Chodziłem spokojnie po lesie i patrzyłem na te śliczne malutkie kwiatki jak szarzeją się i opadają w dół. Były jak członkowie naszego klanu licząc wszystkie pory roku: na początek rodzą się, dorastają, po czym starzeją się, szarzeją lekko i umierają. Jednak w następnym roku znów rozkwitają nowe pączki i wszystko zaczyna się od początku. I gdy tak sobie spokojnie spacerowałem usłyszałem czyjeś kroki. Co gorsza, nie brzmiały jak kopyta, a raczej łapy! Po chwili zauważyłem cień stworzenia. Zacząłem biec, ale zwierzę rzuciło się dosłownie na mnie. Zadrapało mi nogę, piekło z bólu. Przewróciłem się więc na ziemię. Zacząłem krzyczeć na pomoc. I tak nikt nie przybiegł. Powoli zacząłem przyglądać się stworzeniu. Był to wilk o ciemnej sierści i żółtych oczach. Wpatrywał się w moją ranę. Nagle usłyszałem dziwny, ale znajomy odgłos. Był to koziorożec władcy Klanu. Najwyraźniej chciał mi pomóc. Zwierz szybko zareagował. Rzucił się jak stary głodny koń na źdźbło trawy. Koziorożec krzyknął, żebym mu pomógł, więc szybko pogalopowałem na miejsce gdzie stał. A przynajmniej próbowałem, w końcu nadal noga nie pozwalała na zbyt wiele. Zanim dobiegłem zjawiła się ćwierć stada, usłyszała bowiem krzyki i warczenie głodnego stworzenia. Boroo, bo tak się nazywał, szybko stracił siłę na dalsze bronienie się. Na szczęście najlepsi wojownicy z tej ćwierci stada pomogli mu. Mnie zaś pomogli dojść do medyka Sarit i Etsiin. Moim medykiem została Mint, ponieważ najlepiej potrafiła leczyć.
<Mint? Ten Prestiż, zostałaś wybrana xD>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zee. Pokaż wszystkie posty
22.08.2019
Od Zee do ktosia ,,Nieprzydatny"
Stanąłem naprzeciwko wielkiego strumienia zwanego bratem Chirgis. Napiłem się trochę wody po czym zauważyłem, że nie jestem tu sam. Obok mnie stanął Arrow.
- Hej Zee... Jak się czujesz? - spytał niepewnie.
- Dobrze, ale nadal co noc myślę o tym co się stało...Wszystko mi nie wychodzi. Jestem pechowy. Nie ma co kryć. - odpowiedziałem przyjacielowi.
- Co za bzdury! Uratowałeś przecież Chocolate, wyleczyłeś potrzebujące konie i... - przerwał nagle ogier.
- I? Nic. - powiedziałem stanowczo. Arrow westchnął po czym poszedł w stronę Eriny i jej źrebaków. Ja natomiast poszedłem zobaczyć, czy nie potrzebują mnie w stadzie. Przeszukałem całe stado. I nic!
Mówiłem? Nikomu nie jestem przydatny... - pomyślałem ze smutkiem. Poszedłem jeszcze spytać się Shiregta.
- Przykro mi, ale ja na razie nie mam dla ciebie żadnego zadania...Ale myślę, że ekipie Arrow'a przyda się pomoc. - powiedział, wskazując na linię lasu w oddali. Srokaty ogier kręcił się tam, wypuścił coś z pyska, po czym wrócił do puszczy. Co on wyprawia? Zanim zdążyłem zapytać, o co chodzi, Shiregt dodał: - Dziś wieczorem odbędzie się przyjęcie z okazji partnerstwa mojego i Mivany.
No to mam zajęcie! Lepiej już zacznę... - pomyślałem. Zacząłem panikować. Przecież musiałem się przygotować! Szybko pobiegłem w moje sekretne miejsce. Zawsze chowam tam swoje rzeczy. Tylko co byłoby idealne na tą okazję? Zacząłem szybko rozrzucać wszystko byle gdzie. Jedna z rzeczy wypadła aż na ścieżkę. Podszedłem by ją wziąć z powrotem. Na mojej drodze spotkałem jednego z koni...
<Ktoś? Kiedy nie masz weny a nagle masz i aż cię głowa boli XD>
- Hej Zee... Jak się czujesz? - spytał niepewnie.
- Dobrze, ale nadal co noc myślę o tym co się stało...Wszystko mi nie wychodzi. Jestem pechowy. Nie ma co kryć. - odpowiedziałem przyjacielowi.
- Co za bzdury! Uratowałeś przecież Chocolate, wyleczyłeś potrzebujące konie i... - przerwał nagle ogier.
- I? Nic. - powiedziałem stanowczo. Arrow westchnął po czym poszedł w stronę Eriny i jej źrebaków. Ja natomiast poszedłem zobaczyć, czy nie potrzebują mnie w stadzie. Przeszukałem całe stado. I nic!
Mówiłem? Nikomu nie jestem przydatny... - pomyślałem ze smutkiem. Poszedłem jeszcze spytać się Shiregta.
- Przykro mi, ale ja na razie nie mam dla ciebie żadnego zadania...Ale myślę, że ekipie Arrow'a przyda się pomoc. - powiedział, wskazując na linię lasu w oddali. Srokaty ogier kręcił się tam, wypuścił coś z pyska, po czym wrócił do puszczy. Co on wyprawia? Zanim zdążyłem zapytać, o co chodzi, Shiregt dodał: - Dziś wieczorem odbędzie się przyjęcie z okazji partnerstwa mojego i Mivany.
No to mam zajęcie! Lepiej już zacznę... - pomyślałem. Zacząłem panikować. Przecież musiałem się przygotować! Szybko pobiegłem w moje sekretne miejsce. Zawsze chowam tam swoje rzeczy. Tylko co byłoby idealne na tą okazję? Zacząłem szybko rozrzucać wszystko byle gdzie. Jedna z rzeczy wypadła aż na ścieżkę. Podszedłem by ją wziąć z powrotem. Na mojej drodze spotkałem jednego z koni...
<Ktoś? Kiedy nie masz weny a nagle masz i aż cię głowa boli XD>
25.06.2019
Od Zee do Arrow'a "Prezenty"
- No... Może porozmawiajmy o tym, że... - zacząłem się jąkać tak bez powodu.
- Wysłów się jeszcze dziś, proszę. - powiedział Arrow.
- Tak…Bo widzisz, Mivana uciekła, Shiregt zaczął wariować i... - mówiłem. Arrow Szeroko otworzył oczy.
- Co? Jak to!? - spytał Arrow - To zbyt dramatyczne. Może pogadamy o czymś innym? - spytał. Widocznie dla niego nie był to najlepszy temat.
- No... nie mam pomysłu. - powiedziałem.
- Arrow! - usłyszeliśmy.
- To ja chyba muszę iść... - powiedział mój towarzysz.
- Żegnaj! Wujek później przyjdzie z prezentami. - puściłem oko do ogiera.
- Nie wysilaj się! - powiedział zatroskany, po czym pobiegł w kierunku wołającej Eriny. Ja także pobiegłem, ale nie po to, by spotkać się ze źrebakami, tylko przyszykować prezenty.
* Co ja mam im dać? *- spytałem się samego siebie w myślach. Poszedłem się przejść, by o tym pomyśleć. Gdy tak szedłem, nagle wpadłem na pewien pomysł. Jednak nim zdążyłem wrócić, to znów wpadłem. Tym razem nie na pomysł. To była pułapka! Była ona na inne zwierzę, jak się domyślałem. Była ona przywiązana do drzewa. Wisiałem jednym kopytem w górze. Mogłem tylko dotykać przednimi kopytami ziemi. Zacząłem to gryźć. Na moje szczęście sznur w końcu puścił, więc udało mi się oderwać. Kiedy spadłem, wylądowałem leżąc na brzuchu. Po tym wszystkim pobiegłem pędem do źrebaków, by dać im prezenty.
<Arrow? Pomęcz się i wymyśl co dostały :P>
- Wysłów się jeszcze dziś, proszę. - powiedział Arrow.
- Tak…Bo widzisz, Mivana uciekła, Shiregt zaczął wariować i... - mówiłem. Arrow Szeroko otworzył oczy.
- Co? Jak to!? - spytał Arrow - To zbyt dramatyczne. Może pogadamy o czymś innym? - spytał. Widocznie dla niego nie był to najlepszy temat.
- No... nie mam pomysłu. - powiedziałem.
- Arrow! - usłyszeliśmy.
- To ja chyba muszę iść... - powiedział mój towarzysz.
- Żegnaj! Wujek później przyjdzie z prezentami. - puściłem oko do ogiera.
- Nie wysilaj się! - powiedział zatroskany, po czym pobiegł w kierunku wołającej Eriny. Ja także pobiegłem, ale nie po to, by spotkać się ze źrebakami, tylko przyszykować prezenty.
* Co ja mam im dać? *- spytałem się samego siebie w myślach. Poszedłem się przejść, by o tym pomyśleć. Gdy tak szedłem, nagle wpadłem na pewien pomysł. Jednak nim zdążyłem wrócić, to znów wpadłem. Tym razem nie na pomysł. To była pułapka! Była ona na inne zwierzę, jak się domyślałem. Była ona przywiązana do drzewa. Wisiałem jednym kopytem w górze. Mogłem tylko dotykać przednimi kopytami ziemi. Zacząłem to gryźć. Na moje szczęście sznur w końcu puścił, więc udało mi się oderwać. Kiedy spadłem, wylądowałem leżąc na brzuchu. Po tym wszystkim pobiegłem pędem do źrebaków, by dać im prezenty.
<Arrow? Pomęcz się i wymyśl co dostały :P>
9.06.2019
Od Zee do Arrowa ,,Prababcia"
~Liścik wspomnień~
Arrow znalazł obrazek z koniem przypominającym moją matkę. Spytałem, co to.
- Podejrzewam, że to coś ludzkiego. Ale nie o to chodzi. To jest obrazek. W dodatku niewielki, ale...nie wiem dlaczego, koń na nim przypomina mi twoją matkę. Wygląda na to, że zgubili to tutaj ludzie. Pomyślałem, że chciałbyś przynajmniej to zobaczyć lub nawet zatrzymać, a jeśli nie i znowu niepotrzebnie obudziłem złe wspomnienia, to przepraszam, - powiedział Arrow.
~Koniec Liścika wspomnień~
Wziąłem obrazek do pyska i położyłem bliżej nas. Koń na obrazie faktycznie przypominał moją matkę.
- Nie, wspomnienia zatrzymały się gdzieś w moim umyśle. Teraz zastanawia mnie ten obraz... To nie moja matka! To jej babcia, a moja prababcia. Ona była bardzo podobna do mojej matki. Była złapana. Chcesz, bym ci opowiedział całość? To będzie nieźle rozwinięta historia... - szepnąłem. Nagle zauważyłem, że w tych krzakach jest także list. Szybko go otworzyłem.
- Może opowiem mi innym razem? Tu jest list! - krzyknąłem.
- Czytaj! - zmuszał mnie Arrow.
- No dobrze... Gotowy? - spytałem, żeby później nie trzeba było czytać drugi, raz bo się zagapił.
- No pewnie. - powiedział. Ja zacząłem czytać...
~Droga Mamo~
Wiem, że na tych koloniach jestem już od tygodni, ale nie mogę się doczekać aż nauczę się wszystkiego i pojadę na zawody! Dlatego piszę do ciebie z prośbą: czy będę mogła pojechać na zawody które odbywają się w następne lato? Pani Aleksandra powiedziała, że gdyby miały być nawet za parę dni to bym je wygrała! Jestem już pod koniec nauki, więc łatwo mi będzie na takie pojechać nawet jutro! Jednakże w tym roku nie będzie zawodów na moim poziomie z powodu odwołania. Na pocztówce widnieje koń na którym jeżdżę. To są jego początki. Trochę wierzgał. A raczej wierzgała! Odpisz jak najszybciej!
Twoja ukochana córka
~Klara
- To jest list od jakiejś dwunogiej dziewczynki! - zawołałem.
- Do jej matki! - dodał Arrow. Na tak zwanej przez dziewczynkę ,,pocztówce" widniał napis ,,Milla". To było jej imię. Powiedziałem o tym Arrowowi.
- A co z historią? - spytał Arrow.
- Opowiem ci innym razem... - odpowiedziałem.
<Arrow? Nie pisz historii ja to zrobię następnym razem!>
Arrow znalazł obrazek z koniem przypominającym moją matkę. Spytałem, co to.
- Podejrzewam, że to coś ludzkiego. Ale nie o to chodzi. To jest obrazek. W dodatku niewielki, ale...nie wiem dlaczego, koń na nim przypomina mi twoją matkę. Wygląda na to, że zgubili to tutaj ludzie. Pomyślałem, że chciałbyś przynajmniej to zobaczyć lub nawet zatrzymać, a jeśli nie i znowu niepotrzebnie obudziłem złe wspomnienia, to przepraszam, - powiedział Arrow.
~Koniec Liścika wspomnień~
Wziąłem obrazek do pyska i położyłem bliżej nas. Koń na obrazie faktycznie przypominał moją matkę.
- Nie, wspomnienia zatrzymały się gdzieś w moim umyśle. Teraz zastanawia mnie ten obraz... To nie moja matka! To jej babcia, a moja prababcia. Ona była bardzo podobna do mojej matki. Była złapana. Chcesz, bym ci opowiedział całość? To będzie nieźle rozwinięta historia... - szepnąłem. Nagle zauważyłem, że w tych krzakach jest także list. Szybko go otworzyłem.
- Może opowiem mi innym razem? Tu jest list! - krzyknąłem.
- Czytaj! - zmuszał mnie Arrow.
- No dobrze... Gotowy? - spytałem, żeby później nie trzeba było czytać drugi, raz bo się zagapił.
- No pewnie. - powiedział. Ja zacząłem czytać...
~Droga Mamo~
Wiem, że na tych koloniach jestem już od tygodni, ale nie mogę się doczekać aż nauczę się wszystkiego i pojadę na zawody! Dlatego piszę do ciebie z prośbą: czy będę mogła pojechać na zawody które odbywają się w następne lato? Pani Aleksandra powiedziała, że gdyby miały być nawet za parę dni to bym je wygrała! Jestem już pod koniec nauki, więc łatwo mi będzie na takie pojechać nawet jutro! Jednakże w tym roku nie będzie zawodów na moim poziomie z powodu odwołania. Na pocztówce widnieje koń na którym jeżdżę. To są jego początki. Trochę wierzgał. A raczej wierzgała! Odpisz jak najszybciej!
Twoja ukochana córka
~Klara
- To jest list od jakiejś dwunogiej dziewczynki! - zawołałem.
- Do jej matki! - dodał Arrow. Na tak zwanej przez dziewczynkę ,,pocztówce" widniał napis ,,Milla". To było jej imię. Powiedziałem o tym Arrowowi.
- A co z historią? - spytał Arrow.
- Opowiem ci innym razem... - odpowiedziałem.
<Arrow? Nie pisz historii ja to zrobię następnym razem!>
9.06.2019
Od Zee ,,Może coś zaiskrzy?" Misja #7
Nasz Klan wędrował po pobliskich lasach. Podczas jednego z postojów zauważyłem jednego ze źrebaków pędzących do Shiregta. Zaciekawiło mnie to. Podeszłam do nich, po czym grzecznie spytałem, czy mogę się wtrącić. Shiregt się zgodził, ponieważ wiedział że jeżeli coś by się stało to bym z chęcią mu pomógł. Źrebak zapytał, czy może pójść na spacer po okolicy. Shiregt powiedział, że musi ze sobą wziąć jednego z dorosłych koni. Zgłosiłem się. On się uśmiechnął.
- Zgoda! - powiedział. Po przyjściu do stada zanim się rozstaliśmy poczułem mocną woń od niego. Pomyślałem, że mógł go tam zostawić! Przecież to niebezpieczne! Jednak zamiast panikować pomyślałem, że przecież ten zapach mógł mu zostać po powrocie, bo ocierał się o drzewo. Myliłem się jednak... Następnego dnia obudziło mnie warczenie. Szybko wstałem.
* No nie!*- pomyślałem. Szybko zerwałem się na kopyta w panice. Nie było jednak ani jednego wilka. Podbiegłem do któregoś z koni, i spróbowałem obudzić. Po jakimś czasie wszyscy zostali obudzeni. Bez wyjątku! Było już za późno na tłumaczenie. I tak wszyscy pewnie zauważyli całą watahę wilków. Jeden z wilków, który domyślam się był władcą był strasznie podrapany. Z jego pyska kapała krew, co znaczyłoby że jest bardzo niebezpieczny. Niektórzy zaczęli uciekać, próbowali mnie przekonać do tego samego. Jednak ja stałem jak wryty. Wszystkie wilki wystraszały innych ode mnie. Jakbym był jakimś cennym skarbem! Wszyscy już uciekli, prócz Shiregta. On próbował pokonać wilki i mówił mi, bym uciekał. Jednak ja nie słuchałem go, tylko patrzyłem jak chcą go zabić. Chciałem je już atakować, kiedy nagle uciekły kurząc za sobą jakimiś metalowymi rzeczami na kółkach zrobione przez dwunogich. Odwróciłem się trzęsąc się ze strachu. Był tam... CZŁOWIEK! Shiregt szybko uciekł krzycząc, żebym uciekał. Tym razem z chęcią bym to zrobił, gdyby nie to że ten dwunogi złapał mnie na lasso. Wierzgałem się strasznie. Oni jednak nie dawali mi spokoju. Zacząłem gryźć to lasso które ten gnój zarzucił mi na łeb! Nagle zaczął mnie ciągnąć w swoją stronę. Próbowałem się wyrwać, ale nic z tego. Byłem do jego dyspozycji. Zaprowadził mnie do Dund - Us, gdzie dalej szliśmy w stronę (jak się domyśliłem ) jego domu. Mnie wsadził do boksu zamkniętego obok innego konia, a sam wszedł do swojego cieplutkiego domu. Próbowałem wyważyć drzwi, ale to nic nie dało. Koniem obok mnie okazała się być klacz o imieniu Chocolate. Powiedziała że łatwo stąd uciec, wystarczy ją poprosić.
- A ty nie chcesz ze mną? Znam pewne stado, sam do niego należę! Nazywa się Klan Mroźnej Duszy. Bardzo dużo przyjaciół byś miała... - zacząłem opowiadać.
- Nie wiem... A nie ma tam niemiłych koni? - spytała.
- Jak ty nie jesteś niemiła to i one nie są! Zobaczysz, wszystko się ułoży. - zachęcałem.
- Zgoda! - krzyknęła. Jej bramka była zepsuta. Jej właściciel ufał, więc nie robił nowej. Ona pomagała uciekać koniom, o czym właściciel nawet nie wiedział. Klacz otworzyła moje drzwi i szybko uciekliśmy. Kiedy byliśmy już w Klanie wszyscy się mnie dziwili. Co się dziwić? Przyprowadziłem nieznana nikomu klacz! Shiregtowi spodobało się to że wróciłem. Mnie też się podobało. Chocolate była nawet miła, i w moim typie. Myślę, że może coś zaiskrzy między nami...?
Koniec
- Zgoda! - powiedział. Po przyjściu do stada zanim się rozstaliśmy poczułem mocną woń od niego. Pomyślałem, że mógł go tam zostawić! Przecież to niebezpieczne! Jednak zamiast panikować pomyślałem, że przecież ten zapach mógł mu zostać po powrocie, bo ocierał się o drzewo. Myliłem się jednak... Następnego dnia obudziło mnie warczenie. Szybko wstałem.
* No nie!*- pomyślałem. Szybko zerwałem się na kopyta w panice. Nie było jednak ani jednego wilka. Podbiegłem do któregoś z koni, i spróbowałem obudzić. Po jakimś czasie wszyscy zostali obudzeni. Bez wyjątku! Było już za późno na tłumaczenie. I tak wszyscy pewnie zauważyli całą watahę wilków. Jeden z wilków, który domyślam się był władcą był strasznie podrapany. Z jego pyska kapała krew, co znaczyłoby że jest bardzo niebezpieczny. Niektórzy zaczęli uciekać, próbowali mnie przekonać do tego samego. Jednak ja stałem jak wryty. Wszystkie wilki wystraszały innych ode mnie. Jakbym był jakimś cennym skarbem! Wszyscy już uciekli, prócz Shiregta. On próbował pokonać wilki i mówił mi, bym uciekał. Jednak ja nie słuchałem go, tylko patrzyłem jak chcą go zabić. Chciałem je już atakować, kiedy nagle uciekły kurząc za sobą jakimiś metalowymi rzeczami na kółkach zrobione przez dwunogich. Odwróciłem się trzęsąc się ze strachu. Był tam... CZŁOWIEK! Shiregt szybko uciekł krzycząc, żebym uciekał. Tym razem z chęcią bym to zrobił, gdyby nie to że ten dwunogi złapał mnie na lasso. Wierzgałem się strasznie. Oni jednak nie dawali mi spokoju. Zacząłem gryźć to lasso które ten gnój zarzucił mi na łeb! Nagle zaczął mnie ciągnąć w swoją stronę. Próbowałem się wyrwać, ale nic z tego. Byłem do jego dyspozycji. Zaprowadził mnie do Dund - Us, gdzie dalej szliśmy w stronę (jak się domyśliłem ) jego domu. Mnie wsadził do boksu zamkniętego obok innego konia, a sam wszedł do swojego cieplutkiego domu. Próbowałem wyważyć drzwi, ale to nic nie dało. Koniem obok mnie okazała się być klacz o imieniu Chocolate. Powiedziała że łatwo stąd uciec, wystarczy ją poprosić.
- A ty nie chcesz ze mną? Znam pewne stado, sam do niego należę! Nazywa się Klan Mroźnej Duszy. Bardzo dużo przyjaciół byś miała... - zacząłem opowiadać.
- Nie wiem... A nie ma tam niemiłych koni? - spytała.
- Jak ty nie jesteś niemiła to i one nie są! Zobaczysz, wszystko się ułoży. - zachęcałem.
- Zgoda! - krzyknęła. Jej bramka była zepsuta. Jej właściciel ufał, więc nie robił nowej. Ona pomagała uciekać koniom, o czym właściciel nawet nie wiedział. Klacz otworzyła moje drzwi i szybko uciekliśmy. Kiedy byliśmy już w Klanie wszyscy się mnie dziwili. Co się dziwić? Przyprowadziłem nieznana nikomu klacz! Shiregtowi spodobało się to że wróciłem. Mnie też się podobało. Chocolate była nawet miła, i w moim typie. Myślę, że może coś zaiskrzy między nami...?
Koniec
Zaliczone, aczkolwiek postaraj się opanować różnego rodzaju błędy w tekście. Korekta będzie pomocna.
9.06.2019
Od Zee ,,Gęś" Cz. V
Szedłem cały dzień i całą noc bez spania. Nagle z przemęczenia położyłem się na ziemi, po czym zasnąłem. Następnego dnia obudził mnie szum wiatru. Próbował porwać jakąś kartkę. Szybko ją złapałem, po czym zacząłem czytać treść:
~Drogi Zee~
Bardzo miło było z tobą chodzić i przeżywać te chwile, ale niestety czas minął i muszę odejść. Bardzo cię ciekawiło po co te próby... To były znaki zaufania i pomocy, oraz wiara w siebie. Wszystkie przygody pokazywały mi jaki ty jesteś. No nic... Jeżeli chcesz jeszcze spróbować zrobić piątą misję musisz przebiec łąki, rzeki, lasy i inne tego typu miejsca. Uważaj na siebie! I jedno pamiętaj... Nie będę lepsza kiedy mnie znajdziesz. Będę pozbawiona wszelkich mocy. Jednak zaufam ci dalej bardzo mocno. Będę jak zwykłe zwierzaki, tylko pomocna i jedyna w swoim rodzaju.
Z pozdrowieniami
Gęś"
To mnie trochę zasmuciło. Straciłem koleżankę. Postanowiłem po nią iść, ponieważ bardzo dobrze mi było kiedy próbowała mnie pocieszyć, lub po prostu ułatwić życie. Szybko pobiegłem do stada by zabrać swoje rzeczy. Przecież zbliżała się zima! Kiedy zebrałem tyle, ile mogłem utrzymać w małej, zgubionej przez ludzi torbie, ruszyłem w drogę. Mogła być długa, ale także krótka. Gęś nie określiła tego. Jednak nadal jest moją przyjaciółką. Nic tego nie zmieni!
C.D.N.
~Drogi Zee~
Bardzo miło było z tobą chodzić i przeżywać te chwile, ale niestety czas minął i muszę odejść. Bardzo cię ciekawiło po co te próby... To były znaki zaufania i pomocy, oraz wiara w siebie. Wszystkie przygody pokazywały mi jaki ty jesteś. No nic... Jeżeli chcesz jeszcze spróbować zrobić piątą misję musisz przebiec łąki, rzeki, lasy i inne tego typu miejsca. Uważaj na siebie! I jedno pamiętaj... Nie będę lepsza kiedy mnie znajdziesz. Będę pozbawiona wszelkich mocy. Jednak zaufam ci dalej bardzo mocno. Będę jak zwykłe zwierzaki, tylko pomocna i jedyna w swoim rodzaju.
Z pozdrowieniami
Gęś"
To mnie trochę zasmuciło. Straciłem koleżankę. Postanowiłem po nią iść, ponieważ bardzo dobrze mi było kiedy próbowała mnie pocieszyć, lub po prostu ułatwić życie. Szybko pobiegłem do stada by zabrać swoje rzeczy. Przecież zbliżała się zima! Kiedy zebrałem tyle, ile mogłem utrzymać w małej, zgubionej przez ludzi torbie, ruszyłem w drogę. Mogła być długa, ale także krótka. Gęś nie określiła tego. Jednak nadal jest moją przyjaciółką. Nic tego nie zmieni!
C.D.N.
8.06.2019
Od Zee ,,Gęś" Cz. 4
- Zamknij oczy. - powiedziała gęś. Posłusznie je zamknąłem. Gęś zaczęła naśladować głos konia w opałach.
- Udawaj, że nie żyjesz. - szepnęła gęś.
- Ale co mi to pomoże w czwartym zadaniu? - spytałem.
- Nie martw się, jak przejdziesz wszystkie pięć, to zobaczysz, po co było to wszystko, a teraz udawaj. - szepnęła ponownie. Udawałem to nieźle, w końcu medycy widują często zmarłych, więc to było łatwe. Nagle nie mogłem w to uwierzyć. Tym, kto usłyszał wołanie był...Arrow!
- O nie! Jak to mogło się stać? - spytał, płacząc. - spróbuję go uratować... - powiedział ze smutkiem. Ciągnął mnie w stronę jego ulubionego miejsca do leczenia. Dobrze, że to nie była Mint! Ona od razu by się dowiedziała, że żyję. Arrow był na niższym poziomie, dlatego nie za bardzo wiedział co robić. Coś próbował. Trochę mnie to bolało, ale coś mnie zmuszało do zrobienia tego zadania. W mojej głowie usłyszałem głos gąski.
- Teraz powoli wstań! - powiedziała do mnie w myślach. Arrow akurat miał iść po lepszego medyka. Wstawałem jakbym budził się wtedy, kiedy to zemdlałem ponieważ moja matka... Ah... Te myśli mi trochę przeszkadzały, ale w końcu wstałem. Arrow do mnie podbiegł.
- Ty żyjesz! Ale mnie przestraszyłeś. - powiedział, płacząc ze szczęścia.
- Powiedz, że to dzięki niemu. - powiedział głos w mojej głowie.
- Wszystko dzięki tobie. - powiedziałem z uśmiechem. Arrow zarumienił się. Zaczęliśmy rozmawiać. Po rozmowie wróciłem do gąski.
- Znowu dręczą cię te myśli o twojej matce? Ah... Biedaku... - powiedziała czule.
- No to co? Piąta pułapka i koniec, prawda? Ale to blisko końca! - powiedziałem, próbując zapomnieć o mojej matce...
C.D.N.
- Udawaj, że nie żyjesz. - szepnęła gęś.
- Ale co mi to pomoże w czwartym zadaniu? - spytałem.
- Nie martw się, jak przejdziesz wszystkie pięć, to zobaczysz, po co było to wszystko, a teraz udawaj. - szepnęła ponownie. Udawałem to nieźle, w końcu medycy widują często zmarłych, więc to było łatwe. Nagle nie mogłem w to uwierzyć. Tym, kto usłyszał wołanie był...Arrow!
- O nie! Jak to mogło się stać? - spytał, płacząc. - spróbuję go uratować... - powiedział ze smutkiem. Ciągnął mnie w stronę jego ulubionego miejsca do leczenia. Dobrze, że to nie była Mint! Ona od razu by się dowiedziała, że żyję. Arrow był na niższym poziomie, dlatego nie za bardzo wiedział co robić. Coś próbował. Trochę mnie to bolało, ale coś mnie zmuszało do zrobienia tego zadania. W mojej głowie usłyszałem głos gąski.
- Teraz powoli wstań! - powiedziała do mnie w myślach. Arrow akurat miał iść po lepszego medyka. Wstawałem jakbym budził się wtedy, kiedy to zemdlałem ponieważ moja matka... Ah... Te myśli mi trochę przeszkadzały, ale w końcu wstałem. Arrow do mnie podbiegł.
- Ty żyjesz! Ale mnie przestraszyłeś. - powiedział, płacząc ze szczęścia.
- Powiedz, że to dzięki niemu. - powiedział głos w mojej głowie.
- Wszystko dzięki tobie. - powiedziałem z uśmiechem. Arrow zarumienił się. Zaczęliśmy rozmawiać. Po rozmowie wróciłem do gąski.
- Znowu dręczą cię te myśli o twojej matce? Ah... Biedaku... - powiedziała czule.
- No to co? Piąta pułapka i koniec, prawda? Ale to blisko końca! - powiedziałem, próbując zapomnieć o mojej matce...
C.D.N.
8.06.2019
Od Zee ,,Gęś" Cz. 3
- Czas na trzecią. - powiedziałem z uśmiechem. Gęś przytaknęła. Później ruszyła. Zrobiła się jakaś cicha. Szliśmy już jakieś trzydzieści minut, a ona nadal nic. W końcu nie wytrzymałem.
- Dlaczego jesteś taka cicha? - spytałem.
- Umiem czytać w myślach. Przykro mi z powodu twojej matki... - powiedziała.
- CO? - zdziwiłem się strasznie. Gęś szła dalej, nic nie mówiąc. Minął jakiś czas. Byliśmy obok mojego stada, co mnie zdziwiło.
- Widzisz, co robi jeden z ogierów? - spytała.
- Co on knuje!? - spytałem. Stał tam Anamy, i próbował właśnie podejść do Shiregta.
- Z jego myśli wynika, że ma dosyć służenia twemu władcy, i chce go zabić. - powiedziała. Nie mogłem w to uwierzyć.
- Jak to? - zapytałem.
- W dodatku chce zawładnąć Klanem. CAŁYM Klanem! - powiedziała.
- Co mam zrobić? - spytałem.
- Zabić go...
- CO?
- To jedyne wyjście...Chyba, że masz jakiś inny sposób...? - powiedziała z nadzieją. Nie wiedziałem co powiedzieć. To była jakaś masakra!
- A może powiem wszystko Shiregtowi i on go wygoni ze stada? - spytałem.
- To chyba może się udać. - powiedziała Gęś, otwierając szeroko oczy - jesteś bardzo mądry!
- Nieprawda... No ale może się pospieszmy, bo on jest bardzo blisko!? - spanikowałem.
- Działaj! - powiedziała gęś, dając znać bym wyszedł z krzaków i cwałem dobiec do kochanego władcy w opałach. On się niczego nie spodziewał. Tam nikogo nie było! Pewnie byli nad jeziorem Chirgis, ponieważ panują upały. Byłem ostatnią nadzieją. Ledwo co zdążyłem powiedzieć Shiregtowi o Anamy'm! Tak się zadyszałem...
- Shiregtcie, mam ważną wiadomość. - zacząłem - Anamy chce cię zamordować!
- Anamy! Co ty robisz!? - spytał cały podenerwowany. Anamy tylko się odwrócił, po czym uciekł aż się za nim kurzyło.
- Nigdy tu już nie wrócę. To dziwne miejsce! - krzyczał za sobą.
- Dziękuję ci już, Zee. - powiedział Shiregt.
* po powrocie do gęsi *
- Brawo! Wiesz co? Zaliczam to jako trzecią pułapkę. Gotowy na czwartą? - spytała gęś.
- Pewnie! - odpowiedziałem jej wprost.
C.D.N.
- Dlaczego jesteś taka cicha? - spytałem.
- Umiem czytać w myślach. Przykro mi z powodu twojej matki... - powiedziała.
- CO? - zdziwiłem się strasznie. Gęś szła dalej, nic nie mówiąc. Minął jakiś czas. Byliśmy obok mojego stada, co mnie zdziwiło.
- Widzisz, co robi jeden z ogierów? - spytała.
- Co on knuje!? - spytałem. Stał tam Anamy, i próbował właśnie podejść do Shiregta.
- Z jego myśli wynika, że ma dosyć służenia twemu władcy, i chce go zabić. - powiedziała. Nie mogłem w to uwierzyć.
- Jak to? - zapytałem.
- W dodatku chce zawładnąć Klanem. CAŁYM Klanem! - powiedziała.
- Co mam zrobić? - spytałem.
- Zabić go...
- CO?
- To jedyne wyjście...Chyba, że masz jakiś inny sposób...? - powiedziała z nadzieją. Nie wiedziałem co powiedzieć. To była jakaś masakra!
- A może powiem wszystko Shiregtowi i on go wygoni ze stada? - spytałem.
- To chyba może się udać. - powiedziała Gęś, otwierając szeroko oczy - jesteś bardzo mądry!
- Nieprawda... No ale może się pospieszmy, bo on jest bardzo blisko!? - spanikowałem.
- Działaj! - powiedziała gęś, dając znać bym wyszedł z krzaków i cwałem dobiec do kochanego władcy w opałach. On się niczego nie spodziewał. Tam nikogo nie było! Pewnie byli nad jeziorem Chirgis, ponieważ panują upały. Byłem ostatnią nadzieją. Ledwo co zdążyłem powiedzieć Shiregtowi o Anamy'm! Tak się zadyszałem...
- Shiregtcie, mam ważną wiadomość. - zacząłem - Anamy chce cię zamordować!
- Anamy! Co ty robisz!? - spytał cały podenerwowany. Anamy tylko się odwrócił, po czym uciekł aż się za nim kurzyło.
- Nigdy tu już nie wrócę. To dziwne miejsce! - krzyczał za sobą.
- Dziękuję ci już, Zee. - powiedział Shiregt.
* po powrocie do gęsi *
- Brawo! Wiesz co? Zaliczam to jako trzecią pułapkę. Gotowy na czwartą? - spytała gęś.
- Pewnie! - odpowiedziałem jej wprost.
C.D.N.
8.06.2019
Od Zee ,,Gęś" Cz. 2
Szedłem z gęsią przez korytarze. Nie były oświetlone. Tylko... Co było niepokojące, gęś świeciła. Jednak nie aż tak, żeby pokazać drogę. Światło to pomagało jej wskazać mi drogę. W końcu wyszliśmy z tej jaskini, ale była noc. Jak wchodziliśmy do jaskini był dzień! W jaskini byliśmy jakieś pięć-dziesięć minut, więc... Byłem zakłopotany. Jednak gęś szła dalej.
- Pierwsza pułapka zaliczona! Czas na drugą. Za mną! - krzyknęła gęś. Szybko zauważyłem, że ona była taka rozweselona jak mały źrebak. Jakby to było najszczęśliwsze stworzenie w całej Mongolii! Nigdy takiego czegoś nie widziałem. W końcu doszliśmy do tej drugiej pułapki. Wyglądała jak normalna okolica.
- Teraz czekaj... - szepnęła - stań pośrodku i krzyknij ,,Gotowy". - dodała.
Po jakimś czasie byłem gotowy na wszystko, więc zacząłem kontynuować zadanie.
- Gotowy! - krzyknąłem jak najgłośniej potrafiłem. Nagle zza krzaków wyskoczył dorosły wilk. Zaczął coś szeptać. Jego głos był podobny do wilka, którego spotkałem słuchem w krzakach, kiedy to bawiłem się z Luminem w chowanego. To były czasy, kiedy byłem szczęśliwy. Szczęśliwy, wraz ze swoją matką. Zachciało mi się płakać, ale po chwili zza krzaków wyskoczył inny wilk.
- Dawaj mały! - krzyknął. ,,Mały" rzucił się na mnie. Ja go odepchnąłem kopytami. On jednak nie rezygnował. Uparcie próbował mnie zabić. Po jakimś czasie okazało się, że dostał ode mnie za mocno. Runął na ziemię i z piskiem zaczął się wycofywać.
- Zawiodłam się na to... - zaczęła matka wilka, kiedy to nagle jej przerwałem.
- Nic ci nie jest? - spytałem czule.
- N-nie, nic... Tylko trochę bolą mnie tylne łapy. Pewnie nie będę mógł chodzić... - powiedział z żalem. Szybko zareagowałem. Próbował mnie gryźć, ale ja mówiłem mu ,,to dla twojego dobra, bo inaczej nie będziesz chodził już nigdy!", i wtedy odpuszczał. Jego matka warczała na mnie, ale ja nie zatrzymywałem się z leczeniem. W końcu przestałem.
- Gotowe! Po paru tygodniach nie będzie ani śladu. - powiedziałem z uśmiechem. Matka ,,małego" chciała się na mnie rzucić, ale wtedy gęś wyszła z krzaków.
- Koniec tego! JUŻ! KONIEC! - krzyknęła. Wilki posłusznie uciekły.
- Dzięki...
- Brawo! Zaliczyłeś drugą pułapkę. - krzyknęła podekscytowana.
C.D.N.
- Pierwsza pułapka zaliczona! Czas na drugą. Za mną! - krzyknęła gęś. Szybko zauważyłem, że ona była taka rozweselona jak mały źrebak. Jakby to było najszczęśliwsze stworzenie w całej Mongolii! Nigdy takiego czegoś nie widziałem. W końcu doszliśmy do tej drugiej pułapki. Wyglądała jak normalna okolica.
- Teraz czekaj... - szepnęła - stań pośrodku i krzyknij ,,Gotowy". - dodała.
Po jakimś czasie byłem gotowy na wszystko, więc zacząłem kontynuować zadanie.
- Gotowy! - krzyknąłem jak najgłośniej potrafiłem. Nagle zza krzaków wyskoczył dorosły wilk. Zaczął coś szeptać. Jego głos był podobny do wilka, którego spotkałem słuchem w krzakach, kiedy to bawiłem się z Luminem w chowanego. To były czasy, kiedy byłem szczęśliwy. Szczęśliwy, wraz ze swoją matką. Zachciało mi się płakać, ale po chwili zza krzaków wyskoczył inny wilk.
- Dawaj mały! - krzyknął. ,,Mały" rzucił się na mnie. Ja go odepchnąłem kopytami. On jednak nie rezygnował. Uparcie próbował mnie zabić. Po jakimś czasie okazało się, że dostał ode mnie za mocno. Runął na ziemię i z piskiem zaczął się wycofywać.
- Zawiodłam się na to... - zaczęła matka wilka, kiedy to nagle jej przerwałem.
- Nic ci nie jest? - spytałem czule.
- N-nie, nic... Tylko trochę bolą mnie tylne łapy. Pewnie nie będę mógł chodzić... - powiedział z żalem. Szybko zareagowałem. Próbował mnie gryźć, ale ja mówiłem mu ,,to dla twojego dobra, bo inaczej nie będziesz chodził już nigdy!", i wtedy odpuszczał. Jego matka warczała na mnie, ale ja nie zatrzymywałem się z leczeniem. W końcu przestałem.
- Gotowe! Po paru tygodniach nie będzie ani śladu. - powiedziałem z uśmiechem. Matka ,,małego" chciała się na mnie rzucić, ale wtedy gęś wyszła z krzaków.
- Koniec tego! JUŻ! KONIEC! - krzyknęła. Wilki posłusznie uciekły.
- Dzięki...
- Brawo! Zaliczyłeś drugą pułapkę. - krzyknęła podekscytowana.
C.D.N.
7.06.2019
Od Zee ,,Gęś"
Nudziło mi się... Nigdy wcześniej nie mogłem wytrzymać. Arrow akurat pomagał komuś z opatrzeniem małej rysy która, podobno, bardzo bolała. Nie mogłem się z nim więc bawić. Zaraz zaraz... To nie te lata! Nie mogłem z nim nigdzie iść. Ja nie miałem nikogo do opatrzenia. Nie że byłem jakimś strasznym psycholem, tylko po prostu nic ostatnio się nie działo. Aż tu nagle zza krzaków wyskoczyła...gęś! Nie wyglądała na zwyczajną, a raczej miała coś takiego w sobie, że poczułem chęć do złapania jej.
- Wyglądasz na znudzonego! A może mnie złapiesz? Masz na to dwa dni! - powiedziała.
- Co? Dwa dni? Przecież ja cię złapię w pięć sekund! - parsknąłem śmiechem.
- Nie tak łatwo mnie złapiesz! Zwłaszcza, że przez te dwa dni przeżyjesz pięć przygód! - powiedziała. Przekręciłem oczami.
- Serio? Ja cię złapię przed tymi pięcioma przygodami! - spróbowałem przekonać gęś. Ona jednak nie rezygnowała.
- Jeżeli przeżyjesz pięć przygód, będę twoja! Jeżeli trzy, dostaniesz mały upominek. - zachęcała gęś. Ja nagle się zdziwiłem. Ja i moja gęś? Jednak...miała coś w sobie. Mogła okazać się przecież być nawet lepsza niż jakiekolwiek zwierzę!
- Zgoda!
*Po przejściu długiej drogi*
- Ale się zmęczyłem! - krzyknąłem - jednak się nie poddam!
- Twardy jesteś! - powiedziała gęś.
- No weź... Zawstydziłem się... - szepnąłem do niej z uśmiechem. Gęś uśmiechnęła się pokazując ciemną jaskinię.
- Oto pierwsza pułapka!
C.D.N.
- Wyglądasz na znudzonego! A może mnie złapiesz? Masz na to dwa dni! - powiedziała.
- Co? Dwa dni? Przecież ja cię złapię w pięć sekund! - parsknąłem śmiechem.
- Nie tak łatwo mnie złapiesz! Zwłaszcza, że przez te dwa dni przeżyjesz pięć przygód! - powiedziała. Przekręciłem oczami.
- Serio? Ja cię złapię przed tymi pięcioma przygodami! - spróbowałem przekonać gęś. Ona jednak nie rezygnowała.
- Jeżeli przeżyjesz pięć przygód, będę twoja! Jeżeli trzy, dostaniesz mały upominek. - zachęcała gęś. Ja nagle się zdziwiłem. Ja i moja gęś? Jednak...miała coś w sobie. Mogła okazać się przecież być nawet lepsza niż jakiekolwiek zwierzę!
- Zgoda!
*Po przejściu długiej drogi*
- Ale się zmęczyłem! - krzyknąłem - jednak się nie poddam!
- Twardy jesteś! - powiedziała gęś.
- No weź... Zawstydziłem się... - szepnąłem do niej z uśmiechem. Gęś uśmiechnęła się pokazując ciemną jaskinię.
- Oto pierwsza pułapka!
C.D.N.
5.06.2019
Od Zee do Arrowa ,,Zagadka"
Bardzo długo rozmyślałem o mamie. Czułem się strasznie. Każdy próbował mnie w jakiś sposób pocieszyć. W końcu mój stan pogorszył się tak, że nie mogłem oddychać. W końcu położyłem się na trawie. Ktoś chyba do mnie podbiegł, ale nawet nie zwróciłem na to uwagi. Zamknąłem szybko oczy. Niektórzy pomyślą, że to mój wielki koniec. Mylą się. Obudziłem się. Okazało się, że od tego wszystkiego zemdlałem. Medycy szybko jednak zareagowali. Dzięki temu nie mogło mi się już nic stać. Nie wiem o co im wtedy chodziło, ale czułem, że o czymś zapomniałem. Jednak pomyślałem, że może lepiej o tym nie pamiętać? Jednak nie dało mi to spokoju. Co chwila ktoś mnie pytał o samopoczucie. Jakbym miał o tym zapomnieć! W końcu nie wytrzymałem. Jednak nie chciałem zawracać nikomu głowy, więc sam musiałem pomyśleć. Poszedłem do lasu żebym coś sobie przypomniał. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Zacząłem wariować i myśleć, że chodziło im o to, że mój stan jest za bardzo zapłakany żebym mógł przeżyć. Jednak nic takiego mi się nie przypominało. Nagle spotkałem Arrowa.
- Witaj! Jak tam zdrowie? - zaczął rozmowę Ogier.
- Dobrze, a co miałoby się stać? - spytałem myśląc, że może ogier wygada sekret. Jednak mi się to nie udało.
- N-nie, nic. Tylko się pytam, b-b-bo pomyślałem, że coś mogło ci się stać, czy c-c-coś... Hehe... - odpowiedział Arrow. Bardzo zadziwiło mnie to, że się jąkał. Przecież byliśmy zaufanymi przyjaciółmi! Jednak pominąłem tą myśl.
- Arrow, a jak tam twoje siostry? - spytałem.
- Super, choć... Dalej się ze mnie śmieją... Nie wiem czemu. Czy znowu to przez chód? Tak, jestem może kaleką, ale no... A co u twojej matki? Znaczy... O! Jak późno... To ja lecę, pa! - krzyknął, po czym pobiegł w stronę stada. Na początku zdziwił mnie fakt, że tak się spieszył. On nigdy tak nie pędził, bo nie chciał żeby mu się coś stało, bo wystarczy mu już że jest kaleką! Ale... Później sobie coś przypomniałem... Powiedział... MAMA! Moja mama przecież nie żyje! Kasja, ta wredna klacz ją za-za... Zabrakło mi aż słów... Szybko popędziłem galopem w stronę stada. Na miejscu spotkałem Arrowa. Rozglądał się właśnie.
- Arr-Arrow? Czego szukasz? Pomogę ci! - powiedziałem. Mój stan się pogarszał. Pewnie mój wygląd też nie wyglądał za dobrze...
- O! Zee... Em... Szukam rodziny. Pomo... Jak ty wyglądasz??? Co ci jest? - spytał Arrow. Kiedy usłyszałem jego wypowiedź zrobiło mi się jeszcze gorzej. Zakręciło mi się w głowie.
- Wiesz, jednak nie mog-mog... - próbowałem wykrztusić, ale nagle płacząc położyłem się na trawie. Arrow nie pomagał. Pobiegł tylko. Kiedy myślałem, że to koniec okazało się, że Arrow przybiegł z medyczką. Nagle wstałem.
- Nie da się o tym zapomnieć... Naprawdę... - powiedziałem.
- Twoja mama nadal tu jest! O tutaj! - powiedziała, wskazując na moje serce.
- Ta śpiewka działa tylko na dzieci. Może to prawda, ale to tylko wspomnienia... - powiedziałem zaczynając płakać jeszcze bardziej.
- Nie nie! Wspomnienia są w mózgu, a Mondream jest w twoim sercu! Mówię ci! - powiedziała.
- A mogę zostać chwilę sam? Albo cały dzień... - spytałem.
- Dobrze, ale wołaj mnie albo Mint! Nie zapomnij, że też jestem medykiem! Może nie takim jak Mint, ale nadal medykiem! - powiedział Arrow. Nagle oboje sobie poszli. Miałem w końcu spokój. W nocy, kiedy już spałem coś mnie połaskotało. Obudziłem się.
- Witaj, to J-A! Twoja matka - powiedział wiatr.
- Em... Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytałem. Nie mogłem wierzyć komuś, kogo nawet nie widziałem.
- Synku, już wszystko dobrze. Jak chcesz ze mną się spotykać tak co noc, to utrzymaj to w tajemnicy! - powiedziała postać wyglądająca jak moja matka, tylko niewidzialna. Świeciła bielą, choć trochę jak na jakimś rysunku. To wyglądało jakby nasz świat był jednym wielkim obrazem! Czarno było jak to każdej nocy, choć powinny być gwiazdy. Jednak ich nie było. Nie było także księżyca. Jedyną białą, a na dodatek świecącą rzeczą był... DUCH MOJEJ MATKI! Płacząc przytuliłem ją. Nagle przypomniałam sobie sceny z życia mnie jako nastolatka, kiedy to nie byłem zbyt miły dla mojej matki. Zawsze jednak byłem nazywany małym źrebakiem. Tym razem też mnie tak nazwała, kiedy to przypominała mi jak to się działo. Tym razem nie wkurzyłem się na nią, tylko czule popatrzyłem. Jednak dalej płakałem i nie byłem pewien, czy to nie jest sen. Mama zaczęła jeszcze coś mi opowiadać. Później powiedziała, że powinienem już spać, by jutro mieć siłę na cokolwiek. Od razu się położyłem. Zanim zasnąłem mama przytuliła mnie. Zasnęła pierwsza. Ja zaraz za nią. Następnego dnia nie było już mojej matki. Jednak obudził mnie Arrow.
- I jak? Lepiej się czujesz? - spytał z nadzieją.
- Tak, dużo lepiej... - odpowiedziałem z uśmiechem patrząc w niebo. Już chciałem powiedzieć ogierowi o wszystkim co przeżyłem, jednak przypomniałem sobie, że mama powiedziała o tym, by był to nasz sekret. Następnej nocy także spotkałem matkę. Tym razem nie miałem tyle szczęścia. Arrow nagle przyszedł. Klacz uciekła. Dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Arrow stanął obok mnie.
- No i jak? Dobrze się śpi po tym wszystkim? - spytał. Byliśmy oboje trochę zaspani.
- Tak - odpowiedziałem.
- Dlaczego nie płaczesz? Ja bym płakał całą wieczność, więc to mnie nie pokoi - powiedział. Jednak ja zdążyłem zasnąć. On poza tym też zasnął. I tak mijały dni. Były to bardzo szczęśliwe dni. Co noc odwiedzała mnie matka. Arrow i Erina podobno spodziewali się źrebaków! Byłem szczęśliwy, a Arrow dużo mi o tym wszystkim opowiadał. Na przykład jak nazwie dzieci jak będzie miał ogierka i klaczkę. Choć najwięcej pomysłów miał przy dwóch ogierach. Jeżeli miały być 2 klaczki, to miałby imię tylko dla jednej. Ale ten temat zostawię na później. Dalej ciągnijmy historię z moją mamusią. Pewnej nocy przyszła wraz z kimś innym. Także duchem. Nie kojarzyłem nikogo takiego.
- Zee, to jest twoja babcia, Mefira - powiedziała do mnie poważnie.
- W-w-witaj, babciu... Jeszcze nigdy cię nie spotkałem... Mama o tobie dużo mówiła! - pochwaliłem klacz. To przecież mama wszystko mi opowiadała. No... Mama też nie byłą zbyt dobra dla swojej matki. Podobno babcia jej nie odwiedzała.
- Cześć Zee! Miło cię poznać! - powiedziała babcia. Następnej nocy nikt już nie przyszedł. Zacząłem się niepokoić. Nie mogłem spać. Pomyślałem, że pójdę gdzieś rozejrzeć się, czy nic się nie dzieję. Nagle usłyszałem odgłosy walki dochodzące z krzaków obok. Kiedy wyjrzałem za krzaki nie wierzyłem własnym oczom! Były tam duchy i jakiś czarny diabeł. Diabłem tym była Kasja, jednak dziwiło mnie to, że Kasja była również duchem. Jak to mogło się w ogóle zdarzyć!? Przejdźmy dalej. Walczyły też trzy inne duchy. Była tam moja matka, oraz dwa których nie znałem. Wszystkie walczyły zacięcie. Dręczyła mnie pewna myśl-a co jeżeli się zabije ducha? Bardzo zmartwiłem się o moją mamę. Wolałem jednak tam nie iść. Żeby zachować bezpieczeństwo a co ważniejsze życie, szybko pobiegłem w stronę stada. Następnego dnia obudziłem się wcześnie. Szybko pobiegłem do miejsca, gdzie wczoraj w nocy toczyła się bitwa. Myślałem, że coś tam będzie. Jednak nie było ani śladu. Tylko przyciągający uwagę świecący klejnocik. Świecił jak duch! To mogło znaczyć, że któryś z duchów umarł, czy jak to inaczej nazwać. Zacząłem się modlić o to, by to nie był klejnot z mojej mamy. Jednak nie tylko tym się przejmowałem-czego nie było tam babci? No mogłaby być za stara, ale przecież kiedy ją widziałem ostatnio wyglądała na młodą. To mogło znaczyć tylko jedno-w niebie nie przybywa ci lat!!! Skoro tak, to dlaczego nie było tam babci? Jednak w tej chwili przyszedł Arrow.
- Cześć, mam ci coś do powiedzenia... - powiedział Arrow wyglądający na szczęśliwego. Całkiem zapomniałem, że jego partnerka jest w ciąży! Może wiedział już jak nazwać 2 klaczkę?
<Arrow? Nagły napływ weny! AAAAAAAAAA!>
- Witaj! Jak tam zdrowie? - zaczął rozmowę Ogier.
- Dobrze, a co miałoby się stać? - spytałem myśląc, że może ogier wygada sekret. Jednak mi się to nie udało.
- N-nie, nic. Tylko się pytam, b-b-bo pomyślałem, że coś mogło ci się stać, czy c-c-coś... Hehe... - odpowiedział Arrow. Bardzo zadziwiło mnie to, że się jąkał. Przecież byliśmy zaufanymi przyjaciółmi! Jednak pominąłem tą myśl.
- Arrow, a jak tam twoje siostry? - spytałem.
- Super, choć... Dalej się ze mnie śmieją... Nie wiem czemu. Czy znowu to przez chód? Tak, jestem może kaleką, ale no... A co u twojej matki? Znaczy... O! Jak późno... To ja lecę, pa! - krzyknął, po czym pobiegł w stronę stada. Na początku zdziwił mnie fakt, że tak się spieszył. On nigdy tak nie pędził, bo nie chciał żeby mu się coś stało, bo wystarczy mu już że jest kaleką! Ale... Później sobie coś przypomniałem... Powiedział... MAMA! Moja mama przecież nie żyje! Kasja, ta wredna klacz ją za-za... Zabrakło mi aż słów... Szybko popędziłem galopem w stronę stada. Na miejscu spotkałem Arrowa. Rozglądał się właśnie.
- Arr-Arrow? Czego szukasz? Pomogę ci! - powiedziałem. Mój stan się pogarszał. Pewnie mój wygląd też nie wyglądał za dobrze...
- O! Zee... Em... Szukam rodziny. Pomo... Jak ty wyglądasz??? Co ci jest? - spytał Arrow. Kiedy usłyszałem jego wypowiedź zrobiło mi się jeszcze gorzej. Zakręciło mi się w głowie.
- Wiesz, jednak nie mog-mog... - próbowałem wykrztusić, ale nagle płacząc położyłem się na trawie. Arrow nie pomagał. Pobiegł tylko. Kiedy myślałem, że to koniec okazało się, że Arrow przybiegł z medyczką. Nagle wstałem.
- Nie da się o tym zapomnieć... Naprawdę... - powiedziałem.
- Twoja mama nadal tu jest! O tutaj! - powiedziała, wskazując na moje serce.
- Ta śpiewka działa tylko na dzieci. Może to prawda, ale to tylko wspomnienia... - powiedziałem zaczynając płakać jeszcze bardziej.
- Nie nie! Wspomnienia są w mózgu, a Mondream jest w twoim sercu! Mówię ci! - powiedziała.
- A mogę zostać chwilę sam? Albo cały dzień... - spytałem.
- Dobrze, ale wołaj mnie albo Mint! Nie zapomnij, że też jestem medykiem! Może nie takim jak Mint, ale nadal medykiem! - powiedział Arrow. Nagle oboje sobie poszli. Miałem w końcu spokój. W nocy, kiedy już spałem coś mnie połaskotało. Obudziłem się.
- Witaj, to J-A! Twoja matka - powiedział wiatr.
- Em... Z kim mam przyjemność rozmawiać? - spytałem. Nie mogłem wierzyć komuś, kogo nawet nie widziałem.
- Synku, już wszystko dobrze. Jak chcesz ze mną się spotykać tak co noc, to utrzymaj to w tajemnicy! - powiedziała postać wyglądająca jak moja matka, tylko niewidzialna. Świeciła bielą, choć trochę jak na jakimś rysunku. To wyglądało jakby nasz świat był jednym wielkim obrazem! Czarno było jak to każdej nocy, choć powinny być gwiazdy. Jednak ich nie było. Nie było także księżyca. Jedyną białą, a na dodatek świecącą rzeczą był... DUCH MOJEJ MATKI! Płacząc przytuliłem ją. Nagle przypomniałam sobie sceny z życia mnie jako nastolatka, kiedy to nie byłem zbyt miły dla mojej matki. Zawsze jednak byłem nazywany małym źrebakiem. Tym razem też mnie tak nazwała, kiedy to przypominała mi jak to się działo. Tym razem nie wkurzyłem się na nią, tylko czule popatrzyłem. Jednak dalej płakałem i nie byłem pewien, czy to nie jest sen. Mama zaczęła jeszcze coś mi opowiadać. Później powiedziała, że powinienem już spać, by jutro mieć siłę na cokolwiek. Od razu się położyłem. Zanim zasnąłem mama przytuliła mnie. Zasnęła pierwsza. Ja zaraz za nią. Następnego dnia nie było już mojej matki. Jednak obudził mnie Arrow.
- I jak? Lepiej się czujesz? - spytał z nadzieją.
- Tak, dużo lepiej... - odpowiedziałem z uśmiechem patrząc w niebo. Już chciałem powiedzieć ogierowi o wszystkim co przeżyłem, jednak przypomniałem sobie, że mama powiedziała o tym, by był to nasz sekret. Następnej nocy także spotkałem matkę. Tym razem nie miałem tyle szczęścia. Arrow nagle przyszedł. Klacz uciekła. Dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Arrow stanął obok mnie.
- No i jak? Dobrze się śpi po tym wszystkim? - spytał. Byliśmy oboje trochę zaspani.
- Tak - odpowiedziałem.
- Dlaczego nie płaczesz? Ja bym płakał całą wieczność, więc to mnie nie pokoi - powiedział. Jednak ja zdążyłem zasnąć. On poza tym też zasnął. I tak mijały dni. Były to bardzo szczęśliwe dni. Co noc odwiedzała mnie matka. Arrow i Erina podobno spodziewali się źrebaków! Byłem szczęśliwy, a Arrow dużo mi o tym wszystkim opowiadał. Na przykład jak nazwie dzieci jak będzie miał ogierka i klaczkę. Choć najwięcej pomysłów miał przy dwóch ogierach. Jeżeli miały być 2 klaczki, to miałby imię tylko dla jednej. Ale ten temat zostawię na później. Dalej ciągnijmy historię z moją mamusią. Pewnej nocy przyszła wraz z kimś innym. Także duchem. Nie kojarzyłem nikogo takiego.
- Zee, to jest twoja babcia, Mefira - powiedziała do mnie poważnie.
- W-w-witaj, babciu... Jeszcze nigdy cię nie spotkałem... Mama o tobie dużo mówiła! - pochwaliłem klacz. To przecież mama wszystko mi opowiadała. No... Mama też nie byłą zbyt dobra dla swojej matki. Podobno babcia jej nie odwiedzała.
- Cześć Zee! Miło cię poznać! - powiedziała babcia. Następnej nocy nikt już nie przyszedł. Zacząłem się niepokoić. Nie mogłem spać. Pomyślałem, że pójdę gdzieś rozejrzeć się, czy nic się nie dzieję. Nagle usłyszałem odgłosy walki dochodzące z krzaków obok. Kiedy wyjrzałem za krzaki nie wierzyłem własnym oczom! Były tam duchy i jakiś czarny diabeł. Diabłem tym była Kasja, jednak dziwiło mnie to, że Kasja była również duchem. Jak to mogło się w ogóle zdarzyć!? Przejdźmy dalej. Walczyły też trzy inne duchy. Była tam moja matka, oraz dwa których nie znałem. Wszystkie walczyły zacięcie. Dręczyła mnie pewna myśl-a co jeżeli się zabije ducha? Bardzo zmartwiłem się o moją mamę. Wolałem jednak tam nie iść. Żeby zachować bezpieczeństwo a co ważniejsze życie, szybko pobiegłem w stronę stada. Następnego dnia obudziłem się wcześnie. Szybko pobiegłem do miejsca, gdzie wczoraj w nocy toczyła się bitwa. Myślałem, że coś tam będzie. Jednak nie było ani śladu. Tylko przyciągający uwagę świecący klejnocik. Świecił jak duch! To mogło znaczyć, że któryś z duchów umarł, czy jak to inaczej nazwać. Zacząłem się modlić o to, by to nie był klejnot z mojej mamy. Jednak nie tylko tym się przejmowałem-czego nie było tam babci? No mogłaby być za stara, ale przecież kiedy ją widziałem ostatnio wyglądała na młodą. To mogło znaczyć tylko jedno-w niebie nie przybywa ci lat!!! Skoro tak, to dlaczego nie było tam babci? Jednak w tej chwili przyszedł Arrow.
- Cześć, mam ci coś do powiedzenia... - powiedział Arrow wyglądający na szczęśliwego. Całkiem zapomniałem, że jego partnerka jest w ciąży! Może wiedział już jak nazwać 2 klaczkę?
<Arrow? Nagły napływ weny! AAAAAAAAAA!>
11.03.2019
Od Zee do Cardinana ,,Młody, starszy koń"
Przechadzałem się z moją mamą przy jakimś jeziorze.
- Jak nazywa się te jezioro? - spytałem mamy zaciekawiony.
- To jest Jezioro Chirgis, mój mały. - odpowiedziała mi. Nagle zauważyłem nie tak daleko od nas sylwetkę innego konia. Wyglądał jak ogier.
- Mamo, czy możemy do niego podejść? - spytałem nagle. Myślałem, że się nie zgodzi...
- Jasne, że możemy. - odpowiedziała mi mama. Uśmiechnęła się do mnie, po czym podeszliśmy do wyznaczonego punktu, jeżeli to w ogóle można tak nazwać.
- Witaj, Cardinano. - przywitała gorąco moja mama tego ogiera. Ja nagle się zawstydziłem. Z daleka ten ogier wydawał się być młodszy.
- Witaj, Mondream. A kogo my tu mamy? Czy to Zee? - spytał starszy ogier. Ja tylko troszkę podszedłem w jego stronę.
- Tak, to mój mały i nieśmiały Zee. - powiedziała za mnie mama. Oczywiście gdybym ja to mówił, brzmiałoby to inaczej. Następnie szturchnęła mnie.
- No powiedz coś, Zee. Sam chciałeś tu być. - szepnęła mi mama. Miała rację, że sam tu chciałem przyjść. Nagle podszedłem bliżej. niby odważny, po czym popatrzyłem na tego ogiera.
- Dzie… Dzie… Dzień D... D... Dobry. - powiedziałem w końcu do ogiera. Ten się uśmiechnął.
- Witaj, Zee! - odpowiedział na przywitanie Cardinano. Imię Cardinano nadane ogierowi wynikało z rozmów mojej rodzicielki z nim.
- Mój mały, dzielny Zee. - powiedziała moja mama.
<Karny? Na Diskordzie trzeba było być cicho! Teraz masz! XD>
- Jak nazywa się te jezioro? - spytałem mamy zaciekawiony.
- To jest Jezioro Chirgis, mój mały. - odpowiedziała mi. Nagle zauważyłem nie tak daleko od nas sylwetkę innego konia. Wyglądał jak ogier.
- Mamo, czy możemy do niego podejść? - spytałem nagle. Myślałem, że się nie zgodzi...
- Jasne, że możemy. - odpowiedziała mi mama. Uśmiechnęła się do mnie, po czym podeszliśmy do wyznaczonego punktu, jeżeli to w ogóle można tak nazwać.
- Witaj, Cardinano. - przywitała gorąco moja mama tego ogiera. Ja nagle się zawstydziłem. Z daleka ten ogier wydawał się być młodszy.
- Witaj, Mondream. A kogo my tu mamy? Czy to Zee? - spytał starszy ogier. Ja tylko troszkę podszedłem w jego stronę.
- Tak, to mój mały i nieśmiały Zee. - powiedziała za mnie mama. Oczywiście gdybym ja to mówił, brzmiałoby to inaczej. Następnie szturchnęła mnie.
- No powiedz coś, Zee. Sam chciałeś tu być. - szepnęła mi mama. Miała rację, że sam tu chciałem przyjść. Nagle podszedłem bliżej. niby odważny, po czym popatrzyłem na tego ogiera.
- Dzie… Dzie… Dzień D... D... Dobry. - powiedziałem w końcu do ogiera. Ten się uśmiechnął.
- Witaj, Zee! - odpowiedział na przywitanie Cardinano. Imię Cardinano nadane ogierowi wynikało z rozmów mojej rodzicielki z nim.
- Mój mały, dzielny Zee. - powiedziała moja mama.
<Karny? Na Diskordzie trzeba było być cicho! Teraz masz! XD>
9.03.2019
Od Zee do Arrow'a ,,Ucieczka mojego towarzysza"
- To nic. - powiedziałem.
- No nie wiem, nie mogę się ganiać ani nic takiego, takie moje życie. - powiedział Arrow. po czym westchnął ciężko.
- Zagrajmy w takie coś, że ja mówię jakiś wyraz, a ty mówisz wyraz na ostatnią literę mojego wyrazu, po czym ja mówię wyraz na ostatnią literę twojego wyrazu i tak dalej. i dalej, ale nie można powtarzać wyrazów... - tłumaczyłem. Arrow patrzył i słuchał z uwagą.
- To gra stworzona dla mnie - nie trzeba się nawet ruszać z miejsca. - powiedział ogierek z podekscytowaniem. Zaczynałem.
- Galop!
- Porażka!
- Arbuz!
- Ziemniak!
- Katastrofa!
- Antylopa!
- Akwarium!
- Mama!
- Angielski!
- Iguana!
- Ananas!
- Shiregt!
- Trajkotek!
- Kotek!
- Kiwi!
- Iskra! - szły powoli i z namysłem słowa. Arrow wyglądał na znudzonego.
- Arrow! - krzyknąłem z uśmiechem.
- Co? - spytał ogierek.
- Ale teraz kolej na ,,w", a nie na ,,c"... - powiedziałem, śmiejąc się. Arrow zdziwił się, po czym chyba zrozumiał, ponieważ także zaczął się śmiać.
- Wierzba! - powiedział Arrow.
- I znowu a... - zacząłem się nudzić.
- To od nowa, ja zaczynam. - powiedział Arrow, jakby po dopływie energii.
- Dobrze, ale najpierw odpocznijmy, ponieważ mi się to już nudzi. - marudziłem. Arrow tylko machnął głową jakby mówił ,,tak", po czym podszedł do mnie przewracając się, po czym razem zasnęliśmy. Kiedy się obudziłem to go już nie znalazłem tam, gdzie powinien być, a zauważyłem tylko że jest daleko. Był on cały czarny, jednak to pewnie od tego, że był daleko. Zauważyłem również jak odkręca głowę. Zauważył, że wstałem, po czym uciekł gdzieś. Pobiegłem, by go dogonić. Zrobiłem to, po czym...
- Czego uciekłeś? - spytałem.
< Arrow? >
- No nie wiem, nie mogę się ganiać ani nic takiego, takie moje życie. - powiedział Arrow. po czym westchnął ciężko.
- Zagrajmy w takie coś, że ja mówię jakiś wyraz, a ty mówisz wyraz na ostatnią literę mojego wyrazu, po czym ja mówię wyraz na ostatnią literę twojego wyrazu i tak dalej. i dalej, ale nie można powtarzać wyrazów... - tłumaczyłem. Arrow patrzył i słuchał z uwagą.
- To gra stworzona dla mnie - nie trzeba się nawet ruszać z miejsca. - powiedział ogierek z podekscytowaniem. Zaczynałem.
- Galop!
- Porażka!
- Arbuz!
- Ziemniak!
- Katastrofa!
- Antylopa!
- Akwarium!
- Mama!
- Angielski!
- Iguana!
- Ananas!
- Shiregt!
- Trajkotek!
- Kotek!
- Kiwi!
- Iskra! - szły powoli i z namysłem słowa. Arrow wyglądał na znudzonego.
- Arrow! - krzyknąłem z uśmiechem.
- Co? - spytał ogierek.
- Ale teraz kolej na ,,w", a nie na ,,c"... - powiedziałem, śmiejąc się. Arrow zdziwił się, po czym chyba zrozumiał, ponieważ także zaczął się śmiać.
- Wierzba! - powiedział Arrow.
- I znowu a... - zacząłem się nudzić.
- To od nowa, ja zaczynam. - powiedział Arrow, jakby po dopływie energii.
- Dobrze, ale najpierw odpocznijmy, ponieważ mi się to już nudzi. - marudziłem. Arrow tylko machnął głową jakby mówił ,,tak", po czym podszedł do mnie przewracając się, po czym razem zasnęliśmy. Kiedy się obudziłem to go już nie znalazłem tam, gdzie powinien być, a zauważyłem tylko że jest daleko. Był on cały czarny, jednak to pewnie od tego, że był daleko. Zauważyłem również jak odkręca głowę. Zauważył, że wstałem, po czym uciekł gdzieś. Pobiegłem, by go dogonić. Zrobiłem to, po czym...
- Czego uciekłeś? - spytałem.
< Arrow? >
6.03.2019
Od Zee do Lumina ,,Spotkanie z wilkiem"
Powiedziałem mu wszystko o zabawie w chowanego. On się tylko uśmiechnął.
- To ty liczysz! Start! - krzyknąłem. Lumino podszedł do grubego drzewa i zaczął liczyć.
- 1... 2... 3... 4... - mówił po kolei, kiedy ja znalazłem świetną kryjówkę, a mianowicie schowałem się za dużymi kamieniami. Nie zauważyłem tego, że za nimi znajduje się terytorium wilków.
- Szukam! - krzyknął Lumino, kiedy nagle usłyszałem donośne warczenie.
- Pomocy... Lumino… Koniec zabawy... ratunku... - szepnąłem, odwracając się. Nie znalazłem tam ani jednej duszy. Warczenie było głośniejsze. Zrozumiałem zaraz, że ten wilk się zbliża. Po chwili usłyszałem ciche skomlenie. Nie wiedziałem, co się właściwie dzieje.
- Mamo... tutaj jestem! - krzyknął jakiś głosik. ,,Cicho, głupi... zwierzaku!" - pomyślałem.
- Wyczuwam tu innego zwierzaka! - krzyknął wilk. ,,Rozumiem już!" - pomyślałem. Wyszedłem z kryjówki jak najszybciej.
- Mam cię, mały! - krzyknął Lumino.
- A ja byłem na terenie wilków, i tam był mały wilk, który utknął w krzakach, a obok chciała wyjść jego matka. - opowiedziałem ogierowi, pokazując na skały.
- Tak! Już ci wierzę... Wylazłeś po prostu z krzaków! - krzyknął Lumino, śmiejąc się.
- Czego mi nie wierzysz! - powiedziałem wkurzony. Zaraz się odwróciłem w stronę stada i tam poszedłem. Lumino przekręcił głowę, pomachał nią robiąc ,,nie" i poszedł w moją stronę, by także wrócić. Po powrocie nic nie mówiłem mamie, żeby nie wkurzyła się.
< Lumcio Plumcio? >
- To ty liczysz! Start! - krzyknąłem. Lumino podszedł do grubego drzewa i zaczął liczyć.
- 1... 2... 3... 4... - mówił po kolei, kiedy ja znalazłem świetną kryjówkę, a mianowicie schowałem się za dużymi kamieniami. Nie zauważyłem tego, że za nimi znajduje się terytorium wilków.
- Szukam! - krzyknął Lumino, kiedy nagle usłyszałem donośne warczenie.
- Pomocy... Lumino… Koniec zabawy... ratunku... - szepnąłem, odwracając się. Nie znalazłem tam ani jednej duszy. Warczenie było głośniejsze. Zrozumiałem zaraz, że ten wilk się zbliża. Po chwili usłyszałem ciche skomlenie. Nie wiedziałem, co się właściwie dzieje.
- Mamo... tutaj jestem! - krzyknął jakiś głosik. ,,Cicho, głupi... zwierzaku!" - pomyślałem.
- Wyczuwam tu innego zwierzaka! - krzyknął wilk. ,,Rozumiem już!" - pomyślałem. Wyszedłem z kryjówki jak najszybciej.
- Mam cię, mały! - krzyknął Lumino.
- A ja byłem na terenie wilków, i tam był mały wilk, który utknął w krzakach, a obok chciała wyjść jego matka. - opowiedziałem ogierowi, pokazując na skały.
- Tak! Już ci wierzę... Wylazłeś po prostu z krzaków! - krzyknął Lumino, śmiejąc się.
- Czego mi nie wierzysz! - powiedziałem wkurzony. Zaraz się odwróciłem w stronę stada i tam poszedłem. Lumino przekręcił głowę, pomachał nią robiąc ,,nie" i poszedł w moją stronę, by także wrócić. Po powrocie nic nie mówiłem mamie, żeby nie wkurzyła się.
< Lumcio Plumcio? >
28.02.2019
Od Zee do Lumina ,,Nowy towarzysz do zabawy"
To był deszczowy dzień. Wszyscy starali się unikać spadających z nieba kropelek. Ja oczywiście szedłem za mamą. Ona się do mnie uśmiechała.
- Mamo? Kiedy ten deszcz się skończy? - marudziłem.
- Nie przewidzę tego. Zresztą, to ani ja, ani żaden inny koń. - odpowiedziała moja mama. Podszedł do nas Lumino, starszy ode mnie źrebak.
- Cześć, Zee. - powiedział Lumino. Kapnęła na niego z drzewa jedna wyjątkowo duża kropla.
- Och! Ty głupi deszczu! - powiedział Lumino z poirytowanym wyrazem pyska.
- Nie jego wina. Ktoś zasmucił chmury i... - zacząłem mówić, ale Lumino mi przerwał.
- Jak to? Ach, no tak...Ty jesteś za mały, by to zrozumieć... - powiedział Lumino.
- No dobra. Co tu się dzieje? - spytała jeleniowata klacz.
- To Mivana, przybrana matka Lumina. - szepnęła do mnie moja mama.
- Chodź, Lumino! - krzyknęła Mivana.
- Ja zostaję z Zee. - odpowiedział jej Lumino. Mivana zrobiła minę wkurzonej klaczy, ale później westchnęła i zrobiła przyjazną minę.
- Dobrze, ale wróć zaraz! - powiedziała mu Mivana na pożegnanie.
- Do widzenia! - odpowiedziałem grzecznie. Wydawało mi się, że Mivana mówi ,,Grzeczny ogierek, nie taki, jak Lumino", ale to mi się pewnie przesłyszało. Moja mama uśmiechnęła się.
- Pobawcie się tam, w lesie. Tam krople deszczu zasłaniają drzewa. Deszcz zaraz pewnie się skończy, ponieważ chmury idą w inną stronę. - powiedziała mama.
- Pa, mamo! Chodź Lumino! - powiedziałem do wszystkich.
< Lumino? >
- Mamo? Kiedy ten deszcz się skończy? - marudziłem.
- Nie przewidzę tego. Zresztą, to ani ja, ani żaden inny koń. - odpowiedziała moja mama. Podszedł do nas Lumino, starszy ode mnie źrebak.
- Cześć, Zee. - powiedział Lumino. Kapnęła na niego z drzewa jedna wyjątkowo duża kropla.
- Och! Ty głupi deszczu! - powiedział Lumino z poirytowanym wyrazem pyska.
- Nie jego wina. Ktoś zasmucił chmury i... - zacząłem mówić, ale Lumino mi przerwał.
- Jak to? Ach, no tak...Ty jesteś za mały, by to zrozumieć... - powiedział Lumino.
- No dobra. Co tu się dzieje? - spytała jeleniowata klacz.
- To Mivana, przybrana matka Lumina. - szepnęła do mnie moja mama.
- Chodź, Lumino! - krzyknęła Mivana.
- Ja zostaję z Zee. - odpowiedział jej Lumino. Mivana zrobiła minę wkurzonej klaczy, ale później westchnęła i zrobiła przyjazną minę.
- Dobrze, ale wróć zaraz! - powiedziała mu Mivana na pożegnanie.
- Do widzenia! - odpowiedziałem grzecznie. Wydawało mi się, że Mivana mówi ,,Grzeczny ogierek, nie taki, jak Lumino", ale to mi się pewnie przesłyszało. Moja mama uśmiechnęła się.
- Pobawcie się tam, w lesie. Tam krople deszczu zasłaniają drzewa. Deszcz zaraz pewnie się skończy, ponieważ chmury idą w inną stronę. - powiedziała mama.
- Pa, mamo! Chodź Lumino! - powiedziałem do wszystkich.
< Lumino? >
27.02.2019
Od Zee ,,Pierwsze kroki w moim życiu" Cz. I
Pierwszy dzień w tym klanie przeżyłem ciekawie. Posłuchaj mojej historii, a dowiesz się, co się działo! Ukłoniłem się władcy, ponieważ przechodził blisko mnie.
- Dzień dobry. - powiedziałem do niego.
- Witaj, Zee. - odpowiedział mi. Poszedłem dalej. Szukałem mojej mamusi. Zawróciłem, by spytać się Shiregt'a, czy widział moją mamę.
- Przepraszam, ale... nie widziałeś mojej mamusi? - spytałem grzecznie. Shiregt westchnął.
- Nie wiem, właśnie jej szukam. - powiedział. Mój pysk przykrył smutek. Westchnąłem ciężko.
- Szkoda...a może poszukamy jej razem? - spytałem.
- Świetny pomysł. - otrzymałem w odpowiedzi. Ogier się do mnie uśmiechnął.
- Mądry ogierek! - dodał. Smutek uciekł. Za to na mojej twarzy rozgościł się serdeczny uśmiech.
*** Trochę później ***
Ja i Shiregt byliśmy zmęczeni. Nagle ją dostrzegłem. Leżała na trawie, od czasu do czasu skubiąc ją.
- Mamo! Ja i Shiregt długo cię szukaliśmy! - krzyknąłem. Shiregt spojrzał na mnie, a po chwili na mamę.
- Oh, skarbie. Ja tu byłam cały czas! - odpowiedziała nam mama - w nagrodę zapraszam was na przejażdżkę! - padłem na ziemię. Władca zaczął opowiadać to, co razem przeżyliśmy. Mama się uśmiechnęła.
- Moi drodzy, skoro tak, wracajmy do stada, po czym pójdziemy nad Uws, byśmy odpoczęli! - powiedziała mama.
*** Na terenie stada ***
- W końcu. Jesteśmy na miejscu. - powiedział Shiregt. Mama i ja uśmiechnęliśmy się.
- Odpoczniemy, po czym wyruszymy nad Uws. - powiedziała mama. Ja siedziałem cicho. Zaraz po dłuuugim odpoczynku wyruszyliśmy w drogę. Gdy byliśmy na miejscu, Shiregt położył się przy Uws.
- Kocham cię, Zee. - szepnęła do mnie mama, po czym siadła przy Shiregcie, a ja przy mamie. W ten sposób się nie zgubiliśmy. Trzymaliśmy się razem, a przy okazji było ciepło!
CDN.
- Dzień dobry. - powiedziałem do niego.
- Witaj, Zee. - odpowiedział mi. Poszedłem dalej. Szukałem mojej mamusi. Zawróciłem, by spytać się Shiregt'a, czy widział moją mamę.
- Przepraszam, ale... nie widziałeś mojej mamusi? - spytałem grzecznie. Shiregt westchnął.
- Nie wiem, właśnie jej szukam. - powiedział. Mój pysk przykrył smutek. Westchnąłem ciężko.
- Szkoda...a może poszukamy jej razem? - spytałem.
- Świetny pomysł. - otrzymałem w odpowiedzi. Ogier się do mnie uśmiechnął.
- Mądry ogierek! - dodał. Smutek uciekł. Za to na mojej twarzy rozgościł się serdeczny uśmiech.
*** Trochę później ***
Ja i Shiregt byliśmy zmęczeni. Nagle ją dostrzegłem. Leżała na trawie, od czasu do czasu skubiąc ją.
- Mamo! Ja i Shiregt długo cię szukaliśmy! - krzyknąłem. Shiregt spojrzał na mnie, a po chwili na mamę.
- Oh, skarbie. Ja tu byłam cały czas! - odpowiedziała nam mama - w nagrodę zapraszam was na przejażdżkę! - padłem na ziemię. Władca zaczął opowiadać to, co razem przeżyliśmy. Mama się uśmiechnęła.
- Moi drodzy, skoro tak, wracajmy do stada, po czym pójdziemy nad Uws, byśmy odpoczęli! - powiedziała mama.
*** Na terenie stada ***
- W końcu. Jesteśmy na miejscu. - powiedział Shiregt. Mama i ja uśmiechnęliśmy się.
- Odpoczniemy, po czym wyruszymy nad Uws. - powiedziała mama. Ja siedziałem cicho. Zaraz po dłuuugim odpoczynku wyruszyliśmy w drogę. Gdy byliśmy na miejscu, Shiregt położył się przy Uws.
- Kocham cię, Zee. - szepnęła do mnie mama, po czym siadła przy Shiregcie, a ja przy mamie. W ten sposób się nie zgubiliśmy. Trzymaliśmy się razem, a przy okazji było ciepło!
CDN.
26.02.2019
Nowy Medyk III stopnia - Zee!
![]()
Źródło: Zdjęcie główne
Motto: ,,Każda rzecz, nawet na najmniejsza ma swe zalety"
Imię: Zee
Tytuł: -
Płeć: Ogier
Ranga/i: Medyk I stopnia
Głos: Siamés
Relacje:
Mefira: Babcia Zee. Nie miał okazji bliżej poznać, ale spotyka ją co noc. Bardzo ją polubił, no przecież to jego babcia! [*]
Mondream: Mama Zee. Bardzo się kochają, choć nadal tylko w nocy. [*]
Shiregt: Władca najlepszy ze wszystkich. Kiedy Zee był mały, to lubił się z nim bawić.
Mint: Medyczka która pomaga Zee, kiedy ma ataki płaczu lub bardzo źle się czuje.
Arrow: Najlepszy przyjaciel Zee. Bardzo lubią rozmawiać o swoich życiach.
Erina: Małżonka Arrowa. Nie za bardzo się znają, ale Zee wie, że jest w ciąży.
Kasja: Morderczyni! [*] < Dla dobrej strony
Cardinano: Zee spotyka się z nim czasami. Cardinano często go nie zauważa.
Lumino: Zrobił się cichy odkąd urósł. Zee nie spotyka się z nim ostatnio.
Osobowość: Zee jest uczciwy, lecz nie cierpi, jak mu się rozkazuje. Boi się nowo poznanych osób, co odziedziczył po mamie. Lubi zimę, najbardziej śnieg. Kocha biały kolor. Nie lubi się kłócić, dlatego popiera zdanie przyjaciół.
Orientacja: Heteroseksualizm.
Aparycja:
- Rasa: Mieszanka fryza z andaluzem
- Wygląd: Siwy ogier z szarą, kręconą grzywą oraz ogonem, rozjaśniającymi się na końcu i pięknymi szarymi kopytami.
- Wzrost: Ok. 175 cm
- Waga: Gdzieś tak ok. 675 kg
Historia: Urodził się w klanie. Nigdy nie odłączy się od tej grupy.
Inne: -
Kontakt: świat opowiadań (HW) Mrs Hajska (Discord)
Subskrybuj:
Posty (Atom)