Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thunder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thunder. Pokaż wszystkie posty

8.10.2018

Żegnamy Thundera!

Thunder odchodzi z powodu decyzji właściciela, w tym między innymi z braku czasu. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecyduje się wrócić w nasze progi!

https://i1.wp.com/www.maskcara.com/maskcara/wp-content/uploads/2014/01/horseface.jpg?w=700
Thunder|11,5 roku|Ogier|Straż władcy|Brak|gabixd12345

22.07.2018

Od Thundera do U'schii „Jak jasnowidz'”


Speszony udałem się z powrotem do bazy. Szedłem ze wzrokiem wbitym w glebę, jak to na mnie przystało, rozmyślając — tym razem jednak wspominałem swoją pierwszą walkę z wilkami. Heh, miałem wtedy dość duże szczęście, że były to tylko dwa basiory, a nie więcej... Co prawda i tak ich wtedy nie zabiłem, gdyż nie chciałem, aczkolwiek dostałem porządną lekcję.
I jak na zawołanie, nagle poczułem na swoim grzbiecie ostre kły i pazury. Ku*de, czy ja jestem jakimś jasnowidzem?
Odbiłem się nogami od ziemi i wylądowałem na plecach, skutecznie przygniatając wilczego napastnika. Widząc biegnącego w moją stronę kolejnego, pospiesznie wstałem, i wymierzyłem mu solidnego kopa.
Rozejrzałem się dookoła-było ich więcej... Znacząco więcej...
Kolejny wilk skoczył mi na kłąb, w konsekwencji czego zacząłem wierzgać na wszystkie strony. Wykorzystali to jego dwaj kumple, którzy zaczęli podgryzać moje nogi, powodując ogromne pieczenie. Podbiegłem więc do najbliższego drzewa i uderzyłem w nie, zrzucając z siebie wilka, i jednocześnie robiąc sobie zadrapanie na boku. Pozostałe jednak cały czas nacierały. Zacząłem więc biec na przód co sił w nogach. Słyszałem za sobą biegnącą watahę... Mój oddech był nierówny, a dodatkowo piekły mnie nogi, bok, i grzbiet, utrudniając mi ucieczkę.
Biegłem tak długo, na ile starczyło mi sił. Goniła mnie już tylko piątka wilków. W końcu nastał jednak ten moment, w którym moje nogi ugięły się pod ciężarem ciała, a tym samym się przewróciłem.
- Pomocy! - zawołałem na tyle głośno, na ile było mnie stać.
<U'schia? Daruj, że badziewne... Przynajmniej jest XD>

12.07.2018

Od Thundera do Miriady ,,Krwawa walka"

Niespodziewanie jakiś inny koń wpadł prosto na mnie, obejmując mnie szyją za kłąb. Początkowo wydawało mi się, że zaskoczenie nie mogło być już większe, jednakże jak się okazało - mogło. Otóż koniem, który mnie zaskoczył, była zmęczona, ranna, i posiniaczona Miriada. Co więcej, w naszą stronę zmierzały... 2 renifery.
- Zostań tu... - powiedziałem, ruszając prosto na dwójkę rogatych.
Jeden z nich widząc mnie przyspieszył, tak więc pierwszo wpadłem właśnie na niego. Zamachnąłem się tylnymi kopytami w jego pysk, skutecznie uniemożliwiając mu uderzenie mnie porożem. Korzystając z dosłownie kilku zdobytych sekund, naskoczyłem na niego, tym samym przewalając go. Za plecami usłyszałem drugiego - miał zamiar uderzyć mnie porożem, jednakże w porę odskoczyłem. Tamten zaś nie zdążył się zatrzymać, w skutku czego przebiegł po swoim kompanie, i zaczepił się o jego poroże. Nie zajęło mu jednak długo podnieść się z ziemi, i porządnie uderzyć mnie w bok, gdy próbowałem wykonać cios kończący żywot jego kompana. Przeturlałem się po ziemi, po czym błyskawicznie podniosłem się z niej, w pozycji gotowej do walki. Czułem jak krew spływa mi po boku. Czułem też, że rana jest bardzo szeroka. Korzystając z tego, że byłem szybszy od rena, zacząłem go okrążać, co jakiś czas zmieniając kierunek. W pewnym momencie uderzyłem go przednimi kopytami w szczękę, wybijając mu tym samym sporo zębów. Podczas gdy ten pluł krwią, oberwałem od tyłu, i ponownie się przeturlałem. Tym razem jednak, od razu gdy wstałem, zaczęła się istna kopanina.
Gdy kopnąłem napastnika w brzuch na tyle mocno, że odleciał kawałek dalej, i wylądował na ziemi, jego kompan załatwił mi długą ranę ciągnącą się od zadu, do połowy tylnej, lewej nogi. Syknąłem, po czym zrobiłem obrót w podskokach, i przyłożyłem mu w bark. Wszystko mnie bolało, i stawałem się coraz bardziej zmęczony. Wiedziałem jednak, że nie mogę przegrać tej walki. Natarłem więc na rena, i zacząłem okładać go ciosami w brzuch, bark, zad, i nogi. Po jakimś czasie udało mi się przewalić napastnika... I to prosto na jego kompana, w skutku czego ich poroża się złączyły.
Przyznam, komicznie było patrzeć, jak odbiegają, ciągnąc siebie nawzajem w różne strony.
Gdy renu zniknęły mi z pola widzenia, padłem na ziemie, cały zmęczony. Miriada do mnie podbiegła.
<Miri? Musiałam go jakoś poturbować... XD>

1.07.2018

Od Thundera do U'schii ,,Wielka pomyłka"

Ostrożnie stąpałem po podłożu, bacznie rozglądając się dookoła. Fakt, że jestem tu stosunkowo krótko, jednak o sprawach w stylu ,,ataki reniferów'', wiem dużo. Porwali córkę władcy, i zaatakowali stado... Powinienem być tam wtedy... Powinienem ratować Miriadę, ale nawaliłem... Chronienie rodziny królewskiej to mój obowiązek, a ja już to schrzaniłem... Teraz nie odpuszczę - codziennie będę wychodził na mały obchód wokół bazy, aby sprawdzić, czy wszyscy są bezpieczni. Wszyscy...
Wsłuchiwałem się we wszystkie odgłosy dookoła, sam starając się zachowywać jak najciszej umiem. I bingo! Usłyszałem odgłos kopyt. Ktoś musi gdzieś tu chodzić...
Przyspieszyłem do kłusa, kierując się w stronę dźwięku. Co gorsza, kopytny przyspieszył. Przyznam, to było denerwujące... Przyspieszam - przyspiesza i ,,ten ktoś''. Ha! Ale ja się nie poddam!
Przyspieszyłem maksymalnie, a gdy znalazłem się wystarczająco blisko dźwięku, wyskoczyłem, przewalając ,,tajemniczą osobę''. Sam wylądowałem na ziemi, jednak czym prędzej wstałem, i odwróciłem się do... O nie, ale ze mnie idiota!
- U... U'schia? - wyjąkałem zdumiony. - Ja... Prze-przepraszam...
Było mi niezmiernie głupio. Jak - ja - w - ogóle - mogłem - pomylić - konia - z - reniferem? No właśnie nie wiem. Ale mniejsza o samą pomyłkę - wybaczy mi to kiedyś, czy zabije na miejscu?
Klacz zmierzyła mnie wzrokiem, otwierając usta aby coś powiedzieć.
<U? Co powiesz? :> >

2.06.2018

Od Thundera do U'schii ,,Droga w nieznane''

W momencie, gdy U'schia i ja odwróciliśmy się, aby ruszyć, ujrzeliśmy gniadego araba. Nie trudno się domyślić, iż był to nikt inny, jak Khokh. Od razu oznajmił nam, że trzeba ruszać w drogę, w kierunku Gerel Uul. Co więcej, z tej rozmowy wyciągnąłem informację -mianowicie dowiedziałem się, że U'schia jest przewodnikiem.
***
Szedłem na przedzie, obok U'schii. Po drodze opowiadała mi o poszczególnych miejscach, zwłaszcza tych ważnych do zapamiętania. Mój umysł pochłaniał tę wiedzę jak głodny shire z nadwagą (bez obrazy dla grubych shire, to spoko ziomki!).
Po kilku godzinach wędrówki Yatgaar oznajmiła, że robimy postój przy najbliższym zbiorniku wodnym. Powodem było rzecz jasna zmęczenie i pragnienie, oczywiście głównie u źrebiąt.
Zatrzymaliśmy się więc przy jakimś zbiorniku i postanowiliśmy zostać tam na jakiś czas. Zaraz po uzupełnieniu płynów, zacząłem wpatrywać się w inne konie. Było ich sporo... Oj, coś czuję, że będę musiał poświęcić dużo czasu, chociażby aby wymienić te kilka zdań z każdym.
W pewnym momencie poczułem na sobie czyjś wzrok; odwróciłem się, aby sprawdzić, kto może na mnie patrzeć. Okazało się... że była to jakaś biała klacz. No, nie dziwię jej się — takiego brzydala jak ja pewnie widzi po raz pierwszy w życiu! No, nietrudno się domyślić...
<U'shia? XD>

19.05.2018

Od Thundera do U'schii ,,Deszcz wspomnień''

Człapałem tylko wzdłuż brzegu rzeki, wbijając co raz smętne spojrzenie w spokojnie płynącą wodę. Rozmyślałem tylko o tym, co stało się około dwóch lat temu. Dokładnie, to myślałem o rozmowie z pewnym dzikim koniem.
,,- Thunder, dlaczego ty mi to robisz?... - zapytał, wbijając we mnie smętny wzrok.
- Chwila, moment... Co ja ci niby robię? - zapytałem zdumiony.
- Nie pomagasz mi z relacją z Peachy! Przez ciebie odwraca się ode mnie... Stoisz bezczynnie, patrzysz na to i nic nie zauważasz!
Gdy wypowiedział te słowa, czułem się jakby właśnie kopnął mnie najcięższy koń na świecie. Że niby to moja sprawa, że patrzy na klacz i czeka aż, coś do niego powie? Że niby mu coś obiecałem? Że niby nic nie zauważam? Ok, po pierwsze, najwyraźniej to tępak, po drugie, nic mu nie obiecałem, a po trzecie, zauważyłem, że nie umie powiedzieć ,,cześć'', a potem zachowuje się jak dziecko.
- Wiesz co, Klein, ty chyba jednak przesadzasz. - zasugerowałem. - Obwiniasz mnie o coś, co totalnie mnie nie dotyczy. Totalnie.
- Jeszcze zobaczysz, pożałujesz, że mnie w ogóle spotkałeś! Pożałujesz, że żyjesz! - w tym momencie rzucił się na mnie.
Walka była zacięta, ale że ogier nie był wcale taki silny, za jakiego się uważał, wygrałem. Ucierpiała na tym jego noga, która była całą we krwi. Jego krwi.
- Klein... - powiedziałem. - Dlaczego to zrobiłeś? - zapytałem. Czyż nie mógł przemyśleć, zanim zaatakował mnie zupełnie bez powodu, jak głupek.
- To twoja wina... Twoja i tylko twoja. - tuż po wypowiedzeniu tych słów oddalił się ode mnie, wlokąc nogę z tyłu.''.
Wiem, bardzo dziwne, ale po tym zdarzeniu czuję się winny wszystkiemu, co złe...
Z głębokich rozważań na temat tego, dlaczego ogier doprowadził do takowej sytuacji, wyrwał mnie dopiero kobiecy głos.
- Wiesz, że za kilka metrów wleziesz w drzewo? - zachichotała klacz.
Spojrzałem na nią. Kasztanowata arabka, z małą, białą gwiazdką na czole, o ładnych oczach... mam nadzieję, że nie będzie mnie wyśmiewać, jak wiele innych, których w życiu widziałem...
<U'schia?>

14.05.2018

Od Thundera ,,Nowy początek"

Niemożliwe nagle stało się możliwe - dołączyłem do stada.
Co prawda, nie znałem za bardzo tutejszych koni, ale za to byłem w stu procentach pewien, że po czasie poznam każdego chociaż odrobinę. Póki co, poznałem tylko imiona Knokh, Yatgaar, Shireght, Dante, Miriada, Marabell, Mikado, Mivana i U’shia, a rozmawiałem jedynie z dwójką pierwszych.
Przechadzałem się tylko nad rzeką, mając skrytą nadzieję że kogoś spotkam. Początkowo słyszałem jedynie ptaki, szum wiatru i plusk wody. Ach, to miejsce jest naprawdę piękne! W dodatku chyba dość spokojne jak na Mongolię… Tęskniłem za takimi miejscami od dawna, a teraz jestem w jednym z nich, i to w dodatku jako członek stada… Taki ktoś jak ja ma szczęście? Niespotykane!
Jakieś kilka metrów ode mnie znajdowała się spora kałuża, tak więc podszedłem się napić. Rzecz jasna, obok rosło dużo trawy, tak więc zabrałem się również za jedzenie. Nawet to było dla mnie ukojeniem, zwłaszcza że bardzo rzadko mogłem w totalnym spokoju najeść się i uzupełnić płyny.
Niedługo po tym gdy ponownie ruszyłem, usłyszałem krzyk. Krzyk klaczy.
Czym prędzej pobiegłem sprawdzić kto krzyczał, i czy na pewno jest bezpieczny. Ruszyłem cwałem w kierunku dźwięku, przy okazji łamiąc kilka gałęzi w krzakach, tym samym robiąc sobie zadrapania na nogach. Gdy dotarłem na miejsce, ujrzałem klacz którą atakował jakiś obcy koń, który na sto procent nie należał do stada. Czym prędzej rzuciłem się na konia, a że uderzyłem go niespodziewanie z biegu, odleciał jakiś kawałek dalej i się przeturlał. Klacz cofnęła się kilka kroków, a ogier powstał i rzucił się na mnie, jednakże ja zrobiłem szybki unik. Nie lubię się przechwalać, ale w sumie to refleks mam cudny. Wracając do tematu; zaraz po zrobieniu uniku sprzedałem mu solidnego kopa w głowę. Koń zachwiał się, aby chwilę później paść na ziemię.
<Jakaś niewiasta? :>)

12.05.2018

Nowa straż władcy - Thunder!

https://i1.wp.com/www.maskcara.com/maskcara/wp-content/uploads/2014/01/horseface.jpg?w=700 Źródło: Zdjęcie główne
Motto: ,,Wszyscy żyjemy pod tym samym niebem, ale nie wszyscy mamy ten sam horyzont.''
Imię: Thunder
Wiek: 11,5 roku
Płeć: Ogier
Ranga/i: Straż władcy
Głos: Andy Black
Rodzina:
Red Royal - Matka
Whispers - ojciec
Storm- Siostra
Osobowość: Thunder jest niezwykle inteligentnym koniem, można nawet powiedzieć, że bardzo mądrym. Potrafi być czuły, miły, ciepły, czy kochający, jednak potrafi też być stanowczy, wredny, lub bezlitosny. Nie raz zdaża mu się być smutnym, jednak nigdy nie mówi o tym wszystkim wokół. Jest wierny w przyjaźni, jak i w miłości. Jeżeli na prawdę się do kogoś przywiąże, nie opuści tej osoby do końca życia. Stara się nie rzucać słów na wiatr, jednak jak wiadomo, nie zawsze mu to wychodzi. Doskonale zna słowa ,,litość" i ,,współczucie". Czasami, jakby to ładnie ująć, emocje go roznoszą; wtedy wie, że dobrze by było to z siebie zrzucić, także najczęściej zwierza się komuś.
Orientacja: Heteroseksualny
Partner/Partnerka: Brak. Póki co, żadna klacz go nie chce.
Potomkowie: Woli cieszyć się życiem bez tego obowiązku.
Aparycja:
  • Rasa: Trakehner
  • Wygląd: Bez wątpienia jest przedstawicielem maści gniadej. Thunder ma dość mocny zarys mięśni, jednak ani trochę nie przypomina osiłka. Jego oczy są duże, brązowe, i głębokie, a łącznie z kształtem pyska tworzą dumny wyraz. Jego nogi są w połowie czarne, a jego sierść jest zwykła połyskiwać w świetle. Grzywa i ogon zazwyczaj dają wiatru się unosić. Ogółem, Thunder wygląda bardzo dostojnie i dumnie.
  • Znaki charakterystyczne: Posiada małą, białą plamkę tuż za prawym uchem - niewidoczną bez przypatrzenia się z bliska.
  • Wzrost: 175cm w kłębie.
  • Waga: 520 kg
Umiejętności:
Siła fizyczna: 25
Szybkość: 20
Zwinność: 5
Technika: 20
Wytrzymałość: 20
Kamuflaż: 10

Umiejętności dodatkowe:
- Zna się na ziołach, jak mało kto.
Historia: Urodził się jako dziecko dwóch rasowych championów, którzy uciekli od ludzi. Wiedli z rodziną wspaniałe życie, tylko we czterech... Zmieniło się to, gdy miał równiutko półtora roku. Znaleźli ich ludzie - złapali Red Royal i Whispers'a, a przy okazji Storm. Thunderowi udało się tylko uciec ze łzami w oczach. Przez całe 5 lat wędrował samotnie, wiodąc okropne życie - aż w końcu natrafił ne jednego z członków Klanu Mroźnej Duszy, i dołączył do niego.
Inne:
- Zna parę słów po łacinie, po hiszpańsku, i umie sporo z angielskiego.
Kontakt: (Howrse) - gabixd12345, (DG) - AnariaColdmist, (Chat) - Ada
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika