Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fretka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fretka. Pokaż wszystkie posty

25.04.2017

Żegnamy Fretkę!

Fretka odchodzi z powodu braku czasu i weny. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecyduje się wrócić w nasze progi!

los caballos son una belleza natural, increíble que tanta gente les guste para otras cosas...muy fuerte!:
Fretka|4 lata|Klacz|Zielarka|Brak|Neith

13.04.2017

Od Fretki do Calipso (F) ,,Kolejny pech"

Chmury szybko zaczęły się oddalać daleko od nas, na szczęście. Byłam szczęśliwa, że burza nie przyniosła wiele strat. Przeżyłam w swoim życiu wiele burz, a każda następna była gorsza od poprzedniej. Każdy szałas lub kryjówkę można było od razu pożegnać. Pamiętam tą jedną, kiedy utknęłam pod drzewem. Na szczęście zostałam przygnieciona dosyć lekko i dałam radę szybko się wydostać, zanim znalazłby mnie jakiś drapieżnik.
Czułam, że jestem pechowcem, ale nie spodziewałam się, że pech będzie mnie prześladował przez cały czas. Od momentu, kiedy o włos zostałam złapana przez ludzi myślałam, że nieszczęście da mi trochę odpocząć, kiedy znów mnie dopadnie. Myliłam się.
Szliśmy blisko siebie, aby trochę się ogrzać. Zimny wiatr, który wiał podczas burzy, nie ustał. Trzymaliśmy się blisko rzeki. Szłam z brzegu. Nagle poczułam, że kopyta osuwają mi się na mokrym gruncie i wpadłam do zimnej wody.
Zaczęłam się miotać, ponieważ nie potrafiłam pływać.

<Calipso?>

12.04.2017

Od Fretki do Picassa (F) - ,,Korytarz"

Nie byłam za bardzo zadowolona z tego, że wylądowałam w nocy sam na sam z obcym ogierem. Chociaż z drugiej strony... mogło być ciekawie albo przynajmniej zabawnie.
Położyłam się w jaskini, kładąc łeb na kamieniu. Picasso krążył gdzieś niedaleko mnie. Jego kroki odbijały się echem w jaskini.
– Możesz się położyć? – syknęłam, podnosząc łeb i szukając wzrokiem ogiera. – Jesteś głośno.
W odpowiedzi usłyszałam jedynie ciche huknięcie, które było oznaką, że Picasso wreszcie się położył.
Zamknęłam oczy, próbując usnąć.
– Co zrobimy, jeśli stado oddali się bez nas? – Usłyszałam cichy głos.
– Będziemy iść za nim. Mamy jakiś wybór? – odparłam i odwróciłam się tyłem do ogiera.
W jaskini panowała cisza. Sprawiła ona, że szybko udało mi się usnąć, mimo że cały czas myślałam o klanie, który mógł nas teraz szukać.

Obudziłam się w samym środku nocy. Szybko spostrzegłam, że nie ma Picassa. Ani obok mnie, ani na zewnątrz, co szybko sprawdziłam. Wyszed? A może... coś tu jest i porwało go, kiedy spałam?
Nagle usłyszałam kroki, które sprawiły, że kamień spadł mi z serca.
– Znalazłem korytarz w jaskini – powiedział z nutką dumy w głosie.
– Dlaczego mi nie mówiłeś, że gdzieś idziesz?! – krzyknęłam, ale on mnie uciszył.
– Chodź za mną.

<Picasso?>

30.03.2017

Od Fretki do Picassa (F) - ,,Puma"

Picasso chciał coś odpowiedzieć. Nie zdążył jednak wypowiedzieć słowa ani pozbierać myśli, kiedy gdzieś zza krzaków usłyszeliśmy odgłosy renifera tajgowego. Po chwili wysunęło się wielkie poroże, a po chwili z krzaków wyłonił się cały renifer. Nie uciekaliśmy. Byliśmy przekonani, że zwierzę to mimo dużych rozmiarów, jest niegroźne. Ten jednak postanowił nas zaatakować. Pochylił głowę, celując w nas porożem i widocznie uznając nas za drapieżników. Po chwili zauważyłam jedną ułomność renifera, która mogła być przyczyną uznania nas za zagrożenie. Był całkiem ślepy. Ale... przecież mógł rozpoznać nas węchem.
– Odwróć się – powiedział Picasso z lekkim przerażeniem w głosie, które starał się ukryć.
Za nami, w odległości kilku metrów, stała puma. Mierzyła wzrokiem nas i renifera, który nieświadomy prawdziwego zagrożenia, zaczął szarżować na nas z pochyloną głową.

<Picasso?>

28.03.2017

Od Fretki do Calipso (F) - ,,Chwiejny huk"

Bez trudu można było poznać, że Calipso nie chce teraz ze mną rozmawiać. No cóż, chyba faktycznie może mieć mnie trochę dość. Westchnęłam i odsunęłam się, a Calipso wyraźnie odetchnęła z ulgą.
Przeskoczyliśmy strumyk i przyspieszyliśmy bieg, pełni energii po długim odpoczynku. Deszcz powoli zamieniał się w ogromną ulewę, która sprawiała, że słabo widzieliśmy. Krople wpadały nam do oczu. Staraliśmy się ich nie zamykać, aby nie wpaść w jakieś drzewo, tak jak zrobił to Picasso, który biegł gdzieś z tyłu klanu, zataczając się po silnym zderzeniu z pniem. Szkoda, że przodownik nie zna jeszcze położenia drzew w lesie.
Poruszanie się było trudniejsze z każdą minutą. Z grzywy ściekał deszcz, a kopyta zapadały się w błocie. Calipso nie chciała się jednak zatrzymywać. Zwolniła tylko, tak samo jak my i szła, ostrożnie stawiając nogi.
Ciemne niebo przecięła złocista błyskawica, a chwilę później rozległ się grzmot. Spojrzałam w niebo, na którym wisiały czarne chmury.
Nagle usłyszałam huk, a drzewo przed nami zachwiało się.

<Calipso?>

23.03.2017

Od Fretki do Calipso (F) - ,,Odpoczynek"

Słońce zaszło już za horyzont, kiedy Calipso zarządziła, że zatrzymamy się w miejscu dobrze osłoniętym przez liczne drzewa. Mieliśmy spędzić tu noc, a jeśli klan nadal będzie potrzebował odpoczynku – zatrzymamy się na trochę dłużej.
Położyłam się na trawie. Byłam strasznie zmęczona. Dotychczas poruszaliśmy się bardzo szybko, aby w jak najkrótszym czasie oddalić się od miasta. Poza tym, nasza wędrówka miała jeszcze wiele innych równie ciekawych atrakcji, takich jak ludzie, którzy złapali mnie na linę albo duszący się ogier. Miałam już dość wrażeń na jakiś czas. Chciałam po prostu pójść spać i porządnie odpocząć przed dalszą drogą.
Obudziłam się rano, kiedy słońce nieśmiało zaczynało wstępować na niebo w towarzystwie czerwieni i fioletu. Podniosłam się z miejsca, próbując utrzymać powieki, które opadały mi jeszcze na oczy.
Calipso nie zamierzała nas budzić. Leżała, trącając kopytem dłuższe od innych źdźbło trawy. Zauważyła, że się obudziłam i skinęła w moją stronę łbem. Podeszłam posłusznie.
– Jak się spało? – zapytała, nie przerywając zabawy trawą.
– Dobrze – odpowiedziałam. – A ty, czemu obudziłaś się tak wcześnie? Pewnie jesteś zmęczona jeszcze bardziej niż my.
– Racja – odparła. – Jakoś nie mogłam już spać. Chyba jestem przyzwyczajona do wczesnego wstawania.
Skinęłam łbem. Miałam się oddalić na moje miejsce i spróbować jeszcze usnąć choćby na kilka minut. Skoro inni jeszcze śpią, to dlaczego by z tego nie skorzystać i nie odpocząć porządnie?
– Ej, poczekaj. – Usłyszałam i odwróciłam się.

<Calipso? Brak pomysłu>

19.03.2017

Od Fretki do Calipso (F) - ,,Choroba"

Wiktor czuł się już znacznie lepiej, ale wolałam mieć go na oku. Tak na wszelki wypadek.
Ogier starał się nadążyć za klanem. Po chwili zaczął zwalniać. Oddech miał świszczący i przyspieszony. Ja również zwolniłam, przyglądając mu się ukradkiem. Odkaszlnął i położył się, próbując złapać oddech. Dusił się.
Puściłam się biegiem do przodu, po drodze popychając i przewracając kilka koni.
– Hej, stójcie! – zawołałam, kiedy członkowie klanu zaczęli mnie wyprzedzać, utrudniając dostanie się do Calipso.
Przywódczyni spiorunowała mnie wzrokiem myśląc, że znowu nie nadążam za klanem.
– Trzeba pomóc Wiktorowi – wysapałam i łbem wskazałam za siebie.
Calipso ruszyła w tamtą stronę, torując sobie drogę między tymi, którzy zgromadzili się wokół Wiktora.

>Calipso?<

13.03.2017

Od Fretki do Calipso (F)

– Dobrze – zgodziłam się. – Czego dokładnie mam poszukać?
– Turówki wonnej – odparła Calipso. – A teraz leć szybko, bo Wiktora od wczoraj męczą jakieś dolegliwości żołądka. Turówka wonna powinna mu pomóc.
Skinęłam łbem i odwróciłam się.
– Tylko uważaj na siebie – dodała jeszcze, ale ja postanowiłam ją zignorować.
Roślina, której szukałam, była dość powszechna, a więc znalezienie jej nie powinno być trudne. Turówka należała do gatunku traw, a znaleźć można ją było na terenie całej Mongolii. Przy wiosce jednak było to trudniejsze, ponieważ ludzie dawno odkryli już właściwości lecznicze i użytkowe tej rośliny. Żubrówka była świetnym lekiem na dolegliwości układu pokarmowego. Świetnie nadawała się też do przemysłu perfumeryjnego oraz do aromatyzowania napojów, z czego najbardziej znanym napojem jest wódka, od której pochodzi nazwa rośliny – Żubrówka.
Po chwili poczułam słodkawy zapach, charakterystyczny dla turówki. Zerwałam kilka tych roślin i, zadowolona z wykonanego zadania, ruszyłam z powrotem w stronę wypoczywającego po długiej i męczącej wędrówce klanu.
Szybko odszukałam Calipso i podałam jej rośliny. Podziękowała i podążyła w stronę jęczącego z bólu Wiktora, którego otoczył już spory tłum. Dołączyłam do niego i patrzyłam, jak Calipso podaje ogierowi roślinę.
– No, nie jęcz już – mruknął ktoś z tłumu. – Przecież aż tak bardzo cię nie boli.

>Calipso?<

7.03.2017

Od Fretki do Calipso (F)

A jednak bogom nadal nie jestem obojętna. Ha! Wzniosłam oczy ku górze, w duszy dziękując tym, którzy sprawują nade mną pieczę. Szłam ze spuszczonym łbem za innymi końmi, którzy patrzyli na mnie z politowaniem.
– Przepraszam za to, co się stało. – Usłyszałam głos Calipso.
Podniosłam łeb i spojrzałam na nią. Zdawała się być bardzo przejęta całą sprawą. Może zachowałam się lekkomyślnie, ale bez przesady! Wina leży też po jej stronie, bo nie zauważyła, że jeden z członków jej klanu się odłączył. Skoro sama nie daje sobie rady, powinna chociaż wyznaczyć kogoś, kto pilnowałby koni na tyłach.
– Wybaczam – odparłam.
Calipso popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Nie wiem, czego się po mnie spodziewała. Może oczekiwała czegoś w stylu ,,to moja wina, przepraszam" albo ,,nic się nie stało, zresztą to wyszystko przeze mnie"?
– Następnym razem bądź bardziej ostrożna – powiedziała, próbując zdobyć się na obojętny ton głosu, co nie bardzo jej się udało. – Tutaj jest niebezpiecznie i musimy trzymać się razem.
– Wiem – obruszyłam się. – Ech, nie traktuj mnie jak niedojdę. To już więcej się nie powtórzy – zapewniłam.
– Mam nadzieję. – Uśmiechnęła się, a całe jej rozdrażnienie zdawało się zniknąć w ciągu kilku sekund.
Odwzajemniłam uśmiech, jednak mój był o wiele bardziej chłodny i wymuszony. Calipso odwróciła się, zostawiając mnie samą.
– Poczekaj chwilę – zawołałam za nią. Popatrzyła na mnie spod przymrużonych powiek, oczekując pewnie jakiegoś inteligentnego pytania. – Kiedy postój?
– Nie teraz – odparła. – Mówiłam, że jest niebezpiecznie.
Kiedy to powiedziała, podszedł do nas kolejny koń, upominając się o to samo, a później kolejny i następny. Calipso westchnęła ciężko i skręciła, oddalając się od domów.
– Skoro jesteście aż tak zmęczeni...
Podążyliśmy za nią.
>Calipso? Coś ciekawego wydarzy się w czasie postoju?<

6.03.2017

Od Fretki (F)

Od zawsze wiedziałam, że zostałam urodzona w czepku. Bogowie mieli dużo pracy, aby utrzymywać mnie przy życiu przez te wszystkie lata. Jednak im bliżej Hatgal byliśmy, tym bardziej się bałam. Może bogowie zmęczyli się ciągłą opięką nade mną? Może mnie opuścili, skupiając się na innym koniu, który bardziej potrzebuje pomocy? Nie ukrywam, że te myśli trochę mnie zaniepokoiły. Pech prześladował mnie przez całe życie, ale z każdej opresji udawało mi się wyjść w jednym kawałku. Byłam całkowicie pewna, że ktoś z góry nade mną czuwa. To dawało mi poczucie bycia kimś wyjątkowym. Nie można nie zgodzić się z faktem, że koń, którego losem zainteresowali się bogowie, jest całkiem zwyczajny. Moje przypuszczenia zaczynały okazywać się nieprawdziwe, kiedy mną i klanem zaczęli interesować się nie bogowie, ale ludzie. Byliśmy coraz bliżej Hatgal, które jest nawet sporym miastem, a dwunożni zawieszali na nas swój wzrok. Oczywiście, nie zbliżaliśmy się bardzo blisko zabudowań. Nie jesteśmy samobójcami. Ku naszemu rozczarowaniu, obrzeża nie były puste, a ludność budowała swoje domy nawet tam. Było ich niewiele, ale jednak znajdowały się tam i mieszkali w nich ludzie, a to stanowiło największy problem. Staraliśmy się poruszać bardzo szybko i nie zwracać na siebie uwagi, co jednak nam się nie udawało. Nie umknęło mi, że przywódczyni robi się coraz bardziej niespokojna. Ja zresztą też, kiedy widziałam, jak ludzie na mnie patrzyli. Nigdy nie spotkałam się z nimi oko w oko i nie miałam pojęcia, czego można się po nich spodziewać. Według mnie nie wyglądali na groźnych. Nie mieli dużych zębów, pazurów ani wcale nie należeli do stworzeń dużych.
Słońce nieznacznie wychylało się zza chmur. Lekki wiatr rozwiewał mi grzywę. Poruszałam się kłusem, trzymając się na samym końcu klanu. Byliśmy tuż przy Hatgal, a Calipso zarządziła, że tę trasę musimy przebyć jak najszybciej. Nie spieszyło mi się. Chciałam nacieszyć się w miarę ładną pogodą i krótką wiosną. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że klan jest coraz dalej. Nadal był w zasięgu wzroku i wydawało mi się, że w każdej chwili mogę znaleźć się pośród innych koni. Byłam tak zajęta oglądaniem krajobrazów, że nie zorientowałam się, że nieduża grupka ludzi zbliża się do mnie. Słysząc kroki, odwróciłam się, a moja szyja w mgnieniu oka została oplątana mocnym sznurem. W przerażeniu stanęłam dęba, a mój wzrok skierował się w stronę klanu, który podążał przed siebie. Nie słyszeli mnie ani nie widzieli.
>Ktoś?<

5.03.2017

Zielarka - Fretka!

los caballos son una belleza natural, increíble que tanta gente les guste para otras cosas...muy fuerte!:
Źródło: Pinterest
Motto: ,,Nie liczę godzin i lat. To życie mija, nie ja."
Imię: Klacz nie zna swojego prawdziwego imienia. Jej matka zmarła tuż po porodzie, ojca natomiast nie poznała nigdy. Miała więc pozostać bez imienia lub nazywać siebie Bezimienną? Dużo lepszym rozwiązaniem wydawało się wymyślenie sobie nazwy samemu. Skoro inni tego zrobili, to klacz czuła się upoważniona do zrobienia tego sama. Nazwała się Fretką. Zapytasz pewnie, dlaczego? Otóż, ona sama tego nie wie. To słowo nasunęło się jej na myśl, kiedy tylko pomyślała o swoim imieniu.
Wiek: 4 lata
Płeć: Klacz
Przynależność: Klan Ognistej Grzywy
Ranga: Fretka ma zbyt mało czasu w swoim życiu, aby wykonywać jakąś pracę. Jest bardzo pracowita, a nawał zajęć nie daje jej nawet chwili wytchnienia! Nie potrzebna jej dodatkowa robota i zrobiłaby wszystko, by się wykręcić. Niestety, tym razem jej się nie udało. Niepocieszona tym, że jednak musi znaleźć tą odrobinę czasu, postanowiła zostać zielarką.
Głos: Adele
Rodzina:

  • Matka – Fretka nie zdążyła jej poznać. Zmarła tuż po porodzie. Zna ją jedynie z opowieści, a jeśli były one prawdziwe, Stella została zapamiętana jako śliczna, miła i zawsze uśmiechnięta klacz, która dla każdego zawsze miała jakieś dobre słowo.
  • Ojciec – tak samo jak matkę, jego też nie poznała. Opuścił Stellę tuż po tym, kiedy dowiedział się, że zaszła w ciążę. Nikt nic o nim nie wiedział, a Fretka pytała o niego wiele koni. Nie ma pojęcia, czy żyje. 
  • Moon – babcia opiekowała się małą Fretką kilka dni. Została zabita przez jakieś zwierzę. O, ironio.
  • Luco – dziadek nie zamierzał opiekować się swoją wnuczką. Był to koń niezwykle przesądny i uwierzył w plotki, że nad Fretką ciąży klątwa, która zabija jej opiekunów. Ba, był nawet za tym, aby uśmiercić młodą klacz.

Osobowość: Jeśli opowieści o matce Fretki były prawdziwe, klacz wdała się w ojca. Fretka należy do tych, którzy nie przejmują się niczym. Żyje chwilą, a wszystkie obowiązki i problemy schodzą na dalszy plan. Po co gnać na złamanie karku, skoro życie jest tak krótkie? W gronie przyjaciół jest wyluzowaną gadułą, która potrafi mówić do znudzenia. Jeśli jednak przebywa z nieznajomymi, staje się oschła i robi wrażenie zapatrzonej w siebie arogantki. Jej lodowaty wzrok zdaje się przecinać na wylot. Nie jest chamska, co to, to nie! Czasami jedynie sarkastyczna, zachowanie jej jednak można określić jako neutralne. Uwielbia manipulować innymi. Jest świadoma swojej urody i potrafi to doskonale wykorzystać. Wystarczy kilka słodkich słówek, aby zachcianka Fretki została spełniona. Jej odpowiedzi są zawsze dokładnie przemyślane i nigdy nie odzywa się, jeśli nie jest pewna tego, co mówi. Zachowuje się nienagannie i nie ma mowy o żadnej pomyłce albo potknięciu. Fretka zawsze jest opanowana, a wyprowadzenie jej z równowagi jest niezwykle trudne. Na niemiłe komentarze odpowiada jedynie przeciągłym spojrzeniem, które ma oznaczać głupotę, jaką pokazał w tej chwili ów koń. Klacz prawie nigdy nie płacze, a jeśli już to robi, to nigdy publicznie. Wstydzi się swoich słabości, a to przecież przeszkadza w tym, aby wszyscy uważali ją za dumną i pewną siebie. Nie wyżala się i nie wyjawia nikomu swoich tajemnic, ponieważ boi się, że wyjdą one na światło dziennie. Nie znajdziesz jej tam, gdzie zwykle jest pusto. Fretka uwielbia towarzystwo, a w samotności zwyczajnie jej nudno. Klacz potrafi być szczera do bólu, a następnym razem perfidnie kogoś okłamać. Uwielbia być w centrum zainteresowania, a ostatnie zdanie zawsze musi należeć do niej. Fretka swoich przyjaciół dobiera bardzo ostrożnie. Jeśli jednak uzyskasz to miano, musisz wiedzieć, że klacz będzie wobec ciebie lojalna i zdolna wstawić się za tobą w obliczu najgorszego niebiezpieczeństwa. Zaufanie Fretki trudno zyskać, a tym bardziej odzyskać. Porównajmy to do stłuczenia cennego, porcelanowego naczynia. Można posklejać kawałki, ale zawsze pozostanie ślad po upadku. Słodki i niewinny wygląd Fretki niech nie zachęci cię do atakowania jej! Klacz może nie jest silna, ale potrafi się obronić, a także być nieustępliwa i zaborcza. Nie da sobą pomiatać. Jest niezależna i nie lubi być komuś podporzadkowana. Może robi wrażenie egoistycznej arogantki, którą po części jest, ale czasami wykazuje oznaki ludzkiego współczucia i potrafi pomóc w potrzebie. Jeśli musi, wykona nawet najcięższą pracę. Jest bardzo inteligentna, kreatywna i posiada tą zdolność, że z łatwością może zrobić coś na ostatnią chwilę. Ma świetną pamięć do imion i wyglądu, a raz zauważonego koni rozpozna po długim czasie. Jest bezlitosna, jeśli staje oko w oko z tym, kto kiedyś dotkliwie skrzywdził ją albo kogoś bliskiego. Nie lubi dzielić się z innymi tym, na co zapracowała sobie sama. Zwykle jednak nie ma problemu z oddaniem rzeczy, która jej jej niepotrzebna albo już stara i zepsuta.
Partner/Partnerka: Fretka bardzo lubi towarzystwo ogierów, ale nie wyobraża sobie związania się z którymś z nich na stałe. Jest niestała w uczuciach i zapewne szybko znudziłaby się swoim partnerem.
Potomstwo: Nie, nie, nie! Małe, śmierdzące, rozkrzyczane... Ona nie nadaje się na kochającą mamusię.
Aparycja:

  • Rasa: Kuc islandzki
  • Wygląd: Fretka porusza się z niewymuszoną gracją. Swoją białą sierść zawsze stara się utrzymywać w jak najlepszym stanie. Jej jaśniutka grzywa przy końcu robi się ciemniejsza. Na proporcjonalnej do tułowia głowie znajdują się średniej wielkości uszy i czarne oczy. Uroku dodaje jej ciemniejszy pyszczek. 
  • Znaki charakterystyczne: Blizny w okolicach karku i na nogach. 
  • Wzrost: 135 cm
  • Waga: 350 kg

Umiejętności: Fretka jest dość silna, ale nie aż tak, aby pokonać swojego przeciwnika. W walce zwykle opiera się na swojej wytrzymałości, dzięki której może bronić się przez długi czas. Jest kucem, dlatego szybkością i zwinnością nie dorównuje koniom, jednakże nie można uznać, że jest wolna. Ma doskonałą wiedzę na temat zielarstwa, a także świetną pamięć. Szybko się uczy i przyswaja sobie nowe rzeczy.
Historia: Fretka urodziła się w niewielkim stadzie koni. Jej matka zginęła tuż po porodzie, ojca nie poznała nigdy. Nie należał nawet do tego stada. Udało mu się uwieść Stellę, po czym uciekł jak zwykły tchórz. Po śmierci babci Fretki, duża część stada uwierzyła w to, że nad małą klaczą ciąży klątwa, która jest oznaką zagłady koni. Aby temu zapobiec, Fretka została wygnana. Wszyscy uważali, że samotny źrebak nie ma szans na przeżycie, ale wola walki i wytrzymałość Fretki sprawiła, że dała sobie ona radę nawet w najcięższych warunkach. Sama, bez nikogo. Czasami opiekowały się nią inne zwierzęta, które jednak zostawiały ją po kilku dniach. Fretka całe swoje życie spędziła sama. To spowodowało jej niezależność i samowystarczalność, a także umiejętność szybkiego planowania. Czasami nie było czasu, aby wszystko dokładnie przemyśleć. Dzielnie broniła się przed innymi zwierzętami, dopóki nie natknęła się na watahę wilków, która obrała sobie za cel młodą, samotną i schorowaną klacz. Zdążyły jednak tylko poranić Fretkę, bo wybawieniem dla niej okazał się niedźwiedź, który przegonił watahę, pozostawiając klacz w jednym kawałku. Udało jej się przeżyć to niecodzienne spotkanie z dwoma gatunkami zwierząt, które mogą ja zabić przy pierwszej okazji, ale była ranna. Tak ranna, że nie sądziła, iż dożyje następnego dnia. Szczęściarę znalazły konie z Klanu Ognistej Grzywy. Postanowiła dołączyć do klanu, gdzie została nakarmiona i wyleczona.
Autor: Neith
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika