Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Event. Pokaż wszystkie posty

20.02.2020

Minikonkurs!

Serdecznie zapraszamy do udziału w mini konkursie, który polega na wcieleniu się w postać Yatgaar i napisaniu w jej imieniu opowiadania o jej śmierci. 
Dokładniej coś w rodzaju ciągu dalszego następującego opowiadania. Preferowany czas akcji przed powrotem do klanu. Twory należy wysłać na pocztę bloga, a na początku marca zostanie wyłoniony zwycięzca z najbardziej kreatywnym i interesującym opisem!
Nagroda to 60 SŁ oraz 10 pszenic.

Do pisania, rodacy!
~Administrator Najmi

28.01.2020

Wyniki eventu świątecznego ,,Kalendarz Adwentowy"

Mimo, iż święta już dawno za nami i wszystkie radia dały sobie spokój z ,,Last Christmas", dopiero teraz przychodzę do was z wynikami eventu. Przepraszam was najmocniej za to opóźnienie. Nie przedłużając:

Łowca Much, inaczej nazywana Owcą, wykonała 3 misje, czyli napisała opowiadanie (Od Miriady do Etsiina "Pochmurne Boże Narodzenie" Cz. 2 + Event), znalazła wszystkie prezenty ukryte na blogu oraz złożyła wigilijne życzenia na serwerze. W zamian za to otrzymuje 200 SŁ (180 za opowiadanie oraz po 10 SŁ za resztę) oraz +15 pszenic dla wybranej postaci

Lisek wykonała 2 misje, to znaczy - znalazła wszystkie prezenty oraz złożyła życzenia. W zamian za to otrzymuje 20 SŁ (po 10 SŁ za każdą misję) oraz +10 pszenic

Graczki Najmi, MP3 oraz Aurea otrzymują po 10 SŁ każda za złożenie życzeń na serwerze.

Do zobaczenia w następnym poście!

~Najmi

31.12.2019

Kalendarz adwentowy Eternal Freedom!

Hej hej drodzy członkowie, a może powinnam raczej powiedzieć - Ho ho! Od dzisiaj, do 24 grudnia będziecie mogli wykonać szereg zadań, a na koniec eventu zostaniecie nagrodzeni różnymi niespodziankami. Mam nadzieję, że macie w sobie już ducha świąt, bo zadania są naprawdę magiczne! 🎅

Aby zacząć, zaznacz prostokąt poniżej, jakbyś chciał skopiować tekst.

Koniec dawania prezentów innym!
Czas, abyś obdarował sam siebie! Każdy z was otrzymuje do wykorzystania dzisiaj ekwipunek niskiej jakości. Pomyśl, co by ci się przydało i wypełnij formularz!

16.12.2019

Od Miriady do Etsiina "Pochmurne Boże Narodzenie" Cz. 2 + Event

Ten poranek nie należał do najlepszych. Wręcz czułam skupione na mnie i ukochanym zaciekawione, wścibskie spojrzenia, z niecierpliwością oczekujące na dzisiejszą rozrywkę. Jednak to nie one były najgorsze; pewny siebie, irytująco spokojny, pożądliwy wzrok księcia kułanów umacniał we mnie niepokój i odrazę w stosunku do jego osoby. W dodatku postura kopytnego nie napawała optymizmem, mimo że Etsiin nie należał do szczupaków. Całe szczęście z nauczania o mongolskich tradycjach wiedziałam, że podczas pojedynku "o serce pani" nie wolno było używać żadnej broni, chociaż z naszymi gospodarzami nigdy nic nie wiadomo. Nie było jednak określone, czy obaj konkurenci mają wyjść z niego żywi, i to dręczyło mnie najbardziej. Yatgaar i Cardinano po śniadaniu wsiąknęli w tłum, mając w planach przedstawienie Khuvi'emu innej propozycji ugody, zaś mi przeznaczone było czekać...tylko na co? Chciałam się jakoś wreszcie przydać, pomóc, zagłuszyć poczucie winy. Ostatecznie to ja byłam przyczyną tego całego zamieszania.
Pokręciłam się trochę wśród arystokracji, starając się zyskać jej przychylność i wyrobić nadzieje na osobiste korzyści w razie wygranej appaloosa, jednak w sumie niewiele mogłam zrobić. Przeżuwałam nerwowo kęsy pożywienia z dala od stada, kiedy podczas chodzenia zauważyłam na białym puchu małą, ciemną kulkę. Gdy podeszłam bliżej, okazała się ona buro-brązowym gryzoniem, być może myszoskoczkiem lub zwykłą myszą. Fakt, że ledwo oddychała i pewnie była już jedną nogą na tamtej stronie. Natura to surowa, acz sprawiedliwa matka... Miałam już odwrócić łeb, kiedy stworzonko pisnęło coś w rodzaju: "Umm, proszę", ledwie szeptem. Lekko zdziwiona, westchnęłam i ponownie zbliżyłam ku niemu pysk. Najwyraźniej chodziło o mój ciepły oddech. W końcu gryzoń poruszył się niemrawo, mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Podniosłam głowę i rozejrzałam się uważnie, po czym zgarnęłam trochę mchu i rzuciłam koło istoty. Ta zabawa zaczynała mi się podobać. Po kolejnych kilku chwilach ogrzewania mysz, czy cokolwiek to było, zaczęła jeść. W tym momencie ze śniegu wynurzyły się kolejne trzy podobne stworzonka. Spojrzały na mnie z widocznym zaskoczeniem i niepewnością, odsunęłam się więc, by zachęcić je do ruchu. Dwa zajęły się kolegą, ostatni zaś ustawił się przede mną:
— Dziękujemy bardzo. Rzadko spotyka się tak szlachetne zwierzęta...
— Heh. - westchnęłam. W tej chwili coś przyszło mi do głowy. - Nie ma za co. Dla mnie to drobnostka.
— O, nie wątpię.
— Niestety, są też problemy, z którymi i ja sobie nie poradzę...sama. Czy mogłabym was o coś poprosić? Oczywiście, zaakceptuję odmowę. - zaznaczyłam.
— Ależ proś śmiało, moja droga! Byle nie było to zadanie ponad nasze siły, zrobimy to w mig.
~~~
— Z kim rozmawiałaś? - usłyszałam nagle znajomy głos. Uśmiechnęłam się, spoglądając na kłusującego w moją stronę pięknego ogiera. - Z krasnoludkami? - parsknął śmiechem, wyraźnie z trudem powstrzymując się od powitania mnie w bardziej czuły sposób, taki, na jaki według niego zasługiwałam.
— Nie, nie zgadłeś.
— To w takim razie były dżdżownice? - przekrzywił zabawnie głowę. W tym samym momencie na jego chrapach wylądowało coś białego. Oboje spojrzeliśmy w górę.
— No proszę, śnieg. Pogoda idealna na dzisiejszy dzień, czyż nie? - stwierdził radośnie.
— Dzisiejszy...? - zdziwiło mnie trochę to określenie.
— No, dziś Boże Narodzenie. - z wrażenia otworzyłam szeroko oczy. Jak to możliwe, że w tłumie trosk umknęła mi tak istotna rzecz? Jakąż ironią losu jest to Boże Narodzenie; z dala od rodziny, świątecznych przygotowań, dzień, w którym ma zostać przesądzony mój los. Mimo to uśmiechnęłam się lekko na dźwięk tych słów.
— Ach, tak. Boże Narodzenie...

17.11.2019

Podsumowanie Jesiennego Eventu

Za oknem już coraz częściej poranne przymrozki, prognozy wróżą szybkie opady śniegu; Czas najwyższy, by podsumować całość naszego Jesiennego Eventu i, oczywiście, ogłosić jego wyniki!
W dniu dzisiejszym oficjalnie się on kończy. Termin pisania opowiadań trwał od 26.10 do 10.11.2019 r, co daje łącznie 2 tygodnie. Udział wzięły 2 osoby (można się było domyślić): szanowne adminka Najmi oraz autorka Lisek, oferując nam 3 opowiadania do lektury. Limit słów wynosił 350. Wybór nie był łatwy, przynajmniej dla mnie, a zwycięzcę wyłoniliśmy na drodze ankiety. Werble proszę!

  1. Miejsce - Opowiadanie Mivany - "Jesień jest czasem duchów" przyjemny, logiczny tekst, ciekawe sformułowania z meksykańskim akcentem - to z pewnością jego zalety. Gratulujemy! Nagrody: +15 pszenic, 30 punktów sprawności/180 SŁ
  2. Miejsce - Opowiadanie Mint "Dzika róża" Cz. 1 Cz. 2 Mamy tu rozbudowane, iście homeryckie porównania, kształtujące się między końmi relacje, tajemnicze dialogi, a największą i praktycznie jedyną wadą jest nikłe nawiązanie do głównego tematu, czyli jesieni. Gratulujemy! Nagrody: +10 pszenic, 15 punktów sprawności/100 SŁ
Teraz zapewne pojawiło się u Was w głowie pytanie: Dlaczego nagrody nie zgadzają się z wcześniejszymi obietnicami? Czyżby podłość przeżarła mnie już wskroś...?

Odpowiadam zatem: uznałam, iż takie rozwiązanie będzie najlepsze, biorąc pod uwagę siłę konkurencji, najuczciwsze i w przyszłości może zachęci was do brania udziału w eventach w liczniejszym gronie. Bardzo dziękuję za uwagę i do zobaczenia w kolejnym poście!
~Łowca much

9.11.2019

Od Mivany ,,Jesień jest czasem duchów" - Jesienny event

Nieśpiesznym kłusem podążałam znanymi ścieżkami, przyglądając się otaczającemu mnie krajobrazowi. Niekończące się łąki pokryte żółkniejącą roślinnością. Wilgoć, która osiadła na źdźbłach w postaci rosy skrzyła się w świetle Księżyca. Spokój i cisza, tylko lekki wiatr szumiał wśród traw. Głęboko odetchnęłam rześkim powietrzem. Jesień.
- Wesołego Dnia Zmarłych, matko, ojcze - kiwnęłam głową w kierunku białych punkcików w oddali.
Umoczyłam nogi w wodzie, stając w ciemnej toni Chirgis, które upstrzone teraz było złocistymi smugami. Pojedyncze liście unosiły się na tafli. Tym razem nie bawiłam się w jeziorze, charakter mojej wycieczki był dużo bardziej poważny i wzniosły. Oddałam się zadumie nad tymi, którzy mnie już zostawili, a którym tak wiele chciałam jeszcze powiedzieć, pokazać, zobaczyć, jak bawią się z wnuczką. Ale śmierć bywa bezlitosna.
Kiedy wróciłam, gwiazdy wciąż były wysoko na niebie. Chciałam ułożyć się przy swojej kruszynce, jednak dość szybko zauważyłam, że jej oczy błyszczą odbitym blaskiem.
- Dlaczego nie śpisz, dziecko? - zapytałam zmartwiona, gładząc jej pysk swoim.
- A dlaczego ty nie śpisz, mamo? - odparła, przyglądając mi się ciekawsko, choć widać było, że wciąż jest zaspana.
- Cóż... Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, święto dla wszystkich zwierząt tego świata. Ten jeden czas w roku, kiedy nasi przodkowie są wyjątkowo blisko nas, a naszą powinnością jest ich wspominać i uczcić ich pamięć. Niektórzy podobno nawet wędrują do krainy zmarłych.
- Nie wierzę! - zakrzyknęła Moa, o mało nie budząc tym swojego ojca - Przepraszam - szepnęła zawstydzona - Ale jak to możliwe?
- Cóż, twoja babcia opowiadała mi o swojej wizycie. Pewnego dnia po zaśnięciu znalazła się w świecie pełnym pomarańczowych kwiatów i dusz zmarłych.
- Marabell w zaświatach? Mamo, chcę wiedzieć więcej!
Westchnęłam, patrząc na małą księżniczkę, już na nogach i pobudzoną, gotową chłonąć wiedzę na temat jej korzeni. Przecież nie mogłam jej odmówić.
- Chodź za mną, tylko cicho.
Oddaliłyśmy się od stada na niewielką odległość, byleby być bezpiecznymi i mieć pewność, że zaraz nie zbiegnie się cały klan z zażaleniem na krótki sen. Rozpoczęłam swoją historię, opowiadając najpierw jedynie o tym, jak wygląda życie po życiu, a kończąc na niezliczonych epizodach z młodości moich rodziców oraz własnym i Shiregt'a.
- Moja rodzina jest naprawdę cudowna - Moa promieniała, patrząc w górę - Taka ciekawa. Też będę miała o czym wspominać jak będę w twoim wieku, prawda?
- Będziesz mogła snuć jeszcze więcej wątków - przytuliłam ją do siebie, dołączając się do podziwiania naturalnego spektaklu. Niedługo potem wróciłyśmy na miejsce. Moja latorośl dość szybko oddała się sennym marzeniom, ja jednak przez długi jeszcze czas nie mogłam zmrużyć oka, choć i na mnie finalnie przyszedł czas.

~po drugiej stronie uuuu~

- Znowu ta łąka - zauważyłam, rozglądając się na boki. To na niej zobaczyłam rodziców po zostaniu partnerką Shiregt'a. Tym razem jednak nikogo nie było.
Niepewnym krokiem przemieszczałam się do przodu. Wokół panowała dziwna cisza, nie słyszałam nawet odgłosu uderzania kopytami o ziemię. Kiedy moja podróż wydawała się już trwać wieki dotarłam do ogromnej kotliny, której dno skryte było za gęstą mgłą. Coś mówiło mi, że powinnam skoczyć w tą pustkę. Nie mogłam walczyć z tym uczuciem, które rosło z każdą chwilą, jakby się niecierpliwiąc. Szybko odmówiłam prośbę do Księżycowej Klaczy o przychylność losu, wzięłam rozbieg i... skoczyłam. Przez dłuższą chwilę leciałam w kompletnej ciemności, a jedynym znakiem, że świat wcale nie zniknął, był wiatr, który wył mi w uszach i podrywał włosy do góry. Czułam się zupełnie lekka, nieważna wobec ogromu świata i... Wolna. Mimo początkowemu lękowi mój pysk przeciął szeroki uśmiech.
Wbrew wszelkiej logice i przewidywaniom czułam, że zaczęłam zwalniać, a niedługo potem pod kopytami zauważyłam całe może chryzantem. Pomarańczowych chryzantem. Delikatnie wylądowałam na kwiecistym dywanie, który okazał się być mostem bez końca. W dole falowały płatki takich samych roślin, jakby jezioro targane silnym wiatrem. Wokół mnie pędziło wiele koni. Wszystkie wydawały się jakieś... Niewyraźne, ich sierść była krótka i ewidentnie bledsza od tej, którą musieli mieć za życia. Na pyski miały nałożone czaszki, które mieniły się różnorodnymi barwami i wzorami. Niektóre posiadały proste pasy, inne kwiaty wokół oczodołów, kolejne frywolne fale. Klacze dodatkowo chętnie nosiły na sobie wianki oraz ludzkie ozdoby, zapewne znalezione jeszcze za życia. Wszystkie rozpierała radość, większość podążała w kierunku odwrotnym od tego, który ja obrałam. Z trudem powstrzymywałam się od upadku, kiedy kolejne rozentuzjazmowane postacie wpadały na mnie, spychając coraz bliżej i bliżej krawędzi. Zanim jednak ozdobna głębina sięgnęła po moje ciało, dotarłam do celu swojej podróży. Ogromnej przestrzeni, pełnej tańczących i śpiewających kopytnych, rodzin i przyjaciół, którzy na rozmowie i zabawie mieli spędzić całą wieczność. Rozglądałam się, jednak wciąż nie mogłam zauważyć nikogo znajomego. Początkowe podekscytowanie zaczęło maleć, a ja z każdą chwilą traciłam nadzieję. Zaczęłam wypytywać się napotkane istoty o to, czy nie widzieli kogoś z mojej rodziny, jednak nikt nie miał pojęcia, gdzie mogli się podziać, ba, większość nawet nie kojarzyła wymienianych przeze mnie imion. Wypruta z energii usiadłam na brzegu, z dala od gwaru końskiego miasta.
- Czemu to zawsze mnie spotyka? Czyż nie mogę dostać choć jednej dobrej rzeczy tylko dlatego, że staram się żyć zgodnie z tym, co nauczyli mnie w młodości?
Sfrustrowana uderzyłam kopytem płatki rozlewające się przede mną. Zareagował bardzo dziwnie - tworzyły fale, ale dużo stabilniejsze i wybijające przedmioty do góry, nie dało się również w nich zanurzyć zbyt głęboko - ukrywały się pod nimi najwyżej koronki.
- Widzę, że odkryłaś naszą największą atrakcję - usłyszałam głos za sobą. Od razu go rozpoznałam, poderwałam się do góry o mało nie wywracając.
- Matko! - rzuciłam się jej na szyję i zaniosłam płaczem jak źrebie, które nie dostało smakołyków - Ojcze - szepnęłam, kiedy zauważyłam ogiera stojącego za gniadą klaczą.
Jak na komendę podszedł do nas, by przyłączyć się do czułości. Całej scenie przyglądało się gronko innych koni. Kiedy rodzicie odsunęli się ode mnie, zaczęli przedstawiać postacie. Jak się okazało, byli to ich rodzice oraz moja prababcia. Zauważyłam, że wyglądają oni dużo bardziej marnie, nawet jak na krainę zmarłych. Mało mówić, Jawialima była dosłownie szkieletem! Wysunęłam z tego wniosek, iż blednieje się wraz z liczbą lat spędzonych w zaświatach.
Resztę swojej wizyty spędziłam na wymienianiu się historiami z przodkami, pląsaniu do skocznych melodii i zabawie w starego, dobrego berka odbijając się na chryzantemach. Sielankę przerwało dopiero moje zbladniecie.
- Umierasz - powiedziała matka, patrząc na mnie zatroskana - Jeśli szybko cię stąd nie wydostaniemy, nigdy się nie obudzisz.
Ta informacja zmroziła mi krew w żyłach.
- Jak mogę wrócić? Ja-ja mam partnera, małe źrebię, poddanych, ja muszę wracać...
- Za mną - zarządziła Jena. Ruszyłam otoczona orszakiem sztywnych krewnych. Zatrzymaliśmy się przed jakąś skarpą. Zachęcona przez wszystkich, podeszłam do postaci stojącej na szczycie.
- La Catarina..? - zapytałam niepewnie.
- To ja. Czego potrzebujesz, dziecko? - dostojna klacz odwróciła się do mnie. Jej oblicze było nieskończenie piękne, jej długa, czarna i gęsta grzywa była przytrzymywana przez najbardziej okazały wianek, jaki tylko potrafiłam sobie wyobrazić. Ciało okrywała krwiście czerwona peleryna okryta wzorami podobnymi do tych, które miała na czaszce - Oh, chyba wiem, o co chodzi. Nie jesteś stąd, prawda?
- Jestem żywa jak najbardziej się da i chciałabym, żeby tak zostało - odpowiedziałam.
- Dobrze. Aby wrócić do swoich musisz tylko wypić to - wskazała pyskiem czarę, która pojawiła się znikąd po mojej prawej stronie. Podeszłam do niej i powąchałam zawartość. Prychnęłam, kiedy mój nos połaskotały gorzkie zapachy.
- Dziękuję bardzo, pani - ukłoniłam się. Rzuciłam ostatnie czułe spojrzenie rodzinie i wlałam w siebie cały biały płyn. Poczułam zimno, które rozchodziło się po moim ciele, stępiając umysł. Zamknęłam oczy, czując, że zaraz uczucie to przerodzi się w okropny ból, jednak zamiast tego, gdy otworzyłam oczy, ujrzałam dobrze znane i kochane łąki należące do Klanu Mroźnej Duszy.

~~kolejny skip time, gdyż iż ponieważ tak~~

Moa ganiała się wokół z jej znajomymi, a my, ta poważna, dojrzała część społeczeństwa, kończyliśmy przygotowania do celebracji dnia zmarłych. Zwyczajowo, cudem znalezione przysmaki były najważniejszą częścią imprezy. Zaraz za nią szły dekoracje, które właśnie, wraz z grupką moich podkomendnych, który na ,,ochotnika" zgłosili się do pomocy, przypinałam do nielicznych drzew i układałam wśród traw. Świecidełka oraz wszelkie późno-rosnące kwiecie wyglądały uroczo i odświętnie w atmosferze umierającego świata. Ah, jak ja kocham jesień. Po prawie całym dniu przygotowań, miejsce na przyjcie było gotowe. Przypilnowałam, aby odpowiednia ilość podarków znalazła się w miejscu, skąd dusze miały je odebrać oraz żeby na pewno żaden niewierzący cwaniak nie spróbował tknąć tego jedzenia. Gdy w końcu dałam sobie spokój z trzymaniem wszystkich za pyski, zgarnęłam rodzinę do wspólnej zadumy. Krąg utworzony z koni wspominających tych, którzy nie mogli być przy nas sprawiał piorunujące wrażenie. Gdy tylko wszyscy skończyli swe modlitwy, rozpoczęliśmy tą milszą część obrzędu. Tak, jak staliśmy, bez znaczenia, czy byłeś źrebięciem czy emerytem, wszyscy, zaczęliśmy okazjonalny taniec. Przyłączyłam się do śpiewających klaczy, z uśmiechem zauważając, jak Moa próbuje powtarzać słowa po cichu. Za sprawą Shiregt'a, który odłączył się i stanął w cieniu drzewa, wszyscy rozeszli się, skupiając w mniejsze grupki i zajmując dyskusją oraz owockami. Podeszłam do swojego partnera, posyłając mu zmartwione spojrzenie.
- Wszystko w porządku?
- Jak w najlepszym, po prostu wolałem przejść już do świętowania z rodziną. Czy to grzech? - uśmiechnął się czarująco. Od razu zmiękłam pod jego wpływem, choć wciąż miałam wątpliwości co do stanu ukochanego.
- Oczywiście, że nie - zetknęłam swoje chrapy z jego.
- Mamo, tato, mam dla was jagody! Strasznie szybko znikają, więc bałam się, że nic dla was nie zostanie... - mała księżniczka podeszła do nas, niosąc w małym, drewnianym naczyniu garść czerwonych smakołyków. Z wdzięcznością je przyjęliśmy.
Teraz patrzyłam w przyszłość bardziej optymistycznie, bo byłam pewna, że coś nas po tym życiu czeka.

The end

8.11.2019

Od Mint do Shiregta „Dzika róża” - Event jesienny

Ze swojego umysłu na koniec języka wrzuciłam dowolne słowa pałętające mi się po głowie, zatrzymując spojrzenie na znacznie wychudzonej sylwetce ogiera. Opuściłam powieki, pragnąc zebrać myśli w chwili nieco niezręcznej oraz pełnej napięcia ciszy, żeby móc podjąć dobre działania do jej przerwania. Przerażało mnie to, że nie potrafiłam wykrztusić z siebie słowa otuchy, ostatniej marnej kropli nadziei w morzu pesymistycznych diagnoz. To prawie jakbym w tym momencie próbowała oszukać siebie i jego. Nawet nie wiem, ile tak naprawdę zostało mu czasu... na pożegnanie się. Shiregt obdarzył mnie beznamiętnym spojrzeniem, postanawiając szybko się oddalić. Otworzyłam pysk, jednak równie szybko pozwoliłam mu się zamknąć. Miał prawo chcieć od świata odrobiny czasu na ochłonięcie. Pokręciłam głową i ruszyłam przed siebie, bezlitośnie miażdżąc resztki napotkanych liści i czując się, jakbym spacerowała po kościach łamanych pod naporem mych kopyt. Jesień spokojnie królowała, nadając światu kolejnych barw, blaknących z czasem. Z drzew spadały uschnięte resztki życia, które kończyły jako pokarm dla rośliny, a dzięki temu miały wiosną narodzić się kolejne liście. Bezlitosny krąg życia.
-Hej...- usłyszałam za sobą szept, ledwo zarejestrowany przez mój umysł- Masz może chwilę?-czyjeś słowa mieszały się z wiatrem. W pierwszym odruchu zastygłam w bezruchu, drżąc niczym jeden z tych jesiennych liści. Opuściłam powieki, tonąc w ogromie swoich myśli. Jesteś szalona i niedorzeczna, Mint. Nikt przecież nie zaczepia bezbronnych klaczy bez wyraźnego powodu, ... prawda? A ... jeśli ma powód? - Hej? - głos ponownie się odezwał. Otworzyłam oczy, pozbywając się resztek złudzeń. Przed moim obliczem stało ucieleśnienie wdzięku i gracji. Pysk tajemniczej osobowości zdobiły liczne żyły, a także blizny świadczące o paru nieprzyjemnych przygodach. Posiadał tęczówki w kolorze dojrzałych orzechów, a jego wzrok przeszywał każdy punkt mojego ciała, emanując pewnością siebie. Czoło jego zakrywała hebanowa grzywa ciągnąca się prawie do kłębu, ciało natomiast pokrywały liczne mięśnie. Wszystko to podkreślała jego czekoladowa sierść. Wydaje się ogromnym kontrastem do marnej obecnie sylwetki Shiregta.
-Um...- zająknęłam się, a wszystkie znane mi słowa nagle zniknęły z mojego słownika. Napaść?
-Wyręczę cię- odpowiedział na moje zdezorientowanie tonem nieznoszącym sprzeciwu. W duchu zastanawiałam się, kiedy będzie idealny moment na ucieczkę- Daj Shiregtowi szansę. On Cię kocha, ale nie może tego okazać, ponieważ grozi mu śmierć z kopyt Mivany. On naprawdę chce, żebyś była szczęśliwa, uwierz mi.
-Nie wydaje mi się, żeby tak zachowywała się osoba, która kogoś kocha. Kim jesteś, żeby wtrącać się w naszą relację?- trochę wytrącona z rytmu zmierzyłam go wzrokiem, zachowując przy tym spory dystans od rozmówcy. Cóż, nie tak sobie wyobrażałam naszą rozmowę.
-Sobą- posłał mi szarmancki uśmiech, najwyraźniej będąc dumny ze swej krótkiej wypowiedzi. Prychnęłam, przewracając oczyma.
-Jeśli szukałeś psychologa, to dobrze trafiłeś- mruknęłam, a moje kąciki warg mimowolnie się uniosły. Pomaganie to moja specjalność. Pomaganie w zepsuciu żywota również.
-Mint... Ja wiem, że to takie niewiarygodne i ciężko jest w to uwierzyć, ale... oh, to prawda...-towarzysz skierował swój wzrok ku ziemi, a ja byłam skłoniona do większej refleksji. Był taki nieporadny, ale to paradoksalnie nadawało jego słowom większej mocy rażenia i realizmu. Nie mówił formułkami z księżyca, jedynie rozpaczliwie błagał. Być może ten format był jakąś formą manipulacji, ale nawet z tą świadomością był bardzo przekonujący co do kwestii ulitowania się nad nim.
-Skąd znasz moje imię?- chwyciłam pierwszy lepszy wątek, który nie wymagał ode mnie głębszych przemyśleń. A może tylko pozornie nie wymagał...
-Nie sądziłem, że tak późno zadasz to pytanie. Cóż, Shiregt dużo mi o tobie opowiadał- westchnął, jakby tonąc w swoich własnych wspomnieniach. Otaksowałam go pytającym spojrzeniem- Nie musisz tego przecież wiedzieć- parsknął rozgoryczony i oddalił się na odległość paru kroków- Przepraszam, później dokończymy rozmowę, droga damo. Muszę się zbierać. Pamiętaj, o czym ci powiedziałem — chwilę później w biegu zniknął mi z pola widzenia, pozostawiając w moim umyśle setki pytań.
***************************Po gwałcie********************************************
-Witam, widzę, że się pogodziliście- usłyszałam kroki, a zaraz po nich głos, który z jakiegoś powodu wstyd było mi kojarzyć. Tajemniczy przyjaciel Shiregta. Spojrzałam pustym wzrokiem w przestrzeń, krzepiąc się uczuciem ciepła płynącym ze stojącej obok mnie latorośli- Chyba że już wcześniej ukrywaliście to złotko- mimo iż nie widziałam pyska rozmówcy, zakładałam, że na jego pysku wykwitł szarmancki uśmiech.
-Nie powinieneś tak mówić do... zranionej klaczy- odpowiedziałam mu sucho, niemalże beznamiętnie.
-Shiii, przegiąłeś- uniósł łeb ku niebu- Ja wiem, że nie możesz się oprzeć, ale żeby tak od razu z penisem?- pokręcił głową, wyraźnie rozbawiony sytuacją. Wszystkie moje mięśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa, a ja czując napięcie rosnące w powietrzu, odwróciłam się. Zaczęłam odchodzić w nieznanym sobie kierunku. 1, 2, 3, 4, 5, 6 kroków. Jeden krok za mało, by uciec od kpiącego spojrzenia gniadosza. Prześwietlał moje ciało, zabijając kolejne komórki, aż zaczęłam się trudzić, by wziąć oddech. Nie chcę płakać córeczko. Nie, naprawdę nie chcę. Nie chcę, żebyś przeze mnie cierpiała. Za moimi oczami mieszkał Tango i kiedy je zamykałam, pokazywał się w pełnej okazałości. Czasem jednak w morzu wspomnień przestawał czekać na noc i powodował cierpienie, jakiego nigdy wcześniej nie byłam sobie w stanie wyobrazić. Obrzydzenie do własnego ciała i samej siebie. Zanik resztek egoizmu. Chodziłam niczym psująca się zabawka, praktycznie bezcelowo.
-Co się tu dzieje?-dobrze znany głos, niegdyś zapalający ciepło w centrum mojego organizmu dostatecznie mnie rozbudził i wyrwał z przemyśleń. Tak naprawdę nie wiedziałam, co się dzieje. Oh, ile oddałabym, żeby zrozumieć, choć część z otaczającej mnie rzeczywistości. Skierowałam spojrzenie w kierunku małej klaczki. Kruchej niczym wysuszony kwiat. Zagubionej w gąszczu kłamstw i pomówień. Młodej, dzikiej róży. Odłamka świata. Róża posiada kolce, ale także i piękne płatki. 
<Shi? Oddaję pałeczkę>

5.11.2019

Podsumowujemy październik

Czołem, drodzy czytelnicy i pisarze, a może dwaj w jednym; nadszedł czas, by podsumować kolejny miesiąc naszej wspólnej przygody na Eternal Freedom!
Aktywność
  Łącznie z tym wpisem mamy w październiku ledwie 14 postów. Jest to dość alarmująca liczba, nawet biorąc pod uwagę nieobecności. Apeluję o oznaki życia nie tylko na discordzie i innych komunikatorach, bo palce świerzbią - zapewne nie jestem osamotniona w swoim pragnieniu. Proszę również o formularze dorosłych Leandera, Naris i Nivero oraz nastolatków Shantsai i Skiresa. Aczkolwiek mechanizm cyklu koniunkturalnego napawa mnie optymizmem i zarazem przerażeniem, bo po takim dołku powinniśmy mieć niezłe BOOM :D.
Zwroty akcji
  Mimo niewielkiej liczby opowiadań, tendencja do zwrotów akcji i postępów fabularnych nie maleje. Dwie kluczowe sprawy to choroba władcy, Shiregt'a, oraz mało przystępna propozycja ugody między kułanami a klanem gdzieś na drugim krańcu Mongolii. Niestety, w październiku z ogromnym żalem pożegnaliśmy takie postacie, jak Specter, Virginia, Risa, Vayola, Dante, należące do jednej, kochanej osoby.
Jesienny event - przedłużenie
   Przypominamy o Jesiennym Evencie, a zarazem pragniemy powiadomić, że termin jego zakończenie zostaje przesunięty o jeden dzień - z 9.11 na 10.11.2019 r. Czekamy na prace i zacieramy łapki!

To by było na tyle, jeżeli chodzi o październik. Do zobaczenia!
~Łowca much

26.10.2019

Jesienny event

Czy wy też mieliście ostatnio wrażenie, że na blogu zrobiło się tak jakoś...cieplej? To dość niepokojące, biorąc pod uwagę, że lato już dawno minęło, a zima nadchodzi wielkimi krokami. Czas, by ochłodzić trochę klimat nutą rywalizacji!
Jesienny Event
   Waszym zadaniem jest napisać opowiadanie z jesiennymi motywami. Po prostu. Nie ma ściśle określonego tematu; może to być opis halloweenowych igraszek z zaświatami, opowieść o trudnym etapie w relacji z przyjacielem, który zapada w sen zimowy albo zwykły, wietrzny dzień, taki, w którym jesień spotykamy na każdym kroku, a jedynym twardym wymogiem jest liczba słów powyżej 350. Opowiadanie może być podzielone na części, jednak nie może być pisane wspólnie. Event trwa od 26.10.2019 r. do 9.11.2019 r.
   Podczas oceniania przez nas - ekipę SZAPULUTU, nie będzie brany pod uwagę wybrany temat, ale jego realizacja, a więc przede wszystkim: związek z głównym motywem eventu, jesienią, interpunkcja, ortografia, składnia, styl, ogólne wrażenie. Ostatnia rzecz o jakiej musicie pamiętać, to dobra zabawa!
   Nagrody:

I Miejsce - +30 pszenic, ekskluzywny towarzysz wysokiej jakości lub ekwipunek wysokiej jakości/50 punktów sprawności
II Miejsce - +15 pszenic, 30 punktów sprawności/180 SŁ
III Miejsce - +10 pszenic, 15 punktów sprawności/100 SŁ
Udział w evencie - +5 pszenic, 10 SŁ

Powodzenia!
~Łowca much

21.08.2019

MiniEvent i mała zmiana

Szczęśliwa, młoda para
Mamy długo oczekiwaną królewską parę. Zważywszy na rangę tej imprezy, może oderwiesz się na chwilę od przysmaków i szepniesz nowożeńcom kilka miłych słów? Tak, z przyjemnością ogłaszamy MiniEvent na napisanie życzeń dla Mivany i Shiregt'a!

Do 01.09.2019 (niedziela) należy wysłać swój twór na pocztę Eternal Freedom. Nie ma ograniczenia liczby słów, co daje spore pole do popisu. Trzy zwycięskie teksty zostaną opublikowane w poście podsumowującym.

Nagrodami są:

1 miejsce - Nagroda do 150 SŁ
2 miejsce - Nagroda do 90 SŁ
3 miejsce - Nagroda do 60 SŁ

Drobna zmiana
Z dniem dzisiejszym znika ranga ,,doradcy monarszy". Nie wpływa to znacząco na życie w klanie, gdyż nikt tego stanowiska nie zajmował. Nie martwcie się też o wybory władcy - jest on w wystarczającym stopniu asekurowany przez Radę Starszych i zaufane mu konie.

~Najmi

27.05.2019

Podsumowanie Eventu Wielkanocnego

Witajcie na sprawozdaniu z tegorocznego Eventu Wielkanocnego na blogu! Merry Christmas, eveyrone!
Wait, nie ta płyta...
Witajcie na sprawozdaniu z tegorocznego Eventu Wielkanocnego na blogu! Wesołego Alleluja!
Tym razem mogę śmiało powiedzieć, że konkurs nam się udał. Wzięło w nim udział statystycznie sporo osób, a jeszcze więcej przyszło prac. Naprawdę bardzo przyjemnie się nam to wszystko czytało i oglądało, jeżeli się więc nudzicie - serdecznie zachęcamy do lektury!

Wyniki
Prace oceniali admini (Ł)Owca much&Kromek (holidays horse&DODA) 

Zacznijmy od grupy II, albowiem klasyfikuje się do niej zdecydowana większość tworów. Ranking przedstawia się zatem następująco:

1. Miejsce otrzymuje przepiękny rysunek graczki Aurea będący questem 4, przedstawiający jej najnowszą postać - Tantai - w otoczeniu uroczych, wielkanocnych atrybutów. Szczerze zazdroszczę umiejętności rysowania w kolorze :3 Wielkie brawa poproszę! 
2. Miejsce zajmuje opowiadanie gracza aisza, popularnie zwanego Liskiem, Od Mint ,,Nazywam się Mivana". Naprawdę ciekawe, nawiązuje do relacji postaci i satysfakcjonujące dzieło. Może niewiele w nim wielkanocnego klimatu, ale z pewnością nie nudzi i praktycznie nie posiada większych błędów.
3. Miejsce należy się opowiadaniu graczki Aurea Od Tantai ,,Plaga małych, żółtych i puchatych kulek". Nietypowy pomysł, rozbudowana, bogata wypowiedź i akcja czynią z niego świetne czytanie.
4. Miejsce otrzymuje znów opowiadanie gracza aisza Od Mint ,,Gwałcenie klaczy w Wielkanoc nie przystoi- czyli jak zmęczyć się bardziej deptaniem narcyza niż rozdawaniem pakunków". Długi tytuł w pełni oddaje treść opka, można się przy nim pośmiać, a co najważniejsze - nie męczy oczu zbyt wieloma błędami.
5. Miejsce zajmuje opowiadanie gracza MP3 od Eriny. Pomysł jest naprawdę dobry i wpadający w tematykę, aczkolwiek jego realizacja trochę kuleje. Przede wszystkim błędy interpunkcyjne i językowe, utrudniające czerpanie przyjemności z czytania. Zabrakło również trochę do osiągnięcia minimalnej liczby słów, ale Erinie również gratulujemy!

Z grupy I wystąpili Shiregt (Link do opowiadania) oraz Lumino z cudnym artem (Link), zapisani zgodnie z kolejnością zajętych miejsc. Oboje mają do wyboru cały asortyment, z różnicą 20 SŁ. Serdecznie gratulujemy!

Co mają miejsca do rozdawanych nagród? Im wyższe miejsce, tym większa wartość możliwej nagrody. I tak postać, która zajęła pierwsze miejsce, ma do wyboru prezent do 350 SŁ lub ekwipunek wysokiej jakości, miejsce drugie o 30 SŁ niższą wartości (320 SŁ) itd.


Po wybrane nagrody obowiązkowo prosimy zgłaszać się na pocztę.

Dziękujemy za uwagę i życzymy miłego dnia! :)
~(Ł)Owca much i Kromek

27.05.2019

Od Shiregt'a ,,Bazie, jajka i Nitrari. Dante jako pan i władca" Event Wielkanocny, Quest 7 z grupy I

Święta zbliżają się wielkimi krokami - zdałem sobie z tego sprawę pewnego pięknego, słonecznego dnia, wręcz idealnego na takie pobudki. Większość koni również zaczynała się już ,,nakręcać" i z niecierpliwością wyczekiwała Wielkiej Nocy oraz poprzedzających ją uroczystości. Z tą różnicą, że to na mnie spoczywał obowiązek zorganizowania całych obchodów. Czas chwilowo nie był moim przyjacielem.
Nazajutrz zwołałem wszystkie konie, odnotowując o dziwo tylko dwie nieobecności. Vayoli i Khairtai. Było to całkiem logiczne. Próbowałem dać Mivanie jakiś znak, ale najwyraźniej się nie zrozumieliśmy. Może jeszcze uda mi się odnaleźć tę dwójkę, jeżeli się sprężę, i rozwiać, ewentualnie potwierdzić, przynajmniej część podejrzeń. W każdym razie, show musi trwać. Westchnąłem cicho, po czym zacząłem swą przemowę łagodnym urzędowym tonem:
— Na wstępie pragnę zaznaczyć, że wszelkie ponuraki i niedowiarki powinny opuścić teraz towarzystwo z troski o ich zdrowie psychiczne. - osiągnąłem pożądany efekt. Krótki wybuch śmiechu ogarnął klan - Przechodząc do rzeczy, nadchodzą jedne z najpiękniejszych dni w roku: święta Wielkiej Nocy! Nasze tradycje dotyczące tego okresu przetrwały setki lat, zachowując swe uniwersalne przesłanie. Możemy być dumni. Dziś czas rozpocząć wszystkie przygotowania. Wybrane zostanie kilkoro zwierzchników, którzy razem ze swą drużyną zadbają o poszczególne aspekty. Mivana, Mirabika, Specter, Lipcjan, Halt. - wymienione konie podeszły prędko, otaczając mnie kołem. Rozdzieliłem dziedziny, którymi miały się zająć, i pokrótce je objaśniłem: Mivanie przypadło czuwanie nad przygotowaniem miejsca do świętowania, Mirabice zebranie odpowiednich ziółek, Specter sporządzenie dekoracji, Lipcjan jajek wraz ze źrebiętami, zaś Haltowi przygotowanie najróżniejszego jedzenia. Członków ekipy dobierali sobie sami - byli na tyle inteligentni, żeby dokonywać wyboru nie wedle swoich przyjaźni, ale czyichś umiejętności. Skubałem trawę na boku, obserwując roszady, gdy nagle usłyszałem żeński głos:
— Shi, ostatnie miejsce specjalnie dla najlepszego władcy. - odwróciłem się i napotkałem roziskrzone, radosne spojrzenie Mivy otoczonej pomagierami. Alifa, Mika, Dante. Niezły gust. Prędko jednak powróciłem myślami do wypowiedzi klaczy. Od początku moją rolą było kontrolowanie wszystkich prac oraz pomoc w razie potrzeby, niezależnie od jej rodzaju...może uda mi się to połączyć? Zacząłem trzeć głową o przednią nogę.
— Zgoda...pomóż mi tylko wyjąć jedno oko dla reszty. - moja towarzyszka parsknęła śmiechem.
— Jesteś uroczy. - wyprostowałem się i dołączyłem do grupy. Za mną poszedł oczywiście Boroo. W polu widzenia mignęła mi znajoma, jasna sylwetka. Mint odwróciła po chwili głowę. Zacisnąłem zęby. Nie. Nie dam sobie zepsuć świąt pieprzonymi, gołosłownymi wyrzutami sumienia. 
Wpierw rozeszliśmy się trochę po terenie nad jeziorem, szukając kawałka o najlepszym podłożu. Niedługo potem spotkaliśmy się w tym samym miejscu i omówiliśmy nasze ,,znaleziska". Na pierwszy rzut oka najlepszą propozycję przedstawił Alifa, ale na końcu dopowiedział cicho coś o bagnach blisko jednej z krawędzi. Postanowiliśmy więc wspólnie wziąć łąkę obejrzaną przez Dantego. Obszar był niemal idealny na uroczystość. Drugim etapem budowy było znoszenie grubych, drewnianych pali, różnej grubości gałązek oraz wierzbowych pędów oblepionych ,,kotkami". Kiedy mieliśmy już wystarczającą ilość, zaczęliśmy wbijać większe kawałki drewna w ziemię metodycznymi kopnięciami z góry. Tak mocno wkręciłem się w pracę, że zapomniałem o sprawdzeniu stanu innych przygotowań. Całe szczęście obyło się bez większych problemów.
~Następnego dnia~
Pomiędzy palami zaczęliśmy układać gałęzie. Przypominało to odrobinę ludzkie ogrodzenie, ale tylko odrobinę - konstrukcja miała służyć głównie za rusztowanie dla dekoracji, nie zaś chronić przed ucieczką zwierzyny. Była to wyjątkowo czasochłonna czynność. Wczesnym popołudniem oderwałem się od niej by sprawdzić, jak idzie reszcie.
Halt był pierwszym dowódcą, na którego się natknąłem. Podeszliśmy do uzbieranego już stosu pożywienia. Oczywiście królowała trawa, na wierzchu już trochę wysuszona.  Poza tym obowiązkowo pojawiły się owoce rokitnika, pospolite leśne czerwone oraz ciemne jagody, fioletowe, podłużne kulki zwane zwyczajowo Lopikami, i moje ulubione z krzewu Nitrari, święcone pod jednym z wierzbowych krzyży. Nie mogło ich zabraknąć na żadnej wielkanocy. Oprócz tego sporo świeżych gałązek.
Dalej była Lipcjan, przyrządzająca jajka wraz z jednym ze źrebiąt. Reszta szukała kolejnych naziemnych gniazd. Obok leżało już nieco surowca do barwników, a w czyimś blaszanym, łatanym garnku stała woda z roślinami barwiącymi ją na ciemno-pomarańczowy kolor. Jednolicie kara klaczka najdelikatniej, jak potrafiła przebijała trzymane w zagłębieniu jajo, robiąc z dziurek jakiś wzorek, a przy okazji wylewając jego zawartość. Obie artystki otrzymały zasłużoną pochwałę, przyjętą bez większego entuzjazmu, zagłuszonego skupieniem na pracy. Podobało mi się zaangażowanie ze strony młodych. Tyle życia w tak małym ciałku...
Mirabiki i reszty koni nie zastałem w umówionym miejscu. Zapewne cała ekipa wędrowała po lesie. Ilość zebranych ziół nie była powalająca, co mnie jednak nie dziwiło. Dokładne przejrzenie podszycia, zlustrowanie wzrokiem każdej potencjalnej rośliny musiało zajmować mnóstwo czasu. Ze sterty unosił się ciężki, miodowy, odurzający zapach. Moja wizyta tu była najkrótszą ze wszystkich, nie chciałem bowiem tracić czasu na stanie w miejscu, a poza tym ziółka lepiej smakują w towarzystwie na świeżo, ewentualnie jako napój.
Specter ze swymi pomocnikami znajdowała się niedaleko. Gdy podszedłem, mocowała się właśnie z dużym, żółtym kwieciem będącym częścią jednej z dekoracji. Gotowe wyroby lądowały na stosie pod charakterystycznym, uschniętym świerkiem. Większość stanowiły konstrukcje składające się z prostego badyla wokół którego okręcona była moc pięknych kwiatów i roślin komponowane jak najbardziej kolorystycznie, zwane popularnie Dalduu, lub wieńce. W niektórych znalazły się nawet kawałki ludzkich materiałów. Zaskakujący był jednak fakt, że przewodzącej siwce towarzyszył Dante, gawędząc sobie wesoło jakby nigdy nic.
— A cóż to, braciszku, robisz sobie obchód? Krasnoludki już za was skończyły? - przechyliłem lekko głowę, przypatrując mu się z wyrazistą miną.
— Zawsze lepiej sprawdzić po raz drugi...zresztą, muszę się przyuczać do swych przyszłych obowiązków, a cóż może być lepszego od czystej praktyki? - odparł, stawiając przekornie uszy.
— Przyszłych obowiązków...? - skrzywiłem się nieco.
— No nie obraź się stary, ale do tej pory nie znalazłeś sobie dziewczyny i... - nie dokończył. Skoczyłem w stronę jego boku, popychając ogiera do tyłu. Mocowaliśmy się dobre parę minut ze śmiechem. Kondycyjnie zdecydowanie górowałem nad bratem, lecz w takiej udawanej walce również znalazłem się parę razy ,,pod wozem".
— Ty jako władca...żart roku... - prychnąłem ostatni raz. - To już wszyscy. Wracamy.
— Ta jes, najwyższy kawalerze.
~Nazajutrz~
Gałęzie. Żmudne układanie gałęzi. Poza tym ustawianie gałęzi. W przerwie przeganianie agresywnych wielkanocnych zajęcy. I oczywiście głównie zapełnianie żołądka.
~Kolejnego dnia~
Po śniadaniu wszyscy od razu zabrali się do pracy. Witki bazi powbijaliśmy w ziemię, ewentualnie ułożyliśmy na płasko, tworząc z nich krzyże. Mieliśmy już wiele pięknie udekorowanych jajek, a niektórzy przymierzali z zapałem ,,królicze uszy" przygotowane przez Specter. Rozwiązał się również problem obecności jakiegoś pisklęcia na uroczystości, będącego symbolem szczęścia na cały rok - Tantai zdobyła w międzyczasie nowego, żółtego, puchatego towarzysza. Wszyscy zachwycali się jego małymi, czarnymi oczkami jak paciorki. Niektórzy wspominali już nawet o Dyngusie...
To będzie kapitalne pięć dni.

END

25.05.2019

Od Mint „Gwałcenie klaczy w Wielkanoc nie przystoi- czyli jak zmęczyć się bardziej deptaniem narcyza niż rozdawaniem pakunków” Quest 10 z grupy II


-Znalazłem Cię. Należysz już do mnie. Próbowałem do ciebie dotrzeć różnymi drogami, jednak moi pomagierzy zniknęli bez śladu- podczas spaceru z moim wiernym towarzyszem- Lendem, zostałam brutalnie zatrzymana przez starszego, czekoladowego ogiera, który nie wyglądał, jakby przez całe życie odwalał całkowicie czystą robotę. Zdezorientowana stanęłam jak wryta, a on wykorzystał okazję, kiedy się nie stawiałam i złożył chłodny pocałunek na moich wargach. Mogłam jednak liczyć na swojego błotniaka, który zaczął nierówną walkę z tajemniczym przybyszem, boleśnie raniąc jego grzbiet. Wspomniany przed chwilą przedstawiciel gatunku końskiego jednak zrzucił mojego ptaka na wysuszone podłoże.
-Czegóż pragniesz?- posłałam mu oczekujące spojrzenie wypełnione goryczą. Najgorsze jednak było to, że miałam dziwne deja vu i nie miałam pojęcia czy powinnam być tym choć trochę podbudowana na duchu czy może uznać to za powód do popadnięcia w większą żałobę. Na pierwszy rzut oka gniadosz nie miał prawa mieć dobrych zamiarów, lecz miałam w zwyczaju się upewniać co do moich spostrzeżeń. Pomimo przed chwilą wymienionego nawyku zachowałam nieufność co do tego osobnika.
-Ciebie- odpowiedział, co było dość przewidywalne. Za tą odzywkę miał słono zapłacić, przynajmniej taka myśl wykwitła w mojej głowie przez pierwsze parę sekund. Musiałam jednak odsunąć tę perspektywę jakże przyjemnej czynności na bok. Na razie trzeba było się skupić na znalezieniu w miarę stabilnego gruntu, mówiąc inaczej wiedzieć, że jestem na wygranej pozycji i tylko w spokoju się bawić. Teraz nawet nie wiedziałam, czy w zaciszu zielonych roślin czeka jego banda i nie wyskoczy w najmniej oczekiwanym momencie.
- Spróbuj- posłałam mu wyczekujące spojrzenie- Wkrótce oślepi Cię twoje własne ego i nie będziesz mnie widział, lecz dla ciebie każda sekunda zabawy się liczy, czyż nie?
-Skul pysk- warknął- Nie ja tu jestem od wydawania odważnych tez.
-Dlatego nie wygryzaj mnie z roboty- zaśmiałam się krótko, dając mu do zrozumienia, iż pomylił się w swojej wypowiedzi.
-Nie ja, bo...- próbował uzasadnić swoje wcześniejsze słowa- Zresztą, po co tracę czas na rozmowę z tobą- wykręcił się od interesującej mnie odpowiedzi, zwyczajnie poczuł się już odrobinę nieswojo i szczerze odrobinę podniosłam się na duchu. Zapowiada się interesujący pojedynek z panem, któremu nie brakowało narcystycznego przekonania o sobie, ale za to argumentów już tak. Nie powinnam oceniać książki po okładce, ale ten ogier wydawał się tak płytki i przewidywalny, że bardziej się nie da.
-Bo?-złapałam go za słówka- Skoro ze mną rozmawiasz i jestem płci pięknej, powinieneś mieć do zaoferowania piękne kwestie, więc bez obaw możesz je rozwijać- ta wypowiedź może i nie była do końca w moim stylu, bo nie zwykłam popisywać się błyskotliwością wypowiedzi w tak... cóż chamski sposób? A może po prostu myśląc to, chciałam zwyczajnie poczuć się inna niż te wszystkie klacze z nieopanowanym tupetem?
-Hej.... dwójko koni! Może mi pomożecie?- jakieś naiwne zwierzę, a dokładniej zając wyrosło między nami jakby znikąd. Odruchowo cofnęłam się i podkuliłam uszy- Pomyliłem się przy rozdawaniu wielkanocnych prezentów!
-Milcz- donośnym tonem zwrócił się do niego gniady towarzysz. Lendo, który już otrzepał się z piachu i już od dłuższego czasu przysłuchiwał się naszej rozmowie, uniósł się odrobinę nad ziemią i mruknął coś do małego stworzenia, po czym dał mi znak, iż się nim zajmie.
-Aleś ty miły -prychnęłam i odwróciłam się, powoli odchodząc.
-Czekaj mała, jeszcze nie skończyliśmy!
-Nie obchodzi mnie to- podążyłam galopem za moim towarzyszem. Narcyz nie pomyślał, że mogę tak po prostu się oddalić. Walnięty głupiec, choć w sumie to i lepiej dla mnie. Heh, gwałcenie klaczy w Wielkanoc nie przystoi, czyż nie?
A teraz czas skorzystać z tych jakże osobliwych świąt!
~~*~~
-Wszyscy?- zapytałam zziajana zająca, kiedy podmienialiśmy prezenty Arrowowi i Mivanie. Muszę przyznać, że ma wyjątkowe poczucie humoru, nawet jeśli zrobił to przypadkowo.
-Jeszcze pięćdziesiąt koni- odrzekło zwierzę z czystą powagą wymalowaną na pysku.
-Bardzo śmieszne- przewróciłam oczyma- Ile?
-No pięćdziesiąt — odpowiedział Lendo, drażniąc się ze mną.
-A może jeszcze coś dla mnie, co?- uśmiechnęłam się lekko.
-Jak sobie zasłużysz- zaskrzeczał mój ptak, a zając tylko pokiwał łebkiem. A niech ich diabli zjedzą.
-Obawiam się, że to stanie się po moim trupie- wyszczerzyłam zęby.

25.05.2019

Od Eriny - Quest 10 z grupy II

Wolnym stępem podążałam stepami przecudownej Mongolii. Bardzo lubiłam takie spacery. Nagle zauważyłam, że obok mnie przebiegło coś małego i szarego. Nagle przed sobą ujrzałam małego królika, lecz to nie był byle jaki królik tylko Wielkanocny zwiastun tych właśnie pięknych świąt.
- Pomożesz mi? - Zapytał
- Tak, a w czym miałabym Ci pomóc - Zapytałam schylając głowę do jego wysokośći.
- Mam pewien problem, otóż kiedy rozdawałem prezenty to trochę się pomyliłem która paczka do którego konia ma trafić - Powiedział ze smutkiem króliczek.
- Jasne pomogę Ci, a tak w ogóle jestem Erina.
- A ja Charlie. - Przedstawił mi się króliczek.
- To poszukajmy jakijś koni z klanu. - Zasugerowałam po chwili.
Zajączek kiwnął swoją małą główką zgadzając się z moimi słowami.
Dalej podążyłam wolnym kłusem, żeby zajączek mógł mnie dogonić.
Nagle spostrzegłam Vayolę czyli mamę Arrowa którego kocham całym sercem.
- Czy z prezentem dla tej klaczy też się pomyliłeś?
- Tak raczej tak.
- To podmieniamy prezent i idziemy jak gdyby nigdy nic tak?
- Tak. To dobry plan działania. To jest prezent dla tej klaczy Yoli czy jak ona się nazywa
Szybko podmieniliśmy podarek. Na szczęśćie Vayola nie zdążyła się zorientować.
Potem zauważyłam brązowego ogiera z biała gwiazdą na czole. Nawet trochę przypominał tego pojebanego tajemniczego wielbiciela który uwierzył, że mogę jego pokochać. Rozmawiał z siostrą Arrowa Risą co było bardzo dziwne. Słyszałam tylko urywki kłótni. Ich podarunki leżały pod drzewem. Szybko podmieniłam im prezenty na te właśćiwe. Jeden z nich o dziwo był taki jaki powinien być.
- Nieźle się zmęczyłam. Możemy zrobić tu sobie krótki przystanek?
- Jasne, że tak - Odpowiedział.
Miejsce było wręcz idealne. Niedaleko był mały zbiornik wodny z którego postanowiłam się napić wody. Potem posiliłam się trawą i byłam już gotowa do dalszej drogi. Podążyliśmy dalej na północ. Kawałek drogi stąd stał dobrze zbudowany gniadosz. Najprawdopodobniej władca całego Klanu Mroźnej Duszy. Zastanawiałam się czy na pewno to zrobić, bo w końcu mogłam zostać oskarżona o kradzież. W końcu jednak uległam i postanowiłam to zrobić.
Lekko niczym puch starałam się podmienić prezenty. Jednak jak byłam już w połowie roboty czujne oko władcy mnie dostrzegło.
- Zostajesz oskarżona o kradzież i to samemu władcy. Za to grozi Ci publiczne ośmieszenie i trzydniowa głodówka.
- Ale ja... ja... - Nie mogłam z siebie wydusić ani jednego słowa.
- Co ty?
Nagle przykicał do nas Charlie i powiedział w mojej obronie te słowa:
- Ona nic nie zrobiła. Po prostu pomagała mi, o ja.. ja przez przypadek niektórym koniom z tego klanu dałem nie te prezenty co trzeba i teraz Erina mi pomaga znowu wprowadzić ład w tym całym szale prezentowym.
- Dobrze możecie isć, ale będę mieć was na oku.
- Dziękuję władco. - Powiedziałam do Shiregt'a.
- Uratowałeś mi tyłek dzięki.
- Nie ma za co. Nie zrobiłem przecież niczego szczególnego. Po prostu stanąłem w twojej obronie. Chyba każdy zrobiłby to samo na moim miejscu.
- Nie każdy. - Odpowiedziałam kategorycznie.
- A właśnie tu jest prezent dla Ciebie. Małoby brakowało gdybym całkowicie o nim zapomniał. - Powiedział wręczając mi podarek.
- Dziękuję. - Nawet go nie otwierałam. Wolałam pociągnąć dłużej ciekawosć, aż w końcu odpuszczę.
Reszte drogi przemilczeliśmy.
Następnie zauważyłam Siraane.
- A właśnie tej małej klaczce zapomniałem dać prezent.
- To pospiesz się.
Zajączek dał jej prezent i ruszylismy dalej. Odwiedziliśmy jeszcze kilka koni i jeszcze inne, bo zajączek był u szczytòw roztargnienia i nie tylko pomylił się w tym klanie. Kiedy już wszystko było tak jak ma być wróciliśmy do klanu. Zajączek mi bardzo podziękował i wręczył jeszcze jeden prezent. Podziękowałsm mu i poszłam spać, ponieważ było, już strasznie późno.

24.05.2019

Od Tantai ,,Plaga małych, żółtych i puchatych kulek " - Quest 6 z grupy II.

Wielkanoc to zdecydowanie wspaniały czas... Przynajmniej tak usłyszałam od jakiegoś członka Klanu. Nie do końca wiedziałam, co można robić w Wielkanoc. Widziałam, że konie znosiły różne, dziwne przedmioty i jakieś kolorowe jajka. Na drzewach porozwieszane były  kolorowe rzeczy, a konie wpinały sobie do grzyw i ogonów piórka. W końcu i ja zapragnęłam mieć takie ozdoby, niestety zabiegany Klan nie starał się mnie nawet zauważyć. Usilnie starałam się dowiedzieć od kogokolwiek, na czym polega ten ,,wspaniały czas cudów", jednak wszyscy byli zajęci sobą albo przygotowaniami. Naburmuszona stanęłam z dala od stada. Uniosłam głowę do góry, stawiając uszy na sztorc. Z bezpiecznej odległości obserwowałam poczynania koni. Nagle do moich uszu dotarł bliżej nierozpoznawalny dźwięk. Był bardzo wysoki, ale i głuchy, jakby jego źródło znajdywało się dobry kawałek drogi od miejsca mojego pobytu.  Z początku nie zwróciłam na to uwagi, jednak odgłosy ponownie rozbrzmiały mi w uszach. Zwróciłam wzrok w stronę, z którego dochodziły dźwięki, a następnie powoli się obejrzałam. Starałam się dalej to ignorować, ale w końcu ciekawość zwyciężyła. Musiałam mieć pewność, że żaden koń z Klanu mnie nie obserwuje. Marszcząc czoło, odwróciłam się i podążyłam za piskami, które nie ustawały ani na moment.
- Niech sobie świętują tę całą Wielkanoc! Nawet mi nie powiedzieli, o co w niej chodzi... -powiedziałam do siebie przekonana. Szybko skupiłam się na uważnym słuchaniu. Szłam i szłam. Słabe nogi zaczynały mnie już pobolewać, ale mimo to dalej parłam naprzód. Wokół mnie widać było bardzo gęsto wyrastające drzewa. Stykały się ze sobą, co wyglądało, jakby dwa  dzieliły jedną koronę. Wszędzie słyszałam dziwne dźwięki zwierząt, a w szczególności te pochodzące od ptaków. Słońce świeciło niemiłosiernie, a jedyne co mnie ratowało, to właśnie gęste korony drzew rzucające cień na dróżkę. Niedługo potem znalazłam się już na tyle blisko, że łatwo mogłam zlokalizować pochodzenie odgłosów. Owe piski pochodziły zza dużego krzaka, na którym wyrastały czerwone jagódki. Zwolniłam tempa, czując niepokój. Co, jeżeli to jakieś niebezpieczeństwo? Dzikie zwierzę? Może ktoś mnie śledził?! Zaczęłam szybko oddychać, cofając się. Uspokój się, uspokój... A może to jakieś stworzonko potrzebujące pomocy? Gdy ta myśl przeszła mi przez głowę, odetchnęłam. W końcu co mogłoby mi zrobić na przykład ranne zwierzę?
- Trzeba pomóc temu czemuś... - mruknęłam do siebie i stępem poszłam do przodu. Z tej odległości mogłam już dokładnie zobaczyć źródło dziwnych pisków. A był to... Koszyk. Ale nie taki zwyczajny koszyk. Był wypełniony po brzegi żółtymi stworzonkami o bardzo puchatym upierzeniu. Miały małe, czarne oczy i pomarańczowy dzióbek. Zaskoczona stanęłam jak wryta. Co to w ogóle było? Nigdy nie widziałam i nie słyszałam o takim zwierzęciu. Starałam się zachować powagę, jednak patrząc na te zwierzątka, z trudem ją utrzymywałam. Powolnym krokiem podeszłam do plecionego koszyka. W jego rączce powpinane były ciemno - zielone listki, a dookoła koszyk miał białą, materiałową falbankę. Z jego środka sterczały kujące źdźbła sianka. Z lekka skrzywiona chwyciłam koszyczek w zęby i rozejrzałam się. Może gdzieś w pobliżu była matka owych stworzonek? Niby tak powinno być, ale chyba nie tym razem... Trochę zabawne, bo to zupełnie jak ja i moja matka.
- I co ja mam teraz zrobić? - zapytałam samą siebie, dalej trzymając koszyk. Wszędzie była tylko gęstwina, a wydeptana droga prowadziła w nieznane rejony. Ciężko westchnęłam i postanowiłam podążać dróżką, wciąż pełna wątpliwości. Najpierw jeszcze zapamiętałam miejsce, z którego wyruszyłam, aby się nie zgubić. 

---

Spojrzałam na niebo. Było już południe, a chmury leniwie płynęły po niebie. Teraz to dopiero słońce parzyło! Miałam wrażenie, że za chwilkę dosłownie się stopię.  Zapewne Klan zamartwiał się, co się ze mną stało, a mimo to miałam ważniejsze sprawy na głowie. Jeżeli w ogóle przenoszenie żółtych i piszczących kulek jest sprawą większej wagi. Droga zdawała się nie mieć końca. Ptaki, bo to chyba były ptaki, do czego doszłam niedługo potem, ucichły. Wpatrywały się we mnie tymi maleńkimi jak koralikami oczyma i wierciły się na sianku ułożonym w koszyku. Tak mijał czas, aż dotarłam do dosyć dziwnego miejsca. To musiały być domy ludzi, o których usłyszałam od nauczyciela. Podobno niebezpiecznym było zbliżanie się do nich, jednakże za wszelką cenę chciałam oddać pisklaki do ich matki. Kto wie? Może to właśnie tu była? Niepewnie zbliżyłam się do białego, drewnianego ogrodzenia, a tam dostrzegłam człowieka karmiącego kury jakimiś nasionkami z zielonego wiadra. Obok nich biegały takie same małe żółte ptaszki, jak te, które trzymałam w koszyku. Było ich naprawdę dużo. Uniosłam brew i zarżałam, gdy człowiek zniknął w głębi swojego domu. Kury odwróciły się w moją stronę, a ja zamarłam, bo zobaczyłam kilka dużych kogutów, które biegły w moją stronę z przeraźliwym krzykiem. Tak to przynajmniej brzmiało. Odsunęłam się, jednak jeden z ptaków przedostał się przez płotek i zaczął atakować moje nogi. Zaczęłam podskakiwać, piszcząc przy tym, jak głupia. W pewnym momencie niefortunnie się wycofałam i potknęłam. Czas na chwilę zwolnił, gdy patrzyłam, jak wiklinowy koszyk leci w powietrze. W moją stronę. Zacisnęłam oczy, a nie minęła chwila i poczułam, jak ląduje na mojej głowie, a potem poczułam,  jak chodziły po mnie te żółte pisklęta. Widocznie były to małe kurczaczki. Jeden z kogutów nie zaprzestawał dziobania mnie w nogę, a ja wydałam z siebie ciężkie westchnięcie. Podniosłam się powoli i delikatnie przechyliłam, tak, aby kurczęta mogły się bezpiecznie zsunąć z mojego grzbietu. Kogut spojrzał na mnie z nienawiścią, jeżeli można tak w ogóle powiedzieć, a potem odwrócił się, zaganiając małe pisklaki za ogrodzenie. Zamrugałam kilka razy, a potem podeszłam do koszyka i zębami przewróciłam go do stabilnej pozycji. Ku mojemu zaskoczeniu, w jego środku znajdywały się kolorowe jajka.
- Mogę je przecież rozdać innym! - powiedziałam do siebie. Jeszcze raz spojrzałam na ogrodzenie, a potem w ostatniej chwili, zanim człowiek z powrotem wyszedł, udałam się w stronę lasu. Droga trochę trwała, jednak nie chciałam robić postoju. W końcu dostrzegłam miejsce, które zapamiętałam przed wyruszeniem. Jestem już blisko! Pomyślałam i nie zwolniłam tempa, a przyspieszyłam. Już krótko potem zobaczyłam pierwsze sylwetki koni malujące się na horyzoncie. Odetchnęłam. Kilka koni znalazło się wokół mnie, zalewając mnie pytaniami ze wszystkich możliwych stron.
- Gdzie byłaś?
- Co Ci się stało?
Przewróciłam oczyma.
- Byłam odkrywać i przy okazji zwrócić dzieci matce! - powiedziałam, a konie spojrzały po sobie i już się nie odezwały. Oczywiście zaraz potem przystąpiłam do rozdawania jajek innym. Trzy trafiły do trójki karych źrebiąt, chyba rodzeństwa o imieniach Leander, Siraane i Naero. Następne poszło do brązowego ogierka, Takhala, a wszystkie inne do członków Klanu. Jedno dałam też mojej mamie, która mimo wszystko uśmiechnęła się lekko. Zadowolona z siebie stanęłam na uboczu. Widziałam, że konie, które otrzymały jajka, były bardzo uśmiechnięte! Jeden z koni przechodzących obok mnie, wpiął mi w grzywkę piórko. Dokładnie takie chciałam mieć! Zarżałam wesoło i rozejrzałam się w  poszukiwaniu mojej rodzicielki, bo chciałam pokazać jej pióro, jednak ta  widocznie rozmawiała z jakąś srokatą klaczą, jak mniemam, Vayolą. Nie chciałam jej przeszkadzać i denerwować, więc postanowiłam się przejść. Czułam dziwne łaskotanie na głowie, ale nie zwracałam na to jakiejś większej uwagi. Tu i tam pomogłam w przygotowaniach do Wielkanocy, ale poza tym nie miałam innych ważnych zadań. Właściwie to wszystko było już prawie gotowe. Władca Klanu, gniadosz o imieniu Shiregt, przygotowywał się, zapewne, do ważnego przemówienia. Ponownie zaszyłam się gdzieś na uboczu, czekając, aż władca zacznie mówić. W pewnym momencie przeszedł mnie dreszcz. Potem drugi, trzeci i czwarty. Potrząsnęłam gwałtownie łbem, a na mój nos zsunął się... Żółty i puchaty pisklak. Zamarłam, robiąc zeza i wbijając spojrzenie w maluszka. Nagle do mojej głowy przyszedł pewien pomysł i uśmiechnęłam się szeroko.
- Zostańmy przyjaciółmi! Będziemy tworzyć zgrany duet! - zarżałam, a kurczątko z powrotem wspięło się do mojej grzywki. Wesoła popędziłam w stronę koni.

KONIEC :3


+ Tantai zyskuje towarzysza, koguta. ( Jego formularz wyślę później.)
- Wykonana misja na min. 1200 słów w opowiadaniu.


4.05.2019

Od Mint „Nazywam się Mivana” - quest 2 z grupy ∥.


Szłam przed siebie rozluźniona, zupełnie nie spodziewając się nagłej zmiany mojego nastoju. Przymknęłam oczy, chowając się w cieniu przed wszechobecnym ciepłem. Lendo przysiadł na moim grzbiecie i coś cicho nucił w rytm moich powolnych kroków. W końcu zatrzymałam się i zwiesiłam głowę ku ziemi.
-Jaka... samotna kruszynka- usłyszałam za sobą. Dźwięk ludzkiego głosu zupełnie mnie zdezorientował, więc nie wiele myśląc, gwałtownie obróciłam się na zadzie. Ujrzałam niską kobietę o wyraźnych rysach sylwetki. Wyglądała na dość młodą, lecz mogła też równie dobrze być starsza. Niezbyt znałam się na ocenianiu wieku u ludzi. Obrzuciła mnie hipnotyzującym spojrzeniem szarych niczym delikatne tawuły, kiedy pada na nie cień. Miała grzywkę w kolorze dojrzałej wiśni, a reszta jej głowy była ogolona. Nie wyglądała na kogoś, kto na co dzień obcuje z końmi. Zarżałam rozpaczliwie, kiedy nagle gruby sznur, którym uprzednio rzuciła w moim kierunku, zacisnął się na mojej szyi. Białogłowa działała szybko, zanim zdążyłam logicznie nad czymś pomyśleć, więc byłam zdana na swój własny instynkt. Uniosłam przednie nogi ku górze i poczułam, jak się pocę i jaką rzeczywiście jestem bezsilną kruszynką w tej sytuacji. Jednak nie poddałam się. Ruszyłam przed siebie wyciągniętym galopem. Przebierając kończynami w błyskawicznym tempie, odwróciłam łeb, aby ujrzeć cóż takiego dzieje się za moimi tylnymi kopytami. Kobieta próbowała utrzymać sznur, jadąc po trawie na brzuchu. Miałam wrażenie, iż jej wyraz twarzy był definicją miny naprawdę strudzonego człowieka. Z satysfakcją wypisaną na pysku odskoczyłam, odrzucając niewiastę na bok. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ usłyszałam za sobą strzał. Przyspieszyłam kroku, gdy nagle przede mną wyrósł wysoki brunet. Ludzie są bardziej nieprzewidywalni, niż dotychczas myślałam. Kiedy mijałam go, poczułam ukłucie w boku i palący ból paraliżujący moje ciało. Wbrew własnej woli upadłam niczym długa na ziemię. Próbowałam się podnieść i biec dalej jako wolna dusza po stepach Mongolii, lecz moje starania szły na darmo- a ruchy, które wykonywałam były coraz to powolniejsze. W końcu zaprzestałam jakichkolwiek prób ucieczki. Byłam w pułapce i nie miałam szans się z niej wydostać. To przykre uczucie, kiedy koń zdaje sobie z tego sprawę, lecz kto powiedział, iż zawsze w życiu będzie miło, kiedy nas tworzył. Mężczyzna podszedł do mojego boku i szybkim ruchem usunął dziwny patyk z mojego ciała, choć wciąż nie wiedziałam jakim cudem to coś wbiło się do mojej skóry. I chyba wolałam nie wiedzieć...

                                                    ~~*~~

Dałam się gdzieś doprowadzić na jakiejś linie, która oplatała mój pysk i wiodła aż do miejsca, w którym zaczynała się grzywa. Zwyczajnie nie miałam siły protestować. Ciągle przed moimi oczyma pojawiały się mroczki, a przez pierwsze parę minut wędrówki, pomimo zaprzestania biegu wciąż się bardzo pociłam, co było... w sumie dość przyjemne w ten upalny dzień. Teraz jednak na niebie zaczęły zbierać się ciemne, burzowe chmury, a przenikliwy wiatr syczał mi w uszach. Gdyby pogoda była klaczą, z pewnością miałaby bardzo zmienny charakter... Pewnie mało który ogier by z nią wytrzymał... Westchnęłam, spuszczając łeb. Ze mną już jeden się wykończył. Przynajmniej to mi zasugerował swoją wypowiedzią... Poczułam, jak gorycz przechodzi całe moje ciało od kopyt, aż do koniuszków uszu. Tak, pragnęłam miłości. Tak, pragnęłam wiernego przyjaciela. Tak, pragnęłam wiedzieć, iż ktoś mnie choćby uwielbia. A teraz nawet po Lendzie słuch zaginął. Świetnie się zapowiada. Zwłaszcza, iż parę najbliższych dni miałam spędzić u ludzi. Minęliśmy parę budynków wraz z brunetem będącym, jak już zresztą wspomniałam- na przodzie. Cały czas towarzyszyło mi uczucie, że czegoś się nawąchałam i to czegoś niezbyt dozwolonego. Nie czułam jednak tej cudownej euforii... Nie, to nie mogły być ziółka. W jakim celu miałabym je mieć podane? Prychnęłam zdegustowana, kiedy człowiek próbował mnie wprowadzić do jakiegoś ciasnego pomieszczenia. I nagle stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Odzyskałam energię i światłość umysłu. A czegóż mój mózg pragnął teraz najbardziej? Spieprzenia stąd najszybciej jak się da. Perspektywa udanej ucieczki wydawała się tak realna i kusząca... Wybiegłam z budynku co sił w nogach, przewracając mężczyznę. Zarżałam, przez chwilę czując smak zwycięstwa, lecz wciąż nie zwalniając kroku. Po chwili jednak zorientowałam się, że nie pamiętam, gdzie teraz trzeba było się udać w tym labiryncie dziwnych ścieżek. Ta chwila wystarczyła, abym znowu poczuła to dziwne ukłucie i paraliżujący ból przez parę sekund po nim. Byłam uwięziona. Nie tylko we własnym ciele, ale także wśród dwunożnych. Chyba musiałam to w końcu naprawdę pojąć. Niby cały czas gdzieś tam zdawałam sobie z tego sprawę, ale... Zresztą, zapewne i tak, zanim zdążę pomyśleć, znowu zrobię coś nieplanowanego. To uczucie, że mogę się zawieść na samej sobie — zresztą nie po raz pierwszy, a w dodatku w każdej chwili było dość dziwne i nietypowe. Choć jako tak popierdolony koń powinnam je czuć cały czas.

                                                       ~~*~~
Będąc tu parę dni, zdążyłam poznać kogoś jeszcze. Dziewczynę o włosach dość krótkich, ale spektakularnych. Wpadały w odcień blondu, lecz wyróżniały się także na nich brązowe pasemka. Miała uroczy, zadarty nos oraz pełne wdzięku delikatne usta. Cóż ją jeszcze wyróżniało? Z pewnością wyjątkowy styl bycia- wszędzie zabierała ze sobą notatnik i długopis, okazjonalnie coś tam bazgrząc. Dość młoda i ambitna. Jednak robiła również jakieś dziwniejsze rzeczy, które zwróciły moją uwagę. Malowała kurze jaja kolorowymi farbkami i ciągle coś czyściła. Próbowała także mnie dosiadać- za każdym razem z marnym skutkiem. Widziałam jednak w jej oczach nieopanowaną miłość, szczególnie gdy zwracała się do mnie "Mój konik". Zdążyłam już jednak do tego przywyknąć, choć wciąż te słowa pozostawiały dziwne uczucia u mnie. Dziś, kiedy jednak do mnie przyszła powiedziała coś, co wprawiło mnie w jeszcze większe zaskoczenie, gładząc mnie po chrapach.
-Nazwijmy Cię zatem ... Mivana- uśmiechnęła się.
-Czyżbym się przesłyszała?- pomyślałam, czując, jak moje serce rozrywa się na części, kiedy słyszę to imię. Mivana też miała duży udział w mojej zmianie. Choć kto powiedział czy dobry?
-Tak się cieszę, że Cię mam- po jej policzkach zaczęły płynąć łzy- Czuj zaszczyt bycia moim najlepszym prezentem urodzinowym-złożyła mi pocałunek w czoło. Zdezorientowana cofnęłam się. Nazwanie mnie prezentem kojarzyło mi się zbyt mocno z przeszłością, pomimo tego, iż nie miałam podstaw do takich skojarzeń. A może po prostu czułam się wtedy bardziej wyjątkowa- niczym pakunek od losu dany pewnym koniom, których nigdy nie zapomnę?
-Córeczko, chodź na śniadanie — usłyszałam głos, którego źródła nie widziałam jednak nigdzie.
-Już, już- odrzekła, niechętnie ode mnie odchodząc-Miłej Wielkanocy.
Czy to oznaczało, iż spędzę święta u ludzi? Uh, nie mogłam myśleć samymi negatywami. W końcu poznałam jeszcze kogoś, u kogo czuję się kochana. Czułam, że ta dziewczyna ma naprawdę dobre serce i że nie chcę go łamać. Jednak musiałam kiedyś wrócić do klanu...
                                                               ~~*~~
Następnego dnia Zuzanna- bo w końcu poznałam imię mojego jeźdźca, przyszła do mnie z opaską, na której były przyczepione zajęcze uszy. Niezbyt rozumiałam, po co to zrobiła, ale zanim zdążyłam się namyśleć, założyła mi ją na głowę. Machnęłam łbem średnio zadowolona i prychnęłam.
-Musisz ładnie wyglądać. Będziesz mi pomagać w szukaniu jajek. Jak będziesz grzeczna, to coś dostaniesz- poklepała mnie po szyi. Czyżby to był jakiś kolejny dziwny zwyczaj ludzi? Chyba nigdy nie zrozumiem dwunożnych. Obietnica, że coś dostanę, była jednak kusząca. Kiedy jednak wyprowadziła mnie na podwórze za pomocą czegoś, co nazywa się kantar, usłyszałam szept jej rodziców.
-Może pokryjemy ją jakimś ogierem? Będzie miała źrebaczki na sprzedaż...
- Myślisz, że Zuza nie będzie protestowała w ich wystawieniu? Za dobrze ją znam.
-Ona nie musi o niczym wiedzieć.
Te słowa sprawiły, iż całkiem się spięłam. Ludzie to jednak ludzie. Nie powinnam tu zostawać. Przyspieszyłam kroku, już tak bardzo nie wlekąc się za swoim jeźdźcem. Postanowiłam wybadać teren. Skoro będziemy, czegoś szukać to będzie to idealna okazja do tego.
                                                      ~~*~~
Po paru godzinach spędzonych z Zuzanną znalazłyśmy wszystkie jajka, lecz ja niczego ciekawego nie wypatrzyłam. Żadnego skrótu, ciekawej ścieżki. Musiałam po prostu uciec. Kiedy więc Zuza prowadziła mnie do stajni i upewniłam się, że w pobliżu nie ma nikogo z tymi dziwnymi strzałami, po prostu przewróciłam ją i pognałam na oślep przed siebie.
-Żegnaj- pomyślałam- Kiedyś ci się odwdzięczę za tyle dobroci..

1.05.2019

Podsumowanie miesiąca #kwietnia

Kwiecień, wraz z Wielkanocą już za nami, zatem przyszedł czas na comiesięczne podsumowanie. Kto przyłączył się do naszych szeregów? Co takiego się zadziało? Co się zmieniło? Wszystko to jak zwykle podsumujemy w tym poście.

Zmiany, nowostki i inne ciekawostki
  W tym miesiącu dołączył do nas nowy stróż, Tango oraz zaadoptowany przez Rose źrebak, Takhal. Niestety, musieliśmy też pożegnać Forever, poległą w czasie naszej I Edycji Temtsel Dotood, która zresztą spowodowała też drobne zmiany w hierarchii. Postacie jak zwykle zostają postarzone, zatem prosimy o dostarczenie dorosłych formularzy Anamy'ego, Lumina, Arrow'a, Virginii i Risy. Jak już zostało też ogłoszone, nastąpiła zmiana kontaktu w kwestii opowiadań i innych wiadomości, o czym więcej można przeczytać tutaj. 
Fabuła idzie do przodu, ale swoim niespiesznym rytmem. W kwietniu nie działo się zbyt wiele, choć nie z powodu małej aktywności. Wszystko wskazuje na to, że miesiąc ten był ciszą przed burzą...Być może za niedługo wszystkiego się dowiemy. brzmię jak Polsat, wiem o tym XD.
Event Wielkanocny
  Tak, nieco opóźniony, ale pojawił się ku waszej uciesze Event Wielkanocny. Aby dowiedzieć się dokładniej, o co w nim chodzi, wystarczy przeczytać ten post. Wydarzenie będzie trwało do 25 maja, gorąco zachęcamy wszystkich do udziału!
Ankieta
Pojawiła się kolejna drobna ankieta na temat pewnego dodatku do bloga. Spring is the best time for changes, isn't it? ---> https://forms.gle/CXki4iZnTYzb4tZB8
Wielki powrót
Może wiecie, może nie, ale dobiegła końca nieobecność naszego umiłowanego (Ł)Owcy Much. Mamy nadzieję, że miło spędził czas, wypoczął i powrócił do nas z zapasami nowej weny.
Tak, kochani, to nie fake - witam się z wami serdecznie już przed własnym laptopem :D To były niesamowite dwa tygodnie ze Szkocją i Bieszczadami. Kto ma ochotę usłyszeć o nich więcej, może zajrzeć w najbliższych dniach na naszego Discorda. Tymczasem mimo wszystko cieszę się, że znów wracam do gry i opiekuję się blogiem, razem z resztą administracji, of course. Do zobaczenia zatem na chacie!
~Ekipa SZAPULUTU

2.04.2019

Podsumowanie miesiąca #marca

Gdyby ktoś już zajrzał do kalendarza i zdążył chwycić za poduszkę z groźną miną, to chcę tylko na wszelki wypadek przypomnieć, że ja jestem człowiekiem robotnym, ale mój laptop już nie - i aktualnie przebywa w naprawie.

Nowy rok, nowi my
   W marcu mieliśmy zaszczyt powitać w klanie nowe dusze - co czynię jeszcze raz w tym poście - Erinę, Anamy'ego i Halta, zaś Dante i Specter wnieśli do stada trójkę przedstawicieli młodego pokolenia: Siraanę, Leandera i Naero! Pożegnaliśmy za to, niestety, klacze Olimpię, Gwiazdę i Vivian. Wszystkie postacie zostały już postarzone, a w związku z tym uprasza się o formularze dorosłych Lumina i Eriny oraz nastolatka Zee. 
   W fabule wybija nam rok 1898. Sensację w klanie wzbudziła przede wszystkim zupełnie niespodziewana ciąża Specter, ale również wymierzenie nietypowej kary zabójczyni Cherry, Khairtai. Trio Shiregt'a, Mivany i Mint los wciąż uważa za nierozłączne. Nie spotkało nas raczej więcej niespodzianek. Jak się być może domyślacie, w kwietniu również nie będzie ich zbyt wiele. 3 klasy gimnazjum, łączmy się w bólu [*].
Temtsel Dotood - kilka słów
   Jak do tej pory nie otrzymałam żadnej propozycji co do tego, jak miałby wyglądać udział NPC w tym wydarzeniu...no ale, po prawdzie mówiąc macie czas do 4 (czwartek) bądź 5 (piątek) kwietnia, bowiem w tych dniach najprawdopodobniej ukażą się wyniki I edycji. Liczę na waszą kreatywność.
Tort EF uratowany!
   Do 30 kwietnia trwał na blogu ukryty event polegający na wyszukiwaniu zagubionych świeczek do tortu Eternal Freedom na II rocznicę urodzin. Łącznie do odszukania było ich 12. W konkurencji wzięły udział 2 osoby - administratorka Najmi oraz gracz świat opowiadań. Żadnej nie udało się odnaleźć wszystkich świeczek, jednak otrzymają teraz zasłużoną nagrodę: 110 SŁ dla pierwszej za 11 (!) odszukanych oraz 90 SŁ dla drugiej uczestniczki (postać: ?) za 9 odszukanych. Serdecznie gratuluję i mam nadzieję, że w następnym tego typu konkursie będę mogła rozdać więcej nagród!

Na dobre zakończenie tego posta oznajmiam, że osiągnęliśmy najwyższą dotychczasową liczbę wyświetleń w jednym miesiącu - ponad 7300
Zatem do zobaczenia w kolejnym poście, kochani! Trzymajcie się i nie dajcie się zjeść nauczycielom.

~Łowca much

27.03.2019

Wyniki urodzinowej loterii!

Witam, witam serdecznie wszystkie dusze, o zdrowie grzecznie pytam i do czytania kuszę, na podsumowaniu jednego z ostatnich eventów, czyli urodzinowej loterii EF. Tym razem nie czekaliście na mój post zbyt długo, mam rację? Jeżeli admin nie ma racji, patrz punkt 1

Na początek pragnę jeszcze przypomnieć o pewnym czymś na tablicy informacyjnej...wciąż nie mam zbyt wielu wiadomości na priv na ten temat, aczkolwiek żyję nadzieją, że po prostu szukacie wytrwale i skrupulatnie :3

W loterii wzięło udział 14 postaci, czyli około połowa członków klanu, co oznacza całkiem niezłą frekwencję, jak na mój gust, a łącznie zostały zakupione 23 losy
Zatem możemy już przejść do sedna sprawy - wyników!:

Mondream: M. Cenunimum 
Zee: 26 SŁ
Kasja: Brak wygranych
Mivana: Ekwipunek wysokiego stopnia + 95 SŁ
Rose: 38 SŁ
Cardinano: Brak wygranych
Lumino: 8 p. sprawności
Mint: Postarzenie o 2 lata + Ekwipunek wysokiego stopnia + 70 SŁ
Sarit: Brak wygranych
Specter: M. Aspectum + 30 p. sprawności
Forever: 2 p. sprawności + M. Boslo
Halt: 40 SŁ 
Khairtai: 8 p. sprawności
Etsiin: 151 SŁ

Na potrzeby loterii korzystaliśmy z tego programu do losowania.
Wszyscy uczestnicy otrzymali już swoje nagrody. A więc, do zobaczenia w kolejnym poście!

 ~Łowca much

4.03.2019

Urodzinowa loteria - Zapisy zamknięte

Oto i obiecany z okazji II rocznicy założenia EF event, którą porządnie sobie w tym roku uczcimy - w końcu niecodziennie zdarza się taka okazja! Dobra wiadomość; nie trzeba się specjalnie wysilać (leniuszki wy moje), a nagrody mogą okazać się wyjątkowo szczodre. Nie przedłużając, przejdźmy do zasad konkursu...
Urodzinowa Loteria 
Warunki: 
→ Mamy 4 rodzaje losów:
  • Mały los - Do wygrania do 50 sł, przedmioty z Giełdy w cenie do 30 sł, od 0 do 10 p. sprawności.
  • Średni los - Do wygrania do 100 sł, ekwipunek średniego i niskiego stopnia, przedmioty z Giełdy w cenie do 90 sł, od 0 do 20 p. sprawności.
  • Duży los - Do wygrania do 200 sł, ekwipunek wysokiego i średniego stopnia, przedmioty z Giełdy w cenie do 150 sł, od 0 do 30 p. sprawności.
  • Mega los - Do wygrania do 350 sł, ekwipunek wysokiego stopnia, przedmioty z giełdy w cenie do 300 sł, od 0 do 50 p. sprawności.
→ Cennik losów:
  • Mały los - Darmowy
  • Średni los - 10 p. sprawności/40 SŁ
  • Duży los - 25 p. sprawności/90 SŁ
  • Mega los - 40 p. sprawności/135 SŁ
→ Każdy rodzaj losów, oprócz Mega losu, posiada miejsca puste, tzw. nienagradzane.
→ Chętni w komentarzach piszą imię swego konia i nazwę losu. Wiadomości z innych miejsc, jak poczta, nie będą brane pod uwagę.
→ Loteria trwa do 24.03.2019 r.

Uczestnicy:
Mondream: Średni los
Zee: Mały los
Kasja: Duży los
Mivana: Mały los, Mega los
Rose: Mały los
Cardinano: Mały los
Lumino: Mały los
Mint: Mały los, 2x Mega los
Sarit: Mały los
Specter: Mały los, Średni los, Mega los
Forever: Mały los, Mega los
Halt: Mały los, Średni los
Khairtai: Mały los, Duży los
Etsiin: Mały los, Duży los

Event przygotowany przez członka zespołu SZAPULUTU, Liska - dziękujemy!

PS Czy ktoś już może zaglądał na tablicę informacyjną z boku strony...? Krótko mówiąc, zachęcam...

~Łowca much
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika