Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U'schia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą U'schia. Pokaż wszystkie posty

5.01.2019

Od U'schii „Młoda staruszka”

Na ten dzień miałam mnóstwo planów, między innymi rano miałam obgadać coś w radzie starszych, następnie spotkać się ze znajomymi mi końmi- Hadvegarem, Yatgaar i Khonhkiem. Gdyby życie było idealne, a los nieprzekorny pewnie by mi się to udało, ale że nie mieszkam w idealnym świecie... Dziś rano obudziłam się już ze słabym samopoczuciem. Nie miałam jednak pojęcia, że po mdłościach nadejdą zemdlenia i utraty świadomości. Powoli powłóczyłam się w kierunku zebrania, udając, iż nie czuję żadnych negatywnych uczuć w związku z moim samopoczuciem. Westchnęłam, rozglądając się. Zima spokojnie królowała i nie zamierzała, na razie robić miejsca dla żadnej pory roku. Idealna pogoda na spacer, na który pewnie nie będę miała dziś sił. Samotne gnicie gdzieś jakiejś w jaskini nie należało do moich ulubionych działań i rozrywki mojej duszy. Po tym spotkaniu jednakże powinnam odpocząć, jeżeli nie chcę narazić się na kompromitację... Zaraz kompromitację czym? Starością? W duchu w pokorze liczyłam te wszystkie siwe włoski, które mogą się na mnie znajdować, wyobrażając sobie swój widok jako takiej biednej staruszki i próbowałam wywróżyć, ile mi jeszcze z życia zostało. Miesiąc? Dwa? A może tydzień? Wzdrygnęłam się, przyspieszając. Kolorowanie rzeczywistości coraz czarniejszą kredką nie poprawiało na pewno mojego samopoczucia. Gdy ruszyłam ślimaczym galopem, poczułam palenie w mięśniach. Mój wiecznie młody umysł, nie mógł tego przyjąć, a ja zaczęłam się trząść. Poczułam, jak kończyny odmawiają mi posłuszeństwa i bezradnie padam na zimny śnieg. Przymykałam oczy i otwierałam je, z każdym mrugnięciem mniej rozumiejąc co dzieje się wokół mnie. Czy to już koniec? Nie ważne ile wcześniej przygotowywałam się na ten moment, ogarnęła mnie panika. A potem... wszystko się rozmazało i ... zniknęło, dając mi słuszną świadomość, że już powoli uciekam ze swojej ziemskiej postaci. W końcu wyzionęłam ducha i udałam się na wieczny spoczynek.
KONIEC

2.01.2019

Żegnamy Mikada i U'schię!

Postacie te umierają z niespotykanego w dzisiejszych czasach powodu - ze starości. Niechaj spoczywają w pokoju [*].

U'schia|15,5 roku|Klacz|Emerytka, Rada starszych|Brak|aisza

Mikado Kataxo|15,5 roku|Ogier|Emeryt|Brak|aisza

1.12.2018

Od U'schii do Yatgaar „Zobowiązanie wobec pewnej klaczy”

*przed pokonaniem renów*
-Jak mogłabym je przegapić- zareagowałam sarkazmem na wypowiedź klaczy, lecz puściłam się za nią wolnym galopem. Ona tylko prychnęła w odpowiedzi, nie zatrzymując się. Pokręciłam łbem od niechcenia. Wiedziałam, że czeka nas duża burza mózgów i ogromne zaangażowanie, nie miałam pojęcia czy dam radę w miarę logicznie myśleć, tak zmęczona. Gdy dotarłyśmy na miejsce, Khonkh uśmiechnął się i odchrząknął.
-Mamy już wszystkich.
*współcześnie*
Zauważyłam Yatgaar stojącą na uboczu drogi. No nie mogę powiedzieć, że nie było u niej widać siwych włosków. Tyle minęło od naszej ostatniej dyskusji. Nic dziwnego, przecież już nie musiałam się z nią spotykać z powodu obowiązków. Dumnie uniosłam łeb, po czym kiwnęłam nim, witając klacz i powoli udałam się w jej kierunku. Czując, jak wiatr bawi się moją grzywką, westchnęłam. Byłam coraz słabsza, zostało mi nie wiele życia. Ona towarzyszyła mi przez jego większość. Wypadałoby przed marną śmiercią wymienić z nią, choć parę słów. To dość zabawne. Czuję obowiązek porozumiewania się z klaczą, z którą nigdy za specjalnie się nie lubiłyśmy.
-Przybyłaś do mnie, ponieważ ...?- zapytała, uprzednio odwzajemniając mój gest powitalny.
'Nie powiem, że sentyment mnie tu przyprowadził. Jest to zbyt banalne, oklepane i zupełnie niepasujące mi do sytuacji. Lecz cóż innego mam powiedzieć?'
-Jak myślisz?- odpowiedziałam, sprytnie wykręcając się od tej 'właściwej' odpowiedzi.
<Ya? Przepraszam, że tak późno, bezwen>

26.07.2018

Od U'schii do Thundera „Lawina nieszczęść”


Usłyszałam czyjeś głośne nawoływanie o pomoc. Bez namysłu udałam się w kierunku dźwięku. Gdy dotarłam na miejsce, zauważyłam leżącego Thundera i watahę wilków zmierzającą w jego kierunku. Podbiegłam do jednego z nich i ugryzłam go w brzuch, a po polanie rozległ się jego głośny pisk i z jego podbrzusza popłynęła krew. Po chwili jakby zyskał nową energię i zaczął z głośnym warczeniem oraz wściekłością odbijającą się w jego ślepiach skakać mi do szyi. Ja na to wymierzyłam z całej siły kopyto jego pysk. Nagle z Thunderem staliśmy się świadkami bardzo drastycznej sceny. Z oczodołu wilka wypłynęło oko i spadło na trawę, a na niej zaczęło się rozpływać. Wilk w akcie desperacji poddał się i uciekł w popłochu. Parę członków stada ruszyło za nim, reszta jednak została trochę powalczyć. Nagle i one dołączyły do uciekinierów. Na początku się zdziwiliśmy, lecz nagle sytuacje wyjaśniła obecność wielkiego niedźwiedzia.
-Dasz radę uciekać?- szepnęłam.
-Jasne- usłyszałam w odpowiedzi.
Udało nam się dotrzeć naprawdę daleko. Po tym czasie ogier jednak opadł bezwładnie na trawę. Usłyszałam zbliżającego się stwora. Nie wiedziałam co robić. Walka z nim to czyste szaleństwo. Korzystając z mojego dobrego kamuflażu, pociągnęłam go za sobą w najbliższe krzaki. Niestety poruszałam się dość wolno, ale jakimś cudem uwagę niedźwiedzia przykuło inne zwierzę, które właśnie wyłoniło się skądś i wyglądało na lepszy i łatwiejszy posiłek niż my.
<Thu?>

13.07.2018

Od U'schii do Yatgaar (i Thundera) „Dzień pełen niepewności”


Dość krótkie spotkanie zakończyło się oczywistym sukcesem. A podsumowanie zakończyłabym słowami: „Niestety to płynęło wyjątkowo nudno i nikt nie był zbytnio ożywiony dyskusją”. Szłam powoli do jaskini bez konkretnej koncepcji. W końcu znużona nudą, która otaczała mnie z każdej strony, zasnęłam głęboko. W sumie moje wcześniejsze objęcia Morfeusza zostały przerwane, więc chyba miałam prawo. Nagle zobaczyłam przed sobą Yatgaar. Dziękującą... Wokół nas walały się zwłoki reniferów, których odór rozwiewały lekkie podmuchy wiatru. Czułam je... Czułam wiatr... Czułam, jak muska moje policzki. Niezręczna cisza... Czyżby to ten sen? Z niewiadomego powodu chciałam się wyrwać z jego sideł. Stanęłam dęba, a partnerka władcy przesłała mi dziwne spojrzenie. Po mojej szyi zleciała strużka potu.
- Chyba dalej jesteś tym samym dziwolągiem- prychnęła, zostawiając mnie samą. Po moim ciele przeszły nieprzyjemne dreszcze, a łzy cisnęły się do oczu. Dlaczego tak nagle przejmuję się jej opinią? Dlaczego ciągle zadaje sobie pytanie „dlaczego...”? Dlaczego? W końcu zdyszana obudziłam się i zaczęłam energicznie machać kończynami. Zamglonymi oczami szukałam wybawiciela lub wybawicielki, który to uczynił czy tam uczyniła, jednak w zasięgu mojego wzroku nikt się nie pochylał. To dobrze... Znając życie, odwalałam tu takie wariacje. Dźwignęłam się na chwiejne kończyny, próbując ochłonąć i wziąć głęboki oddech, by czyste powietrze dostało się do mojego organizmu. Po chwili stwierdziłam, że nie ma co zachowywać się jak wariatka. Muszę jakoś normalnie rozpocząć dzień. Z jakiegoś powodu to mnie uspokoiło. Już miałam iść szukać pożywienia, gdy nagle zauważyłam Thundera.
- Już wstałaś śpiochu- zauważył z uśmiechem.
- A ciebie budzili zaraz o świcie?- podchwyciłam.
Nagle zza liści bluszczu wyłoniła się majestatyczna sylwetka Yatgaar. Jej spojrzenie jakby czegoś oczekiwało. Czyżby chciała czegoś ode mnie?
<Ya? Thu? To chyba nie są te przyjazne relacje z Ya przedstawione w sennych marzeniach XD>

7.07.2018

Od U'schii do Ganerdene „Ostatnia szansa”


Miałam ochotę prychnąć z pogardą, pokazując jej tym samym, że nie zaszalała ze swoim tekstem, lecz powstrzymałam się tak szybko, jak szybko to chęć prawie przejęła mój umysł. Nie każdy odbierze to jako naukę: jak konie mogą zareagować, jako naukę życia. A może stałam się trochę ofiarą hipokryzji, a w dodatku nie odróżniam dobra od zła i chcę podświadomie, by w moich gestach i słowach było ziarno goryczy? Jak myślisz U'schia czego takie zachowanie mogłoby być wynikiem? Czy towarzystwa delikwentów z opisanym powyżej charakterem? Mimo to w środku dalej rozumiałam klacz. Niekiedy ja próbowałam coś wyjaśnić i wychodziło jak zwykle, czyli źle i nieudolnie... Hmm, ale czy nie lepiej odpuścić sobie teraz paru chwil z tą klaczą przynajmniej na czas działania narkotyku? Czyż nie tak zrobiłby zdrowy na umyśle koń?
-Ale ty nigdy nie byłaś zdrowa na umyśle- pomyślałam i w duchu się uśmiechnęłam. Eh... samotnie się tak rozmawiało ze samym sobą. W końcu odezwałam się do karo- dereszowatej towarzyszki, postanawiając dać jej jeszcze jedną szansę. I sama się zdziwiłam, jak nagle zaczęłam podziwiać Ganerdene za to, że się przyznała. Zrobiło mi się lżej na sercu.
-Każdy ma prawo mieć do czegoś słabość- zamilkłam, chcąc zastanowić się nad swoją wypowiedzią, lecz po chwili dodałam- Ale z niektórymi niestety trzeba walczyć, a do tego już nie każdy ma siłę. A co do ciebie- pokładam w tobie nadzieję na to, że ci się to uda. Klacz uśmiechnęła się subtelnie. Nagle zapadła niezręczna cisza. Niewidzącym wzrokiem wpatrywałam się w jej posturę. Ten dzień był pełen przemyśleń, ale już nie miałam po co urządzać gadek ze samą sobą. Może kiedyś znajdę odpowiedź na wszystkie pytania, które dziś zadałam... Życie jest pełne niespodzianek i trzeba być gotowym na wszystko, nawet na gorzką prawdę o sobie.
<Ganerdene? Mam nadzieję, że lubisz takie głębokie opka ^^>

2.07.2018

Od U'schii do Yatgaar „Pierwsza szczerość”

-Akcja: Teraz, Miśka ma 1,5 roku-
-Witaj- powiedziałam obojętnie, dumnie unosząc głowę, widząc przewodniczkę stada — Yatgaar.
Ona mruknęła podobnym tonem przywitanie i przeszła obok mnie ze swoimi pociechami — ciemno- gniadym Shiregtem i kasztanowatym Dantym. Miała jeszcze jedną nastolatkę — Miriadę, porwaną przez reny, a jej stan jest bliżej nieznany. Nic dziwnego, że wydawała się trochę zaniepokojona i chyba niezbyt miała ochotę na rozmowę, więc zostawiłam ją w świętym spokoju i udałam się do mojej jaskini. We wnętrzu groty, jak gdyby nigdy nic spał Khonkh. Uśmiechnęłam się subtelnie. Było już w sumie dość późno. Spojrzałam w jego przymknięte oczy. Chwilę potem pół- przytomny zerwał się z krzykiem, ale gdy mnie ujrzał, od razu się rozpromienił i przybrał normalniejszą pozę. Podziwiałam u niego tę gotowość. Podeszłam do niego i spytałam uśmiechnięta.
- Dopiero co tu weszłam, a ty budzisz się z krzykiem, czyżbym działała jak paralizator?
On odwzajemnił gest i westchnął cicho.
-Koszmary bywają nieprzewidywalne, a to był zwykły zbieg okoliczności, ale przyznam, że wszystko wyszło dość niefortunnie w ogóle. Chociaż pomyśl...właśnie stałaś się moją wybawicielką- odpowiedział mi rzeczowo.
-Mam taką świadomość... A koszmar był o twojej zaginionej córeczce, niech zgadnę?
-Jesteś prawdziwym wróżbitą- powiedział tak ciepło, że na moje serce wlał się miód, lecz potem rzekł z żałością — D**ne renifery! Wpadają na teren, a potem...
Miał chyba teraz chwilę słabości i chcąc go uspokoić, odchrząknęłam.
-Znajdziemy ją! Choćby miał się zawalić świat.
-Martwą czy żywą?- zapytał, podnosząc łeb, a w jego oczach błyszczała nadzieja.
-Szczerze to nie wiem...
Nagle władca wypalił.
-Przepraszam U'schia, wpadłem w panikę. Powinienem zostać teraz sam. W milczeniu opuściłam grotę. Nagle na swojej drodze napotkałam zwierzęta, które porwały córkę z rodziny królewskiej. Stanęłam im na drodze.
-A panowie to dokąd?
-Czy te wredne konie muszą wszystko wiedzieć?- renifer prowadzący stado, spojrzał na mnie z pogardą. Pozostali zaśmiali się i uznali jego opinię, wysuwając w moją stronę coraz to bardziej wyrafinowane bluźnierstwa.
-Żałosne. Wzięliście pierwszego lepszego przywódcę i tak dajecie sobą pomiatać? Ścierwy!
-Szybko musimy ją gonić- usłyszałam jakiś głos. Po chwili ujrzałam Khonkha z Miriadą u boku i zupełnie nie wiedziałam, co się dzieje. Doszłam do wniosku, że córeczka przed kimś uciekała.
Renifery staranowały nas, próbując odzyskać córeczkę, jednakże my się tak łatwo nie damy. Zaczęłam kopać jednego z całych sił. W końcu pochłonięta walką, ze zdziwieniem dostrzegłam, że już wszystkie leżą martwe. Yatgaar podeszła po mnie i szczerze powiedziała.
-Dziękuję ci, że się w to zaangażowałaś...
<Ya? Jak ci nie pasuje treść, pamiętaj to zawsze, mógł być sen>

1.07.2018

Od U'schii do Thundera „Wyróżnienie”


-Niezły strzał- mruknęłam- Chociaż przyznam, że wydawało mi się, że nie jestem twoim wrogiem, żebyś mnie bił.
-Myślałem, że jesteś renem — zarumienił się.
- A w jakim to momencie naszej znajomości wyrosły mi rogi?- spytałam ironicznie, jednakże z uśmiechem.
- Od początku byłaś małym reniferowym diabełkiem- roześmiał się szczerze.
- Dziękuję za to jakże cudowne wyróżnienie...- uniosłam dumnie swój łeb- Teraz wyglądam trochę lepiej jak na laureatkę takiej nagrody?
-Chyba przejdę z tobą na złą stronę mocy. Jeszcze zabijesz takiego aniołka jak ja. Czyż nie?- ogier odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A żebyś wiedział- kopnęłam go delikatnie- Zwłaszcza takiego molestującego klacze.
-Molestującego?- zrobił niewinne oczy- I jeszcze posądzać mnie o takie czyny...
-Cicho tam!- zaniosłam się mrożącym krew w żyłach śmiechem.
-Myliłem się co do wyróżnienia, powinnaś zostać czarownicą- zawołał.
-Idę do Miśki, się pochwalić- wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
Odeszłam do ogiera, gdyż chciałam rzeczywiście trochę czasu spędzić z małą. Tak szybko mija czas, za chwilę będzie dorosła. W tym czasie rozejrzałam się, ilustrując teren wzrokiem. Taka piękna natura mnie otaczała. Ostatnie kwiaty otwierające swoje pąki, rwące potoki, pachnąca, zielona trawa. W końcu dotarłam do mojej przybranej córeczki, choć zawsze czułam, jakby była moja i uśmiechnęłam się z miłością.
<Thu?>

1.07.2018

Od U'schii do Ganerdene „Lepiej uciekać”


- Nie, nie. Po prostu się zamyśliłam- przed oczami cały czas miałam obraz klaczy biorącej szkodliwe zielsko. No cóż...sama bierze za siebie odpowiedzialność i jest tego świadoma- Jestem w radzie starszych i czuję się z tego powodu dumna. Naszym obowiązkiem jest pomagać władcy w trudnych decyzjach. Za niedługo rządzić będzie młody władca Shiregt. Na pewno miłym doświadczeniem będzie obserwowanie, jak zdobywa doświadczenie. Może rodzice będą dodawać swoje grosze do jego władania albo dadzą mu niezależność. Decyzja należy do nich- zakończyłam uroczyście.
-Rozumiem- odpowiedziała krótko, przez co miałam małe wątpliwości, że mnie nie słucha, ale ileż ja razy tak odpowiadałam, chcąc ucieszyć kogoś w duchu lub nie wiedząc jak skomentować czyjeś starania. Cały ten fakt, więc przyjęłam w milczeniu, nie dając po sobie znać, że w ogóle dopuściłam go do myśli.
-Opowiesz mi coś więcej o tym zielsku, które właśnie zjadłaś?- nie mogłam się powstrzymać, licząc na to, że to nie będzie najgłupsze pytanie w moim życiu. Marzenie ściętej głowy.
- Jego liście są bardzo zdrowe, gdyż w ich żyłkach znajduje się drogocenna witamina „a”, ale nigdy nie można przedawkować. Jednak jest coś jeszcze... Dzięki niemu widzisz piękne kwiaty, a potem następuje nagły zawrót głowy i wydaje ci się, że umierasz. Cudowne doświadczenie. Ono wspomaga twoją mądrość i dzięki niemu możesz lepiej myśleć strategicznie. Po prostu wystarczy samemu spróbować, to zobaczysz jak cudownie działa. Łodyga powoduje odwrotny efekt. Po jakiejś godzinie czujesz się jak nowo narodzony, a po dwóch pojawia się u ciebie niesamowite szczęście — jej definicja z jednej strony przeczyła działaniu narkotyków, a z drugiej była bardzo prawdopodobna, a z jeszcze innej po prostu komiczna. Postanowiłam się oddalić...
<Ganerdene? O to piękne biadolenie twojej klaczy XD>

29.06.2018

Od U'schii do Ganerdene „Ciekawski przybysz”


Nieznajoma klacz podeszła do mnie i zaczęła mi się zaintrygowana przyglądać, w taki sposób jakbym była co najmniej jakimś niewytłumaczalnym indywiduum.
-A nie jestem?- zaśmiałam się w duchu.
Przybyszka była maści karo- dereszowatej, zresztą dość ładnej i spektakularnej. Posiadała także średniej długości karą grzywę i prawie niewidoczną odmiankę na czole. Jej pysk oraz szyja były niemalże czarne. O ile mi wiadomo, dobrze znała się na ziołach, gdyż na swoje własne, oczęta widziałam, jak wykonuje z nimi skomplikowane operacje, mianowicie mikstury o dość ciekawym zapachu. Jednym słowem najpewniej jakieś narkotyki.
-Witaj- zaczęłam konserwację- Jeśli oczy mnie nie mylą, widzę przed sobą panią do kwiatków i innych miksturek?- moje ślepia zabłysły z wrodzoną ciekawością, lecz mój ton był trochę kpiący.
-Tak- odpowiedziała i zaczęła grzecznościową śpiewkę każdego konia- Jestem Ganerdene.
-A ja U'schia, miło mi- odezwałam się po chwili i poczułam, że muszę wprowadzić rozmowę na właściwe tory, gdyż zaraz przestanie się kleić. Jednakże w interwencji wyprzedziła mnie moja towarzyszka.
-Zielarstwo to był mój żywioł przed długo przed tym jak zostałam czujką. To drugie to moja praca, ale dalej dużo czasu spędzam przed roślinkami. Po prostu teraz mam go mniej — krótko opowiedziała o swoich pasjach. Może nie była zanadto gadatliwa, jeśli chodzi o te sprawy? Albo po prostu byłam nieodpowiednią osobą do takich opowiastek? Opcji mogło być tak wiele, a sama Ganerdene jest tylko jedna. Ja jednak drążyłam temat.
- Wiadomo, każdy oddaje się swoim pasją- wyjaśniłam.
- A ty co lubisz robić?
-Ja...właściwie nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
-Czy jak mówią stereotypy, żeby odreagować stres, niszczysz trawę?
- Stereotypy, stereotypami. Ja jakoś zawsze wypełniam sobie dzień, tak po prostu bez konkretnego planu. Można by śmiało powiedzieć, że bawię się w towarzystwie koni.
<Ganerdene?>

27.06.2018

Od U'schii ,,Przewodnik i Rada starszych - Plan na najbliższe dni”

Gdy otworzyłam dziś powieki, stał nade mną Hadvegar. Przestraszyłam się wielce, może przecież chodzić o moją przybraną córeczkę i jej kiepski stan zdrowia. Ogier jednak uspokoił mnie na duchu, mówiąc, że mam się zbierać, ponieważ władca chce przeprowadzić naradę. Chociaż co to może oznaczać...? Ktoś znowu zginie i trzeba wzmożyć czujność? Gdy dotarłam na miejsce, zorientowałam się, że wszyscy czekali na mnie. Khonkh odchrząknął i tym samym rozpoczął zebranie.
-Wszyscy doskonale wiemy...- zrobił krótką pauzę i rzucił spojrzenie każdemu z osobna- ...że walka z chorobą każdemu już działa na nerwy, medycy są bezsilni, a konie wciąż giną. Boimy się o swoje zdrowie i życie. I o tym będzie dzisiejsze posiedzenie, które być może pomoże nam trochę przezwyciężyć epidemię. Witamy także U'schię, która ostatnia do nas dołączyła. Wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie. Ja na to skłoniłam głowę i powiedziałam.
-Dziękuję za to hojne przywitanie- moje słowa rozpoczęły się nutą ironii, ale potem od razu przeszłam do poważniejszych tematów-Rzeczywiście przydałoby się wreszcie raz na zawsze zwalczyć to choróbsko. Jest nieprzewidywalne, każdego z nas może zabić — szczególny nacisk na słowo „każdego” i posłałam figlarne spojrzenie Buszowi, mówiące „Któż wtedy będzie uśmiercał biedne źrebaczki?”. Rozmowa trwała kilka godzin. Ustaliliśmy, że może reny coś o tym wiedzą i nasza burza mózgów dała również wstępny plan ataku, pod niewolą mogłyby nam coś wypaplać oraz oddać co zabrali-Miriadę. Zemsta brzmiała słodko, a mi do wieczora było dane trochę poćwiczyć.
~Później~
Wieczorem zostałam wezwana do jaskini. Yatgaar i Khonkh zastanawiali się nad obecnym terenem. Zostać czy nie? Może gdzieś epidemia nie sięga. Po parunastu minutach stwierdziliśmy jednak, że na razie nie ma co się zmywać i skupimy się bardziej na ataku.

14.06.2018

Od U'schii do Yatgaar „Ceremonia zakończona”

Po słowach wypowiedzianych przez klacz zaczęłam lekko drżeć, ale tylko dla iluzji. Nie chciało mi się potem wykonywać zadań wykombinowanych tak, żebym się, jak najbardziej zmęczyła. Wiedziałam, że nie ma się czego bać, Khokh nóg mi nie utnie, a nawet jeśli by już próbował, bez problemu bym go pokonała. Jak ktoś żąda mojej krwi, to czemuż by się nie odwdzięczyć mu tym samym pięknym czynem? Uprzednio spojrzałam na Yatgaar, okazując jej szacunek, tak jak to czyniłam wrogowi przed walką. To jednak nie było nic więcej. Klacz chyba jednak źle mnie zrozumiała, bo wydawała się dumniejsza niż dotychczas. Podniosłam broń i podałam ją Khokhowi, mówiąc.
- Łaskocz mnie, tym ile chcesz, lecz pamiętaj, decyzji nie zmienię. Nie jestem aż tak wyrodną matką, która nawet głupiego testu nie przejdzie. Ehh przepraszam. Jeszcze nią nie jestem, ale w sumie... czy to coś zmienia?
Dzięki mojej postawie nie czułam strachu. Arab lekko mnie dotknął, a potem Yatgaar pomaźglała tym mieczem po moich kończynach. W końcu powiedziała uroczyście.
-Ceremonia zakończona.
-To skoro już koniec tych testów i formalności, mogę odebrać źrebaka ?
-Wydaje mi się, że tak...- powiedział Khokh, spoglądając pytająco na swoją partnerkę.
-Ja już swoje powiedziałam- klacz oddaliła się szybko.

<Ya?>

7.06.2018

Od U'schii do Thundera "Nieznany"

-Wiem, że tu dużo koni i możesz czuć się strasznie przytłoczony, ale uwierz, wyjdziesz z tego. Jak tylko przyzwyczaisz się do tej większej grupy nieznanych koni, które już będą ci świetnie znane- zakończyłam swój długi monolog na temat tego stada. Nie wiem co by tu więcej dodać, to bardzo szczegółowa wypowiedź. Zresztą mogłabym się jeszcze bardziej zagłębić w charaktery koni, ale po co? Po pierwsze czy to moja dusza, czy to ja dokładnie wiem, kim jest ta osoba i czy przypadkiem nie jest osłonięta specjalną maską? No... nie. Po drugie kto jest lepszym nauczycielem życie czy ja? Zostawmy to zagadnienie bez odpowiedzi. Sami wszyscy dobrze wiemy. Poza tym to pytanie retoryczne.
-Rozumiem, potraktuje to jako radę, żeby się przyzwyczaić, a nie uciekać w kąt. A teraz bardzo proszę, wybacz mi, lecę poznać nowych towarzyszy.
-Żegnaj- odpowiedziałam, mając cichą nadzieję, że się jeszcze spotkamy. Dlaczego? Bo ja wiem... Wygląda po prostu na ciekawego członka. Takiego, którego nie da się przejrzeć od razu. Powikłanego w jakieś mroczne interesy. Nieznanego...
Najpierw trafił na Lannie, zamienił z nią parę słów i poszedł do Kirka. I tak krążył po całym stadzie. W końcu Khonkh odchrząknął.
-Ruszamy dalej, jeszcze na tej drodze powinno być parę postojów, które akurat zgadzają się z dystansem, który zdążymy pokonać do jutra, a jest ich dużo, więc na wypadek zdradzeń losowych...
<Thunder?  Może z tego wyniknie coś ciekawego, w sensie fabułka ;p?>

24.05.2018

Od U'schii do Thundera „Lekarstwo na troski, zwierzyć się”

-Dzięki za ostrzeżenie- odpowiedział, wyraźnie siląc się na uśmiech i powrót do naszej pięknej rzeczywistości.
- A ja już myślałam, że za wyrwanie z koszmaru- odwzajemniłam gest.
Ogier wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, lecz ja mu przerwałam.
-Wyglądałeś na dość przejętego. Stąd się domyśliłam. A czy dobrze możesz sam stwierdzić...
-Tak bardzo to po mnie widać?- zapytał spokojnie, trochę ochryple.
-Ciało i gesty dużo zdradzają. Chyba już o tym wiesz. Chociaż na pewno o tym już masz o tym świadomość. Przed chwilą cię o tym poinformowałam.
-Hah, masz rację- odpowiedział, jeszcze bardziej rozszerzając fragmenty ust — Wspomnienia z przeszłości. Dalekiej przeszłości. Nie chcę jej pamiętać, ale jak widzisz, los bywa przekorny.
Zerwał się lekki wiatr. Wciągnęłam w chrapy jak najwięcej czystego powietrza. Trawa hulała się w melodię świerszczy i świstu podmuchów powietrza.
-Los bywa przekorny- powtórzyłam cicho.
Ucieszyło mnie, że ogier nie dopytywał się, co mówiłam. Ta cisza mnie trochę ukoiła. Jednakże, gdy robiła się już zbyt długa i niezręczna ogier przerwał ją.
- Na świecie jest jeszcze mnóstwo pięknej przyrody. Przejdźmy się. Na pewno jeszcze ujrzymy coś ujmującego, podobnie jak ta polanka.
Pokiwałam głową.
- A i musisz prowadzić. Jestem dość słaby w orientacji na tych terenach. Mógłbym nas jeszcze wyprowadzić na jakieś pustkowie.
-Widać nie tylko ja tu umiem czytać w myślach. Właśnie miałam ci zaproponować oprowadzanie. Tobie biedaku nikt tego nie zafundował.
-Ale za chwilę ty mi zafundujesz- uśmiechnął się szczerze.
<Thunder? Co tam jeszcze wymyśli twoja główka?>

8.05.2018

Od U'schii do Hadvegara „Uzdrowiciel od trosk”

-Tak- zagłębiłam się w jego opiekuńcze i błyszczące niczym setki kryształów i krysztalików oczy.
- A zdradzisz mi, skądże ten smutek na twoim pysku zagościł?-zapytał spokojnie.
To niesamowite jak zmieniło się moje myślenie o nadmiernej grzeczności. Najpierw ledwo powstrzymywałam się od paru żartów, potem mnie to śmieszyło, a teraz nawet trochę mnie to urzeka. Nie wahałam się ani chwili, żeby powiedzieć ogierowi prawdę. Dlatego, że...że byłam onieśmielona ciepłem płynącym z niego...
-To skomplikowane. Parę złośliwych informacji się o nas przewinęło przez konie zza klanu.
-Rozumiem- Hadvegar utulił mnie- A teraz już otrzyj łzy. Źle wygląda ta smutna minka na twojej urodziwej twarzyczce.
Mimowolnie zaśmiałam się cicho.
-Od razu lepiej!
-Cieszę się- odpowiedziałam z wielkim uśmiechem -Może się przejdziemy?
- Z ogromną chęcią, panienko!
Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło, że mu to zaproponowałam. Było nam dobrze tu, w szarej jaskini. Może chciałam po prostu ochłonąć, oglądając krajobrazy. Szliśmy po malutkim lesie. Ozdabiały go rozmaite krzaki i kwiaty. Aż dziw, że w maju można było spotkać jeszcze przebiśniegi, a w zaroślach trudno było się dopatrzyć jakiegokolwiek zielonego listka.  Wysuszona gleba prezentowała się dość misternie, ale i tak jakoś lubiłam nawet takie warunki. Najważniejsze, żeby spędzać je z odpowiednimi końmi. A ja miałam łatwy dostęp do każdego członka Klanu Mroźnej Duszy.
<Hadveś?>

4.05.2018

Od U'schii do Yatgaar (i Khonkha) ,,Dobry impuls?"

- Nic nie szkodzi. - odpowiedziałam z uśmiechem- Zwiedzanie świata nie jest takie proste, jak wszędzie trzeba obrócić łebek i wszędzie wsadzić swój szanowny nosek, a zwłaszcza gdy na drodze staje przeszkoda- na przykład ja.
Rodzice źrebięcia odpowiedzieli cichym śmiechem. Małe zaś nie zwracały na nas uwagi, przecież miały tyle do odkrycia. Przez krótką chwilę zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, jakbym właśnie się urodziła i wszystko było dla mnie nowe. Otrząsnęłam się. Chyba próbowałam być aż zbytnio miła dla Dante'a, Shiregta i Miriady, próbując zrozumieć ich świat. I tak mi się to nie uda. Westchnęłam. Nagle ni z tąd, ni z owąt wstąpił we mnie impuls. Chciałam adoptować źrebię. Pomyślałam przez chwilę o przyjaciołach. Zrobię to dla nich. Pokażę, że jestem odpowiedzialna. Jakich przyjaciołach? Hadvegarze? Ya i Kho byli tylko relacją władca służba. A może się mylę? W każdym razie zebrałam się na odwagę.
- Zawsze wzruszały mnie historie źrebaków do adopcji. Jakby to powiedzieć chciałabym jednemu ulżyć...
-Mówisz, że chciałabyś go...zaadoptować- upewniał się Khokh- Wiedz jednak, że to poważna decyzja i na całe życie.
- Wiem- zacisnęłam powieki, starając się nie myśleć o głupstwie, które teraz czynię.
Władca spojrzał na mnie podejrzliwie, lecz nie bawił się w pogaduszki. Zaprowadził mnie do słodziaków i już miałam rzec „nie zgadzam się!!!”, jednak jak zobaczyłam Mint, coś we mnie pękło.
-Decyzja należy do ciebie- uśmiechnął się.
- Proszę o Mint — wyszeptałam cicho.
W środku byłam jednak wściekła na siebie. A jak dobrze się nie sprawię nad opieką nad nim? Partner Yatgaar najwyraźniej to zauważył i odrzekł.
-Zrobimy ci mały test czy nadajesz się na nową matkę dla niej.
-Jaki do c**lery test! Ja się w takie coś nie pakowałam!- pomyślałam.
Nagle przypomniałam sobie, jak to mnie uratowano i dostałam przybraną matkę. Zachowałam się potem tak obłudnie, zostawiając rodziców. Coś we mnie zaświeciło. Jakiś promyk nadziei. Może coś z tej klaczki będzie. Będzie tą mną, do jakiej nie udało mi się dojść...
-Jestem gotowa- uśmiechnęłam się lekko.
<Kho? Ya?>

3.05.2018

Od U'schii do Hadvegara ,,Wojna uczuć"

Od ogiera zaczęło bić osobliwe ciepło. Przymknęłam powieki, rozmyślając i podsumowując dzisiejsze zbiory. Po chwili dźwignęłam się na chwiejne kończyny, uśmiechając się. Hadvegar po krótkim namyśle również powstał i przypatrywał mi się z jawną ciekawością. Ja zaś zagłębiałam wzrok gdzieś u linii horyzontu. Z tamtej strony było słychać aż za dobrze skowyt zwierzęcia zwanego wilkiem. Mój towarzysz również to zauważył i przysunął się do mnie, jakby chcąc dodać mi otuchy i powiedzieć „jestem przy tobie, nie bój się”. Jednakże to jego ciało niespokojnie drgało. Zza mgły wyłoniło się masywne cielsko zwierza. Powoli zbliżało się do nas. Gdy podeszło, w jego oczach zaiskrzyła chęć mordu i rzucił się na ogiera. Paroma szybkimi ruchami powaliłam przeciwnika na trawę. Widać na coś przydały się te ćwiczenia. Jednakże mogłam sobie to odpuścić. Wilczysko miało rodzinę nie od parady. A mogliśmy uciec... No cóż, przez mój wybór musieliśmy we dwójkę stawić się watasze. A może jednak dalibyśmy nogi za pas i uciekli, gdzie pieprz rośnie? Szybko pociągnęłam za sobą ogiera i krzyknęłam.
-Wiejemy!
Niektórzy mogliby stwierdzić, że zachowuję się samolubnie, nie dając Hadvegarowi pola do popisu. Jednak według mnie to była dobra decyzja... Gdy uciekliśmy, byliśmy dosłownie skonani.
.............................................................................................................................................................................
Okazało się, że było kilku świadków. Wszyscy byli jednego zdania — zachowałam się źle. Nie dość, że samolubnie, to jeszcze mogliśmy zwalczyć watahę i nie byłoby takiego niebezpieczeństwa teraz. Podobno przez tę grupę wilków zostało rannych dużo koni. Ciekawe, że świadkowie nie pomogli. Mnie nie obchodziła zbytnio ich opinia, ale nie mogłam wyzbyć się uczucia, że postąpiłam karygodnie. Zapłakana udałam się do jednej z jaskiń. Jednak je pomyliłam i zamiast do swojej trafiłam do tej medycznej, gdzie cudem był tylko Hadvegar.
- Co się stało?- zapytał.
Westchnęłam.
<Hadvi?>

29.04.2018

Od U'schii do Shiregta ,,Szczęście pełne źrebiąt"

Od samego rana Khokh kręcił się po stadzie. To tu, to tam. Postanowiłam, po podglądać gdzie chodzi z tym „zespołem niespokojnych kopyt”. Cóż wyglądało to bardzo podejrzanie... Po połowie godziny śledzenia araba przystanęłam. Ileż można? Już miałam się zawracać do miejsca spoczynku, gdy nagle wpadły na mnie trzy małe źrebaczki. Spośród nich najbardziej wyróżniał się ten maści cremello. Wszystkie trzy jak jeden mąż przypatrywały mi się. Poczułam niezręczność... Zastanawiałam się jakby do nich zagadać, ponieważ gdy ja byłam malutka, nie miałam kontaktu z żadnym rówieśnikiem, a gdy tu dołączyłam, nie miałam szczęścia do źrebiąt. Po prostu uśmiechnęłam się szeroko. Najodważniejszy z nich zwrócił się do mnie.
- Kim jesteś?
Miałam ochotę zapytać go o to samo. Nagle przypomniałam sobie o ciąży Yatgaar.
-Nazywam się U'schia. Prawdę mówiąc, jestem już trochę w tym klanie. No i co mogę powiedzieć. Cieszę się, że was widzę.
-Jaką masz rangę?- zapytał zaciekawiony.
-Przewodnik- odpowiedziałam- To osoba, która ustala wędrówkę klanu pomiędzy jego terenami razem z władcą i innymi z tej rangi.
-A nauczysz mnie być przewodnikiem?
-Ja yy...tak- odpowiedziałam, nie chcąc ranić, uczuć źrebięcia, ale zupełnie nie wiedząc jak się do tego zabrać. W mojej głowie kotłowało się tysiące myśli. Jak można nauczyć się być przewodnikiem? Nagle w głowie wykiełkował mi świetny pomysł.
<Shiregt?>

29.04.2018

Od U'schii do Yatgaar (i Khonkha) ,,Marne szanse"

Szybko rozejrzałam się, ilustrując wzrokiem otoczenie. Przed oczami miałam obraz do bólu wijącej się Yatgaar. Zebrałam się w sobie. Gdzie ona mogła teraz być? Mój towarzysz też najwyraźniej się nad tym zastanawiał, ponieważ zachowywał się mniej więcej jak ja. Oczywiście nie mówię tu, że to nie mogło znaczyć czegoś innego, ale trochę w tej dziedzinie się wyspecjalizowałam. Wreszcie ujrzałam dwóch dwunożnych, prowadzących zmęczoną wiecznym wyrywaniem się, klacz. Po jej szyi ściekały krople mokrego potu, powstałego w wyniku próby ucieczki. Mój umysł bez względu na to, czy małżonka władcy była dla mnie miła, czy też nie, nakazywał rzucać się na pomoc, jak u większości zwierząt stadnych, a z drugiej strony uciekać. Z dzikim szaleństwem w oczach i wydętymi chrapami ledwo powstrzymywałam instynkt. Tak, to był instynkt. Piękny zew natury dany wszystkim zwierzętom. Tylko ludzie odważyli się prawie zupełnie pozbawić go życia. Rzuciłam szybkie spojrzenie w stronę władcy, potężnego i dumnego Khokha, który najwyraźniej chce by, tak go postrzegano. Nie ukrywał zaniepokojenia, grzebał kopytem w ziemi, chodził w miejscu, a jego spojrzenie było mieszaniną bezradności, ciekawości i nadziei. Ludzie zaciągnęli Yatgaar do małej szopki. Gdy długo nikt nie wracał, nie mogąc powstrzymać ciekawości, zbliżyłam się do domku. Spoglądnęłam na niego sceptycznie, po czym z łatwością wyważyłam kopytem drzwi. One w odpowiedzi na moją gierkę, gruchnęły o ziemię, roztrzaskując się i ukazując mi obraz nędzy i rozpaczy. Yatgaar nabita na kawałek drewna, która walczyła o życie z grymasem bólu na pysku i człowiek z jakąś strzałą wbitą w plecy. Powiem- nieźle go załatwiła, ale takim kosztem? Khonkhowi jak widać też, skończyła się cierpliwość i ruszył w stronę partnerki. Ledwo dyszała. Od razu widać było jak, się ostatnio musiała zabawić, była w ciąży. Gdy ją o to spytałam, przytaknęła. Nagle zza moich pleców wyłonił się kuśtykający człowiek. Zdecydowanym ruchem wbił mi strzałę w plecy. Runęłam na ziemię. A trzymałam się tak długo... Dlaczego to musiało się tak skończyć? Khonkh i Ya w niebezpieczeństwie, a ja tymczasowo uśpiona.
<Ya? Kho?>

28.04.2018

Od U'schii do Hadvegara ,,Dobrze, że cię spotkałam"

-Zioła? Chętnie- odparłam, szczerze uśmiechając się- Jednakże chciałabym pomóc, tylko że nijak znam się na tych wszystkich trawach.
-Obiecuję, że wiedzy ci dzisiaj na ten temat przybędzie- odparł.
-Miło słyszeć — odpowiedziałam.
Poszliśmy spokojnie przed siebie. Między nami utrzymywała się kojąca cisza. Czasami tylko spoglądałam na ogiera, a on podchwycił to. Zaśmiał się cicho, patrząc mi w oczy. Odpowiedziałam uroczym spojrzeniem. Gdy w końcu przeprawiliśmy się przez trawska, Hadvegar odezwał się zachęcającym tonem.
-Tu rozpoczynają się nasze zbiory.
Przez najbliższe godziny uczyliśmy się o roślinach (w sumie to ogier mnie uczył). Zrywał i opowiadał. Czasami miał problemy z nawijaniem i trzymaniem ich w pysku, więc komicznie faflonił. Wybuchnęłam śmiechem. Zaproponowałam mu, żeby trzymał je po prostu na kopycie. I jak mu zagrałam, tak zatańczył. W końcu zabraliśmy za zbieranie.
-A tu jeszcze tyle trawsk- uśmiechnęłam się- Myślałam, że przy samym opowiadaniu o nich, zerwałeś całą łąkę z korzeniami.
-Jak coś to ... nie musisz zbierać.
-Nie, nie o to mi chodziło.
Po chwili ujrzałam na jego pysku wyraz na wzór ahaaa. Szybko myślał.
-Już rozumiem — odparł zgodnie ze swoją reakcją.
Hah, niezły z niego gagatek. W pewnym momencie osunęłam głowę na jego ramię, a ogier zarumienił się na policzkach. Podziwiałam widoki. Dobrze, że go spotkałam... Można by powiedziec, że kolejny kolega do kojekcji.
<Hadvegar? Jestem ciekawa co wymyślisz>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika