Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mivana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mivana. Pokaż wszystkie posty

23.02.2020

Od Mivany do Mint ,,Przypadkiem poważnie chory"

Zmartwionym wzrokiem wodziłam za oddalającym się partnerem. Coś w jego ruchach nie dawało mi spokoju, a znikanie czasem w niewyjaśnionych okolicznościach wcale nie podnosiło mnie na duchu.  Coś jest nie tak. Bardzo nie tak. Dlaczego nie chce mi o tym powiedzieć? Jeżeli miał zamiar mnie nie martwić, to jego działanie ma odwrotny skutek. Westchnęłam, kierując się do podwładnych. Wszyscy zajmowali się swoim życiem, nieświadomi gonitwy myśli w mojej głowie. Czy w swoich idealnych życiach myśleli czasem nad tym, czy nasze jest również idealne, czy nic się nie dzieje? Muszę się czegoś dowiedzieć. On najwidoczniej nie chce się podzielić ze mną żadnymi informacjami. Komu ufa bardziej niż mi? Komu prędzej zwierzyłby się ze swoich medycznych problemów? Przystanęłam, wpatrując się w grupkę koni z ziołami w pyskach. Mint, musiał pójść do głównego medyka, takiego, którego najlepiej zna. Rozejrzałam się w poszukiwaniu bladego pyska. Nienawidzę siebie za to, ale chyba będę musiała pójść i się jej zapytać. Zwyczajnie podejść i zadać pytanie, czy mój partner przypadkiem nie jest poważnie chory. Przecież mam prawo do tej wiedzy... Prawda? Najwyżej zostanę wyśmiana za bezpodstawną histerię, albo okaże się, że to coś niewinnego. Mivana, czemu ty zawsze jesteś taka pesymistyczna? Ujrzałam w końcu jedną z klaczy, którą znałam tak dobrze, że potrafiłabym z każdym detalem odtworzyć jej oblicze z pomocą piasku i patyka. Potrzebujesz trochę więcej optymizmu. Może kiedy Ava wróci z polowania weźmiesz u niej lekcje? Czy optymizmu da się nauczyć? Na Księżycową Klacz, byłabym strasznym psychologiem...Już widziałam zadowolenie Mint z mojej obecności. Stępem, by nie wzbudzać zbędnego zainteresowania, podeszłam do medyczki.
- Mint, czy mogłabym cię prosić o rozmowę na osobności?

<Mint? Tak, wciąż jeszcze żyję i powoli będę próbować ożyć jeszcze bardziej>

9.11.2019

Od Mivany ,,Jesień jest czasem duchów" - Jesienny event

Nieśpiesznym kłusem podążałam znanymi ścieżkami, przyglądając się otaczającemu mnie krajobrazowi. Niekończące się łąki pokryte żółkniejącą roślinnością. Wilgoć, która osiadła na źdźbłach w postaci rosy skrzyła się w świetle Księżyca. Spokój i cisza, tylko lekki wiatr szumiał wśród traw. Głęboko odetchnęłam rześkim powietrzem. Jesień.
- Wesołego Dnia Zmarłych, matko, ojcze - kiwnęłam głową w kierunku białych punkcików w oddali.
Umoczyłam nogi w wodzie, stając w ciemnej toni Chirgis, które upstrzone teraz było złocistymi smugami. Pojedyncze liście unosiły się na tafli. Tym razem nie bawiłam się w jeziorze, charakter mojej wycieczki był dużo bardziej poważny i wzniosły. Oddałam się zadumie nad tymi, którzy mnie już zostawili, a którym tak wiele chciałam jeszcze powiedzieć, pokazać, zobaczyć, jak bawią się z wnuczką. Ale śmierć bywa bezlitosna.
Kiedy wróciłam, gwiazdy wciąż były wysoko na niebie. Chciałam ułożyć się przy swojej kruszynce, jednak dość szybko zauważyłam, że jej oczy błyszczą odbitym blaskiem.
- Dlaczego nie śpisz, dziecko? - zapytałam zmartwiona, gładząc jej pysk swoim.
- A dlaczego ty nie śpisz, mamo? - odparła, przyglądając mi się ciekawsko, choć widać było, że wciąż jest zaspana.
- Cóż... Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, święto dla wszystkich zwierząt tego świata. Ten jeden czas w roku, kiedy nasi przodkowie są wyjątkowo blisko nas, a naszą powinnością jest ich wspominać i uczcić ich pamięć. Niektórzy podobno nawet wędrują do krainy zmarłych.
- Nie wierzę! - zakrzyknęła Moa, o mało nie budząc tym swojego ojca - Przepraszam - szepnęła zawstydzona - Ale jak to możliwe?
- Cóż, twoja babcia opowiadała mi o swojej wizycie. Pewnego dnia po zaśnięciu znalazła się w świecie pełnym pomarańczowych kwiatów i dusz zmarłych.
- Marabell w zaświatach? Mamo, chcę wiedzieć więcej!
Westchnęłam, patrząc na małą księżniczkę, już na nogach i pobudzoną, gotową chłonąć wiedzę na temat jej korzeni. Przecież nie mogłam jej odmówić.
- Chodź za mną, tylko cicho.
Oddaliłyśmy się od stada na niewielką odległość, byleby być bezpiecznymi i mieć pewność, że zaraz nie zbiegnie się cały klan z zażaleniem na krótki sen. Rozpoczęłam swoją historię, opowiadając najpierw jedynie o tym, jak wygląda życie po życiu, a kończąc na niezliczonych epizodach z młodości moich rodziców oraz własnym i Shiregt'a.
- Moja rodzina jest naprawdę cudowna - Moa promieniała, patrząc w górę - Taka ciekawa. Też będę miała o czym wspominać jak będę w twoim wieku, prawda?
- Będziesz mogła snuć jeszcze więcej wątków - przytuliłam ją do siebie, dołączając się do podziwiania naturalnego spektaklu. Niedługo potem wróciłyśmy na miejsce. Moja latorośl dość szybko oddała się sennym marzeniom, ja jednak przez długi jeszcze czas nie mogłam zmrużyć oka, choć i na mnie finalnie przyszedł czas.

~po drugiej stronie uuuu~

- Znowu ta łąka - zauważyłam, rozglądając się na boki. To na niej zobaczyłam rodziców po zostaniu partnerką Shiregt'a. Tym razem jednak nikogo nie było.
Niepewnym krokiem przemieszczałam się do przodu. Wokół panowała dziwna cisza, nie słyszałam nawet odgłosu uderzania kopytami o ziemię. Kiedy moja podróż wydawała się już trwać wieki dotarłam do ogromnej kotliny, której dno skryte było za gęstą mgłą. Coś mówiło mi, że powinnam skoczyć w tą pustkę. Nie mogłam walczyć z tym uczuciem, które rosło z każdą chwilą, jakby się niecierpliwiąc. Szybko odmówiłam prośbę do Księżycowej Klaczy o przychylność losu, wzięłam rozbieg i... skoczyłam. Przez dłuższą chwilę leciałam w kompletnej ciemności, a jedynym znakiem, że świat wcale nie zniknął, był wiatr, który wył mi w uszach i podrywał włosy do góry. Czułam się zupełnie lekka, nieważna wobec ogromu świata i... Wolna. Mimo początkowemu lękowi mój pysk przeciął szeroki uśmiech.
Wbrew wszelkiej logice i przewidywaniom czułam, że zaczęłam zwalniać, a niedługo potem pod kopytami zauważyłam całe może chryzantem. Pomarańczowych chryzantem. Delikatnie wylądowałam na kwiecistym dywanie, który okazał się być mostem bez końca. W dole falowały płatki takich samych roślin, jakby jezioro targane silnym wiatrem. Wokół mnie pędziło wiele koni. Wszystkie wydawały się jakieś... Niewyraźne, ich sierść była krótka i ewidentnie bledsza od tej, którą musieli mieć za życia. Na pyski miały nałożone czaszki, które mieniły się różnorodnymi barwami i wzorami. Niektóre posiadały proste pasy, inne kwiaty wokół oczodołów, kolejne frywolne fale. Klacze dodatkowo chętnie nosiły na sobie wianki oraz ludzkie ozdoby, zapewne znalezione jeszcze za życia. Wszystkie rozpierała radość, większość podążała w kierunku odwrotnym od tego, który ja obrałam. Z trudem powstrzymywałam się od upadku, kiedy kolejne rozentuzjazmowane postacie wpadały na mnie, spychając coraz bliżej i bliżej krawędzi. Zanim jednak ozdobna głębina sięgnęła po moje ciało, dotarłam do celu swojej podróży. Ogromnej przestrzeni, pełnej tańczących i śpiewających kopytnych, rodzin i przyjaciół, którzy na rozmowie i zabawie mieli spędzić całą wieczność. Rozglądałam się, jednak wciąż nie mogłam zauważyć nikogo znajomego. Początkowe podekscytowanie zaczęło maleć, a ja z każdą chwilą traciłam nadzieję. Zaczęłam wypytywać się napotkane istoty o to, czy nie widzieli kogoś z mojej rodziny, jednak nikt nie miał pojęcia, gdzie mogli się podziać, ba, większość nawet nie kojarzyła wymienianych przeze mnie imion. Wypruta z energii usiadłam na brzegu, z dala od gwaru końskiego miasta.
- Czemu to zawsze mnie spotyka? Czyż nie mogę dostać choć jednej dobrej rzeczy tylko dlatego, że staram się żyć zgodnie z tym, co nauczyli mnie w młodości?
Sfrustrowana uderzyłam kopytem płatki rozlewające się przede mną. Zareagował bardzo dziwnie - tworzyły fale, ale dużo stabilniejsze i wybijające przedmioty do góry, nie dało się również w nich zanurzyć zbyt głęboko - ukrywały się pod nimi najwyżej koronki.
- Widzę, że odkryłaś naszą największą atrakcję - usłyszałam głos za sobą. Od razu go rozpoznałam, poderwałam się do góry o mało nie wywracając.
- Matko! - rzuciłam się jej na szyję i zaniosłam płaczem jak źrebie, które nie dostało smakołyków - Ojcze - szepnęłam, kiedy zauważyłam ogiera stojącego za gniadą klaczą.
Jak na komendę podszedł do nas, by przyłączyć się do czułości. Całej scenie przyglądało się gronko innych koni. Kiedy rodzicie odsunęli się ode mnie, zaczęli przedstawiać postacie. Jak się okazało, byli to ich rodzice oraz moja prababcia. Zauważyłam, że wyglądają oni dużo bardziej marnie, nawet jak na krainę zmarłych. Mało mówić, Jawialima była dosłownie szkieletem! Wysunęłam z tego wniosek, iż blednieje się wraz z liczbą lat spędzonych w zaświatach.
Resztę swojej wizyty spędziłam na wymienianiu się historiami z przodkami, pląsaniu do skocznych melodii i zabawie w starego, dobrego berka odbijając się na chryzantemach. Sielankę przerwało dopiero moje zbladniecie.
- Umierasz - powiedziała matka, patrząc na mnie zatroskana - Jeśli szybko cię stąd nie wydostaniemy, nigdy się nie obudzisz.
Ta informacja zmroziła mi krew w żyłach.
- Jak mogę wrócić? Ja-ja mam partnera, małe źrebię, poddanych, ja muszę wracać...
- Za mną - zarządziła Jena. Ruszyłam otoczona orszakiem sztywnych krewnych. Zatrzymaliśmy się przed jakąś skarpą. Zachęcona przez wszystkich, podeszłam do postaci stojącej na szczycie.
- La Catarina..? - zapytałam niepewnie.
- To ja. Czego potrzebujesz, dziecko? - dostojna klacz odwróciła się do mnie. Jej oblicze było nieskończenie piękne, jej długa, czarna i gęsta grzywa była przytrzymywana przez najbardziej okazały wianek, jaki tylko potrafiłam sobie wyobrazić. Ciało okrywała krwiście czerwona peleryna okryta wzorami podobnymi do tych, które miała na czaszce - Oh, chyba wiem, o co chodzi. Nie jesteś stąd, prawda?
- Jestem żywa jak najbardziej się da i chciałabym, żeby tak zostało - odpowiedziałam.
- Dobrze. Aby wrócić do swoich musisz tylko wypić to - wskazała pyskiem czarę, która pojawiła się znikąd po mojej prawej stronie. Podeszłam do niej i powąchałam zawartość. Prychnęłam, kiedy mój nos połaskotały gorzkie zapachy.
- Dziękuję bardzo, pani - ukłoniłam się. Rzuciłam ostatnie czułe spojrzenie rodzinie i wlałam w siebie cały biały płyn. Poczułam zimno, które rozchodziło się po moim ciele, stępiając umysł. Zamknęłam oczy, czując, że zaraz uczucie to przerodzi się w okropny ból, jednak zamiast tego, gdy otworzyłam oczy, ujrzałam dobrze znane i kochane łąki należące do Klanu Mroźnej Duszy.

~~kolejny skip time, gdyż iż ponieważ tak~~

Moa ganiała się wokół z jej znajomymi, a my, ta poważna, dojrzała część społeczeństwa, kończyliśmy przygotowania do celebracji dnia zmarłych. Zwyczajowo, cudem znalezione przysmaki były najważniejszą częścią imprezy. Zaraz za nią szły dekoracje, które właśnie, wraz z grupką moich podkomendnych, który na ,,ochotnika" zgłosili się do pomocy, przypinałam do nielicznych drzew i układałam wśród traw. Świecidełka oraz wszelkie późno-rosnące kwiecie wyglądały uroczo i odświętnie w atmosferze umierającego świata. Ah, jak ja kocham jesień. Po prawie całym dniu przygotowań, miejsce na przyjcie było gotowe. Przypilnowałam, aby odpowiednia ilość podarków znalazła się w miejscu, skąd dusze miały je odebrać oraz żeby na pewno żaden niewierzący cwaniak nie spróbował tknąć tego jedzenia. Gdy w końcu dałam sobie spokój z trzymaniem wszystkich za pyski, zgarnęłam rodzinę do wspólnej zadumy. Krąg utworzony z koni wspominających tych, którzy nie mogli być przy nas sprawiał piorunujące wrażenie. Gdy tylko wszyscy skończyli swe modlitwy, rozpoczęliśmy tą milszą część obrzędu. Tak, jak staliśmy, bez znaczenia, czy byłeś źrebięciem czy emerytem, wszyscy, zaczęliśmy okazjonalny taniec. Przyłączyłam się do śpiewających klaczy, z uśmiechem zauważając, jak Moa próbuje powtarzać słowa po cichu. Za sprawą Shiregt'a, który odłączył się i stanął w cieniu drzewa, wszyscy rozeszli się, skupiając w mniejsze grupki i zajmując dyskusją oraz owockami. Podeszłam do swojego partnera, posyłając mu zmartwione spojrzenie.
- Wszystko w porządku?
- Jak w najlepszym, po prostu wolałem przejść już do świętowania z rodziną. Czy to grzech? - uśmiechnął się czarująco. Od razu zmiękłam pod jego wpływem, choć wciąż miałam wątpliwości co do stanu ukochanego.
- Oczywiście, że nie - zetknęłam swoje chrapy z jego.
- Mamo, tato, mam dla was jagody! Strasznie szybko znikają, więc bałam się, że nic dla was nie zostanie... - mała księżniczka podeszła do nas, niosąc w małym, drewnianym naczyniu garść czerwonych smakołyków. Z wdzięcznością je przyjęliśmy.
Teraz patrzyłam w przyszłość bardziej optymistycznie, bo byłam pewna, że coś nas po tym życiu czeka.

The end

15.10.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Rodzicielstwo"

Zmierzyłam swojego partnera od kopyt po czubki uszu. Wydawał się być szczęśliwy z powodu narodzin swojej córki. Chyba nie mam powodów do zmartwień, prawda? 
- Nie jesteś rozczarowany? Ona nie jest następcą tronu - spojrzałam głęboko w jego oczy, czując, że zaraz może wydarzyć się coś strasznego.
- To nasze dziecko, Mivana - usłyszałam w odpowiedzi.
W końcu kiwnęłam głową i odsłoniłam źrebię, aby jego ojciec mógł dokładniej przyjrzeć się nowej członkini monarchii. Podszedł do niej spokojnie, widocznie ostudzony przez moją wcześniejszą reakcję.
- To twój tata - powiedziałam za niego. Nie byłam pewna, czy Moa zrozumiała cokolwiek z wypowiedzianych przeze mnie tego dnia słów, jednak czułam się w obowiązku powoli przyzwyczajać ją do komunikacji.
Patrzyłam, jak szczerze wzruszony władca delikatnie przytula się do kruchego ciałka. To twoja rodzina, Miv. Jak mogłaś zakładać, że coś pójdzie nie tak?

~*~

Przez następne księżyce coraz bardziej przywiązywałam się do tej kulki kręcącej się przy mnie i zasypującej różnymi, często nielogicznymi i dziwacznymi pytaniami. Gdyby ktoś ją po prostu usunął z mojego życia, czułabym dziwną pustkę, mimo, iż czasami wolałabym choć na chwilę zostać sama ze sobą, niekoniecznie zostawiając młodą z którymś z jej wujków, którym tak bardzo ufałam pod względem wychowywania dzieci. Księżniczka rosła niczym bambusy, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. Wszelkie próby usposobienia jej do poważnego żywota spełzły na niczym (chociaż czego mogłam się spodziewać po miesięcznym źrebięciu?), poszłam więc po rozum do głowy i dałam jej jak najwięcej wolności, by mogła się nauczyć na błędach, jednocześnie nadzorując, by nie robiła takich, które można popełnić tylko raz. Rodzicielstwo może nie wyglądało tak, jak sobie to zaplanowałam, jednak czy można narzekać, mając przy swoim boku kochającego małżonka i potomkinię tak słodką, że nie można się na nią gniewać?

<Shi? Chciałam coś dopisać, ale szkoła skutecznie zabija wenę :) Mogłabyś pociągnąć to jakoś, mało ciekawych rzeczy się dzieje ostatnio>

29.09.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Moja córeczka, nie twoja" +16

Ledwo żywa odpoczywałam na granicy krzewów okalających naszą bazę. Nikt nie miał prawa do mnie podjeść, nawet Shiregt'owi pozwalałam na to jedynie od czasu do czasu. Rozmyślałam nad swoją samotnością i bólem spowodowanym jebanym stanem błogosławionym. Przez cały dzień system sygnałów upewniał mnie w twierdzeniu, iż to dziś uwolnię się od ciężaru i zostanę młodą matką. Nie chcąc rodzić na widoku, wręcz instynktownie, z wysiłkiem, potoczyłam się za bezpieczną ścianę z roślin. Boleści dokuczały mi coraz bardziej, czułam się nabrzmiała jak przejrzały pęk jagód. Bezsilnie upadłam, modląc się, by źrebie nie ucierpiało, choć starałam się z całą mocą, by jak najbardziej zamortyzować uderzenie. Chwilę po tym nastąpiła akcja porodowa.

~Godzinę niesmacznych akcji później~

Patrzyłam na to coś, maleńką, przemoczoną kulkę, która leżała przede mną. Była cudnie urocza, bezbronna i patrzyła na mnie wielkimi, ufnymi oczyma. Zagubiona, niepewna, czekała na wskazówki. Wylizałam ją do końca, patrząc, jak powoli zmienia się z kuropatwy, którą ktoś wrzucił do rzeki w źrebię. Odsunęłam się, dając jej szansę na podniesienie się. Szybko, lecz chwiejnie, postawiła swoje pierwsze kroki. Na Księżycową Klacz, mam zajebistą córkę. Klaczka podeszła instynktownie do sutków i zaczęła pobierać siarę. Swój pierwszy posiłek w życiu. Niedługo po tym, gdy skończyłyśmy z wszystkimi sprawami natury fizjologicznej, młoda postanowiła trochę pobiegać. Z lekkim zdziwieniem zauważyłam, jak szybko nauczyła się sztuki galopu. Niewiele jest na świecie rzeczy, za które oddałabym życie. Ty moja droga nią jesteś. Moja córeczka, moje kochanie, kuleczka... Moa. W końcu nadszedł czas, byśmy wyszły napełnię słońca i otwartą przestrzeń, by klan poznał w reszcie swoją księżniczkę. Bez pośpiechu prowadziłam myszaty kształt przez zarośla, które mimo pory roku wciąż były pokryte liśćmi, kolorowymi i najwidoczniej podobającymi się nowej członkini monarchii. Niedługo nadejdzie zima... Jak my to przetrwamy, dziecię moje? Podparłam ją głową, gdy zbyt koślawo weszła w zakręt. Była tak delikatna i miękka. Po chwili, która wydawała mi się stanowczo za krótka, wychynęłyśmy zza linii drzew. Nie potrzeba było wiele czasu, by wszystkie głowy skierowały się w naszą stronę. Starałam się osłonić moje serce od tych wścibskich spojrzeń, jednak było to ździebka trudne, gdyż Moa nie wyrażała żadnego skrępowania sytuacją. Zwróciłam głowę w kierunku gniadosza, który zmierzał w naszą stronę. Mimo, iż znałam go jak mało kogo, również i jemu pokazałam, że to dziecko jest moje, ja męczyłam się z wydaniem jej na świat, więc niech się nie śpieszy z wylewnością. Nie dam skrzywdzić tego stworzenia. Kocham je najbardziej na świecie.

<Shiiii? Przestałeś być No.1 dla Mivany xD>

29.09.2019

Od Mivany do Lumina ,,Cześć, wcale nie wychodzę za mąż pięć minut po powrocie do domu"

W gęstwinie drzew i krzewów zauważyłam białą postać wpatrującą się w niebo. Bez zastanowienia podeszłam do niej, a pysk mój przeciął uśmiech niepohamowanej radości.
- Lumino - jakby chciałam się upewnić. Wtuliłam się w jego miękką grzywę. Pachniała tak znajomo.
- Mivana. W końcu znudziła ci się wędrówka po świecie? - jego ton jaki oczy wyrażały obojętność, choć dobrze wiedziałam, że to wszystko jest podszyte szczęściem.
- Nic się nie zmieniłeś - odparłam, ignorując jego przytyk i odsuwając się o krok - U ciebie wszystko po staremu?
- Leżeli liczyłaś, że po powrocie zastaniesz gromadkę bratanków, to muszę cię rozczarować.
Prychnęłam rozbawiona, czochrając mu kępkę włosów opadających na czoło.
- Gdybym chciała mieć bratową, to bym już dawno zaczęła pomagać ,,zrządzeniom losu".
Przez chwilę stałam w milczeniu, zastanawiając się, jak przekazać mu wieść o moim partnerstwie.
- Liczysz włoski z mojej sierści? - pytanie przywróciło mnie do prządku.
- Nie, po prostu... Shiregt i ja zostajemy parą. Chciałam, żebyś dowiedział się o tym pierwszy.
Ogier uśmiechnął się, szturchając mnie w bok. Nie byłam przyzwyczajona do tak ekspresywnego wyrażania emocji przez niego, jednak nie analizowałam tego zbytnio.
- No w końcu! - nie byłam pewna, czy bardziej cieszy go fakt spełnienia moich marzeń, czy koniec jęków i zachwytów, które na niego wylewałam.
Mimo wszystko euforia porwała również i mnie.
- Nie mogę w to uwierzyć - poczułam, jak oczy mi wilgotnieją od nadmiaru emocji - Ale na skraju lasu zostawiłam pewnego ogiera, który zdążył już pewnie zwołać cały klan i zorganizować imprezę...
- Chodźmy więc - odparł krótko.
Droga upłynęła nam na przekomarzaniu się i wymienianiu uwag. To była jedna z tych rzeczy, za którymi najbardziej tęskniłam.

<Lumiś? Nie spodziewałeś się, co?>

19.09.2019

Mivana się oźrebiła!

Shiregt i Mivana nabyli status młodych rodziców, a królewska rodzina powiększyła się o jednego członka - jest nim nie kto inny, jak Moa. Serdecznie gratulujemy!

Moa
white and brown horse walking in the leafless bush

17.09.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Tak się chyba robi dzieci aka. Mivana vs. lekcje biologii"

Był przyjemny, ciepły dzień. Bez żadnego skrępowania brykałam ze swoim kochaniem po polanie usłanej kolorowymi liśćmi. Nie przejmowaliśmy się niczym, śmiejąc się w głos. Upadliśmy na trawę i zaczęliśmy tarzać, ciesząc całokształtem życia. Myślami powróciłam do wczorajszego upojnego wieczora. Powoli odpływałam w stan całkowitej ekstazy, kiedy przez moją głowę przebiegła myśl, która od razu przywróciła mi jasność umysłu. Ej, tak się chyba... Robi dzieci, prawda? Zatrzymałam się w bezruchu, wpatrując w niebo. Co ja najlepszego zrobiłam...
Shiregt, najprawdopodobniej zaniepokojony moim zachowaniem, podniósł się i otrzepał z lepkiej roślinności Z lekkim opóźnieniem, zrobiłam to samo.
O co chodzi, moja droga? Źle się czujesz? - jego oczy były ciepłe, wręcz zachęcały do rozwiązania języka zapewniając, że wszystko jakoś się ułoży.
- Czy my będziemy dobrymi rodzicami? - wypaliłam bez zbędnych ozdobników w postaci jąkania lub jakże wymownych ,,eh-ów" i ,,oh-ów".
- Mivana - uśmiechnął się do mnie, widocznie uspokojony, iż jednak mój problem leży w sferze psychicznej i jest stosunkowo łatwy do rozwiązania - Oczywiście. Dobrymi w byciu patologicznymi - prychnął, widząc mój karcący wzrok - Na pewno będziesz cudowną matką, a ja postaram się zapewnić naszemu źrebakowi wszystko, czego będzie potrzebował. Uwierz, że nie będzie mógł mieć lepszych warunków do rozwoju.
- Nie byłabym siebie taka pewna. Wiesz, jak wyglądała moja rodzina, ja... Obawiam się, że zepsuję mu najlepsze lata życia. Moi rodzice...
- Postaraj się nie zrobić tego, tak jak oni. Dobrze wiesz, co nie było odpowiednim posunięciem, wiedzę trzeba czerpać przede wszystkim z błędów innych. Nie zawsze wychowujemy tak, jak nas wychowano.
Opuściłam wzrok, skupiając go na strukturze żyłek flory rozkładającej się pod kopytami. Być może ma racje, ale wciąż czuję, że nie podołam temu. Ja miałabym wychować następcę tronu? Chyba zapoczątkowałabym erę terroru i mordu wszelkiego. Postanowiłam nie okazywać jednak swoich wątpliwości, więc kiedy podniosłam głowę, przybrałam spokojny, acz optymistyczny wyraz pyska.
- Dobrze, chyba muszę ci uwierzyć - szturchnęłam go w bok - Coś tak nagle skamieniał? Mamy pół świata do przejścia.

<Shi? Wciąż robię lekcje, więc nie mogłam tego bardziej rozwinąć. Pisz co chcesz, ja potem tylko dorzucę ten poród i wracamy do porządku dziennego>

12.09.2019

Mivana zachodzi w ciążę!

Mivana zachodzi szczęśliwie w ciążę ze swoim partnerem. Serdecznie gratulujemy!
  • Ojciec - Shiregt, władca i medyk IV stopnia, Matka - Mivana, partnerka władcy i dowódca legionów.
  • Ilość źrebiąt: 1
  • Data zajścia w ciążę: 12.09.2019 r.
  • Planowana data porodu: 19.09.2019 r.

9.09.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,W drogę"

- Mivana - usłyszałam za sobą ciepły głos. Wiedziałam, że gdzieś już go słyszałam, tylko... Od kogo? Odwróciłam się, by za sobą ujrzeć dwie końskie sylwetki, gniadej, uroczej klaczy i wysokiego, eleganckiego skarogniadosza. 
- Przyszliście - powiedziałam do nich, podchodząc bliżej. Kwiaty na łące, gdzie staliśmy, lekko uginały się pod wietrzykiem znad gór.
- Jesteśmy z ciebie bardzo dumni, kochanie - matka wciąż grała pierwsze skrzypce w rozmowie. Ojciec stał z boku, milczący, acz uśmiechnięty. Uściskałam ich oboje, promieniejąc.
- Z Shiregtem zostaliśmy parą, wiecie? Chciałabym, żebyśmy byli tak szczęśliwi, jak wy.
Rodzice wymienili spojrzenia.
- Uwierz, wolałabyś, żebyście byli szczęśliwsi - Mikado ubiegł Marabell w odpowiedzi. Jego ciało wyglądało jak to, które pamiętałam z dzieciństwa, jednak głos pochodził z dużo bliższej przeszłości, przechodzący powoli w starczy. Czy to dlatego nie chciał się odzywać?
Ruszyliśmy przed siebie stępem, bez pośpiechu podziwiając krajobraz.
- To ziemie mojego starego stada, Miva - mama patrzyła na skaliste zbocza melancholijnie - Chciałam wam to pokazać.
Na niebie w oddaleniu pojawiły się szare chmury, zwiastujące niechybne nadejście burzy. Nie pasowały one do tego miejsca, jakby ktoś jako ozdobę świąteczną położył jajko.
- Powinnaś już wracać do swoich - westchnęła rodzicielka. Spojrzała mi głęboko w oczy - Ale pamiętaj, że zawsze jesteśmy przy tobie - po tych słowach zetknęła się ze mną nosem, a przed moimi oczami pojawiło się światło, które powoli przerodziło się w widok bazy nad Jeziorem Chirgis.
Sen i świadomość, że Shiregt jest tuż obok i nigdy mnie nie zostawi, wprawiła mnie w dobry humor. Wciąż nierozbudzona, przyglądałam się poczynaniom partnera, który już wstał i próbował postawić przed siebie kilka kroków. Wyglądał przy tym jak wodne ptactwo, kołysząc się lekko na boki.
- O cholera - warknął niemalże na swoje nogi.
- Weź, jesteśmy w tym samym wieku, przez ciebie czuję się staro - mruknęłam, na co on parsknął.
Powoli się podniosłam, również mając problemy z równowagą.
- Chodzimy jak banda źrebaków.
Przyjrzałam się stadu, które było również w centrum uwagi gniadosza. Niektórzy wciąż jeszcze leżeli jak kłody, inni, bardziej rozespani, skubali trawę. Czysta sielanka. Od niedawna dopiero zaczęłam się cieszyć spokojem tak jak inni, bez potrzeby szukania cięgle zdrajców i morderców.
Przez chwilę się rozciągałam, by rozbudzić zastałe mięśnie. Kiedy w końcu czułam się zdolna do funkcjonowania, podeszłam do Shiregta, który już wziął się za roślinność. Wzięłam kęs i żując go zaczęłam się zastanawiać, jak mogłabym spędzić ten dzień. Nie chciałam kończyć świętowania, które pomagało mi oswoić się z nową sytuacją.
- Shi - zaczęłam, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę - Wiem, że jako władca masz wiele obowiązków co do klanu, ale... Może wybralibyśmy się na małą wyprawę, we dwoje? Tylko jeden dzień, może dwa, tam i z powrotem.
- Hmm...

~Trochę czasu później~

Zerknęłam ostatni raz na znikające w oddali stado i pokłusowałam przed siebie, zrównując krok z wybrankiem serca.
- To co, z Dzawchan? Dobra roślinność i góry - rozmarzonym wzrokiem spojrzałam przed siebie, by zaraz zwrócić głowę z uśmiechem w kierunku ogiera - Chyba, że władca nie przywykł do długiego marszu?
- Niech będzie, jak chcesz - powiedział udawanie obruszonym tonem, trącając mnie w bok.
- Tak się bawimy? - zakrzyknęłam. Miałam zdecydowanie za dużo energii w sobie, którą musiałam jak najszybciej na czymś spożytkować - To spróbuj teraz mnie szturchnąć! - wystrzeliłam jak strzała z łuku najlepszego strzelca, kiedy poluje na skoczną zwierzynę, przecinając wiatr i trafiając prosto w cel. Nie dałam się dogonić.
- Jak zwykle musisz się popisywać - westchnął Shiregt, kiedy dołączył do mnie po kilku chwilach.
- Taka już moja natura, powinieneś o tym najlepiej wiedzieć.
Pozwoliliśmy sobie na odpoczynek i złapanie oddechu, zanim ruszyliśmy w dalszą drogę.

Shi? Tak, wiem, mam talent do pisania długo krótkich tworów, które dumnie nazywam opowiadaniami, wiem.

24.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Weselcie się"

- Nie byłabym taka pewna - odparłam, wciąż wirując w tańcu, klasycznym, zupełnie odmiennym od tego, który wykonywaliśmy we dwoje, ukryci przed ciekawskim wzrokiem świata - Żeby być najszczęśliwszy, musiałbyś być mną.
- Tak mówisz?
Zrobiliśmy obrót wokół własnych osi.
- Tak mówię.
Trawa powoli pustoszała, kiedy zmęczone konie ruszały na spotkanie smakołykom. Drobne, słodkie owoce znikały w mgnieniu oka, wywołując walkę o jak najwięcej kąsków. Poddani posyłali sobie czujne spojrzenia, by zrozumieć taktykę wroga. Niczym prawdziwa wojna -pomyślałam, zajadając się u boku Shiregt'a przystawkami zarezerwowanymi specjalnie dla nas.
- Nadchodzi jakaś susza, o której nie wiem? - szturchnęłam ogiera w bok. Mojego partnera. To tak śmiesznie brzmi, nierealistycznie.
- O niczym takim nie słyszałem - uśmiechnął się do mnie, odpłacając tym samym.
Przekomarzaliśmy się jeszcze chwilę, póki nie zauważyłam, że jesteśmy w środku uwagi całego zgromadzenia, które widocznie zdążyło już oczyścić okolicę z wszelkiego jadła. Od niezręcznej ciszy uratował nas Lumino, który dzisiaj wyjątkowo wykazywał zainteresowanie otaczającą go rzeczywistością.
- Pora na próbę siły - stwierdził, wskazując na grubą gałąź leżącą na uboczu.
Wiwaty odprowadziły władcę, który pewnym siebie krokiem podszedł do tego wyzwania. Różnymi sposobami próbował przełamać kij, jednak udało mu się to dopiero przy silnym kopnięciu. Drewno rozdzieliło się na dwie części z trzaskiem.
Przez jeszcze długi czas przyjęcie trwało w najlepsze. Niektórzy stali na uboczu rozmawiając, inni opowiadali żarty (w tym ja i Shiregt), jeszcze kolejni tańczyli bez konkretnego rytmu.
- Chyba już czas - szepnęłam do ucha swojego partnera.
- Na co? - spojrzał na mnie rozkojarzony.
- Żeby się ulotnić - uśmiechnęłam się drapieżnie.
Przez chwilę patrzył przed siebie zamyślony. W końcu zrównał się ze mną, po czym puścił się dzikim cwałem przed siebie. Bez wahania popędziłam za nim. Śmiechem pożegnałam całe towarzystwo, które w ostatnim weselnym podrywie zaczęło nam kibicować. W końcu odgłosy imprezy zniknęły w oddali, a my mieliśmy upragniony spokój.

Shiregt, słodkie wyznania przy świetle księżyca? 
Bylebyś mi konia nie zgwałciła

21.08.2019

Shiregt i Mivana łączą się więzem partnerskim!

Po długich, uczuciowych podchodach docierają do siebie zmęczone, lecz szczęśliwe dwie dusze - Shiregt'a i Mivany. Ci młodzi zakochani są tym bardziej wyjątkowi, iż stanowią parę królewską! Wyżej wymieniona klacz awansuje w związku z tym w hierarchii. Serdecznie gratulujemy!


19.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Ogier numer jeden w moim życiu"

Taksowałam wzrokiem Shiregta, szukając oznak jakiegoś podstępu. Czy to wszystko nie było trochę... Za szybko? Tuż obok obaw rosło podekscytowanie - przecież właśnie tego chciałam przez tyle lat swego marnego żywota. Patrzyłam na uroczo wyrzeźbiony, antracytową grzywę, oczy pełne nadziei i niepokoju zarazem.
- Tak - powiedziałam, a łzy wzruszenia momentalnie popłynęły po moich uśmiechniętych policzkach - Tak, zostanę twoją partnerką.
- Mivana - szepnął z ulgą, również przybierając rozanieloną minę.
- Ale - powstrzymałam go od wszelkich innych czynów - Chciałabym najpierw odnaleźć brata. Na Księżycową klacz, on nawet nie wie, że żyję! Mogę mu to chyba wynagrodzić, informując jako pierwszego o zaręczynach, prawda?
Gniadosz cofnął się z westchnieniem, jakby nie do końca tak to sobie wyobrażał, jednak skinął głową na znak przyzwolenia.
- Biegnij, tylko tym razem nie zniknij na dobre.
- Obiecuję - dałam mu przelotnego całusa w ganasze i pokłusowałam do skupiska drzew, gdzie spodziewałam się znaleźć Lumina.

~*~

Kiedy późniejszą porą wyłoniłam się zza zielonej ściany w towarzystwie jedynego członka rodziny, niebo powoli zaczynało już zmieniać kolor na pomarańczowy. Na tle zaróżowionych chmurek stał Shiregt, odwrócony do nas tyłem. Postanowiłam wykorzystać tą sytuację, zakradając się do niego najciszej jak umiałam. Było już tak blisko, pozostało tylko podskoczyć tak, by znaleźć się w zasięgu jego wzroku i patrzeć, jak czmycha. Mój szatański plan został jednak udaremniony przez samą niedoszłą ofiarę, która odwróciła łeb w najmniej odpowiednim momencie.
- Co ty robisz? - zapytał na wpół zdezorientowany, na wpół rozbawiony. Natychmiast stanęłam jak na sztampową arystokratkę przystało i odchrząknęłam.
- Nic nic - odparłam, jednocześnie posyłając mu figlarny uśmieszek.

Shi? No, dawaj, uwielbiam twoje opisy mocnych imprez xD

10.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,W domu"

Serce waliło mi jak oszalałe, jak gdyby chciało wyrwać się z mojej piersi i rzucić Shiregt'owi pod kopyta. W brzuchu czułam istną rewolucję, a w głowie szumiało jak w ulu. Miałam wrażenie, że zaraz po prostu padnę, jak te wszystkie wysoko urodzone klacze z opowieści matki. Bądź co bądź, również byłam arystokratką, a sytuacja wydawała się jak najbardziej odpowiednia. Nic takiego się jednak nie stało. O oddychaniu przypomniałam sobie dopiero wtedy, kiedy moje spragnione tlenu płuca wzięły niejako za mnie oddech. Z moich chrap uleciał obłok pary.
- Shiregt, ja... - starałam się jakoś ubrać w słowa wszystko, co czuję. Wiedziałam jednak, że gdybym chciała mu to wytłumaczyć, musiałabym opowiedzieć historię całego swego żywota. Cofnęłam się o krok, okazując niezdecydowanie. Od razu zbeształam się w myślach. Miva, serio? Przez tyle lat czekasz, aż odwzajemni twoje uczucie, a teraz chcesz uciec? Nie sądzisz, że za dużo w życiu uciekasz? - Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałam.
Zamiast dać tej niepewnej twarzy czas na otworzenie się i skomentowanie tego jakoś zrobiłam najbardziej odważną rzecz w swoim życiu. Dwa przeżyte pożary lasu? Nah. Skopanie tyłka różnym intruzom? Pff, to każdy robił. Wybranie się w samotną podróż po Mongolii i wkroczenie na tereny innego stada? To też już było. Nieee, ja szybkim ruchem znalazłam się przy gniadoszu, łącząc nasze wargi w pocałunku. Z początku zszokowany, Shiregt zaraz stał się panem sytuacji. Czego ty byś chciała, w końcu jest dużo bardziej doświadczony. Z początku delikatny, wręcz przyjacielski, nasz kontakt z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny... Mimo roztaczającej się po moim ciele fali rozkoszy oderwałam się od niego. Nie odeszłam, lecz oparłam swoją głowę o jego. Z uśmiechem starałam się uspokoić, jednak zamiast tego zaczęłam drżeć, opanowując chichot. Monarcha odsunął się nieznacznie, rzucając mi pytające spojrzenie.
- To nic, tylko - prychnęłam - Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, po prostu strasznie się cieszę.
- W takim razie, ja również - szepnął, obejmując moją szyję. Było mi bardzo przyjemnie, czując jego ciepło i będąc świadomą jego bliskości. Staliśmy tak w milczeniu jeszcze chwilę, zupełnie jakbyśmy nie byli pewni, czy to wszystko prawda. Przynajmniej ja nie wierzyłam w swoje szczęście. Potem, wciąż wciąż wtuleni w siebie, ruszyliśmy powolnym krokiem przez las, bez żadnego celu i kierunku, napawając się swoją obecnością i pięknem przyrody.
- Hej - podjęłam, zatrzymując się nagle. Od razu przypomniałam sobie moją ksywkę z dzieciństwa.
- Hm..?
- Nie sądzisz, że stado może trochę potrzebować, no nie wiem... Ich przywódcy? - Odsunął się ode mnie jak oparzony. Spojrzałam na niego z nieskrywanym rozbawieniem - Ja wiem, że te kilka koni to tylko drobny szczegół, który można przeoczyć, ale chyba musimy wracać.
- Chyba? - spojrzał na mnie pozornie spokojny, jednak widziałam cień niepokoju czający się w jego oczach. Byłam świadoma, że bycie władcą wymusza na tobie dbanie o swoich, jednak Shi traktował każdego niemalże jak rodzoną matkę.
Szybkim truchtem dotarliśmy do charakterystycznego wgłębienia, gdzie zwykle stacjonowaliśmy, znajdując się nad Chirgis. Na dole leniwie pasł się klan. Mój Klan Mroźnej Duszy. W moich oczach zakręciły się łzy, kiedy uświadomiłam sobie, jak bardzo brakowało mi tego widoku. Jestem w domu.
- Widzisz? Nikogo nie zjadło. Możesz już wziąć wdech - odezwałam się z lekko łamiącym się głosem.
Ogier, jakby widząc czytając mi w myślach, podszedł bliżej.
- Dobrze, że już wróciłaś.

Shiregt? Postanowiłam, że dam ci się wypisać przed wyjazdem, hie hie

9.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Chaotyczne sygnały"

Wdech wydech, wdech wydech. Dawaj Mivana, musisz dać się ponieść emocjom, to chyba tak działa. Tylko nie za bardzo, Shiregt ma dożyć waszego wesela.
- Nauczysz mnie tych kroków? Nie przypominają mi tego, co zwykle robimy na święta.
- Jeżeli mi zaufasz, spróbuję nas poprowadzić - odparł. Z jakiegoś powodu nie wydawał się tak pewny siebie, jak zazwyczaj. Czy to moje zniknięcie go tak zmieniło? Nie, to niemożliwe. Chociaż...
- Tobie zawsze - z nieśmiałym uśmiechem stanęłam u jego boku.
Ruszył przed siebie wysoko unosząc nogi, po czym zatrzymał się, kłaniając. Poszłam w jego ślady, już zaraz zabierając się za ustawianie nóg na krzyż, przesuwając się na prawo. Powtórzyliśmy tą czynność w drugą stronę. Wspinając się, zaczęliśmy kręcić koła wokół własnej osi. Prychnęłam rozbawiona, widząc swoją nieporadność. Rytm tańca wbił się mi w głowę tak bardzo, że nie wiedząc kiedy, zaczęłam nucić jakąś melodię, nadającą temu wszystkiemu jednego tempa i dodatkowego wyrazu. Wcześniejsze uczucia odrzuciłam w kąt, starając się cieszyć z trwającego momentu. Motyle latały jak oszalałe w moim brzuchu, a ja dałam się zahipnotyzować ładnie wyrzeźbionemu, brązowemu koniowi stawiającemu wyćwiczone kroki z gracją. Wirowaliśmy, jakby na całym świecie liczyła się tylko para
kopytnych z Mongolii, niepotrafiąca określić, czym dla siebie są. Myślałam, że już całkiem dobrze mi idzie, jednak brak doświadczenia i chwilowe odcięcie się od rzeczywistości spowodowało, że potknęłam się o jakiś pniak. Skąd on się tu wziął? Wylądowałam na plecach, czując zimną warstwę roztapiającą się pod wpływem mojego ciepła. Tak się niszczy wszelki romantyzm. Mimo tych warunków, zaraz do mnie dołączył gnidosz, padając z westchnieniem nieopodal. Leżeliśmy w ciszy, delektując się wspomnieniem tańca i uspokajając oddech. Magia musiała jednak kiedyś odejść. Potrzebowałam wyjaśnień, świadomości, na czym stoję. Wszystkie jego gesty były z jednej strony tak przejrzyste, a z drugiej tak chaotyczne, że już naprawdę nie wiedziałam, co o tym myśleć.
- To co się między nami stało... - zaczęłam niepewnie, kierując spojrzenie z nieba na pysk władcy.
- Przepraszam jeszcze raz za to... Ten pocałunek. Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać - widać było, że ta sytuacja również i jego wprawia w zakłopotanie. Jak raz musiałam przyznać, że wykazał się brakiem pomyślunku.
- Nie powinieneś. Ale... - Podobało mi się - Mint nauczyła cię nieźle całować - Brawo Miv, ty naprawdę chcesz być starą panną.
- Oh.
Znowu zapadła chwila milczenia, tym razem zdecydowanie dłuższa. Te wszystkie niedopowiedzenia sprawiały, że nie potrafiłam cieszyć się z samej jego obecności. Czułam, jak powietrze między nami powoli gęstnieje, nie pozwalając na spokojny oddech. Bez uprzedzenia zerwałam się na równe nogi.
- Chodźmy do stada - rzuciłam, unikając jego spojrzenia.

Shi? Wiem, to jest tak chaotyczne, jak działanie naszego władcy, ja wiem

15.07.2019

Od Mivany ,,Podróż do lepszego jutra" cz. 6

- Fajne macie te tradycje, muszę przyznać - z zainteresowaniem przyglądałam się tańczącym koniom.
- Oczywiście, im więcej imprez, tym lepiej! - rzucił do nas ktoś z wirujących wokół.
Pokręciłam głową. Mała gromada, ale potrafią zaszaleć.
Obok nas przemknął Noa, rzucając szybkie ,,Cześć". Zaraz za nim, niby przypadkiem, ruszyła gniado-srokata.
- Zaraz wrócę, zobaczę tylko, co tam dają w bufecie.
Odprowadziłyśmy ją wzrokiem razem z Amandreą. Ta sytuacja sięgnęła się już od kilku ładnych dni.
- Musimy coś zrobić.
- Ciebie też irytują te maślane oczka, które do siebie robią?
- Może nawet bardziej.
- Hm... Chyba mam plan.

~*~

- A co to takiego?
- Em... To nie byłaby niespodzianka, gdybyś wiedziała od początku.
- Racja.
- Nieeee, Mivana, ja dalej nie idę, nie ma mowy! - desperacko próbowała uciec, jednak zagrodziłam jej drogę, wciąż popychając do przodu.
- Tylko z nim porozmawiasz, to nic wielkiego.
- Ależ...! - odwróciła pysk, prawie stykając się chrapami z karusem - Ależ miło cię widzieć Noa.
Wymieniłyśmy z Am porozumiewawcze spojrzenia, po czym ulotniłyśmy się czym prędzej. Do końca imprezy bawiłam się z nią oraz jej partnerką. Dopiero po dłuższej chwili zwróciłam uwagę koleżanek na dwoje rozmawiających swobodnie koni.
- Misja zakończyła się powodzeniem.

~*~

- Niemożliwe.
- Co takiego?
- Jest zima - powiedziałam, ze szczerą obawą i zdziwieniem patrząc w niebo, z którego powolnie opadały białe płatki.
- Oczywiście, głuptasie! Tak działają pory roku - Niko wydawała się rozbawiona moją reakcją, chociaż tą to bawiło wszystko, począwszy od samotnego kamienia, kończąc na gromadce łosi, przechodzących przez rzekę.
- Wiem, jak działają sezony - prychnęłam urażona - Po prostu... Nie wiedziałam, że tak długo wędrujemy.
- Cóż... Też straciłam rachubę czasu. Chyba zacznę mówić, że przyjaźnię się z tobą wieczność! - uśmiechnęła się życzliwie.
Jesteś taka słodka i niewinna... Szkoda, że sprawię ci tyle problemu.

~*~


- Mivana? Gdzie idziesz? Zapomniałaś, że już nie musimy dalej wędrować, czy poranny spacerek? Mogę się przyłączyć? - Niko jak zwykle była bez miary pełna pozytywnej energii. Jak mogłabym powiedzieć jej coś takiego?
- Niko...
- Wiem, że wracasz do swoich.
- Co, ja wcale... - srokata zmieszała mnie całkiem. Nie potrafiłam nic powiedzieć, bo niby jak? I dlaczego wciąż brałam ją za głupią?
- Wiesz, że chciałabym z tobą iść prawda? I kocham cię jak siostrę, której nigdy nie miałam, ale... Tutaj odnalazłam dom. To coś, do czego chciałabym wracać zawsze i wszędzie, tak jak ty do swojego klanu.
- Niko... - nie potrafiłam więcej powstrzymywać rosnącej fali rozgoryczenia i smutku. Łzy popłynęły mi po policzkach wartkim strumieniem, kiedy wtulałam się w jej ciepłą szyję - Nigdy, nigdy cię nie zapomnę.
Poczułam, jak moja sierść robi się wilgotna od naszego płaczu. Powoli, nie chcąc się tak szybko rozstawać, odsunęłam się od niej.
- No już, biegnij - jej zaszklone oczy, zachęcający, choć trochę skrzywiony uśmiech utwierdziły mnie w przekonaniu, że mimo więzi z tą klaczą, najlepszą rzeczą, jaką mogę zrobić, jest pocwałować w drogę powrotną.
I tak też się stało.

CDN

15.07.2019

Od Mivany ,,Podróż do lepszego jutra" cz. 5

- Mivana, patrz! - srokata klacz przedziwnie rzucała się wokół mnie, rozemocjonowana.
- Cóż znowu?
I wtedy zobaczyłam, co ją tak ucieszyło. Tuż przed nami znajdowała się grupka koni, na oko z 10. W miarę zbliżania się do nich, słychać było wesołe piski źrebaków i ożywione rozmowy dorosłych. Cóż za sielanka. Zupełnie jak...
- Już nie musimy wracać się do tego Klanu Zimowej Duszy, czy jak mu tam! Mówię ci, to jest nasz nowy dom, czuję to.
- Jasne... - westchnęłam, galopując za nią.
Nie trzeba było długo czekać, nim zostałyśmy zauważone. Od razu otoczył nas wianuszek poddanych.
- Witajcie w Dzawchan - odezwał się jakiś potężny ogier w sile wieku. Jego widok budził respekt, od razu można było się zorientować, iż to on tutaj rządzi. Dygnęłam, ukazując należyty szacunek, przy okazji zapewniając o swych pokojowych zamiarach. Spojrzałam na Niko; definitywnie chciała, abym przejęła inicjatywę. Jej roztrzęsione nogi mogłyby się rozstąpić, gdyby tylko spróbowała się odezwać.
- Jesteśmy dwójką samotnych klaczy, czy mogłybyśmy prosić o schronienie?
- Oczywiście, nie sprawia to nam żadnego problemu. Mam nadzieję, że nie urazi was, jeśli przydzielę wam straż, tak dla pewności?
Poszukałam odpowiedzi na pysku mojej towarzyszki. Ta prawie niezauważalnie kiwnęła głową.
- Nie będzie to nam przeszkadzać.
Kasztan skinął na jakiegoś osobnika stojącego raczej na uboczu.  Szepczące towarzystwo rozstąpiło się, choć wciąż pozostawało w zasięgu kilku fouli.

~*~

- No hej piękna - karus o miodowych oczach stanął zdecydowanie za blisko - Nie masz ochoty odejść w jakieś ustronne miejsce ze mną? Twoja koleżanka nie zgubi się tak prędko. A może wolisz ją wziąć...?
- Moje serce już należy do jednego - odsunęłam się od niego ze zniesmaczoną miną.
- Może czas o nim zapomnieć?
- Noa, zostaw ją! - jakaś pannica o sierści w kolorze mojego napastnika, z tą różnicą, że miała białe odmiany gdzieniegdzie i przedziwnie błękitne oczy, odepchnęła go ode mnie - Idź się lepiej robotą zajmij.
- Już biegnę ,,szefowo" - fuknął niezadowolony wynikiem rozmowy - Do zobaczenia ślicznotko - puścił mi oko. Miałam wrażenie, że czarna klacz zabija go wzrokiem.
- Przepraszam za niego. Wydaje mu się, że może mieć każdą. Nawet zamężną księżniczkę - pokręciła zdegustowana głową - Jestem Amandrea, ale mów mi Am. I tak, jestem siostrą tego idioty.
- Dobrze wiedzieć - uśmiechnęłam się - Dzięki za ratunek, chociaż... - już chciałam dodać ,,poradziłabym sobie sama", jednak postanowiłam postawić na miłe nastawienie - Tak, dzięki wielkie.
- Nie ma za co. Następnym razem od razu idź do mnie. Uwierz, nie jedną musiałam ratować.
- Mam nadzieję, że nie będę musiała - już miałam odejść, kiedy ta odezwała się ponownie.
- Ten twój ogier musi być bardzo szczęśliwy, wiedząc, że ma taką lojalną klacz.
Odwróciłam się do niej. Pysk przybrał zbolały uśmiech.
- Nie wie, że go kocham. I, kiedy wrócę, pewnie wygna mnie na cztery wiatry. Byliśmy przyjaciółmi, ale zostawiłam go na pastwę tych wszystkich klaczy robiących do niego maślane oczy, głównie dlatego, że jest władcą.
- Ał - skrzywiła się ze współczuciem - Wybacz, nie wiedziałam. Ale wiesz? Jeśli faktycznie cię wygna i nic do ciebie nie czuje, to jest najbardziej tępym i ślepym ogierem, jaki stąpał po tej ziemi.
Albo najrozsądniejszym. Nie odpowiadając nic na to, kiwnęłam głową z wyrazem wdzięczności za miłe słowa, po czym oddaliłam się. Znowu. Chyba zacznę przedstawiać się ,,Jestem Mivana Kataxo, zbezcześciłam imiona rodziców, olałam stado bo miałam focha i potrafię zrazić do siebie każdego."

CDN

7.07.2019

Od Mivany ,,Podróż do lepszego jutra" cz. 4

-... I wyskoczyłam na niego z krzaków, pośliznęłam się i... - znowu przerwała, dostając ataku śmiechu z własnej historii - wywaliłam w błoto.
Brechtałam się jak głupia, nie wiedząc nawet, czy bardziej bawi mnie głupkowata opowieść przyjaciółki, czy jej przecudny rechot.
- Powiem ci - parsknęłam - że na początku myślałam, że zginę z braku pożywienia lub drapieżniki. Teraz się zastanawiam, kiedy padnę przez ciebie.
- Już dobrze, uspokój się. Nie chcę, żebyś mi tutaj umarła. Byłoby smutno.
- Tylko smutno? Zaraz by cię coś zeżarło.
- Ah tak? - spojrzała na mnie zuchwale.
- A tak - odwzajemniłam się jej tym samym.
- Nie dałabyś sobie ze mną rady.
- Dawaj, zobaczymy.
- A zobaczmy! - krzyknęła, rzucając się na mnie. Chyba chciała mnie z zaskoczenia przewrócić, jednak ja szybko odskoczyłam, wykorzystałam jej chwilowe rozkojarzenie i nierównowagę, pchając ją na bok. Już po chwili leżała na ziemi, wypłakując łzy, nie z powodu smutku czy bólu. Niko po raz kolejny w ciągu tego dnia, wybuchła śmiechem.
- Wstawaj, nie będziemy stać na otwartej przestrzeni, bo ciebie bawi samo istnienie.
Klacz wciąż się trzęsąc, wstała i, robiąc więcej hałasu niż lawina z burzą razem wzięte, ruszyła za mną w dalszą drogę.

~*~

- O czym myślisz? - zapytała łaciata. Nie spała, wbrew temu, co sądziłam.
- O swoim stadzie, o rodzinie - odparłam melancholijnym, lekko smutnym tonem, wciąż wpatrując się w gwieździste niebo. Połyskiwały na nim dwie najbliższe mi plamki, przypominając o tym wszystkim, co zostawiłam za sobą.
- Nadal chcesz tam wrócić? - jej ton wydawał się poważny, jednak trochę łzawy. Jakby myślała, że nasz duet przetrwa na wieki, że będziemy razem podróżować, jak to kiedyś stwierdziła. Powiedziałam jej wtedy, że to nie był najlepszy żart. Teraz wydawało mi się, że chyba zastanawiała się nad tym... Na serio.
- To mój dom - odparłam krótko. Musiała respektować to, że moje serce wybrało już miejsce, gdzie należy na wieki.
Niko zamilkła, zrównując się ze mną i również kierując pysk w stronę nieskończonej czerni.
- Chciałabym poznać tego twojego Shiregt'a - wypaliła w końcu, spoglądając na mnie z delikatnym uśmiechem.
- Spokojnie. Moje przeczucie mówi mi, że jeszcze się zapoznacie. Nie wiem kiedy, gdzie, ani jak. Ale kiedyś na pewno.
- Yhm - klacz przybliżyła się do mnie jeszcze bardziej, opierając się na mnie częściowo. W takim przytuleniu zasnęła, zostawiając mnie na całonocnej straży.

CDN

30.06.2019

Od Mivany ,,Podróż do lepszego jutra" cz. 3

Otworzyłam oczy, jeszcze zanim Słońce pojawiło się na nieboskłonie. Srokata stała na drugiej warcie, rozglądając się na boki. Przynajmniej się do czegoś przydała. I trzeba przyznać, jest skupiona na zadaniu. Kiedy jej wzrok spotkał się z moim, uśmiechnęła się zadowolona.
- Wstałaś!
- Nie da się ukryć - ziewnęłam przeciągle. Zrobiłam kilka kółek, żeby się dobudzić i rozciągnąć, po czym spojrzałam na niespodziewaną towarzyszkę.
- Masz jakieś konkretne plany? Mam na myśli to, że błąkałaś się sama, a potem dołączyłaś do mojej jednoosobowej wyprawy. Ktoś cię wygnał czy coś?
- Byłam członkiem małego stada, dosłownie dwie rodziny 'rodzice plus źrebię'. Kiedy dorosłam, dostałam wybór - zostać z nimi i wyjść za jedynego wolnego ogiera, albo odejść i znaleźć sobie nowy dom. Wybrałam to drugie.
- Kiedy dorosłaś...? Więc ile ty masz lat? - zapytałam, schylając się nad wodą, by zaspokoić pragnienie. Niko podeszła do mnie, również sięgając do tafli.
- Trzy - westchnęła. Rozmowa o przeszłości wydawała się wyprać ją z otoczki optymizmu - A ty?
- O rok więcej, jak ty.
- Rozumiem... - zapadła cisza. Z jednej strony ucieszyłam się, że klacz nie będzie przeszkadzać mi przez cały czas, a z drugiej... Czekałam, aż coś powie. Nie potrafiłam sama przed sobą przyznać, że potrzebowałam odrobiny towarzystwa, a ta młoda dorosła wydawała się przyjazna. Irytująca, irracjonalna, rzucająca się jak Lumino po dziwnych ziołach. Ale była - A ty?
- Hm..? - potrząsnęłam głową, próbując skupić się na jej słowach. O czym to ostatnio rozmawiałyśmy? - Aaaa.. Wybacz, ale nie chcę o tym rozmawiać.
- Spoko, nie zmuszam - spojrzała na mnie, może z lekkim zmartwieniem? - Ale jeśli chciałabyś się kiedyś wygadać, to jestem obok.
- Jasne...
W ciszy zajęłyśmy się własnymi przemyśleniami. Jedną rzecz musiałam jej przyznać - wiedziała, kiedy się zamknąć. Nie to, jak pewna sokolica...

~*~

- Mivana, zastanawiałam się... Ty w ogóle wiesz, gdzie idziemy? No wiesz, żeby nie krążyć w kółko czy coś.
- A miarę? Wiem, że szłam na południowy wschód, dotarłam do dużego strumienia, potem do rozlewiska. Od tamtej pory podróżuję z tobą.
- Musisz być dobrym nawigatorem - Niko wydawała się pod wrażeniem, choć nie za bardzo miała ku temu powód.
- I tu cię zdziwię, bo przewodnictwo to zdecydowanie nie fucha dla mnie. Po prostu... Zależy mi na zapamiętaniu drogi.
- Po co ci pamiętać trasę do miejsca, z którego uciekłaś?
- Bo to mój dom. I ja do niego wrócę.
W odpowiedzi dostałam tylko zdziwione spojrzenie. No tak, moje działanie jest wysoce nielogiczne, nawet dla mnie.
Po dłuższej chwili marszu, w powietrzu wyczułam zapach, który budził strach w kopytnych od wieków. Moja towarzyszka również zauważyła tą woń w powietrzu. Nastawiła uszy, nasłuchując i rozglądając się na boki.
- Odbija mi już, czy ty też uważasz, że gdzieś tutaj są wilki?
Nie zdążyłam zwrócić jej uwagi na dwie pary żółtych ślepi, kiedy z krzaków wyskoczyły dwa psowate - młody basior z waderą. Wydawali się głodni, a wnioskując po wieku - niedoświadczeni. Mimo to, tak, jak instynkt kazał, rzuciłyśmy się do ucieczki. Nie chciałam sprawdzać ich umiejętności. Biegłam wolniej, niż potrafiłam, by dotrzymać kroku srokatej, by w razie czego móc ją obronić. Łapy uderzające szybko w błotnistą ziemię; zdecydowanie za szybko. Jeden moment, który pozbawił mnie równowagi. Upadłam na ziemię. Próbowałam wstać, jednak moje ruchy były zbyt płaczliwe, a ziemia zbyt grząska. Czułam, że to moje ostatnie momenty w życiu. Szare drapieżniki dopadły do mnie. Już żegnałam się ze światem, kiedy spostrzegłam, że... Nic mnie nie boli. Nikt nie pozbawił mnie tchnienia, krwi, niczego. Podniosłam się finalnie na nogi. Niko zawzięcie atakowała samicę, jednocześnie unikając ciosów samca, chowała mnie za sobą. Nie mogła jednak wytrzymać tak długo. Bez zbędnych ceregieli szarpnęłam do przodu, wyrzucając w powietrze kopyta tuż przy wilkach. Gdy to jeszcze ich nie zniechęciło, wyjęłam swoją niezastąpioną Vespę. Błysk metalu budził respekt w przeciwnikach, którzy, skomląc i kuląc się, czmychnęły z powrotem w gęstwinę.
- Dzięki - powiedziałam, próbując wyrównać oddech.
- Spoko. Każdy by to zrobił na moim miejscu - również dysząc, posłała mi uśmiech.

Wspólna dola i kłopoty tworzą najtrwalsze i najpiękniejsze więzi? Jeśli to prawda, Niko pobiła rekord w stawaniu się moją przyjaciółką.

~*~

Stałam nad Jeziorem Chirgis. Fale podmywały kamienisty krańce. Złota kula niedawno wstała, wiał ciepły wiatr o słonawo-trawiastym zapachu. Przechodziłam się spokojnie brzegiem, chłonąc znane miejsce, upajając się nic i zatracając. Na jednej ze skał wyrastającej z wody przy plaży, stał Shiregt. Wpatrzony przed siebie, na niekończącą się taflę, wydawał się niemalże pół-bogiem w otoczce z blasku słonecznego. Jego ciemniejsza grzywa i ogon powiewały; sprawiał wrażenie, jakby to on sterował całym światem, stając się jego środkiem. Ze łzami w oczach i nieopanowanym uśmiechem zerwałam się do cwału.
- Shiregt! Shi!
Nie odwrócił się, póki, ledwo nieześlizgując się z podniecenia, stanęłam obok niego. Wstrzymałam oddech, kiedy spojrzał na mnie w całej swojej okazałości.
- Czego oczekujesz?
Radość zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Co mam powiedzieć, co mam zrobić?
- Oczekiwałam na moment, kiedy będę mogła w końcu się z tobą spotkać i powiedzieć, że ja...
- Co? Kochasz mnie? Wolne żarty. Zostawiasz swój klan, któremu przysięgłaś służyć, odchodzisz, jako jedna z najważniejszych postaci i teraz liczysz na co? Że rzucę się na ciebie z pocałunkami, weźmiemy ślub i będziemy mieli źrebaka? - zbliżył się do mnie, karząc się cofnąć. Kopyta nie trzymały się dobrze mokrej powierzchni.
- A-ale Shiregt... Ja przepraszam, nie chciałam, nie miałam zamiaru zaniedbać obowiązków... Zmieniłam się, Shiregt! Jestem dużo lepsza, niż kiedykolwiek! Zrobię wszystko, czego sobie zażyczysz...
- Życzę sobie, abyś znikła - to mówiąc, zepchnął mnie prosto w ciemną toń.
Z pluskiem zanurzyłam się w lodowatej głębi. Starałam się wypłynąć, ale czułam, że coś ciągnie mnie na dno. Powoli zaczynało mi brakować powietrza.

Obudziłam się, biorąc głębokie wdechy. Przed załzawionymi oczami miałam wciąż obojętno-surowy wyraz pyska władcy. A co, jeśli... Coś takiego naprawdę się zdarzy?
- Miv, coś się stało? - Niko podeszła do mnie, będąc gotowa, by rzucić się do pomocy.
- Nic, to... Tylko koszmar - powiedziałam słabo.
- Płaczesz - łaciatka ułożyła się obok mnie - To musiał być straszny koszmar.
- A żebyś wiedziała.

CDN

30.06.2019

Od Mivany ,,Podróż do lepszego jutra" cz. 2

Po dwóch dniach wędrówki o suchym pysku dotarłam do sporawego strumienia. Słodka woda była moim przewodnikiem przez następny szereg dni, dopóki nie dotarłam do jakowegoś rozlewiska. Było zbyt małe, by nazwać je jeziorem, zbyt przypominało zbiornik wodny, by uznać to za bagna. Miało w sobie jakiś przedziwny urok, który na moment oderwał mnie od smutnej rzeczywistości. Wiatr, lekko szarpiący żółknące od słońca szuwary. Złota kula powoli zaczynała wędrówkę w dół, pozostawiając błyskotki na malutkich falach. Zielono-słomkowe wzgórza na horyzoncie. Postanowiłam zatrzymać się tutaj na jakiś czas, by jak najlepiej odpocząć i wykorzystać dobroć zapasu płynów. Pochyliłam się nad drugim niebem i oddałam się cichym rozmyśleniom. Usłyszałam cichy szelest, a chwilę potem tafla zadrżała również w innym miejscu, czemu towarzyszył odgłos przełykania wody. Spojrzałam w górę. Po drugiej stronie stała gniado-srokata klacz. Miała dość ładnie zbudowane ciało, co od razu zwróciło moją uwagę, choć w znacznie mniejszym stopniu, niż uśmiech przecinający jej pysk, który skierowała w moją stronę. Już po chwili biegnąc-płynąc dostała się do mnie.
- Witaj, jestem Niko. Należysz do jakiegoś stada? - jej przyjazny, melodyjny głos odbijał mi się w uszach. Była dość... Bezpośrednia.
- Nie - odparłam krótko. Nie czułam potrzeby otwierania się przed pierwszą lepszą osobą.
- Szkoda. Błąkam się tak samotnie od dobrych kilku dni, nie zdzierżę kolejnego dnia samotności. Ale czekaj, skoro nie należysz do żadnego stada, to pewnie również wędrujesz w poszukiwaniu jakiegoś? - nie musiała kończyć, bym zrozumiała, o co jej chodzi.
- Nie poszukuję towarzystwa - łaciatka spojrzała na mnie błagalnie - ...Ale dla ciebie zrobię wyjątek - westchnęłam. O matko, Mivana, kiedy stałaś się taka miękka?
- Dziękuję ci bardzo - moje nowe towarzystwo sprawiało wrażenie, jakby za chwilę miało pęknąć z nadmiaru radości. Wnet pokonała rzekę, po czym, przemoczona do suchej nitki, stanęła u mojego boku - Gdzie idziemy? - wstrząsnął nią dreszcz, który porozrzucał krople z jej sierści we wszystkie strony. Nie mogłam uniknąć tej wątpliwej przyjemności.
- Przed siebie? - mimowolnie przewróciłam oczami. Jej osoba była dla mnie stanowczo zbyt naładowana pozytywną energią.
- Zatem w drogę!
Dałam kilka kroków przed siebie. Tylko tyle potrzebowałam, żeby usłyszeć jej śmiech.
- Ktoś ci wsadził gałąź w tyłek? Poruszasz się jak jakaś rasowa damulka.
Zatrzymałam się. Zwyczajnie wbiło mnie w ziemię. Takiego komentarza... Jeszcze nie słyszałam. Jasne, niektóre konie komentowały mój chód jako elegancki, pełen gracji, niekiedy nazbyt dumny, ale żeby coś takiego...?
- Wybacz, jeśli irytuje cię mój sposób poruszania. Ale w moim poprzednim stadzie rzeczywiście zajmowałam bardzo wysokie stanowisko, więc jeśli potrzebujesz wytłumaczenia, proszę.
- Nie, po prostu... Czy to nie jest męczące? Nie lepiej iść jak normalny koń?
- Sugerujesz, że jestem NIEnormalna? - prychnęłam na nią. Chyba zmienię zdanie i zostawię ją na pierwszym lepszym przystanku...
- Oczywiście, że nie. Ale może spróbuj przynajmniej...
Westchnęłam głęboko, chcąc ukoić nerwy. Dam radę, dam radę. Postawiłam przed siebie kilka kroków, starając się naśladować moją towarzyszkę. Nie mogę powiedzieć, że było mi wygodniej, lub że mi wyszło. Po kilku bardzo chwiejnych i niewygodnych ruchach zaprzestałam tego cyrku.
- Jeszcze jedno słowo odnośnie mnie, a zginiesz na miejscu - powiedziałam, patrząc z obojętnością przed siebie.
Ta podróż będzie dłuższa, niż przewidywałam.

CDN

16.06.2019

Od Mivany ,,Podróż do lepszego jutra" cz. 1

Galopowałam przed siebie. Słońce zachodziło powoli, malując niebo w odcieniach pomarańczy. Pojedyncze chmury przybierały przeróżne kształty w bladych kolorach fioletu i różu. Tak, odeszłam, by odnaleźć siebie i spokój... Ale nie miałam planu, jak to zrobić. Nic, oprócz przeczucia, że idąc do przodu gdzieś zajdę, nie motywowało mnie, żeby nie stanąć na środku usychającego stepu i zwyczajnie zaczekać na śmierć. Zaczynało mi poważnie brakować wesołego, skrzekliwego głosu Avy, obojętnego do bólu, tak, że ogromna burza mogła przejść tuż obok, a on by nie mrugnął, Lumina. Nawet na widok tej pokręconej Mint zapłakałabym ze szczęścia. Jednak najbardziej na całym świecie chciałam móc przytulić się do miękkiej brązowej sierści Shiregt'a, pobawić się jego grzywą i zapomnieć o całym świecie... Ale nie mogłam. Mój cel, nieznany i kuszący, znajdował się przede mną, nie za mną. Klan dawał wiele - poczucie przynależności, stabilności i miejsce, które mogłam nazwać domem. Jednak musiałam to wszystko rzucić. W końcu to podróże zmieniły matkę, prawda? Z buntowniczej nastolatki w mądrą, rozsądną i czarującą klacz. Może ja również stanę się... Lepszą. Taką, jaką zawsze chciałam być. Będę idealna, wrócę i zadziwię wszystkich. Tak...
Zmęczona biegiem, zwolniłam do stępa. Kiedy spojrzałam w górę, miałam przed oczami gwieździstą połać. Szukanie tych dwóch, najważniejszych dla mnie gwiazd weszło mi krew tak bardzo, że robiłam to bezmyślnie, gdy tylko zapadał zmrok. Teraz mogłam zlokalizować jedynie tą należącą do mojej matki - już dawno temu zauważyłam, że niebo się przesuwa. Teraz mój ojciec krył się za nieboskłonem, by wypłynąć w pełnej światłości, gdy tylko nadejdzie na niego pora.
Zlokalizowałam duży kształt w ciemnościach. Wysokie drzewo, idealne miejsce na odpoczynek. Przystanęłam pod nim. Niechciane wspomnienia ostatniego samotnego wypadu z jedyną miłością mojego życia, kiedy stojąc pod rozłożystym dębem tak wiele wydarzyło się... Niby nic, jedynie sprzeczka i błyskawiczne pogodzenie, ale dla mnie był to krok milowy w znajomości. A ucieczką zrobiłam takich z trzy, ale do tyłu. Mivana, coś ty zrobiła?
Uciszyłam myśl. Nie mogłam zasnąć, musiałam pilnować, czy żaden zwierz mnie nie podchodzi. Jednak burza emocji, która eksplodowała w mojej głowie dziś dzień oraz zmęczenie ciała długą wędrówką działały na korzyść Morfeusza, który niedługo objął mnie swoim całunem utkanym ze snów.
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika