Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Donatello. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Donatello. Pokaż wszystkie posty

2.09.2017

Żegnamy Donatello i Italię!

Donatello zostaje wydalony z powodu braku kontaktu z właścicielem, zaś Italii zabrakło czasu. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecydują się wrócić w nasze progi!

Donatello|8 lat|Ogier|Rebeliant|Brak|Natka2222 

http://lepszytrener.pl/articles/images/q0g7rwg00pzenkvf.jpg 
 Italia|6 lat|Klacz|Zielarka|Brak|magic2005

 

26.06.2017

Od Donatella do Calipso (F) - ,,Wyjaśnienia i zapoznanie siwki"

Przy boku przywódczyni mogłem czuć się spokojnie, jednak wcale tak nie było. Członkowie klanu patrzyli na mnie z lekkim zaniepokojeniem lub zmieszaniem. Moje pierwsze odczucie nie było pozytywne, wręcz się zestresowałem. Miałem jednak nadzieje, że w przyszłości jakoś przyzwyczają się do mojej obecności w ich stadzie. Pewnie rzadko widzą kogoś obcego, więc jasne było to, że czują lekkie zaniepokojenie. Nie wiedzą o nowym przybyszu totalnie nic. Nie wiedzą jak się wobec niego zachować, żeby go nie rozzłościć czy też nie zasmucić - przecież mógł przeżyć jakąś traumę. A co jeżeli zachowam się nietaktownie, co jeśli swoim pytaniem lub wypowiedzią go urażę? Pytania te i wątpliwości pewnie miotały tutaj zgromadzonymi, nie pozwalając im czuć się w pełni swobodnie w moim towarzystwie.
Szybko podniosłem łeb i przyśpieszyłem kroku by dogonić odchodzącą beze mnie klacz. Miałem nadzieję, że zajmie się mną dopóki nie zrozumiem systemu władzy w jej klanie. Bardzo dobrze zawsze mogła by mnie podrzucić komuś innemu - doświadczonemu osobnikowi, który by się mną zajął i mnie oprowadził. W pewnym momencie zastanawiałem się czemu zgodziłem się tu dołączyć. Moja samotność była może lekko męcząca, ale satysfakcjonowała mnie i pewnie inne istoty, które nie miały ze mną do czynienia. Teraz jednak mój spokój został zagrożony a moja przestrzeń osobista - pewnie runie w gruzach. Westchnąłem ciężko, sam skazując się na taki los - nadal męczyłem się sam ze sobą, a teraz narażam na mnie jeszcze innych, którym już zaczynałem współczuć. Z osobą mojego pokroju naprawdę trudno trzymać nerwy na wodzy czy też mnie znieść. Postanowiłem przełamać panującą wokoło nas ciszę, która zaczynała się robić coraz bardziej niezręczna.
- Przepraszam, Calipso tak? - upewniłem sam siebie, mówiąc to głośno. Wolałem przypomnieć sobie jej imię głośno by później w trakcie rozmowy nie palnąć czegoś nie odpowiedniego co mogło by ją razić.
- Tak - odpowiedziała krótko, ale jej ton głosu już wyraźnie złagodniał i mogłem dostrzec lekki uśmiech na jej pysku. Miałem nadzieję, że nie sprawie przywódczyni kłopotu należąc do jej klanu.
- Czy mogła byś mi opowiedzieć coś o swoim stadzie? - zapytałem się, w sumie z czystej formalności. Ten temat ani trochę mnie nie interesował, ale po chciałem zagaić jakąkolwiek rozmowę, w sumie było to czysto formalne pytanie. Klacz zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią, jakby chciała wszystko najpierw dokładnie przeanalizować i dopiero po tym udzielić konkretnej i jasnej odpowiedzi.
- Cóż, jesteśmy wędrującym stadem, jak już zapewne zauważyłeś aktualnie idziemy wraz z południowym brzegiem rzeki Eg, z której czerpałeś wody - trafna lekko kąśliwa uwaga, którą jednak zignorowałem i pozwoliłem klaczy ciągnąć dalej - Nie widziałeś wszystkich członków, ale jest nas w sumie sześcioro, więc nie wydaje mi się byś miał jakiś problem z zapoznaniem się z resztą... - zrobiła krótką przerwę, po czym znowu kontynuowała - Wyznajemy politeizm, ale to z czasem zapoznasz się z naszymi bóstwami, mam nadzieję, że cię to jakoś nie zrazi, przecież każdy ma wolne kopyto w tej kwestii - zaznaczyła. Cóż, zdziwiłem się odrobinę, ale cieszę się, że nie jest to n mnie z góry narzucone. W oddali dostrzegliśmy pijącą siwą, stosunkowo małą klacz.
- Donatello, nie mam teraz czasu oprowadzić cię po terenach, na których aktualnie się znajdujemy, ale widzę kogoś kto może zrobić to za mnie - Calipso wskazała łbem na klacz. Ta jakby wiedziała o naszej obecności i intuicyjnie podniosła łeb. Kiedy tylko nas dostrzegła, żwawo do nas podeszła.
- Witaj Calipso! - siwa klacz przywitała się radośnie z przywódczynią z uśmiechem na pysku, po czym jej wzrok wylądował na mojej osobie - I witam...?
- Donatello - powiedziałem. Jej imię idealnie pasowało do jej jasnego, nieskazitelnego umaszczenia.
- Witam cię Krystal, cieszę się, że cię tu spotykam. Chciała bym byś oprowadziła tego tutaj, ponieważ ja niestety nie mam teraz na to aktualnie czasu. Była bym ci dozgonnie wdzięczna - wypowiedziała się Calipso. Jej ton głosu zmienił się diametralnie w delikatny ton, jakby w żaden sposób nie chciała urazić białej klaczy. Ta pokiwała twierdząco głową na znak, że się zgadza. - To zostawiam ci tego ogiera... nie zgub go gdzieś po drodze - zażartowała z uśmiechem szara klacz, zostawiając nas samych. Popatrzyłem z zaciekawieniem na siwkę.

<Calipso lub Krystal? Przepraszam, że nic nie wnosi do akcji, ale ja to taki sobie biedny statyczny człowieczek xd>

25.06.2017

Od Donatella do Calipso (F) - ,,Zapoznanie przy płynnym chłodzie"

Duchota jaka dzisiaj panowała powodowała, że moje płuca domagały się rześkiego, chłodnego powietrza, który ochładzał by cały mój organizm. Dzięki niemu miał bym siły by iść dalej przed siebie. Słońce bez litości wisiało na nieboskłonie, piekąc mnie w grzbiet. Czarny kolor sierści potęgował tą gorączkę, gdyż pochłaniała jeszcze więcej promieni słonecznych. To są właśnie momenty, w których przeklinam moje kare umaszczenie. Na szyi czułem spływające powoli krople potu, który miał w jakiś sposób ochładzać moje ciało - czego jednak nie odczuwałem. Wyraźnie jednak czułem moje zmęczone wędrówką mięśnie. Każdy krok był dla nich okropnym wysiłkiem i jedynym o czym teraz myślałem, to odpoczynek w jakimś chłodnym miejscu. Niestety do puki znajdowałem się na tej polanie nie wchodziło w to grę. Wnętrzności mi się gotowały a sam się topiłem, więc jeżeli bym się teraz położył na trawie, upiekł bym się, ale za to inne mięsożerne zwierzęta miały by smaczny posiłek. Parsknąłem śmiechem myśląc, że mógłbym skończyć jako opiekany obiad dla wilków czy innych stworzeń latających stworzeń jakimi są, przypuśćmy, kruki.
Podniosłem ociężały łeb w górę, by spojrzeć przed siebie, z nadzieją, że dostrzeże w oddali jakiś zbiornik wodny, w którym mógł bym się napoić czy też się ochłodzić. Na horyzoncie niestety nie było tego co chciałem, ale widać było linie drzew. Od razu pomyślałem o przyjemnym cieniu, jaki dają owe wielkie rośliny. Bez zbędnego przemyślenia, przyśpieszyłem kroku, by znaleźć się w upragnionym chłodzie jak najszybciej.
Dotarłem do upragnionego celu, kiedy tylko cień drzew mnie otulił, poczułem niesamowitą ulgę, która była dla mnie istną przyjemnością. Była to najbardziej przyjemna chwila w dzisiejszym upalnym dniu. Zazwyczaj je jakoś zawsze znoszę, ale gorąc połączony z wyraźnym odwodnieniem organizmu wraz z kilku dniową podróżą non stop, nie był dobrym pomysłem czy też planem.
Kopyta z wyraźnym ciężarem podnosiły się i stawiały kolejne kroki. Z upragnieniem wdychałem chłodne powietrze, które skrywało się pod koronami drzew. Kiedy jednak upajałem się tą rozkoszną chwilą, do moich nozdrzy wpadł zapach innych osobników mojego pokroju. Lekko się zaniepokoiłem ich obecnością tutaj, gdyż mogłem zostać w najgorszym wypadku zaatakowany. Nigdy nie wiadomo na kogo się trafi, a wiatr z ich zapachem informował mnie, że jest to cała grupa a nie pojedynczy osobnik. Pokręciłem łbem na znak mojego zaniepokojenia. Postanowiłem jednak ruszyć w głąb tego małego lasku, gdyż można było wyraźnie wyczuć, że gdzieś w pobliżu znajduje się zbiornik wodny. Miałem nadzieję, że nikogo nie spotkam. Był bym całkowicie usatysfakcjonowany kiedy udało by mi się w tym miejscu odpocząć parę dni a później ruszyć w dalszą drogę - co nie było mi jednak pisane.
Kiedy tylko usłyszałem szum rzeki, po raz kolejny przyśpieszyłem kroku. Kiedy znalazłem się przy jej nurcie, zanurzyłem w niej dwie przednie kończyny jednocześnie schylając łeb by móc się napić. Woda okazała się być cudownie zimna, dzięki czemu powoli ochładzała moje ciało i zgrzane wnętrzności. Nie zważając na maniery, zacząłem łapczywie pić. Przez szum wody nie słyszałem dźwięku stukotu kopyt, które nieuchronnie się do mnie zbliżały. Po chwili dopiero lekko zaniepokojony, miałem wrażenie, że nie jestem tu sam - i całkiem słusznie. Szybko podniosłem kary łeb a z pyska ściekała mi jeszcze woda.
Mój wzrok zatrzymał się na nietypowo wyglądającej klaczy. Była ode mnie wyraźnie mniejsza, ale to nie powstrzymywało jej by trzymać łeb dumnie, wysoko. Oboje mierzyliśmy się wzrokiem, w lekko krępującej ciszy, którą w końcu przerwała.
- Kim jesteś? - zadała proste pytanie. By nie wyjść na niewychowanego, wyszedłem z wody i stanąłem jakieś cztery kopyta z dala od niej. Lekko schyliłem łeb w geście przywitania, po czym spokojnym tonem odpowiedziałem:
- Zwykłym, nic nieznaczącym przybyszem, który chciałby spędzić na tym terenie kilka dni, by mógł odpocząć... po tym czasie opuszczę to miejsce a my już nigdy się nie spotkamy - odpowiedziałem, znowu podnosząc kary łeb.
- Niestety nie masz prawa tu przebywać, tereny te należą do Klanu Ognistej Grzywy - odpowiedziała bez namysłu, jakby tą kwestię powtarzała za każdym razem kiedy spotyka kogoś obcego. Jednocześnie była to odpowiedź na te wiele zapachów, które można tu było wyczuć. Westchnąłem ociężale.
- Czy w takim razie mógł bym rozmawiać z przedstawicielem owego klanu? - zapytałem się, mając nadzieje, że przywódca nie będzie miał nic przeciwko bym tu został na parę dni. Nie chodził bym w drogę członkom jego klanu, a później ulotnił bym się i nawet byśmy się nie pamiętali.
- Właśnie z nim rozmawiasz - burknęła lekko oburzona, strosząc uszy i lekko potrząsając grzywą. Przekląłem w myślach moją nie rozwagę.
- Przepraszam w takim razie - odpowiedziałem cicho i chcąc okazać należyty szacunek, ukląkłem na jedną nogę.

<Calipso? Przepraszam, że takie troszkę denne, ale wena poszła się ostatnio rypać :')>

25.06.2017

Nowy rebeliant - Donatello!

Źródło: Zdjęcie główne
Motto: ''Strach tnie głębiej niż miecze - dlatego nie pozwól mu nad sobą zapanować''
Imię: Donatello, nie lubi gdy zdrabnia się jego imię. Tylko osoby niezwykle mu bliskie mogą mu mówić Donnie
Tytuł: ---
Wiek: 8 wiosen
Płeć: Ogier
Przynależność: Klan Ognistej Grzywy
Ranga/i: Rebeliant
Rodzina:
Miwa - matka karego ogiera. Klacz była niezwykle surowa w wychowywaniu swojego syna. Nie pozwalała mu na igraszki i swawole za wieku młodzieńczego. Chciała by Donnie stał się odpowiedzialny i poważny co jednak pomyliła z melancholijną. Jej syn właśnie przez nią stracił swój życiowy optymizm i owiał się chłodem obojętności. Donatello dużo jej zawdzięcza, ale jeszcze więcej przez nią stracił. Kontaktu nie utrzymują. Kary ogier, uważa, że nie ma potrzeby by trzymać z nią jakikolwiek kontakt.
Reyen - ojciec Donnie'go. Ogier miał niezwykle dobre relacje z synem. Z zamiłowaniem odpowiadał na każde pytanie zadane przez źrebaka. O świece wiedział naprawdę wiele przez co Donnie go podziwiał. Szanował go za wiedzę jaką posiadał. Cieszył się, że rodziciel ze spokojem odpowiadał na każde jego ciekawskie pytanie. Niestety, jako wojownik któregoś razu już nie wrócił z pola bitwy. Młody ogier bardzo to przeżywał, przez co zamknął się w sobie.
Osobowość: Ogier niezwykle stanowczy i despotyczny, co niektórych bardzo do niego zraża przez co Donnie nie ma osób mu bliskich. Można by go nazwać oazą spokoju, lecz to tylko pozory - wystarczy jedno niewłaściwe słowo w jego towarzystwie, by wybuchł niekontrolowaną złością. Dlatego też stara się trzymać swoje emocje na wodzy, przez co można to pomylić z obojętnością. Jest świadom tego, że pod wpływem złości padają słowa nieodpowiednie, przez co ma tendencje do ranienia innych. Znany ze swojego intelektu i doskonałej elokwencji. Denerwują go konie nader energiczne czy też mające zbytnie optymistyczne nastawienie do życia. Twardo stąpa po ziemi, dla niego rzeczy takie jak marzenia czy wyobraźnia praktycznie nie istnieją. Jest tu i teraz, szara monotonna rzeczywistość, którą trudno zmienić. Bystrość umysłu pozwala mu na analizowanie każdego nagłego wydarzenia, dzięki czemu potrafi szybko reagować w kryzysowej sytuacji. Jego wadą jest wielka mściwość. Nigdy nie zapomni twojego złego zachowania w stosunku do niego. Odpłaci ci tym samym złem jeżeli nie jeszcze gorszym. Pamiętliwość to naprawdę zła cecha, jeżeli pamięta się same złe momenty swojego życia. Jego niską samoocenę ukrywa pod warstwą pseudo-egoizmu, który nie jest prawdziwy.
Nie chce ranić innych, więc świadomie się od nich odsuwa, skazując siebie samego na samotność. Gdzieś jednak w głębi jego oziębłego serca, pragnie zrozumienia i prawdziwej przyjaźni.
Partner/Partnerka: Wątpi by jakakolwiek klacz by go zechciała. Nie jest tego świadom, ale boi się związku.
Potomkowie: Szczerze powiedziawszy Donatello nie znosi źrebiąt jak i pewnie byłby beznadziejnym rodzicem. Dzieci dla niego są zbyt energiczne i zbyt nie przewidywalne. Zabierają jakąś cząstkę ciebie i twój cenny czas. Wymagają od rodzica wyłączności a Donnie nie mógł by im tego dać. Uważa, że jest sam dla siebie i nikt nie ma prawa naruszyć jego przestrzeni osobistej.
Aparycja:
  • Rasa: Zwyczajny koń hanowerski, jednak Donatello bardziej lubi się w nazwie: Koń hanowerski elegancki gorącokrwisty.
  • Wygląd: Harmonijna, regularna wręcz atletyczna budowa ciała. Tak jak na konia tego rasy jest dość wysoki, co dodaje mu majestatu. Kara sierść (czarna niczym jego dusza) lśni w słońcu, co oddaje jego nienaganny stan zdrowia. Mocna budowa, mięśnie wyrobione od skoków, dzięki czemu jest niezwykle elastyczny. Jego włosie na grzywie i ogonie, jest sztywne i szorstkie. Grzywa krótko obcięta dodaje mu surowości. Mocne kończyny z dobrze zbudowanymi kopytami, dzięki czemu stoi niezwykle pewnie bez możliwości zachwiania.
  • Znaki charakterystyczne: Jedyne białe znaczenia znajdują się na nogach - na każdej jest biała ''skarpetka''.
  • Wzrost: 170 cm
  • Waga: 580 kg
Umiejętności: Znany ze swojej giętkości i wyrobionych mięśni. Wyjątkowo skoczny, zachowuje przy tym swój majestat wraz z elegancją poruszania się. Dobrze rozpoznaje zmieniającą się pogodę, więc po kierunku wiatru, jego nasileniu i chmurach pozna czy może będzie padało. Ma idealną orientacje w terenie. Jego umysł potrafi zapamiętać najdrobniejszy szczegół czy też go dostrzec.
Historia: Jest zwyczajna. Nie ma się tu nad czym rozpamiętywać. Nie chcę pamiętać czasów kiedy to był ''wychowywany'' przez swoich rodziców. Dbał sam o siebie, nie mogą liczyć na pomoc kogokolwiek. Teraz kiedy tylko osiągnął wiek pozwalający mu opuścić dom, zrobił to bez namysłu. Nie raczył nawet pożegnać się z matką. Był wdzięczny jednak ojcu za wsparcie emocjonalne. Więc w młodym wieku zaczął swoją samotną wędrówkę, która trwała stosunkowo długo bo parę lat. Od niedawna jest dopiero w stadzie, do którego został przyjęty w naprawdę przyjazny sposób.
Inne: -
Kontakt: s.ara02@wp.pl (e-mail) / Natka2222 (hw)

Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika