Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moa. Pokaż wszystkie posty

15.11.2019

Od Moa do Skiresa ,,Ucieczka z arystokratycznego kręgu"

Obiecałam Skiresowi wspólny trening, ale wyglądało na to, że będę zmuszona z niego zrezygnować. Moje tłumaczenia nie przekonały mamy, która westchnęła tylko cicho, popędzając mnie.
— Twoja nauka jest ważniejsza. - powstrzymałam się od komentarza na temat tego, czym jest szeroko pojęte uczenie się. - Zobacz, tam stoi nauczycielka, Tantai. Jedna klaczka już czeka. Może zanim twój kolega przyjdzie, zaprzyjaźnisz się z nią? - zasugerowała pogodnie moja rodzicielka, nieoczekiwanie się zatrzymując. Och, mogłaś tak od razu powiedzieć... - przemknęło mi przez myśl, ale nie dałam tego po sobie poznać. W każdym razie moje obawy zniknęły.
— Dobrze... - mruknęłam, lustrując wzrokiem dwójkę koni naprzeciwko. - Pa, mamo. - dodałam na pożegnanie, ruszając kłusem ku nowemu towarzystwu.
— Baw się dobrze. - usłyszałam jeszcze za sobą. Jakżeby inaczej?
— Ach, witaj Moa. Proszę, poczekamy jeszcze tylko chwilę na resztę i zaczniemy naukę. - oznajmiła miłym głosem szampańska klacz, by tuż potem poświęcić uwagę swoim sprawom. Podeszłam zatem do rówieśniczki, a zarazem przyszłej poddanej, i rozpoczęłam konwersację. Jedyne, co utkwiło mi w głowie, to jej imię, Naris, całkiem ładne. Później dołączył do nas Skires i naturalnie ustawiliśmy się obok siebie.
— Hej. Co tam u ciebie? - spytałam z lekkim uśmiechem. Sama nie przepadałam za słownymi gierkami typu "Co u ciebie?", "Ładną mamy pogodę, czyż nie?", ale nie dało się nie zauważyć, że inni odbierają takie zachowanie jako normę, wręcz swego rodzaju wyraz szacunku, i wpływa ono pozytywnie na dalszy ciąg dialogu.
— A, nic ciekawego. Po naszym treningu wpadłem na mamę. Trochę się pogniewała, ale szybko jej przeszło. - odpowiedział cicho ogierek.
— Heh, mamy tak już mają. - pokiwałam powoli głową. - Myślę, że po prostu trochę za bardzo się o nas troszczą. Z innej beczki, to też twój pierwszy raz? - wymownie zarysowałam sytuację kopytem.
— Tak, już nie mogę się doczekać. Ciekawe, co będziemy robić? - odpłynął gdzieś wzrokiem.
— Może będziemy rozwiązywać jakieś zagadki? - zastanawiałam się na głos.
— Albo coś rysować, lub rozpoznawać rośliny...
— Czy wszyscy mnie słyszą? - naszą rozmowę przerwała przecinająca powietrze niczym świst bicza wypowiedź nauczycielki. - Świetnie, zatem zaczynamy.
~~~
Zacisnęłam zęby na wierzbowej gałęzi jeszcze mocniej, koncentrując stalowe spojrzenie na skarogniadym źrebaku po drugiej stronie "liny". Minęło trochę czasu od naszego pierwszego treningu. Mama zaczęła pozostawiać mi coraz więcej swobody w działaniu, a ja sama nabrałam znacznie większej ochoty na samotne poznawanie otaczającego mnie świata, co ojciec bardzo chwalił. Na szczęście jego nastawienie do ćwiczeń ze Skiresem było również pozytywne, chociaż bardziej przypominały one zabawę i tak je traktowałam. Miło było czasami wyrwać się z arystokratycznego kręgu wysokich manier i pobyć z kimś "prostym", pobawić się w zwykłego berka, porozmawiać o kształtach chmur przetaczających się po niebie, co jednak wcale nie oznaczało, że królewska atmosfera mi nie odpowiadała. Wręcz przeciwnie, czułam się świetnie w roli księżniczki, której uraza słono by kosztowała. Mimo to spędzanie czasu z ogierkiem miało w sobie to coś, co sprawiało, że z niecierpliwością oczekiwałam kolejnego spotkania.
Rzeczą, która zajmowała mi najwięcej czasu w ciągu dnia, nie licząc jedzenia, była nauka. Nie miałam z tym większych problemów, przyswajanie wiedzy było dla mnie czystą przyjemnością, szczególnie zaś interesowało mnie funkcjonowanie natury, relacje między końmi i nasza historia - w końcu przydadzą mi się podczas rządów. Lubiłam też zajęcia "na myślenie", na przykład kiedy rozważaliśmy mechanizmy ludzkich pułapek. Ludzie. Tak...nigdy nie miałam z nimi do czynienia, ale do tej pory nie usłyszałam na ich temat nic pochlebnego.
<Skires? Nie ma sprawy :) Takie tam rozważania...daję ci wolne pole do popisu>

24.10.2019

Od Moa do Shantsai ,,Nasza paczka"

— Nieee, to chyba nienajlepszy pomysł. Rodzice nie pozwalają nam się aż tak oddalać nie bez powodu, jeżeli wilk wywęszyłby któreś z nas, to po ptakach. A na otwartej przestrzeni zabawa w chowanego nie ma sensu... - mruknęła Naris, drapiąc się po łopatce. Zmarszczyłam brwi, próbując wymyślić coś lepszego, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. 
— Wcale nie musi nas znaleźć, jedynie może. Zresztą będziemy się chować tylko na obrzeżach lasu, a jeżeli już coś wyskoczy, natychmiast uciekniemy do stada. Zasady są po to, żeby je łamać, czyż nie? - nie mogłam się powstrzymać przed wtrąceniem mojego ulubionego motta.
— I ściągniemy klanowi na kark drapieżniki. - odparowała tamta, grzebiąc kopytem w ziemi.
— Pewnie tak, ale do takiego dużego zgromadzenia nie odważą się nawet podejść na odległość, z której mogłyby zaatakować. - uśmiechnęłam się nieznacznie, spoglądając po reszcie.
— No cóż, nie ukrywam, że zabawa w ganianego i "zgadnij co to" już mi się trochę znudziły... - rzekł cicho Skires, przenosząc spojrzenie na moją osobę. Przytaknęłam ogierkowi. Zamierzałam już coś powiedzieć, jednak dostrzegłam ruch nieopodal. Wszyscy odwróciliśmy głowy niemal w tym samym momencie ku podążającemu w naszą stronę źrebięciu, jeszcze dosyć niezdarnie stawiającemu kroki. Była to klaczka o ciekawym, brązowo-białym wzorze sierści, z gwiazdką na czole. Nowa towarzyszka do naszego grona. Wspaniale! Poczekałam, aż podejdzie wystarczająco blisko, i jako pierwsza wyszłam z inicjatywą:
— Hej! Jak się nazywasz? - spytałam głośno, całą swoją postawą wyrażając przychylność i sympatię. Nowa nie wyglądała na śmiałą osobowość.
— Sh-Shantsai. - uśmiechnęła się lekko, ponownie ruszając w naszą stronę.
— Ja jestem Moa, to Nivero, Naris i Skires. - wskazałam po kolei wymienione źrebaki. - Chcesz może do nas dołączyć? - klaczka przytaknęła energicznie. - Zastanawiamy się właśnie, w co się pobawić, ale nie możemy dojść do porozumienia. Może ty pomożesz nam to rozstrzygnąć?
<Shantsai?>

20.09.2019

Od Moa do Skiresa ,,Ktoś taki, jak ja"

Zrobiłam kilka rund kłusa wokół mamy, dając upust swojej energii. Według rodzicielki miałam jej zdecydowanie za dużo. Może mój maraton potrwałby dłużej, gdyby nie kamień, o który się potknęłam i o mały włos nie wywaliłam. Westchnęłam cicho, stając obok i ogarniając spojrzeniem przestrzeń. Wszystko wyglądało równie zwyczajnie, co momencik przedtem. Konie z klanu pasły się na równinie, zachowując bezpieczną odległość od naszej dwójki. Jesienne słońce wysyłało wątłe, ale jasne promienie. Jakiś ptak wyśpiewywał dwudźwiękową melodię. Zasłuchałam się na parę chwil w jego trel, jednak moje skupienie prysło, gdy zauważyłam coś nowego na horyzoncie.
Zza stada wyłoniła się pięcioosobowa grupka. Czwórka wyglądała na dorosłe lub niewiele im do tego brakowało, ale ostatni członek musiał być w moim wieku. Z tej odległości mogłam stwierdzić, że ma bardzo ciemne umaszczenie i, podobnie jak ja, białą odmianę na głowie. Wtem źrebak również mnie dostrzegł. Uśmiechnęłam się lekko, odwracając łebek jakby nigdy nic. Dobrze, że jest nas, młodych, trójka - nie będę skazana na jeden i ten sam typ. A im więcej, tym lepiej! Przydałoby się poznać. Problem w tym, że dzielił nas dość spory dystans...
— Mamo - trąciłam chrapami ją chrapami - Kto to jest? - wskazałam na chybił-trafił bułaną klacz.
— Hm? To Erina. Jedna z medyczek. - odparła krótko, powracając do przeżuwania trawy.
— Jaka ona jest?
— Nie mam pojęcia. Spytaj może taty, są z tej samej branży. - nie zamierzałam teraz wnikać, co oznacza druga część zdania.
— Zapoznajcie się. - oznajmiłam radośnie, odchodząc kilka kroków dalej. Mama milczała dłuższą chwilę, patrząc to na mnie, to na grupę. Wreszcie westchnęła i zgodziła się. Podeszłyśmy zatem do całej piątki, posilającej się w spokoju. Po wymianie powitań przestałam interesować się rozmową dorosłych. Odprowadzana czujnym spojrzeniem rodzicielki, podeszłam do źrebaka, przyglądającemu się właśnie czemuś w trawie.
— Hej. - odezwałam się. Chyba dobrze wyglądam, prawda?
— O, cześć. - ogierek wyprostował się. - Skires.
— Moa. - wymieniliśmy pozdrowienia.
<Skires? Dajesz>

19.09.2019

Nowa księżniczka - Moa!

white and brown horse walking in the leafless bush 

Źródło: Zdjęcie główne
Imię: Moa. Klaczka lubi swoje imię, zawsze jednak zastanawiało ją, skąd się wzięła ta ładna, acz dziwna gra liter.
Tytuł: Pochodzi z dynastii Altbachów, od matki otrzymała w spadku tytuł Kataxo. Płynie w niej także krew Czarnej Winorośli.
Wiek: Kilka tygodni.
Płeć: Klaczka. 
Relacje:
○Tata Shiregt - Stara się nie sprawiać mu kłopotów, aczkolwiek uważa go za lekko nadopiekuńczego i zbyt mocno trzymającego się zasad, w wyniku czego nie zawsze jej to wychodzi. Niemniej lubi jego towarzystwo i pod wieloma względami uważa ogiera za autorytet. Najprościej rzecz ujmując, kocha tatę.
○Mama Mivana - Również bardzo kochana, aktualnie z oczywistych względów najważniejsza postać w życiu Moa. Jej trochę zwariowany, dowcipny, łaknący wszelkiej wolności duch jest przeciwwagą dla temperamentu ojca. Wie, że zawsze znajdzie w niej oparcie.
○Dziadek Khonkh - Czasami przynudza i wydaje się na serio martwić o zapędy klaczki, jednak opowiada fantastyczne historie i chętnie odpowiada na pytania źrebaka, nie tracąc przy tym cierpliwości. Moa w większości przypadków bardzo lubi spędzać z nim czas.
○ Babcia Yatgaar - Aktualnie przebywa z dala od stada, więc nie miała okazji poznać jej osobiście. Dziadek jednak powtarza, że to wspaniała klacz, zatem nie pozostaje jej nic innego, jak zaufać tym wieściom.
○Przybrany wujek Lumino - Zamknięty w sobie samotnik. Moa lubi się z nim podroczyć, by otrzymać w jakąś ciętą ripostę. Poza tym rzadko się widują.
○Wujek Dante - Miał dobre poczucie humoru i był idealnym towarzyszem zabaw - pod tym względem w ogóle nie przypominał innych dorosłych. Tata klaczki niezbyt to pochwalał, ale widać było, że podczas harcy ogier starał się dbać o bezpieczeństwo. Niestety, to już przeszłość - odszedł z klanu z bliżej nieznanego powodu. [*]
○Przybrany wujek Boroo - milczący, poważny koziorożec, jednak w innym znaczeniu, niż Lumino. Jest dostojnym, wiernym towarzyszem ojca, często znajduje się gdzieś w pobliżu, czasem pokazuje klaczce różne ciekawe rzeczy. Według Moa ładnie wygląda, gdy się uśmiecha.
○ Ciocia Miriada - jedyna ciocia. Aktualnie przebywa poza klanem razem z Yatgaar, jeszcze jej nie poznała.
Osobowość: To bardzo towarzyska i otwarta na nowe znajomości klaczka. Lubi otaczać się dużą ilością znajomych, z czego wybiera kilku bliższych, utrzymując kontakty ze wszystkimi. Nie boi się obcych. Łatwo nawiązuje kontakty, zazwyczaj to ona stawia pierwszy krok w znajomości. Lubi znajdować się w centrum uwagi, błyszczeć wśród innych. Ma naturalne zdolności przywódcze, posiadanie władzy to jedno z jej największych pragnień prowadzących do spełnienia. Świadomie lub nie, sprawia pozytywne wrażenie na rozmówcy i potrafi nim manipulować, by wyciągnąć dla siebie korzyść.  Jak to źrebak, przepada za zabawą, jest bardzo energiczna i ciekawa świata. Jej motto mogłoby brzmieć "zasady są po to, żeby je łamać" - ceni sobie wolność oraz ryzyko. Często musi się przekonać na własnej skórze, że to nienajlepszy pomysł. Z tego wynika, iż przywiązuje sporą wagę do własnej dumy i honoru, co nie oznacza, że nie grzeszy inteligencją - przeciwnie, szybko się uczy. Mimo wszystko ma dystans do siebie i potrafi śmiać się z własnych błędów. Moa jak na swój wiek jest bardzo dojrzała i nieraz w rozmowach z innymi końmi porusza poważne tematy, a w jej słowniku nie znajdziecie czegoś takiego jak wstyd.  Niestety, nie ma za wiele cierpliwości, czekanie ją męczy. Ma tupet i umie bronić swoich racji, bywa przy tym chamska, choć generalnie jest dobrze wychowana i ma szacunek do starszych. Dla wrogów potrafi być wyjątkowo podła, a nawet okrutna. Odznacza się odwagą i wielkimi ambicjami. To perfekcjonistka, z trudem znosi wszelkie niedociągnięcia i zmiany planu.
Aparycja:


  • Rasa: Mieszanka z akcentami luzytana i araba.
  • Umaszczenie: Większość ciała klaczki pokrywa szara sierść wpadająca w brązowawy odcień. Na nogach oraz wokół pyska, który sam w sobie jest prawie czarny, znajdują się rozjaśnienia. Grzywa i ogon są ciemniejsze od reszty. Oczy są jasnej, orzechowej barwy. Zbierając elementy układanki w całość, najpewniej maść myszata.
  • Kontakt: Howrse/holidays horse, gmail-ashuramaru61@gmail.com, doggi-horsecool, chat - Łowca much.
    Szablon
    Margaryna
    -
    Maślana Grafika