→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sarit. Pokaż wszystkie posty
16.07.2019
Od Sarit do Shiregt'a „Krew niewinnego — czyli jak nie poznawać przyjaciół... przyjaciół”
(Akcja: Dalej lato)
-W tym kontekście jest to najmniej ważne- usłyszałam za sobą, po czym pragnąc ukryć swoje zawstydzenie, wcisnęłam łeb w kępkę najbliższej trawy, od niechcenia robiąc gryz. W końcu jednak podniosłam łeb, wciąż oszołomiona nagłą pochwałą i zaczęłam się wpatrywać w migoczące oczy ogiera, prezentujące się niczym dwa diamenty porzucone na czekoladowym tle z domieszką czerni. Wszystko to podkreślała hebanowa grzywa i zdawało się, iż pragnęła sobą objąć każdy kawałek ciała ogiera, uciekając we wszystkie możliwe strony niczym konie po dobrych ziołach. Za to ogon kołysał się pokornie przy zadzie ogiera, prawie jak ofiara czekająca na śmierć jako na obietnicę nieprzynoszącej jej obezwładniającej ulgi, a marne zakończenie żywotu. Co zresztą nie jest zbyt dziwne, kiedy komary i inne cholerstwa dopiero wychodziły ze swoich kryjówek po ulewie.
-Ja...-zaczęłam- Dzięki- westchnęłam, ku własnemu zadowoleniu, iż cokolwiek z siebie wykrztusiłam. Podziękowania może i są satysfakcjonujące, ale i wymagają od nas odpowiedniej reakcji. Choć odwzajemnianie tym samym jest najbardziej idiotycznym, co można zrobić. Shiregt rzucił mi znaczące spojrzenie, niemo pytające, czy wszystko jest ze mną okey. Skuliłam uszy. Nic nie jest okey. Zabiliśmy konia. Jestem cholernie mokra i oszołomiona. Wymieniać dalej?
-Jeśli mogłabyś... co myślisz o małym spacerze na rozprostowanie kończyn? Przy okazji wrócilibyśmy do spokojnej rozmowy jak przed...- posłał mi takie spojrzenie, jakby szukał na moim pysku dalszego dokończenia swojej kwestii. Przystojny, inteligenty... Albo kolejny taki sam władca wpatrujący się ślepo w swoje ego. Widać jednak, że się stara mnie nie urazić. Może naprawdę jest wartościowy... lub zwyczajnie chce utrzymać dobrą reklamę? Poznanie go lepiej wydaje się najlepszym pomysłem na poznanie odpowiedzi na pytania dręczące mój umysł. Niemrawo skinęłam łbem i ruszyliśmy powoli przed siebie. Naszym oczom ukazało się nieuchwytne piękno natury, która obudziła się do życia, oznajmiając o tym każdemu przechodniowi. Zamilkłam, wchłaniając do siebie tę przedziwną aurę tajemniczości i wszechobecnego szczęścia zarazem. Nie wiem kiedy, ten coroczny festiwal natury przemycił do mojej szarej mimiki uśmiech, ale wiem, że moje wargi nieuchronnie podniosły się, a wzrok zawędrował w kierunku umięśnionej sylwetki Shiregta. Szczerzę się przed losowym ogierem. Zajebiście. Wstrzymałam oddech i poczułam jak moje oczy, zaczynają się szklić. Tak naprawdę jestem w prawdziwym domu. Tu jest moje miejsce. Nagle na naszej drodze stanął koziorożec, wyrywając mnie brutalnie z przemyśleń. Wyglądał na równie zdziwionego moim widokiem, co ja jego i przez chwilę wpatrywał się w nas małymi oczkami. Prychnęłam, mijając go. Niech patrzy.
-Boroo?- usłyszałam kojący głos władcy- Nie uważasz, że... towarzyszka wolałaby poznać twoje imię... z twojej własnej paszczęki? -dodał. Poczucia humoru nie mogę ogierowi na pewno odmówić. Uroku zresztą też nie. Całkiem niezłe combo. Idealne na prześladowanie przez miliony klaczy. Chyba to miał na myśli, mówiąc, że jego miłosna przeszłość jest skomplikowana. Zamierzałam nic nie odpowiadać i czekać na rozwój sytuacji, lecz niezręczna i przeciągająca się cisza postawiła mnie w sytuacji podbramkowej. Teraz albo dostaniemy nobla za najdłuższe trwanie niczym słupy soli.
-Czy konieczne jest mi znać w ogóle jego miano?- uśmiechnęłam się i obdarzyłam towarzystwo znaczącym spojrzeniem. Nie mam już żadnych wątpliwości czy ta dwójka się zna. Co jeszcze nie rozwikłało wszystkich zagadek z mojej głowy. Umówmy się, że są dość... charakterystyczną parą?
-Boroo!- koziorożec ruszył przed siebie, jak na moje oko na ślepo, lecz jego właściciel jak widać, odczytał to jako specjalny znak od bóstwa i pobiegł za nim.
-Niezły cyrk- skwitowałam w myślach i bez namysłu udałam się w kierunku wskazywanym przez średnio inteligentną zwierzynę. Cóż ja najlepszego robię?
Po paru minutach dotarliśmy w dość... kiczowato romantyczne miejsce. Gdzieniegdzie rozciągały się potężne kory drzew, o powykręcanych na wszystkie możliwe strony gałęziach, niebo przecinały miliony dumnych korowodów ptaków, a całość podkreślał zachód słońca. Trawa wydawała się tu odmienną rośliną, niż przyszło nam jeść zazwyczaj, bardziej kusząca i aromatyczna niż kiedykolwiek. Dodatkowo w oddali można było podziwiać tysiące fioletowych kielichów kwiatów, prześcigających się o to, który najbardziej zostanie obdarzony darem przebywania w promieniach uciekającej, złotej tarczy. Pytanie... dlaczego on nas tu doprowadził? Czyżby próbował nam coś przekazać? Nie, to niedorzeczne. A może jednak? Czas tylko czekać aż życie wciągnie nas w odmęty własnej zjechanej, znikomej logiki i pozwoli nam dryfować po rzekach nonsensu.
-Ładnie tu...- odrzekłam, wciąż zastanawiając się, czy wizja zmarłego koźlaka nie byłaby bardziej kusząca niż ten widok. Lejąca się krew niewinnego to zresztą jedyne wyobrażenie, na które mnie teraz stać. A może winnego- choćby mojemu dziwnemu odczuciu, iż zaczyna się coś ze mną dziać?
6.06.2019
Od Sarit do Shiregta „Cena życia”
Kiedy pozbyłam się pozostałości jednej z końcówek liny, zatopiłam swój wzrok w rzece. Kuc, o którego życie przed chwilą jeszcze desperacko walczyłam z władcą klanu, zniknął nam z pola widzenia, oddając się całkowicie żywiołowi wody. Shiregt nie wyglądał na zachwyconego, lecz ja na jego miejscu zapewne miałabym podobne odczucia. Zanim zdążyłam się zastanowić, dlaczego właściwie obudziła się we mnie dzika wola pomocy nieznanemu koniowi, moje rozmyślania przerwał grzmot. Rzucając ostatnie puste spojrzenie w stronę cieczy, która porwała w nieznane Nicka, ruszyłam za gniadoszem, cwaniak zdążył już się w błyskawicznym tempie obrócić i odejść kawałek. Zilustrowałam wzrokiem klan. W ich oczach paliła się tylko wola przetrwania zaszczepiona im do momentu narodzin. Relacje nie były już tak ważne, każdy czuł na sobie obowiązek wyratowania najbliższego towarzysza. Cóż... natura nie mogła nam pozwolić, abyśmy się wszyscy pozabijali przy pierwszej lepszej okazji. Puściliśmy się dzikim cwałem, pomimo oburzonych spojrzeń niektórych- w końcu zostawiliśmy medyka, a właściwie to, co z niego pozostało na pastwę losu. Przymknęłam oczy w wysiłku, starając się coraz bardziej wyciągać przed siebie kopyta. Moja sierść, z której pewnie udałoby się wycisnąć całkiem pokaźną ilość wody, błyskawice oraz wyjący wiatr- czyli wszystko, co nie pomagało mi w biegu, skutecznie motywowało mnie do jego najszybszego zakończenia. Nagle poczułam przypływ bólu, rozchodzący się po moim grzebiecie i zaskoczyło mnie coś, co właściwie powinno być dla mnie normalne w Mongolii. Grad... Te małe niezmiernie irytujące kuleczki.
-Cholera- szepnęłam na wpół do samej siebie, na wpół do Shiregta, gdyż leciałam przy jego boku, pilnując przodu.
-Dasz radę. Wszyscy damy radę- rzekł przez zęby tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Być może- parsknęłam cicho- Ale jakim kosztem?
<Shiregt? W następnym opku wystarczy, że zakończysz tę gonitwę- o resztę akcji się nie martw, mam plan na następne opowiadanie od Sarit ;)>
6.06.2019
Od Sarit do Halta „Co cię nie zabije to cię wzmocni, kolego”
Wypowiedź ogiera odebrałam jako pogardę, która w ogóle nie powinna paść do mnie. Pf...
prostak nieznający mocy prawdziwego kamuflażu. Tak, wiem... być może
przesadziłam z tym określeniem, ale lubiłam sobie tworzyć zarysy złej
strony każdego konia- mogłabym w ten sposób spróbować przewidzieć jak w
przyszłości z nim postępować. Niestety zważywszy na to, jak się do tego
zabierałam szanse były na to raczej nikłe, zapewne prędzej jedynie lekko
zdezorientowałabym towarzysza. W ogóle czy po jednej wypowiedzi mogłam
dojść do takich wniosków z odrobiną dedukcji i serii sygnałów o tym
świadczących? No... nie. Nie miałam praktycznie żadnych przesłanek o
tym, iż ów ogier nie zna się na sztuce kamuflażu. Cóż, kto komu zabroni
próbować oceniać konie, póki nie szkodzi nikomu, prawie nikomu...
-Ym... być może- próbowałam zacząć swoją wypowiedź bardziej delikatnie niż większość moich kwestii i dodałam do całości lekki rumieniec. W tak przygotowanym nastroju mogłam się bawić w dodawanie odrobiny pikanterii- Chociaż przyznasz, że ty też nie byłeś najcichszy- mimowolnie się uśmiechnęłam, psując efekt błyskotliwej klaczy.
-Sarit, nieprawdaż?-mruknął cicho, przewracając oczyma- To już wiem skąd te teksty- zmierzył mnie dziwnym spojrzeniem, za to ja zilustrowałam go wzrokiem niczym kosmitę. On naprawdę musiał nie wiedzieć, jaka jestem w swoim żywiole albo ma jakieś dziwne uprzedzenia.
-Co Cię nie zabije to Cię wzmocni, kolego. Przeżyjesz ze mną na karku ten jeden dzień...-odrzekłam z szybkim machnięciem łba w celu odgarnięcia grzywki.
-Śmiem wątpić — prychnął- Co ty tutaj robisz? Na głowę upadłaś?
-Sugerujesz, że moje działania są nieprzemyślane?- lekko uniosłam kąciki warg w geście zwycięstwa.
<Halt? Wolałam już nic nie dodawać- muszę się przyzwyczaić do stylu wypowiedzi Halta>
-Ym... być może- próbowałam zacząć swoją wypowiedź bardziej delikatnie niż większość moich kwestii i dodałam do całości lekki rumieniec. W tak przygotowanym nastroju mogłam się bawić w dodawanie odrobiny pikanterii- Chociaż przyznasz, że ty też nie byłeś najcichszy- mimowolnie się uśmiechnęłam, psując efekt błyskotliwej klaczy.
-Sarit, nieprawdaż?-mruknął cicho, przewracając oczyma- To już wiem skąd te teksty- zmierzył mnie dziwnym spojrzeniem, za to ja zilustrowałam go wzrokiem niczym kosmitę. On naprawdę musiał nie wiedzieć, jaka jestem w swoim żywiole albo ma jakieś dziwne uprzedzenia.
-Co Cię nie zabije to Cię wzmocni, kolego. Przeżyjesz ze mną na karku ten jeden dzień...-odrzekłam z szybkim machnięciem łba w celu odgarnięcia grzywki.
-Śmiem wątpić — prychnął- Co ty tutaj robisz? Na głowę upadłaś?
-Sugerujesz, że moje działania są nieprzemyślane?- lekko uniosłam kąciki warg w geście zwycięstwa.
<Halt? Wolałam już nic nie dodawać- muszę się przyzwyczaić do stylu wypowiedzi Halta>
4.06.2019
Od Sarit do Mivany „Piełko czy niebo- czyli nigdy nie wiesz kto się, do czego przyda”
Pragnąca szacunku i ślepego poklasku panienka właśnie odwróciła się, posyłając mi ostatnie spojrzenie-wyrażające,
iż jestem największą idiotką w tym klanie. Czyżby moją winą było, że ma
słabą pamięć? Wszystko miało potoczyć się dalej już zupełnie
zwyczajnie, a przynajmniej odniosłam wrażenie, iż już nic więcej nie
mogę wnieść do tej pogadanki. Było nam dane przez los jedynie się
zignorować i żyć jakoś dalej bez swojego towarzystwa przez najbliższe
godziny. W tym momencie jednak usłyszałam przeciągłe warknięcie jakiegoś
zwierzęcia widocznie niezadowolonego naszym towarzystwem. Mivana
spojrzała na mnie znacząco, zapewne pewna, że sama sobie nie poradzę.
Pokornie opuściłam łeb, oczekując na rozwój zdarzeń. Jeleniowata klacz
podbiegła do mnie- zupełnie niepotrzebnie z taką paniką.
-Uciekaj idiotko- wrzasnęła, a ja czułam, że jej krzyk dociera do mnie jakby przez mgłę. Błądziłam właśnie po przeszłości i wspominałam swoją rodzicielkę. Pamiętałam tylko urywki z wcześniejszego dzieciństwa, ale to wystarczyłobym, odczuła, jak bardzo brutalnie odebrano mi jej ciepło. Obchodziła zasady, wszystkie zasady podobnie jak ja. Miłość jej w tym nie przeszkodziła... Poczułam dziwne ukłucie w sercu. Pomimo wcześniejszych wydarzeń moja druga karmicielka chyba nie zasługiwała na taki los. Cóż... stało się to, co się stało i tego chyba nie zmienię... Choć czy na pewno? Życie jest przekorne i chyba dopiero teraz zaczęłam rozumieć, jak bardzo powinnam być wdzięczna, że nie zostawiono mnie na pastwę losu. Nagle do moich uszu dotarł wrzaski i na komendę cofnęłam się. Zobaczyłam jak towarzyszka, od której jeszcze przed paroma sekundami mnie odciągało, ratuje mnie od zaciekłego wilka. Czyżbym coś przeoczyła w swoim myśleniu? Jak bardzo mogłam być głupia i nie zauważać tego, że inni nie są tacy źli i tak bardzo nie gryzą... Tak bardzo, jak ja pogryzłam ich przez głupią nieufność. Choć czy powinnam tak bardzo krytycznie siebie oceniać? Zdrowy rozsądek każe każdemu z nas nie porzucać takich sierot jak ja. Choć daje też wybór- zawsze można je bez słowa ominąć. Ale czy wtedy już dalej z czystym sumieniem?
-Możesz już zwiewać!- posłałam Mivanie znaczące spojrzenie. Bądź co bądź, ale nie powinnam szukać przeszłości, kiedy ktoś jest w potrzebie...
<Miv? Nie mówiłabym, że są najlepszymi psiapsi, ale no xD>
-Uciekaj idiotko- wrzasnęła, a ja czułam, że jej krzyk dociera do mnie jakby przez mgłę. Błądziłam właśnie po przeszłości i wspominałam swoją rodzicielkę. Pamiętałam tylko urywki z wcześniejszego dzieciństwa, ale to wystarczyłobym, odczuła, jak bardzo brutalnie odebrano mi jej ciepło. Obchodziła zasady, wszystkie zasady podobnie jak ja. Miłość jej w tym nie przeszkodziła... Poczułam dziwne ukłucie w sercu. Pomimo wcześniejszych wydarzeń moja druga karmicielka chyba nie zasługiwała na taki los. Cóż... stało się to, co się stało i tego chyba nie zmienię... Choć czy na pewno? Życie jest przekorne i chyba dopiero teraz zaczęłam rozumieć, jak bardzo powinnam być wdzięczna, że nie zostawiono mnie na pastwę losu. Nagle do moich uszu dotarł wrzaski i na komendę cofnęłam się. Zobaczyłam jak towarzyszka, od której jeszcze przed paroma sekundami mnie odciągało, ratuje mnie od zaciekłego wilka. Czyżbym coś przeoczyła w swoim myśleniu? Jak bardzo mogłam być głupia i nie zauważać tego, że inni nie są tacy źli i tak bardzo nie gryzą... Tak bardzo, jak ja pogryzłam ich przez głupią nieufność. Choć czy powinnam tak bardzo krytycznie siebie oceniać? Zdrowy rozsądek każe każdemu z nas nie porzucać takich sierot jak ja. Choć daje też wybór- zawsze można je bez słowa ominąć. Ale czy wtedy już dalej z czystym sumieniem?
-Możesz już zwiewać!- posłałam Mivanie znaczące spojrzenie. Bądź co bądź, ale nie powinnam szukać przeszłości, kiedy ktoś jest w potrzebie...
<Miv? Nie mówiłabym, że są najlepszymi psiapsi, ale no xD>
23.04.2019
Od Sarit do Mivany „Pierwsze spotkanie z (nie)szanowną arystokratką”
Szłam przed siebie pewnym krokiem, a w oczy świeciło mi rozkoszne letnie słońce. Czekałam aż szanowna Mivana, skończy rozmowę z Mint- klaczą, u której było mi dane ostatnio obserwować diametralną zmianę charakteru. Byłam cichym obserwatorem- znałam prawie wszystkich i wiedziałam o nich .... dosyć sporo. Przynajmniej się nie nudziłam i byłam godnym źródłem informacji- a to pierwsze było dla mnie najważniejsze. Obecnie podsłuchiwałam rozmowę tych dwóch dam-szczerze mówiąc, stęskniłam się za ich wzajemnym sypaniem się gnojem. Tym razem jednak byłam świadkiem dość specyficznej rozmowy, zupełnie niepodobnej do nich. W końcu jeleniowata klacz odrobinę zdenerwowana (co wyczytałam z tego, iż cała się spięła, pomimo tego, że próbowała wyglądać na spokojną i robić tak samo dumne kroki co zawsze) ruszyła przed siebie, po wcześniejszym spektakularnym obróceniu się na zadzie. Jako, iż stałam pod osłoną rozłożystych drzew, z dołu okryta krzakami, po kryjomu wyszłam ze swego ukrycia. Kiedy nastąpił odpowiedni moment, czyli Mivana odrobinę oddaliła się od słodkiej siwej w hreczkę klaczy, skierowałam w kierunku siostry Lumina. Kiedy widziałam jej do przesady okazały chód, chciało mi się wymiotować, podobnie jak wtedy kiedy przyglądałam się jej rysom- wyglądała raczej jak łabędź z końskimi nogami niżeli jak klacz. Jej figura jeszcze nie byłaby najgorsza, gdyby nie głowa- chuda niczym patyk i niezbyt piękna. Ja wolałam raczej urocze osobniki (w tym klanie akurat to rzadkość), ponieważ według mnie miały coś w sobie.
-Widzę, że nieźle się bawisz w blasku swej chwały, arystokratko- rzuciłam do niej lekkim tonem, bez wcześniejszego przywitania.
<Miv? Tak jak napisałam na disco>
18.04.2019
Od Sarit -Misja #10 „Jesteś seksowna niczym martwa sroka”
Przemierzałam powoli trawiaste tereny i w sumie... nie miałam dokładnego celu w tym działaniu. Napajałam się ciszą, przerywaną jedynie błogim śpiewem pierwszego ptactwa. Wracałam od Shiregta i szczerze mówiąc, byłam zadowolona tym spotkaniem. Kiedyś bym się pewnie nie spodziewała, iż mogę zacząć żywić pozytywne uczucia do jakiegokolwiek władcy klanu- poprzednicy (spotkałam ich dość wiele) wydawali mi się tacy puści i nudni. Być może miałam tylko zbyt wysokie wymagania albo też zraziłam się przez tych, których spotkałam w okresie dojrzewania. Raczej byłam wtedy nastawiona na rozrywkę, niżeli na słuchanie jakichś systemów i opracowywanie mądrych planów działania. Heh, trochę mi z tego dzieciaka zostało- lecz mam wrażenie, iż przynajmniej w tym wieku zaczęłam już myśleć. Nagle z przemyśleń wyrwał mnie ogromnych rozmiarów koń. Miał bardzo dobrze wyrzeźbioną klatkę piersiową, a przynajmniej na pierwszy rzut oka na taką wyglądała. Cóż jeszcze od razu rzucało się w oczy? Jego maść, która była ciekawym połączeniem koloru czarnego oraz białego. Wyglądał na śpieszącego się gdzieś.
-Masz- powiedział do mnie bez żadnego przywitania czy wyjaśnień i podał mi jakiś liścik, na którym leżało parę zwiędłych roślin- Dla klaczy z twojego stada. Ładnej. Żółtej czy tam białej- powoli wątpiłam, iż delikwent potrafi się wypowiadać pełnymi zdaniami. Właśnie otwierałam pysk, aby się dopytać o tą tajemniczą damę, której mam go przekazać, kiedy ogier odwrócił się i zaczął uciekać, gdzie pieprz rośnie. Zanim zdążyłam otrząsnąć się z szoku, zniknął mi z pola widzenia.
-Co za typ- pomyślałam, gdy odzyskałam światłość umysłu i już miałam wyrzucić list w krzaki oraz zignorować całe zdarzenie, ale coś mnie tknęło. Była to ciekawość, która kazała mi ujrzeć, co jest w środku. Na swoje wytłumaczenie, stwierdziłam, iż może dowiem się, do kogo jest adresowany ów liścik.
Droga Mivano
Jeśli to czytasz, to znaczy, iż szczęśliwa gwiazda zaświeciła i list dotarł do ciebie. Oh, tak się cieszę. Moje serce zaraz eksploduje z radości i miłości do ciebie! Ty moja jedyna!
Po tym fragmencie poczęło mi się robić niedobrze, lecz czytałam dalej.
Kocham Cię całą duszą. Myślę, że seks z tobą to najlepsza rzecz pod słońcem!
Zaczęłam się uśmiechać, ponieważ wyobraziłam sobie Mivanę czytającą to. Cóż... był dość bezpośredni.
Wiem, układam piękne poezje i już nie możesz doczekać się spotkania ze mną! Jutro o poranku stoję u drzwi twego serca.
Tym razem już wybuchnęłam nieopanowanym śmiechem. Ten tekst zdecydowanie nie potrzebował komentarza.
Jesteś tak seksowna, jak martwa sroka, tak uroczo leje się z niej krew- prawie jak miłość przelewa się w moim sercu. Ty koniu o piaskowym umaszczeniu ... jesteś moją boginią!
Ten tekst był bardzo chaotyczny, ale w duchu kochałam tego konia za to, że tak bardzo mnie rozśmieszył tą denną poezją. A może właśnie o to chodziło? Może Mivana go miała właśnie za to pokochać? W każdym razie wolałam już nie wnikać w intencje autora, ponieważ zostało mi jeszcze trochę listu do przeczytania.
Oh, jaki dziś jestem słodki! Tak jak ty słoneczko. Taka kruszynka. Taka niewinna...
Ten koń jednocześnie popadał w samozachwyt i deptał dumę Mivany. Cóż za... mieszanka wybuchowa.
Kocham Cię całym sercem i duszą oraz liczę na spotkanie. Pamiętaj, że o poranku — a nie o innej porze!
~Seksowny wielbiciel
Co za podpis... Ktoś tu chyba zażywał dużo kolorowych ziółek...
Spojrzałam jeszcze na sam dół listu, gdzie widniało odrobinę zaszyfrowane imię.
Shiregt
Okej, czyli albo ktoś zna naszego władcę klanu i robi sobie z niego żarty, albo imię Shiregt nie jest takie unikalne i wyjątkowe. Chyba że to pisał rzeczywiście nasz wódz- tyle że mocno... zakręcony?
Pokręciłam głową i stwierdziłam, iż odmówię sobie przyjemności wręczania tego listu jeleniowatej klaczy. Chociaż jej reakcja mogłaby być całkiem zabawna...
Zaliczone x'D
20.03.2019
Od Sarit do Shiregta „Prawdziwa strona życia”
-Nie jestem pewna- zrobiłam zmieszaną minę- Jeśli pogwałcili jeszcze trochę moją matkę...- po czym widząc jego lekko rozbawiony, a lekko zdezorientowany wyraz pyska, dodałam- Nic nie mówiłam.
-Skoro tak mówisz, to możemy tak uznać- odparł z lekko obojętnym tonem.
-Może... jakie tereny należą do was...czy może bardziej do nas? Nie chciałabym trafić na jakąś wściekłą alfę, która będzie w stanie się bić o to, że depczę trawę na jej terytorium- zapytałam z błyskiem w oku, co było u mnie w tej sytuacji oznaką zainteresowania klanem.
-Jest ich całkiem sporo i chyba nie zdołałbym ci ich pokazać jednego dnia — uśmiechnął się lekko.
-Czyżby waleczna przeszłość?-podniosłam uszy tak bardzo, że zaczęły mnie odrobinę boleć.
-Można tak powiedzieć... Innymi słowy- i tak, i nie- rzucił mi zagadkowe spojrzenie, a ja stwierdziłam, iż nie będę się dopytywać o dzieje klanu- w końcu liczy się tu i teraz, prawda? W duchu ucieszyło mnie, że odrobinę wyszedł z maski poważnego do bólu ogiera. Jeśli to w ogóle maska..., ale przecież w takim przypadku w ogóle nie miałby życia w stadzie. A może on go nie ma? Nie, to niedorzeczne. Hm... nasza rozmowa była trochę pierdoleniem o niczym, choć w sumie zresztą... była dość przyjemna. Naprawdę dawno nie czułam się taka rozluźniona w towarzystwie ogiera, a tym bardziej władcy. Może to tylko sprawa mojej przyszłości, a dokładniej tego, że wcześniej u mojego boku pojawiali się głównie sami dupkowie...
-Masz już jakąś wybrankę serca? Wyglądasz na interesujący kąsek dla klaczy. Wybacz, jeśli wolałbyś po prostu ominąć ten temat- zapytałam, po chwili odrobinę żałując swych słów.
-Wolałbym grzecznie odmówić odpowiedzi. Jednym słowem to skomplikowane...-na jego policzku przez paręnaście sekund był widoczny rumieniec.
-Wyglądasz na rozbitego tym wszystkim- postanowiłam jeszcze chwilę pozostać w tym temacie.
-Cóż... widać mój wygląd nie kłamie- rzekł spokojnie, intensywnie wpatrując się w podłoże pod jego kopytami.
-Zapewne na takie pytanie odpowiedziałabym to samo co ty- westchnęłam, po czym usłyszałam dziwny dźwięk za sobą...
-Prawdziwa strona życia- pomyślałam.
<Shiregt?>
24.01.2019
Od Sarit do Shiregta „A czy ty uważasz, że dobrą decyją było [...]?”
Błąkając się pomiędzy puchem o niskiej temperaturze, po raz pierwszy od początku mojej drobnej
„wycieczki” stwierdziłam, że tak naprawdę nie mam celu tego działania. Wcześniej pogoda, ekscytacja wycieczką i poczucie zgorszenia skutecznie zasłaniały to uczucie- teraz jednak miałam czas na rozmyślania, a podniecenie ucieczką prawie całkiem zgasło, wśród tej jakże bajkowej scenerii. Włóczyłam się, ponieważ... chciałam to robić? Nie, to zdecydowanie nie brzmi jak dobre uzasadnienie. Prychnęłam sama do siebie w duchu. Zaczynała mnie gnębić też ostatnio samotność i jakiś instynkt stadny. Zwykle w grupie stawałam na uboczu niczym nic nieznaczący jesienny listek wśród wielu innych. Niby spektakularny, ale nawet nie krok dalej jest mnóstwo jego braci przedstawiających zachwycającą paletę barw. Było to więc dziwne uczucie i bardzo nie podobne do moich zwyczajów. Mimo tego, że pragnęłam je zwalczyć- nie miałam jak. W końcu wokół nie kręciła się żadna żywa dusza. Gdybym była w jeszcze większym stanie rozbicia, mogłabym stwierdzić, że zawracam do dawnego klanu. To byłby pomysł doprawdy poniżej mojej godności.
Nagle na moim horyzoncie wyłoniła się gniada, smukła sylwetka i chyba ten ... koń również wybrał się na samotny spacer. Na pierwszy rzut oka stwierdziłam, że oprócz tego zapewne nic nas nie łączy. Przez chwilę w milczeniu obserwowałam poruszające się od niechcenia ciało — zapewne ogiera. W końcu zatrzymał się i miałam wrażenie, że chce objąć swoim wzrokiem (pomimo, iż widziałam go od tyłu) całe zamarznięte jezioro, nad którym obecnie się znajdował. Postawiłam pierwszy krok w jego kierunku. W końcu jak ja pierwsza nie zagadam, to nikt tego nie zrobi. Będzie tak jak wcześniej, a my po prostu zignorujemy siebie nawzajem, w ciszy podziwiając cudy natury. Choć czyż nie tego właśnie pragnęłam? W końcu tak posuwając się w jego kierunku powolnym krokiem, znalazłam się niecały metr od niego. Po chwili zdarzyło coś, co sprawiło, że chciałam zawrócić. Nie miałam zupełnie pomysłu jak zacząć rozmowę.Dopiero teraz to zauważyłam. Ogier jednak wyczuwając moją obecność, sam zainicjował pogadankę.
-Cóż robisz na terenach "Klanu Mroźnej Duszy"?- ogier wyraził się jasno co do mojego położenia. Znajdowałam się na czyichś terenach i równie dobrze miałby prawo mnie zabić za zniewagę jego bądź jakiegoś innego kopytnego stada. Zresztą nieważne czyjego. W tej chwili najmniej mnie to interesowało ze wszystkich spraw, które krążyły mi po głowie.
- Mogłabym może... uraczyć wasze szeregi ?- zapytałam prosto z mostu, licząc, że mój „firmowy” uśmieszek przygotowany na takowe okazje, przekona ogiera, iż nie mam złych zamiarów. W każdym razie nie miałam innego wyjścia. Musiałam dołączyć... Ah, zmieniam zdanie — jest jeszcze parę opcji. Umrzeć z samotności, zawrócić i utracić przywilej w miarę dostępnego jedzenia w porównaniu do innych terenów. Jakoś żaden z nich mnie nie przekonywał i w sumie w tej kwestii nie dziwiłam się sobie-M-mogę się poddać testom- dodałam po chwili, jakoś nie wierząc, iż przyjmują, każdego członka jak leci- Byle nie brutalnym-tymi słowami kończąc swoją wypowiedź, uniosłam kąciki warg. To był szczery uśmiech...
-Z pewnością. Mamy mnóstwo stanowisk do wyboru, bez względu czy lubisz mordować, czy uczyć źrebaki- zaczął pierdolić coś nie na temat. W duchu przyjęłam to jako niewinną reklamę, chociaż czułam się trochę urażona, iż wypowiada jakieś formułki, które pewnie powtarza każdemu przybyszowi. Cóż, w jego oczach zapewne nie różniłam się od tutejszych wariatów niczym- Jako takowego testu nie mamy, lecz dajemy początkowo kredyt zaufania i to od ciebie zależy, jak go wykorzystasz- wrócił do tematu.
-Ah...-zająknęłam się. Brak sprawdzenia czy nie jestem... hm- najłagodniej ujmując tym złym koniem mnie trochę niepokoił. Bóg wie kto zagrzewa sobie miejsce w tym klanie- Cóż... ze mną nic nigdy nie wiadomo- wyznałam, modląc się w duchu, by odebrał mnie jako jakiejś o nie zdrowych zmysłach i kulejącej psychice. Miał prawo w końcu mieć takie przypuszczenia.
-Przedstawię ci pełną listę rang- stwierdził z westchnieniem i zaczął wymieniać oraz objaśniać zadania konia posiadającego takowy "tytuł". Im więcej nazw było już wypowiedzianych, tym bardziej się w tym wszystkim gubiłam. Jedna tylko wyryła mi się w pamięci. Zwiadowca....- Wróć do mnie, kiedy się zastanowisz-odparł.
-Poczekaj- powiedziałam, tym samym sprawiając, iż zatrzymał się w pół kroku- Musisz mi doradzić jak być dobrym zwiadowcą- mój szept mieszał się z wyjącym wiatrem- Czyż nie?
-Uważasz, że nie za szybko podjęłaś decyzję? Może dasz sobie jeszcze trochę czasu?-upewniał się co do mojej decyzji. Dla mnie sprawa już była oczywista. Czułam się przeznaczona do pełnienia właśnie tego stanowiska.
-A ty uważasz, że dobrą decyzją było mnie wpuścić w wasze szeregi?- zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.
<No... Shi. Liczę na świetny odpisik>
„wycieczki” stwierdziłam, że tak naprawdę nie mam celu tego działania. Wcześniej pogoda, ekscytacja wycieczką i poczucie zgorszenia skutecznie zasłaniały to uczucie- teraz jednak miałam czas na rozmyślania, a podniecenie ucieczką prawie całkiem zgasło, wśród tej jakże bajkowej scenerii. Włóczyłam się, ponieważ... chciałam to robić? Nie, to zdecydowanie nie brzmi jak dobre uzasadnienie. Prychnęłam sama do siebie w duchu. Zaczynała mnie gnębić też ostatnio samotność i jakiś instynkt stadny. Zwykle w grupie stawałam na uboczu niczym nic nieznaczący jesienny listek wśród wielu innych. Niby spektakularny, ale nawet nie krok dalej jest mnóstwo jego braci przedstawiających zachwycającą paletę barw. Było to więc dziwne uczucie i bardzo nie podobne do moich zwyczajów. Mimo tego, że pragnęłam je zwalczyć- nie miałam jak. W końcu wokół nie kręciła się żadna żywa dusza. Gdybym była w jeszcze większym stanie rozbicia, mogłabym stwierdzić, że zawracam do dawnego klanu. To byłby pomysł doprawdy poniżej mojej godności.
Nagle na moim horyzoncie wyłoniła się gniada, smukła sylwetka i chyba ten ... koń również wybrał się na samotny spacer. Na pierwszy rzut oka stwierdziłam, że oprócz tego zapewne nic nas nie łączy. Przez chwilę w milczeniu obserwowałam poruszające się od niechcenia ciało — zapewne ogiera. W końcu zatrzymał się i miałam wrażenie, że chce objąć swoim wzrokiem (pomimo, iż widziałam go od tyłu) całe zamarznięte jezioro, nad którym obecnie się znajdował. Postawiłam pierwszy krok w jego kierunku. W końcu jak ja pierwsza nie zagadam, to nikt tego nie zrobi. Będzie tak jak wcześniej, a my po prostu zignorujemy siebie nawzajem, w ciszy podziwiając cudy natury. Choć czyż nie tego właśnie pragnęłam? W końcu tak posuwając się w jego kierunku powolnym krokiem, znalazłam się niecały metr od niego. Po chwili zdarzyło coś, co sprawiło, że chciałam zawrócić. Nie miałam zupełnie pomysłu jak zacząć rozmowę.Dopiero teraz to zauważyłam. Ogier jednak wyczuwając moją obecność, sam zainicjował pogadankę.
-Cóż robisz na terenach "Klanu Mroźnej Duszy"?- ogier wyraził się jasno co do mojego położenia. Znajdowałam się na czyichś terenach i równie dobrze miałby prawo mnie zabić za zniewagę jego bądź jakiegoś innego kopytnego stada. Zresztą nieważne czyjego. W tej chwili najmniej mnie to interesowało ze wszystkich spraw, które krążyły mi po głowie.
- Mogłabym może... uraczyć wasze szeregi ?- zapytałam prosto z mostu, licząc, że mój „firmowy” uśmieszek przygotowany na takowe okazje, przekona ogiera, iż nie mam złych zamiarów. W każdym razie nie miałam innego wyjścia. Musiałam dołączyć... Ah, zmieniam zdanie — jest jeszcze parę opcji. Umrzeć z samotności, zawrócić i utracić przywilej w miarę dostępnego jedzenia w porównaniu do innych terenów. Jakoś żaden z nich mnie nie przekonywał i w sumie w tej kwestii nie dziwiłam się sobie-M-mogę się poddać testom- dodałam po chwili, jakoś nie wierząc, iż przyjmują, każdego członka jak leci- Byle nie brutalnym-tymi słowami kończąc swoją wypowiedź, uniosłam kąciki warg. To był szczery uśmiech...
-Z pewnością. Mamy mnóstwo stanowisk do wyboru, bez względu czy lubisz mordować, czy uczyć źrebaki- zaczął pierdolić coś nie na temat. W duchu przyjęłam to jako niewinną reklamę, chociaż czułam się trochę urażona, iż wypowiada jakieś formułki, które pewnie powtarza każdemu przybyszowi. Cóż, w jego oczach zapewne nie różniłam się od tutejszych wariatów niczym- Jako takowego testu nie mamy, lecz dajemy początkowo kredyt zaufania i to od ciebie zależy, jak go wykorzystasz- wrócił do tematu.
-Ah...-zająknęłam się. Brak sprawdzenia czy nie jestem... hm- najłagodniej ujmując tym złym koniem mnie trochę niepokoił. Bóg wie kto zagrzewa sobie miejsce w tym klanie- Cóż... ze mną nic nigdy nie wiadomo- wyznałam, modląc się w duchu, by odebrał mnie jako jakiejś o nie zdrowych zmysłach i kulejącej psychice. Miał prawo w końcu mieć takie przypuszczenia.
-Przedstawię ci pełną listę rang- stwierdził z westchnieniem i zaczął wymieniać oraz objaśniać zadania konia posiadającego takowy "tytuł". Im więcej nazw było już wypowiedzianych, tym bardziej się w tym wszystkim gubiłam. Jedna tylko wyryła mi się w pamięci. Zwiadowca....- Wróć do mnie, kiedy się zastanowisz-odparł.
-Poczekaj- powiedziałam, tym samym sprawiając, iż zatrzymał się w pół kroku- Musisz mi doradzić jak być dobrym zwiadowcą- mój szept mieszał się z wyjącym wiatrem- Czyż nie?
-Uważasz, że nie za szybko podjęłaś decyzję? Może dasz sobie jeszcze trochę czasu?-upewniał się co do mojej decyzji. Dla mnie sprawa już była oczywista. Czułam się przeznaczona do pełnienia właśnie tego stanowiska.
-A ty uważasz, że dobrą decyzją było mnie wpuścić w wasze szeregi?- zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.
<No... Shi. Liczę na świetny odpisik>
23.01.2019
Nowy szeregowiec i arystokratka - Sarit!
Źródło: Zdjęcie główne
Motto: "W oczach tkwi siła duszy"- Paulo Coelho
Imię: Sarit
Tytuł: Piękna pustka, ale czemu by jej nie zapełnić jakimś mianem?
Płeć: Klacz
Ranga/i: Szeregowiec, arystokracja.
Głos: Kerli
Imię: Sarit
Tytuł: Piękna pustka, ale czemu by jej nie zapełnić jakimś mianem?
Płeć: Klacz
Ranga/i: Szeregowiec, arystokracja.
Głos: Kerli
Relacje: Sarit w bardzo młodym wieku utraciła przywilej pomocy ze strony ciepłego serca i "odżywczego mleka" oraz rodzicielskiej miłości. Zapytana o swoją rodzinę potrafi przez godzinę jakoś obchodzić ten temat, aż wreszcie zaczyna nawijać o swojej karmicielce. Przecież bez pomocy innego kopytnego nie dałaby rady przeżyć. Jej "przybrana matka" miała papierową i przewidywalną osobowość, niezbyt atrakcyjną dla dumnej osobowości i już w okresie nastoletnim Sarit wyrosła z dobrego postrzegania jej. Z tego powodu często, więc manipulowała nią chcąc wyzyskać jak najwięcej korzyści dla siebie. Jedynie czasami traktowała jej słowa poważnie, a inne po prostu- mówiąc luźniej "olewała". Czuła się wyjątkowo pokrzywdzona przez los i Kakaka (imię karmicielki). W pewnym sensie jest już przyzwyczajona do tego stanu i nie chce go w duchu usuwać ani pracować nad sobą.
Shiregt - klacz sama nie wie co ma do niego czuć. Pozostawia więc tę sprawę dla losu.
Osobowość: Zdrada? Ah, rzecz powszednia, ale i bardzo bolesna... Krzyki pełne bólu i desperacji w zaciszu jakiejś groty? Psychika podziurawiona strzałami? Tak, to u niej normalne objawy. Z zasady jednak nie wiele rzeczy traktuje jako prawdziwą zdradę i nie zwykła przejmować się błahymi rzeczami. Chociaż wiadomo - każdy ma swoją granicę wytrzymałości i cierpliwości... W tym drugim klacz jest zazwyczaj mistrzynią. Zazwyczaj... Nawet nie próbuj wyprowadzać jej z równowagi, bo źle to się może dla ciebie skończyć.Każdy interpretuje zły los trochę inaczej, ale to nie oznacza, że w twoim przypadku skończy się na głaskaniu po łebku.Gdzieś w jej sercu jest zamiłowanie do psychologii, wyszukiwaniu drobnych oznak kłamstwa i tym podobnych. Jej oszukiwanie polega zwykle na manipulacji, chociaż Sarit nic w tym złego nie widzi. Spostrzegawcza, szczera do bólu... Wymieniać można bez końca, ale chyba po prostu lepiej ją poznać i stworzyć w swojej głowie własny opis tej przebiegłego konia? Zdecydowanie to nie jest dobry materiał na matkę, chociaż zbliżenia wydają jej się atrakcyjne.
Orientacja: Przejawia zainteresowanie płcią przeciwną, lecz wciąż w głębi duszy jest aseksualna. Dla uproszczenia możemy uznać, że jest demiseksualna.
Aparycja:
- Rasa: Mieszanka najróżniejszych genów.
- Wygląd: Lekkiej budowy, smukłe ciało, delikatny chód oraz przyjaźnie wyglądający pysk zdecydowanie należą do opisu tej damy. Jej ciało jest pełne drobnych żyłek i szczególików, a kasztanowata maść lśni w promieniach słońca. Gdyby była człowiekiem zapewne wyglądałaby jak jedna z tych wiejskich dziewczyn- niby nie spacerująca po czerwonych dywanach w dziedzinie mody, ale przykuwająca wzrok i potrafiąca mocno wyryć się w pamięci.
- Znaki charakterystyczne: Brązowa blizna pod ogonem. Żartuję... Raczej takowych nie posiada.
- Wzrost: 169 cm WK.
Historia: Historia Sarit nie jest jakaś skomplikowana. Jej rodzice zostali zabici z powodu tego, że poczęli dziecko, pomimo należenia do odmiennych klanów, w czasie kiedy Sarit była jeszcze małą latoroślą. Wydarzenie to nie utkwiło w jej pamięci na długo, ale pozostawiło dziwną pustkę u niej w sercu. Następnie została wychowana przez Kakakę, trafiła w to miejsce, w którym obecnie się znajduje- uciekła z pod kopyt opiekuńczej karmicielki. Tamtego okresu nie wspomina ze zbytnią radością, więc najlepiej nie pytać jej o przyszłość.
Inne: -
Kontakt: aisza
Subskrybuj:
Posty (Atom)
