Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shireen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shireen. Pokaż wszystkie posty

22.05.2017

Żegnamy Shireen i Amarilis!

Shireen i Amarilis zostają wydalone z klanu z powodu braku opowiadań i kontaktu z właścicielkami. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecydujecie się do nas powrócić!

Shireen|4 lata| Klacz|Straż władcy|Brak| Julie tta
 
 
(Od lewej)
Amarilis|5 lat|Klacz|Szpieg|Brak|EmilkCat2007

 
 
 

14.04.2017

Od Shireen (S) - ,,Quest II"

Galopowałam, wraz ze stadem w blasku zachodzącego słońca. Nasza gonitwa zakończyła się u podnóża wysokiego, a zarazem stromego stoku. Pozostawał on, jak dotąd niezbadany i niezdobyty, czym wzbudzał moje zainteresowanie. Przywódca - Shere Khan - zwrócił się w stronę swoich protegowanych:
- Czy nie chciałby ktoś może przysłużyć się całemu stadu, wspinając się na ten szczyt, ażeby poznać, cóż kryje się po jego drugiej stronie? - spytał, łbem wskazując rozpościerający się przed nami widok. Grobowa cisza, brak jakiejkolwiek reakcji. Słyszałam wyłącznie bicie własnego serca oraz szmer wiatru.
- A co owa osoba, która podejmie się tego wyzwania, będzie z tego miała? - uśmiechnęłam się enigmatycznie.
- Daję słowo honoru, że otrzyma ona należytą zapłatę za swoje chęci i trud.
Słowo zapłata było wystarczającym argumentem. Tak właściwie nie miałam nic do stracenia, przeciwnie - miałam możliwość coś zyskać. A ja nigdy nie przepuszczam okazji, gdzie mogę wykazać swoje umiejętności, nie wspominając nawet o przewidzianej nagrodzie. Choćby tej najmniej wartościowej. Jakakolwiek by ona nie była, wywołuje ona w głębi mojej duszy ogromną radość. Przeszłam kilka kroków do przodu, wypinając dumnie pierś:
- W takim wypadku, z największą przyjemnością piszę się na to.
- Znakomicie, brawo! - posłał w moją stronę wdzięczny uśmiech. - Życzę powodzenia.
Prawdę powiedziawszy; nie miałam obmyślonego jakiegoś niebywałego planu, dzięki któremu bezproblemowo zdobędę szczyt. Poszłam na żywioł, jak zawsze zresztą. Nigdy niczego nie planuję, gdyż uwielbiam, kiedy życie mnie zaskakuje. Wzięłam duży rozbieg, po czym zaczęłam piąć się w górę. Z początku wspinaczka nie sprawiała mi trudu, jednak z czasem stawała się coraz cięższa. Dawałam z siebie wszystko, a na moim czole perliły się już krople potu. W końcu zdołałam wejśćna górę. Moim oczom ukazał się las wysokich modrzewi. W borze tym z pewnością, wprost roi się od różnorakich drapieżników pokroju, chociażby wilka, czy też niedźwiedzia brunatnego. Niemniej jednak zachwycona pięknem tego miejsca, przestałam być ostrożna. Wystarczył dosłownie moment, abym potknęła się o wystający konar, po czym spadła ze wzgórza. Niczym żywy pocisk turlałam się po stromym zboczu, w żaden możliwy sposób nie mogąc się zatrzymać. (...) Mój rajd skończył się na bolesnym zderzeniu z pniem drzewa. Porządnie poturbowana i oszołomiona spróbowałam wstać na równe nogi, wyczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo. Staczając się, musiałam zahaczyć o jakiś ostry kamień, gdyż cały lewy bok był rozcięty. Krew zmieszała się z piaskiem, liśćmi, brudem i Bóg wie, czym jeszcze, powodując niemiłosierne pieczenie. Chwiejnym krokiem podniosłam się, kierując z powrotem w stronę tego nieszczęsnego stoku. W obecnej sytuacji nie miałam najmniejszej ochoty na pojedynek z wygłodniałym niedźwiedziem, który najprawdopodobniej skończyłby się moją śmiercią. Kuśtykając, poczęłam powtórnie wspinać się pod górę. (...) W połowie drogi ujrzałam wychodzącego z lasu misia, którego oczy lśniły niebezpiecznym blaskiem. Zaczął biec w moim kierunku. Rozpoczęła się walka o przetrwanie, a ja byłam na straconej pozycji. W pewnej chwili zmieniłam tok moich działań, chowając się za kamieniem, który z całych sił zaczęłam spychać ze zbocza. Ten z zabójczą niemalże prędkością leciał w stronę drapieżcy. Kiedy wdrapałam się na wierzchołek, obejrzałam się za siebie. Dzika satysfakcja. Ujrzałam niedźwiedzia przygniecionego skałą. Ze świadomością wygranej, wielce zadowolona powróciłam do stada.

Opisałaś wszystko, co miałaś opisać. Jest mowa, jak zdobyłaś szczyt, co tam znalazłaś i co działo się potem. Spodobały mi się opisy, średniej długości i dobrze zrobione. Mogłaś jeszcze opisać drogę powrotną, w dół zbocza, ale to tylko taka jedna, mała uwaga. Możesz wybrać sobie drugie stanowisko:)

13.04.2017

Od Shireen do Ktosia (S) - "Sekret"

Kap, kap, kap.
Szkarłatna posoka plamiła, mieniący się w blasku słońca, piasek.
Kap, kap, kap.
W jego oczach odbijał się bezbrzeżny strach.
Kap, kap, kap.
Był bezbronny, nie miał najmniejszych choćby szans.
Kap, kap, kap.
Powoli opuszczała go wola walki, oddając się w objęcia wieczystego snu.
Kap, kap, kap.
To nie ko­niec podróży. Śmierć to tyl­ko ko­lej­na ścieżka, którą wszys­cy mu­simy podążyć.
Kap, kap, kap.
Ja, po prostu pomagałam, niektórym osobom przejść na tamten świat. Tamten lepszy świat.
Kap, kap, kap.
To moja praca, a przecież żadna nie hańbi.
Kap, kap, kap.
Ciało mojej ofiary osunęło się bezwładnie na ziemię w kałużę czerwonej, niczym parodia prześcieradła z nocy poślubnej, krwi. Zadanie, jak zwykle wykonane bezbłędnie. Obiekt został wyeliminowany, i zgodnie z umową - torturowany, a na sam koniec zamordowany. To zabójstwo zlecił jakiś cudzoziemiec, który zapłacił sowicie. Miałam otrzymać 50% płacy, z kolei druga połowa wypływała do skarbca. Opłacalne. Owinęłam zwłoki w szafranowe płótno, na którym nicią barwy szmaragdowej wyhaftowane były inicjały naszego stada. Zarzuciłam sobie przez grzbiet nieboszczyka, a raczej to, co z niego pozostało i jęłam kierować się do podziemnej pieczary, mojej kryjówki. Ciem­ne spra­wy naj­le­piej załat­wiać po ciemku, dlatego też wykonywałam zlecenia pod osłoną nocy. W pewnej chwili gwałtownie się zatrzymałam, omal nie zrzucając worka. Wyczułam tu czyjąś obecność. Nadstawiłam uszy i wydęłam nozdrza, analizując, kogóż tu napotkałam na swej drodze. Był to ogier w kwiecie wieku, tyle mogłam stwierdzić z jego zapachu. Bezszelestnie ukryłam truchło w kępie ostrokrzewów, a sama odezwałam się do nieznajomego.
- Dlaczego jesteś tutaj sam? - spytałam, oczekując odpowiedzi. - Jak się nazywasz?
Wyłoniłam się zza drzewa, ukazując swą posturę i uważnie taksując go wzrokiem. Wszakże nie wypada rozmawiać z kimś, kogo nawet się nie widzi.

(Jakiś pan?)

9.04.2017

Nowa morderczyni - Shireen!

Źródło: -
Motto: "Czego krzyczysz.. co noga? A tamtemu głowę urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo."
Imię: Shireen.
Tytuł: ---
Wiek: 4 lata.
Płeć: Klacz.

Przynależność: Klan Mroźnej Duszy.
Ranga/i: Morderca, Strażnik władcy
Głos: Kyla La Grange
Rodzina:
Antika (matka) - Prawdę powiedziawszy Shireen za nią nie przepadała, gdyż faworyzowała ona Amigo, spychając klacz na drugi tor.
Mantigo (ojciec). Prawdziwy autorytet w oczach naszej bohaterki. Uwielbiała ona przebywać, w jego towarzystwie. W dzieciństwie była bardzo ciekawska, a on, zawsze uczył jej czegoś nowego i pozwalał odkrywać ten nieznany, piękny, ale i niebezpieczny świat.
Amigo (brat) - Kiedy Shireen przyszła na świat był on już młodzieńcem. Bardzo imponował małemu źrebakowi, który podążał jego śladem, naśladując poczynania starszego. Pewnego dnia uratował jej życie, czego klacz nie zapomniała mu po dziś dzień.
Luisa (babcia od strony matki) - nie żyje.
Amigo (dziadek od strony matki) - nie żyje.
Lilla (babcia od strony ojca) - nie żyje.
Hortes (dziadek od strony ojca) - nie żyje.
Osobowość: Niektórzy twierdzą, że Shireen jest córką samej Etain, tej, która skazała na śmierć legendarny Dziewiąty Legion, a później w pojedynkę ścigała ocalałych legionistów, w tym jednego centuriona. Była ona niema, a instynktem przewyższała praktycznie każdego przedstawiciela swojej rasy. Porównywana do wilczycy - kiedy kogoś obierze za cel, nie ma odwrotu, prędzej, czy później zginie w okrutnych męczarniach. Pałała ona szczerą nienawiścią do Rzymian, a wśród swoich budziła respekt i strach. Nikomu nie pozwalała się zbliżyć do swojej osoby, a każdy, kto przekraczał dystans, kończył marnie. Niektórzy widzieli, w niej boginię - niestety, pomimo swych nadludzkich umiejętności była śmiertelna. A zginęła młodo, osiągając swój cel i spłacając dług, wobec zamordowanych rodziców. Prawdę powiedziawszy; Shireen jest niebywale dumna, kiedy ktoś ją właśnie do tej persony porównuje. Widzi ona bowiem, w jej postaci bohaterkę, autorytet, który pragnie naśladować w swoim życiu. Nie potrafi okazywać uczuć. "Mam wszystkie cechy istoty żywej: ciało, krew, skórę, włosy. Ale nie mam żadnych wyraźnych uczuć, prócz żądzy i obrzydzenia." Nie radzi sobie z emocjami, ma problemy z agresją i ze złością. Często nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy. A kiedy już wybuchnie - lepiej dla ciebie, jeśli uciekniesz w siną dal, jak najdalej od jej osoby, jeśli chcesz pozostać w jednym kawałku i zachować swoje życie. Jest to typ twardzielki, strongwoman, która potrafi doskonale radzić sobie sama. Brakuje jej tylko korony i trzeba szczerze przyznać, że ma ona zbyt wygórowane mniemanie o sobie i nader często przecenia swoje możliwości. Jej odwaga graniczy, niemalże z głupotą. Wobec rodziny zachowuje się, nie inaczej, aniżeli dla obcych. Z tymże za kogoś bliskiego byłaby w stanie ofiarować swoje życie, zejść na samo dno piekieł, zrobiłaby po prostu wszystko. "Najbardziej kochają ci, którzy najmniej mówią o miłości." Uwielbia wyzwania, pojedynki oraz wszystko to, w czym mogłaby wykazać swoje umiejętności. A trzeba przyznać, że została ona hojnie obdarowana. Mimo to wciąż trenuje i stara się udoskonalać swoje zdolności. Cechuje ją niebywała ambicja, a do tego jest uparta i zawzięta. Choćby musiała przypłacić życiem - nigdy się nie wycofa, nie podda i nie odejdzie z podkulonym ogonem. W jej sercu drzemie wojownik, zaś w duszy buntownik. Swoje słabości stara się przekształcać w tarczę i nie licz, że kiedykolwiek zobaczysz ją obnażoną, czy też bezbronną. Ona nie pozwala sobie na choćby chwilę słabości. Bycie zabójcą wiąże się z pewnymi skłonnościami. "Jak dobrze wiesz - szaleństwo jest, jak grawitacja. Wystarczy lekko pchnąć..." Shireen wyznaje zasadę, że jeśli jest się w czymś dobrym, nigdy nie należy tego robić za darmo. "Zwyk­liście mienić się wrażli­wymi, tarzając się w błocie, z którym ktoś Was zmie­szał. Ja na­tomiast wolę wstać i się z te­go błota ot­rze­pać, przy okaz­ji rzu­cając nim w te­go, kto mnie przewrócił."
Partner: ---
Potomkowie: ---
Aparycja:

  • Rasa: Lusitiano.
  • Wygląd: Bije od niej blask zdrowia, świeżości i dumy. Nie należy do najwyższych, jest raczej średniego wzrostu. Zazwyczaj nosi się dumnie, pierś wypięta do przodu, pysk wzniesiony ku górze. W jej ciemnych, niczym jezioro roztopionej magmy zwierciadłach duszy zawsze niebezpiecznie skrzą się iskierki. Na pierwszy rzut oka wydaje się być delikatna, jak płatek puchu, unoszący się na wietrze i równie pełna gracji. Lecz nie dajcie się zwieść tym pięknym pozorom! W rzeczywistości może ona się poszczycić niemałą siłą.
  • Znaki charakterystyczne: Jej ciało jest niczym zaprawiony w boju miecz - całe pokryte licznymi bliznami. Najbardziej charakterystyczna jest, jednakże ta, biegnąca przez oko.
  • Wzrost: 160 centymetrów.
  • Waga: 480 kilogramów.

Umiejętności: Trzeba przyznać, że została ona hojnie obdarowana. Niemniej jednak nie potrafi wykorzystać potencjału, jaki drzemie w głębi jej duszy. Działa impulsywnie, bez zastanowienia, często nieodpowiedzialnie. Najpierw coś zrobi, a dopiero później będzie rozważać, czy było to słuszne. Jest niebywale wytrzymała na ból. Nie wynika to z jakichś nadludzkich umiejętności, czy też uwarunkowania genetycznego. Shireen trenuje do granic możliwości, przekraczając bezpieczną strefę. Wbrew pozorom jest bardzo silna. Umiarkowanie szybka, dość zwinna. Jako małe źrebię została zdana na pastwę losu, więc już wtedy musiała opanować podstawowe umiejętności, ażeby przeżyć. Z czasem zaczęły się one rozwijać i kształtować, a klacz zdobywała nowe doświadczenie.
Historia: Wśród gęstych, bujnych traw, w samym sercu Mongolii na świat przyszła ona. Taka niepozorna, niczym nie wyróżniająca się, spośród innych przedstawicieli jej rasy. Dzieciństwo miała całkiem normalne, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że zostało ono wyciągnięte z jakiejś bajki, w której nie są przewidziane czarne scenariusze. Życie jednakże pisze tylko te pozbawione barw i nieprzewidywalne historie. Pewnego dnia, kiedy Shireen hasała beztrosko pośród drzew i krzewów, oddalona od swej rodziny - wybuchł pożar. Młoda klacz zupełnie nie wiedziała, co ma począć. Zaczęła galopować w stronę swoich najbliższych, jednakże drogę zagrodziły jej gorące płomienie, wzniecające się ku górze. Chcąc ratować swoje życie, zawróciła, uciekając w przeciwnym kierunku. Wtedy właśnie po raz ostatni widziała swoich bliskich. (...) Musiała szybko nauczyć się, jak przetrwać w tym okrutnym świecie, przez co niezbyt wychodzi jej okazywanie uczuć. Powiedzmy sobie szczerze - aspołeczny z niej typ, o dość specyficznym poczuciu humoru, zrozumiałym jedynie dla niej samej. Większość swojego życia spędziła na podróżach, eksploracji nowych, nieznanych dotychczas terenów. Przypadek sprawił, że Shireen dołączyła do Klanu Mroźnej Przypadek sprawił, że Shirren dołączyła do Klanu Mroźnej Duszy. Nie miała gdzie się skryć i zregenerować siły, a musiała czym prędzej uciekać przed rozwścieczoną sforą, której porządnie zalazła za skórę. A tutaj zaoferowali jej własny kąt do spania, urodzajne tereny i jeszcze dosyć dobrą pozycję, w hierarchii. Czegóż chcieć więcej? Zresztą, podobne te historie, które zaczęły się przez przypadek, są tymi najpiękniejszymi...
Inne:
--> Chodzi z głową w chmurach, wciąż marząc o czymś nieosiągalnym.
--> Jest bardzo łakoma na pieniądze i inne drogocenne przedmioty.
--> Nie jest wierna, a żeby zdobyć jej poparcie wystarczą tylko konkretne argumenty. Za kosztowności jest w stanie naprawdę zrobić wszystko.
--> Nigdy nie płacze, gdyż uważa łzy za oznakę słabości.
--> W głębi duszy, pod niezliczoną ilością masek - jest wrażliwa, choć uważa tę cechę za słabość.
Kontakt: Julie tta | wielkafankafawi@gmail.com

Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika