od Lumina Misja #10 „Zee i porno kwiatowe to złe połączenie”
Stawiając
powolne kroki, myślałem tylko spokojnym dojściu do reszty klanu po
samotnym spacerze po stepach Mongolii i oddaniu się w objęcia Morfeusza.
Oczekiwałem od życia jedynie odrobiny spokoju na tę noc. Nagle
usłyszałem coś w rodzaju szelestu parę metrów od mojego zadu.
Rozejrzałem się czujnie, po czym nie zauważając źródła dźwięku, stanąłem
jak wryty. Koń, który najprawdopodobniej mnie śledził, po chwili
ujawnił się, wychodząc przede mnie. Mimo ciemności mogłem bez problemu
dostrzec jego szlachetne rysy.
-Mam małą misję dla ciebie- rzekł, patrząc mi głęboko w oczy. Skądś znałem to spojrzenie- Przekaż to...- wskazał łbem na leżące nieopodal zawiniątko jakiegoś materiału, od którego bił czerwony kolor symbolicznych serc- Pewnej kochance Samimary, zresztą zapewne znasz- uniósł wargi do góry w tajemniczym uśmiechu- Życzę powodzenia- zmył się, zanim zdążyłem otworzyć pysk, aby dopytać o szczegóły owej towarzyszki. Swoją drogą „kochance Samimary” mówiło samo za siebie, to nie mógł być zły list. Trochę z przekorą dla dobrego wychowania impulsywnie rozwinąłem to coś w rodzaju walentynki.
-Oj, Lumino przygotuj się na skok wrażeń po tym niesprawdzonym źródle... czegoś. Da ci pewnie większego kopa niż ziółka, ale czego się nie robi dla zaspokojenia tej momentami pierdolonej ciekawości- zakwitło w moim umyśle.
Droga Marabell
-Ktoś tu chyba pomylił termin ważności tej karteczki- zaśmiałem się w duchu, pomimo tego, iż raczej ta sytuacja nie powinna mnie bawić. Zwłaszcza jako brata Mivany...
Jak ja się kocham i kocham spędzać z tobą czas. Jestem niczym zbawienie dla takiej szarej, samotnej klaczy jak ja. Jakaż ja jestem podekscytowana. ♥️
-Egoistka- mruknąłem z nieukrywanym uśmiechem.
Kocham, kocham, kocham, rozumiesz? Masz tak samo gównianą maść jak ja, jesteś fajna jak ja- widzisz ile podobieństw? Nawet jak ostatnio słyszałam, kaszlesz jak ja. Czyż to nie romantyczne?
-Kiedy Mivana będzie chora to, że kaszlę, jak ona na pewno ją pocieszy. Niezły patent- stwierdziłem.
Moje serce raduje się, jak Cię widzi ty obsrany kruku, bo słyszałam, że kochankowie lubią sobie dokazywać, więc już ćwiczę.
Miałem ochotę przyłożyć kopyto do czoła, ale niestety moja anatomia mi na to nie pozwoliła.
Pachniesz jak kwiaty, tylko trochę gorzej. Jesteś tak ładna jak kwiaty, tylko trochę brzydsza.
To potwierdza, że słowa poetów to czasem niezły bełkot. Zwłaszcza takich jak Samimara...
Może trochę bełkoczę, może trochę śmierdzę, ale w nocy ci ładnie popierdzę.
-Co to... jest- przewróciłem oczyma, nie wierząc, iż dalej czytam to gówno.
Jestem taka podekscytowana na... a zresztą zobaczysz, co będziemy robić w nocy.
-Jestem dorosły, ale chyba zbyt zjebany na ten rodzaj porno- westchnąłem.
Oczywiście będziemy zrywać robale z kwiatków, aby im ulżyć!
-Albo zwyczajnie mam brudne myśli- liczyłem na to, że list zmierza ku końcowi.
To, co tworzymy kampanię ekologiczną, aby pielęgnować twoje dzieci- kwiaty?
-Jak widać... Marabell nie gwałciła tylko ojca Mivany- uśmiechnąłem się.
Rewolucja robalowa! Haha!
-To już chyba mocno odbiegło od listu miłosnego- powiedziałem sam do siebie.
No to co? Kiedy randka? Nie każ mi czekać, lalala.
-No trochę sobie poczekasz- parsknąłem w duchu śmiechem.
Spełnię wszystkie twoje zachcianki. Nawet urwę puzdro Mikadowi i zrobię z niego trofeum.
To już zdecydowanie przekroczyło moją granicę dobrego smaku.
Trofeum, haha! Albo naszyjnik!
Gdybym dostał taki list adresowany do mnie, miałbym chyba tylko jedną prośbę- żeby strzeliła samobója.
Hah, Lumino naprawdę myślałeś, że Samimara jest taką idiotką? Gdybyś wiedział jaką minę robiłeś, gdy to czytałeś! Dobrej nocy...
~~Zee
-Mały gówniarz- pokręciłem łbem. Cóż, skoro chce, abym miał o nim taką opinię. Zastanawia mnie tylko, skąd wziął tego ogiera i darmowy podgląd...
-Mam małą misję dla ciebie- rzekł, patrząc mi głęboko w oczy. Skądś znałem to spojrzenie- Przekaż to...- wskazał łbem na leżące nieopodal zawiniątko jakiegoś materiału, od którego bił czerwony kolor symbolicznych serc- Pewnej kochance Samimary, zresztą zapewne znasz- uniósł wargi do góry w tajemniczym uśmiechu- Życzę powodzenia- zmył się, zanim zdążyłem otworzyć pysk, aby dopytać o szczegóły owej towarzyszki. Swoją drogą „kochance Samimary” mówiło samo za siebie, to nie mógł być zły list. Trochę z przekorą dla dobrego wychowania impulsywnie rozwinąłem to coś w rodzaju walentynki.
-Oj, Lumino przygotuj się na skok wrażeń po tym niesprawdzonym źródle... czegoś. Da ci pewnie większego kopa niż ziółka, ale czego się nie robi dla zaspokojenia tej momentami pierdolonej ciekawości- zakwitło w moim umyśle.
Droga Marabell
-Ktoś tu chyba pomylił termin ważności tej karteczki- zaśmiałem się w duchu, pomimo tego, iż raczej ta sytuacja nie powinna mnie bawić. Zwłaszcza jako brata Mivany...
Jak ja się kocham i kocham spędzać z tobą czas. Jestem niczym zbawienie dla takiej szarej, samotnej klaczy jak ja. Jakaż ja jestem podekscytowana. ♥️
-Egoistka- mruknąłem z nieukrywanym uśmiechem.
Kocham, kocham, kocham, rozumiesz? Masz tak samo gównianą maść jak ja, jesteś fajna jak ja- widzisz ile podobieństw? Nawet jak ostatnio słyszałam, kaszlesz jak ja. Czyż to nie romantyczne?
-Kiedy Mivana będzie chora to, że kaszlę, jak ona na pewno ją pocieszy. Niezły patent- stwierdziłem.
Moje serce raduje się, jak Cię widzi ty obsrany kruku, bo słyszałam, że kochankowie lubią sobie dokazywać, więc już ćwiczę.
Miałem ochotę przyłożyć kopyto do czoła, ale niestety moja anatomia mi na to nie pozwoliła.
Pachniesz jak kwiaty, tylko trochę gorzej. Jesteś tak ładna jak kwiaty, tylko trochę brzydsza.
To potwierdza, że słowa poetów to czasem niezły bełkot. Zwłaszcza takich jak Samimara...
Może trochę bełkoczę, może trochę śmierdzę, ale w nocy ci ładnie popierdzę.
-Co to... jest- przewróciłem oczyma, nie wierząc, iż dalej czytam to gówno.
Jestem taka podekscytowana na... a zresztą zobaczysz, co będziemy robić w nocy.
-Jestem dorosły, ale chyba zbyt zjebany na ten rodzaj porno- westchnąłem.
Oczywiście będziemy zrywać robale z kwiatków, aby im ulżyć!
-Albo zwyczajnie mam brudne myśli- liczyłem na to, że list zmierza ku końcowi.
To, co tworzymy kampanię ekologiczną, aby pielęgnować twoje dzieci- kwiaty?
-Jak widać... Marabell nie gwałciła tylko ojca Mivany- uśmiechnąłem się.
Rewolucja robalowa! Haha!
-To już chyba mocno odbiegło od listu miłosnego- powiedziałem sam do siebie.
No to co? Kiedy randka? Nie każ mi czekać, lalala.
-No trochę sobie poczekasz- parsknąłem w duchu śmiechem.
Spełnię wszystkie twoje zachcianki. Nawet urwę puzdro Mikadowi i zrobię z niego trofeum.
To już zdecydowanie przekroczyło moją granicę dobrego smaku.
Trofeum, haha! Albo naszyjnik!
Gdybym dostał taki list adresowany do mnie, miałbym chyba tylko jedną prośbę- żeby strzeliła samobója.
Hah, Lumino naprawdę myślałeś, że Samimara jest taką idiotką? Gdybyś wiedział jaką minę robiłeś, gdy to czytałeś! Dobrej nocy...
~~Zee
-Mały gówniarz- pokręciłem łbem. Cóż, skoro chce, abym miał o nim taką opinię. Zastanawia mnie tylko, skąd wziął tego ogiera i darmowy podgląd...
Zaliczone. Trafił się chyba jeden czy dwa błędy, ale poza tym jest dobrze.
22.04.2019
Od Lumina do Siraane „A więc kim jesteś?”
-Czemu o to pytasz?- odrzekłem do niej, odrobinę znudzony sytuacją, w jakiej się obecnie znajdowałem. Być może niektórych takie rzeczy jak poznawanie nowych koni ekscytuje, ale ja zdecydowanie nie należałem do tego typu. Wolałem trzymać się własnego kątka i rozmawiać z Mivaną w razie, gdybym czegoś ewentualnie potrzebował. Lubiłem przewidywalność jeleniowatej klaczy i ten spokojny tok życia. Jednakże, kiedy ciągnąłem dalej rozmowę z Siraane, coraz bardziej zaczynałem wierzyć, iż być może rzeczywiście powinienem się ruszyć i kogoś poznać. Rozmawianie z nią jednak strasznie mnie krępowało i starałem się bardzo mocno nie okazać tym zwyczajnym zabijaczem nudy, wolałem pisać się na wzajemną sympatię. Jeśli już kogoś poznawałem, to wypadałoby, abym robił to na sto procent. W końcu, kiedy zbliżaliśmy się już powoli do końca rozmowy, klaczka odezwała się do mnie odważnym tonem.
-Myślałam, że nie będziesz tak długo ze mną rozmawiał, samotniku.
-Kto ci powiedział, iż jestem samotnikiem?- odrzekłem lekko rozdrażniony. Rzeczywiście wiele koni mogło sobie wyrobić taką opinię o mnie. W duchu jednak czułem, że po prostu cholernie zżera mnie nieśmiałość, kiedy mam porozmawiać z kimś nowym.
-Ja... miałam wrażenie, że nim jesteś- odparła lekko zbita z tropu.
-Spoko- stwierdziłem lekkim tonem, aby rozluźnić atmosferę- Miałaś prawo nie wiedzieć...
-A więc kim jesteś?- zapytała, a w jej oczach dostrzegłem iskierki ciekawości.
-Zwyczajnym ogierem- przesłałem jej szczery uśmiech i zacząłem się oddalać.
<Si?>
16.04.2019
Od Lumina do Mivany „Nie bądź mną”
-Nie bądź mną, nigdy- te słowa sprawiły, iż przebiegł mnie dreszcz. Nie mam pojęcia dlaczego. Nigdy nie byłem zbyt wrażliwy czyjeś wypowiedzi- nawet brutalne czy do bólu smutne. Część koni pewnie z tego powodu mnie uważała za popierdolonego, lecz niezbyt mnie to obchodziło. Taki już byłem — urodzony flegmatyk. Całkiem przyjemny stan. Bez smutku czy bólu spowodowanego przez rówieśników, czy w ogóle inne konie. Ale też bez miłości... Czy takie życie się do czegoś nadaje? Z pewnością było wygodne, ponieważ moim jedynym zmartwieniem na tę chwilę było ciągłe powtarzanie „mojej siostry”, iż powinienem sobie znaleźć przyjaciół. Być może jestem dziwniejszy, niż mi się wydaje...
----SKIP TIME : CZASY OBECNE------------
Wracałem właśnie z kolejnej "zabawy z Zee"- choć miałem wrażenie, iż to on bawi się mną. Traktuje mnie jako wybawcę w samotności, pomimo tego, że nigdy nie wielbiłem zbytnio towarzystwa. Westchnąłem ze smutkiem, widząc moją załamaną siostrę (której nareszcie udało mi się podsłuchać imię). Nigdy nie życzyłem jej źle. Zamiast jednak pytań natrętnie "Co się stało?"- jak większość czterokopytnych, wolałem się oddalić. Może to było głupie, że zostawiłem ją z tym problemem samą, lecz nigdy nie wiem, czy tak naprawdę oczekuje ona w tej kwestii pomocy. Najbezpieczniej było odejść. Po chwili jednak usłyszałem za sobą cienki głos- należał on do Mivany i szczerze mówiąc, rozpoznałbym go na sto innych.
-Wszyscy mnie zostawili -jej kwestia była przerywana chwilowymi wybuchami płaczu.
Odwróciłem się zaskoczony tą nagłą reakcją Mivany na przeciwności losu. Spojrzałem w jej oczy, które wyglądały w tym momencie, jakby były utkane z łez i jedynie do czarnej melancholii zostały stworzone.
-"Nie bądź mną"- przypomniało mi się i znowu poczułem silne dreszcze- tym razem połączone z mdłościami.
<Miv? Emocjonalnie - jak zwykle :P
3.03.2019
Od Lumina do Zee „Tortury”
Postanowiłem się pobawić z ledwo co umiejącym poruszać się szkrabem dla Mivany. Ostatnio coraz bardziej upierała się, bym lgnął do towarzystwa. Zapewne dla nieznających jej do końca wzrok, który mi przesłała, gdy odchodziła, mógłby wyrażać coś w stylu "Co ja z tobą mam". Ja jednak rozpoznałem w jej oczach mieszankę zdziwienia, czujności i ulgi. Pobiegłem za Zee, co rusz wdychając ciężko w duchu. Nie przywykłem do zabaw, a tym bardziej nie z tak młodymi latoroślami. Po chwili zwolniłem kroku, widząc, że źrebak maści cremello, właśnie złapał zająca. Znaczy... przewrócił się. Jeśli chciałem dogadać się ze szkrabem, musiałem na chwilę odrzucić od siebie wszystkie znane mi metafory i skupić się na paplaniu prostym językiem. W końcu Zee podniósł się i zadał pytanie, jakiego najbardziej się obawiałem.
-To w co się bawimy?-przy tym wyszczerzył zęby jakby dumny z jeszcze większego zbicia mnie z tropu.
-N-nie wiem-zacząłem niepewnie, po czym dodałem- Myślę, że jednak ty jesteś kreatywniejszy.
-A co to znaczy "kreatywniejszy"?- rozwarł szeroko tę swoją paszczękę.
-Pora umierać- pomyślałem i przekląłem siebie w myślach, że sam sobie zgotowałem taki los. Zawsze można by przypisywać to Mivanie, ale ja taki nie jestem.
-Bardziej pomysłowy...?- nie byłem pewny czy takie tłumaczenie wystarczyło.
-To może ...w chowanego?
-Przypomnisz mi na czym to polega?- zapytałem zaćmiony, a młodzik tylko zaczął się śmiać.
-Świetny dzień- pomyślałem- Już nigdy nie dam się namówić na nic Mivanie.
<Zee?>
8.01.2019
Od Lumina do Mivany „Samotna wędrówka”
-No dobrze, dobrze- mruknęła, ale po tej czynności cicho zaśmiała się- Możesz być pewny, że będzie miał zapewnioną dobrą opiekę- zapewniła ostatni raz gniadego ogiera, który wyjaśnił mi przed paroma chwilami, jaką zajmuje rangę- Do zobaczenia Shiregt!
-Do zobaczenia...- odpowiedział, po czym odwracając się, ruszył w zupełnie odwrotnym kierunku do nas. Rozejrzałem się niepewnie. Niezbyt wiedziałem, jak to się stało, że... moje życie tak bez zapowiedzi... eh. Gnało po prostu jak głupie. Po tym, jak zdecydowałem się zaufać klaczy, zacząłem dorastać i choć podobno zmiany w moim wyglądzie były niewielkie, to czułem, że moja psychika i charakter są teraz jakby trochę odmiennie i nie pasują do mnie we wcześniejszej postaci. Był wczesny świt, kiedy otworzyłem oczy, zupełnie niegotowy na naukę z rozwydrzonymi młodzikami parę metrów dalej. Westchnąłem. Spoglądając na słońce, mogłem śmiało stwierdzić, że zostało mi przynajmniej parę godzin do rozpoczęcia lekcji. Zostawiłem samą Mivanę i bez wcześniejszej zapowiedzi udałem się na samotną wędrówkę do lasu.
<Miv? Wybacz, że tak krótko, ale następnym razem opowiadanie nie będzie pozostawiało takiego niedosytu. A akcja... no cóż się rozkręca :D>
1.01.2019
Nowy nauczyciel II stopnia - Lumino!
Relacje:Źródło: Zdjęcie główne
Motto: "Miłość spytała przyjaźń:
-Po co ty istniejesz, skoro ja jestem?
-Istnieję po to, by zostawiać uśmiech, tam gdzie ty zostawiasz łzy-odpowiedziała"
Imię: Lumino. Imię to nadane mu w czasach kiedy jeszcze był latoroślą nie miało znaczyć nic konkretnego, lecz ogier zwyczajnie... czuje do niego sympatię? Słowa, które można potraktować jako pseudonim dla tego osobnika to "avenir noir"- z francuskiego oznaczają czarną przeszłość.
Tytuł: Zarazem szlachetny i odrobinę mroczny- Kataxo.
Płeć: Ogier. Czy ważyłeś się pomyśleć inaczej?
Ranga/i: Gałąź Edukacyjna + arystokracja. Owszem, ten zamknięty w sobie samiec uczy źrebaczki. Uznajmy, iż dobrze mu idzie. No prawie...
Głos: Joel Adams
Mivana (przybrana siostra)-ogier uważa, że relacja z nią mogłaby być lepsza, ale nie jest źle. Traktuje ją jak dobrą przyjaciółkę i wie, że może na niej polegać. Z wzajemnością.
Reszta- zwykła, niezbyt inspirująca znajomość
Osobowość: Mistrz spławiania, podrywania i okręcania sobie koni wokół kopyt, a to wszystko z kamiennym pyskiem. Manipulacja nie jest mu obca- uwielbia zagłębiać się w psychikę własnego gatunku i uzyskiwać dzięki temu korzyści dla siebie a także ją psuć, choć z tym ostatnim stara się powstrzymywać z racji wykonywanego zawodu. Introwertyk- potrafi zbić z tropu ciekawym przemyśleniem i zazwyczaj konie czują się przyjemnie w jego towarzystwie. Nie żyje jednak na wielkiej osobności, po prostu ciężko odnaleźć mu się w tłumie. Możesz na niego liczyć- to dobry przyjaciel, lecz niestety mało koni dopuszcza do tego zaszczytnego grona. Cóż... przynajmniej są to prawdziwie bliskie mu sercu zwierzęta. Wydaje się, że ciężko zdobyć jego serce, ale to nie jest do końca prawda. Pociąga go inteligencja, błyskotliwość, a także poczucie humoru. Dobrze przebywa mu się także w gronie lekkich sadystów. Kiedy ma do wyboru pracować w grupie lub sam- wybiera to drugie. Nienawidzi kiedy ktoś nie bierze pod uwagę jego pomysłów i woli wszystko sam dokładnie i na chłodno zaplanować.
Orientacja: Biseksualny
Aparycja:
- Rasa: Istna mieszanka
- Wygląd: Dość słodki i jednocześnie wyjątkowy pyszczek czyni tego osobnika dość osobliwym. O jego maści nie trzeba zbyt wiele mówić- to siwek z krwi i kości. Jego grzywa posiada naturalne skłonności do skręcania się w lekkie loki co wygląda dość spektakularnie. Jest raczej lekkiej budowy- świadczy o tym średniej wielkości klatka piersiowa, chude nogi oraz mała waga. Cały jego wygląd uzupełnia odrobinę łabędzia szyja i delikatny krok.
- Znaki charakterystyczne: Nie posiada takowych.
- Wzrost: 160 cm WK
Historia: Oto urodził się mały cud, prawdziwe oczko w głowie swoich rodziców, w szczególności matki. Jednakże od strony wrogów stada, w którym żył pojawiły się jakieś szemrane plotki. Władca obruszony takim stanem rzeczy zarządził natychmiastową wojnę. Źrebakowi kluczącemu w tym czasie, gdzieś w mongolskich lasach udało się przetrwać. Ze starcia klan, do którego należał Lumino wyszedł zwycięsko i nie poniósł zbytnich strat. Jego matka jednak podczas bijatyki zachorowała jednak na poważną chorobę, spowodowaną bliskim kontaktem z ogierem z innej "paczki". Niestety przez tą przypadłość została wygnana w trosce o innych członków. Ojciec Lumina, który należał do świty, natychmiastowo zerwał z nią kontakt. Klacz z dnia na dzień robiła się coraz bardziej słaba, aż wreszcie porzuciła śpiącego źrebaka do Klanu Mroźnej Duszy.
Inne:
-Od dzieciństwa pozostała mu miłość do samotnych spacerów po lesie.
-Urodzony zielarz
Kontakt: aisza - hw, czat- zagadkowy ludź, discord -๖̶̶̶ƵuA nemɇƶɨS ♀#5801
Subskrybuj:
Posty (Atom)
