Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wicher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wicher. Pokaż wszystkie posty

7.01.2019

Od Wichra do Mint ,,Ból jest mą drogą"

Razem z ogierem staliśmy na brzegu wody czekając na moją matkę. Po chwili przybiegła do nas i zaczęła się zabawa. Rozchlapywaliśmy wodę we wszystkich kierunkach, byleby zmoczyć swojego przeciwnika. Wchodziliśmy do jeziora coraz głębiej i głębiej. Klacz straciła mnie z oczu, gdyż całe swe skupienie przeniosła na przywódcę. Uradowani brykali w wodzie jak małe źrebięcia. Chcąc uniknąć opryskania wodą mojego pyszczka cofnąłem się kilkanaście kroków. Zatrzymałem się dopiero, gdy musiałem zadzierać łeb aby go nie zamoczyć. Z ciekawości odszedłem jeszcze kilka kroków do tyłu. Skakałem po kamieniach, jednak niefortunnie pośliznąłem się na jednym z nich. Była to spora głębokość, a podwinęło mi się przednie kopyto. Runąłem do wody jak długi, przy czym zraniłem się o coś ostrego na dnie w okolicach nadpęcia. Nie umiałem pływać. Dopiero teraz zdałem sobie z tego sprawę. Zszokowany całą sytuacją oraz bólem w prawej nodze chciałem nabrać powietrza, jednak zamiast tlenu łykałem bezbarwną ciecz. Mój układ oddechowy zaczął piec po dostaniu się do niego wody, a z rany zaczęła sączyć się krew. Próbowałem wystawić głowę na powierzchnię, nabrać powietrza i zawołać o pomoc, jednak nie potrafiłem się ruszyć. Starałem się wstrzymać od gwałtownego nabierania powietrza, lecz po dwóch minutach bezradnego machania nogami zaczęło brakować w moim organiźmie tlenu. Po chwili musiałem wziąć oddech. Do moich płuc znów dostała się woda, jednak teraz było jej dużo więcej. Zacząłem się krztusić. Wszystko niemiłosiernie mnie piekło, do tego doszedł kaszel. Widziałem jak blisko jest wyjście na powierzchnię, jednak nie dałem rady wypłynąć. Mroczki zatańczyły mi przed oczami, po czym straciłem przytomność. Ostatnie co czułem, to jak moje ciało bezwładnie opada na dno.
Od początku wiedziałem, że moja ścieżka będzie wiodła mnie poprzez liczne cierpienia. Straciłem rodzinę, miłość, i teraz traciłem także życie. Wolałbym zginąć po pożegnaniu Mint. Chciałem powiedzieć jej, jak wiele dla mnie zrobiła, i jak wielkim uczuciem na tak małe serce ją darzyłem, jednak nie miałem wyboru. Umierałem teraz i natychmiast, bez możliwości wybrania terminu. Nie wiedziałem, co będzie po śmierci, dlatego się też nie bałem. Kochałem życie w słodkim uczuciu nieświadomości, które teraz pokazało, jak bardzo może pomóc.
Nagle zjawiłem się w ciemnym tunelu, na którego końcu było widać białe światło. Popędziłem galopem do przodu, a dzikie serce biło mi mocniej niż kiedykolwiek. Każdy krok bolał mnie jak nigdy dotąd, i wtedy zrozumiałem, iż ból jest mą drogą.

<Mint? To koniec ze strony Wichra, jednak jego ostatnią wolą jest jakieś opowiadanie  z pogrzebem czy coś w tym stylu, aby jego śmierć została zauważona przez Mint i Shi>

30.04.2017

Żegnamy Tashę i Wichra!

Tasha i Wicher odchodzą z powodu braku aktywności i kontaktu z właścicielem. Mamy nadzieję, że zdecydują się wrócić w nasze progi!

Tasha|4 lata|Medyczka|Brak| natasza73

Wicher|4 lata|Ogier|Bojownik|Brak|natasza73

30.03.2017

Od Wichra do Calipso (F) - ,,Rozterki"

Calipso wysłała mnie na zwiad. Szczerze mówią szczerze, nie miałem nic do roboty, więc przystałem na jej propozycję. Miałem sprawdzić tereny położone przy linii brzegowej jeziora Chubsuguł na północ od miejsca naszego pobytu, czy nadają się do postoju oraz jaka jest tam ilość drapieżników. Nic łatwego i szybkiego do roboty. Jednakże musiałem zachować czujność, ze względu na kłusowników i inne zagrożenia. Po około godziny dotarłem na miejsce i się rozejrzałem po okolicy. Na pierwszy rzut oka nic nie wskazywało o zagrożeniu, lecz dla pewności wolałem się jeszcze dokładniej rozejrzeć niż przeze mnie nasz klan, miałby mieć kłopoty. Gdy miałem wracać usłyszałem ludzkie głosy, więc się ukryłem. Kątem oka dostrzegłem, iż wracają z południa i kierują się w kierunku Uliastay z dziećmi, które musiały zostać złajane przez nich... Czyli uciekły? Jeśli tak to nie trzeba się martwić o nich. Odczekałem, aż odejdą na bezpieczną odległość i spokojnym tempem wracałem do Calipso.
- Czy wszystko na północnej stronie jeziora Chubsuguł? - spytała
- Tak, jedynie ludzie szukali swoich dzieci, które się zgubiły, ale ich już tam nie ma. - wyjaśniłem
Calipso spojrzała się na mnie z zamyśleniem, lecz oznajmiła, że ruszamy mimo tego, co jej powiedziałem. Wiedziała, że ludzie bez powodu nie wędrują w tamte strony. Jeszcze przez godzinę odpoczywaliśmy, lecz po chwili Calipso zarządziła wędrówkę we stronę północną. Około pod wieczór się zatrzymaliśmy na odpoczynek. Ja jak zwykle nie spędzałem czasu w towarzystwie innych koni, lecz samotnie jak zawsze. Moje myśli pogalopowały do nadziei. Ludzie zajmują coraz to większe powierzchnie i łapią coraz więcej zwierzyny. Dzikich koni jak my jest coraz mniej, gdyż człowiek chce nas ujarzmić. Wskutek tego egzystencja konia staje się mglista, nieprzejrzysta, wręcz zaciemniona. Punktem wyjścia refleksji nad kondycją konia jest więc końskie przeżycie własnej, ciemnej terażniejszości.Ciemność ta ma z jednej strony sens negatywny, jest bowiem nieobecnością światła, brakiem pełni. Z drugiej jednak strony ma swój pozytywny sens. Jest wszakże postrzegana jako tajemnica, w której ukryta jest jakaś jeszcze nie znana pełnia. W tym napięciu między brakiem pełni a pełnią, ciemnością a światłością, obecna jest tajemnica konia, wypełniająca tu i teraz przeżywaną przez niego chwilę jego egzystencji. Mój stary przyjaciel nazwał tę chwilę odsłoniętym obliczem nieustającej, najbliższej koniowi głębi. Głębia ta jest pełna napięcia, które rozciąga się między tym-co-już a tym co-jeszcze-nie konia. Niepokój tej głębi, proces rodzący w każdym stworzeniu twórczy pochód w stronę dobrej przyszłości, jest dla Blocha obrazem doświadczenia końskiej nadziei. Tak rozumiana nadzieja urasta w jego antropologii do rzędu metafizycznej zasady konia i świata i stanowi zarazem centralny przedmiot filozofii w ogóle.Jednakże ku jakiej przyszłości ostatecznie kieruje się koń w swojej nadziei? Czy nadzieja konia sięga u Blocha samej Astravy? Jego odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna.Choć Bloch wielokrotnie mówi o Astrava, o pozostałych bogach trudno dostrzec w jego myśleniu ten cel nadziei, którym byłby bóg osobowy, transcendentny względem konia. Z drugiej jednak strony nadzieja bez wymiaru boskiego przeradza się w bez-nadzieję, graniczącą z rozpaczą. Cała filozofia Blocha jest świadectwem wielkiej tęsknoty za Transcendencją, która nadawałaby ostateczny sens końskiej nadziei. Skoro tej Transcendencji Bloch nie znajduje poza koniem, szuka jej w człowieku, nie utożsamiając jej jednak bez reszty w koniu, jak to czynił np. Feuerbach. Koń stanowi początek nadziei, ale stoi też poniekąd u jej kresu. Ona jest kluczem do zrozumienia w nim, znaczy człowieku negatywnej obecności elementu boskiego, wzywającego człowieka do radykalnego urzeczywistnienia jego człowieczeństwa: Ja jestem. My jesteśmy. To wystarczy.W naszych rękach jest nasze życie. Ale nieco dalej czytamy: Jedynie w nas płonie jeszcze ten ogień, ostatni sen jedynie w nas płonie jeszcze absolutne światło. Płonie w nas absolutne światło, lecz ono nie jest z nami do końca te same.. Człowiek nie dostrzegał, że my - konie i nie tylko my, ale pozostałe zwierzęte też czują i myślą. Uważa nas za bezmózgie stwory, które muszą mieć pana. Rozmyśłałbym dalej, gdyby nie to, że Calipso zauważyła iż stoję sam i podeszła do mnie. Staliśmy tak w milczeniu... Żadne z nas jak na razie się nie odzywało do siebie, czemuż? Może ja nie wiedziałem jak zacząć, a może to dlatego też iż ona była przywódcą i wolałem bez jej pozwolenia się nie odzywać... A może po prostu chciałem uniknąć pytań i odpowiedzi? ...
- Czemu tak sam stoisz? - spytała przerywając tą ciszę
- Tak mi się lepiej myśli niż w grupie. - odparłem
- A o czym myślałeś? - spytała
- O nadziei naszej, o życiu ... - odparłem...
Klacz spojrzała na mnie, lecz nic na razie nie odpowiedziała. Może i dobrze? Może na chwilę obecną nie chciałem z nikim rozmawiać, sam nie wiem... Jednakże ta cisza mi ciążyła jak nigdy dotąd. Szukałem w myślach jakiegoś tematu by zacząć rozmowę..
- Może... przejdziemy się na spacer? - spytałem
Wiedziałem, że to było tandetne pytanie, ale nie znalazłem nic innego. Miałem chyba dzisiej dzień na jakieś rozmyślania, bo znowu mnie wzięło na rozmyślanie. Czy dobrze zrobiłem dołączając do tego klanu? Czy ogólnie dobrze zrobiłem? Czy uda mi się utożsamić się z tym klanem i jego członkami, czy pozostanę odludkiem do końca życia? Warto jednak podkreślić, że dobrze rozwinięta tożsamość społeczna nie rozwiązuje problemów przystosowawczych jednostki. Owszem, w obrębie grupy, z którą się identyfikuje, mogę się jednostce przysłużyć, mogę ułatwić i uczynić jej relacje z otoczeniem bardziej satysfakcjonującymi, podnieść samoocenę, ułatwić orientację w świecie społecznym. Pytanie tylko brzmi: na jaką grupę może najczęściej liczyć jednostka nieprzystosowana?Czyli takie osoby jak ja. Najczęściej na pozytywną identyfikację z grupą innych wykluczonych, wyrzutków, dewiantów, osób negatywnie naznaczonych w tzw. normalnym społeczeństwie, co ostatecznie przyspiesza jej marginalizację. Ponadto taka identyfikacja z grupą może stanowić ważną barierę w rozwoju tożsamości osobistej, ale czy ja potrafię nawiązać taką tożsamość społeczną? Jest rzeczą dość interesującą, że istniejące modele oddziaływań wychowawczych mają ambicje ukształtowania jednostki o silnym Ja, którego jedną z fundamentalnych składowych jest poczucie tożsamości osobistej, do właśnie takich modeli należę ja. Ukształtowanie dojrzałej tożsamości osobistej stanowi też psychologiczne kryterium zakończenia procesu adolescencji, jak wspominał mój kolega. Silne Ja oznacza m.in. świadomość siebie wyrażaną w postaci sądów o samym sobie. Składają się na nie, m.in.:świadomość własnego potencjału rozwojowego,swoich zdolności i umiejętności, stosunkowo wysokie i stabilne poczucie własnej wartości, pozytywna samoocena, poczucie wsparcia ze strony osób, z którymi jednostka się identyfikuje, które postrzega jako swoich bliskich. Jednak warunkiem skutecznego rozwoju własnej tożsamości jest wyodrębnienie się z otoczenia i trwałe przekonanie, że jest się osobą niepowtarzalną, niezależnie od odgrywanych ról i relacji z otoczeniem (...), co ja zawsze starałem się robić. Jeżeli jednostka posiada osobiste talenty lub zdolności, które doceni otoczenie, to proces kształtowania tożsamości będzie się dokonywał niejako automatycznie. Jeżeli nie posiada jakichś szczególnych zdolności, ale jest wychowywana w przyjaznym, konstruktywnym i konsekwentnym środowisku wychowawczym, dostaje wiele informacji na swój temat, które pozwalają jej utrwalić sobie przekonanie, że jest osobą wartościową, posiadającą niepowtarzalne cechy osobowości, a jednocześnie, iż jest niekwestionowanym członkiem grupy. Im mniej problematycznie przebiega proces kształtowania tożsamości osobistej, tym mniej potrzebuje grupy do tego, aby sobie odpowiedzieć na pytanie, kim jestem i co jestem warty, w sumie ja nie znalazłem na te pytania odpowiedzi. Stworzenia uzdolnienie, o dostrzeżonych talentach i osiągnięciach, są skoncentrowane przede wszystkim na tożsamości osobistej i raczej podkreślają różnice między sobą a innymi, niż eksponują poczucie przynależności grupowej... Ja jednak nie potrafiłem się określić do jakiej grupy tożsamościowej należę. Starałem się silne Ja ukształtować, co mi się udało, ale nie uzyskałem odpowiedzi kim jestem i ile warty jestem. Pozostawało pytanie: Co ja wniosę do tego klanu by lepiej się rozwijał skoro nie znam siebie?
Calipso musiała coś mówić, bo około minucie zauważyłem, że na mnie się patrzy ....
- Wybacz, znowu się zamyśliłem ... - powiedziałem z lekko wstyd mi było za to, że jej nie słuchałem.
< Calipso?? Wybacz, że tak długo i taki badziew ... >

5.03.2017

Od Wichra do Calipso (F)

Wreszcie opuściłem tereny ludzkiej egzystencji i dotarłem tutaj. Choć przyznam sam powinienem się rozejrzeć po terenach klany, gdyż odmówiłem wcześniej pomocy. Dam sobie radę sam. Zawsze, no może nie zawsze, ale zazwyczaj dawałem sobie radę. Spojrzałem przez lukę w lesie w niebo i nabrałem ochoty by pogalopować, ale najpierw trochę ogarnę. Podniosłem się z ziemi i strząsnąłem kępy igliwia z mego ciała. Nie miałem już ochoty siedzieć, znaczy leżeć już, więc postanowiłem się przejść. Miałem zamiar już iść, gdy nagle usłyszałem ciche rżenie, więc się odwróciłem w jej stronę. Klacz była dobrze zbudowana, dość krępym korpusie i krótkiej szyi. Miała umaszczenie blue roan, co mnie zaintrygowały przyznam szczerze. Szybko poznałem, że to Calipso.
- Witaj. Co panią tu sprowadza? - spytałem kulturalnie
Calipso, jeśli mogę ją tak nazywać , spojrzała się na mnie jakoś badawczo... Hmm? Taaaak, chyba tak mogę to powiedzieć, a może i nie? A zresztą nie ważne. Czekałem na jej odpowiedź, aczkolwiek chyba się jej nie doczekam
- Jestem Wicher, a ciebie zacna pani zwą Calipso? - spytałem
Przyznam lubiłem czasem mówić jak ci rycerze dawniej.. Czemu? Sam nie wiem... Może dlatego, że to słownictwo jest bardziej em... jak to ująć... No nie wierzę! Uciekło mi słowo! Dobra... Odpowiednie.
- Tak, masz rację... - powiedziała z lekkim uśmiechem - Nowy? Ja nie, więc mogę pokazać ci nasz klan. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko wspólnemu wypadowi? W sumie lepiej razem niż samemu, czyż nie? - spytała
Klacz cicho zarżała cichi, na co uśmiechnąłem się niezauważalnie. Calipso i ja spokojnym krokiem skierowaliśmy się najpierw nad Jezioro Chubsuguł, gdzie przyjrzeliśmy się okolicznej florze i faunie.. Najbardziej spodobało mi się rzeka Eg. Było to miejsce ciche i spokojne takie jakie lubiłem miejsca. Następnie udaliśmy się w las poza teren Hatgalu, gdzie pokazałem Calipso, że dzięki ciszy może usłyszeć i zobaczyć to, co się nie widzi i nie słyszy, gdy jest się głośno. Naszym uszom dobiegła muzyka lasu, śpiewana przez różne zwierzęta...
- Niesamowite - odparła, a ja się tylko uśmiechnąłem.
Skończyliśmy zwiedzanie dość późno,spokojnie wracaliśmy cicho rozmawiając między sobą. Podczas drogi powrotnej mieliśmy nad sobą rozgwieżdżone niebo.Wyglądało to tak:

Piękny widok aż trudno opisać go. Gdy znajdziecie się w nocy, w miejscu o dzikiej, nieskażonej przyrodzie, daleko od świateł cywilizacji, którą się tak otoczyliśmy i nadal otaczamy, zobaczycie, że straciliśmy kontakt z czymś podstawowym. Czymś pierwotnym. Zapomnieliśmy, co dla nas znaczy nocne niebo, które ma nam przypominać że poza naszą planetą istnieje coś, co nas przerasta. Straciliśmy w naszym świecie ten magiczny składnik życia jakim jest rozgwieżdżone niebo, dlatego, że podobnego nieba nad nami już nie ma. Gdybyśmy mieli nad głową to, co widzieli nasi przodkowie przez 99,99 % czasu istnienia rodzaju ludzkiego, widzielibyśmy pełne gwiazd niebo z Drogą Mleczną, która rozdziela je na dwie części. Przy użyciu teleskopu czy odwiedzaniu parku możemy obserwować niebo i gwiazdy, które były dla ludzi tak naturalne przez wiele tysiącleci, tysiącleci podczas których zachwycali się nocnym niebem, dosłownie przepełnionym gwiazdami. Jednakże ludzie ukochali cywilizację i tereny zabudowane, gdyż czują się w nich bezpiecznie. Zapominając o pięknie natury i jej skarbach. Westchnąłem na moje filozoficzne rozważania, które zresztą przerwała mi je moja zacna towarzyszka Calipso...
- Wicher, czy coś się stało? - spytała..
Wnet zrozumiałem, że mówiła coś do mnie, a ja jej nie słuchałem
- Wybacz mi, zamyśliłem się nad cudnym zjawiskiem jakim jest rozgwieżdżone niebo... - odparłem. Jednak mnie coś wzięło..
"Na mlecznej drodze
Ułożę dla ciebie słowa, które będą spadać
Jak gwiaz­dy – komety
Po­myśl życzenie
Łańcuchem ptaków na niebie
Oświad­czę To­bie miłość i wierność
Spójrz po­tem – wy­soko – nad światem
Będę tam gdzie miłość uno­si się na skrzydłach
Łagod­ne oko błęki­tu przyj­mie naszą przysięgę
Tam gdzie obłoki – nasze miejsce "
Calipso spojrzała się na mnie
- Nie wiedziałam, że potrafisz mówić jak poeta... - zaczęła
- A gdzie tam.. Czasem jak mnie coś najdzie to powiem coś własnego lub zarecytuję kogoś - odparłem....
Odprowadziłem klacz do jej domu, a sam udałem się na dalszy spacer, gdyż po ekscytującym dniu nie mógłbym zasnąć spokojnie.

Następnego dnia od rana przebywałem nad rzeką Eg, która mnie urzekła jak mówiłem wcześniej swym zaciszem i spokojem, a jednocześnie biła od niej taka tajemniczość, którą trudno sprecyzować jednym słowem czy w jaki inny sposób oddać to. Po chwili tej obok mnie położyła się Calipso. Szczerze, nawet tego nie zauważyłem... Ciszę, która trwała międy nami przerwała klacz...
- ...
<Calipso??>

5.03.2017

Bojownik - Wicher!


Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/119626933827133452/
Motto: "Są dwa rodzaje walki, a my, jako ci, którzy z walką mają do czynienia na co dzień, winniśmy umieć je odróżniać. W niektórych walkach stawką jest życie, w innych zaś własna duma i honor...!"
Imię: Wicher
Tytuł: Brak
Wiek: 4 lata
Płeć: Ogier
Przynależność: Klan Ognistej Grzywy
Ranga/i: Wojownik
Głos: MÅNS ZELMERLÖW
Rodzina:
El Sareno - ojciec, losy nieznane
Cerkaria - matka, żyje w niewoli
Tasha - spotkał na swej drodze ją i traktuje ją jak siostrę.
Osobowość: Duma i uprzedzenie. Pierwsze z nich każe mu być pewnym zarówno swojej wartości jak i godności, natomiast drugie być sceptycznie nastawionym do każdego istnienia i z dystansem odnosić się do innych. Oceniając kogoś z góry być może skazuje się na zgubę, jednak z drugiej strony dlaczego miałby tego unikać? Zależność od innych może przyczynić się do jego upadku, a byle obelgi, czy nieprzychylność innych najmniej go interesują, by nie powiedzieć brzydko tego. Jednakże Wicher jest ogierem surowym, poważnym i wymagającym. Zdecydowanie wie, czego chce od siebie i swoich podobiecznych, i nie zawaha się po to sięgnąć. W przeciwieństwie do swego ojca, nie jest buńczuczny czy pyszny - zna swoje miejsce i nie wypycha się przed szereg tylko po to, by pokazać innym, że też istnieje, by ktoś go zauważył. A mimo to wciąż łatwo wyprowadzić go z równowagi. Ma w sobie pewien chłód, ale ten chłód to ostrożność, a nie brak uczuć. Inteligentny, sprytny, przebiegły. Przez matkę nauczony pokory i wytrwałości zdaje sobie sprawę zarówno ze swoich mocnych, jak i słabych stron, doskonale wie, że poradzi sobie sam, w pełni niezależny, oddany temu, co uważa za cnoty. Ceni w innych to, co nakazuje mu jego własna duma, a wszelkie obelgi i zniewagi zaciekle ignoruje. Arogancja, która dla innych jest czymś naturalnym wiąże się jednocześnie z brakiem zainteresowania daną osobą czy bytem, a w konsekwencji brakiem akceptacji przez Wichera. Sam być może i bywa bezczelny, jednakże honor nakazuje mu przeprosić za swe zachowanie, czym zjednał już sobie nie jednego sojusznika czy nawet wroga. Okazuje szacunek tym, których uzna za godnych tego szacunku, a dobrze jest wiedzieć, że jeżeli ktoś straci, czy to jego szacunek, czy zaufanie, które również niezmiernie trudno zdobyć, to nie prędko je odzyska. Może nie do końca szczery, może nie do końca ktoś, za kim można szaleć, dla kogo można stracić głowę, lecz na pewno jest to koń honorowy, odważny i godzien zaufania. Doświadczenie można nabyć przecież na wiele różnorakich sposobów, a Wicher ­ nie stroni od wszelkich opowieści życiowych, przedstawianych przez innych. Gdy owe historie zostają przez innych opowiedziane ten czuje się jednak jakby nabył nieco więcej lekcji życia. Ogier nie wywyższa się co prawda nad innych, jednak gdzieś w głębi duszy czuje się od pozostałych nieco lepszy – zarówno jako osobnik bardziej doświadczony, jak i taki, który ma doskonale ułożoną hierarchię wartości. Aczkolwiek może nie do końca szczery, może nie do końca ktoś, za kim można szaleć, dla kogo można stracić głowę, lecz na pewno jest to mężczyzna honorowy, odważny i godzien zaufania. Jednakże „Mowa jest srebrem, milczenie złotem” z czego sprawy doskonale zdaje sobie Wicher . Odwaga i honor to dwie cnoty, które ten osobnik ceni sobie najbardziej, dla niego bowiem są one najważniejsze, natomiast każda istota, która jest ich pozbawiona nie ma racji istnienia na tym świecie. Wartości tych należy strzec, ponieważ są to nieliczne zwłaszcza w tych czasach, które kreują wszelki porządek na świecie, przyczyniając się do nieustannego rozwoju istnienia na tej planecie. Według Wichera atut ten powinien posiadać każdy osobnik, zwłaszcza mężczyzna, który jest zdolny oddać życie za dom, czy własną rodzinę. Kolejna jest wiara we własne możliwości, które nieopisanie wręcz pomagają w osiągnięciu celu. Czymże jesteśmy bez wiary? Właściwie niczym, bo bez wiary w samego siebie przyczyniamy się do swojej zguby. Wicher nie raz stracił wiarę w swoje istnienie, co sprawiło, że czuł się gorzej, zarówno na ciele, jak i na duszy. Po czasie jednak zaczął wierzyć w siebie jak i we własne możliwości, co przyczyniło się do jego sukcesu. Zrozumiał, że wyznanie pomaga. Następna z cnót, bez których ogier nie wyobraża sobie swej egzystencji jest nadzieja. Nie raz pomagała mu przezwyciężyć najcięższe z problemów, podtrzymując go tym samym na duchu i jakby okalając jego duszę. Kolejną cnotą jaką Wicher ceni sobie to wierność i lojalność. Koń uważa, że każdy osobnik płci męskiej powinien być wierny tradycji i Starożytnym Prawom, lojalny kompanom, zawsze spłacający swe długi. Wicher nie zwykł działać impulsywnie, ale nie można powiedzieć też, by był szczególnie wyrozumiały w stosunku do innych koni czy zwierząt. Stosowanie prawa i przestrzeganie prawa. Od stosowania prawa należy jednak odróżnić jego przestrzeganie, czyli postępowanie zgodne z wszelkimi normami prawnymi. Innymi słowy należy zastosować się do prawa, o czym Wicher doskonale zdaje sobie sprawę. Uważa, że zasady są ustalone po to, aby ich przestrzegać, a nie po to, aby były łamane, choć czasem robi na odwrót. Jednakże może się wydawać, że to wszystkie cnoty jakie on wyznaje, ale istnieje jeszcze jedna, o którą nikt by tego ogiera nie podejrzewał. Ostatnią z cnót jest miłość. Miłość nie tylko do partnera, czy partnerki, ale miłość do bliźniego, która pomaga Wichowi przezwyciężyć zarówno dumę, jak i uprzedzenie, choć w nielicznych momentach. I choć potrafi czekać długo, by wprowadzić w życie swój plan, to jednak i jego cierpliwość kiedyś się kończy. Niektórzy sądzą, że jest gburowatym egoistą, zapatrzonym jedynie w siebie. Egoistą, bo jakby nieczuły na potrzeby innych, gdyż woli milczeć, a gbur, bo nie tak jak to całe rozszalałe towarzystwo, woli zacisze swojego własnego domu, a uściślając swego pokoju. Wielu osób stroni od jego towarzystwa, uznając go za konia, co prawda w kwiecie wieku, aczkolwiek nudnego, takiego, który nie poddaje się głupim naciskom ze strony innych. Być może to wszystko jest prawdą.
Być może to wręcz zagorzały fanatyk spokoju i ciszy. Być może lepiej czuje się osamotniony, w swoim własnym towarzystwie. Aczkolwiek Wicher jest zażarty, uparty, walczy do końca, a nawet dłużej. Pragnie sprawiedliwości i sam jest sprawiedliwy. Wicher jeśli tylko chce potrafi dostrzec w drugim stworzeniu zalety, a nawet porozmawiać, czy zaprzyjaźnić się. Wciąż jednak pozostaje sardoniczny, sarkastyczny, niejednokrotnie wredny. Prawda i mówienie prawdy, szczerość i zrozumienie. Nie można być prawym stworzonkiem, nie mówiąc prawdy i nie postępując w imię prawdy. Wicher doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że inni nie chcą być okłamywani, więc prawdę i szczerość stawia sobie na jednym z pierwszych miejsc(choć zdarzają się od tego wyjątki). Oszukanie kogoś równoważne jest dla niego z uczuciem klęski, choć czasem nie widzi innego wyjścia. Nie można kogoś okłamywać tylko dlatego, aby ten przez chwilę poczuł się dobrze, zapomniał o swoich zmartwieniach, bo gdy już zdecydujemy się oszukać wszystkie zmartwienia powrócą z większą siłą. Bez zrozumienia nie można być szczerym. Wicher to ogier opanowany i stateczny, który nie da się tak łatwo ponieść emocjom, często tłumiąc je jednak w sobie przez co ma gorsze dni, bądź musi pogalopować, aby rozładować gromadzące się w nim napięcie. Pomimoż swego oziębłego temperamentu jest jednak w nim coś pozytywnego. Miewa on przebłyski optymizmu, czasem przez to nawet potrafi się uśmiechnąć i pośmiać. Nie można stwierdzić, że skoro jest oschły, jest pozbawiony jakiegokolwiek poczucia humory. Inteligencja i mądrość. Coś, czym potrafi pochwalić się nie w jednym momencie swego życia i coś, co traktuje jako podstawę swego całego istnienia. Dobroć, tak mimo iż jest wojownikiem potrafi okazać komuś odrobinę dobroci. Nie można, więc mu zarzucić, że jest naprawdę nieczuły. Pod powłoką gbura skrywa jakby swoją mniej egoistyczną stronę, która potrafi wyciągnąć pomocną dłoń i podnieść na duchu, jednakże nie chce się do niej przyznać, nawet przed samym sobą. Uważa i mówi, że okazuje jedynie tym litość. Jest wyśmienitym kompanem zarówno w rozmowach, ależ i nie tylko w nich moi kochani, a wiedzieć trza, że posiada wręcz niesamowity dar słuchania. Nie przerwie nikomu, a jeśli będzie trzeba udzieli obiektywnej rady. Wicher choć na takiego nie wygląda jest gotów się zaprzyjaźnić, jednakże osobą na miano " przyjaciela" musi poznać bardzo dobrze, gdyż niejednokrotnie zostawał zdradzany przez innych. Jednak pod tą zimną i twardą jak stal skorupą Wicher pragnie miłości, aż wręcz jej poszukuje, choć nie pokazuje tego, aczkolwiek jego serce pragnie bliskości drugiej osoby. Jadnak potrzeba czasu by okazał to i zakochał się w kimś. Choć pozory potrafią być mylące, ale czy jest tak w przypadku Wichera? Pod skorupą niezależnego, doświadczonego życiowo ogiera, skrywa się jednak istota o dobrym sercu. Ogier z pozoru oziębły potrafi być miły, z pozoru dumny, potrafi kochać, z pozoru zapatrzony w siebie potrafi pomagać. Zrodzony z matki optymistki i ojca pesymisty pewien jest sprzeczności, sami zdecydujcie. Ale choć każdy medal ma dwie strony, to Wicher ma w sobie coś, co sprawia, że inni chcą za nim podążać - może to fakt, że jest doskonałym mówcą, a może po prostu to naglące, twarde spojrzenie piwnych oczu. Aczkolwiek,aby odkryć jego najskrytszą tajemnicę należy go poznać.
Partner/Partnerka: Sam siebie oszukuje, że nie potrzebuje nikogo do życia. Czy komuś uda się skruszyć tą zimną powłokę?
Potomkowie: Brak
Aparycja:
  • Rasa: American Quarter Horse
  • Wygląd: Pomimo swej rasy ogier ten odnosi się dumnie i szlachetnie. Jednakowoż Wicher jak na swoją rasę przystało ma delikatną o klinowatym kształcie głowę,na której są osadzone małe uszy i duże oczy. Jego szyja jest prosta i nisko osadzona ze skąpą grzywą. Jego kłąb jest szeroki, lecz średnio zarysowany. Grzbiet tego ogiera jest mocny niczym głaz, a klatka piersiowa głęboka i szeroka. Natomiast zad jest ścięty, długi i obficie umięśniony. Jego ogon jest osadzony nisko i tak jak grzywa jest skąpy w owłosieniu. Jego kończyny są mocne i suche, kopyta małe bez szczotek. Jakie są jego chody? Najcześciej jego chody są płaskie, lecz galop niezwykle szybki na krótkich odcinkach. Posiada dużą zwrotność i wytrzymałość. Posiada umaszczenie kare 
  • Znaki charakterystyczne: Na swym umaszczeniu widniają białe elementy takie jak gwiazdka i łysina na głowie oraz na nogach skarpetki.
  • Wzrost: 155 cm WK
  • Waga: 350 Kg
Umiejętności: Jako osobnik umiący walczyć specjalizuje się w walce bezpośredniej. Posiada niezwykłą wytrzymałość i zwrotność jak i skoczność. Posiada wyczulony słuch jak mało kto. Potrafi równomiernie rozłożyć swoje siły w walce jak i w wyścigu. Podczas pobuty w niewoli ludzie nauczyli go poruszania się po najtrudnieszych warunkach jakie można spotkać na drodze. Posiada dość sporo siły, co pozwala mu spróbować walki z silniejszym przeciwnikiem.
Historia: Bardzo dawno temu na swej drodze spotkały się dwa konie. Jeden z nich był urodzony w niewoli, a drugi na wolności. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, a raczej skusić się to zrobić, że wszystko ich dzieliło. I też tak oni myśleli. Unikali się wzajemnie, lecz kiedy byli osobno i nie widzieli się choćby jeden dzień to się o siebie martwili. Pochodzili z różnych światów, a jednak jedno ich połączyło... A tym czymś była miłość. El Sareno, bo tak nazywał się ogier pochodził z Klanu Mroźnej Duszy. Wśród klacz był uznawany za przystojnego ogiera o nienagannych manierach i ponadprzeciętnych umiejętnościach. Podczes jednej z swych wędrówek spotkał na swej drodze Cerkarie, bo tak nazywa się druga bohaterka tej zacnej opowieści. Sereno z przymrużeniem oka patrzył na klacz, która potraktowała do jak zwykłego dzikusa z dzicy. Jednakże spodobała mu się ona, a on jej. Nawet nie obejrzeli się, a zakochali się w sobie do czego nie chcieli się przed sobą przyznać. Jednakże czas i miłość zrobili swoje i tak się ze sobą złączyli. Z ich miłości miał się urodzić mały źrebak. Niestety kłótnia między nimi, o opuszczenie przez Cerkarii hodowli rozdzieliła ich. Można powiedzieć, że ta miłość nie przezwyciężyła różnic tej dwójki. Dalsze losy El Sareno są nieznane, oprócz tego, że opuścił swój klan. Po kilku miesiącach na świat przyszedł syn Cerkarii i El Sareno o imieniu Wicher...
Może zacznijmy od imienia. Skąd się wzięło i dlaczego takie .... Wicher bo tak zwie się ten ogier zawdzięcza swoje imię dzięki temu, gdyż komuś nieznajomemu pozwoli do siebie podejść i jest spokojny to nie na długo. Taki stan nazywa się ciszą przed burzą. Stąd też jego imię się wzięło - Wicher. Atakuje niespodziewanie, nigdy nie ostrzega. Tak jak Wicher, który niespodziewanie potrafi przerodzić się w wichurę czy w tornado taki i jest Wicher dla ludzi. Tak go nazwała matka, gdy zauważyła po raz pierwszy jego zachowanie wobec ludzi. Jego ojciec był dzikiem koniem pochodzącym z Klanu Ognistej Grzywy. Wicher o tym nie wiedział, a matka nie miała zamiaru mu o tym na razie mówić. Właściciel hodowli American Quarter Horse znalazł nabywcę na półrocznego ogiera jakim był wtedy Wicher. W nowym miejscu jak i domu nie czuł się najlepiej. Ogier ten w ogule nie czuł się dobrze w niewoli. Odziedziczył większość część genów dzikiego konia. W nowym stadzie dowiedział się o swoim ojcu. Jednak nie za bardzo się tym przejął. Nie podobało mu się to jak właściciel traktuje konie. Wymuszał na nich biczem posłuszeństwo i zmuszał do ciężkiej pracy. Wicher też nie został oszczędzony. Po roku, gdzieś tak w wieku 2,5 lat zwiał z hodowli. Błąkał się samotnie ciesząc się wolnością, gdzie uczył się lekcji przetrwania, lecz ze względu na to, że jego ojciec był dzikim koniem to szybko mu to szło. Na swej drodze spotkał pewną klacz o imieniu Tasha. Dowiedział się, że ona też nie miała łatwo. Połączyli swe siły, a po pół roku znaleźli pewien klan, do którego dołączyła Tasha, natomiast Wicher dalej wędrował aż natrafił na pewną klacz, która zaprosiła go do Klanu Ognistej Grzywy, do którego dołączył.
Inne: 
* Jest mało rzeczy jakie ten ogier lubi, jak i sporo rzeczy nie lubi.
* Zazwyczaj stara się trzymać na uboczu.
* Uwielbia za to galopować.
Kontakt: natasza73
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika