-Ja...-zaczęłam niepewnie, obrzucając najbliższego towarzysza błagalnym
spojrzeniem- Powtórzysz może?- zapytałam, a w oczach klaczki pojawiła się
kolejna iskierka entuzjazmu przed kolejną przemową.
-Jestem Moa, a to Skires- uśmiechnęła się, pokazując łbem w kierunku smolistego ogierka- Nie wiemy w co się pobawić- westchnęła, obdarzając mnie smutnym spojrzeniem- Może możesz nam wybrać jakąś rewelacyjną zabawę? A tak w ogóle, jak się nazywasz?
-Mmm... berek?- zapytałam, ponieważ nic innego nie przyszło mi na myśl- I...
-W takim razie miło Cię poznać Berku- wszedł mi w słowo Skires.
....Skip Time- Czasy nastoletnie....
-W
takim razie ...-rozpoczął Lumino, uśmiechając się tajemniczo i czujnie
obserwując nasze niewielkie grono. Zawstydzona tym, że przyjemne
dreszcze zaczęły muskać moje plecy, odwróciłam łeb i zacisnęłam zęby-...
najciekawsze treningi macie za sobą. Któż nie lubił uczyć się dobrych
manier? Teraz została wam tylko ta bolesna i jakże nieprzydatna walka,
ale myślę, że dla was mogę zrobić wyjątek i wrócić do poprzedniego etapu-uciął,
czekając na naszą reakcję, lecz ja byłam skupiona na chłonięciu
szczegółów jego pyska i delektowaniu się błyskotliwością i dojrzałością
tego osobnika. Był do bólu męski i zdawało się, że przyjemność sprawia
mi każda jego wada, ponieważ z każdą skazą stawał się coraz bardziej
namacalny i równy nam. Posłałam w jego kierunku nieśmiały uśmiech, a
kiedy zauważyłam, że go odwzajemnił, lekko się speszyłam. Im mniej
dostępny był koń, którego w głowie podciągałam na status przyjaciela,
tym bardziej odczuwałam wcześniej wspomniane objawy.
-Nieee-
usłyszałam ryk młodzieży, jednak na pyskach wszystkich zgromadzonych
widniał serdeczny uśmiech. Niechętnie dołączyłam się do nich i teraz
również szczerzyłam zęby do naszego nauczyciela. Mój wzrok wyrażał
wdzięczność do Lumina,
ponieważ ostatni rok bez niego nie byłby taki wyjątkowy. Uwielbiałam
jego osobowość i mimo wszystko traktowałam go jako serdecznego
przyjaciela. Od początku dzieciństwa z każdą wartościowszą osobą
przeżywałam to samo i choć wciąż nie mogłam się do tego przyzwyczaić, to
wiedziałam, iż to nie jest miłość. Nie była tym pięknym uczuciem,
wiosennym roztargnieniem, słodyczą życia... To było coś innego. Mijało
do paręnastu miesięcy i utwierdzało mnie w przekonaniu, że mój umysł
jest najdziwniejszym znanym mi miejscem na ziemi. A ja byłam... cóż.
Niewyżytym kawałkiem konia, który zamiast dorastać jak inni rówieśnicy,
wybrał własną drogę. Czy piękną i wieczną młodość? Czy najlepszą drogę z
możliwych...? Czas pokaże.
<Moa? Chciałam nie umrzeć, okey? xD>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shantsai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shantsai. Pokaż wszystkie posty
17.12.2019
24.09.2019
Od Shantsai do Ktosia „Kolejne kroki... w nieznane”
Spojrzałam w atramentową toń otchłani zwanej niebieską. Poświęciłam dobrą chwilę na zarejestrowanie ogromu świetlistych punktów w bezruchu wiszących na firmamencie, jak gdyby zostały zgubione przez nieuważną matkę naturę i czekały w niemej nadziei, aż je ponownie odszuka. Po chwili jednak zwróciłam głowę w kierunku rodzicielki, nieznacznie się do niej przybliżając. Jej oddech powoli wędrował po moim grzbiecie, roztaczając magiczną siłę, zabijającą nawet najdrobniejszy niepokój. Moje powieki opadły, sugerując otoczeniu, iż przykryte nimi oczy zaczynały się męczyć nadmiarem bodźców. Wydałam z siebie coś na kształt błogiego westchnięcia i otulona poczuciem bezpieczeństwa oddałam się w objęcia Morfeusza niedługo przed świtem...
~~*~~*~~*~~~~*~~*~`*
Budząc się, odkryłam najsmutniejszy fakt w życiu każdego źrebięcia- moja matka wyparowała tak samo jak ciemne niebo, które teraz było znacznie jaskrawsze. Instynktownie odsunęłam głowę od rozświetlonej złotej kuli zdecydowanie królującej na całym nieboskłonie w swego rodzaju respekcie, który budzi przy pierwszym rzucie oka w jej kierunku. Rozpaczliwie zarżałam, chwilę potem zmieniając pozycję na trochę czujniejszą, kiedy usłyszałam znany już odgłos szelestu kopyt o trawę. Ku mojemu zadowoleniu na horyzoncie pojawiła się zjawiskowo piękna klacz, szybkim ruchem głowy odgarniająca grzywkę wpadającą jej do oczu- przede wszystkim będąca moją rodzicielką. Stawiała dość niepewne kroki, co od razu przykuło moją uwagę, rozlewając po moim ciele uczucie zaniepokojenia przy jednoczesnej dozie zaciekawienia. Posłała mi radosne spojrzenie, co odrobinę mnie uspokoiło i ciekawość zdążyła objąć tron w moich odczuciach. Ledwo podniosłam się na chwiejne kończyny i ruszyłam w jej stronę, nieporadnie nimi przebierając. Ona natomiast wskazała łbem na grupkę rówieśników rozmawiających o czymś z wielkim zaangażowaniem. Zdezorientowana stanęłam w miejscu, niepewna swojej dalszej decyzji i posłałam jej pytające spojrzenie. W odpowiedzi otrzymałam jedynie kolejną zachętę do zmienienia trasy, więc zaczęłam kierować się w stronę owego zebrania, zaliczając po drodze kilka upadków...
<Ktoś? Wybaczcie za długość itp., ale jest 23 :P>
19.09.2019
Nowe źrebię - Shantsai!
Źródło: Zdjęcie główne
Imię: Shantsai.
Tytuł: Mirdelli.
Wiek: Kilka dni.
Płeć: Klaczka. Jeśli brak któregoś członka ciała ci nie przeszkadza, ewentualnie masz plany samobójcze- możesz w tej kwestii zaszaleć. Może przecież zawsze wspomóc się swoją rodzicielką, aby zadać ci jakiekolwiek tortury.
Relacje:
Mint (matka)- Rodzicielka jest jej jedyną podporą... Z zapartym tchem słucha jej lekcji, choć czuje jak wysysają z niej całą źrebięcość i tworzą z niej zimną kłodę. Wie jednak, że z prawie wszystkimi jej słowami się zgadza, nawet jeśli mimowolnie. Matka nigdy nie zważa na jej młody wiek i potrafi opowiadać czasem naprawdę dojrzałe historie o tym jak jej córka przyszła na świat. Z jej strony brakuje tylko czasem ciepła...
Tango (ojciec)- Nie zna. I nie zamierza. Inaczej- zna. Z opowieści Mint. Jednakże one nie głoszą o nim zbyt wiele dobrego...
Osobowość: Jest dość krucha i wrażliwa jak większość źrebiąt- choć nie tylko fizycznie, ale także i psychicznie. Nie zajmuje się zbyt wieloma aktywnościami, zazwyczaj trzymając się u boku matki, a jej głównym zmartwieniem jest głód i sen. Zabawę z rówieśnikami traktuje na razie niepewnie, choć coś pcha ją do innych koni. Nie jest to jednak chęć poza jej strefą komfortu, a w duchu żywi do nich coś na kształt nieufności. Z czasem zaczyna coraz częściej prowokować zabawy o zabarwieniu seksualnym ze swoją karmicielką, w ten sposób przygotowując się do późniejszego życia, kiedy wzrośnie jej pociąg do osobników z końskiego gatunku. Czasem rozgrywają fikcyjne walki, jej matka wierzy, że Shantsai niedługo dorówna jej sprawnością. Klaczka również chciałaby podzielać ten pogląd... W jej duszy tkwi głęboko schowane zamiłowanie do krwawych scen o niezbyt optymistycznym finale dla przeciwnika, może ze względu na chęć przetrwania? Instynkt jednakże każe jej zwyczajnie zwiać, na co ma również dość małe pokłady energii, jednakże wystarczające na niezbyt duże dystanse. Jest samodzielna, chciałoby się również rzecz, iż dodatkowo odpowiedzialna.
Aparycja:
- Rasa: Mieszanka konia andaluzyjskiego i mustanga.
- Umaszczenie: Jest duże prawdopodobieństwo genu srebrnego, popielata sierść w niektórych miejscach przeplata się z białą, występują również białe rzęsy sugerujące, że możemy w przyszłości spodziewać się siwego konia. Można jednak spekulować, że jedynie zacznie się rozjaśniać dość szybko i to będzie jedyne działanie "świadczące" o możliwym udziale genu "G". Grzywa koloru sierści. W sumie całokształt przypomina młodego jelenia, co jest dość urocze w połączeniu ze źrebięcą sylwetką oraz niewinnością.
✵discord: ๖̶̶̶ƵuA nemɇƶɨS ♀#5801
✵howrse: aisza
✵czat: Zagadkowy ludź.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
