Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odys. Pokaż wszystkie posty

25.07.2018

Żegnamy Odysa!

"Heey
Niestety, ale muszę opuścić wasze stado :< [...] Jesteście świetnym stadem z liczną ilością aktywnych ludzi, ale ja się jednak u was nie odnalazłam. W sumie to pierwszy raz piszę takową wiadomość, bo przeważnie siedziałam na jakimś blogu do samego końca.
I też nie zrozum tego źle, że znudziła mi się moja postać czy coś [...]. Może to starość, może to wina choroby, nie wiem. [...]
Może któregoś dnia wszystko się u mnie polepszy i wrócę, ale nic nie będę obiecywać (:
Także dziękuję za te zaledwie kilka opowiadań i spędzenie tych kilku dni w waszym stadzie. Życzę powodzenia i abyście nadal aktywnie się rozwijali !
Pozdrawiam ~ Keri - Odys ! (:"

Odys odchodzi więc z powodu decyzji właściciela. SŁ postaci zostaje usunięte. Dziękujemy bardzo autorce za to piękne pożegnanie i mamy nadzieję, że kiedyś zdecyduje się wrócić w nasze progi!

Odys|8 lat|Ogier|Straż władcy|Brak|familoso

15.07.2018

Od Odysa do Vayoli "Porozmawiajmy"

Gdy przywódca ogłosił postój, towarzyszka oddaliła się w konieczności pilnowania okolicy. Ja również mając zadanie, podszedłem bliżej guru, lecz zachowałem odpowiednią odległość między nim i jego rodziną. Sytuacja o porwaniu księżniczki cały czas mnie trapiła i nie dawała spokoju, przez co stawałem się stopniowo nerwowy. Chciałem jakoś pomóc, ale co pachołek może tutaj zdziałać. Jedynie dopilnować, aby nikt więcej nie został porwany i tego dopilnuje. Mając wysoko uniesiony łeb, obserwowałem okolice, lecz w pewnym momencie poczułem nieprzyjemny głód. Fakt, od jakiegoś czasu nic nie jadłem. Aby zaspokoić głód, ruszyłem za zapachem czegoś zjadliwego, a jednocześnie sprawdzałem każdy krok stada. O dziwo nie musiałem iść daleko i będąc choć trochę najedzony, wróciłem do swojego obowiązku. Nie chciałbym zawieść tutejszego stada. Przez większość czasu obserwowałem młode konie, które to z zadowoleniem ganiały się w pobliżu. Nigdy tego nie praktykowałem, a patrząc na nie, choć przez chwilę mogłem poczuć się młodo. Poczuć zapach matki, która była cały czas przy mnie i.. i nauczanie szamana, którego mógłbym nazwać moim ojcem. Gdyby nie on, nie wiem, czy byłbym teraz tutaj i czy nadawałbym się na konia stadnego. Wiele więcej przemyśleń przepłynęło mi przez umysł i mając uszy jak radary, wyciszyłem się. Jedynie co słyszałem, to głos w swoich myślach. Głos, który dodawał mi siły do wszelkiej walki. Nawet przebiegające obok źrebaki nie były w stanie wyrwać mnie z transu. Jednak nastąpiła ta chwila nieuwagi i wpadłem na kogoś nieco mniejszego. Chciałem się odezwać pierwszy, jednak ona była szybsza.
- Przepraszam... - zaczęła i odwróciła się w moim kierunku - …Odys – dokończyła stojąc naprzeciw mnie.
- Nie masz za co – powiedziałem powoli wracając umysłem na świat żywych – Zamyśliłem się i wpadłem na Ciebie, wybacz. – dodałem lekko opuszczając łeb z miłym geście.
- Nie do końca.. cofałam się i..
- A czy to ważne? – lekko się zaśmiałem.
- No dobrze – odparła z uśmiechem – Jak Ci minął kolejny dzień w stadzie? – zapytała nadając temat rozmowie.
- Nawet spokojnie – odpowiedziałem kierując wzrok na gwiaździste niebo – Choć kilka przemyśleń było – dodałem wpatrując się w migoczące światełka, w których widziałem samo piękno.
- Chyba dość często Ci się one przytrafiają – zauważyła, przez co wróciłem wzrokiem na nią – Może coś Cię trapi? – spytała od razu.
- Nieee – od razu zaprzeczyłem – Lubię czasem pomyśleć, np. jakie rodzaje roślin są w okolicy, jakie zagrożenia czyhają za rogiem..
- Albo co się dzieje z porwaną księżniczką – ponownie zauważyła moje wymijanie treści. Sprytna jest.
- Też – westchnąłem – Może nie jestem w stadzie od miesięcy, ale przejąłem się tym. Chciałbym jakoś pomóc w jej odnalezieniu lub jakoś zapobiec kolejnym – wyjaśniłem, nieświadomie mocniej stukając kopytem o ziemię, co było oznaką lekkiego nerwa, do opanowania. – Z resztą.. to tylko moje przemyślenia. – dodałem po chwili – A Tobie dobrze minął dzień? – spytałem chcąc zmienić temat na coś luźniejszego.

< Vayoli? ;3 >

14.07.2018

Od Odysa do Vayoli "W grupie raźniej"

Vayola, gdyż tak nazywa się pierwsza poznana klacz; wygląda na ciekawską duszyczkę, która pragnęła wiedzieć wszystko o wszystkich. Oczywiście nie mam jej tego za złe. Przynajmniej nie nudzę się podczas wędrówki, choć powinienem być skupiony na obserwacji okolicy. Jednak kto zabroni mi rozmowy i poznawania innych członków klanu.
- W takim razie oby dwoje mamy swoje tajemnice – oznajmiłem z lekkim uśmiechem – W sumie dobrze. Znaczy to, że potrafisz też dochować tajemnice innych – dodałem przypominając słowa szamana, który dość często mi to powtarzał.
- Coś w tym jest – odparła po chwili – I to nawet mądre – przytaknęła jakby w zamyśle.
- A wyobrażasz sobie słuchanie tych słów na okrągło przez kilka lat? – prychnąłem z humorem.
- To byłoby męczące – przyznała z lekkim uśmiechem.
Gdy chciałem kontynuować naszą nawet ciekawą rozmowę, usłyszałem pisk ostrzegawczy gazel, które zaraz ruszyły biegiem kilka kroków przed stadem. Jednak nie wyglądał to na zwykłe przemieszczenie się, a na ucieczkę w ochronie.
- Coś je musiało wystraszyć – zauważyła klacz rozglądając się z głową w górze.
- I to coś jest niedaleko – oznajmiłem błądząc wzrokiem po terenie.
Inne konie też zauważyły gwałtowny ruch gazel, więc i Ci byli czujni. Widziałem niewielkie przegrupowanie, gdzie źrebaki i część klaczy były otoczone przez ogierów. Właśnie wtedy dostrzegłem zagrożenie. Były to wilki, które stopniowo zaczęły się do nas zbliżać i nie miały dobrych zamiarów wobec nas.
- Może później dokończymy rozmowę – powiedziałem kierując klacz bliżej grupy. Jako straż, musiałem zbliżyć się do guru, który to szedł na czele. Cały czas obserwowałem zagrożenie, które to knuło jakiś plan. Z doświadczenia wiem, że te łapią małe, słabe lub pojedyncze osobniki, a jeżeli zdobycz jest w grupie, będą chcieli ją rozbić. Nie możemy do tego dopuścić.
W szybkim tempie przemieszczaliśmy się dalej jakąś chwilę, lecz jakby ilość wilczych się zmniejszyła.. tak samo jak koni. Dokładnie to klacz ze źrebakiem niezauważona oddaliła się od nas i byli punktem zainteresowania przez drapieżników. Od razu zerwałem się do biegu w ich kierunku, a ze mną pobiegło dwóch innych ogierów. Może nie należę do najszybszych koni, ale poprzez dużą siłę, dałem radę odpowiednio się rozpędzić. Wilczy na nasz widok najpierw chciało zaatakować, ale gdy jeden z nich przeturlał się pod naszymi kopytami, odpuścili ucieczką. Otoczyliśmy klacz ze źrebakiem i odprowadziliśmy prosto do głównej grupy stada. Ci zaś byli pilnowali przez resztę i po sprawdzeniu ilości koni, spokojnie mogliśmy iść dalej. Widać było, że guru zainteresował się tą sytuacją i obserwował okolice, co dobrze o nim świadczy.
Przeszedł mnie lekki dreszczyk, przez co odruchowo się otrzepałem. Zdołałem uspokoić oddech, który chwilę temu szybko dotleniał wszystkie mięśnie. Ciężko westchnąłem wypuszczając powietrze przez nozdrza. Nie minęła chwila, a obok mnie kroczyła znana mi już klacz Vayola.
- Dobra z Ciebie czujka – zacząłem jeszcze przez moment uspokajając w pełni oddech.
- Skąd wiesz, że jestem czujką? – zapytała zaciekawiona.
- Zareagowałaś jak ona – odpowiedziałem – Zauważyłaś, że gazele uciekały w strachu. Zaraz zjawiły się wilki i stado wiedziało co robić – wyjaśniłem z lekkim uśmiechem.
Była to jakby pochwała, a jeżeli koń coś dobrze zrobił, trzeba pochwalić by wiedział, że robi to dobrze. To też mi szaman powtarzał i to chyba nawet częściej, niż fakt z tajemnicą. W sumie pewnie by się ucieszyła słysząc taką pochwałę od guru, niż od zwykłego ogiera, który jest tylko strażą.

< Vayoli? ^^ >

13.07.2018

Od Odysa ,,Pierwsza noc"

Było ciepłe południe, gdy to właśnie dołączyłem do stada. Guru okazał się być dobrym przywódcą, a do tego zostałem ich strażnikiem. Na początku czułem na sobie niepewne spojrzenia innych osobników, lecz to mi nie przeszkadzało. Podczas wędrówki było to samo, więc zdążyłem przywyknąć.
Obserwując okolicę, krążyłem bez celu zapamiętując jak najwięcej szczegółów, które z czasem mogą mi się przydać. Tak w zamyśleniu spędziłem resztę dnia, aż do nocy, która zapadła dość szybko. A może to mi czas tak szybko zleciał. Z cichym westchnięciem rozglądnąłem się za dobrym miejscem do odpoczynku i widząc swój cel, udałem się tam spokojnym krokiem. Miałem na oku przywódcę i jego rodzinę, lecz nie mogłem też naruszać ich prywatności. Będąc pewny, że stado jest w okolicy, przymknąłem oczy i oddałem się snu.
Ocknęło mnie delikatne muśnięcie w tylną nogę, które nastąpiło nagle. Od razu skierowałem za siebie spojrzenie, które nie zarejestrowało żadnego zagrożenia. Zdałem się na węch, który wyczuł jedynie zapach innych koni i brak jakiejkolwiek niebezpiecznej woni. Słuch również przystąpił do działania, który to właśnie namierzył sprawcę pobudki. Zwróciłem wzrok w stronę dźwięku i ujrzałem źrebaka, który krążył od konia do konia z wysoko uniesioną głową. Zrobił spore kółko i ponownie podszedł do mnie. Wspomnę oczywiście, że jest środek nocy.
- Zgubiłeś się? – spytałem spokojnie obniżając nieco łeb. Młodzieniec zatrzymał się dość szybko i zrobił ze dwa kroki w tył.
- Nie – odpowiedział szybko skupiając na mnie wzrok – Znaczy.. trochę tak – dodał rozglądając się. – Chciałem się tylko przejść.. – zaczął niepewnie.
- Spokojnie – uspokoiłem źrebaka – Chodź. Pomogę Ci znaleźć rodziców – kiwnąłem lekko łbem.
Gdy młody przytaknął, ruszyłem przed siebie mając go przy boku. Szedł nie pewnie, co mnie nie dziwi. Po chwili opowiedział mniej więcej wygląd opiekunów, przez co łatwiej mogłem ich dostrzec. Okazało się być to łatwiejsze niż mogło się wydawać.
- Tam są – oznajmiłem spokojnie – Wróć po cichu do nich nie budząc reszty – dodałem półszeptem.
- Dziękuję – odparł jednoznacznie i wrócił do swoich rodziców.
Jak na pierwszą noc w stadzie, wyszło chyba dobrze. Odprowadzenie źrebaka było proste i nawet przyjemne, lecz muszę pamiętać, że to dopiero początek. Wróciłem na swoje poprzednie miejsce i ponownie oddałem się snu.
Poranek był o dziwo przyjemny, gdyż wiedziałem, że ktoś będzie wokół mnie. Zawsze lepsze to, niż pobudki w smutku i brakiem towarzystwa. Tym razem nawet usłyszałem zabawy źrebaków, które ganiały się nieopodal mnie. Wciągnąłem poranne powietrze przez nozdrza i ciężko je wypuściłem powodując lekką parę przy końcach. Rozglądnąłem się powoli zbliżając się do grupki koni, która szykowała się na dalszą wędrówkę. Widziałem wśród nich guru oraz jego rodzinę, więc Ci byli w komplecie. Spojrzałem za siebie i nie widząc pozostałych osobników, w pełni przystąpiłem do maszerujących już koni. Szedłem nieco po boku, lecz też nie oddalałem się niczym wyrzutek.
- Widzę nowego towarzysza – usłyszałem nagle klacz, która zaczęła kroczyć obok mnie.
- Tak, jestem z wami od wczoraj – odpowiedziałem po chwili namysłu – Rzadko kiedy ktoś podchodzi na pogawędkę, więc coś się stało? – spytałem spokojnie zapamiętując klacz.

<Towarzyszko? (:>

12.07.2018

Nowa straż władcy - Odys!


Źródło: Zdjęcie główne
Motto: "Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego."
Imię: Odys 
Tytuł: Brak 
Wiek: 8 lat
Płeć: Ogier
Ranga/i: Straż władcy 
Rodzina: 
Roy – ojciec ogiera. Czystej krwi shire. Nie miał z nim stałego kontaktu, gdyż ten nie miał czasu na opiekowanie się młodzieńcem.
Clooe – mama ogiera. Również czystej krwi shire. Miał ją na co dzień do drugiego roku życia. Później Odys przemierzał tereny samotnie i zawarł znajomość ze starym „szamanem”. Do dzisiaj nie widział rodziców. 
Nie wie czy posiada rodzeństwo.
Osobowość: Ogier na pierwszy rzut oka może wyglądać na poważnego gbura, który w nosie ma cały otaczający go świat. Tak jednak nie jest. Nie chce brać przykładu z ojca. Odys na początku może być lekko tajemniczy unikając faktów związanych ze swojej przeszłości. Nie uzna Cię od razu za przyjaciela, a raczej za kogoś znajomego, jeżeli się przedstawisz i oczywiście będziesz dla niego miły. Z chęcią przystąpi do rozmowy z Tobą, o ile zaczniesz jakiś ciekawy temat. Nie zignoruje Cię, nawet jeżeli zaczniesz śpiewać lub nucić coś pod nosem. Potrafi skupić się do takiego stopnia, że wyłącza się ze świata. Ogier należy do cierpliwych i wyrozumiałych, a nawet udzieli Ci pomocy, jeżeli będziesz tego godzien. Nie zaufa po pierwszym słowie „cześć” ani za kolejnym „trzymaj się”. Życie trochę go nauczyło i tego będzie się trzymać. Jedyne co pozytywnego odziedziczył po ojcu, to odwagę. Nie wystraszy go byle huk czy wybuch. Oczywiście, wewnętrznie się zlęknie, ale nigdy nie ucieknie w strachu. Przystąpi do ataku, jeżeli będziesz stwarzać zagrożenie dla jego przyjaciół, rodziny lub stada, a ciężko powstrzymać biegnące tone dwieście prosto na Twoją osobę. Potrafi zachować powagę w odpowiednim momencie, nawet jeżeli chwilę wcześniej się z czegoś śmiał. Właśnie, Odys posiada poczucie humoru, lecz dopiero z czasem bardziej otwiera się do innych osobników. Na początku lekki uśmiech, później podśmiech, nigdy histeryczny śmiech. Jest zbyt dumnym shire, więc i dumnie stąpa po ziemi. Dla każdej klaczy jest uprzejmy i pomocny, oczywiście jeżeli ta nie zacznie go wyzywać i strzelać humorkami na prawo, i lewo. Wtem jest mniej milszy, a niemiłe słowa spłyną po nim jak woda po pionowej ścianie. Na ogół nie przejmuję się wyzwiskami kierowane w jego stronę, a nawet może Cię cicho wyśmiać. Do każdego ogiera podchodzi z powagą, lecz z czasem się to zmienia w luźne rozmowy. Nie przepada za obrażaniem znanych mu osobników, przez co nie pozostanie obojętny, a nawet stanie w obronie. Bywa uparty i dąży do spełniania swoich marzeń, pomysłów czy też zleceń. To oczywiście nie znaczy, że będzie Ci służył niczym poddany. Odys Tobie nie ulegnie i nie będzie spełniał Twoich zachcianek za każdym razem, oczywiście nie wliczając tutaj guru stada. Ma umiejętność przekonywania i wrodzoną empatię, a pomimo twardej klaty, ma kochające serce, które bije dla jego wybranki, którą kiedyś może pozna. Jest oddanym przyjacielem, do którego możesz wpaść nawet w nocy na pogadankę o zerwaniu czy które leki wybrać na daną chorobę. Jeżeli ktoś stanie się jego wrogiem, już nim pozostanie, a zabicie wrogiego osobnika, wobec stada; może sprawić mu przyjemność. Nie przejmie się tym, że ktoś zły zginął. Odys nie należy do głupich, a nawet jest bardzo inteligentny. Zanim coś uczyni, woli chwilę pomyśleć i podjąć odpowiednią decyzję. Jednakże nie boi się podjąć ryzyka i działać spontanicznie w ostateczności. Jest dobrym strategiem, lecz nie idzie w tym kierunku. Nie przepada za kierowaniem kimś, gdyż wie, że jest to dość nieprzyjemne. On powie swoją opcję, np. ataku, lecz wysłucha też innych. Wspólnie, można zdziałać więcej. Również działanie w pojedynkę będzie dobrym rozwiązaniem, gdyż ogier większość życia polegał tylko na sobie i swoich umiejętnościach.
Orientacja: Hetero
Partner/Partnerka: Z chęcią pozna bratnią duszę, lecz nic na siłę.
Potomkowie: Brak 
Aparycja:
  • Rasa: Czystej krwi shire
  • Wygląd: Odys nie różni niczym innym od innych shire. Budowa ciała mocno umięśniona, długie nogi z krótkim tułowiem i szeroką piersią. Na głowie posiada białą niemalże latarnię, która często chowa się pod ciemną grzywą; oraz mleczny pysk. Jego tylna lewa noga jako jedyna jest okryta białą skarpetą oraz tego samego koloru szczotą. Reszta kończyn jak i owych szczot jest w czarnym odcieniu. Grzywa ogiera oraz ogon są nieco dłuższe niż u innych shire, lecz często te są skracane lub spinane na krótko. Na co dzień chodzi raczej dumnie, lecz nie wywyższa się. Umaszczenie: Kare. 
  • Znaki charakterystyczne: Mleczny pysk z latarnią i „skarpeta” na lewej tylnej nodze. Biała kropka na lewym przednim kolanie. 
  • Wzrost: Jak na shire przystało, mierzy +/- 195 cm. 
  • Waga: Około 1200 kg
Umiejętności:
Siła fizyczna: 35
Szybkość: 15
Zwinność: 15
Technika: 25
Wytrzymałość: 30
Kamuflaż: 0
Umiejętności dodatkowe:
Udzielanie pomocy w stopniu wysokim.
Mimo, że nie jest zielarzem, potrafi rozpoznać większość roślin na tej ziemi.
Pomimo swojej masy, która składa się głównie z mięśni; szybko się rozpędza, lecz hamowanie jest nie lada wyzwaniem.
Jego zmysły są nadzwyczaj wyostrzone, przez co łatwiej mu usłyszeć szmer, wyczuć niebezpieczną woń lub ujrzeć zbliżające się niebezpieczeństwo.
Potrafi uciągnąć ciężar nawet pięciu ton. W końcu to shire. 
Jego cios może być śmiertelny.
Historia: Zimowy poranek. Dzień inny niż wszystkie – narodziny Odysa. To wtedy przyszedł na świat kary źrebak, który to miał zmieniać świat na lepsze. Miał być otoczony rodziną, która to wychowa go na odważnego ogiera. Tak jednak nie było. Roy, ojciec młodzieńca, nie przejął się kolejnymi narodzinami potomka. Prawdopodobnie był reproduktorem. Zajęła się nim więc matka, Clooe, która nie odchodziła na krok od źrebaka. A raczej on się nie oddalał. Po dwóch latach dzielnej klaczy udało się wychować mężnego Odysa, który stawiając każdy swój krok, siał niepewność i lęk wobec innych osobników, w końcu nikt go nie znał od tej strony. Stanął oko w oko ze swoim ojcem, którego nawet nie mógł tak nazwać. Wytknął mu błędy i zadał cios w serce – wyrzekł się Roy’a. Tak, wtedy „ojca” to ruszyło, lecz było za późno na przeprosiny. Dwuletni Odys opuścił rodzinny rejon w poszukiwaniu własnego miejsca. Miejsca, gdzie będzie mógł stworzyć rodzinę. Stworzyć coś, czego on nie miał. Napotkał samotnego ogiera, który wyglądał na podeszły wiek. Był ślepy i schorowany, a pomocne serce Odysa nie mogło go tak zostawić. Zajął się więc ogierem, który z czasem okazał się być „szamanem” czy też medykiem leczący ziołami. Ten uczył młodego wszystkie o ratowaniu życia, jednocześnie ratując swoje. Długo zajęło nauczenie się wszystkiego, bo dobrze licząc, pięć lat. Niestety staruszek nie przeżył kolejnego dnia i zamknęły mu się oczy. Wtedy siedmioletni ogier utworzył mu godny nagrobek i oddalił się w nieznane. Rok tułaczki doprowadziło go do licznego stada, gdzie został przyjęty po licznych sprawdzeniach. Uznali, że przyda im się straż tej rasy oraz nowy członek stada. 
Inne: Jego ulubionym miejscem odpoczynku są wszelkie jeziora, wodospady lub lasy. 
Kontakt: familoso [hw]
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika