Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specter. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Specter. Pokaż wszystkie posty

11.10.2019

Żegnamy Specter, Virginię, Risę, Vayolę i Dantego!

  W dzisiejszym dniu żegnamy z żalem powyższe postacie. Nasz książę Dante odchodzi, by szukać miłosnych przygód w innych stadach. Virginia, Risa i Vayola postanowiły zacząć nowe życie z dala od dawnych intryg, podobnie Specter (choć istnieją spekulacje, że ruszyła za Dante'ym). Powodem jest taka decyzja ich właścicieli. Majątek Specter zostaje rozdzielony pomiędzy jej potomstwo, Siraane i Leandera. U reszty postaci zostaje rozdzielony pomiędzy najbliższą rodzinę, czyli matkę i rodzeństwo.
  Ale to nie wszystko. Z dniem dzisiejszym żegnamy jednego z naszych najwierniejszych, najzdolniejszych i najukochańszych autorów, kogoś, kto był tu z nami od samiutkiego początku. Tak, mam na myśli adminkę DODĘ, znaną bardziej jako Kromek. Większość tego, co chciałam powiedzieć, wylałam już na Discordzie, ale powtórzę to jeszcze raz: nikt nie ma do ciebie żalu. Stworzyliśmy wiele super wątków. W życiu trzeba patrzeć w przyszłość, a niewykluczone, że ta wspaniała osoba kiedyś do nas powróci. Zatem życzymy ci wszystkiego dobrego, i oby nasze drogi kiedyś się jeszcze skrzyżowały! 

Dante z dynastii Altbachów|15 lat|Ogier|Książę, Szeregowiec|26 p.|Brak|DODA

Specter|13 lat|Klacz|Szeregowiec|80 p.|Brak|wolfik 


Virginia|7 lat|Klacz|Starszy Szeregowy|96 p.|Brak|DODA

Risa|7 lat|Klacz|Stróż|16 p.|Brak|DODA

Vayola|17 lat|Klacz|Emerytka|145 p.|Brak|DODA

4.06.2019

Od Specter do Dantego ,,Chcę, żeby też miały takie dzieciństwo..."

- Ja jestem ich ojcem. - te słowa sprawiły, że zastygłam w bezruchu.
- Czekaj... Co? - zapytał władca spoglądając na nas zdziwiony. Sama posłałam zdumione spojrzenie kasztanowatemu ogierowi.
- To... Nieważne. Co z Naero? - zapytałam chćac zmienić temat. Shiregt najwyraźniej postanowił ustąpić.
- Ma ona zaburzenia równowagi i koordynacji ruchowej. Może nie jakoś bardzo mocne, może z tego wyrośnie, ale będą jej nieco przeszkadzały. Zobaczymy co z tego wyniknie i czy nie będzie się to pogarszać. Jeśli nie będzie, to najprawdopodobniej z tego wyrośnie. - poinformował Shiregt. Przyjęłam to z ulgą. - Pozostałe wyglądają na zdrowe. Jeszcze spytam się tylko o to, który z medyków się tobą opiekował? Bo dotychczas nie słyszałem o tym, że byłaś w ciąży. - zapytał spoglądając na mnie zaciekawiony.
- Um... - zastanawiałam się, czy tarantowata klacz nie będzie miała przez to problemów. Szczerze mówiąc myślałam, że to właśnie ona przyjdzie - Mint... - odparłam po chwili.
- Dobrze, ja już wam nie przeszkadzam, bo sam muszę wracać do pracy. - powiedział i po chwili zniknął z mojego pola widzenia. Spojrzałam na bawiące się źrebięta.
- Mam nadzieję, że inni jej nie odrzucą... - westchnęłam po chwili czując, jak Dante przysuwa się do mnie.
- Miejmy nadzieję, bo ona umiera ostatnia... - westchnął ogier.
- Pamiętasz, jak kiedyś, już tak wiele lat temu, byliśmy jak oni? Tacy beztroscy... Pamiętam, jak postanowiliśmy iść na źrebięcą wyprawę i złapali nas ludzie. Do dzisiaj mam blizny po ataku wilków. Pamiętam waszą kłótnię, to jest ciebie i Shiregt'a. Pamiętam, jak mój ojciec mówił, że sprawisz mi tylko kłopoty... - zatrzymałam się w tym miejscu spuszczając wzrok. Po chwili kontynuowałam jednak, choć wydawało mi się, że Dante posmutniał. - Pamiętam, jak rozmawialiśmy o epidemii, jak ćwiczyłeś do Naadam... Chciałabym, żeby one też miały takie dzieciństwo... - mruknęłam - Chociaż nie, bo my mieliśmy za dużo głupich odpałów i nie słuchaliśmy się naszych rodziców. - parsknęłam cichym śmiechem, choć Dante nie odpowiedział...
<Dante? Boże, jak ja się stęskniłam za tym wątkiem default smiley xd>

13.04.2019

Od Specter do Dantego "Potrzebuję cię"

Co zamierzałam zrobić? Nie wiem. Niczego nie byłam pewna, prócz tego, że teraz wszyscy w klanie będą zastanawiali się, skąd ta trójka się wzięła. Chwilowo od odpowiedzi uwolniła mnie Naero, która chcąc wykonać krok do przodu zachwiała się upadając. Niepokoiło mnie to, bo stało się tak już kilka razy. Zastanawiałam się, czy aby na pewno jest zdrowa. Dante ruszył już, żeby jej pomóc, jednak zgromiłam go wzrokiem i pomogłam wstać mojej córce. Spojrzałam na ogiera patrzącego się na mnie ze... Smutkiem? Zawodem? Niemą prośbą? Nie można było określić tego jednym, konkretnym słowem. 
- Proszę... Mogę podejść? - zapytał wręcz błagalnie. Skinęłam głową. 
- Więc..? - zapytał stojąc już przede mną wyraźnie oczekując odpowiedzi na wcześniej zadane pytanie. Westchnęłam i powoli zaczęłam mówić to, co przez tyle czasu skrywałam w sercu: 
- „Byłeś gotowy podjąć ryzyko. 
Byłeś gotowy ponieść konsekwencje. 
A mimo to uciekłeś 
Zostawiłeś mnie samą 
To była tylko przyjaźń 
Wielka niewiadoma 
Ale dopiero teraz 
Gdy zostałam sama 
Gdy mnie opuściłeś 
Poczułam, jak bardzo... 
Jak bardzo cię potrzebuję. 
Mijały dni, tygodnie 
Z każdym kolejnym dniem 
Z każdym kolejnym oddechem 
Coraz więcej łez spływało 
Ciało i serce tęskniło 
Umysł mówił, że to koniec. 
Jak myślisz, co wygrało? 
Czy stałbyś tu przede mną 
Gdybym za rozumem poszła? 
Teraz gdy tu stoisz widzę 
Jak bardzo cię potrzebowałam 
Potrzebowałam? Nie. Ja... 
Ja potrzebuję się przez cały czas. 
Od zmierzchu do świtu 
Od lata do zimy. 
Tym razem zostaniesz? 
Pozwolisz zaufać? 
Ty też wiesz jakie to uczucie 
I teraz, gdy to mówię 
Doskonale wiesz o co chodzi. 
Wiesz jak się czuję... ”- po wypowiedzeniu tych słów spuściłam wzrok wyczekując reakcji ogiera. Te słowa układałam odkąd tamtego pamiętnego dnia rozstaliśmy się. Nie spodziewałam się jednak, że kiedyś je wypowiem. Miałam jeden cel - chciałam, aby źrebięta nieco podrosły po czym zabrałabym je ze sobą lub zostawiła po czyjąś opieką w stadzie i ruszyła w nieznane. Kiedy żadna reakcja nie następowała, podniosłam wzrok, a Dante w tym samym momencie położył pysk na mojej szyi. 
- „Znowu mnie zadziwiasz.
I bezbłędnie odgadujesz 
Czego potrzebuje. 
Czym do szczęścia dotrę. 
Czym ja się odwdzięczam? 
Cóż poradzić na strach?
Strach spowodowany czymś nowym? 
Nie wiedząc o co chodzi 
Przez życie podążałem na przód... ” - westchnął z trudem dobierając słowa. Najwyraźniej nie wychodziło mu to tak łatwo jak mi. Spojrzałam na niego odrywając się od jego szyi.
<Dante? Sory za jakość, ale pisanie o pierwszej w nocy nie należy do moich ulubionych czynności>

5.04.2019

Od Specter do Dantego "Pociechy...Czy na pewno?"

Chwilę po słowach Dantego odbiegłam czując łzy napływające do moich oczu. Przymknęłam je przez co biegłam na oślep i nie zauważyłam stojącej na mojej drodze przeszkody. Z impetem wpadłam na powalone drzewo, wybijając się tylko leciutko przednimi kopytami i podciągając do góry tylne. Szczęściem nic poważnego się mi nie stało. Spojrzałam w stronę z której przybiegłam wypatrując Dantego, jednak ogiera już tam nie było. Fuknęłam i odbiegłam dalej ignorując konie pytające się, o co chodzi.  Moim celem było powalone na dwie skały drzewo dające wspaniałe schronienie, a pogoda do najlepszych dzisiaj nie należała, jednak zanim tam dotarłam zatrzymała mnie na chwilę Mint. Mówiła o tym, co mogę, czego nie mogę i co muszę robić, jednak nie chciałam nawet tego słuchać, bo przypomniało mi to o mojej obecnej sytuacji.Noc spędziłam właśnie przy tamtym powalonym drzewie rozmyślając o moim aktualnym stanie i... No cóż, Dante.
XxX
 Przez dłuższy czas unikałam Dantego. Chociaż nie, unikałam wszystkich, a Dantego szczególnie. Większość czasu spędzałam na samotnych wycieczkach w okolicach stada, co od razu zostało potępione przez Mint. Początkowo się tym przejęłam, bo bądź co bądź zdążyłam pokochać te istotki żyjące we mnie, lecz dzisiaj naszła mnie wielka ochota na taki spacer. W ten oto sposób późnym popołudniem wyruszyłam na spacer czujnie rozglądając się po okolicy. Z pewnością trwałby dalej, gdyby nie okropny ból w brzuchu.Syknęłam z bólu gdy skurcze nasiliły się i odpadłam na kolana, a po chwili całkowicie na bok. Po dłuższym czasie na świat przyszło pierwsze źrebię - prawie całkowicie czarna klaczka. Parsknęłam cicho kiedy po kilkunastu minutach przyszły kolejne skurcze. Zacisnęłam zęby i przymknęłam oczy. Następnie urodził się również czarny ogierek. Czarna klaczka próbowała już wstać, podczas gdy ja wylizywałam ogierka. Trzecie źrebię urodziło się najszybciej, była to mała, czarna klaczka z odmianami na nogach i pyszczku. Kiedy tylko zabrałam siły by wstać nieporadnie podeszła do mnie najstarsza z rodzeństwa, podczas gdy jej młodsza siostra dopiero próbowała wstać, co w przeciwieństwie do rodzeństwa jej nie szło powolnym krokiem zbliżyłam się do niej pomagając wstać. Po dłuższej chwili i jej się udało. W międzyczasie podjęłam już decyzję co do imion źrebiąt - najstarsza klaczka miała nazywać się Siraane, jej młodszy brat miał nosić imię Leander, a najmłodsza z rodzeństwa została nazwana mianem Naero. Na tę noc nie wróciłam do stada, nie miałam siły ani chęci przebywać wśród tylu koni. Ułożyłam się i pilnując źrebiąt w końcu odpłynęłam.
XxX
Kiedy tylko otworzyłam oczy uśmiechnęłam się widząc moje trzy pociechy. Kiedy wzrok już mi się wyostrzył zobaczyłam jeszcze jedną postać na polanie, a mianowicie kasztanowatego ogiera, którego przez ostatnie dni tak unikałam.
- Dante... - szepnęłam i gwałtownie wstałam zasłaniając całą trójkę, lecz ciekawski łepek Siraane wyjrzał na Dantego.
<Dante? Sory, że tak późno...>

30.03.2019

Specter się oźrebiła!

Specter doczekała się trójki pociech z księciem klanu, Dante! Gratulujemy!

Siraane

Leander

Naero

22.03.2019

Specter zachodzi w ciążę!

Klacz staje się brzemienną przez swego, jeżeli można tak to nazwać, nieoficjalnego partnera, Dantego - mimo że oboje sprawiają wrażenie osobowości, którym się do tego nie spieszy. Serdecznie gratulujemy!
No, to winszuję braciszku, w końcu zostaniesz pospolitym kochankiem *)XD
  • Ojciec - Dante, książę, szeregowiec. Matka - Specter, szeregowiec.
  • Ilość źrebiąt: 3
  • Data zajścia w ciążę: 22.03.2019 r. 
  • Planowana data porodu: 29.03.2019 r.


22.03.2019

Od Specter do Dantego ,,Wielkie zmiany"

*Następnego dnia*
Obudziłam się przy boku Dantego. Przez całą noc nie zmieniliśmy pozycji, więc jęknęłam lekko czując przesuwające się zastałe kości. Na moją reakcję ogier otworzył jedno oko uśmiechając się lekko. Po chwili otworzył i drugie, a kilka sekund później znajdował się już przy mnie.
- I jak tam? - zapytał, a na jego pysku wciąż widniał niewielki uśmiech.
- Zależy, jak u ciebie. - zaśmiałam się lekko w czym ogier mi zawtórował.
- Wracamy? - wymuczał mi do ucha na co automatycznie przymknęłam oczy.
- A nie możemy jeszcze chwilę zostać? - zapytałam podkurczając lekko jedną nogę.
- Jeśli tak bardzo chcesz Specter... - odpowiedział po chwili po czym spojrzał na moje oczy, by po chwili zamknąć nasze chrapy w delikatnym pocałunku i powodując szybsze bicie mojego serca. „Czy to miłość?”- zapytałam się w myślach.
Po chwili ogier odsunął się ode mnie nieznacznie by po chwili uśmiechnąć się szeroko.
W rezultacie wracać zaczęliśmy późnym popołudniem. Dlaczego zaczęliśmy?
W pewnym momencie moje uszy zaczęły wyłapywać czyjeś rozmowy ze strony przeciwnej stadu. Zatrzymałam się na chwilę chcąc to sprawdzić
- To tylko chwila, zaraz znajdę Dantego - mruknęłam pod nosem i żwawym kłusem ruszyłam w stronę z której słyszałam rozmowy.
Pomiędzy drzewami stały trzy młode ogiery. Największy z nich był smukłym gniadoszem, a pozostała dwójka była jeleniowata.
- Ktoś tu jest. - odezwał się mniejszy jeleniowaty koń.
- Tak, w pobliżu jest stado koni. Lepiej to sprawdzić. - odparł jego starszy kolega. Gniadosz ruszył w moją stronę, na co odwróciłam się gwałtownie. Ze zdziwieniem przyjęłam fakt, iż nie mogłam się dalej ruszyć. Moja noga tkwiła pomiędzy kamieniem a drzewem. Próbowałam ją wyciągnąć, lecz moje wysiłki poszły na darmo.
Ogier zatrzymał się naprzeciwko mnie obserwując moje próby uwolnienia się z kpiną.
- Taka ładna klacz sama w takich okolicach? W takim razie pójdziesz z nami. - dodał i kopnął mocno w stare drzewo, które pod wpływem uderzenia odchyliło się uwalniając moją nogę. Chciałam się zerwać do ucieczki, lecz z dwiema poranionym i nogami było to niemożliwe.
- A ty gdzie się wybierasz? Głucha jesteś, że nie słyszałaś jak mówiłem, że idziesz z nami? - warknął zagradzając mi drogę. - Ring, Circle. Pomóżcie jej iść. Już wiem, co z nią zrobimy. - na sam ton jego głosu wzdrygnęłam się. Czy oni... Tylko nie to... Dante, gdzie jesteś? Jako iż wypowiedziałam to zdanie w głowie, oczywistym było, że mi nie odpowiedział.
Do ich "siedziby" dotarliśmy pod wieczór. Czekały tam jeszcze dwa kasztany, gniadosz i dwa srokacze z czego jedna to klacz mająca zbolałą minę. Łącznie było ich ośmioro.
- A to kto? - zapytał kasztan zmierzając w moją stronę. Był mniejszy ode mnie i zbudowany bardziej krępo, przez co żeby spojrzeć w jego oczy musiałam się zniżyć o około dziesięć centymetrów.
- Złapaliśmy ją dzisiaj, podsłuchiwała rozmowę - na te słowa parsknęłam oburzona - Więc zaprowadziliśmy ją do nas. - dokończył gniady ogier z którym zdążyłam się już poznać.
- Przegraliśmy - usłyszałam czyjś głos, a po chwili obok krępego kasztana pojawił się tarantowaty, niewielki ogier. Kasztanowaty warknął niewyraźnie coś pod nosem po czym uśmiechnął się przebiegle. Przekazał coś jednemu z koni po czym odszedł wraz z srokaczem, tarantowatym i gniadoszem który mnie tu zaciągnął. Zanim wrócili zostałam wraz z srokatą klaczą zaprowadzona do niewielkiej jaskini w której ledwie co się mieściłyśmy.
- Hm... Wiesz kim oni są? - zapytałam po chwili milczenia
- Najgorszym koszmarem, medykami nie znającymi się na tym i działającymi na własną rękę wraz z grupą w pobliżu i testującymi to poprzez losowanie grupy. Z tego co zrozumiałam przegrali losowanie i pewnie tobie dadzą następną miksturę. - odpowiedziała przyciszonym głosem. - Jedna z mikstur powodowała samoistne zajście w ciążę, mój syn to Ring, ja jestem Fairy, chociaż i tak się temu nie interesują i w rezultacie mówią na mnie Four. - dodała po chwili jeszcze ciszej
- Czemu Four? - zapytałam mrużąc oczy
- Jestem czwartą z klaczy na których testowali mikstury. - odpowiedziała zniżając pysk. Rozmowa ucichła, bo szczerze mówiąc nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć. Po niedługim czasie zapadłam w sen.

*Następnego Dnia*

Kiedy się obudziłam, nie było już Fairy. Wzdychając, wyciągnęłam łeb z jaskini. Pierwszym co zauważyłam było całe stadko ogierów, które poznać zdążyłam już poprzedniego dnia. Oczywiście od razu mnie zauważyli.
- Idealnie, akurat idą. - uśmiechnął się chytrze stojący najbliżej mnie kasztanowaty ogier.
Nie wiedziałam o kogo chodzi, jednak rzeczywiście po chwili ujrzałam trójkę ogierów. Zaczęli szeptać coś między sobą, niestety nie słyszałam o czym.
Po kilku minutach zwrócili się w moją stronę.
- Idziesz z nami. - powiedział srokaty ogier. Poszłam bez oporu, bo cóż mogłabym zrobić ja sama na tyle koni?
Doszliśmy do innej, podobnej nieco do tej w której nocowałam z Fairy, jaskini.
- Pijesz sama czy użyć siły? - spytał drwiąco jeden z obecnych rozglądając się po reszcie. Westchnęłam i wstrzymując oddech wypiłam ciecz  z podstawionego mi... No właśnie, czego? Nie wiem jak mogłabym to nazwać.
- Zuch dziewczyna, a teraz wracaj. Niedługo powinniśmy przekonać się o efektach. - mruknął jeden z poznanych już wcześniej ogierów.

*Następnego dnia*

Kolejną noc wraz z Fairy spędziłam w jaskini. Od rana nic się nie zmieniło, więc zaczęłam się zastanawiać, czy efekt tej przeklętej mikstury nie przyjdzie później ze zdwojoną siłą. Fairy próbowała mnie pocieszać, choć sama nie mogła za bardzo pomóc. Zastanawiałam się, co u Dantego jak i u reszty stada.
Wraz z tym narodziła się myśl o ucieczce. Może by się udało? Jednak automatycznie spojrzałam na moją nogę, zanim będę chciała cokolwiek zrobić rana musi się dobrze zagoić, a przez ten czas zdobędę informacje o moim położeniu.

*Niespełna dwa tygodnie później*

Przez kolejne dni nic się nie działo, oprócz tego, że zaczęli tworzyć kolejną miksturę, przez co znikali na całe dni. Korzystając z okazji zwróciłam się do Fairy.
- Ucieknijmy. - szepnęłam. Klacz spojrzała na mnie niepewnie.
- Jak chcesz to zrobić? - spytała
- Normalnie, wyjść nawet teraz kiedy ich nie ma i uciec? - odpowiedziałam pytaniem.
- W sumie... Podobno pilnują, jednak jak wychodziłam z jaskini nigdy nie reagowali. - westchnęła.
- To co, spróbujemy? - spytałam wiedząc, że nie zostawiłabym tutaj Fairy. Ta odpowiedziała dopiero po kilku minutach ciszy.
- Spróbujemy. - mruknęła. Uniosłam gwałtownie łeb po czym wolnym krokiem, rozglądając się, wyszłam z jaskini. Kiedy stanęłam na końcu polanki poczekałam na Fairy która po chwili do mnie dołączyła.
- Coś za łatwo nam poszło, jednak żeby nie kusić losu zwiewajmy stąd jak najszybciej - mruknęłam do niej po czym puściłam się galopem w głąb lasu. Za mną słyszałam stukot kopyt Fairy.
Po około godzinie biegu postanowiłyśmy zrobić dłuższą przerwę. W tym miejscu miałyśmy się rozdzielić. Przeszłyśmy przez znajdującą się tam rzeczkę i spojrzałeś my na siebie że smutkiem w oczach.
- Żegnaj, Fairy. - westchnęłam do klaczki niezdolnej do wykonania jakiegokolwiek ruchu.
- Żegnaj, Specter. Może jeszcze kiedyś się zobaczymy. - odparła po dłuższej chwili. Przytuliłyśmy się jeszcze po czym odbiegłyśmy w dwie inne strony.
Moje wnętrze wypełniło uczucie pustki jakkolwiek bezsensowne jest to zdanie. Westchnęłam obracając głowę w stronę, w którą pobiegła moją przyjaciółką. Choć nie spędziłyśmy razem dużo czasu to bardzo się z nią zżyłam.
Przez ten czas mikstura nie zrobiła niczego specjalnego, od jakiegoś czasu czułam się poprostu słabiej co mogło być wynikiem pobytu w tamtym miejscu. Po chwili zaczęłam myśleć o Dante. Ciekawe czy mnie szukał...
Rozmyślając tak natrafiłam na znajome tereny i tuż przed zachodem słońca ujrzałam znajomą mi sylwetkę konia.
- Dante! - krzyknęłam uradowana i przyśpieszyłam po chwili znajdując się już przy ogierze i wtulając w jego szyję. Ten zdziwiony początkowo zastygł jednak po chwili również się we mnie wtulił
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem Specter... - wyszeptał z rozpaczą do mojego ucha.
- Przepraszam... - powiedziałam niewiele głośniej
- Za co? - zdziwił się - I w ogóle gdzie ty przez ten czas byłaś?- podniósł pysk.
- Opowiem ci później a teraz... Poczekasz trochę? - spytałam mając w planach natychmiastowe udanie się do medyka.
Dante skrzywił się nieco, jednak odsunął się po chwili.
- Będę tutaj czekał. - odparł z uśmiechem. Skinęłam głową i spoglądając na niego ostatni raz ruszyłam w stronę reszty stada.
Moje nagłe pojawienie się wywarło wielkie poruszenie. Zanim dotarłam do jakiegokolwiek medyka prócz mojego ojca, musiałam przywitać się z całą rodziną i częścią innych koni ze stada.
W końcu dotarłam do stojącej spokojnie Mint.
- Cześć Mint, mogłabyś mnie... Zbadać? - zapytałam - od jakiegoś czasu za dobrze się nie czuję, a podczas tego "porwania" przez które nie było mnie w stadzie mogło się coś stać, więc chciałam od razu do ciebie przyjść. - na moje słowa klaczka kiwnęła tylko głową i zaprowadziła mnie na ubocze.
W międzyczasie opowiedziałam jej praktycznie całą historię pobytu z ogierami.
- Przepraszam, że przerywam ale... Specter, jesteś w ciąży... - powiedziała. Kurde, kurde, kurde... - A do tego... To są trzy źrebięta - O jeszcze większe kurde...
- Um... Dzięki, Mint... - powiedziałam po chwili - M... Mogę już iść? - spytałam widząc, że zbliża się Dante najprawdopodobniej zaniepokojony moją długą nieobecnością. Klaczka skinęła głową na co odpowiedziałam jej uśmiechem i odbiegłam do Dantego.
- Długo cię nie było, martwiłem się. - powiedział po chwili kiedy znalazłam się przy nim.
- Jest sprawa Dante... - westchnęłam. Wolałam mieć to już z głowy. - Bo... Pamiętasz wieczór przed porwaniem? Ja... Ja jestem w ciąży... - wyjąkałam niepewnie. - A do tego... Z trzema źrebiętami... - dodałam uważnie obserwując jego reakcję.

<Dante? Moje najdłuższe opowiadanie ever, 1458 słów.>

25.12.2018

Od Specter do Dantego ,,Przemyślenia"

Byłam tak zajęta chowaniem się, że nie zauważyłam leżącej przestarzałej pułapki na zające i tego typu zwierzęta. Gdy usłyszałam szczęknięcie klap, a te z piskiem zatrzasnęły się na mojej nodze, przerażona krzyknęłam. Miałam nadzieję, że nikt nie usłyszał, a ja sama zaraz się z tego uwolnię, jednak po chwili usłyszałam stukot kopyt. Niespełna minutę później ujrzałam Dantego.
- Specter! - krzyknął.
- Nic mi nie jest! - odpowiedziałam i wymusiłam uśmiech, jednak gdy jego wzrok zjechał na moją nogę dodałam - Nawet tak bardzo nie boli! - wciąż nie wyglądał na przekonanego. Noga koszmarnie pulsowała, jednak na pysku wciąż trzymałam wymuszony uśmiech.
- Przestań. Nie musisz przede mną udawać takiej twardej. Zaraz to rozwalę. - powiedział spoglądając w moją stronę. Bez wahania podszedł do mnie i kopnął w pułapkę. Za trzecim razem puściła, jednak wciąż bądź co bądź trzymałam nogę nad podłożem.
- Możesz chodzić? - zapytał wyraźnie niespokojny.
- Dam radę - powiedziałam nieco drżącym głosem, jednak Dante tego nie zauważył. Powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę stada. Moja noga jednak po niedługim czasie domagała się odpoczynku. Zatrzymaliśmy się, a ja oparłam się o bok Dantego.
- Dziękuję ci, Dante. - szepnęłam, mocniej się do niego przytulając. Po chwili znowu usłyszałam jego głos:
- Nie masz za co - odrzekł lekko trącając moją szyję pyskiem.
- Za wszystko. Za to, że po prostu jesteś... - powiedziałam głośniej i podniosłam głowę zatrzymując ją na wysokości pyska ogiera. Po kilku sekundach nasze chrapy zetknęły się, a po moim ciele rozlało się przyjemne ciepło, dzięki któremu zapomniałam o całym świecie, nawet o bolącej nodze. Kiedy oderwaliśmy się od siebie jak najszybciej ponownie schowałam pysk w jego szyi. Schylił ją nieco i cicho zapytał:
- Wiesz co, Specter? - Jego przyciszony, melodyjny głos rozbrzmiał w mojej głowie. Pierwszy raz... Pierwsza osoba, przy której czuję się tak bezpiecznie. Gdyby ktoś zapytał mnie się o to, przy kim czuję się najbezpieczniejsza, bez wahania wypowiedziałabym imię ogiera.
- Hm? - Spytałam kierując ucho w jego stronę, gdyż zdecydowanie nie miałam ochoty na oderwanie się od niego.
<Dante? Wiem, bardzo krótko czekałaś i posunęliśmy się o rok (poczuj ten sarkazm), ale z braku pomysłów dałam trochę przemyśleń Specter.>

29.11.2018

Od Specter do Dantego ,,Martwiłem się!"

- Dante! - warknęłam i popchnęłam ogiera. Ten nieprzygotowany zachwiał się i całkowicie wpadł do wody chlapiąc na mnie jeszcze bardziej. Zaczęliśmy się gonić w wodzie, a że spowalniała ona ruchy to jak przyśpieszaliśmy tempo przewracaliśmy się. Straciliśmy rachubę czasu. Dopiero kiedy zrobiło nam, a przynajmniej mi, bardzo zimno wyszliśmy na brzeg. Tarcza księżyca rozświetlała już okolice, akurat była pełnia.
- Zostaniemy tu na noc? - zapytałam towarzysza. Ten uśmiechnął się i kiwnął głową. Znałam ten uśmieszek, ale nie wiedziałam co tym razem może oznaczać. Ułożyłam się w miarę wygodnie pod świerkiem i przymknęłam oczy. Ostatnia rzecz którą mój mózg zakodował był Dante kładący się obok i obejmujący mnie szyją...
*Nad ranem*
Kiedy ja się obudziłam słońce leniwie wstawało znad widnokręgu. Dante dalej smacznie spał. Wygramoliłam się spod drzewa i wolnym krokiem ruszyłam brzegiem jeziora obserwując wschód słońca. Kiedy wisiało już na niebie postanowiłam wracać. Obróciłam się i nieco szybciej zaczęłam się kierować w stronę Dantego. Spojrzałam na słońce - nie było już tak nisko jak wcześniej. Uznałam to za znak do przyśpieszenia. Ruszyłam kłusem uważając na kamyki. Co jakiś czas wbiegałam do wody chlapiąc sobie nogi. W końcu na horyzoncie widać było ogiera, który niespokojnie rozglądał się na boki. Kiedy jego wzrok napotkał mnie, dotąd napięte mięśnie ogiera rozluźniły się. Po chwili gwałtownie ruszył galopem w moją stronę. Kiedy był już kilkanaście metrów ode mnie zwolnił do kłusa, a następnie do stępa. Stając przy mnie zatrzymał się.
- Specter! Gdzie ty byłaś! Martwiłem się!
(Dante? Przepraszam, że tyle czekałeś:/ I że takie beznadziejne:/)

4.11.2018

Od Specter do Dantego ,,Niebezpieczne posunięcie"

W ciszy podążaliśmy w stronę widniejącego już na horyzoncie jeziora Uws. W pewnym momencie spojrzałam na Dantego. Los chciał, aby on też się na mnie popatrzał.
- Kto pierwszy przy jeziorze jest mistrzem wyścigów! - krzyknęłam i puściłam się cwałem. Mój towarzysz przychnął oburzony i po kilkunastu metrach był już obok mnie. Przyśpieszyłam zbiegając ze zbocza, a obraz zamazywał mi się przed oczami. Widząc wystający z ziemi konar chciałam zwolnić, lecz nachlenie terenu mi na to nie pozwalało. Napięłam mięśnie przygotowując się do skoku. W odpowiednim momencie wybiłam się i przeleciałam nad pniem z dość dużym marginesem. Położyłam pierwsze kopyto na ziemii, oczywiście w dołku. Szybko je wyciągnęłam co poskutkowało strąceniem równowagi. Przewróciłam się na bok i przeturlałam się tak aż do końca zbocza.
- Au... - wystękałam. Dante pojawił się obok mnie z uśmieszkiem na pysku.
- Nic ci nie jest? - zapytał
- Nie, nic... Wcale nie spadłam ze zbocza turlając się przez jakieś 30 metrów. Wcale a wcale... - warknęłam i wyciągnęłam przednie kopyta spod siebie. Powoli się podniosłam spoglądając na swoją - teraz brązową - sierść. Na chwiejnych nogach podeszłam do brzegu jeziora. Zanużyłam się w wciąż lodowatej wodzie obserwując ogiera. Po kilkunastu minutach, kiedy zimno stało się nie do zniesienia, wyszłam na brzeg otrzepując się z reszty kamieni. Na bokach miałam trochę ran które ciągle szczypały, ale ignorowałam to. Mina Dantego przypomniała mi ten dzień - chociaż może lepszym określenieniem byłaby noc - kiedy Dante wpadł na mnie uciekając przed piorunami. Parsknęłam na to wspomnienie.
- Zostajemy tutaj. - zdecydował mój przyjaciel, na co jedynie kiwnęłam głową. Położyłam się na kawałku trawy i przymrużyłam oczy. Nie zwróciłam zbytniej uwagi na to, że koń położył się obok mnie. Spojrzałam na niego dopiero kiedy trącił moją szyję
<Dante? Może być? Zaczynamy już teraz? Bo wena mi się kończy;-;>

4.11.2018

Od Specter do Dantego ,,Wędrówka"

*Podczas zimy*
- Mógłbyś na przykład jutro pomóc mi w szukaniu rzadkiego zioła. Lepsze to, niż opieka nad Fashagarem. - powiedziałam dalej obrażonym głosem.
- Może być. Co do drugiego... Masz rację - uśmiechnął się krzywo.
- A teraz rusz swój leniwy tyłek i wracajmy do stada - powiedziałam. Po chwili zmierzaliśmy już w stronę stada. W pewnym momencie ogier się zatrzymał.
- A... Może byśmy dzisiaj poszukali tego zioła, a jutro poszli na małą wyprawę? - zapytał.
- Taką jak ostatnio? - zapytałam.
- A chcesz? - zapytał na co parsknęłam.
- No dobra, poszukajmy tego ziela a jutro się przejdziemy - powiedziałam. Opisałam mniej więcej jak wygląda to zioło i na jakich terenach rośnie, co zważając na porę roku jest podwójnie trudne. Wieczorem wróciliśmy do stada z trzema listkami które udało nam się znaleźć. Ułożyłam się jakoś w miarę wygodnie i zamknęłam oczy myśląc o tym co czeka mnie następnego dnia.
*Ranek*
Obudził mnie czyjś pysk trącający wytrwale mnie w bok. Leniwie otworzyłam oczy i spojrzałam z wyrzutem na konia, a dokładniej Dantego.
- Śpiąca królewna raczyła się obudzić? - zapytał. Zniecierpliwienie biło od niego na kilometr. Westchnęłam cicho i podniosłam chwiejąc się lekko.
- Idziemy? - zapytał na co kiwnęłam głową. Powolnym krokiem wyszliśmy z okręgu stada i nieco szybszym krokiem ruszyliśmy w nieznane. Po niecałej godzinie straciłam widok na znajome rzeczy. Przez całą drogę rozmawialiśmy. W końcu dotarliśmy na niewielką polankę otoczoną drzewami. Mój towarzysz się zatrzymał
- Eee... Specter? - zapytał.
- Co? - przeniosłam wzrok na niego.
<Dante? Teraz trzeba naprawdę się śpieszyć default smiley xd>

11.09.2018

Od Specter do Dantego ,,Nareszcie"

Po naprawdę udanym wyścigu chciałam zrobić coś jeszcze. Coś, aby nie być sama.
- Porobimy coś jeszcze? - zapytałam po chwili
- A co sobie życzysz? - odpowiedział z uśmiechem
- Cokolwiek, tylko żeby nie siedzieć sama. - odpowiedziałam przewracając oczami.
- Hm... Co ty na... spacer? - zapytał.
- Ja? Z chęcią. - powiedziałam
*Znowu kilka miesięcy później*
Minęło trochę czasu i sprawiłam, iż mój brat był jedynym młodziakiem w stadzie. Rozglądałam się po bokach szukając pewnej tylko mi znanej osoby. Zignorujmy fakt, iż zna go każdy w stadzie. Ciekawie musiał wyglądać wielki, biały koń mrużący oczy i rozglądający się po bokach szukając kogoś w dużej grupie koni, niektórych bardzo do siebie podobnych. Wreszcie ujrzałam mój cel. Raźnym kłusem podbiegłam do Dantego. Zanim cokolwiek powiedziałam podeszłam do niego i przytuliłam szyją.
- Cześć, Specter - uśmiechnął się
- Hej... Wiesz jak trudno cię znaleźć? - zapytałam
- Serio? To raczej nie był komplement - powiedział na co przewróciłam oczami.
- Co robimy? Bo raczej nie będziemy tu tak bezczynnie stali, co nie? - zapytałam.
- Może pójdziemy na małą wyprawę? - zapytał.
- Taką jak wtedy? - zapytałam wracając wspomnieniami do naszej ostatniej wyprawy.
- Nie do końca... - uśmiechnął się.
- No... Dobra - powiedziałam przewracając po raz kolejny oczami na co ogier uśmiechnął się. Mimo opinii wielu Dante mógł być naprawdę dobrym przyjacielem. Powolnym stępem ruszyliśmy przed siebie. W pewnym momencie zobaczyłam powalone drzewo. Spojrzałam na Dantego wzrokiem proponującym wyzwanie. Kiwnął głową i przyśpieszył. Ruszyłam za nim. Jak zawsze zaczęłam odliczanie przyspieszając do galopu. 1...2...3... Wybiłam się i poszybowałam nad drzewem. Ogier wylądował jakąś sekundę po mnie. Uśmiechnęłam się tryumfalnie.
- No... Nieźle mała - powiedział akcentując ostatnie słowo.
- Pragnę zauważyć, że jestem tylko o trochę od ciebie młodsza a wzrostem ci dorównuję. - parsknęłam
(Dante? Startuj z planem default smiley xd)

28.05.2018

Nowy starszy szeregowy - Specter!


Running white horseŹródło: Zdjęcie główne
Motto: „Kiedy nie znajdujesz już odpowiedzi na swoje pytanie, to znak, że nadszedł czas by posunąć się o krok do przodu”
Imię: Stojąca przed wami klaczka to... Zjawa, Widmo. Dokładniej Specter. Nazywana czasem Spectre, Spectrik lub Spectri.
Tytuł: Brak
Płeć: Klacz
Ranga/i: Otóż to. Długo nie mogła się zdecydować, ale wybrała  starszego szeregowca.
Głos: Julie Bergan 
Relacje: W tym momencie najważniejszą osobą w jej życiu jest chyba Dante któremu zawdzięcza naprawdę wiele i jest z nim mocno związana.
Drugą jest chyba jej ukochana matka Forever, lojalna członkini klanu. Zawsze ją kochała i kocha do teraz, mimo tego, że już dorosła i zajęła się własnym życiem.
Nie można nie wspomnieć o jej wspaniałym ojcu Hadvegarze. Wyjątkowo opiekuńczy, jak dla niej aż za bardzo. Zawsze zależało mu na tym, by Specter była szczęśliwa i by nikt jej nie skrzywdził. Z tego powodu po wkroczeniu w dorosłość nieco bardziej ograniczyła kontakty z nim, gdyż był przeciwny jej znajomości z Dantem.
Ma też młodszego brata Fashagara, za którym nie przepada jednak zbytnio. Jak dla niej jest zdecydowanie za wesoły i za mało poważny.
Niegdyś przyjaźniła się z obecnym władcą - Shiregtem, jednak nie była to większa znajomość, ograniczała się do stosunkowo rzadkich rozmów lub, w czasach źrebięcych, wspólnych zabaw wraz z innymi.
Potomkowie: Naero, Siraane, Leander.
Osobowość: Charakter stojącej tu klaczy jest bardzo dziwny. Jest niespotykaną mieszanką gejzeru i wulkanu. Raz ma wszystkich w nosie, a raz usilnie szuka towarzystwa. Jednak częściej wygrywa to drugie. Jest miła, i jeśli nie okażesz wrogości z pewnością przyjmie cię do grona swoich przyjaciół. Nie jest to klacz tchórzliwa. Wręcz przeciwnie - przygoda jest dla niej obowiązkiem dnia powszedniego. Specter szybko się bowiem nudzi, a bezczynność ją najzwyczajniej w świecie męczy. Umie pojawiać się gdy nie jest potrzebna, i znikać gdy wszyscy jej szukają. Lubi samotne wędrówki, ewentualnie z małą grupką przyjaciół, a jeszcze lepiej z tylko jednym, z którym może pogadać. Co tu jeszcze powiedzieć? Specter często najpierw robi a potem myśli. Niestety wmawianie jej ciągłego ,,pomyśl sto razy, zrób raz” nie dało pożądanego efektu. Ta klacz sama nie wie czasem, jak ma się zachować. Gdy sytuacja tego wymaga zmienia się w poważną klacz. Mimo swego charakteru nie traci skupienia. Jeszcze coś dodać? Jeśli tylko może stawia na swoim. Jest koszmarnie uparta i... Zmienna. Jeśli ją zdenerwujesz, to uwierz mi, że tak łatwo ci nie wybaczy.
Orientacja: Heteroseksualna
Aparycja:
  • Rasa: Specter jest czystej krwi koniem holsztyńskim
  • Wygląd: Siwa, duża klaczka o dumnej postawie. Średniej wielkości głowa umieszczona na długiej i umięśnionej szyi. Mocny grzbiet przechodzi w lekko spadzisty zad. Nogi mocne, suche z silnymi stawami zakończone dużymi kopytami. Długa, nieco ciemniejsza grzywa opadająca na szyję i długi, podczas biegu powiewający, ogon. Specter ma szlachetne ruchy. najlepiej wygląda to w galopie, kiedy na jej nieszczęście grzywa zakrywa oczy, powiewając na wszystkie strony. Wyraźnie zaznaczony kłąb przykrywany jednak grzywą podkreśla dumną postawę
  • Znaki charakterystyczne: w niektórych miejscach, głównie na nogach, szyi oraz klatce piersiowej, ma trochę blizn.
  • Wzrost: 172cm/wk. Wyrosła, co nie?
Umiejętności: Zna na pamięć dostępne w Mongolii rośliny lecznicze i trujące. Czasem lubi je pozbierać.
Historia: Urodziła się w stadzie jako córka Forever i Hadvegara. Nie narzekała na brak zajęć, bo w tamtym okresie było dużo koni niewiele starszych od niej. Zresztą nadal jest. Z czasem pojawił się jej młodszy brat co często przeszkadzało w spędzaniu czasu z resztą. Zgubiła się z Dantem w lesie gdzie złapali ich ludzie. Zaatakowały ją wilki. Wpadł na nią ogier o pół roku starszy... Nic szczególnego, prawda?
Inne: 
- Bardzo lubi pływać
- Śpi zawsze na obwodzie stada nie ryzykując, że ktoś na nią wpadnie (Pozdrawiam Dantego)
- Czuję wyjątkową antypatie do młodszego brata
Kontakt: na Howrse znajdziecie mnie pod loginem wolfik, a na chacie dostępna jestem jako Forever lub Specter
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika