Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hadvegar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hadvegar. Pokaż wszystkie posty

17.11.2018

Przemiana Hadvegara i Fashagara

Właściciel tych dwóch postaci zdecydował się zamienić je w nowe NPC. Nadal więc będą występować w naszych opowiadaniach (i zapewne sercach), ale już jako niesamodzielne i kształtowane przez naszą wyobraźnię. Możliwe, że kiedyś znów wrócą do nas jako normalne, a tymczasem - do zobaczenia, Hadvegarze i Fashagarze!

*** by Nightmare-v
Hadvegar|13 lat|Ogier|Medyk|Forever|Hadvegar

Znalezione obrazy dla zapytania horses with love hearts
Fashagar|2 lata|Ogier|Obrońca|Brak|Hadvegar

30.09.2018

Od Hadvegara do Salkhi ,,Uśmiechaj się częściej"

Ucieszyłem się, kiedy klacz odparła, że jest jej równie miło jak mi a kiedy powiedziała, że już wie do kogo udać się, gdy będzie potrzebować pomocy, nie potrafiłem ukryć swojej radości. O to mi właśnie chodziło, żeby czuła się przy mnie bezpiecznie i mi ufała, żeby nie bała się mnie odwiedzać tak często jak tylko tego potrzebuje. Staram się robić wszystko co tylko w mojej mocy i mam nadzieję, że jej nie zawiodę.
– A więc oznacza to, że będziemy się bardzo często widywać. Nie wiem czy wypada mi mówić, że jestem z tego faktu zadowolony, bowiem to stwierdzenie ma dwie strony medalu. – zaśmiałem się lekko, po czym kontynuowałem, tłumacząc bardziej co mam na myśli. – Jednak chodzi mi bardziej o tą drugą, bowiem twój uśmiech sprawia, że jest mi niezwykle miło. – uśmiechnąłem się do klaczy.
Moja towarzyszka miała w sobie coś takiego, jakby to określić, źrebięcego... taką radość i urok, które sprawiały, że chciałoby się nią opiekować przez cały czas. Jednak rozumiem, że nie jestem do tego powołany, przynajmniej nie w tym rozumieniu i ta niewielka namiastka opatrywania jej ran zdecydowanie musi mi wystarczyć. Chociaż nie ukrywam, że wolałbym jej tutaj aż tak często nie widywać, bo przecież nie chcę by cierpiała. Cierpienie to nic dobrego, a im wszystkim należy się samo dobro, bo czemu miałoby być inaczej, prawda?

<Salkhi?>

21.09.2018

Od Hadvegara do Salkhi ,,Zawsze do usług"

Spoglądałem na klacz w uwagą, bardzo ostrożnie analizując każdy kawałek jej ciała, czy nie ma zadrapań czy może coś wygląda niepokojąco. Tak już mam, zboczenie zawodowe o którym nikt nie ma pojęcia. Może to i lepiej? Nikt nie wie, że go analizuję z taką dokładnością, co naprawdę mogłoby się wydawać dziwne, a nawet psychiczne? Przy okazji mogłem też ocenić każdy skrawek jej ciała pod innym względem, bardziej artystycznym, że tak powiem. Jej maść była taka piękna, przypominała mi jesień, taką radosną, kolorową, ale jednak zimną i wietrzną. To jest chyba moja ulubiona pora roku, która bardzo inspiruje. Możesz być zarówno radosny i smutny, równowaga jest bardzo ważna w naszym życiu. Latem zawsze jest radośnie, a zimą przeważnie smutno, a jesień? Jesień jest idealna. Wiosna? Wiosna też jest radosna, bo wszystko budzi się do życia, potem to już żyjesz... a jesienią? Przygotowujesz się do śmierci, delikatnej takiej... lirycznej. Coś magicznego.
– Bardzo miło mi ciebie poznać Salkhi. – oznajmiłem z uśmiechem i lekkim ukłonem w jej kierunku, bardziej można powiedzieć, że było to prawie niezauważalne ugięcie nogi i opuszczenie łba.
– Jestem Hadvegar. – przedstawiłem się, wracając do poprzedniej, wyprostowanej pozy.
– Jak już wiesz, jestem tu po to, żeby się o ciebie troszczyć, więc jeśli tylko będziesz mieć wątpliwości, to zapraszam. – powiedziałem, na końcu dodając z ukłonem – Zawsze do usług. <Salkhi?>

18.09.2018

Od Hadvegara do Salkhi ,,Twój wybór"

Dzisiejszy dzień był naprawdę miły, nic nikomu się nie stało i mogłem spokojnie porozmawiać o ogólnym samopoczuciu w stadzie. Dla mnie to niezwykle ważne, żeby wszystkie problemy od razu mi zgłaszali, nawet te najdrobniejsze. A kto wie, kiedy wybuchnie coś większego? No nikt tego nie wie. Nagle do moich uszu doszedł czyjś krzyk i poproszono mnie o pomoc, którą oczywiście od razu byłem w stanie zaoferować. Widziałem, że klacz z lekka kuleje, co mogło być naprawdę strasznym urazem, ale po oględzinach, nic jej nie było. Lekko opuchnięta kończyna, która wymagała odpoczynku.
– Masz szczęście, nic poważnego się nie stało. Wystarczy, że będziesz na siebie uważać i nie przemęczać nogi. Na wszelki wypadek mogę dać ci też maść, żeby opuchlizna zeszła szybciej. – oznajmiłem, patrząc na jej nogę, po czym przeniosłem wzrok wyżej, oczekując odpowiedzi. Żyjąc w tym stadzie, wiedziałem już, że nie wszyscy chcą mnie słuchać i brać sobie moje rady do serca. Skoro mają wybór, niech wybierają, chociaż oczywiście lepiej by było zrobić dokładnie to co radzę, bo przecież... nie robię tego by im zaszkodzić. Ogromnie cieszę się, że mogę pomagać, nawet tym najgorszym, a przynajmniej tak mówią inni, bo dla mnie wszyscy są dobrzy. Trzeba tylko dać niektórym szansę, żeby odkryli w sobie to dobro.
<Salkhi?>

16.08.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Bezpieczeństwo"

Wydawało mi się, że skądś kojarzę to miejsce i starałem sobie wszystko przypomnieć, jednak nie za bardzo byłem tego pewien. Wolę się jednak nie odzywać, bo przecież nie chciałbym wyjść na jakiegoś ignoranta czy coś. Forever chciała pobyć chwilkę razem, a jaskinia to idealne miejsce. Czasami się zastanawiałem, skąd one się tutaj biorą... w rodzinnym stadzie rzadko natrafialiśmy na jaskinie, można nawet stwierdzić, że w ogóle ich nie było.
Mniejsza jednak o to, nie wolno mi się teraz rozpraszać takimi pierdołami, kiedy ukochana chce mnie, w tym momencie pragnie ciepła mojego ciała, które jej ofiarowuję. Przytuliłem się do niej i zacząłem smyrać delikatnie chrapami. Forever zamknęła przy tym oczy i delikatnie zarżała. Lubiłem to. Po prostu uwielbiałem jak tak robi, jak tak wygląda. Oddaje mi się cała, jakby... czuła się bezpiecznie. To właśnie to poczucie jest dla mnie niezwykle ważne i wyjątkowe. Jej szczęście i bezpieczeństwo... nasze. Jesteśmy jednością. Tyle czasu już spędziliśmy wspólnie, a ja nadal nie potrafię uwierzyć, że to dzieje się naprawdę... jednak... ciągle to mi się śni, ten paskudny dzień.
– Hadvegar? – zapytała, widząc moją minę.
– Przepraszam, znowu zdarzyło mi się o tym pomyśleć. – oznajmiłem ze spokojem.
– Tyle już czasu minęło... – westchnęła, a ja ujrzałem rozczarowanie w jej oczach.
– Wiem, ale nie rozmawiajmy o tym. Mamy w końcu czas tylko dla siebie moja miła. – uśmiechnąłem się do niej.
<Forever?>

16.07.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Nasz problem"

Spojrzałem na nią z jeszcze większym smutkiem, bowiem ona naprawdę potrzebowała pomocy, ale starała się grać twardą. Po co? Zna mnie przecież i wie, że jej we wszystkim pomogę i zrozumiem. Przykro mi było z tego powodu, że ona woli mnie w takiej sytuacji odtrącić. Kim ja dla niej jestem? Nie przyjacielem? Może rzeczywiście za dużo oczekiwałem i odbierałem wszystko nie tak jak powinienem. Możliwe... ale nie zostawię jej tak, nawet jeśli ona mojej pomocy tutaj nie chce. Nie zostawię. Jestem medykiem, to moje zajęcie... pomagać. Czasami wbrew i na siłę, ale pomoc to moje powołanie.
– Nie Ganerdene. To nie jest twój problem, tylko nasz... – powiedziałem, można powiedzieć, że dość surowo. Tak jak typowy rodzic, kiedy daje szlaban źrebięciu. Tak... poważnie, bez najmniejszej nutki żartu.
Klacz spojrzała na mnie, a w jej oczach było coś, co natychmiast kazało mi ją przytulić. Coś musiała przeżyć, o czymś myśleć... a to nie było na pewno przyjemne. Nie wiem co to było, ale ta wściekłość nie jest nieuzasadniona. Klacze czasami tak mają, że z wściekłości płaczą, a ja wolałbym uniknąć jej łez. Oczywiście nie dałbym sobie kopyta uciąć, bo nie byłem pewny czy ona jest rzeczywiście normalnie wściekła czy po prostu wściekła na siebie, zagubiona i bezsilna.
– Przepraszam. Nie złość się na mnie moja droga... Jestem tu by ci pomóc i zawsze będę. – wyszeptałem jej do ucha, jak jeszcze była lekko sparaliżowana tą sytuacją.
<Ganerdene?>

12.07.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Nie tędy droga"

Było mi naprawdę szkoda mojej szarej towarzyszki. Nie wierzyłem i nie mogłem nadal w to uwierzyć, że byłaby skłonna do zatruwania własnego organizmu. W jakim celu? Po co? Nie wiedziałem. Czy to zwykłe uzależnienie, czy może ona ma jakieś problemy z którymi sobie nie radzi.
Nim moje lekarstwo zaczęło działać, mogłem wszystko przemyśleć, ale też nie dojść do żadnego logicznego wytłumaczenia. Z zamysłu wyrwały mnie słowa Ganerdene. Spojrzałem na nią z ogromną troską i smutkiem.
– Nie masz za co moja droga. Jestem tutaj by Ci pomóc. To moja praca. – oznajmiłem ze spokojem. Co niby miałem jej powiedzieć? Co ty wyrabiasz? Ćpiesz? Dlaczego? Masz jakieś problemy? Nie... nie tędy droga. Jeśli robi to regularnie, to nic nie da narzucanie się i stawianie jej w sytuacji bez wyjścia. Atakami nic nie wskóram, a przecież zależy mi na tym, by wszystko się wytłumaczyło.
Klacz zamilkła na chwilę, tak jak i ja. Nie patrzyła na mnie, wiec widocznie musiała żałować tego co zrobiła, albo wstydziła się, że to właśnie ja się o tym dowiedziałem i to w taki sposób. Nie wiem, ale lepiej będzie coś powiedzieć, bo inaczej do niczego nie dojdziemy, a chyba chcemy, prawda?
– Ganerdene. Jeśli masz z czymś problem to wiesz, że mi możesz powiedzieć, prawda? – zapytałem łagodnym tonem głosu.
<Ganerdene?>

12.07.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Fashagar"

– Fashagar. – odpowiedziałem, po czym delikatnie musnąłem moją ukochaną za pomocą chrap.
Przyglądaliśmy się naszemu synkowi jeszcze przez chwilę, jak niezdarnie próbował się podnieść i przejść kawałek, żeby zaraz potem znaleźć się we właściwym miejscu.
– Jest słodki. – oznajmiła klacz, patrząc się na syna, który właśnie zaczął ssać sutka.
– Ma to po mamie. – powiedziałem, spoglądając jej prosto w oczy, żeby zaraz potem zobaczyć jej uśmiech i lekkie zakłopotanie. Zawsze tak reagowała na wszelkie komplementy, mimo, że uwielbiała ich słuchać. To było naprawdę urocze.
– W takim razie z charakteru będzie po tacie. – oznajmiła z uśmiechem.
Odwzajemniłem jej się tym samym, po czym dotknąłem jej chrap. Jeszcze chwilę przyglądaliśmy się źrebięciu i czekaliśmy aż skończy, żeby zaraz po tym móc go zaprowadzić do reszty stada. Nie mogłem się doczekać, aż przedstawię go Ganerdene. Mam nadzieję, że zgodzi się zostać ciocią. Byłoby naprawdę wspaniale mieć jeszcze kilka kopytek do pomocy, a wolałbym by była to naprawdę odpowiednia osoba. Wcześniej Forever wybrała odpowiednią opiekunkę, więc chyba teraz moja kolej, prawda? Mimo wszystko, nie będę się kłócił, jeśli już moje jabłuszko kogoś wybrało, bo prędzej czy później Fash pozna Ganerdene, a tymczasem koniecznie musimy go zapoznać z jego siostrą.
<Forever?>

8.07.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Czy ty ćpiesz?"

Spojrzałem na Ganerdene z ogromnym zdziwieniem, bowiem takiej reakcji się nie spodziewałem. Co gorsze, nie zrozumiałem ani słowa z tego co mówiła. Rozumiem, że można się wzruszyć i płakać ze szczęścia, ale to raczej nie wyjaśnia aż takiego bełkotu. A może ona po prostu tak ma? Hmm, lepiej żebym w to nie wnikał za bardzo w tym momencie. Porozmawiam z nią najwyżej kiedy indziej, bo nie wydaje mi się, żeby zachowywała się normalnie.
– A tobie jak minął dzień? – zapytałem, żeby nie wyjść na jakiegoś chama, tym bardziej, że jej słowa w ogóle do mnie nie docierały, o ile jakieś tam były. Chciałem się też upewnić, czy to wszystko jest spowodowane tylko przeze mnie.
Klacz popatrzyła na mnie przez chwilę, a ja na nią, oczekując odpowiedzi. Minęła dłuższa chwilka, nim moje słowa do niej dotarły. A jak już dotarły, to wybuchła. Normalnie wybuchła śmiechem i zaczęła krzyczeć, że wszystko jest piękne.
Nie, to nie jest moja Ganerdene, nie ta, którą znałem. Chwyciłem ją zębami za grzywę i pociągnąłem za sobą, a ona grzecznie szła, cichutko chichocząc coś pod nosem. Zaprowadziłem ją do miejsca, gdzie trzymaliśmy zioła i kazałem się położyć. Płakała i śmiała się jednocześnie, turlając się po ziemi. Nie pozostało mi nic innego jak poczęstować ją rośliną wywołującą wymioty, a następnie odtrutką, jednak nie byłem pewny co ona mogła zażyć, o ile coś wzięła. Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
– Zjedz to, proszę. – podałem jej zioło.
<Ganerdene?>

8.07.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Nowy początek"

To znowu się stało, ten sen, nie daje mi spokoju. Męczy mnie, a tak się staram robić wszystko by być jak najlepszym partnerem i ojcem. Czy to da mi kiedyś spokój? Nie chciała tego i dobrze o tym wiem. Nie kocha mnie. Ona na pewno mnie nie kocha, udaje tak samo jak ja. Jak można kochać kogoś takiego jak ja? Nie można! Po prostu nie można! Kim ja jestem? Zwyrodnialcem jakimś. Naćpanym zwyrolem znęcającym się nad kimś naprawdę kochanym i dobrym. Cierpię. Cierpiałem i widocznie będę cierpieć z powodu wyrzutów sumienia. To tak bardzo przeszkadza w miłości, której... nie ma. Starałam się, a ona? Ona gdzieś jest, na dnie i wyjść nie chce. Mówię jej słodko, prawię komplementy, a nawet... dotykam. Beznamiętnie to wychodzi, dla mnie przynajmniej. Widać miłość, której nie ma. Ślepi my wszyscy jesteśmy, aktorami życia bezuczuciowego. Gramy w to niczym źrebięta w berka. Raz jest dobrze, później już giniemy pod ciężarem swoich myśli. Umieramy niczym kwiat w upalne dni. Wody. Ja potrzebuję wody, spokojnej, kojącej, chłodnej... oh, takiej wody... jak... ona?
Obudziłem się. Widząc, że Forever jeszcze nie śpi, domyśliłem się, że mnie to znowu przerosło.
– Miałeś koszmary, prawda? – zapytała, na co jedynie skinąłem głową. Zapadła cisza.
– Nie wiem czy to najlepszy pomysł... być ze sobą. – posmutniałem, bardzo, bo wiem, że nie powinna tego słuchać. Komu mam to jednak powiedzieć jak nie jej?
– Nie mów tak. Nie gniewam się przecież za to co było, a teraz spójrz... – popatrzyła na swój brzuch i delikatnie posmyrała go chrapami. Ja zrobiłem to samo, po czym się uśmiechnąłem.
– Kocham Cię i nawet nie wiesz jak bardzo się nie mogę ciebie doczekać. – wyszeptałem do brzuszka, tak, by moja ukochana też słyszała.
<Forever?>

4.07.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Krzyczę, bom wariat"

Im dłużej przebywałem z Ganerdene, tym bardziej byłem nią zauroczony. Jest naprawdę słodka i taka... beztroska? Chciałbym czasem być na jej miejscu i podziwiać tą pogodę, tak jak ona, ale... nie mogłem. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żebym w końcu łapał słońce.
Ni z tego, ni z owego, klacz zaproponowała wyścig i zaczęła biec. Nie mogłem być gorszy, prawda? Może chociaż tak jej wynagrodzę tę smęty. Miała rację, stary, naburmuszony dziad ze mnie. Pragnąłem pokazać się z tej lepszej strony, więc nim się obejrzała wyprzedziłem ją, chociaż i tak nie chciałem wygrać. Wolałbym, że ona to zrobiła i tak też się stało. Wyprzedziła mnie bez najmniejszego problemu i nawet nie musiałem się starać przegrać, a raczej... musiałem się starać, żeby być tuż za nią. Szybka była, naprawdę.
W końcu dotarliśmy na miejsce, a klacz uśmiechnęła się do mnie i oznajmiła dumnie, że jest mistrzem, po czym pokazała mi język. Zaśmiałem się i przyznałem jej rację, jest mistrzem. Mistrzem poprawiania humoru także.
– Jesteś naprawdę szybka. Nie mogłem Cię dogonić. – oznajmiłem, co ona odebrała jako ironię.
– Już nie przesadzaj, dałeś mi wygrać. – odparła z uśmiechem.
– Chciałbym, ale naprawdę nie mogłem Cię dogonić. – wyjaśniłem, a Ganerdene się zaśmiała.
– Niech ci będzie, ale wiem swoje. – spojrzała na mnie unosząc wyniośle łeb.
Resztę dnia spędziliśmy w naprawdę dobrych nastrojach, opowiadając sobie śmieszne historie i wydarzenia, po czym wspólnie wróciliśmy do stada i ułożyliśmy się do snu.
~~Parę tygodni później~~
W końcu! Udało się nam odkryć lekarstwo na zarazę! Byłem z tego powodu dumny i od rana mój humor był naprawdę wyśmienity. Myślałem, że już nic lepszego mi się nie przydarzy, a tu proszę. Moja Forever jest w ciąży! Byłem szczęśliwy jak nigdy dotąd, czułem jak moja dusza się unosi i delikatnie wiruje na ciepłym, przyjemnym wietrze, łagodnie muskając płatki różowych kwiatów, drobniutkich i pięknych. Z drugiej strony ten radosny spokój chciał się przemienić w huragan, który skupiałby się tylko na tym co jest teraz, nie biorąc pod uwagę niczego innego, spustoszenie radości. Po takim wietrze niestety czeka nas coś nieprzyjemnego...
Jednak to nie jest na to pora. Dzisiaj jestem niczym motyl, siedzący i pijący słodki nektar z najpiękniejszego kwiatu świata, żeby zaraz potem odlecieć, subtelnie machając swoimi szlachetnymi skrzydełkami.
Kiedy tylko Ganerdene skończyła swoją pracę, musiałem... po prostu musiałem do niej pójść i jej o tym wszystkim powiedzieć! Cieszyłem się! Oh, jak ja się cieszyłem z tego powodu. Każdy powinien o tym wiedzieć, każdy! Niczym wariat, chodziłem i mówiłem wszystkim co mnie czeka, żeby potem zbierać gratulacje. Jest wspaniale!
– Ganerdene! – krzyknąłem, podbiegając do klaczy. – Nie uwierzysz co się stało! Muszę Ci wszystko powiedzieć! Chodźmy gdzieś. – zaproponowałem i ruszyłem przed siebie, a zaraz obok mnie szła moja szara towarzyszka.
– No mów, mów. Chętnie się dowiem, dlaczego jesteś taki szczęśliwy. – oznajmiła z uśmiechem.
– Normalnie nie uwierzysz, udało nam się w końcu znaleźć antidotum na zarazę, a to znaczy, że już więcej koni nie umrze. Mało tego! To co ci teraz powiem, jest naprawdę czymś cudownym... – przystanąłem i spojrzałem na przyjaciółkę. – Forever jest w ciąży, a to znaczy, że będziemy mieli drugie dziecko! – krzyknąłem z radości. Ogólnie miałem ochotę krzyczeć.
<Gandzia?>

3.07.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Forvegar"

Mimo tego, że nie rozumiałem, dlaczego Forever wolała chodzić do innych medyków, a nie po prostu poprosić mnie o sprawdzenie, cieszyłem się. Cieszyłem się, że będziemy mieli źrebaka. Teraz już wszystko pójdzie w zapomnienie i odetchnę od zła wszelkiego, bo przecież, źrebak to samo szczęście. Bardzo dobrze wspominam czasy, kiedy nasza córeczka była malutka i teraz, gdy na nią tak patrzę, ciągle widzę to malutkie, głupiutkie źrebiątko. Ohh... to naprawdę coś cudownego!
– Teraz tylko trzeba powiedzieć o tym Sirocco. – Uśmiechnąłem się do mojej wybranki, na co ona skinęła głową, jednak zaraz potem ponownie mnie przytuliła.
– Powiemy jej wieczorem. Teraz pewnie jest zajęta. – Oznajmiła, smyrając moją szyję swoimi chrapami.
Rozpłynąłem się, zawsze to robiłem, kiedy mnie tak dotykała... no dobra, może nie zawsze, ale nie mówmy już o tym. Liczy się to co jest teraz i póki wszystko idzie w dobrym kierunku, nie warto wracać do tego co było. Tym bardziej, że nie było to nic przyjemnego. Jest cudownie i zawsze tak będzie.
– Myślałaś już o imionach? – zapytałem z zamkniętymi oczami i wyraźnym zadowoleniem na pysku. Oh! Mogłem nic nie mówić, a teraz przerwie swoje czułości wobec mej osoby, których nigdy nie będzie mi miało.
– A ty? Zostajesz przy tych samych czy wymyśliłeś nowe? – osunęła się. Ehh, tak jak myślałem.
– Mogę zostać przy tych samych, aczkolwiek wymyśliłem nowe. Na tą samą literkę, co imię najpiękniejszej klaczy w tym stadzie. – odparłem z uśmiechem.
– Najpiękniejszej? Która to?! – oburzyła się, jakby nie wiedziała, że o niej mowa.
– Nie wiesz? Ani trochę nie przychodzi ci to do głowy? – droczyłem się z nią.
– Ganerdene? – zapytała nieśmiało.
– Co? Dlaczego akurat ona? – zapytałem ze zdziwieniem.
– Dużo czasu spędzacie razem. – skrzywiła się lekko.
– Oh, nie martw się moja droga, jeśli o te sprawy chodzi, bowiem tylko ty jesteś moim kwiatem na uschniętej pustyni. – wytłumaczyłem, po czym przytuliłem się do niej i wyszeptałem jeszcze kilka słów: – Ty jesteś dla mnie najpiękniejsza, Forever.
Klacz zadrżała, co doskonale mogłem zauważyć i poczuć. Lubiłem to. Sam miałem czasami takie dreszcze, a one... są bardzo przyjemne.
– To zdradzisz mi te imiona? – odsunęła się i zaczęła przebierać jednym kopytem z niecierpliwienia.
– Furshune i Fashagar. A jakie są twoje propozycje? – zapytałem i czekałem na nie z niecierpliwością. Zawsze miała świetne pomysły.
<Forever?>

30.06.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Jesteś mym blaskiem"

Miłość czy coś tam? Czyżby ona w nią nie wierzyła? Powiedziała to tak beznamiętnie, że już sam nie wiem. Jeśli jest tak jak myślę, to jest to naprawdę smutne, bo przecież to musi być coś naprawdę cudownego, to przecież do miłości konie są stworzone, układają wiersze i ballady, to miłość jest sensem... Nie rozumiem. A może i ona ma rację? To jest tylko takie "coś", co się przytrafia jak jakieś smaczne źdźbło trawy. Traw niby wiele, ale niektóre smakują o wiele lepiej... A ona? Ona właśnie tak smakuje, lepiej, a przecież nie łączy nas nic szczególnego. Czy może ta moja miłość, czy coś... to tylko następstwo tego złego? Może czuję do niej to dziwne i niewyjaśnione uczucie, tylko dlatego, że ciągle źle czuję się z tamtym? Ulga nadchodzi wraz z pojawieniem się tego pyska, tej szarości, ale ta druga szarość ma lekkie przebłyski światła... właśnie, one są lekkie, delikatne, prawie niezauważalne. A tutaj? Tutaj czuję się zawsze taki sam, za mgłą, szary i nic nie znaczący, a jednak to bardzo dużo. Niezmącone. Niezmieszane. Miłe po prostu.
Czy kiedykolwiek sobie wybaczę? Nie wiem, ale staram się być dla mej partnerki jak najmilszy, staram się stwarzać pozory, by źrebię nie czuło się źle. Gryzie mnie to jak muchy, które odganiam ogonem, a zachowanie to może być zauważalne, jednak tyle czasu minęło, że przyzwyczajenie je zamazuje. Przynajmniej tak mi się wydaje.
– Strach jednak jest bardzo naturalny, tak jak smutek i radość. Podziwiam Cię moja droga, że podchodzisz do tego z taką delikatnością. – powiedziałem, patrząc na nią i zastanawiając się dalej nad tymi słowami. Czy aby na pewno nikt o losach nie decyduje? W tym są duże sprzeczności, niby nie możemy decydować o pogodzie, ale możemy wybierać sobie przyjaciół, możemy podchodzić do wszystkiego tak jak ona, albo tak jak ja, aczkolwiek to wymaga dużej pracy. Zmiana uczuć nie jest prosta... może czasem niemożliwa, więc czy to nie jest racją? Czy rzeczywiście to nie my decydujemy o tym? A jednak świadomość robi swoje i nie pozwala myśleć, że jesteśmy tylko przez kogoś kierowani, że to wszystko tak było zaplanowane. To dziwne rozbicie myśli... Wierzę, ale tak naprawdę wierzyć nie chcę. Pytanie tylko, w co tak naprawdę wiarę pokładam? W gwieździste niebo czy w głębię nieskończonej duszy?
– Może i masz rację, ale czy to nie los chciał bym cierpiał? Może i to wszystko jest zaplanowane, może nie jest, ale decyzje ktoś podjąć musi. To ja je podejmuję, a one... są widocznie, nieskuteczne. Ta bezsilność i właśnie te myśli, że ktoś ma już swoją gwiazdę, a ona tak po prostu wygasa, sprawiają, że sam czuję się, jakbym właśnie zaraz miał spędzić wieczność w tej ciemności. – oznajmiłem, łamiącym się tonem głosu. Mętlik, mętlik, mętlik i brak sprzątaczki, mej duszy... duszę się sam w sobie, dusząc resztki mej godności, ukrywam się jak winny, bo winnym przecież jestem... tylko ty mi pozostajesz, słuchaczko bredni.
– Dziękuję za to, że jesteś. Samo twoje towarzystwo jest mi blaskiem. Mam nadzieję, że kiedyś pospacerujemy w lepszych okolicznościach, bo nie chciałbym Cię tak po prostu wykorzystywać. – uśmiechnąłem się nawet, wypowiadając te słowa.
<Gandzia? Może jakieś wyścigi dla rozluźnienia sytuacji? XD>

27.06.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Uczucie"

Nie wiedziałem czy to najlepszy pomysł iść do klaczy w takim stanie. Jeszcze ją tylko zdołuję i nie będzie nam miło, co gorsze, zrażę ją do siebie i już nigdy więcej nigdzie nie wyjdziemy. Jednak nie mogłem ot tak jej olać, przecież to ja chciałem gdzieś pospacerować i to nie byłoby najlepsze rozwiązanie. Z dwojga złego wybrałem chyba to mniejsze zło... nie wiem.
– Idę, idę. – odparłem i udałem się za klaczą, żeby po krótkiej chwili znaleźć się u jej boku i spokojnie, w ciszy spacerować po okolicy. Tak... w ciszy. Cisza w tej sytuacji była za głośna jak dla mnie, a to naprawdę dziwne uczucie. Nie wiedząc totalnie co powiedzieć, wypowiedziałem coś, co nie do końca było przemyślane.
– Znasz takie uczucie? – zapytałem, na co klacz spojrzała na mnie z zaciekawieniem.
– Jakie? – zapytała, uśmiechając się słodko.
– Podobnież jesteśmy sobie pisani, gdzieś tam na niebie, są gwiazdy znające naszą historię i przyszłość, jak i przeszłość. To one dobierają nam kogoś przy kim czujemy się naprawdę wyjątkowi. Mimo, że nie znasz tego konia i widzisz go po raz pierwszy, to wiesz, że to ten właściwy i jedyny, ten, którego nie chcesz stracić, chociaż... widzisz go po raz pierwszy. – mówiłem, spoglądając w niebo. Nie wiem czemu o tym mówię, może to przez Forever?
– Znaczy się, emmm... nie mam na myśli nas, w sensie ja i ty, tylko ogólnie. – dotarły do mnie wypowiedziane słowa, zaraz po tym, jak Ganerdene spojrzała na mnie z wielkim zdziwieniem na pysku. Tak, mogło to zabrzmieć bardzo dziwnie... ale nie to miałem na myśli. Chciałem... właściwie to ja sam nie wiem co chciałem. Może tylko tak pofantazjować? Posłuchać historii o tym uczuciu, o ile by je znała? Tak mówią zakochani i to naprawdę musi być cudowne. Ja mogę jedynie karać się za to co zrobiłem mojej ukochanej... ale czy na pewno ona nią jest?
– Ehh, przepraszam. Ostatnio mam taki mętlik w głowie, że nie wiem co mówię. – nim klacz cokolwiek wypowiedziała, przerwałem tą paplaninę i chaos wypowiedzi. Oh, to nie jest najlepszy czas na to wszystko... a Ganerdene nie powinna tego słuchać! Nie znam jej tak dobrze, a zwierzam się jakbym znał ją od lat. To jest to coś, pozwalające mi na taką otwartość. Nie wiem czy określić to jako coś cudownego, a może wręcz przeciwnie? Oh, opuście mnie dzisiaj, wy myśli prze okrutne, chociaż tak... na jeden dzień. Jeden dzień zapomnienia.
<Gandzia?>

24.06.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Czym jest śmierć?"

Śmierć pojawiała się w stadzie coraz częściej, zabierając kolejnych członków naszej rodziny i chociaż nie wiem, jak czują się inni, ja strasznie to przeżywałem. Każdy jest tutaj dla mnie ważny i cierpię coraz bardziej, gdy udają się w ostatnią podróż życia. Rodzimy się i umieramy. Szczęście i nieszczęście. Nasze chwile są bardzo ulotne i krótkie... Czy to dobrze? Nie wiem, ale co by było gdybyśmy żyli wiecznie? Czy wtedy docenialibyśmy te proste czynności, te proste życie? Niestety, to nie będzie nam dane, nigdy, bo nie jesteśmy panami tego świata i nie mamy takiej mocy... Nie bez powodu istnieje śmierć, jednak dlaczego ona jest tak bolesna? Zwykła, normalna... śmierć, której nie da się uniknąć i każdego to czeka, a jednak inna i obca. Niespodziewana, tajemnicza i taka niecodzienna, chociaż wszyscy doskonale o niej wiedzą i są gotowi na to, że nadejdzie. Jednak jesteśmy tak głupi, że coś nas trzyma przy tej wiedzącej niewiedzy i mimo wszystko jesteśmy nieprzygotowani. Czemu tak się dzieje? Czemu jesteśmy w stanie się ze wszystkim pogodzić, przyjąć i rozmyślać o tym tak normalnie, ale kiedy ona przychodzi... to boli nas serce? Ten ból i nierozumienie, mimo iż doskonale to rozumieliśmy. Czy my naprawdę boimy się śmierci? A może to tylko ten strach przed zmianą? Boimy się zmian? Tak, to pewnie... tych nieodwracalnych.
Przez to wszystko musiałem odwiedzić Forever i zapytać jak się czuje. Pytałem ją o to codziennie i pytać będę do końca mych dni, nawet jeśli słyszeć będę to jedno słowo w odpowiedzi. Niestety, czasami fałszywe jest ono i tego nie jestem w stanie pojąć. Przecież mi możesz wszystko powiedzieć, moja droga.
– Gdzie nasza córka? – zapytałem, na co klacz wskazała bawiącą się Sirocco.
– Spokojnie mój drogi, ona czuje się dobrze. – odpowiedziała, tak jak zawsze. Jedno słowo. Dobrze.
– Mam chwilę wolnego, czy zechciałabyś się ze mną przejść? – zapytałem. Musiałem z nią porozmawiać, potrzebowałem jej teraz.
– Myślę, że nasza mała gwiazda się nie obrazi. – uśmiechnęła się i powoli ruszyliśmy, oddalając się od stada.
Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, o tym jak nam minął dzień, o tym, czym znowu zaskoczyła nas nasza córeczka. Nawet nie pomyślałbym, że ten czas tak szybko leci. Niedawno się urodziła, a teraz to już prawie dorosła klacz. Oh, nie wiem jak pogodzę się z tym, że przyprowadzi mi jakiegoś ogiera... Niestety, będę musiał się podzielić jej miłością, a to naprawdę nie jest łatwe, kiedy widzieć w niej będę moją malutką iskierkę.
Tematy rozmów powoli schodziły na te bardziej poważne, o epidemii, o życiu i o tym co będzie. Wiedziałem też, że minęło już tyle czasu i Forever ciągle czeka na te dwa słowa, których nie jestem w stanie wypowiedzieć.
Zatrzymaliśmy się na chwilę na odpoczynek i ułożyliśmy gdzieś w krzakach, obserwując zachodzące słońce i nasze stado. Kiedy ona tak patrzyła przed siebie, a jej grzywę delikatnie muskał wiatr... nie wiem co we mnie wstąpiło.
Delikatnie musnąłem ją moimi chrapami po szyi, a kiedy zamknęła oczy i wydała z siebie cichutkie rżenie, dążyłem dalej...
Było romantycznie. Namiętnie. Przyjemnie.
– Chciałbym źrebaka. – powiedziałem, tuląc się do niej od tyłu i smyrając ją po boku.
<Forever?>

24.06.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Nieszczęście"

Widząc entuzjazm klaczy, poczułem przyjemne ciepło, gdzieś w głębi mojego serca. To było naprawdę urocze. Dobrze, że chce się zaprzyjaźnić, jest tu nowa, więc pewnie mimo stada, czuje się samotnie. Byłoby mi bardzo miło, gdyby udało mi się z nią zaprzyjaźnić. Przydałaby mi się taka przyjaciółka... w dodatku jest śliczna.
– Będzie mi bardzo miło. – ukłoniłem się lekko przed nią, a ona zaśmiała się słodko. 
– W takim razie widzimy się później, przyjdę po ciebie. – oznajmiłem, na co klacz skinęła łbem, na znak, że zgadza się na to. Skoro jesteśmy umówieni, to nic tu po mnie już. Zostawię ją w spokoju, niech pracuje w spokoju, a tym czasem ja też wrócę do swoich zajęć.
Pożegnałem się z Ganerdene i odszedłem, dowiedzieć się czegoś nowego na temat epidemii. Rozmawiając z innymi końmi i medykami, zrobiło mi się smutno, bowiem mój pierwszy znajomy zachorował i jego stan zdrowia się nie poprawia. Może ostatnimi czasy nie mieliśmy ze sobą zbyt wiele kontaktu, jednak to nie zmienia tego, że bardzo go lubię. Naprawdę mi przykro z tego powodu i staram się zrobić co w mojej mocy, by tylko wyzdrowiał. Nie jest to łatwe... niestety.
Pomogłem przyjacielowi w tym, w czym byłem w stanie mu pomóc i zostawiłem go w spokoju. Powinien dużo odpoczywać teraz, a ja mam jeszcze trochę czasu przed spotkaniem, żeby pójść się przejść i może natknąć się na coś przydatnego, jakieś zioło czy pozostałości po innych istotach. Do stada wróciłem z niczym, niestety, co dobiło mnie jeszcze bardziej. Miałem ogromną nadzieję na znalezienie czegoś przydatnego, jednak los chciał inaczej.
– Witaj Ganerdene. – oznajmiłem. Mój ton głosu nie należał do najprzyjemniejszych, bowiem nic dobrego w smutku nie ma.
– Coś się stało Hadvegar? – zapytała, widząc, że nie czuję się najlepiej.
– Tak, moja droga. Czasami w naszym życiu dzieje się coś, czego nie potrafimy zmienić, chociaż bardzo byśmy chcieli. – wytłumaczyłem, po czym prostym gestem zaprosiłem ją na spacer.
– Chodzi o pracę, prawda? – zapytała, jednak to pytanie nie wymagało żadnej odpowiedzi. – Rozumiem Cię i wiem jak ci trudno. – dodała po chwili.
– Szczęściem naszego życia jest rodzina, ale też w nieszczęściu żyjemy z tego samego powodu. – oznajmiłem, po czym zapytałem: – A o u ciebie? Jak minął dzień pracy?
<Gandzia? :D>

12.06.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,Będziemy ochraniać"

– Jestem medykiem. – odpowiedziałem, spoglądając na klacz z uśmiechem. Na pewno coś w niej było takiego, co sprawiało, że koń sam chciał się uśmiechać. Nie wiem co to, jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę. To bardzo miłe uczucie, a patrzeć na nią, kiedy jest taka skupiona było jeszcze milsze. Samo patrzenie, nic więcej. Nic złego w tym nie ma, jeszcze...
– Wymyśliłeś już lekarstwo na zarazę, która nas gnębi? – zapytała, cały czas obserwując teren. Było to trochę dziwne, jednak dokładnie rozumiałem na czym polega jej praca i musiała robić to, co do niej należy.
– O to możesz być spokojna, moja droga. Robię wszystko co w mojej mocy. – oznajmiłem zgodnie z prawdą. Miałem ochotę powiedzieć coś w stylu, że wszystko będzie dobrze, że już nikt nie umrze, ale przecież nie mogłem tego obiecać, prawda? Nie mogłem, więc nie obiecałem. Najbardziej bałem się o moją Forever i córeczkę, jednak starałem się nie panikować za każdym razem, kiedy kichnęły. To było jednak bardzo trudne, ale wiedziałem, żeby nie przesadzać. Stres tu nie jest wskazany, bo osłabia organizm, a wtedy to już totalnie bym zgłupiał.
– To dobrze, widzę, że też podchodzisz do swojej pracy bardzo poważnie. – powiedziała klacz i nawet spojrzała na mnie przez chwilkę.
– Od nas zależy życie stada, więc to oczywiste. – powiedziałem i przerwałem na chwilę, zapraszając ciszę między me wypowiedzi. Kiedy uznałem to za stosowne, zadałem pytanie... chociaż, nie wiem czy to na miejscu, czy powinienem, ale coś chciało, żebym je jednak zadał.
– Kiedy kończysz zmianę i masz chwilkę wolnego? Myślałem, że moglibyśmy się gdzieś przejść i poznać bliżej, tak na spokojnie. – powiedziałem, po czym zdałem sobie sprawę, że mogło to zabrzmieć dziwnie, może dwuznacznie? W końcu jestem ogierem, a ona klaczą... może nie powinienem? Teraz to już za późno...
<Ganerdene?>

1.06.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Nigdy nie kochałeś"

Mijały kolejne dni, a nasze źrebię rosło w siłę. Uwielbiałem na nią patrzeć jak się bawi z rówieśnikami, jak obserwuje otoczenie i zadaje po miliony pytań dziennie. Z każdym dniem kochałem moją rodzinę coraz bardziej, mimo tego... jak do tego doszło. Przypominała mi o tym, ale czułem, że wszystko idzie w dobrą stronę i powoli ten ból zanika. Niestety z Forever było inaczej, a ja sam czułem, że jest mi coraz bardziej niezręcznie i odsuwałem się od niej, kiedy potrzebowała czułości. Trudno mi było, ale myślę, że ona to rozumie i da mi więcej czasu. Chciałbym to zmienić, ale czy robienie czegoś wbrew sobie pomaga? Czułem, że nie, ale urazić jej nie chciałem i starałem się stwarzać jakiekolwiek pozory tego rodzinnego ciepła.
Sirocco właśnie odbiegła od nas i radośnie podbiegła do swoich znajomych. Zaraz po tym Forever oparła głowę o mnie. Przypomniałem sobie o tym, co mi kiedyś powiedziała. Była ze mną szczera. Ja też powinienem z nią taki być. Szczery. Jednak nie chciałbym jej zranić w jakikolwiek sposób, bowiem wiele prze zemnie wycierpiała.
– Dziękuję Ci Forever. – powiedziałem, obserwując z daleka biegające źrebięta.
– Za co? – odsunęła się i spojrzała z zaciekawieniem na mnie.
– Za nią. – oznajmiłem, patrząc klaczy w oczy, po czym skierowałem łeb w kierunku źrebaków. – Jest idealna. Tak jak jej mama. – dodałem.
– Naprawdę tak myślisz? – zapytała, z lekka nie dowierzając.
– Tak właśnie myślę. Masz naprawdę dobre serce i zasługujesz na wszystko co najlepsze. Mam nadzieję, że kiedyś los ci wszystko wynagrodzi, bo ja nie jestem w stanie tego zrobić. – powiedziałem przygnębiającym tonem głosu.
– Przestań. Ile razy mam ci powtarzać, że nic się nie stało? – odparła ze zdenerwowaniem.
– Możesz to powtarzać w nieskończoność i chociaż wiem, że twoje słowa i czyny powinny być najważniejsze, to nie jestem w stanie... sam sobie wybaczyć. Ranię Cię tym tylko, ale nawet nie wiesz, jak jestem bezradny w tej kwestii. – wytłumaczyłem.
– Nie kochasz mnie, prawda? Nigdy nie kochałeś... – zapytała, patrząc mi prosto w oczy.
– Nie zrozum mnie źle, ale ja nie potrafię. Staram się robić wszystko, żeby Sirocco miała kochającą rodzinę i kocham ją całym moim sercem, ale to wszystko... przypomina o tym co wtedy zaszło. – czułem, że z każdym słowem jest mi lżej na duszy, jednak czy tym samym nie gnębię mojej Forever?
– Zapomnij o tym co zaszło, dla niej...
– Chciałbym moja droga, ale to jest jak pożar, który pozostawił po sobie ślad na twoim ciele. Niektórych śladów nie da się pozbyć, one pozostaną już zawsze. Myślisz, że mógłbym kiedyś zapomnieć? Pokochać? Doczekać się kolejnego źrebięcia? Takiego z prawdziwej miłości? – ton mojego głosu był niemalże bezuczuciowy, chociaż uczuć we mnie było aż nadmiaru.
– Może i rany nie znikną, zostaną na zawsze, ale trzeba nauczyć się z nimi żyć. Przypominają o tym, co się stało, ale to dzięki nim jesteśmy silniejsi. Jesteś silny Hadvegar, bo kochasz Sirocco... bo nadal ze mną jesteś, z nami. – podeszła do mnie bliżej.
– Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. – oznajmiłem, po czym przytuliłem się do klaczy. – Dziękuję, że jesteś. Naprawdę.
<Forever?>

27.05.2018

Od Hadvegara do Ganerdene ,,To coś"

Ostatnio prawie w ogólnie nie opuszczałem Forever, ponieważ sama tego chciała, bym przy niej był, kiedy tylko to możliwe. Wiadomo jednak, że konie mają swoje obowiązki, które muszą wykonywać. Właśnie teraz była taka chwila. Spuszczenie z uwięzi i rozstanie, żeby potem znowu do siebie wrócić i opowiedzieć o całym dniu. Zasnąć wspólnie i przywitać nowy dzień. Rutyna.
Rozglądając się wkoło, zauważyłem szarą klacz z którą nie miałem jeszcze szansy porozmawiać. Stała gdzieś z boku i obserwowała okolicę, od czasu do czasu przeżuwając trawę. Pomyślałem, że dobrą decyzją będzie podejście do niej i przywitanie się.
– Witaj. Miło mi Cię poznać, jestem Hadvegar. – oznajmiłem z uśmiechem.
– Ganerdene. – odparła, rozglądając się wokoło. Na mnie spojrzała może przez ułamek sekundy. Czyżby czujka? Bardzo możliwe, biorąc pod uwagę to zachowanie. Wątpiłbym w to iż jest taka obojętna... przynajmniej dla mnie nie wygląda na taką.
– Pracujesz, prawda? Może lepiej, abym nie przeszkadzał? - zapytałem, żeby się upewnić, chociaż można powiedzieć, że znałem odpowiedź. Nie wiem dlaczego, ale liczyłem na to, że będzie inaczej. Coś sprawiało, że chciałem przy niej przebywać. Nie wiem co to takiego, ale to bardzo przyjemne uczucie. Czasami w naszych życiach zdarzają się takie wyjątki, takie istoty, których nie znamy, ale coś nas do nich ciągnie. Jedno spojrzenie może sprawić, że już nigdy nie przestajemy o kimś myśleć. To takie przyjemne uczucie, które często kończy się rozczarowaniem. Mimo tego, nadal energia tamtej istoty jest dla nas miła, mimo, że sama jej egzystencja może nie spełniać naszych wymagań. A kiedy dochodzi do tego akceptacja... może już nie być dla nas ratunku.
<Ganerdene?>

25.05.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Imiona"

Jak to wszystko ma niby nie stanowić problemu? Czy ona jest normalna? Nie, nie jest i mogę to stwierdzić bez najmniejszego problemu... Czy ona mnie? Nie, to nie możliwe. Po co miałaby kochać, a tym bardziej, dlaczego? Nie ma żadnego powodu dla którego mogłaby coś poczuć. To tylko... samotność. Tak, to dlatego tak na mnie patrzy, bo nie w pobliżu nikogo innego. Przynajmniej nie zauważyłem, by ktoś się koło niej kręcił... prócz mnie. Chyba powinienem odpuścić i dać jej trochę czasu. Kto wie, może trafi na taką prawdziwą miłość, taką jaką chciałbym kiedyś mieć, ale to pewnie niemożliwe. Proszę Cię Forever, nie zniszcz sobie życia ze mną. Nie będę zły jak odejdziesz, bo jesteś moją najlepszą przyjaciółką i chcę być była naprawdę szczęśliwa.
Przez to wszystko spanikowałem i ją okłamałem, tylko po to by pobyć przez chwilę sam i przemyśleć co ja właściwe zrobiłem. Przecież mógłbym zajmować się źrebięciem czasami, kiedy by mi na to pozwalała. Nie musiałbym jej do siebie przywiązywać, jednak... wydaje mi się, że na to już za późno. Dobrze wiem co powiedziała i to mnie martwi, bo ja na nią tak nie patrzę. Mam jedynie nadzieję, że to "coś więcej", to po prostu ta nasza aktualna przyjaźń. "Więcej niż przyjaciela"? Przyjaźń i zdrowy rozsądek? Inaczej domagałaby się pieszczot i innych czułości, a do tego jeszcze nie doszło. Zimno. Cały czas jest tylko chłód przyjaźni, który jest naprawdę bardzo przyjemny i nawet gdybym miał zamarznąć, to dla tej istoty chciałbym to zrobić. Ona kiedyś mnie zostawi. Porzuci. Dla ciepła warto odchodzić, a wtedy... wtedy właśnie tak sobie zamarznę. Zostawię jedynie ten płomyczek, którym jest ona. Gdzieś na dnie mojego serca, zawsze będzie jasno i chodź płomień się pali, to jest zbyt mały, by mnie ogrzać.
Po jakimś czasie wróciłem z jakimiś ziółkami przeciwbólowymi. Przeżułem je i wyplułem na jej nogę, delikatnie masując chrapami zranione miejsce. Klacz syknęła z bólu, ponieważ lekarstwo dostało się w ranę i zaczęło szczypać. Tak naprawdę to jest to naprawdę niegroźna rana, takie tam malutkie zadrapanie i samo by się zagoiło, ale nie miałem lepszej wymówki.
– Myślałaś już o tym jak nazwiesz nasze źrebię? – zapytałem, całkowicie zmieniając temat. Może wyjdzie to na dobre.
– A ty o tym myślałeś? – zapytała z uśmiechem.
– Avatea dla klaczki, a Amathre dla ogierka. A ty wpadłaś na jakiś pomysł już?
<Forever?>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika