- A co TY tu robisz? - tak właśnie, z morderczym podkreśleniem dwóch literek, wpatrywałem się w odrażające, koniokształtne stworzenie z jakimiś płetwami, czy co to tam było. W ogóle... Jakim cudem jeszcze tego nie widziałem? Musiałem coś najwidoczniej przeoczyć, że nagle po ziemi pełzają rybokonie. Moja powieka niebezpiecznie drgnęła, a na pysku wykwitł ironiczny uśmiech, usłany dodatkowo wyszczerzonymi zębami. Istota ,,uniosła brwi" i rzuciła mi przelotne spojrzenie, a potem popatrzyła na księżniczkę. Klacz nerwowo zaczęła kopać w zmarzniętej ziemi.
- Eeee... - wydukała jedynie, co jakiś czas zerkając na mnie z błaganiem w brązowych oczach. W sumie to nie dziwiłem się. Sam nie wiedziałbym, jak wytłumaczyć się z takiej sytuacji. Płetwiasty czterokopytny westchnął.
- Może ja wrócę później. Jak na razie, nic tu po mnie. Wyjaśnijcie sobie porachunki małżeńskie, czy coś takiego. - syknął, niezadowolony.
- Kim ty do cholery jesteś? - zarżałem, zirytowanym głosem, starając się ogarnąć, czy to nie tylko głupia iluzja.
- Spytaj się jej. - warknął i jak na zawołanie zanurkował w lazurowej toni, na której tafli odbijał się ostry blask księżyca. Wraz z Miriadą, staliśmy bez ruchu, patrząc na siebie w milczeniu. Pierwszy zrobiłem krok, a potem podszedłem do izabelki. Klacz westchnęła.
- Nie musisz się na razie tłumaczyć, ale... Co to było?! - lekko poddenerwowany, przystępowałem z nogi na nogę. Miri skrzywiła się lekko.
- Znajomy. - ta odpowiedź wcale mnie nie usatysfakcjonowała. Zżerała mnie ciekawość, a niewiedza doskwierała mi całą drogę powrotną do reszty grupy. W końcu nie chciałem już iść dalej i zatrzymałem się, a klacz obok. Przejechałem chrapami po jej szyi, jakby dając znak, że wszystko jest w porządku. Nie było. Widziałem, jak Miri się denerwuje. Dało się to nawet wyczuć, odczytać z jej oczu. Nie chciała mi powiedzieć, co się stało i czym jest wodna istota. I jak na razie nie będę o to prosił. W kompletnej ciszy ruszyliśmy dalej. Starałem się na chwilę zapomnieć, ale to wszystko mnie okropnie nurtowało. W końcu wróciliśmy do reszty. Stanąłem gdzieś z boku, a księżniczka ostrożnie przystanęła obok.
- Przepraszam, Etsiin... - westchnęła.- Po prostu byś tego nie zrozumiał. A przynajmniej nie teraz.
Lekko kiwnąłem głową i zamknąłem oczy. Od Miriady wręcz biło zakłopotanie. Z jednej strony nie chciałem wiedzieć, o co chodzi. Wszyscy żyliby dalej. Ale z drugiej strony, miałem jakąś potrzebę dowiedzenia się. Może dla siebie? Może by odciążyć Miriadę z jakiegoś sekretu? Co jakiś czas zerkałem na ukochaną. Widziałem, że nie śpi. Ja też nie mogłem. Sen zmorzył mnie dopiero po kilku godzinach.
---
Ranek uderzył mnie jak z liścia. Ostry chłód przeszywał każdy najmniejszy milimetr mojego ciała. Z trudem podniosłem powieki. No i oczywiście, byłem strasznie głodny. Ale jakieś marne korzonki były jedynym, co zimą można było znaleźć. Miriada nie spała. Kręciła się gdzieś niedaleko, a ja obserwowałem ją z uwagą. W końcu nie mogłem już ustać z niecierpliwości i podkłusowałem do izabelki.
- Dzień dobry. - zarżałem, skubiąc jej grzywę. Brązowooka popatrzyła na mnie z bladym uśmiechem i musnęła pyskiem o moje chrapy.
- Cześć. - wymruczała cicho. Zjedliśmy śniadanie, i chwilę spacerowaliśmy, czekając, aż reszta się obudzi. Westchnąłem ciężko i zacisnąłem oczy.
- Czy stało się coś naprawdę poważnego? Martwię się, nie chcę widzieć Cię w takim nastroju... Proszę, powiedz mi. - powiedziałem po chwili, wzdychając.
<Miri?>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etsiin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Etsiin. Pokaż wszystkie posty
8.12.2019
Od Etsiina do Miriady ,,To ja."
Stałem z daleka, z uśmiechem oglądając Miriadę, zabawiającą młode kułany, które pełne entuzjazmu skakały wokół niej. Wydawały się naprawdę rozbawione. Piszczały i szeptały między sobą. Kilka młodych samic uplotło wianek pełen kwiatów i dało księżniczce. Wyglądała przepięknie. Widziałeś kiedyś jabłoń obrośniętą takimi małymi, białymi kwiatuszkami? Nie? To właśnie mi się z tym skojarzyło. Delikatność i zewnętrze, a także wewnętrzne, piękno. Zarżałem do niej z daleka, a ona uśmiechnęła się promiennie, machając pokręconą grzywą. Kułany po chwili w skupieniu doskoczyły do klaczy i wbiły w nią ciekawskie ślepia. Księżniczka zaczęła coś opowiadać. Zastrzygłem uszami, jednak niestety nie miałem możliwości usłyszeć żadnej z historii klaczy. Musiałem stać na czatach. Czułem w środku nieokreślony lęk. Coś cały czas nie dawało mi spokoju. Dotarliśmy tu w naprawdę długim czasie. Ale co jeśli misja zejdzie na niczym, a my wszyscy zostaniemy wypędzeni z domu? Dom... Tak długo go nie widziałem. A co jeśli więcej nie ujrzę? Wbiłem wzrok w Miri i rozmyślałem tak długo, aż zorientowałem się, że zapadał zmrok, a spotkanie księżniczki i młodziaków dobiegło końca. Westchnąłem cicho i zmieniłem się z Cardinanem, idąc w stronę izabelki.
- Cześć... - wymruczałem, przykładając chrapy do jej smukłej szyi. - Cudny wianek.
Klacz dała mi znak, abym go zdjął.
- Alergii można dostać. Ale i tak jest ładny. - odparła, a potem odwzajemniła mój wcześniejszy gest. - Co u Ciebie słychać? Wydawałeś się smutny gdy siedziałam z młodymi.
- Boję się, że misja się nie powiedzie i wszystko pójdzie nie tak. - skrzywiłem się na tę myśl i popatrzyłem na zmartwiony pysk Miriady.
- Dopóki wszyscy jesteśmy razem, damy sobie radę. Nie pozwolimy oddać naszych terenów. - wyszeptała miękkim głosem.
- I naszego domu.
- Prawda.
---
Minęło sporo czasu, prowadziliśmy pertraktacje, niekończące się rozmowy i inne męczące rzeczy. O ile rozmowa z kimś kto chce zabrać Ci dom jest naprawdę męcząca. Zaplanowano jakąś zabawę, która odbyła się niedługo potem. Tańczyliśmy, jedliśmy naprawdę dobre rzeczy, a jednak na twarzach Yatgaar, Cardinana, Miriady i mojej widać było jedynie sztuczny uśmiech, który był swoistą maską, przykrywającą gniew, niechęć i żal. Dopóki wszyscy jesteśmy razem, damy sobie radę. Przypomniałem sobie słowa ukochanej i odrobinę mnie to uspokoiło. Kręciłem się cały czas gdzieś przy niej, aby mieć pewność, że jest bezpieczna. Niedługo potem tańczyliśmy jakiś rytualny taniec, podczas którego Miriada zniknęła mi z oczu, topiąc się w tłumie tych osłów. Czym prędzej zacząłem ją szukać. Stała wraz z Dain'em, synem Khuvi'ego. Na. Samym. Środku. Ale to, co stało się później, zwaliło mnie z nóg.
- Droga Miriado, najmądrzejsza i najpiękniejsza z dam, uosobienie wszystkiego co dobre i szlachetne, czy zechcesz uczynić mi ten zaszczyt i zostać moją królową? - Dain podał jej naszyjnik. Poczułem, jakby otwierała się pode mną przepaść. Wargi zadrgały.
- Co się dzieje? - wycedziłem przez zęby. Nagle Yatgaar stwierdziła, że narzeczony jest wśród nas.
- Kimże jest narzeczony? - zapytał Khuvi. Rozejrzałem się. Miriada stała jak wryta w ziemię, z przerażonym wzrokiem.
- Ja jestem narzeczonym. - stawiłem krok do przodu, wbijając gniewny wzrok w Dain'a. Kułan zamarł, spoglądając na mnie. Zapadła grobowa cisza. Słyszałem jedynie szybkie stukanie serca w piersi i szum trawy.
<Miri?>
- Cześć... - wymruczałem, przykładając chrapy do jej smukłej szyi. - Cudny wianek.
Klacz dała mi znak, abym go zdjął.
- Alergii można dostać. Ale i tak jest ładny. - odparła, a potem odwzajemniła mój wcześniejszy gest. - Co u Ciebie słychać? Wydawałeś się smutny gdy siedziałam z młodymi.
- Boję się, że misja się nie powiedzie i wszystko pójdzie nie tak. - skrzywiłem się na tę myśl i popatrzyłem na zmartwiony pysk Miriady.
- Dopóki wszyscy jesteśmy razem, damy sobie radę. Nie pozwolimy oddać naszych terenów. - wyszeptała miękkim głosem.
- I naszego domu.
- Prawda.
---
Minęło sporo czasu, prowadziliśmy pertraktacje, niekończące się rozmowy i inne męczące rzeczy. O ile rozmowa z kimś kto chce zabrać Ci dom jest naprawdę męcząca. Zaplanowano jakąś zabawę, która odbyła się niedługo potem. Tańczyliśmy, jedliśmy naprawdę dobre rzeczy, a jednak na twarzach Yatgaar, Cardinana, Miriady i mojej widać było jedynie sztuczny uśmiech, który był swoistą maską, przykrywającą gniew, niechęć i żal. Dopóki wszyscy jesteśmy razem, damy sobie radę. Przypomniałem sobie słowa ukochanej i odrobinę mnie to uspokoiło. Kręciłem się cały czas gdzieś przy niej, aby mieć pewność, że jest bezpieczna. Niedługo potem tańczyliśmy jakiś rytualny taniec, podczas którego Miriada zniknęła mi z oczu, topiąc się w tłumie tych osłów. Czym prędzej zacząłem ją szukać. Stała wraz z Dain'em, synem Khuvi'ego. Na. Samym. Środku. Ale to, co stało się później, zwaliło mnie z nóg.
- Droga Miriado, najmądrzejsza i najpiękniejsza z dam, uosobienie wszystkiego co dobre i szlachetne, czy zechcesz uczynić mi ten zaszczyt i zostać moją królową? - Dain podał jej naszyjnik. Poczułem, jakby otwierała się pode mną przepaść. Wargi zadrgały.
- Co się dzieje? - wycedziłem przez zęby. Nagle Yatgaar stwierdziła, że narzeczony jest wśród nas.
- Kimże jest narzeczony? - zapytał Khuvi. Rozejrzałem się. Miriada stała jak wryta w ziemię, z przerażonym wzrokiem.
- Ja jestem narzeczonym. - stawiłem krok do przodu, wbijając gniewny wzrok w Dain'a. Kułan zamarł, spoglądając na mnie. Zapadła grobowa cisza. Słyszałem jedynie szybkie stukanie serca w piersi i szum trawy.
<Miri?>
31.08.2019
Od Etsiina do Miriady ,,Zmieniłaś moje życie już na samym początku"
- Kocham Cię. - takie właśnie słowa padły z ust izabelowatej piękności. Zamarłem, patrząc na nią, jak na ducha. Po jej polikach spłynęły łzy, a ja kompletnie nie wiedziałem, co robić. W moich oczach malowało się to zdziwienie, to szczęście w oczach, może i trochę niepewność. Gdy Miriada stała w świetle księżyca, a jej oczy błyszczały jak najdroższe kamienie... Tak samo niepewna i przerażona po wypowiedzeniu tak prostych słów, a jednak tak ciężkich, zdałem sobie z czegoś sprawę. Uczucie, które tak długo ukrywałem i dusiłem w sobie, wybuchło. Dlaczego tak długo musiałem żyć w strachu i z nadzieją, że to usłyszę? Przecież dobrze wiem, że dla niej skoczyłbym w ogień, dałbym się zabić. Przeżyłbym najgorsze męki i tortury. To przecież Miriada, a ja tak bardzo ją pokochałem. Mocniej niż kogokolwiek na świecie. Wypuściłem cicho powietrze, a następnie drżąc, podszedłem krok do księżniczki i powoli podniosłem jej pysk do góry, patrząc głęboko w jej ciepłe oczy. Stałem tak chwilę, jak najdłużej chcąc pochłaniać wzrokiem jej całe piękno.
- Ja również Cię kocham, Miriado. - wyszeptałem do ucha klaczy, a potem złączyłem jej usta, z moimi, w delikatnym, pełnym miłości pocałunku. Zapadła cisza. Nie była to jednak cisza pełna zakłopotania, a jedynie magii tej nocy. Nic ani nikt nam nie przeszkadzał. W mojej głowie nie było nawet jednej myśli. Zdziwiony poczułem, że klacz odwzajemniła mój gest. Za nic nie chciałem oderwać się od Miriady. Tak wiele z nią przeżyłem... Aż w końcu zrozumiałem, że to ona. Ta, która w końcu może zmienić moje życie. Właściwie? Już dawno to zrobiła. Na samiutkim początku. Odsunęliśmy się od siebie. Wzruszony, miękkimi chrapami otarłem łzy z jej pyska. - Nie musisz się już bać. Kocham Cię. - powtórzyłem. Miriada chyba nie mogła uwierzyć w moje słowa. Na chwilę zamarła, a potem ze szczerym śmiechem wtuliła się w moją rzadką grzywę. Zamknąłem oczy, chcąc jak najdłużej przeżywać tę krótką chwilę. Nie potrzeba było już wypowiadać zbędnych słów. W powietrzu unosił się niewyraźny pyłek, a ja po sekundzie ujrzałem maleńkie płatki śniegu, wirujące i tańczące w powietrzu.
- Śnieg. - wyszeptała Miriada, przesuwając chrapy po mojej szyi. Mozaiczne płatki po chwili osiadły nam na grzywach, ogonach, a potem i na grzbietach.
Staliśmy w ciszy, z zamkniętymi oczyma. Klacz na chwilę odsunęła się kilka kroków, a potem uśmiechnęła się zachęcająco i ruszyła do galopu. Zerwałem się za nią, omijając drzewa pokryte śniegiem. Wbiegliśmy na dużą polanę, skacząc i galopując wokół siebie. Zupełnie jak źrebaki. Obserwowałem, jak nasze ślady się krzyżowały, a następnie były zasypywane śniegiem spod kopyt. Grzywa klaczy tańczyła z wiatrem, muskając moją szyję. Obróciłem głowę w jej stronę, kiedy cwałowaliśmy niedaleko obozu kułanów. Rozbawiona, piękna i szczęśliwa. Piękniejsza niż gwiazdy. Wiele się zmieniła, odkąd pierwszy raz ją widziałem. Nie była już taka sztywna i strachliwa w moim stosunku. Teraz cieszyła się ze mną piękną chwilą. W końcu padliśmy na śnieg, dysząc cicho, powoli obróciłem głowę, lustrując wzrokiem księżniczkę. Byliśmy pokryci śniegiem od kopyt do głów.
- Wyglądam cudownie, prawda? - parsknąłem, uśmiechając się perliście. Izabelowata klacz przyjrzała mi się i zastrzygła uchem. Jej brązowe oko błysnęło.
<Miriada? Zostawiłam takie krótkie, by już nie przedłużać i wstawić.>
- Śnieg. - wyszeptała Miriada, przesuwając chrapy po mojej szyi. Mozaiczne płatki po chwili osiadły nam na grzywach, ogonach, a potem i na grzbietach.
Staliśmy w ciszy, z zamkniętymi oczyma. Klacz na chwilę odsunęła się kilka kroków, a potem uśmiechnęła się zachęcająco i ruszyła do galopu. Zerwałem się za nią, omijając drzewa pokryte śniegiem. Wbiegliśmy na dużą polanę, skacząc i galopując wokół siebie. Zupełnie jak źrebaki. Obserwowałem, jak nasze ślady się krzyżowały, a następnie były zasypywane śniegiem spod kopyt. Grzywa klaczy tańczyła z wiatrem, muskając moją szyję. Obróciłem głowę w jej stronę, kiedy cwałowaliśmy niedaleko obozu kułanów. Rozbawiona, piękna i szczęśliwa. Piękniejsza niż gwiazdy. Wiele się zmieniła, odkąd pierwszy raz ją widziałem. Nie była już taka sztywna i strachliwa w moim stosunku. Teraz cieszyła się ze mną piękną chwilą. W końcu padliśmy na śnieg, dysząc cicho, powoli obróciłem głowę, lustrując wzrokiem księżniczkę. Byliśmy pokryci śniegiem od kopyt do głów.
- Wyglądam cudownie, prawda? - parsknąłem, uśmiechając się perliście. Izabelowata klacz przyjrzała mi się i zastrzygła uchem. Jej brązowe oko błysnęło.
<Miriada? Zostawiłam takie krótkie, by już nie przedłużać i wstawić.>
8.07.2019
Od Etsiina do Miriady ,,Sen, który będę nienawidzić do końca, bo za Ciebie poświęciłbym swoje własne życie."
Rzuciłem Miriadzie rozbawione spojrzenie, Potrafiła tonąć w myślach zupełnie jak ja. To takie dziwne. Jest do mnie taka podobna, a jednak zupełnie inna. Kiedyś słyszałem, że przeciwieństwa się przyciągają. Chyba teraz mam przeświadczenie, że to najszczersza prawda. Minęła krótka chwila, a na mój pysk wkradł się wielki uśmiech.
- Co Cię tak bawi? - klacz popchnęła mnie lekko, widocznie ukrywając śmiech.
- Nic takiego. - zarzuciłem grzywką i zastrzygłem uszami. Ukradkiem na nią popatrzyłem, rozmarzonymi oczyma. - Wyglądałaś, jakbyś myślami była zupełnie w innym miejscu, a jednak Twoje ciało podążało za resztą.
Księżniczka uniosła lekko brew i potrząsnęła głową. Prychnęła, odwracając lekko łeb.
- I chyba tak było... - usłyszałem, jak mówi pod nosem. Pewnie nie chciała, żebym to słyszał, więc nie odpowiedziałem. Dalsza droga mijała nam równie przyjemnie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Tak szczerze, jak chyba nigdy dotąd. Nawet się nie skapnąłem, gdy słońce zaczęło schodzić w dół. Mimo to Yatgaar zarządziła, że przejdziemy jeszcze trochę.
- Jak blisko jesteśmy? - zapytałem w pewnym momencie, podkłusowując do siwej klaczy, w tym samym czasie dając znak Miriadzie, że zaraz wrócę.
- Myślę, że nie zostało nam już dużo. W sumie lepiej, jeżeli spytasz kułany. W końcu nie możemy iść przez wieczność! - Yatgaar machnęła ogonem. Zgodziłem się z nią kiwnięciem głowy, a następnie wróciłem do towarzyszki. Z daleka jej oczy błysnęły, a ja zastanawiałem się, czemu nagle zwracam uwagę na takie drobne rzeczy. Matka mówiła mi przecież, że najdrobniejsze rzeczy są najpiękniejsze. To również prawda, jestem przekonany, że zrobiłbym wszystko, żeby codziennie widzieć jej uśmiech. Właśnie jej. Czuję się dziwnie, myśląc o takich rzeczach. Zamyślony wróciłem do klaczy i posłałem jej promienny uśmiech, a następnie popatrzyłem przed siebie. Czułem motyki w brzuchu, a słowo, które to wszystko określało, stanęło mi w gardle i nie chciało przez nie przejść. Po pewnym czasie wszyscy razem zgodnie ustaliliśmy, że musimy się przespać, a następnie ruszyć z rana. Cardinano stanął gdzieś z boku, Yatgaar również. Ja z Miriadą stanęliśmy oczywiście razem. Nie mogłem spać.
- To piękna noc. - wyrwało mi się z ust. Izabelowata klacz rzuciła mi pogodne spojrzenie, za którym mógłbym rzucić się w ogień. Chyba zamieniam się w jakiegoś taniego romantyka, ale kto by się ze mną nie zgodził, że ta klacz jest po prostu czarująca?
- Masz rację. - Miriada postawiła uszy, zaciekawiona. Poczułem, jak lekko opiera się o moją szyję. Przeszedł mnie mocny dreszcz. Księżniczka drgnęła. - Coś się stało?
- Wszystko w porządku. - Kocham czuć Twój dotyk.
- Na pewno?
- Tak. - Nie.
---
W końcu wszystkich zmorzył sen. Tylko nie mnie. Stałem, lekko przytulając Miriadę szyją. Spojrzenie wbiłem w niebo, które zaszły chmury. Gdy piękny widok został zasłonięty, postanowiłem spróbować zasnąć. Minęła chwila, a odszedłem w objęcia Morfeusza. Stałem na polanie całkowicie osnutej gęstą mgłą. Mógłbym przysiąc, że wyglądała jak dym. Wdzierała mi się do nosa, tak, że z trudem oddychałem. Nie wiedziałem, co dzieje się dookoła. Drżałem, a w pewnym momencie do moich uszu dotarł paniczny krzyk. Głos Miriady. Źrenice mi się zmniejszyły, chciałem biec w stronę źródła, z którego rozlegał się głos. Wtedy zdałem sobie sprawę, że stoję w... Smole. Nie mogłem się ruszyć, wrzeszcząc i szarpiąc, próbowałem się wyrwać. Szarpnąłem z całej siły, a smoła odczepiła się ode mnie wraz ze skórą, czyniąc na moim ciele pełno ran. Krew spływała mi wszędzie. Krzykami pełnymi bólu i cierpienia zacząłem wołać izabelowatą klacz. Dostrzegłem jej sylwetkę wśród mgły i wystrzeliłem w tamtą stronę. Poczułem, że coś zaczyna się do mnie przyklejać. Czarna maź sunęła za mną jak wąż, gdy byłem już tylko krok... Tylko krok od Miriady, smoła obkleiła mnie z każdej strony, nie mogłem wykonać ani jednego ruchu. Wrzeszczałem, chcąc złapać ją za ogon. Nagle całe jej ciało zaczęło się palić.
- Etsiin. - klacz nie wydając żadnego odgłosu, zamieniła się w popiół. Moje oczy się rozszerzyły, po polikach zaczęły spływać mi strugi łez. Poddałem się, a maź dotarła mi do pyska, zaczynając mnie dusić. Bezsilnie padłem na ziemię. Obudziłem się z wrzaskiem, z pyskiem całym mokrym od słonych łez.
- Miriada?!
<Miriada? W końcu miałam jakiś wyraźniejszy pomysł. Mam nadzieję, że nie wyszło strasznie beznadziejnie.>
- Co Cię tak bawi? - klacz popchnęła mnie lekko, widocznie ukrywając śmiech.
- Nic takiego. - zarzuciłem grzywką i zastrzygłem uszami. Ukradkiem na nią popatrzyłem, rozmarzonymi oczyma. - Wyglądałaś, jakbyś myślami była zupełnie w innym miejscu, a jednak Twoje ciało podążało za resztą.
Księżniczka uniosła lekko brew i potrząsnęła głową. Prychnęła, odwracając lekko łeb.
- I chyba tak było... - usłyszałem, jak mówi pod nosem. Pewnie nie chciała, żebym to słyszał, więc nie odpowiedziałem. Dalsza droga mijała nam równie przyjemnie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Tak szczerze, jak chyba nigdy dotąd. Nawet się nie skapnąłem, gdy słońce zaczęło schodzić w dół. Mimo to Yatgaar zarządziła, że przejdziemy jeszcze trochę.
- Jak blisko jesteśmy? - zapytałem w pewnym momencie, podkłusowując do siwej klaczy, w tym samym czasie dając znak Miriadzie, że zaraz wrócę.
- Myślę, że nie zostało nam już dużo. W sumie lepiej, jeżeli spytasz kułany. W końcu nie możemy iść przez wieczność! - Yatgaar machnęła ogonem. Zgodziłem się z nią kiwnięciem głowy, a następnie wróciłem do towarzyszki. Z daleka jej oczy błysnęły, a ja zastanawiałem się, czemu nagle zwracam uwagę na takie drobne rzeczy. Matka mówiła mi przecież, że najdrobniejsze rzeczy są najpiękniejsze. To również prawda, jestem przekonany, że zrobiłbym wszystko, żeby codziennie widzieć jej uśmiech. Właśnie jej. Czuję się dziwnie, myśląc o takich rzeczach. Zamyślony wróciłem do klaczy i posłałem jej promienny uśmiech, a następnie popatrzyłem przed siebie. Czułem motyki w brzuchu, a słowo, które to wszystko określało, stanęło mi w gardle i nie chciało przez nie przejść. Po pewnym czasie wszyscy razem zgodnie ustaliliśmy, że musimy się przespać, a następnie ruszyć z rana. Cardinano stanął gdzieś z boku, Yatgaar również. Ja z Miriadą stanęliśmy oczywiście razem. Nie mogłem spać.
- To piękna noc. - wyrwało mi się z ust. Izabelowata klacz rzuciła mi pogodne spojrzenie, za którym mógłbym rzucić się w ogień. Chyba zamieniam się w jakiegoś taniego romantyka, ale kto by się ze mną nie zgodził, że ta klacz jest po prostu czarująca?
- Masz rację. - Miriada postawiła uszy, zaciekawiona. Poczułem, jak lekko opiera się o moją szyję. Przeszedł mnie mocny dreszcz. Księżniczka drgnęła. - Coś się stało?
- Wszystko w porządku. - Kocham czuć Twój dotyk.
- Na pewno?
- Tak. - Nie.
---
W końcu wszystkich zmorzył sen. Tylko nie mnie. Stałem, lekko przytulając Miriadę szyją. Spojrzenie wbiłem w niebo, które zaszły chmury. Gdy piękny widok został zasłonięty, postanowiłem spróbować zasnąć. Minęła chwila, a odszedłem w objęcia Morfeusza. Stałem na polanie całkowicie osnutej gęstą mgłą. Mógłbym przysiąc, że wyglądała jak dym. Wdzierała mi się do nosa, tak, że z trudem oddychałem. Nie wiedziałem, co dzieje się dookoła. Drżałem, a w pewnym momencie do moich uszu dotarł paniczny krzyk. Głos Miriady. Źrenice mi się zmniejszyły, chciałem biec w stronę źródła, z którego rozlegał się głos. Wtedy zdałem sobie sprawę, że stoję w... Smole. Nie mogłem się ruszyć, wrzeszcząc i szarpiąc, próbowałem się wyrwać. Szarpnąłem z całej siły, a smoła odczepiła się ode mnie wraz ze skórą, czyniąc na moim ciele pełno ran. Krew spływała mi wszędzie. Krzykami pełnymi bólu i cierpienia zacząłem wołać izabelowatą klacz. Dostrzegłem jej sylwetkę wśród mgły i wystrzeliłem w tamtą stronę. Poczułem, że coś zaczyna się do mnie przyklejać. Czarna maź sunęła za mną jak wąż, gdy byłem już tylko krok... Tylko krok od Miriady, smoła obkleiła mnie z każdej strony, nie mogłem wykonać ani jednego ruchu. Wrzeszczałem, chcąc złapać ją za ogon. Nagle całe jej ciało zaczęło się palić.
- Etsiin. - klacz nie wydając żadnego odgłosu, zamieniła się w popiół. Moje oczy się rozszerzyły, po polikach zaczęły spływać mi strugi łez. Poddałem się, a maź dotarła mi do pyska, zaczynając mnie dusić. Bezsilnie padłem na ziemię. Obudziłem się z wrzaskiem, z pyskiem całym mokrym od słonych łez.
- Miriada?!
<Miriada? W końcu miałam jakiś wyraźniejszy pomysł. Mam nadzieję, że nie wyszło strasznie beznadziejnie.>
2.06.2019
Od Etsiina do Miriady ,,Rycerz na białym... Śniegu?"
Nagle rozproszył mnie dziwny odgłos. Najpierw odległy i głuchy, a następnie tak głośny, że ziemia zaczęła drżeć... Chwila... ZIEMIA ZACZĘŁA DRŻEĆ? Wyrwany z zamyślenia, gwałtownie się odwróciłem. Ze skał pędziła lawina, w tak zawrotnym tempie, że nie dałem rady nawet dokończyć zdania.
- Miriada! Uważ... - poczułem, jak zimny i kujący śnieg uderza mnie w pysk, a następnie brutalnie odbiera grunt spod nóg. Wszystko pociemniało, potem na chwilę ujrzałem przed oczyma zupełną biel i straciłem przytomność.
Zamrugałem kilka razy, nieprzytomnie poruszając głową na boki.
- Co się dzieje? - wymamrotałem. Moja głowa pękała z bólu, musiałem się mocno uderzyć. Gdy jakimś cudem dałem radę otworzyć oczy, tam ukazała się wyraźna sylwetka konia, na tle bezkresnej bieli. - Czy to już? Nie żyję? - zapytałem.
- Wygląda na to, że jednak żyjesz. - usłyszałem niewyraźny głos. Musiał należeć do Cardinaniego.
- O Boże... - jęknąłem, ale jednocześnie odetchnąłem z ulgą. Ogier pomógł mi wydostać się z zaspy i wstać. - Co tu się stało?
- Zaskoczyła nas lawina. - powiedziała Yatgaar, która właśnie otrzepywała się z puchu.
- Wszyscy już są? - zapytałem.
Yatgaar zamilkła na chwilę, a potem gwałtownie się obejrzała. Widziałem, jak jej oczy przybierają duży rozmiar.
- Moment... Gdzie jest Miriada? - krzyknęła klacz. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że faktycznie Miriady nie ma. Zamarłem. Świat przed moimi oczyma rozmazał się na chwilę, a potem poczułem głuchą ciszę. Miriada... Miriada... Gdy oprzytomniałem, zobaczyłem, jak Yatgaar zaczyna wpadać z panikę. Cardinano próbował coś do niej mówić, jednak klacz widocznie nie chciała słuchać. Starałem się uspokoić, ale dalej czułem zimne kucie w sercu.
- Trzeba ją znaleźć. - powiedziałem powoli. Co, jeżeli coś się jej stało? Co, jeżeli nie żyje?! Starałem się odtrącić tę myśl, jednak została mi gdzieś z tyłu głowy. Rozejrzałem się. Ziemię pokrywała gruba warstwa śniegu, drzewa przypominały wysuszone badyle. Gdzie można byłoby zacząć szukać klaczy? Czułem, że we mnie także wzbiera się panika. Kułany też gdzieś zaginęły.
- No pięknie... - wymamrotałem i odwróciłem się w stronę Yatgaar i Cardinaniego. - Słuchajcie, nie możemy próżnować. Jeżeli Miriada żyje, to może jej grozić śmierć z powodu zimna. Kto wie, czy coś jej nie przysypało? Jak przez mgłę pamiętam, że ukryła się za dużym kamieniem. Musimy ją znaleźć.
Yatgaar spojrzała na mnie niepewnie, a następnie przeniosła wzrok na Cardinaniego.
- Dobrze. W takim razie ja będę szukać w tamtej okolicy. - pokazała łbem i nie czekając na nasze zdanie, ruszyła w tamtą stronę.
- Ja postaram się poszukać kułanów. - mruknął Cardninano. - Może przy okazji znajdę też Miriadę. A ty?
- Będę jej szukać. Tam. - odparłem i drżąc, postanowiłem iść w stronę z której wcześniej zaskoczyła nas lawina. Minęło dużo czasu. Nie wiem jak dużo. Z każdą chwilą traciłem nadzieję.
- Gdzie jesteś, Miriado? - zapytałem sam siebie i kopnąłem kamyk leżący na ziemi. Ponownie minęło dużo czasu, a poszukiwania spełzły na niczym. Na horyzoncie dostrzegłem zbliżających się Yatgaar i Cardinaniego. Widocznie oni też nikogo nie znaleźli.
- I co teraz...? - zapytałem sam siebie, jednakże nagle Yatgaar zamarła i postawiła uszy na sztorc. Wszyscy ucichli.
- Usłyszałam coś! Słowo... - wyszeptała. - Cansli!
Spojrzałem na klacz lekko zakłopotany, a Cardinano lekko wzruszył ramionami.
- Hm...? - wymamrotałem.
- Stamtąd! - Yatgaar wskazała częściowo zasypany głaz. Nie zadając pytań, pogalopowaliśmy we wskazanym kierunku. W sercu zapaliła mi się iskierka nadziei.
<Miri? Przepraszam za tego gniota ;_;>
- Trzeba ją znaleźć. - powiedziałem powoli. Co, jeżeli coś się jej stało? Co, jeżeli nie żyje?! Starałem się odtrącić tę myśl, jednak została mi gdzieś z tyłu głowy. Rozejrzałem się. Ziemię pokrywała gruba warstwa śniegu, drzewa przypominały wysuszone badyle. Gdzie można byłoby zacząć szukać klaczy? Czułem, że we mnie także wzbiera się panika. Kułany też gdzieś zaginęły.
- No pięknie... - wymamrotałem i odwróciłem się w stronę Yatgaar i Cardinaniego. - Słuchajcie, nie możemy próżnować. Jeżeli Miriada żyje, to może jej grozić śmierć z powodu zimna. Kto wie, czy coś jej nie przysypało? Jak przez mgłę pamiętam, że ukryła się za dużym kamieniem. Musimy ją znaleźć.
Yatgaar spojrzała na mnie niepewnie, a następnie przeniosła wzrok na Cardinaniego.
- Dobrze. W takim razie ja będę szukać w tamtej okolicy. - pokazała łbem i nie czekając na nasze zdanie, ruszyła w tamtą stronę.
- Ja postaram się poszukać kułanów. - mruknął Cardninano. - Może przy okazji znajdę też Miriadę. A ty?
- Będę jej szukać. Tam. - odparłem i drżąc, postanowiłem iść w stronę z której wcześniej zaskoczyła nas lawina. Minęło dużo czasu. Nie wiem jak dużo. Z każdą chwilą traciłem nadzieję.
- Gdzie jesteś, Miriado? - zapytałem sam siebie i kopnąłem kamyk leżący na ziemi. Ponownie minęło dużo czasu, a poszukiwania spełzły na niczym. Na horyzoncie dostrzegłem zbliżających się Yatgaar i Cardinaniego. Widocznie oni też nikogo nie znaleźli.
- I co teraz...? - zapytałem sam siebie, jednakże nagle Yatgaar zamarła i postawiła uszy na sztorc. Wszyscy ucichli.
- Usłyszałam coś! Słowo... - wyszeptała. - Cansli!
Spojrzałem na klacz lekko zakłopotany, a Cardinano lekko wzruszył ramionami.
- Hm...? - wymamrotałem.
- Stamtąd! - Yatgaar wskazała częściowo zasypany głaz. Nie zadając pytań, pogalopowaliśmy we wskazanym kierunku. W sercu zapaliła mi się iskierka nadziei.
<Miri? Przepraszam za tego gniota ;_;>
11.05.2019
Od Etsiina do Rose ,,Niebezpieczne spotkanie"
- Bardzo dziękuję za pomoc, Estero. Masz naprawdę piękne imię. - powiedziałem, odwzajemniając uśmiech. Niespecjalnie miałem ochotę do rozmów, ale jak przystało na ogiera, musiałem zachować się kulturalnie!
- Dziękuję. - odparła niepewnie klacz. Przyjrzałem się jej uważniej. Miała nietypową maść, a mianowicie brudnokasztanowatą. W oczy rzuciły mi się dwie blizny, które klacz miała na zadzie i nad kopytem.
- Co Cię tutaj sprowadza, jeżeli mogę spytać? - zarżałem przyjaźnie.
- Zaskoczył mnie jakiś kulawy wilk, jednak mi nie zagrażał, więc teoretycznie wybrałam się na spacer. - Estera machnęła ogonem. Powoli pokiwałem głową, a następnie uważnie się rozejrzałem.
- Jesteś pewna, że był zupełnie sam? - zapytałem po niedługiej chwili, zaniepokojonym głosem.
- Jestem pewna. - mruknęła Estera. - Może się przejdziemy?
- Z chęcią.
---
Słońce wisiało nam nad głowami. Temperatura była miejscami nie do wytrzymania. Cóż... Dla mongolskiego lata było to coś zupełnie zwyczajnego.
- Czy w pobliżu znajduje się jakieś jeziorko? - zapytałem. Koniecznie musiałem ugasić pragnienie!
- Tak. Możemy się tam przejść. - odparła błękitnooka klacz. Niedługo potem byliśmy w drodze do owego zbiornika wody. Ostatnio w Klanie było głośno o brutalnym morderstwie Cherry. Dla mnie było to do nie pomyślenia, aby odbierać życie starej, dobrej i niewinnej klaczy. Postanowiłem nie zaprzątać tym sobie głowy. Nim się obejrzałem, byliśmy na miejscu. Prawie rzuciłbym się w stronę wody, ale musiałem się powstrzymać. Trzeba zachować maniery!
- Zechciałabyś się napić wody? - zapytałem, uśmiechając się delikatnie.
- Oczywiście. Jest strasznie gorąco! - musiałem zgodzić się z jej słowami, mongolskie lato było naprawdę ciepłe i nie szczędziło wysokich temperatur. Chwilę później oboje gasiliśmy pragnienie. Poczułem przyjemny dreszcz, gdy chłodny strumień wody znalazł się w moim gardle. Gdy uniosłem łeb, by się rozejrzeć, drgnąłem. Do moich nozdrzy wdarł się dziwny i nieprzyjemny zapach. Zagrożenie... Pomyślałem.
- Cśś... Estero, tam jest niedźwiedź! Musimy się powoli wycofać... - powiedziałem do niej półgłosem.
<Rose? Przepraszam, za długie oczekiwanie.>
- Zechciałabyś się napić wody? - zapytałem, uśmiechając się delikatnie.
- Oczywiście. Jest strasznie gorąco! - musiałem zgodzić się z jej słowami, mongolskie lato było naprawdę ciepłe i nie szczędziło wysokich temperatur. Chwilę później oboje gasiliśmy pragnienie. Poczułem przyjemny dreszcz, gdy chłodny strumień wody znalazł się w moim gardle. Gdy uniosłem łeb, by się rozejrzeć, drgnąłem. Do moich nozdrzy wdarł się dziwny i nieprzyjemny zapach. Zagrożenie... Pomyślałem.
- Cśś... Estero, tam jest niedźwiedź! Musimy się powoli wycofać... - powiedziałem do niej półgłosem.
<Rose? Przepraszam, za długie oczekiwanie.>
30.03.2019
Od Etsiina do Miriady ,,Upiorny wzrok"
Rzuciłem klaczy lekko zamyślone spojrzenie i przekręciłem łeb.
- Tam, gdzie poprowadzą nas nogi! -zarżałem i ruszyłem przed siebie powolnym kłusem. Obejrzałem się za siebie, chcąc wiedzieć, czy Miriada podąża za mną. Przez dobrą chwilę klacz wahała się, stojąc w miejscu, ale niedługo potem ruszyła za mną. Jakiś czas w ciszy kłusowaliśmy po łąkach, nabierających zielonych barw. Zdecydowanie uwielbiałem wiosnę, w końcu to czas narodzin większości zwierząt. To czas, gdy świat budzi się po długim, zimowym śnie.
- Wiosna to przepiękna pora roku, nieprawdaż? -zapytałem mimowolnie, oddając się lekkim powiewom wiatru.
- Tak, to niezwykle przyjemna pora. -odparła klacz, a kąciki jej ust uniosły się lekko. Niedługo potem zwolniliśmy do stępu, podziwiając życie budzące się do życia. Nie potoczyliśmy rozmowy dalej. Spojrzałem na Miriadę, przechylając lekko głowę. To aż dziwne, że przeżyłem już z nią tyle przygód... Szczerze? Często odnosiłem wrażenie, że nie dorastam klaczy do kopyt. Miriada była w końcu księżniczką! Minął moment, zanim wróciłem umysłem do normalnego świata. Zdałem sobie sprawę, że klacz cały czas coś do mnie mówiła.
- Ziemia do Etsiina! - parsknęła, patrząc na mnie z dziwnym wyrazem pyska. Chyba przez coś było jej trudno utrzymać powagę...
- Hmm...? A, tak, tak. Co mówiłaś? -odparłem po chwili. To nazywa się mieć szybki zapłon!
-Dokładniej, to pytałam się. -powiedziała klacz, marszcząc czoło. Jej spojrzenie miało w sobie nutkę irytacji i słusznie!
-Oh... Wybacz. Jakież to pytanie zignorowałem? -spytałem, machając ogonem w prawo i w lewo. Miriada przez chwilę wpatrywała się w niekończący się, jaśniutki horyzont.
-Pytałam się, jak mieli na imię Twoi rodzice. -powiedziała po chwili namysłu i zerknęła w moją stronę.
-Kalioppe i... Irves. -odparłem, drugie imię wypowiadając ze skrzywioną miną.
-Nie lubiłeś swojego ojca? Chyba za dużo pytam... -zarżała Miriada.
-Nie, wcale nie pytasz o za dużo. I tak, nie lubiłem go, wręcz nienawidziłem. -kopnąłem kamyk leżący na ziemi. Trudno było mówić o tym, że zabiło się własnego tatę. Postąpiłem słusznie... prawda? Często, ostatnio coraz częściej, ta myśl zaprzątała mi głowę. Nie dawała spokoju ani na moment!
-Ah, tak... -powiedziała klacz, wyraźnie zmieszana. Dalszy spacer minął już w zupełnej ciszy, na koniec wróciliśmy do reszty. Jakiś czas jeszcze odpoczywaliśmy, by potem ruszyć w dalszą drogę. Zapewne będziemy tak szli jeszcze z dzień, dwa... może nawet trzy? Pomyślałem. Nie mogłem jednak narzekać! Jako koń, nogi miałem silne i niestraszna mi była bardzo długa droga. Wyczuwałem, że kułany były nieco poddenerwowane. Być może dlatego, że zbliżaliśmy się z każdym krokiem do celu? Tylko dlaczegóż to? Trudno było mi stwierdzić. Postanowiłem jakoś szczególnie nie wnikać i zająć się dalszą drogą. Trzymałem się jak najbliżej Miriady. Czas szybko upłynął, nim się obejrzałem, słońce schowało się już za horyzontem. Postanowiliśmy zatrzymać się na niedługi odpoczynek. Cały czas miałem wrażenie, że jestem obserwowany. Pewnie nie tylko ja. Kułany rozpierzchły się. Jeden z nich stanął przy jakichś krzakach i upiornie wpatrywał się w konie. Podszedłem do Miriady skrzywiony.
- Nie lubię, gdy ktoś tak strasznie mi się przypatruje... -powiedziałem powoli, stając obok klaczy i drapiąc się po nodze.<Miriada? Przepraszam, naprawdę strasznie przepraszam za to opowiadanie. Mimo usilnych prób, do głowy nie przyszło mi nic kreatywniejszego. Starałam się, żeby jakoś to wyszło. Nam nadzieję, że osiągnęłam ten efekt. Przepraszam też, że musiałaś tyle czekać.>
24.01.2019
Od Etsiina do Miriady ,,Noc jak noc"
-Dlaczego to zrobiłeś? –zapytała Miriada. Chociaż pytanie nie odnosiło
się wprost do jakiejś czynności którą wykonywałem, wiedziałem, że chodzi
jej o to, dlaczego postanowiłem iść z nią i resztą na tą misję
dyplomatyczną. Stałem w milczeniu przypatrując się otoczeniu i co
najgorsze, nie wiedziałem jak odpowiedzieć klaczy. Myśli kotłowały mi
się w głowie. Mogłem znaleźć nawet tysiąc takich powodów dlaczego to
zrobiłem, a jednak znałem ten jeden, konkretny, dla którego chciałem
uczestniczyć w całej tej misji. Spojrzałem na nią, trudno było mi nawet
otworzyć pysk.
-Może ze względu na Ciebie? –spytałem bardziej samego siebie. Po chwili zdałem sobie sprawę jak dziwnie musiała zabrzmieć ta odpowiedź i to wypowiedziana z moich ust.
–To znaczy, wiesz.. jesteś moją przyjaciółką. No przynajmniej ja tak Cię traktuje i chciałem mieć pewność, że będziesz bezpieczna, po za tym lubię przebywać w Twojej obecności. Chciałem też zrobić jeszcze lepsze wrażenie na władcy. Jestem w końcu zwiadowcą i muszę Was zawiadomić w razie niebezpieczeństwa. –trzecie zdanie zabrzmiało najmniej wiarygodnie, tym bardziej, że mój głos widocznie się załamywał.
-Ah, tak.. –odparła zmieszana Miriada. Staliśmy tak w niezręcznej ciszy. Rozejrzałem się gorączkowo w poszukiwaniu jakiegoś obiektu do tematu rozmów. Jednakże nigdzie takowego nie było.
-Uh, jak myślisz, jak pójdzie nam ta misja dyplomatyczna? –zapytałem dla rozładowania atmosfery.
-Mam nadzieję, że powiedzie się jak najbardziej dobrze. No chyba, że właśnie idziemy do jednej wielkiej pułapki, chociaż wątpię aby chcieli nas atakować. –odparła Miriada. –Po prostu bądźmy dobrej myśli.
-Masz rację. –powiedziałem i zwróciłem głowę z powrotem w kierunku księżyca. Staliśmy tak jakiś czas w ciszy. –Przejdziemy się odrobinę? Nie mogę zasnąć a warto by było obejrzeć teren wokół.
-Jasne. –powiedziała klacz. Ruszyłem pierwszy, a Miriada tuż za mną. Rozglądałem się bacznie, ale i co jakiś czas rzucałem ukradkowe spojrzenie klaczy. Ta widocznie była zainteresowana otoczeniem.
-Ładna dziś noc. –mruknąłem. Wyczuwałem jak tonę w grubej pokrywie śniegu, a raczej moje nieszczęśliwe nogi które już dostatecznie doświadczyły zimna i mrozu.
-Faktycznie. Nie często zimą można zaobserwować tak jasny księżyc.. i gwiazdy. –odparła widocznie zafascynowana klacz. Podążyłem za jej wzrokiem, wcześniej wpatrzony w księżyc nie dostrzegałem tych małych, białych i migających światełek na niebie. Dzisiaj było ich naprawdę dużo, tworzyły konstelacje i różne drogi na niebie.
-Niesamowite! –powiedziałem wpatrzony w niebo, w ogóle nie patrzyłem na drogę. Niestety zapłaciłem za to chwilę później, potykając się o korzeń drzewa przy tym wywracając na ziemię Miriadę.
-Oh! Przepraszam, przepraszam. Nic Ci nie jest? –wywróciłem oczami myśląc o własnej głupocie. Brawo, głupku. Nie umiesz chociaż raz patrzyć na drogę i nie wypie*dalać się o wszystko w zasięgu wzroku? W końcu potknę się o samo zwierzę. Pomogłem klaczy wstać.
-Nie, wszystko w porządku. Po za tym nic się nie stało. Zdarza się – powiedziała Miriada, ale było widać, że jest okrutnie zażenowana.
-To dobrze, jeszcze raz wybacz. Może pościgamy się z powrotem tam skąd poszliśmy na ten spacer? –zapytałem aby zatrzeć skutki tej niekorzystnej sytuacji.
-Właściwie, czemu by nie? –odparła klacz.
-No to.. trzy, dwa.. jeden.. start! –wykrzyknąłem. Oboje wystrzeliliśmy jak z procy. Czułem ten przyjemny wiatr który za każdym razem gdy cwałowałem owiewał moje ciało. Zawsze kochałem to uczucie. Zarżałem wesoło. Nagle Miriada znalazła się przede mną. Nieźle. Potem trochę ją wyprzedziłem to znowu ona znalazła się bardziej z przodu. Ostatecznie skończyliśmy na podobnym wyniku.
-Jak ja lubię się ścigać! –wyparowałem dysząc przy tym ze zmęczenia. –Teraz na pewno zaśniemy.
-Prawda.. –odparła klacz z niewyraźnym uśmiechem. Niedługo potem oboje poszliśmy spać. Zbudziłem się bardzo wcześnie, ale i tak już powoli wszyscy się zbierali. Cardinano był już widocznie gotowy. Yatgaar skubała jeszcze trawę. Miriada za to obudziła się w tym samym momencie co ja. Gdy przygotowaliśmy się i zjedliśmy dosyć skromne śniadanie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Zrównałem się z Miriadą.
-Cześć. Jak się dzisiaj czujesz? –spytałem.
<Miri? Biedny Etsiinek, jak ja go karam tą niezdarnością. XD>
-Może ze względu na Ciebie? –spytałem bardziej samego siebie. Po chwili zdałem sobie sprawę jak dziwnie musiała zabrzmieć ta odpowiedź i to wypowiedziana z moich ust.
–To znaczy, wiesz.. jesteś moją przyjaciółką. No przynajmniej ja tak Cię traktuje i chciałem mieć pewność, że będziesz bezpieczna, po za tym lubię przebywać w Twojej obecności. Chciałem też zrobić jeszcze lepsze wrażenie na władcy. Jestem w końcu zwiadowcą i muszę Was zawiadomić w razie niebezpieczeństwa. –trzecie zdanie zabrzmiało najmniej wiarygodnie, tym bardziej, że mój głos widocznie się załamywał.
-Ah, tak.. –odparła zmieszana Miriada. Staliśmy tak w niezręcznej ciszy. Rozejrzałem się gorączkowo w poszukiwaniu jakiegoś obiektu do tematu rozmów. Jednakże nigdzie takowego nie było.
-Uh, jak myślisz, jak pójdzie nam ta misja dyplomatyczna? –zapytałem dla rozładowania atmosfery.
-Mam nadzieję, że powiedzie się jak najbardziej dobrze. No chyba, że właśnie idziemy do jednej wielkiej pułapki, chociaż wątpię aby chcieli nas atakować. –odparła Miriada. –Po prostu bądźmy dobrej myśli.
-Masz rację. –powiedziałem i zwróciłem głowę z powrotem w kierunku księżyca. Staliśmy tak jakiś czas w ciszy. –Przejdziemy się odrobinę? Nie mogę zasnąć a warto by było obejrzeć teren wokół.
-Jasne. –powiedziała klacz. Ruszyłem pierwszy, a Miriada tuż za mną. Rozglądałem się bacznie, ale i co jakiś czas rzucałem ukradkowe spojrzenie klaczy. Ta widocznie była zainteresowana otoczeniem.
-Ładna dziś noc. –mruknąłem. Wyczuwałem jak tonę w grubej pokrywie śniegu, a raczej moje nieszczęśliwe nogi które już dostatecznie doświadczyły zimna i mrozu.
-Faktycznie. Nie często zimą można zaobserwować tak jasny księżyc.. i gwiazdy. –odparła widocznie zafascynowana klacz. Podążyłem za jej wzrokiem, wcześniej wpatrzony w księżyc nie dostrzegałem tych małych, białych i migających światełek na niebie. Dzisiaj było ich naprawdę dużo, tworzyły konstelacje i różne drogi na niebie.
-Niesamowite! –powiedziałem wpatrzony w niebo, w ogóle nie patrzyłem na drogę. Niestety zapłaciłem za to chwilę później, potykając się o korzeń drzewa przy tym wywracając na ziemię Miriadę.
-Oh! Przepraszam, przepraszam. Nic Ci nie jest? –wywróciłem oczami myśląc o własnej głupocie. Brawo, głupku. Nie umiesz chociaż raz patrzyć na drogę i nie wypie*dalać się o wszystko w zasięgu wzroku? W końcu potknę się o samo zwierzę. Pomogłem klaczy wstać.
-Nie, wszystko w porządku. Po za tym nic się nie stało. Zdarza się – powiedziała Miriada, ale było widać, że jest okrutnie zażenowana.
-To dobrze, jeszcze raz wybacz. Może pościgamy się z powrotem tam skąd poszliśmy na ten spacer? –zapytałem aby zatrzeć skutki tej niekorzystnej sytuacji.
-Właściwie, czemu by nie? –odparła klacz.
-No to.. trzy, dwa.. jeden.. start! –wykrzyknąłem. Oboje wystrzeliliśmy jak z procy. Czułem ten przyjemny wiatr który za każdym razem gdy cwałowałem owiewał moje ciało. Zawsze kochałem to uczucie. Zarżałem wesoło. Nagle Miriada znalazła się przede mną. Nieźle. Potem trochę ją wyprzedziłem to znowu ona znalazła się bardziej z przodu. Ostatecznie skończyliśmy na podobnym wyniku.
-Jak ja lubię się ścigać! –wyparowałem dysząc przy tym ze zmęczenia. –Teraz na pewno zaśniemy.
-Prawda.. –odparła klacz z niewyraźnym uśmiechem. Niedługo potem oboje poszliśmy spać. Zbudziłem się bardzo wcześnie, ale i tak już powoli wszyscy się zbierali. Cardinano był już widocznie gotowy. Yatgaar skubała jeszcze trawę. Miriada za to obudziła się w tym samym momencie co ja. Gdy przygotowaliśmy się i zjedliśmy dosyć skromne śniadanie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Zrównałem się z Miriadą.
-Cześć. Jak się dzisiaj czujesz? –spytałem.
<Miri? Biedny Etsiinek, jak ja go karam tą niezdarnością. XD>
29.12.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Nieznajome odciski łap"
Strasznie spodobało mi się to zdanie. Więc chodź przyjacielu. Przyjacielu.. zależało mi na tym, aby Miriada mogła czuć się przy mnie bezpieczna, żeby uważała mnie za konia godnego zaufania, przyjaciela. Samemu trudno było mi stwierdzić czemu, bo może sam uważałem ją za przyjaciółkę? Mimowolnie uśmiechnąłem się. Fajnie wiedzieć, że ktoś cię lubi. Pogoda była spokojna, chmury jednak łaskawie rozstąpiły się i oblały ziemię przyjemnym, ciepłym światłem. Przymknąłem oczy i uniosłem głowę lekko w górę.
-Lubisz zimę? –spytałem, gdy szliśmy już samotnie przez niewielki step. Klacz chwilę się rozglądała.
-Chyba tak, ale nie lubię gdy jest strasznie zimno. –odparła myśląc nad czymś uporczywie.
-Mam podobnie, za to krajobraz jest wspaniały. –mruknąłem i popatrzyłem przed siebie. Jeszcze nie dawno bywałem z dala tego miejsca, nie świadomy, ze istnieje. Spojrzałem na Miriadę, a potem znów przed siebie.
-Prawda. –klacz rozejrzała się powoli. Dzień zapowiadał się bardzo dobrze, jeśli tylko pogoda nie dostanie kaprysów i nie spuści na nas ton śniegu. Parsknąłem. Miriada posłała mi dziwne spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Przeszliśmy jeszcze trochę, do końca.
-Wiesz co? –zapytałem klaczy. Ona zwróciła się do mnie, po długim wpatrywaniu się w jakieś drzewo.
-Co? –spytała z nutką ciekawości w głosie. Nie dano mi jednak dokończyć, gdyż dostrzegłem dziwne ślady w puchu.
-Oh, powiem Ci później. Spójrz! –powiedział wskazując ruchem pyska dziwne odciski. Trudno było mi określić ich pochodzenie, w każdym razie w około można było dostrzec więcej takich samych, ale maleńkich. Miriada podeszła do nich bliżej, widocznie zdziwiona.
-Faktycznie, dziwne. Może to jakieś wilki? –spytała z jakby nadzieją, bo żadne z nas nie miał ochoty podążać nietypowymi śladami i najłatwiej było to wyjaśnić w ten sposób.
-Chciałbym w to wierzyć.. –spojrzałam tam, gdzie wiodły odciski. Zapamiętałem to miejsce.
-Może sprawdzimy to potem? Albo powiemy komuś z Klanu. W razie czego zapamiętam gdzie wiodła ta ,,ścieżka”. –odparłem. Klacz kiwnęła głową i zawróciliśmy, jednak trop nie zamierzał szybko wyprowadzić mi się z umysłu. Wracając szliśmy już troszkę szybciej. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze, aby zobaczyć czy akurat w tym miejscu nie znajdziemy jakichś kąsków, jednak bezskutecznie. Ziemia była zimna i zamarznięta, a matka natura nie raczyła nas niczym obdarować.
-Nienawidzę szukania jedzenia o tej porze roku. –jęknąłem i kopnąłem grudkę śniegu.
-Wierz mi ja też. –odparła klacz. Niedługo potem byliśmy z powrotem w obozie.
-Może powiemy im o tym już teraz? –spytałem.
<Miriada? Takie cuś bo mój mózg nie chciał wymyślić czegoś kreatywniejszego - _ ->
-Lubisz zimę? –spytałem, gdy szliśmy już samotnie przez niewielki step. Klacz chwilę się rozglądała.
-Chyba tak, ale nie lubię gdy jest strasznie zimno. –odparła myśląc nad czymś uporczywie.
-Mam podobnie, za to krajobraz jest wspaniały. –mruknąłem i popatrzyłem przed siebie. Jeszcze nie dawno bywałem z dala tego miejsca, nie świadomy, ze istnieje. Spojrzałem na Miriadę, a potem znów przed siebie.
-Prawda. –klacz rozejrzała się powoli. Dzień zapowiadał się bardzo dobrze, jeśli tylko pogoda nie dostanie kaprysów i nie spuści na nas ton śniegu. Parsknąłem. Miriada posłała mi dziwne spojrzenie, ale nic nie powiedziała. Przeszliśmy jeszcze trochę, do końca.
-Wiesz co? –zapytałem klaczy. Ona zwróciła się do mnie, po długim wpatrywaniu się w jakieś drzewo.
-Co? –spytała z nutką ciekawości w głosie. Nie dano mi jednak dokończyć, gdyż dostrzegłem dziwne ślady w puchu.
-Oh, powiem Ci później. Spójrz! –powiedział wskazując ruchem pyska dziwne odciski. Trudno było mi określić ich pochodzenie, w każdym razie w około można było dostrzec więcej takich samych, ale maleńkich. Miriada podeszła do nich bliżej, widocznie zdziwiona.
-Faktycznie, dziwne. Może to jakieś wilki? –spytała z jakby nadzieją, bo żadne z nas nie miał ochoty podążać nietypowymi śladami i najłatwiej było to wyjaśnić w ten sposób.
-Chciałbym w to wierzyć.. –spojrzałam tam, gdzie wiodły odciski. Zapamiętałem to miejsce.
-Może sprawdzimy to potem? Albo powiemy komuś z Klanu. W razie czego zapamiętam gdzie wiodła ta ,,ścieżka”. –odparłem. Klacz kiwnęła głową i zawróciliśmy, jednak trop nie zamierzał szybko wyprowadzić mi się z umysłu. Wracając szliśmy już troszkę szybciej. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze, aby zobaczyć czy akurat w tym miejscu nie znajdziemy jakichś kąsków, jednak bezskutecznie. Ziemia była zimna i zamarznięta, a matka natura nie raczyła nas niczym obdarować.
-Nienawidzę szukania jedzenia o tej porze roku. –jęknąłem i kopnąłem grudkę śniegu.
-Wierz mi ja też. –odparła klacz. Niedługo potem byliśmy z powrotem w obozie.
-Może powiemy im o tym już teraz? –spytałem.
<Miriada? Takie cuś bo mój mózg nie chciał wymyślić czegoś kreatywniejszego - _ ->
11.12.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Srebrzyste odmęty Cz. IV Powrotu romantycznej duszy"
Szliśmy w milczeniu. Słońce lekko wychylało się zza horyzontu, ogrzewając nasze ciała, przynajmniej moje. Dalej trudno mi było zrozumieć tą całą pokręconą historię, jak mamy pomóc temu Larensowi, gdzie mamy szukać kryształu? Moje spojrzenie padło na idącą obok mnie, Miriadę.
-A tak właściwie, jak zamierzasz mu pomóc? –zapytałem, spoglądając przed siebie. Słońce było coraz wyżej i raziło w oczy. Klacz milczała dłuższą chwilę.
-Pierwszym krokiem byłoby przeszukanie terenu niedaleko tej groty.. –odparła w zamyśleniu i utkwiła wzrok w jakimś punkcie.
-Trochę by to zajęło, wiesz? –powiedziałem wzdychając.
-Wiem, ale muszę mu pomóc.. –uśmiechnęła się krzywo i umilkła. Dalsza podróż minęła w ciszy, przerywanej odgłosami natury. Gdy dotarliśmy do Klanu, był już poranek. Większość koni spała, po szalonej zabawie. W tej samej chwili zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczony. Ziewnąłem.
-Przepraszam –mruknąłem. Miriada popatrzyła się na mnie dziwnie i powiedziała.
-Muszę się trochę przespać, jeżeli będę spała aż do wieczora, proszę obudź mnie. –klacz odwróciła się i poszła w swoje miejsce. Sam również ruszyłem w jej ślady i głęboko usnąłem.
~~~
Obudziłem się krótko przed północą. Nieprzytomnie się rozejrzałem i dostrzegłem Miriadę, która miała już wyruszać. Jak oparzony wstałem, potykając się. Poczułem piach w pysku.
-Tfu.. –splunąłem gdzieś w bok. Podbiegłem do klaczy, znów robiąc jakieś dziwne ruchy. Miriada spojrzała się na mnie jak na wariata.
-Etsiin..? Wszystko dobrze? –zapytała ze zdziwieniem w głosie.
-Ja, bo, to znaczy tak. –wybełkotałem, ale szybko się otrzepałem i dmuchnąłem w grzywkę.
-Idę z Tobą. –odparłem do klaczy, ta miała już protestować, jednak jej przerwałem.
-Nic mnie nie powstrzyma, musze mieć pewność, że nic Ci się ni stanie. Pogrzebałem kopytem w ziemi. –To co? Idziemy?
-Umm.. tak, tak, już. –powiedziała klacz i ruszyła, a ja za nią. Nie byłem zbyt entuzjastycznie nastawiony do nocnego szukania jakiegoś kryształu, ale wyboru nie miałem. Też chciałem pomóc żurawiowi. Szliśmy tą samą drogą. Na szczęście żadne zwierzęta nam nie wadziły, może to zasługa Larensa? W każdym razie, noc była spokojna i przyjemna. Nie było zimno, tylko ciepło. Powiewał letni wiatr, który wplątywał się w nasze grzywy i ogony. Niedługo potem dotarliśmy do groty. Weszliśmy przez opadające rośliny. Larens już czekał.
-Więc jesteśmy. –powiedziała Miriada i kiwnęła głową do żurawia, na powitanie. Powtórzyłem jej gest.
-Ah, no tak, moi piękni! –odparł śpiewnie Larens. –Jak miło was tu widzieć!
-Tak.. chcemy Ci pomóc odnaleźć ten kryształ. –mruknąłem.
-Dziękuję Wam bardzo. Czy zechcecie, abym wyruszył z wami? Czy będę wam wadzić we wspólnym szukaniu? –spytał ptak i przekrzywił główkę.
-Nie, nie. Absolutnie. –odparła Miriada i spojrzała na mnie pytająco. Wspólne spędzane czasu? Uh..
-To możemy chyba wyruszać, czyż nie? –zwróciłem się w stronę wyjścia.
-Oczywiście, khongor mini! – powiedział wesoło Larens. Wyszliśmy na powietrze.
-Od czego zaczniemy? –zapytałem klacz.
-Hm, no tak jak mówiłam. Zacznijmy od najbliższej okolicy. –nikt nie podważył jej zdania i zaczęliśmy szukać. Mijały minuty, godziny, ale nic nie znaleźliśmy. Nawet złamanego kawałeczka. Choć bezsilnie próbowałem coś wskórać, odchodząc od obszaru, na którym szukaliśmy zguby, to nie podziałało. Kryształu po prostu nie było. Podszedłem do Miriady.
-Larens mówił coś o oceanie, może sprawdźmy koło Uws? –zapytałem z nadzieją.
-Chyba masz rację, tu raczej już nic nie znajdziemy. –mruknęła i wraz z Larensem wyruszyliśmy w stronę jeziora Uws. Chwilę to trwało i dotarliśmy. Przeszukaliśmy najbliższą okolicę, ale znów nic nie znaleźliśmy.
-Może musicie przeszukać tą piękną i nieposkromioną wodę? –zapytał Larens, dziobiąc coś w trawie i kamieniach przy brzegu. Spojrzałem na Miriadę zniesmaczony.
-Możemy spróbować. –powiedziała klacz i rozpoczęliśmy poszukiwania w wodzie. W pewnym momencie postanowiłem zejść trochę głębiej i zanurkować trochę. W mętnym kolorze wody, dostrzegłem niewyraźny zarys skrzyni. Jednak był on tak słaby i odległy, że śmiało można było powiedzieć, że skrzynka jest na dnie i środku Uws.
<Miriada? Przepraszam, że takie krótkie i słabe :c>
-A tak właściwie, jak zamierzasz mu pomóc? –zapytałem, spoglądając przed siebie. Słońce było coraz wyżej i raziło w oczy. Klacz milczała dłuższą chwilę.
-Pierwszym krokiem byłoby przeszukanie terenu niedaleko tej groty.. –odparła w zamyśleniu i utkwiła wzrok w jakimś punkcie.
-Trochę by to zajęło, wiesz? –powiedziałem wzdychając.
-Wiem, ale muszę mu pomóc.. –uśmiechnęła się krzywo i umilkła. Dalsza podróż minęła w ciszy, przerywanej odgłosami natury. Gdy dotarliśmy do Klanu, był już poranek. Większość koni spała, po szalonej zabawie. W tej samej chwili zdałem sobie sprawę, jak bardzo jestem zmęczony. Ziewnąłem.
-Przepraszam –mruknąłem. Miriada popatrzyła się na mnie dziwnie i powiedziała.
-Muszę się trochę przespać, jeżeli będę spała aż do wieczora, proszę obudź mnie. –klacz odwróciła się i poszła w swoje miejsce. Sam również ruszyłem w jej ślady i głęboko usnąłem.
~~~
Obudziłem się krótko przed północą. Nieprzytomnie się rozejrzałem i dostrzegłem Miriadę, która miała już wyruszać. Jak oparzony wstałem, potykając się. Poczułem piach w pysku.
-Tfu.. –splunąłem gdzieś w bok. Podbiegłem do klaczy, znów robiąc jakieś dziwne ruchy. Miriada spojrzała się na mnie jak na wariata.
-Etsiin..? Wszystko dobrze? –zapytała ze zdziwieniem w głosie.
-Ja, bo, to znaczy tak. –wybełkotałem, ale szybko się otrzepałem i dmuchnąłem w grzywkę.
-Idę z Tobą. –odparłem do klaczy, ta miała już protestować, jednak jej przerwałem.
-Nic mnie nie powstrzyma, musze mieć pewność, że nic Ci się ni stanie. Pogrzebałem kopytem w ziemi. –To co? Idziemy?
-Umm.. tak, tak, już. –powiedziała klacz i ruszyła, a ja za nią. Nie byłem zbyt entuzjastycznie nastawiony do nocnego szukania jakiegoś kryształu, ale wyboru nie miałem. Też chciałem pomóc żurawiowi. Szliśmy tą samą drogą. Na szczęście żadne zwierzęta nam nie wadziły, może to zasługa Larensa? W każdym razie, noc była spokojna i przyjemna. Nie było zimno, tylko ciepło. Powiewał letni wiatr, który wplątywał się w nasze grzywy i ogony. Niedługo potem dotarliśmy do groty. Weszliśmy przez opadające rośliny. Larens już czekał.
-Więc jesteśmy. –powiedziała Miriada i kiwnęła głową do żurawia, na powitanie. Powtórzyłem jej gest.
-Ah, no tak, moi piękni! –odparł śpiewnie Larens. –Jak miło was tu widzieć!
-Tak.. chcemy Ci pomóc odnaleźć ten kryształ. –mruknąłem.
-Dziękuję Wam bardzo. Czy zechcecie, abym wyruszył z wami? Czy będę wam wadzić we wspólnym szukaniu? –spytał ptak i przekrzywił główkę.
-Nie, nie. Absolutnie. –odparła Miriada i spojrzała na mnie pytająco. Wspólne spędzane czasu? Uh..
-To możemy chyba wyruszać, czyż nie? –zwróciłem się w stronę wyjścia.
-Oczywiście, khongor mini! – powiedział wesoło Larens. Wyszliśmy na powietrze.
-Od czego zaczniemy? –zapytałem klacz.
-Hm, no tak jak mówiłam. Zacznijmy od najbliższej okolicy. –nikt nie podważył jej zdania i zaczęliśmy szukać. Mijały minuty, godziny, ale nic nie znaleźliśmy. Nawet złamanego kawałeczka. Choć bezsilnie próbowałem coś wskórać, odchodząc od obszaru, na którym szukaliśmy zguby, to nie podziałało. Kryształu po prostu nie było. Podszedłem do Miriady.
-Larens mówił coś o oceanie, może sprawdźmy koło Uws? –zapytałem z nadzieją.
-Chyba masz rację, tu raczej już nic nie znajdziemy. –mruknęła i wraz z Larensem wyruszyliśmy w stronę jeziora Uws. Chwilę to trwało i dotarliśmy. Przeszukaliśmy najbliższą okolicę, ale znów nic nie znaleźliśmy.
-Może musicie przeszukać tą piękną i nieposkromioną wodę? –zapytał Larens, dziobiąc coś w trawie i kamieniach przy brzegu. Spojrzałem na Miriadę zniesmaczony.
-Możemy spróbować. –powiedziała klacz i rozpoczęliśmy poszukiwania w wodzie. W pewnym momencie postanowiłem zejść trochę głębiej i zanurkować trochę. W mętnym kolorze wody, dostrzegłem niewyraźny zarys skrzyni. Jednak był on tak słaby i odległy, że śmiało można było powiedzieć, że skrzynka jest na dnie i środku Uws.
<Miriada? Przepraszam, że takie krótkie i słabe :c>
30.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Błyszcząca mgła. Cz. II Powrotu romantycznej duszy"
-Idę do lasu. Niedługo wrócę. – takimi słowami pożegnała się ze mną Miriada. Klacz ruszyła w las. Nie przejąłem się tym specjalnie. Leniwie rozglądałem się po Klanie, zabawa dalej trwała, ale ze względu na to, ze większość była już zmęczona, tylko garstka coś robiła. Westchnąłem i pogrzebałem kopytem w ziemi. Pojawiła się tam malutka stokrotka.
-Ah? Ale jak? Nie powinno Cię tu być.. –szepnąłem i zdziwiony przysunąłem pysk do kwiatka. Ten jak na zawołanie, zerwał się z ziemi i poleciał tam, gdzie zniknęła Miriada. Spojrzałem dalej zdziwiony, w ślad za kwiatkiem. Chciałem już ruszyć za nim, jednak powstrzymałem się, uznając to za głupi przypadek. Zobaczyłem jeszcze trzy takie stokrotki, które obrały sobie taki sam kierunek, jak ich poprzedniczka. Stałem jak wryty, a kilka koni spojrzało się na mnie dziwnie.
-Uhm.. tak. –powiedziałem sam do siebie i postarałem się o tym zapomnieć, ale cały czas miałem dziwne przeczucie i to niekoniecznie złe.
~~~
Niedługo potem zapomniałem o incydencie i wróciłem do zabawy. Inni wcześniej odpoczywający, też wrócili. Tańczyliśmy jakiś inny stary taniec. Czułem się jak małe dziecko, które znów może się bawić. Kilka kroków w prawo, w lewo, do przodu. Wczułem się w rytm i raźnie brykałem. Kilka koni zaśmiało się, tak jak podejrzewałem, ze mnie, Zarumieniłem się i odłączyłem od zabawy, wmawiając sobie, że to przez zmęczenie, i może faktycznie. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że Miriady coś długo nie ma. Próbowałem obliczyć czas jaki minął, ale nie dałem rady. Wtedy się zaniepokoiłem. A co jeżeli coś się jej stało? Ktoś ją porwał? Zabił? Niedorzeczne myśli kotłowały mi się w głowie. Postanowiłem ruszyć w ślad za klaczą, aby mieć pewność, że nic jej nie jest. Minęło trochę czasu, a mi była strasznie zimno. Drżałem, podzwaniając zębami. Co za pomysł wychodzić do lasu o takiej porze? Wyobrażając sobie czarne scenariusze, straciłem rachubę i uważność. W pewnym momencie dosłyszałem zgniatanie liści i łamane gałęzie. Zamarłem.
-Kto tam? –spytałem, bo w głębokich ciemnościach to mógł być każdy. Odpowiedziała mi cisza, a potem warczenie i wycie. Nie musiałem długo myśleć, żeby wiedzieć kto postanowił się ze mną spotkać. W panice rzuciłem się w cwał. Gałęzie mocno zacinały mnie w oczy, a ja sam potykałem się co krok. Czułem zmęczenie, ale adrenalina nie pozwalała mi zwolnić. Czułem oddech wilków na karku. Zapach zgniłego mięsa i mokrego futra. Strach rósł z każdą chwilą. Poczułem jak jeden z wilków mocno ugryzł mnie w nogę. Rżąc przeraźliwie mocno uderzyłem w drzewo. Zrobiło mi się zimno, a gdy próbowałem się dźwignąć, upadłem na ziemię. To koniec! Zjedzą mnie tu.. zostaną tylko smutne białe kości.. Czułem pot spływający mi ze zmęczonego ciała. Wilki patrzyły się na mnie złotymi oczami. Chwila. Nie patrzyły na mnie. Ich wzrok był wbity w jeden punkt. Nagle jeden z pierwszych wilków zaskomlał i podkulił ogon. Cała wataha z wystraszonymi odgłosami zaczęła się cofać i uciekła w las. Odetchnąłem i wstałem. Dysząc chciałem już wracać i to wszystko zostawić, jednak bardzo zaciekawiło mnie to, czego wystraszyły się drapieżniki. Rozejrzałem się. Ciemność. Gdy jednak się odwróciłem, zobaczyłem mocne, biało - błękitnawe światło.
-Oh..! –szepnąłem zduszonym głosem. –Cóż to takiego..?
Niepewnie wychyliłem się zza drzewa. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Stała tam Miriada, która rozmawiała z dziwnym stworzeniem, chyba ptakiem. Był cały biały i składał się z jakby błyszczącej mgiełki. Zszokowany, nieuważnie nadepnąłem na gałąź. Ptak odwrócił się w moją stronę i uciekł. Miriada spojrzała w moją stronę, a ja z paniką ukryłem się za drzewo. Uzna mnie za jakiegoś prześladowca! Co wtedy zrobię? Nie, nie.. Uspokój się! Gdy znów się wychyliłem, zobaczyłem tylko ślady klaczy, prowadzące w głąb lasu, za niesamowitym stworzeniem. Niepewnie wyszedłem z kryjówki. Tak bardzo nie chciałem iść za klaczą i stworzeniem. Jednak czułem się odpowiedzialny. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem.
~~~
Bałem się, że gdy znowu spotkam klacz, ta stwierdzi, że przerwałem jej rozmowę z ptakiem i ją śledziłem. Odrzuciłem od siebie te myśli, aż zdałem sobie sprawę, że się zgubiłem. Obkręciłem się wokół własnej osi. Ciemno. Tam nic nie ma. Gdy zwróciłem się w stronę północy, dostrzegłem malutkie błyszczące drobinki, które tworzyły ,,drogę”. Na myśl przyszedł mi ptak. Co to do cholery było? Trudno stwierdzić. Duch? Bóstwo? Może demon? Przełknąłem ślinę i ruszyłem do kłusu, podążając ścieżką. Trwało to jakiś czas, aż w końcu ślad zakończył się przy sporej skale. Musiała to być grota, gdyż wśród wiszących roślin, dostrzegłem światło i przestrzeń. Rozchyliłem głową liany i znów mnie zatkało. Tak jak myślałem, była to jaskinia, ale nie tak duża jak sobie wyobrażałem. W środku było przytulnie. Na środku groty był stolik lub jak kto woli, piedestał. Po bokach jaskini płynęła krystalicznie czysta woda. Oczywiście za ,,piedestałem”, stał dziwny ptak. Dostrzegłem, iż jest to żuraw. Bez słowa popatrzył na mnie i zachęcił, abym podszedł bliżej. Tak też zrobiłem, stawiałem ostrożne kroki i poparzyłem na to, co znajduje się na piedestale. Była to dziura w kształcie jakiegoś kamienia. Po jej bokach były kawałki jakiegoś kryształu, w jasno - różowym odcieniu. To one powodowały, że jaskinia również miała w sobie tego koloru mgiełkę. Ktoś musiał wyrwać ten ,,kryształ”.
-Eee.. kim.. jesteś? –zapytałem, dalej patrząc jak głupi na stworzenie. Żuraw uśmiechnął się, przynajmniej takie miałem wrażenie.
-Ty już dobrze wiesz, mój drogi! –odparł ptak i zmienił swoje położenie, jakby przepływając. Chciałem już mówić, że nie, nie wiem. Jednak zahamowałem się.
-Mhm.. no dob-dobrze. Czemu mnie tu sprowadziłeś..? –zapytałem już mniej oszołomiony.
-Oh! –zaśmiał się ptak. –Nie ja Cię tu zaprowadziłem, a Twoje serce! –odpowiedział rozbawiony. W tym samym momencie z gęstwiny lian, wyłoniła się głowa Miriady.
<Miriada? Wybacz, że tak długo, 920 słów>
-Ah? Ale jak? Nie powinno Cię tu być.. –szepnąłem i zdziwiony przysunąłem pysk do kwiatka. Ten jak na zawołanie, zerwał się z ziemi i poleciał tam, gdzie zniknęła Miriada. Spojrzałem dalej zdziwiony, w ślad za kwiatkiem. Chciałem już ruszyć za nim, jednak powstrzymałem się, uznając to za głupi przypadek. Zobaczyłem jeszcze trzy takie stokrotki, które obrały sobie taki sam kierunek, jak ich poprzedniczka. Stałem jak wryty, a kilka koni spojrzało się na mnie dziwnie.
-Uhm.. tak. –powiedziałem sam do siebie i postarałem się o tym zapomnieć, ale cały czas miałem dziwne przeczucie i to niekoniecznie złe.
~~~
Niedługo potem zapomniałem o incydencie i wróciłem do zabawy. Inni wcześniej odpoczywający, też wrócili. Tańczyliśmy jakiś inny stary taniec. Czułem się jak małe dziecko, które znów może się bawić. Kilka kroków w prawo, w lewo, do przodu. Wczułem się w rytm i raźnie brykałem. Kilka koni zaśmiało się, tak jak podejrzewałem, ze mnie, Zarumieniłem się i odłączyłem od zabawy, wmawiając sobie, że to przez zmęczenie, i może faktycznie. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że Miriady coś długo nie ma. Próbowałem obliczyć czas jaki minął, ale nie dałem rady. Wtedy się zaniepokoiłem. A co jeżeli coś się jej stało? Ktoś ją porwał? Zabił? Niedorzeczne myśli kotłowały mi się w głowie. Postanowiłem ruszyć w ślad za klaczą, aby mieć pewność, że nic jej nie jest. Minęło trochę czasu, a mi była strasznie zimno. Drżałem, podzwaniając zębami. Co za pomysł wychodzić do lasu o takiej porze? Wyobrażając sobie czarne scenariusze, straciłem rachubę i uważność. W pewnym momencie dosłyszałem zgniatanie liści i łamane gałęzie. Zamarłem.
-Kto tam? –spytałem, bo w głębokich ciemnościach to mógł być każdy. Odpowiedziała mi cisza, a potem warczenie i wycie. Nie musiałem długo myśleć, żeby wiedzieć kto postanowił się ze mną spotkać. W panice rzuciłem się w cwał. Gałęzie mocno zacinały mnie w oczy, a ja sam potykałem się co krok. Czułem zmęczenie, ale adrenalina nie pozwalała mi zwolnić. Czułem oddech wilków na karku. Zapach zgniłego mięsa i mokrego futra. Strach rósł z każdą chwilą. Poczułem jak jeden z wilków mocno ugryzł mnie w nogę. Rżąc przeraźliwie mocno uderzyłem w drzewo. Zrobiło mi się zimno, a gdy próbowałem się dźwignąć, upadłem na ziemię. To koniec! Zjedzą mnie tu.. zostaną tylko smutne białe kości.. Czułem pot spływający mi ze zmęczonego ciała. Wilki patrzyły się na mnie złotymi oczami. Chwila. Nie patrzyły na mnie. Ich wzrok był wbity w jeden punkt. Nagle jeden z pierwszych wilków zaskomlał i podkulił ogon. Cała wataha z wystraszonymi odgłosami zaczęła się cofać i uciekła w las. Odetchnąłem i wstałem. Dysząc chciałem już wracać i to wszystko zostawić, jednak bardzo zaciekawiło mnie to, czego wystraszyły się drapieżniki. Rozejrzałem się. Ciemność. Gdy jednak się odwróciłem, zobaczyłem mocne, biało - błękitnawe światło.
-Oh..! –szepnąłem zduszonym głosem. –Cóż to takiego..?
Niepewnie wychyliłem się zza drzewa. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Stała tam Miriada, która rozmawiała z dziwnym stworzeniem, chyba ptakiem. Był cały biały i składał się z jakby błyszczącej mgiełki. Zszokowany, nieuważnie nadepnąłem na gałąź. Ptak odwrócił się w moją stronę i uciekł. Miriada spojrzała w moją stronę, a ja z paniką ukryłem się za drzewo. Uzna mnie za jakiegoś prześladowca! Co wtedy zrobię? Nie, nie.. Uspokój się! Gdy znów się wychyliłem, zobaczyłem tylko ślady klaczy, prowadzące w głąb lasu, za niesamowitym stworzeniem. Niepewnie wyszedłem z kryjówki. Tak bardzo nie chciałem iść za klaczą i stworzeniem. Jednak czułem się odpowiedzialny. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem.
~~~
Bałem się, że gdy znowu spotkam klacz, ta stwierdzi, że przerwałem jej rozmowę z ptakiem i ją śledziłem. Odrzuciłem od siebie te myśli, aż zdałem sobie sprawę, że się zgubiłem. Obkręciłem się wokół własnej osi. Ciemno. Tam nic nie ma. Gdy zwróciłem się w stronę północy, dostrzegłem malutkie błyszczące drobinki, które tworzyły ,,drogę”. Na myśl przyszedł mi ptak. Co to do cholery było? Trudno stwierdzić. Duch? Bóstwo? Może demon? Przełknąłem ślinę i ruszyłem do kłusu, podążając ścieżką. Trwało to jakiś czas, aż w końcu ślad zakończył się przy sporej skale. Musiała to być grota, gdyż wśród wiszących roślin, dostrzegłem światło i przestrzeń. Rozchyliłem głową liany i znów mnie zatkało. Tak jak myślałem, była to jaskinia, ale nie tak duża jak sobie wyobrażałem. W środku było przytulnie. Na środku groty był stolik lub jak kto woli, piedestał. Po bokach jaskini płynęła krystalicznie czysta woda. Oczywiście za ,,piedestałem”, stał dziwny ptak. Dostrzegłem, iż jest to żuraw. Bez słowa popatrzył na mnie i zachęcił, abym podszedł bliżej. Tak też zrobiłem, stawiałem ostrożne kroki i poparzyłem na to, co znajduje się na piedestale. Była to dziura w kształcie jakiegoś kamienia. Po jej bokach były kawałki jakiegoś kryształu, w jasno - różowym odcieniu. To one powodowały, że jaskinia również miała w sobie tego koloru mgiełkę. Ktoś musiał wyrwać ten ,,kryształ”.
-Eee.. kim.. jesteś? –zapytałem, dalej patrząc jak głupi na stworzenie. Żuraw uśmiechnął się, przynajmniej takie miałem wrażenie.
-Ty już dobrze wiesz, mój drogi! –odparł ptak i zmienił swoje położenie, jakby przepływając. Chciałem już mówić, że nie, nie wiem. Jednak zahamowałem się.
-Mhm.. no dob-dobrze. Czemu mnie tu sprowadziłeś..? –zapytałem już mniej oszołomiony.
-Oh! –zaśmiał się ptak. –Nie ja Cię tu zaprowadziłem, a Twoje serce! –odpowiedział rozbawiony. W tym samym momencie z gęstwiny lian, wyłoniła się głowa Miriady.
<Miriada? Wybacz, że tak długo, 920 słów>
22.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Tańce i śpiewy"
Przymrużyłem oczy i spojrzałem na Miriadę. Klacz trochę się zdziwiła. Władca zachęcił nas ruchem głowy. Jako pierwszą zabawę, wybraliśmy dość stary taniec. Wszyscy ustawili się w troszkę niezdarne kółko i zaczęło się. Wszyscy wesoło skakali, robiąc jakieś dziwne ruchy. Omal nie padłem ze śmiechu, ale próbowałem powtarzać po reszcie. Potem wybrano jeszcze kilka innych par, które miały prowadzić. W pewnym momencie jeden z członków Klanu zaczął śpiewać piosenkę, wszyscy na chwilę ucichli. Jednak jeden za drugim wtórowali koniu. Śmiechy rozlegały się wszędzie, władca również dobrze się bawił.
-To jest genialne! –powiedziałem do Miriady. Klacz zgodziła się ze mną kiwnięciem głowy. Gdy większość się zmęczyła, zostaliśmy poczęstowani jakimiś dziwnymi owocami, w każdym razie, były naprawdę dobre! Oparłem się o drzewo i jedząc, przyglądałem się koniom. Niektórzy tak jak ja, jedli różne smakołyki. Inni tańczyli i śpiewali a jeszcze inni, odpoczywali na trawie. Podszedłem do Miriady, klacz również jadła.
-Wiesz co to jest? –spytałem ją, trącając lekko chrapami czerwony owoc o dziwnym kształcie.
-Mh.. to? Właściwie to nie wiem, ale jest naprawdę dobre. –odparła.
-Też tak sądze. –powiedziałem do niej. Po odpoczynku między zabawami, wróciliśmy do wspólnego śpiewania. Byłem już nieźle zdyszany, jednak naprawdę mi się to podobało. Gdy zobaczyłem, że kilka koni w parach zaczęło wspólnie tańczyć, popatrzyłem na Miriadę.
-Uh.. chciałabyś może zatańczyć..? –spytałem niepewnie.
<Miriada? Naprawdę wymyśliłam tylko to XD Mam nadzieję, że Twoja kontynuacja wyjdzie Ci lepiej niż moja T^T>
-To jest genialne! –powiedziałem do Miriady. Klacz zgodziła się ze mną kiwnięciem głowy. Gdy większość się zmęczyła, zostaliśmy poczęstowani jakimiś dziwnymi owocami, w każdym razie, były naprawdę dobre! Oparłem się o drzewo i jedząc, przyglądałem się koniom. Niektórzy tak jak ja, jedli różne smakołyki. Inni tańczyli i śpiewali a jeszcze inni, odpoczywali na trawie. Podszedłem do Miriady, klacz również jadła.
-Wiesz co to jest? –spytałem ją, trącając lekko chrapami czerwony owoc o dziwnym kształcie.
-Mh.. to? Właściwie to nie wiem, ale jest naprawdę dobre. –odparła.
-Też tak sądze. –powiedziałem do niej. Po odpoczynku między zabawami, wróciliśmy do wspólnego śpiewania. Byłem już nieźle zdyszany, jednak naprawdę mi się to podobało. Gdy zobaczyłem, że kilka koni w parach zaczęło wspólnie tańczyć, popatrzyłem na Miriadę.
-Uh.. chciałabyś może zatańczyć..? –spytałem niepewnie.
<Miriada? Naprawdę wymyśliłam tylko to XD Mam nadzieję, że Twoja kontynuacja wyjdzie Ci lepiej niż moja T^T>
15.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Atak"
Wiedziałem, że najmniejszy ruch spowoduje, że ostrze rozerwie moją szyję. Wyczuwałem trzy nieznajome.. konie. Czemu chciały mi coś zrobić? Nie miałem możliwości krzyczeć, musiałem zdać się w pełni na siebie. Przełknąłem ślinę.
-Kim jesteście? Czego chcecie? –spytałem drżącym głosem. Odpowiedziała mi okropna cisza. Jeśli nic nie zrobię.. Zabiją mnie! Myśl tym pustym łbem, Etsiin! Przemknęło mi przez umysł, z całej siły złapałem miecz zębami i odepchnąłem go w bok, niewiele myśląc zacząłem uciekać w stronę Klanu. Dopiero gdy zorientowałem się, że całą trójka podąża za mną, zrozumiałem, że zagroziłem całemu Klanowi. Zacząłem wrzeszczeć, żeby obudzić Klan. Dostrzegłem Miriadę i mocno popchnąłem ją do przodu. Klacz zszokowana uciekła w stronę przeciwną od napastników. Kilka koni rzuciło się z bronią na trójkę. Władca pozbawił życia jednego, ktoś inny drugiego. Jednak ten, co chciał mnie zabić, zbiegł w las. Nikt nie chciał się trudzić szukaniem go. Westchnąłem.
-Chciałem bardzo przeprosić, z mojej winy to wszystko mogło się bardzo źle skończyć. –zwróciłem, się do władcy. Koń spojrzał na mnie i odparł.
-Następnym razem postaraj się znów nie zrobić czegoś takiego. –mruknął i odszedł. Podkłusowałem do Miriady.
-Nic Ci nie jest? –zapytałem, bojąc się, że któryś z koni mógł ją skrzywdzić.
-Nie, wszystko okej. –odparła klacz i odeszła w swoją stroną. Wciąż przed oczami widziałem czaszkę, jednak spróbowałem jakoś zasnąć, kątem oka popatrzyłem na Miriadę, a chwilę potem zmroczył mnie sen.
<Miriada? Takie coś, mam brak weny ;_; Wybacz>
-Kim jesteście? Czego chcecie? –spytałem drżącym głosem. Odpowiedziała mi okropna cisza. Jeśli nic nie zrobię.. Zabiją mnie! Myśl tym pustym łbem, Etsiin! Przemknęło mi przez umysł, z całej siły złapałem miecz zębami i odepchnąłem go w bok, niewiele myśląc zacząłem uciekać w stronę Klanu. Dopiero gdy zorientowałem się, że całą trójka podąża za mną, zrozumiałem, że zagroziłem całemu Klanowi. Zacząłem wrzeszczeć, żeby obudzić Klan. Dostrzegłem Miriadę i mocno popchnąłem ją do przodu. Klacz zszokowana uciekła w stronę przeciwną od napastników. Kilka koni rzuciło się z bronią na trójkę. Władca pozbawił życia jednego, ktoś inny drugiego. Jednak ten, co chciał mnie zabić, zbiegł w las. Nikt nie chciał się trudzić szukaniem go. Westchnąłem.
-Chciałem bardzo przeprosić, z mojej winy to wszystko mogło się bardzo źle skończyć. –zwróciłem, się do władcy. Koń spojrzał na mnie i odparł.
-Następnym razem postaraj się znów nie zrobić czegoś takiego. –mruknął i odszedł. Podkłusowałem do Miriady.
-Nic Ci nie jest? –zapytałem, bojąc się, że któryś z koni mógł ją skrzywdzić.
-Nie, wszystko okej. –odparła klacz i odeszła w swoją stroną. Wciąż przed oczami widziałem czaszkę, jednak spróbowałem jakoś zasnąć, kątem oka popatrzyłem na Miriadę, a chwilę potem zmroczył mnie sen.
<Miriada? Takie coś, mam brak weny ;_; Wybacz>
8.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Chłodna stal"
-Aha.. –odparłem, w zasadzie już sam do siebie. Stałem chwilę w miejscu,
jednak chwilę potem ruszyłem dalej przed siebie. Westchnąłem cicho,
droga była przyjemna, wokoło przemykały różne dzikie zwierzęta. Powoli
zaczynało zmierzchać, a słońce chowało się za horyzont. Niebo przybrało
różowe barwy, a niekiedy przelatywały jakieś jaskółki. Zamyśliłem się i
uderzyłem głową w drzewo.
-Ał..! –krzyknąłem głucho. Podniosłem wzrok, a drzewo było mocno obryzgane krwią. –Co do..?
Rozejrzałem się, ale w zasięgu mojego wzroku nie było żadnego ciała, kości albo mięsa. Zaniepokojony zawróciłem, ściemniało się jeszcze bardziej. Czułem trwogę, właściwie nie wiem dlaczego. To mógł być zwykły ślad po polowaniu wilków lub irbisa.. przemknęło mi przez głowę, ale silne przeczucie zaprzeczało. Ruszyłem do kłusu, aż w końcu dotarłem do Klanu. Zmęczony całym dniem zasnąłem.
…
Zbudziłem się, czułem, że jestem obklejony czarną, klejącą mazią. Nie chciała za nic zejść z mojego ciała. Długi ślad tego czegoś ciągnął się gdzieś w przód. Podniosłem głowę w górę i zobaczyłem wszystkie konie martwe.. krzyknąłem i zrobiło mi się zimno. Na samym szczycie leżało ciało Miriady, pozbawione głowy. Zrobiło mi się nie dobrze. Poczułem, jak czarna maź wciąga mnie w ziem..
Obudziłem się z krzykiem. Przez chwilę miałem wrażenie, że to dalej się dzieje, ale na szczęście wszystko było na swoim miejscu. Kilka koni popatrzyło na mnie z nieukrywaną złością. Obudziłem ich. Rozejrzałem się, był już dobry środek nocy. W gęstym lesie dostrzegłem małe światełko. Obudziła się we mnie ciekawość. Trochę niepewnie ruszyłem tam, po drodze zobaczyłem Miriadę.
-Uh.. jak coś, niedługo wracam. –rzuciłem w jej stronę, ona tylko kiwnęła głową i patrzyła chwilę za moim śladem. Dotarłem do lasu. Poczułem strach i chłodny wiatr, który bił od ciemnego lasu. Przełknąłem ślinę i kłusem ruszyłem w środę światła. Ku mojemu przerażeniu, na samym środku pustej polany, w ziemię był wbity kij, na którym płonął ogień i co najgorsze, była na niego wbita czaszka konia. Brudna od krwi, dalej miała na sobie ślad mięsa. Znów było mi niedobrze. W pewnym momencie poczułem chłodną stal, którą ktoś przykłada mi do gardła. Nie mogłem krzyknąć ani nic zrobić.
<Miriada? Tylko coś takiego wymyśliłam.. (nie wiem o co chodzi z tymi przygotowaniami XD) troszkę mało dialogów z Mirą, wybacz.>
-Ał..! –krzyknąłem głucho. Podniosłem wzrok, a drzewo było mocno obryzgane krwią. –Co do..?
Rozejrzałem się, ale w zasięgu mojego wzroku nie było żadnego ciała, kości albo mięsa. Zaniepokojony zawróciłem, ściemniało się jeszcze bardziej. Czułem trwogę, właściwie nie wiem dlaczego. To mógł być zwykły ślad po polowaniu wilków lub irbisa.. przemknęło mi przez głowę, ale silne przeczucie zaprzeczało. Ruszyłem do kłusu, aż w końcu dotarłem do Klanu. Zmęczony całym dniem zasnąłem.
…
Zbudziłem się, czułem, że jestem obklejony czarną, klejącą mazią. Nie chciała za nic zejść z mojego ciała. Długi ślad tego czegoś ciągnął się gdzieś w przód. Podniosłem głowę w górę i zobaczyłem wszystkie konie martwe.. krzyknąłem i zrobiło mi się zimno. Na samym szczycie leżało ciało Miriady, pozbawione głowy. Zrobiło mi się nie dobrze. Poczułem, jak czarna maź wciąga mnie w ziem..
Obudziłem się z krzykiem. Przez chwilę miałem wrażenie, że to dalej się dzieje, ale na szczęście wszystko było na swoim miejscu. Kilka koni popatrzyło na mnie z nieukrywaną złością. Obudziłem ich. Rozejrzałem się, był już dobry środek nocy. W gęstym lesie dostrzegłem małe światełko. Obudziła się we mnie ciekawość. Trochę niepewnie ruszyłem tam, po drodze zobaczyłem Miriadę.
-Uh.. jak coś, niedługo wracam. –rzuciłem w jej stronę, ona tylko kiwnęła głową i patrzyła chwilę za moim śladem. Dotarłem do lasu. Poczułem strach i chłodny wiatr, który bił od ciemnego lasu. Przełknąłem ślinę i kłusem ruszyłem w środę światła. Ku mojemu przerażeniu, na samym środku pustej polany, w ziemię był wbity kij, na którym płonął ogień i co najgorsze, była na niego wbita czaszka konia. Brudna od krwi, dalej miała na sobie ślad mięsa. Znów było mi niedobrze. W pewnym momencie poczułem chłodną stal, którą ktoś przykłada mi do gardła. Nie mogłem krzyknąć ani nic zrobić.
<Miriada? Tylko coś takiego wymyśliłam.. (nie wiem o co chodzi z tymi przygotowaniami XD) troszkę mało dialogów z Mirą, wybacz.>
5.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Wędrówka"
-Ciekawe –wymamrotałem, krzywiąc się z bólu. –Trochę.. to boli.
-No raczej, paskudna rana. Walczyłeś z kimś? –zapytała klacz, kończąc opatrywanie mojej nogi.
-Tak, ze starym, naszpikowanym kolcami łańcuchem. –prychnąłem, spoglądając na nogę.
-Łańcuchem? –odparła zdziwiona. W sumie.. faktycznie dziwne. Ktoś może go tam zostawił? Podstęp to raczej nie jest.
-Dokładnie.. jeszcze dzisiaj wybiorę się tam z powrotem i pozbędę się go. –powiedziałem stanowczo, nie chciałem, żeby ktoś jeszcze wpadł na ten paskudny kawał metalu. Gdy Miriada skończyła mnie opatrywać, Nick przez chwilę ze mną rozmawiał, nakazując abym uważał na siebie.
-Bardzo dziękuję –pochyliłem głowę z szacunkiem i oddaliłem się. Chciałem trochę odpocząć. Oparłem się wygodnie o najbliższe drzewo i usnąłem. Zbudziłem się chwilę potem, cały czas myśląc o pozbyciu się diabelskiego przyrządu. Ociągając się trochę, ruszyłem jak najszybciej w ostatnie miejsce, gdzie ranił mnie łańcuch. Niedługo potem, dotarłem tam i popatrzyłem na jeszcze zakrwawiony łańcuch. Próbowałem podnieść go na wiele sposobów, jednak był za ciężki, a kolce nieubłaganie dawały o sobie znać. W końcu, jednak zepchnąłem go do wody. Zanurzył się i zniknął w głębinach. Westchnąłem i wróciłem do Klanu.
-Ty jesteś Etsiin? –zapytała mnie jakaś siwa - jabłkowita klacz. Najprawdopodobniej Forever, jak słyszałem.
-Tak –odparłem zdziwiony.
-Chciałam przekazać, że będziemy wędrować dalej, do jeziora Uws. Więc najlepiej zabrać wszystkie rzeczy. –powiedziała i odeszła w stronę grupy koni. Dostrzegłem wśród nich Miriadę, która siłowała się z czymś ciężkim. Podszedłem i spojrzałem na klacz.
-Pomóc Ci? –zapytałem.
<Miriada? Wena trochę zgasła>
-No raczej, paskudna rana. Walczyłeś z kimś? –zapytała klacz, kończąc opatrywanie mojej nogi.
-Tak, ze starym, naszpikowanym kolcami łańcuchem. –prychnąłem, spoglądając na nogę.
-Łańcuchem? –odparła zdziwiona. W sumie.. faktycznie dziwne. Ktoś może go tam zostawił? Podstęp to raczej nie jest.
-Dokładnie.. jeszcze dzisiaj wybiorę się tam z powrotem i pozbędę się go. –powiedziałem stanowczo, nie chciałem, żeby ktoś jeszcze wpadł na ten paskudny kawał metalu. Gdy Miriada skończyła mnie opatrywać, Nick przez chwilę ze mną rozmawiał, nakazując abym uważał na siebie.
-Bardzo dziękuję –pochyliłem głowę z szacunkiem i oddaliłem się. Chciałem trochę odpocząć. Oparłem się wygodnie o najbliższe drzewo i usnąłem. Zbudziłem się chwilę potem, cały czas myśląc o pozbyciu się diabelskiego przyrządu. Ociągając się trochę, ruszyłem jak najszybciej w ostatnie miejsce, gdzie ranił mnie łańcuch. Niedługo potem, dotarłem tam i popatrzyłem na jeszcze zakrwawiony łańcuch. Próbowałem podnieść go na wiele sposobów, jednak był za ciężki, a kolce nieubłaganie dawały o sobie znać. W końcu, jednak zepchnąłem go do wody. Zanurzył się i zniknął w głębinach. Westchnąłem i wróciłem do Klanu.
-Ty jesteś Etsiin? –zapytała mnie jakaś siwa - jabłkowita klacz. Najprawdopodobniej Forever, jak słyszałem.
-Tak –odparłem zdziwiony.
-Chciałam przekazać, że będziemy wędrować dalej, do jeziora Uws. Więc najlepiej zabrać wszystkie rzeczy. –powiedziała i odeszła w stronę grupy koni. Dostrzegłem wśród nich Miriadę, która siłowała się z czymś ciężkim. Podszedłem i spojrzałem na klacz.
-Pomóc Ci? –zapytałem.
<Miriada? Wena trochę zgasła>
4.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Łańcuch"
-Nic się nie stało. Ważne, że nie zapadłaś się w to błoto.. –westchnąłem i popatrzyłem w niebo. –Wracajmy już, burza szaleje. –dodałem, a Miriada zgodziła się ze mną kiwnięciem głowy. Ruszyliśmy szybko, galopem. Oboje ślizgaliśmy się po błocie, a deszcz bezlitośnie uderzał w nasze pyski. Czułem wielki strach, że jakieś drzewo się na nas przewróci, ale na szczęście dotarliśmy do Klanu w ostatniej chwili, gdy jakieś schorowane i stare drzewo upadło gdzieś niedaleko. Kilka koni popatrzyło na nas jak na wariatów. Poszliśmy w swoje strony a gdy burza ustała, wybrałem się na zwiady. Kałuże pluskały mi pod nogami, i brudziły kopyta błotem. Powietrze pachniało burzą i deszczem. Podziwiałem różne zwierzęta i rośliny, który stawały mi w zasięgu wzroku. Doszedłem nad rzekę Uws, nad którą podczas burzy, Miriada zaczęła zapadać się w błoto. Oparłem się o drzewo i rozglądałem się z ciekawością. Idąc z powrotem do Klanu, miałem złe przeczucie. To była sekunda, na ziemi leżał stary łańcuch. Był tak nieszczęśliwie ułożony i naszpikowany dziwnymi kolcami, że potknąłem się a on mocno zaplątał mi się na nodze i brutalnie ją poharatał. Zapach krwi uniósł się w powietrze. Wykonywałem serię różnych ruchów, które mogłyby mi jakoś pomóc.
-Pomocy! –krzyknąłem, jednak byłem zbyt daleko. Parsknąłem zdenerwowany i mocno szarpnąłem, uwolniłem się, ale jeszcze bardziej się zraniłem. Kulejąc zaszedłem trochę, ale ból był nie do zniesienia, kolce porobiły mi głębokie rany. Zagryzłem zęby i starałem się iść jak najszybciej, bo zapach mógł zwabić niepożądanych gości. Minęło dużo czasu, aż w końcu zjawiłem się w Klanie. Większość koni, albo stała tyłem, albo po prostu się nie interesowała.
-Jest tu medyk? –zapytałem głośno, kilka koni się obróciło.
<Miriada? Tym razem same opisy XD on taki biedny, ulecz go c:>
-Pomocy! –krzyknąłem, jednak byłem zbyt daleko. Parsknąłem zdenerwowany i mocno szarpnąłem, uwolniłem się, ale jeszcze bardziej się zraniłem. Kulejąc zaszedłem trochę, ale ból był nie do zniesienia, kolce porobiły mi głębokie rany. Zagryzłem zęby i starałem się iść jak najszybciej, bo zapach mógł zwabić niepożądanych gości. Minęło dużo czasu, aż w końcu zjawiłem się w Klanie. Większość koni, albo stała tyłem, albo po prostu się nie interesowała.
-Jest tu medyk? –zapytałem głośno, kilka koni się obróciło.
<Miriada? Tym razem same opisy XD on taki biedny, ulecz go c:>
4.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Kwiat"
Szliśmy krętą ścieżką, którą porastały różne rośliny, a drzewa były bardzo wysokie i nie widać było nieba. Promienie słońca przebijały się jako tako, przez drzewną barierę. Lato dawało o sobie znać, było strasznie gorąco. Lekko przysypiałem, ale głos Miriady dostatecznie mnie rozbudził.
-Na pewno dobrze idziemy? –zapytała klacz, rozglądając się w poszukiwaniu rośliny. Kiwnąłem głową i przyspieszyłem, Miriada również. Minęło trochę czasu, a klacz zrównała się z moim krokiem.
-Jaką rangę otrzymałeś? –spytała zaciekawiona.
-Ja? Mhm, jestem zwiadowcą. –odparłem skupiony na drodze. –A ty? Kim jesteś?
-Medycznym pomocnikiem –powiedziała Miriada i na tym rozmowa się zakończyła. Później przed naszymi oczami ukazała się polana usłana białymi kwiatami, których nigdy nie widziałem. Popatrzyłem na klacz i ostrożnie zerwałem jeden i podałem go Miriadzie.
-Może odkryjesz jakieś lecznicze substancje.. –mrugnąłem do niej.
-Um.. dziękuję. –uśmiechnęła się i schowała kwiat do tobołka.
~Jakiś czas później~
W końcu dotarliśmy na miejsce, klacz ucieszyła się i od razu podbiegła do rośliny. Pozrywała dosyć dużo i schowała do torebeczki.
-Czyli to to, czego szukałaś? –zapytałem z uśmiechem.
-Oczywiście! Jeszcze raz dziękuję, że wskazałeś mi jej położenie –odparła klacz i ruszyliśmy w drogę powrotną. Trochę to zajęło, ale dotarliśmy do Klanu o zmierzchu.
-To.. do zobaczenia –powiedziała Miriada i poszła w swoją stronę. Stałem jeszcze chwilę w miejscu i patrzyłem za nią, potem zwróciłem się w moją stronę i poszedłem się przespać. Zbudziłem się w środku nocy, czując krople deszczu. Zamrugałem kilka razy, trochę nieprzytomnie. Wtem dostrzegłem Miriadę. Klacz stała wrośnięta w ziemię z szeroko otwartymi oczami, a biały kwiat upadł na ziemię. Podszedłem do niej zdziwiony.
-Miriada? –zapytałem. Cisza.
-Miriada? –powiedziałem głośniej, jednak klacz miała zamglone oczy.
-Miriada co jest? –zapytałem raz jeszcze, tym razem dość głośno.
<Miriada? 99.9% dialogów <: >
-Na pewno dobrze idziemy? –zapytała klacz, rozglądając się w poszukiwaniu rośliny. Kiwnąłem głową i przyspieszyłem, Miriada również. Minęło trochę czasu, a klacz zrównała się z moim krokiem.
-Jaką rangę otrzymałeś? –spytała zaciekawiona.
-Ja? Mhm, jestem zwiadowcą. –odparłem skupiony na drodze. –A ty? Kim jesteś?
-Medycznym pomocnikiem –powiedziała Miriada i na tym rozmowa się zakończyła. Później przed naszymi oczami ukazała się polana usłana białymi kwiatami, których nigdy nie widziałem. Popatrzyłem na klacz i ostrożnie zerwałem jeden i podałem go Miriadzie.
-Może odkryjesz jakieś lecznicze substancje.. –mrugnąłem do niej.
-Um.. dziękuję. –uśmiechnęła się i schowała kwiat do tobołka.
~Jakiś czas później~
W końcu dotarliśmy na miejsce, klacz ucieszyła się i od razu podbiegła do rośliny. Pozrywała dosyć dużo i schowała do torebeczki.
-Czyli to to, czego szukałaś? –zapytałem z uśmiechem.
-Oczywiście! Jeszcze raz dziękuję, że wskazałeś mi jej położenie –odparła klacz i ruszyliśmy w drogę powrotną. Trochę to zajęło, ale dotarliśmy do Klanu o zmierzchu.
-To.. do zobaczenia –powiedziała Miriada i poszła w swoją stronę. Stałem jeszcze chwilę w miejscu i patrzyłem za nią, potem zwróciłem się w moją stronę i poszedłem się przespać. Zbudziłem się w środku nocy, czując krople deszczu. Zamrugałem kilka razy, trochę nieprzytomnie. Wtem dostrzegłem Miriadę. Klacz stała wrośnięta w ziemię z szeroko otwartymi oczami, a biały kwiat upadł na ziemię. Podszedłem do niej zdziwiony.
-Miriada? –zapytałem. Cisza.
-Miriada? –powiedziałem głośniej, jednak klacz miała zamglone oczy.
-Miriada co jest? –zapytałem raz jeszcze, tym razem dość głośno.
<Miriada? 99.9% dialogów <: >
1.11.2018
Od Etsiina do Miriady ,,Bardzo przepraszam"
Słońce świeciło bardzo mocno, rażąc mnie w oczy. Byłem już zmęczony i przyznam, znudzony tym szwędactwem. Dotarłem tu, aż z Dzikiego Zachodu w Ameryce, tak jak podejrzewałem, mogła być to Mongolia, ze względu na klimat jaki tam panował. Trochę o tym wiedziałem. Moim oczom ukazał się strumyk, płynący znad pagórka i znikający wśród gęstego lasu. Pragnienie zmusiło mnie do napicia się wody, była.. że tak powiem, smaczna. W każdym razie, ugasiła moje pragnienie. Ziewnąłem lekko i postanowiłem ruszyć za strumykiem. Myślałem, że będzie się tak ciągnąć w nieskończoność, ruszyłem więc do cwału. Czułem jak przyjemny wiatr owiewa mi pysk, tym samym orzeźwiając mnie. Zarżałem wesoło i przyspieszyłem. Niestety nie zauważyłem kogoś, kto stanął mi nieszczęśliwie na drodze. Nie mogąc zwolnić, zaparłem się kopytami, ale i tak wpadłem na konia. Była to jasna klacz, chyba maści izabelowatej. Uniosłem się jak na zawołanie.
-Strasznie Cię przepraszam! –krzyknąłem, pomagając wstać przybyszce. Klacz chwilę milczała a potem uderzyła mnie w brzuch. Jęknąłem.
-Nie zbliżaj się do mnie! –wrzasnęła lekko spanikowana.
-Jeszcze raz przepraszam, nie mam zamiaru nic Ci zrobić. –uśmiechnąłem się lekko. –Podążałem na oślep za strumieniem i nie zauważyłem Ciebie. Swoją drogą, mam na imię Etsiin. –ukłoniłem się jej. Klacz była widocznie tym zdumiona, gdyż spojrzała na mnie zdziwiona.
-Uh.. Ja jestem Miriada.. –odparła troszkę nieufnie. –Przepraszam, że Cię uderzyłam.
-To nic. Po za tym, czy wiesz może, gdzie się znajdujemy? –spytałem zaciekawiony, bo jak zauważyłem, fauna zmieniła się lekko w tym miejscu.
-Co? Ah, tak. Jesteśmy niedaleko jeziora Uws, w obecnym obozowisku Klanu Mroźnej Duszy. –powiedziała Miriada.
-Czy.. mogłabyś mnie zaprowadzić do władcy? Chciałbym się spytać o.. –tu zawahałem się. Decydować się tak szybko na dołączenie? Skąd mam wiedzieć czy mnie przyjmą? Dobra, raz kozie śmierć. –Dołączenie. –dokończyłem szybko.
<Miriada?>
-Strasznie Cię przepraszam! –krzyknąłem, pomagając wstać przybyszce. Klacz chwilę milczała a potem uderzyła mnie w brzuch. Jęknąłem.
-Nie zbliżaj się do mnie! –wrzasnęła lekko spanikowana.
-Jeszcze raz przepraszam, nie mam zamiaru nic Ci zrobić. –uśmiechnąłem się lekko. –Podążałem na oślep za strumieniem i nie zauważyłem Ciebie. Swoją drogą, mam na imię Etsiin. –ukłoniłem się jej. Klacz była widocznie tym zdumiona, gdyż spojrzała na mnie zdziwiona.
-Uh.. Ja jestem Miriada.. –odparła troszkę nieufnie. –Przepraszam, że Cię uderzyłam.
-To nic. Po za tym, czy wiesz może, gdzie się znajdujemy? –spytałem zaciekawiony, bo jak zauważyłem, fauna zmieniła się lekko w tym miejscu.
-Co? Ah, tak. Jesteśmy niedaleko jeziora Uws, w obecnym obozowisku Klanu Mroźnej Duszy. –powiedziała Miriada.
-Czy.. mogłabyś mnie zaprowadzić do władcy? Chciałbym się spytać o.. –tu zawahałem się. Decydować się tak szybko na dołączenie? Skąd mam wiedzieć czy mnie przyjmą? Dobra, raz kozie śmierć. –Dołączenie. –dokończyłem szybko.
<Miriada?>
30.10.2018
Nowy stróż - Etsiin!
1
Źródło: Zdjęcie główne, 1
Motto: ,,Mogę być bardzo wściekły na to, czego nie mam, albo bardzo wdzięczny za to, co mam”
Imię: Etsiin, nie wie, czy jego imię coś znaczy. Słyszał kiedyś tylko, że może to być nawiązanie do słowa wieczny lub wieczność, z mongolskiego.
Tytuł: Kiedyś jego rodzina miała tytuł, ale został on zapomniany.
Płeć: Ogier, raczej na klacz nie wygląda. Prawda?
Ranga/i: Stróż.
Głos: Leslie Odom
Relacje:
Matka Kalioppe – Klacz nadzwyczaj opiekuńcza i przyjazna. Wychowała Etsiina jak najlepiej mimo tego, iż jej partner Irves wyżywał się na niej non stop. Klacz chroniła młodego ogierka przed gniewem Irves’a. Po śmierci okropnego ogiera, Kalioppe wyprawiła Etsiina w podróż, jaką było dorosłe życie.
Ojciec Irves – Koń bardzo głupi, Etsiin pamięta tylko to, że koń cierpiał na jakąś nieuleczalną chorobę psychiczną i krzywdził jego matkę oraz zdradzał ją co chwila. Etsiin pozbawił go życia, spychając na niego głaz.
Siostra Nirvana – Miała narodzić się po Etsiinie, ale Irves tak poważnie skrzywdził Kalioppe, że ta poroniła a Nirvanie nigdy nie było dane ujrzeć światła słonecznego.
Przyjaciółka Miriada – Po wielu przygodach przeżytych z klaczą, Etsiin śmiało może stwierdzić, że ta klacz to jego przyjaciółka. Jest najbliższym mu koniem w Klanie.
Matka Kalioppe – Klacz nadzwyczaj opiekuńcza i przyjazna. Wychowała Etsiina jak najlepiej mimo tego, iż jej partner Irves wyżywał się na niej non stop. Klacz chroniła młodego ogierka przed gniewem Irves’a. Po śmierci okropnego ogiera, Kalioppe wyprawiła Etsiina w podróż, jaką było dorosłe życie.
Ojciec Irves – Koń bardzo głupi, Etsiin pamięta tylko to, że koń cierpiał na jakąś nieuleczalną chorobę psychiczną i krzywdził jego matkę oraz zdradzał ją co chwila. Etsiin pozbawił go życia, spychając na niego głaz.
Siostra Nirvana – Miała narodzić się po Etsiinie, ale Irves tak poważnie skrzywdził Kalioppe, że ta poroniła a Nirvanie nigdy nie było dane ujrzeć światła słonecznego.
Przyjaciółka Miriada – Po wielu przygodach przeżytych z klaczą, Etsiin śmiało może stwierdzić, że ta klacz to jego przyjaciółka. Jest najbliższym mu koniem w Klanie.
Osobowość: Etsiin to trudny orzech do zgryzienia, czasami bywa naburmuszony, a czasami wesoły. Jest mocno nieprzewidywalny i lubi wszelakie wyzwania. Nie zatrzymuje się przed flirtowaniem z ,,zamężnymi” klaczami. Jest śmiały, Etsiin to koń godny zaufania, ponieważ jest lojalny i nigdy nie wyda Twojego sekretu, nawet, gdyby grożono mu śmiercią. Zawsze potrafi wyplątać się z kłopotów, za to innym trudno wyplątać się z konfliktu z nim samym. Ogiera tego, cechuje poważne nastawienie do świata, przez traumę z dzieciństwa. Zawsze ma jakieś wątpliwości, ale jest inteligentny i praktycznie nigdy nie wchodzi w kłótnie i konflikty. Jest za to bardzo przyjazny i pomocny. Zawsze dba o klacze i stara się być w ich stosunku gentelmenem. Jest troskliwy i zawsze dba o dobro innych. Często jest sarkastyczny, ale i szczery, więc mało kiedy skłamie. Często jednak wywyższa się spośród innych. Zawsze staje w obronie słabszych i poza swoją rangą jako zwiadowca, lubi pouczyć różnych rzeczy źrebaki. Zawsze stara się patrzeć na świat w kolorowych barwach, jako optymista. Jest skrupulatny i zawsze dotrzyma danego ci słowa. Jest trochę nieufny, jednak lubi towarzystwo. Nie jest jednak w pełni lojalny Klanowi, ponieważ nigdy nie lubił większych końskich społeczności. Nie potrafi kłamać w żywe oczy i jeżeli już skłamie, szybko się przyzna, przepraszając.
Orientacja: Biseksualna
Aparycja:
- Rasa: Appaloosa, czysta krew.
- Wygląd: Etsiin to umięśniony i smukły koń. Ma ciemne i ciepłe brązowe oczy, niezbyt długą grzywę i ogon, w kolorze brązowym, które lekko jaśnieją na końcówkach, krótko mówiąc – ombre. Jego maść jest kasztanowata pokryta tak zwaną derką, charakterystyczną dla koni z rasy Appalosa. Jest zgrabny i porusza się z gracją, co widać po nogach. Jego pysk jest jaśniejszy od reszty ciała. Uszy ma niewielkie, osadzone w niedużej odległości od siebie. Posiada długą szyję, pokrytą widocznymi szczegółami. Na jego pysku bardzo dobrze widać żyły. Nie ma potężnego torsu, jednak widać na nim odznaczające się mięśnie.
- Znaki charakterystyczne: Znaki charakterystyczne? Jedno ślepe oko, dokładniej prawe - mocno rzucające się w oczy.
- Wzrost: 160 WK
Umiejętności: Etsiin nie posiada jakichś niesamowitych super mocy, potrafi za to dobrze rozróżnić odmiany motyli i kwiatów oraz innych ziół. Skromnie, może też przyznać iż posiada sokoli wzrok i świetną orientację w terenie.
Historia: Etsiin urodził się naprawdę daleko, dokładniej na Dzikim Zachodzie. Był jedynakiem a wychowywała go matka, ponieważ ojciec jedyne co robił, to wyżywał się na niej i wiele razu udało mu się uderzyć młodego ogierka. Gdy Etsiin był już starszy zamordował ojca, licząc na spokój w rodzinie. I udało mu się, jego matka, Kalioppe, choć wykończona już, dała radę go wychować i wyprawić w świat. Tak też wędrował przed dobry rok, aż natrafił na Klan Mroźnej Duszy.
Inne:
▬ Panicznie boi się burzy.
▬ Biegle posługuje się hiszpańskim.
▬ Bardzo lubi ptaki i inne latające stworzonka.
▬ Uwielbia noc.
▬ Lubi układać wiersze.
Kontakt: Gmail – lena10kujawiak@gmail.com HW – Aurea
Subskrybuj:
Posty (Atom)
