Wiekowa Forever ginie podczas pojedynku z Rose, w związku z czym odchodzi z klanu. Jej majątek zostaje rozdzielony pomiędzy najbliższą rodzinę. Niech spoczywa w pokoju byle nie moim [*]
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Forever. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Forever. Pokaż wszystkie posty
6.04.2019
3.11.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Pod osłoną nocy"
– Wiem, ale nie rozmawiajmy o tym. Mamy w końcu czas tylko dla siebie
moja miła. - rzekł uśmiechając się nieco. Nie zaprzeczę, trochę się
rozczarowałam. Tak bardzo chciałam, by o tym zapomniał. Czy to możliwe?
Tego nie wie chyba nikt na tym padole.
- Tak, mamy czas tylko dla siebie - szepnęłam wtulając się w szyję ogiera. - Wiesz, że już niedługo Specter będzie dorosła i zostanie nam nasz Fashagar? - zapytałam wypatrując reakcji Hadvegara. Ten siedział jednak mrucząc pod nosem niezrozumiałe dla mnie słowa i otulając mnie szyją. Zamknęłam oczy rozkoszując się chwilą, lecz przerwał ją pisk czegoś, co wbiegło do jaskini. Tym "czymś" okazał się być niewielki lecz przerażony zając. Wyjrzałam na dwór i zobaczyłam zdezorientowaną watahę. Cofnęłam się w kąt chowając za sobą zająca by przestał piszczeć. Wilki poszły dopiero wtedy, gdy słońce schowało się za horyzontem.
- Wracamy? - zapytałam rozglądając się w poszukiwaniu wilków
- Lepiej wrócić do stada - powiedział i wolnym krokiem wyszedł z jaskini. Ruszyłam tuż za nim. Księżyc w pełni pięknie rozjaśniał nocne niebo a gwiazdy wydawały się być tuż nad nami. Tak blisko, że wystarczyłoby wyciągnąć mocno szyję by ich dotknąć. Wiedziałam jednak, że to tylko takie wrażenie. Zaczęłam dygotać z zimna, lecz mój partner widząc to przysunął się bliżej. Co jakiś czas słychać było szmery wywoływane przez nocne zwierzęta co sprawiał las którym aktualnie szliśmy jeszcze mroczniejszym. Ukojenie dawało patrzenie w niebo. Kiedy drzewa się rozrzedzały i widać już było niewyraźne sylwetki członków stada szłam już na wspomaganiu Hadvegara. Mogłam zatrzymać się w tej sekundzie i spać tutaj, lecz ogier mi na to nie pozwalał. Kiedy byliśmy już za pierwszą linią koni ujrzałam Specter otulającą szyją Fashagara.
- Patrz - powiedziałam uśmiechnięta wskazując na nasze dzieci. Nasze i tylko nasze.
*Kilka miesięcy później*
Specter od rana nie było w okręgu stada podobnie jak Mivany i Dantego, więc zakładałam, że robią coś razem. Ja zaś pomagałam Hadvegarowi w wyszukaniu jakiegoś zioła które było mu pilnie potrzebne a zielarze go nie umieli znaleźć. Za nami powolnym krokiem szedł Fashagar.
- Czy to jest to zioło? - zapytałam w pewnym momencie wskazując na liście rosnące pod jednym z drzew. Były takie jak opisywał Hadvegar, lecz ja się na tym nie znałam i jak zawsze pytałam się go.
<Hadvegar? Znaleźli to zioło? Przepraszam, że tak długo, lecz cierpię na brak weny>
- Tak, mamy czas tylko dla siebie - szepnęłam wtulając się w szyję ogiera. - Wiesz, że już niedługo Specter będzie dorosła i zostanie nam nasz Fashagar? - zapytałam wypatrując reakcji Hadvegara. Ten siedział jednak mrucząc pod nosem niezrozumiałe dla mnie słowa i otulając mnie szyją. Zamknęłam oczy rozkoszując się chwilą, lecz przerwał ją pisk czegoś, co wbiegło do jaskini. Tym "czymś" okazał się być niewielki lecz przerażony zając. Wyjrzałam na dwór i zobaczyłam zdezorientowaną watahę. Cofnęłam się w kąt chowając za sobą zająca by przestał piszczeć. Wilki poszły dopiero wtedy, gdy słońce schowało się za horyzontem.
- Wracamy? - zapytałam rozglądając się w poszukiwaniu wilków
- Lepiej wrócić do stada - powiedział i wolnym krokiem wyszedł z jaskini. Ruszyłam tuż za nim. Księżyc w pełni pięknie rozjaśniał nocne niebo a gwiazdy wydawały się być tuż nad nami. Tak blisko, że wystarczyłoby wyciągnąć mocno szyję by ich dotknąć. Wiedziałam jednak, że to tylko takie wrażenie. Zaczęłam dygotać z zimna, lecz mój partner widząc to przysunął się bliżej. Co jakiś czas słychać było szmery wywoływane przez nocne zwierzęta co sprawiał las którym aktualnie szliśmy jeszcze mroczniejszym. Ukojenie dawało patrzenie w niebo. Kiedy drzewa się rozrzedzały i widać już było niewyraźne sylwetki członków stada szłam już na wspomaganiu Hadvegara. Mogłam zatrzymać się w tej sekundzie i spać tutaj, lecz ogier mi na to nie pozwalał. Kiedy byliśmy już za pierwszą linią koni ujrzałam Specter otulającą szyją Fashagara.
- Patrz - powiedziałam uśmiechnięta wskazując na nasze dzieci. Nasze i tylko nasze.
*Kilka miesięcy później*
Specter od rana nie było w okręgu stada podobnie jak Mivany i Dantego, więc zakładałam, że robią coś razem. Ja zaś pomagałam Hadvegarowi w wyszukaniu jakiegoś zioła które było mu pilnie potrzebne a zielarze go nie umieli znaleźć. Za nami powolnym krokiem szedł Fashagar.
- Czy to jest to zioło? - zapytałam w pewnym momencie wskazując na liście rosnące pod jednym z drzew. Były takie jak opisywał Hadvegar, lecz ja się na tym nie znałam i jak zawsze pytałam się go.
<Hadvegar? Znaleźli to zioło? Przepraszam, że tak długo, lecz cierpię na brak weny>
6.08.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Jaskinia budząca wspomnienia"
Udaliśmy się w końcu w stronę stada. Kremowy ogierek ciągle się przewracał, przez co dotarcie do stada było znacznie opóźnione. W końcu naszym oczom ukazało się stado.
*Pół roku później*
Nasza córeczka była już prawie dorosła. Jeszcze niedawno była malutką, czarną niezgrabną kulką sierści. Coraz rzadziej spędzała czas z nami, a coraz częściej z Dantem i nieco rzadziej z resztą.
Fashagar ciągle sprawiał, że Sirocco bezustannie marudziła. To fakt, nawet ona nie była taka w jego wieku. Tego poranka Hadvegar z Sirocco wyszli na spacer. Sirocco jako pilna uczennica codziennie wracała z dodatkową wiedzą o leczeniu. Fashagar biegał radośnie wokół, a ja usilnie próbowałam mu wytłumaczyć, że Sirocco też może robić niektóre rzeczy bez niego, bo ten ciągle pytał się o to, kiedy Sirocco wróci. Wstałam z ziemi i spojrzałam na syna. Po chwili usłyszałam głos Hadvegara. Ostatnio mało czasu spędzaliśmy razem.
- Może pójdziemy gdzieś razem, tylko we dwoje? - zapytałam partnera. Jejku. Dziś po raz pierwszy go tak nazwałam.
- Jeśli Sirocco się zgodzi... - westchnął spoglądając na Fashagara. Sirocco najwyraźniej to usłyszała, bo wzdychając żałośnie pokiwała głową. Podeszłam do niej i uśmiechnęłam się. Po chwili szliśmy powolnym krokiem przemierzając śnieżne zaspy. Dotarliśmy do jaskini łudząco przypominającej tą, w której schroniliśmy się podczas burzy.. Uśmiechnęłam się bezwiednie spoglądając na nią. Hadvegar podążył za moim wzrokiem
- Idziemy tam? - zapytał uśmiechając się. Kiwnęłam głową i kłusem, jeśli można tak nazwać niezdarne bieganie w śniegu, ruszyłam do jaskini. Po chwili Hadvegar dołączył do mnie. Weszliśmy do środka i od razu przytuliłam się do partnera. Mojego, i tylko mojego.
- Koch... Um... Forever? - zapytał zmieszany pierwszym słowem
- Hm? - zapytałam uśmiechając się i dając mu do zrozumienia, że wszystko słyszałam.
<Hadvegar? Trochę słaby koniec... Nie, całe opowiadanie. Sory, że tyle czekałeś:/>
*Pół roku później*
Nasza córeczka była już prawie dorosła. Jeszcze niedawno była malutką, czarną niezgrabną kulką sierści. Coraz rzadziej spędzała czas z nami, a coraz częściej z Dantem i nieco rzadziej z resztą.
Fashagar ciągle sprawiał, że Sirocco bezustannie marudziła. To fakt, nawet ona nie była taka w jego wieku. Tego poranka Hadvegar z Sirocco wyszli na spacer. Sirocco jako pilna uczennica codziennie wracała z dodatkową wiedzą o leczeniu. Fashagar biegał radośnie wokół, a ja usilnie próbowałam mu wytłumaczyć, że Sirocco też może robić niektóre rzeczy bez niego, bo ten ciągle pytał się o to, kiedy Sirocco wróci. Wstałam z ziemi i spojrzałam na syna. Po chwili usłyszałam głos Hadvegara. Ostatnio mało czasu spędzaliśmy razem.
- Może pójdziemy gdzieś razem, tylko we dwoje? - zapytałam partnera. Jejku. Dziś po raz pierwszy go tak nazwałam.
- Jeśli Sirocco się zgodzi... - westchnął spoglądając na Fashagara. Sirocco najwyraźniej to usłyszała, bo wzdychając żałośnie pokiwała głową. Podeszłam do niej i uśmiechnęłam się. Po chwili szliśmy powolnym krokiem przemierzając śnieżne zaspy. Dotarliśmy do jaskini łudząco przypominającej tą, w której schroniliśmy się podczas burzy.. Uśmiechnęłam się bezwiednie spoglądając na nią. Hadvegar podążył za moim wzrokiem
- Idziemy tam? - zapytał uśmiechając się. Kiwnęłam głową i kłusem, jeśli można tak nazwać niezdarne bieganie w śniegu, ruszyłam do jaskini. Po chwili Hadvegar dołączył do mnie. Weszliśmy do środka i od razu przytuliłam się do partnera. Mojego, i tylko mojego.
- Koch... Um... Forever? - zapytał zmieszany pierwszym słowem
- Hm? - zapytałam uśmiechając się i dając mu do zrozumienia, że wszystko słyszałam.
<Hadvegar? Trochę słaby koniec... Nie, całe opowiadanie. Sory, że tyle czekałeś:/>
9.07.2018
Forever się oźrebiła!
Nadszedł czas, gdy drugi potomek naszej pary - Hadvegara i Forever - przyszedł na świat. Powitajmy gorąco Fashagara!
Fashagar

9.07.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Kolejne życie"
Po chwili przytuliłam się do Hadvegara i położyłam się na trawie.
- Widziałaś gdzieś naszą córkę? - zapytał ogier
- Właśnie nie. Nie wróciła wczoraj wieczorem, a z tego co wiem Dante też gdzieś zniknął. - powiedziałam cicho.
- Trzeba będzie ich poszukać... - powiedział Hadvegar na co kiwnęłam głową
***
Wiedziałam, że zbliżał się dzień porodu. Hadvegar coraz rzadziej dawał chodzić na spacery. Jednak dzisiaj i tak złamałam prawo i ruszyłam do lasku. Nie był zbyt gęsty i czasem wchodziłam na małe polanki. Poczułam mocne ukłucie w brzuchu. Syknęłam cicho i położyłam się. Nie sądziłam, że nastąpi to tak wcześnie. Dyszałam cicho czekając na ciąg dalszy. Po drugim mocnym skurczu widać było już przednie nogi. Po kilku kolejnych cały źrebak leżał na trawie, jednak nie miałam siły, by się ruszyć. Po kilku minutach wstałam jednak, choć przyszło mi to z wielkim trudem i zaczęłam wypisywać jego sierść. W końcu pomogłam małemu ogierkowi wstać. Od razu się jednak przewrócił. Tym razem jednak szybko wstał na nogi i podszedł do mnie na chwiejnych nogach. Lekko dotknęłam go głową i wyszeptałam cicho
- Witaj, mały - na te słowa źrebię poruszyło uchem.
- Forever! Forever, jesteś tutaj? Kochanie! - usłyszałam w oddali głos Hadvegara. Nie ruszyłam się jednak, tylko prychnęłam cicho. Po paru minutach głową ogiera wynurzyła się zza drzew, na co położyłam uszy i cofnęłam się o krok, na co zdezorientowany ogierek upadł. Postawiłam uszy i schyliłam się do niego. W tym czasie Hadvegar posunął się o kilka kroków do przodu. Źrebię zaczęło tańczyć koło mnie co chwilę się przewracając, co wcale nie ułatwiało sprawy.
- Mogę? - zapytał Hadvegar. Po chwili wahania dałam mu podejść. Uśmiechnięty spojrzał najpierw na źrebię, a chwilę później na mnie
- Jak je nazwiemy? - zapytałam po chwili
<Hadvegar? sorry, pisane na szybko>
- Widziałaś gdzieś naszą córkę? - zapytał ogier
- Właśnie nie. Nie wróciła wczoraj wieczorem, a z tego co wiem Dante też gdzieś zniknął. - powiedziałam cicho.
- Trzeba będzie ich poszukać... - powiedział Hadvegar na co kiwnęłam głową
***
Wiedziałam, że zbliżał się dzień porodu. Hadvegar coraz rzadziej dawał chodzić na spacery. Jednak dzisiaj i tak złamałam prawo i ruszyłam do lasku. Nie był zbyt gęsty i czasem wchodziłam na małe polanki. Poczułam mocne ukłucie w brzuchu. Syknęłam cicho i położyłam się. Nie sądziłam, że nastąpi to tak wcześnie. Dyszałam cicho czekając na ciąg dalszy. Po drugim mocnym skurczu widać było już przednie nogi. Po kilku kolejnych cały źrebak leżał na trawie, jednak nie miałam siły, by się ruszyć. Po kilku minutach wstałam jednak, choć przyszło mi to z wielkim trudem i zaczęłam wypisywać jego sierść. W końcu pomogłam małemu ogierkowi wstać. Od razu się jednak przewrócił. Tym razem jednak szybko wstał na nogi i podszedł do mnie na chwiejnych nogach. Lekko dotknęłam go głową i wyszeptałam cicho
- Witaj, mały - na te słowa źrebię poruszyło uchem.
- Forever! Forever, jesteś tutaj? Kochanie! - usłyszałam w oddali głos Hadvegara. Nie ruszyłam się jednak, tylko prychnęłam cicho. Po paru minutach głową ogiera wynurzyła się zza drzew, na co położyłam uszy i cofnęłam się o krok, na co zdezorientowany ogierek upadł. Postawiłam uszy i schyliłam się do niego. W tym czasie Hadvegar posunął się o kilka kroków do przodu. Źrebię zaczęło tańczyć koło mnie co chwilę się przewracając, co wcale nie ułatwiało sprawy.
- Mogę? - zapytał Hadvegar. Po chwili wahania dałam mu podejść. Uśmiechnięty spojrzał najpierw na źrebię, a chwilę później na mnie
- Jak je nazwiemy? - zapytałam po chwili
<Hadvegar? sorry, pisane na szybko>
4.07.2018
Od Forever do Hadvegara ,,To co było już jest nieważne"
– Furshune i Fashagar. A jakie są twoje propozycje? – zapytał ogier. W tym momencie uświadomiłam sobie o pierwszych literkachimion wybranych przeze mnie.
- Będzie się zgadzało. Imiona które wybrałam są na literkę pasującą do twoich, lecz nie tą samą... - powiedziałam. Hadvegar już wiedział o co chodzi
- Wybierałaś specjalnie? - zapytał
- Właśnie chodzi o to, że nie! Heather dla klaczki i Horizon dla ogiera. - Powiedziałam w końcu. Ogier uśmiechnął się, a ja znowu się do niego przybliżyłam.
- Oho, idzie nasza mała gwiazda... - usłyszałam po chwili
- Powiemy jej teraz. - zdecydowałam i zanim Hadvegar zdążył cokolwiek powiedzieć Sirocco do nas dotarła.
- Shiregt znowu pokłócił się z Dantem, więc przyszłam tutaj - powiedziała. Kiwnęliśmy głową
- Chodź, Sirocco. Musimy ci coś powiedzieć. - powiedział
- Co? - zapytała
- Będziesz miała brata lub siostrę - Odpowiedziałam, a ta zastrzygła uszami
- Naprawdę? - upewniała się.
- Naprawdę - odparł Hadvegar. Ujrzeliśmy Dantego idącego w naszą stronę
- Idziesz, Sirocco? - Zapytał. Spojrzała jeszcze tylko na nas i ruszyła za Dantem.
***
Obudziło mnie ciężkie dyszenie partnera.
- To wszystko moja wina... - wyszeptał przestraszony z otwartymi na wpół oczami. Od razu wiedziałam o co chodzi. Podniosłam głowę i zaczęłam chrapami kreślić kółka na jego szyi.
- Hej, Hadvegar... Spokojnie. To, co było jest już nieważne. - wyszeptałam. ,,Nowy początek” - pomyślałam
<Hadvegar?>
- Będzie się zgadzało. Imiona które wybrałam są na literkę pasującą do twoich, lecz nie tą samą... - powiedziałam. Hadvegar już wiedział o co chodzi
- Wybierałaś specjalnie? - zapytał
- Właśnie chodzi o to, że nie! Heather dla klaczki i Horizon dla ogiera. - Powiedziałam w końcu. Ogier uśmiechnął się, a ja znowu się do niego przybliżyłam.
- Oho, idzie nasza mała gwiazda... - usłyszałam po chwili
- Powiemy jej teraz. - zdecydowałam i zanim Hadvegar zdążył cokolwiek powiedzieć Sirocco do nas dotarła.
- Shiregt znowu pokłócił się z Dantem, więc przyszłam tutaj - powiedziała. Kiwnęliśmy głową
- Chodź, Sirocco. Musimy ci coś powiedzieć. - powiedział
- Co? - zapytała
- Będziesz miała brata lub siostrę - Odpowiedziałam, a ta zastrzygła uszami
- Naprawdę? - upewniała się.
- Naprawdę - odparł Hadvegar. Ujrzeliśmy Dantego idącego w naszą stronę
- Idziesz, Sirocco? - Zapytał. Spojrzała jeszcze tylko na nas i ruszyła za Dantem.
***
Obudziło mnie ciężkie dyszenie partnera.
- To wszystko moja wina... - wyszeptał przestraszony z otwartymi na wpół oczami. Od razu wiedziałam o co chodzi. Podniosłam głowę i zaczęłam chrapami kreślić kółka na jego szyi.
- Hej, Hadvegar... Spokojnie. To, co było jest już nieważne. - wyszeptałam. ,,Nowy początek” - pomyślałam
<Hadvegar?>
2.07.2018
Forever zachodzi w ciążę!
Forever, bojowniczka klanu ponownie zachodzi w ciążę ze znanym medykiem, Hadvegarem, tym razem będącym jej partnerem. Życzymy dużo szczęścia z kolejnym źrebięciem!
♠ Ojciec - Hadvegar, medyk. Matka - Forever, bojowniczka.
♠ Ilość źrebiąt: 1
♠ Data zajścia w ciążę: 2.07.2018 r.
♠ Planowana data porodu: 9.07.2018 r.
2.07.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Radosne słowa"
- Chciałbym źrebaka - dobiegł do mnie głos Hadvegara. Przez chwilę dość zdumiona wpatrywałam się w dal rozkoszując się obecnością ogiera, jednak po chwili pewnie obróciłam głowę w jego stronę i szepnęłam cicho
- Mhm... - i kiwnęłam głową. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zaraz się wydarzy, jednak tego chciałam. Po chwili Hadvegar dotarł do wyczekiwanego miejsca i wtedy się zaczęło. Po jakimś czasie leżeliśmy razem, tuż obok siebie i uśmiechaliśmy się. Teraz pozostało czekać.
*Następnego Dnia*
Obudził mnie Hadvegar tradycyjnie pytają mnie o to, jak się czuję. Kiwnęłam na to tylko głową i pociągnęłam lekko go za grzywę, przez co zmuszony był do położenia się obok. Kiedy już leżał obok, wepchnęła pysk pod jego szyję i leżałam tak dalej.
- Oj, Forcia,Forcia... - usłyszałam śmiech ogiera.
- No co? - zapytałam podnosząc głowę i obracając ją w jego stronę.
- Nie, nic... - uśmiechnął się patrząc na mnie. Po chwili jednak ponownie położyłam się obok Hadvegara tak, że nareszcie mógł normalnie oddychać. Spoglądałam w stronę naszej córki rozmawiającej nieopodal z Dantem. Widziałam jak Hadvegar podążał za moim wzrokiem i z lekkim niepokojem patrzył na tą dwójkę.
- Sirocco ma już rok... Jak ten czas szybko leci. - powiedziałam patrząc dalej na córkę - Niedługo będzie już dorosła i zanim się obejrzymy przyprowadzi tutaj któregoś ogiera - westchnęłam
- Sądzę, że już przyprowadziła - powiedział po chwili.
Prawie cały dzień spędziliśmy na rozmowie. Wieczorem Sirocco przyszła i powiedziała, że dzisiaj śpi trochę dalej. Kiwnęliśmy głowami i odprowadziliśmy ją spojrzeniem do miejsca gdzie czekał Dante, Shiregt,Mint i Mivana. Miriady dalej nie odnaleziono, a Khairtai i Vayola były już dorosłymi końmi. Z uśmiechem spojrzałam na Hadvegara i ponownie wepchnęłam pysk pod jego szyję.
*Jakieś dwa tygodnie później*
Hadvegar w końcu wypchnął mnie do medyka. Dzisiaj miałam dowiedzieć się wszystkiego. Dotarłam do jednego z medyków. Po wykonaniu badań zwrócił się to mnie z uśmiechem
- Gratuluję, Forever. Będziesz miała źrebaka - Usłyszałam. Po chwili ucieszona podbiegłam do ogiera.
- Hadvegar, będziemy mieli dziecko! - powiedziałam uśmiechnięta.
- Och, Forever! - powiedział - Kocham cię - usłyszałam i te dwa słowa ciągle krążyły mi w głowie.
- Ja ciebie też - wyszeptałam i przytuliłam się do niego. Powiedział to...
<Hadvegar? Nie miałam zupełnie pomysłu:/>
- Mhm... - i kiwnęłam głową. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zaraz się wydarzy, jednak tego chciałam. Po chwili Hadvegar dotarł do wyczekiwanego miejsca i wtedy się zaczęło. Po jakimś czasie leżeliśmy razem, tuż obok siebie i uśmiechaliśmy się. Teraz pozostało czekać.
*Następnego Dnia*
Obudził mnie Hadvegar tradycyjnie pytają mnie o to, jak się czuję. Kiwnęłam na to tylko głową i pociągnęłam lekko go za grzywę, przez co zmuszony był do położenia się obok. Kiedy już leżał obok, wepchnęła pysk pod jego szyję i leżałam tak dalej.
- Oj, Forcia,Forcia... - usłyszałam śmiech ogiera.
- No co? - zapytałam podnosząc głowę i obracając ją w jego stronę.
- Nie, nic... - uśmiechnął się patrząc na mnie. Po chwili jednak ponownie położyłam się obok Hadvegara tak, że nareszcie mógł normalnie oddychać. Spoglądałam w stronę naszej córki rozmawiającej nieopodal z Dantem. Widziałam jak Hadvegar podążał za moim wzrokiem i z lekkim niepokojem patrzył na tą dwójkę.
- Sirocco ma już rok... Jak ten czas szybko leci. - powiedziałam patrząc dalej na córkę - Niedługo będzie już dorosła i zanim się obejrzymy przyprowadzi tutaj któregoś ogiera - westchnęłam
- Sądzę, że już przyprowadziła - powiedział po chwili.
Prawie cały dzień spędziliśmy na rozmowie. Wieczorem Sirocco przyszła i powiedziała, że dzisiaj śpi trochę dalej. Kiwnęliśmy głowami i odprowadziliśmy ją spojrzeniem do miejsca gdzie czekał Dante, Shiregt,Mint i Mivana. Miriady dalej nie odnaleziono, a Khairtai i Vayola były już dorosłymi końmi. Z uśmiechem spojrzałam na Hadvegara i ponownie wepchnęłam pysk pod jego szyję.
*Jakieś dwa tygodnie później*
Hadvegar w końcu wypchnął mnie do medyka. Dzisiaj miałam dowiedzieć się wszystkiego. Dotarłam do jednego z medyków. Po wykonaniu badań zwrócił się to mnie z uśmiechem
- Gratuluję, Forever. Będziesz miała źrebaka - Usłyszałam. Po chwili ucieszona podbiegłam do ogiera.
- Hadvegar, będziemy mieli dziecko! - powiedziałam uśmiechnięta.
- Och, Forever! - powiedział - Kocham cię - usłyszałam i te dwa słowa ciągle krążyły mi w głowie.
- Ja ciebie też - wyszeptałam i przytuliłam się do niego. Powiedział to...
<Hadvegar? Nie miałam zupełnie pomysłu:/>
15.06.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Spacer"
- Nie ma za co. Chyba po to jesteśmy, prawda? - zapytałam. Kiwnął głową i rozejrzał się wokół. Wszystkie źrebięta, w tym nasza Sirocco bawiły się w najlepsze.
- A więc co robimy? Chyba teraz pod czujnym okiem reszty Sirocco jest bezpieczna, nie sądzisniebo zapytał. On naprawdę się o nią troszczył. Nie, on troszył się o nas...
- Może gdzieś się przejdziemy? Tutaj po okolicy - zaproponowałam
- To dobry pomysł. - powiedział po chwili. Kiwnęłam głową i wskazałam nią jeden z kierunków.
- Pójdźmy tam - powiedziałam po chwili. Ogier zgodził się i razem ruszyliśmy w tamtą stronę. Z radością napawałam się świeżym powietrzem. Hadvegar chyba reagował na to tak samo, bo już po chwili przyśpieszyliśmy do szybkiego galopu. Ostatnio czułam, że liczy się każda chwila spędzona z Hadvegarem. Nie mogłam znieść uczucia, że on dalej nie umie sobie tego wybaczyć. Zamknęłam oczy i zatrzymałam się na chwilę. Podniosłam wzrok na niebo
- Może tutaj się zatrzymamy? - zapytałam ogiera
- Możemy - odparł po chwili i zatrzymał się po chwili. Przez kilka godzin roznawialiśmy o wszystkim, i to dosłownie.
*teraźniejszość*
Po śmierci Lexus Hadvegar pilnować mnie i naszej córki jak oka w głowie. Miała bym wiele rzeczy do zaprzeczenia, gdyby nie to, że rzeczywiście czułam się trochę gorzej, co mnie bardzo niepokoiło. Miałam nadzieję, że szybko wynajdą lekarstwo. Właśnie przechodziłam przez stado, kiedy podbiegł do mnie Hadvegar.
<Hadvegar?>
- A więc co robimy? Chyba teraz pod czujnym okiem reszty Sirocco jest bezpieczna, nie sądzisniebo zapytał. On naprawdę się o nią troszczył. Nie, on troszył się o nas...
- Może gdzieś się przejdziemy? Tutaj po okolicy - zaproponowałam
- To dobry pomysł. - powiedział po chwili. Kiwnęłam głową i wskazałam nią jeden z kierunków.
- Pójdźmy tam - powiedziałam po chwili. Ogier zgodził się i razem ruszyliśmy w tamtą stronę. Z radością napawałam się świeżym powietrzem. Hadvegar chyba reagował na to tak samo, bo już po chwili przyśpieszyliśmy do szybkiego galopu. Ostatnio czułam, że liczy się każda chwila spędzona z Hadvegarem. Nie mogłam znieść uczucia, że on dalej nie umie sobie tego wybaczyć. Zamknęłam oczy i zatrzymałam się na chwilę. Podniosłam wzrok na niebo
- Może tutaj się zatrzymamy? - zapytałam ogiera
- Możemy - odparł po chwili i zatrzymał się po chwili. Przez kilka godzin roznawialiśmy o wszystkim, i to dosłownie.
*teraźniejszość*
Po śmierci Lexus Hadvegar pilnować mnie i naszej córki jak oka w głowie. Miała bym wiele rzeczy do zaprzeczenia, gdyby nie to, że rzeczywiście czułam się trochę gorzej, co mnie bardzo niepokoiło. Miałam nadzieję, że szybko wynajdą lekarstwo. Właśnie przechodziłam przez stado, kiedy podbiegł do mnie Hadvegar.
<Hadvegar?>
28.05.2018
Forever się oźrebiła!
Nasza klacz-bojowniczka, Forever, doczekała się swego potomka, karej klaczki o godności Sirocco. Gratulujemy!
Sirocco

28.05.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Mały cud"
- Myślałam nad Sirocco i Nevermore - odpowiedziałam ogierowi. - Drugie zresztą może być i dla ogiera i dla klaczy - dodałam po chwili.
- Masz talent do wymyšlania imion - powiedział
- Ale moja matka nie. I babcia zresztą też. - powiedziałam
- Mi się twoje imię podoba. A jak nazywała się twoja matka? - zapytał
- Sądzę, że nie chcesz wiedzieć, ale... Frister - powiedziałam.
- Nie tak źle - powiedział.
- Pamiętam, że chciałeś kiedyś wiedzieć, jaka była moja historia. Nie znałam nawet imienia mojego ojca a sama urodziłam się niespodziewanie. Po jakimś czasie dwunożny mnie sprzedali gdzie indziej. Przechodziłam z rąk do rąk zdobywając doświadczenia z ludźmi i dobre, i złe. W końcu trafiłam do stajni starszego człowieka który miał siedem koni. To był najlepszy z wszystkich ludzi jakich spotkałam. Ale po jakimś czasie zachorował a mną i resztą opiekowała się jego córka. Kilka dni później wybuchł pożar i... - pyskiem wskazałam przypaloną sierść - Jako jedyną uciekłam mimo tego, że mnie gonili. W końcu dotarłam tutaj. Wtedy myślałam, że ognia się tak nie boję, ale jednak okazało się, że nie... - westchnęłam i oparłam głowę na Hadvegarze który od dłuższego czasu patrzał się na mnie zaciekawiony.
- Przyjaźniłaś się z tamtymi końmi? - zapytał
- Nawet bardzo. Nie mogłam się otrząsnąć aż poznałam ciebie. Jako jedyny chciałeś się ze mną przyjaźnić - powiedziałam.
- Nie spodziewałem się czegoś takiego. Pewnie w każdej ze stajni miałaś przyjaciół a ludzie cię od nich zabierali? - zapytał. Kienęłam głową. Hadvegar, jakby przestraszony, przytulił się do mnie.
- Wracamy? - spytałam po chwili. Kiwnął głową i wróciliśmy do stada
*TIMESKIP*
Oddaliłam się do lasu. Czułam, że to się stanie niedługo. Zatrzymałam się na niewielkiej polanie. Poczułam mocny skurcz. Zacisnęłam zęby i położyłam się na trawie. Po kilkunastu mocnych skurczach źrebię leżało na ziemi. Oddychałam ciężko i nie miałam w ogóle sił, ale po chwili dźwignęłam się na nogi i zaczęłam lizać źrebię. Z radością patrzyłam na pierwsze próby wstania na małych, chudych nóżkach. Kiedy stanęła na nogach zawiał mocny wiatr i przewrócił małą klaczkę.
- Część, Sirocco - szepnęłam do niej i pomogłam znowu wstać. Szmer w krzakach sprawił, że gwałtownie podniosłam głowę.
- Jest tam ktoś? - usłyszałam znajomy głos. Hadvegar w końcu wynużył się zza krzewów i z zdziwieniem spojrzał na mnie. Położyłam uszy po sobie.
- Co się stało, Forever? - zapytał i jego wzrok powędrował na klaczkę. - Mogę podejść? - zapytał po chwili. Po chwili namysłu kiwnęłam głową. Ogier powoli zbliżył się do mnie. Sirocco spróbowała pobiec, jednak przewróciła się po chwili
- Urocza - powiedział patrząc na niá. Tym razem Sirocco jednak podniosła się błyskawicznie.
<Hadvegar?>
- Masz talent do wymyšlania imion - powiedział
- Ale moja matka nie. I babcia zresztą też. - powiedziałam
- Mi się twoje imię podoba. A jak nazywała się twoja matka? - zapytał
- Sądzę, że nie chcesz wiedzieć, ale... Frister - powiedziałam.
- Nie tak źle - powiedział.
- Pamiętam, że chciałeś kiedyś wiedzieć, jaka była moja historia. Nie znałam nawet imienia mojego ojca a sama urodziłam się niespodziewanie. Po jakimś czasie dwunożny mnie sprzedali gdzie indziej. Przechodziłam z rąk do rąk zdobywając doświadczenia z ludźmi i dobre, i złe. W końcu trafiłam do stajni starszego człowieka który miał siedem koni. To był najlepszy z wszystkich ludzi jakich spotkałam. Ale po jakimś czasie zachorował a mną i resztą opiekowała się jego córka. Kilka dni później wybuchł pożar i... - pyskiem wskazałam przypaloną sierść - Jako jedyną uciekłam mimo tego, że mnie gonili. W końcu dotarłam tutaj. Wtedy myślałam, że ognia się tak nie boję, ale jednak okazało się, że nie... - westchnęłam i oparłam głowę na Hadvegarze który od dłuższego czasu patrzał się na mnie zaciekawiony.
- Przyjaźniłaś się z tamtymi końmi? - zapytał
- Nawet bardzo. Nie mogłam się otrząsnąć aż poznałam ciebie. Jako jedyny chciałeś się ze mną przyjaźnić - powiedziałam.
- Nie spodziewałem się czegoś takiego. Pewnie w każdej ze stajni miałaś przyjaciół a ludzie cię od nich zabierali? - zapytał. Kienęłam głową. Hadvegar, jakby przestraszony, przytulił się do mnie.
- Wracamy? - spytałam po chwili. Kiwnął głową i wróciliśmy do stada
*TIMESKIP*
Oddaliłam się do lasu. Czułam, że to się stanie niedługo. Zatrzymałam się na niewielkiej polanie. Poczułam mocny skurcz. Zacisnęłam zęby i położyłam się na trawie. Po kilkunastu mocnych skurczach źrebię leżało na ziemi. Oddychałam ciężko i nie miałam w ogóle sił, ale po chwili dźwignęłam się na nogi i zaczęłam lizać źrebię. Z radością patrzyłam na pierwsze próby wstania na małych, chudych nóżkach. Kiedy stanęła na nogach zawiał mocny wiatr i przewrócił małą klaczkę.
- Część, Sirocco - szepnęłam do niej i pomogłam znowu wstać. Szmer w krzakach sprawił, że gwałtownie podniosłam głowę.
- Jest tam ktoś? - usłyszałam znajomy głos. Hadvegar w końcu wynużył się zza krzewów i z zdziwieniem spojrzał na mnie. Położyłam uszy po sobie.
- Co się stało, Forever? - zapytał i jego wzrok powędrował na klaczkę. - Mogę podejść? - zapytał po chwili. Po chwili namysłu kiwnęłam głową. Ogier powoli zbliżył się do mnie. Sirocco spróbowała pobiec, jednak przewróciła się po chwili
- Urocza - powiedział patrząc na niá. Tym razem Sirocco jednak podniosła się błyskawicznie.
<Hadvegar?>
24.05.2018
Forever i Hadvegar łączą się więzem partnerskim!
Zaistniała niedawno sytuacja sprawiła, iż Forever - bojowniczka klanu, oraz nasz medyk-poeta Hadvegar połączyli się więzem partnerskim. Gratulacje i powodzenia!
24.05.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Czy taka odpowiedź?"
- Wiem, że nigdy sobie nie wybaczysz tego wszystkiego, ale to nie była
twoja wina. Proszę cię, Hadvegar. Nie chcę żebyś miał wyrzuty sumienia,
bo to wszystko nie stanowi problemu. A co do pytania, od jakiegoś czasu,
dokładnie to od czasu pożaru, czyli od dość długiego czasu patrzę na
ciebie jak na kogoś więcej niż przyjaciela. Mimo wszystkiego całą ta
historia była wyjątkowa. Chcę żebyś wiedział, że nigdy się na ciebie nie
gniewałam i nie zamierzam się gniewać. Hadvegar, wiem, że według ciebie
powinniśmy zakończyć tą przyjaźń, ale ja ci to wybaczam. Odpowiedź
brzmi tak, Hadvegar. - zakończyłam po jakimś czasie. Ogier popatrzał na
mnie zdumiony
- Co, myślałeś, że teraz się na ciebie wkurzę i odmówię? Mówiłam ci, że nie jest to problem, tym bardziej jeśli będziesz przy mnie . - dodałam uśmiechnięta. Wtedy piorun uderzył gdzieś niedaleko. Odskoczyłam do tyłu potykając się przy tym o jakiś kamień. Syknęłam lekko i przybliżyłam nogę do siebie.
- Co się stało? - zapytał Hadvegar
- Uderzyłam się o jakiś kamień - powiedziałam i wyjrzałam z jaskini. Niebo rozpogadzało się a czarne chmury przechodziły dalej. Kilka koni już wyszło.
- Chodź, obejrzę to - powiedział ogier kiedy wyjrzał tak samo jak ja. Lekko kulejąc wyszłam z jaskini
- To teraz będziesz ode mnie wymagał posłuszeństwa, prawda? - zapytałam ze śmiechem. Ogier mimo wszystko zaśmiał się.
- Możliwe - powiedział i obejrzał nogę. - lekko opuchła i krwawi. Nie jest dobrze. Podejdź do strumienia i zamocz ją lekko. Ja przez ten czas znajdę potrzebne rzeczy - powiedział i się oddalił. Posłusznie podeszłam do strumienia i zamoczyłam nogę. Pomyślałam chwilę. A może on chciał żeby wyszło na odwrót? Może oczekuje, że mu nie wybaczę? Właśnie wtedy usłyszałam stukot kopyt. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam idącego w moją stronę Hadvegara.
<Hadvegar? Nie wiem czy o to chodziło, ale nie miałam pomysłu>
- Co, myślałeś, że teraz się na ciebie wkurzę i odmówię? Mówiłam ci, że nie jest to problem, tym bardziej jeśli będziesz przy mnie . - dodałam uśmiechnięta. Wtedy piorun uderzył gdzieś niedaleko. Odskoczyłam do tyłu potykając się przy tym o jakiś kamień. Syknęłam lekko i przybliżyłam nogę do siebie.
- Co się stało? - zapytał Hadvegar
- Uderzyłam się o jakiś kamień - powiedziałam i wyjrzałam z jaskini. Niebo rozpogadzało się a czarne chmury przechodziły dalej. Kilka koni już wyszło.
- Chodź, obejrzę to - powiedział ogier kiedy wyjrzał tak samo jak ja. Lekko kulejąc wyszłam z jaskini
- To teraz będziesz ode mnie wymagał posłuszeństwa, prawda? - zapytałam ze śmiechem. Ogier mimo wszystko zaśmiał się.
- Możliwe - powiedział i obejrzał nogę. - lekko opuchła i krwawi. Nie jest dobrze. Podejdź do strumienia i zamocz ją lekko. Ja przez ten czas znajdę potrzebne rzeczy - powiedział i się oddalił. Posłusznie podeszłam do strumienia i zamoczyłam nogę. Pomyślałam chwilę. A może on chciał żeby wyszło na odwrót? Może oczekuje, że mu nie wybaczę? Właśnie wtedy usłyszałam stukot kopyt. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam idącego w moją stronę Hadvegara.
<Hadvegar? Nie wiem czy o to chodziło, ale nie miałam pomysłu>
22.05.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Burza"
- Hadvegar, proszę cię. Przestań. To nie była twoja wina. A zresztą sama do tego dopuściłam, żeby uciec. Mogłam ganiać tam i z powrotem. Nie chcę, żeby przez ludzi nasza przyjaźń została przerwana. Gdybyś nie pojawił się w moim życiu, byłoby całkowicie puste. To ty jesteś moim jedynym prawdziwym przyjacielem i nic tego nie zmieni. - zakończyłam
- Naprawdę? - zapytał ogier mając dalej spuszczoną głowę.
- W stu procentach szczerze - powiedziałam zdecydowanie. Wtedy na mój pysk spadła kropla wody. Potem druga, trzecia. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam ciężki, czarne chmury
- Hadvegar, chodź! Zaraz będzie tutaj burza, i to mocna burza. Musimy znaleźć schronienie! - krzyknęłam i poderwałam się na nogi, jednak syknęłam z bólu i upadłam. Ogier szybko podniósł się na nogi
- Forever, nic ci nie jest? - zapytał przestraszony.
- Nie, nic. Tylko mnie brzuch boli. I odezwały się te stare rany - powiedziałam i powoli podniosłam się na nogi.
- Na pewno ci nie pomóc? - zapytał
- No... Może trochę - szepnęłam. Hadvegar podszedł do mnie i zaczął podpierać mnie z jednej strony.
- Dziękuję - powiedziałam i zaczęłam powoli iść.
- Chodź, widzę małą jaskinię przed nami - powiedział po chwili ogier. Pokiwałam głową. Widziałam chowające się konie że stada. Ciekawe, czemu nikt nie znalazł naszego schronienia. W jaskini było miejsca akurat na naszą dwójkę.
- Zimno mi... - jęknęłam i przybliżyłam się do ogiera.
<Hadvegar?>
- Naprawdę? - zapytał ogier mając dalej spuszczoną głowę.
- W stu procentach szczerze - powiedziałam zdecydowanie. Wtedy na mój pysk spadła kropla wody. Potem druga, trzecia. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam ciężki, czarne chmury
- Hadvegar, chodź! Zaraz będzie tutaj burza, i to mocna burza. Musimy znaleźć schronienie! - krzyknęłam i poderwałam się na nogi, jednak syknęłam z bólu i upadłam. Ogier szybko podniósł się na nogi
- Forever, nic ci nie jest? - zapytał przestraszony.
- Nie, nic. Tylko mnie brzuch boli. I odezwały się te stare rany - powiedziałam i powoli podniosłam się na nogi.
- Na pewno ci nie pomóc? - zapytał
- No... Może trochę - szepnęłam. Hadvegar podszedł do mnie i zaczął podpierać mnie z jednej strony.
- Dziękuję - powiedziałam i zaczęłam powoli iść.
- Chodź, widzę małą jaskinię przed nami - powiedział po chwili ogier. Pokiwałam głową. Widziałam chowające się konie że stada. Ciekawe, czemu nikt nie znalazł naszego schronienia. W jaskini było miejsca akurat na naszą dwójkę.
- Zimno mi... - jęknęłam i przybliżyłam się do ogiera.
<Hadvegar?>
21.05.2018
Forever zachodzi w ciążę!
Była ich jedyną szansą na ratunek - czy teraz będzie w stanie im to wynagrodzić? Bojowniczka Forever zaszła w ciążę (nie posiadając partnera). Serdecznie gratulujemy!
♠ Ojciec - Hadvegar, medyk. Matka - Forever, bojowniczka.
♠ Ilość źrebiąt: 1 (?)
♠ Data zajścia w ciążę: 21.05.2018 r.
♠ Planowana data porodu: 28.05.2018 r.
21.05.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Prawda o dwunożnych"
Gdzieś nas prowadzili. Nie byłam świadoma niczego. Droga przede mną się rozlewała. Stawiałam chwiejne kroki. Znaleźliśmy się na małym pastwisku z niskimi płotkami. Po chwili świadomość zaczęła mi wracać. Ludzie kręcili się wokół pastwiska, a do mnie podszedł Hadvegar. Dalej stawiał nieco chwiejne kroki, więc musiało spotkać coś więcej. Niestety wiedziałam co się stanie. Słyszałam o tym, a nawet widziałam. To skończy się źle... Nie miałam wyjścia. Musiałam się poświęcić nie zwracając uwagi na skutki. Wtedy może przynajmniej uciekniemy. Przełknęłam gulę w gardle i stanęłam przestając chodzić tam i z powrotem. Ogier zbliżył się do mnie nie dokońca świadomy tego co robi. Coś go do tego zmuszało, tak samo jak wcześniej mnie do posłuszeństwa. Hadvegar naskoczył na mój zad. Zacisnęłam zęby i czekałam na ciąg dalszy, mimo iż doskonale go znałam. Wszystko się zaczęło i zobaczyłam, że dwunożni odetchnęli. W końcu się skończył. Miałam nadzieję, że nie będę w ciąży. Zanim ludzie weszli, przeskoczyłam przez płotek wołając Hadvegara. Szybko do mnie dołączył i pobiegł za mną. Znaleźliśmy się poza terenami obozu ludzi. W połowie drogi ogier odzyskał całkowicie świadomość, jednak nie byłam pewna, czy wie co się stało.
- Hadvegar, jesteś świadomy tego, co oni z nami zrobili? - zapytałam.
- Nie wiem... Nie pamiętam niczego. Wiem tylko, że gdzieś nas prowadzili... - powiedział
- Boję się, że będzie źle. Najprawdopodobniej jestem w ciąży z... Tobą... - westchnęłam. Hadvegara momentalnie wmurowało
- Jak to? - zapytał
- Hadvegar... Ja się boję... - załkałam cicho. Ogier przybliżył się do mnie
- Oh, Forever... Przepraszam. Nie byłem niczego świadomy... - powiedział
- To nie twoja wina. Wiem, że tego się nie dało powstrzymać. Teraz zostaje odnaleźć drogę do stada i zobaczyć. - powiedziałam. Ruszyliśmy szybciej. Chciałam jak najszybciej wrócić do stada.
*Kilka dni później*
Powoli zaczęłam poznawać okoliczne tereny. Wszystko wskazywało na to, że jesteśmy blisko stada. Prawie godzinę później ujrzałam Khonkha z Yatgaar. Spojrzeli w naszą stronę zaciekawieni.
- Wróciliście! Wszędzie was szukaliśmy. - powiedziała Yatgaar.
- Porwali nas dwunożni - powiedziałam. - Stado jest tam? - zapytałam wskazując kierunek. Khonkh pokiwał głową. Odwróciliśmy się i pobiegliśmy w tamtą stronę. Kiedy reszta nas ujrzała zbiegli się do nas by się przywitać.
*Jeszcze kilka dni później...*
- Zostań tutaj - spojrzałam na Hadvegara. Kiwnął głową i zatrzymał się. Ruszyłam w stronę idącej nieopodal Awesome.
- Witaj, mam sprawę - powiedziałam i wytłumaczyłam powód przyjścia. Niedługo później usłyszałam wyniki. Podziękowałam klaczy i wróciłam do Hadvegara.
- I? - zapytał
- Jestem w ciąży. - powiedziałam spoglądając na ogiera i czekając na jego reakcję. Otworzył pysk, jakby chciał się o coś mnie zapytać
<Hadvegar? O co się zapytasz?>
- Hadvegar, jesteś świadomy tego, co oni z nami zrobili? - zapytałam.
- Nie wiem... Nie pamiętam niczego. Wiem tylko, że gdzieś nas prowadzili... - powiedział
- Boję się, że będzie źle. Najprawdopodobniej jestem w ciąży z... Tobą... - westchnęłam. Hadvegara momentalnie wmurowało
- Jak to? - zapytał
- Hadvegar... Ja się boję... - załkałam cicho. Ogier przybliżył się do mnie
- Oh, Forever... Przepraszam. Nie byłem niczego świadomy... - powiedział
- To nie twoja wina. Wiem, że tego się nie dało powstrzymać. Teraz zostaje odnaleźć drogę do stada i zobaczyć. - powiedziałam. Ruszyliśmy szybciej. Chciałam jak najszybciej wrócić do stada.
*Kilka dni później*
Powoli zaczęłam poznawać okoliczne tereny. Wszystko wskazywało na to, że jesteśmy blisko stada. Prawie godzinę później ujrzałam Khonkha z Yatgaar. Spojrzeli w naszą stronę zaciekawieni.
- Wróciliście! Wszędzie was szukaliśmy. - powiedziała Yatgaar.
- Porwali nas dwunożni - powiedziałam. - Stado jest tam? - zapytałam wskazując kierunek. Khonkh pokiwał głową. Odwróciliśmy się i pobiegliśmy w tamtą stronę. Kiedy reszta nas ujrzała zbiegli się do nas by się przywitać.
*Jeszcze kilka dni później...*
- Zostań tutaj - spojrzałam na Hadvegara. Kiwnął głową i zatrzymał się. Ruszyłam w stronę idącej nieopodal Awesome.
- Witaj, mam sprawę - powiedziałam i wytłumaczyłam powód przyjścia. Niedługo później usłyszałam wyniki. Podziękowałam klaczy i wróciłam do Hadvegara.
- I? - zapytał
- Jestem w ciąży. - powiedziałam spoglądając na ogiera i czekając na jego reakcję. Otworzył pysk, jakby chciał się o coś mnie zapytać
<Hadvegar? O co się zapytasz?>
19.05.2018
Od Forever do Hadvegara ,,Zły czas"
Nie będzie dobrze, nie będzie dobrze...
- Nie wiem czy wiesz, ale bardzo często w stajniach ludzkich jest tak,że źrebięta nie znają swoich ojców, bo ludzie przywożą ich z innej stajni a klacz w ogóle go nie zna. Jest zmuszana do posiadania z nim dzieci. Oni właśnie o tym rozmawiają, tyle że o mnie i o tobie. - powiedziałam przerażona, mając nadzieję,że cokolwiek z tego zrozumiał. Sądzę, że tak bo przerażenie wstąpiło w jego oczy.
- Jak to? - zapytał
- Tak działa ludzki tok myślenia. Dobry ojciec-champion i dobra matka-champion to jeszcze lepsze źrebię. Ale chyba wiem co możemy zrobić. Jednak jest to bardzo ryzykowne, bo i tak może się skończyć tak jak mówiłam. Hadvegar, jak tylko przyjdą do ciebie z linami, daj się złapać. Z tego co widzę, mamy dużą szansę na ucieczkę. - powiedziałam spoglądając na wszystko wokół. Ogier niepewnie kiwnął głową. W końcu dwunożny nas złapał i zaprowadził do stajni. Zapewne wszystko miał nastąpić następnego dnia.
- Dobranoc,Hadvegar. - powiedziałam
- Dobranoc,Forever - odpowiedział po chwili niepewnie. Założę się, że całą noc będzie tu czuwał.
***
Obudziły mnie głosy ludzi. Wyprowadzali wszystkie konie na padok. W końcu przyszła pora także na nas. Byliśmy na oddzielnym pastwisku. Ja byłam z klaczami,a on z ogierami. Wszystkie przywitały mnie z zaciekawieniem. Zignorowałam wszystko i podeszłam do ogrodzenia. Wszystkie ogiery na mój widok się zbiegły,jednak przywitałam się tylko z Hadvegarem. W pewnym momencie ludzie weszli na oba pastwiska łapiąc mnie i Hadvegara.
- To teraz - szepnęłam tylko. Dałam się podprowadzić. Konstrukcja była bardzo słaba,więc rozwalić to mogłam bardzo łatwo. Jednak poczekałam aż podszedł Hadvegar. Raz, dwa, trzy...
- Teraz! - krzyknęłam i stanęłam dęba wyrywając liny z rąk ludzi. Przyskoczyłam do Hadvegara próbując odtrącić człowieka,jednak ten złapał mnie za czubek liny i trzymał nas obu
<Hadvegar? Uda nam się uciec?>
- Nie wiem czy wiesz, ale bardzo często w stajniach ludzkich jest tak,że źrebięta nie znają swoich ojców, bo ludzie przywożą ich z innej stajni a klacz w ogóle go nie zna. Jest zmuszana do posiadania z nim dzieci. Oni właśnie o tym rozmawiają, tyle że o mnie i o tobie. - powiedziałam przerażona, mając nadzieję,że cokolwiek z tego zrozumiał. Sądzę, że tak bo przerażenie wstąpiło w jego oczy.
- Jak to? - zapytał
- Tak działa ludzki tok myślenia. Dobry ojciec-champion i dobra matka-champion to jeszcze lepsze źrebię. Ale chyba wiem co możemy zrobić. Jednak jest to bardzo ryzykowne, bo i tak może się skończyć tak jak mówiłam. Hadvegar, jak tylko przyjdą do ciebie z linami, daj się złapać. Z tego co widzę, mamy dużą szansę na ucieczkę. - powiedziałam spoglądając na wszystko wokół. Ogier niepewnie kiwnął głową. W końcu dwunożny nas złapał i zaprowadził do stajni. Zapewne wszystko miał nastąpić następnego dnia.
- Dobranoc,Hadvegar. - powiedziałam
- Dobranoc,Forever - odpowiedział po chwili niepewnie. Założę się, że całą noc będzie tu czuwał.
***
Obudziły mnie głosy ludzi. Wyprowadzali wszystkie konie na padok. W końcu przyszła pora także na nas. Byliśmy na oddzielnym pastwisku. Ja byłam z klaczami,a on z ogierami. Wszystkie przywitały mnie z zaciekawieniem. Zignorowałam wszystko i podeszłam do ogrodzenia. Wszystkie ogiery na mój widok się zbiegły,jednak przywitałam się tylko z Hadvegarem. W pewnym momencie ludzie weszli na oba pastwiska łapiąc mnie i Hadvegara.
- To teraz - szepnęłam tylko. Dałam się podprowadzić. Konstrukcja była bardzo słaba,więc rozwalić to mogłam bardzo łatwo. Jednak poczekałam aż podszedł Hadvegar. Raz, dwa, trzy...
- Teraz! - krzyknęłam i stanęłam dęba wyrywając liny z rąk ludzi. Przyskoczyłam do Hadvegara próbując odtrącić człowieka,jednak ten złapał mnie za czubek liny i trzymał nas obu
<Hadvegar? Uda nam się uciec?>
8.05.2018
Od Forever do Hadvegara ,,W niewoli"
Siłą zostałam wprowadzona do boksu. Rżałam przeraźliwie w stronę Hadvegara. Wtem ujrzałam ogiera biegnącego w moją stronę.
- Hadvegar! - zawołałam,jednak wtedy ludzie złapali go ponownie i wprowadzili do boksu obok. Przełożyłam pysk na jego stronę.
- Tak wyglądało moje życie - westchnęłam.
- Współczuję - powiedział zmartwiony.
- Co się stało? - zapytałam Hadvegara.
- Gdyby nie ja,byłabyś teraz w stadzie,jak mogłem do tego dopuścić.. - mruknął.
- Ej,to nie twoja wina. Możliwe,że wiem jak się stąd wychodzi - powiedziałam uśmiechnięta. Hadvegar westchnął i spojrzał na mnie. Zobaczyłam,że w naszą stronę idą ludzie,więc szybko odwróciłam głowę do mojego boksu.
- Wyprowadźmy ich na pastwisko - usłyszałam. Zbliżył się do mnie człowiek z kantarem. Z pastwiska łatwiej jest uciec,więc posłusznie włożyłam pysk. Hadvegar postąpił podobnie,jednak dało się wyczuć wahanie w jego działaniu. Powoli postawiłam nogi na podłożu. Było zupełnie inne niż w lesie,jednak po chwili stanęłam na trawie. Nie byłam spokojna,ale chociaż Hadvegara dali ze mną. Kiedy wrócili do chatki spróbowałam otworzyć zapinkę. Niestety wtedy wyszedł człowiek. Szybko uciekłam do Hadvegara,jednak człowiek musiał zobaczyć moje działania,bo pokręciło głową i złapał nas ponownie. Tym razem byliśmy w ogrodzeniu dwa razy wyższym i niemożliwym do otworzenia. Spróbowałam jeszcze raz,jednak pysk nie zmieścił mi się między ogrodzeniem. Znowu usłyszałam głosy ludzi. Wtedy przypomniały mi się słowa z początku. Nie mogę doczekać się źrebiąt tej klaczy... O nie... To musi mi się śnić
<Hadvegar? Ratuj Forever przed nimi xD>
- Hadvegar! - zawołałam,jednak wtedy ludzie złapali go ponownie i wprowadzili do boksu obok. Przełożyłam pysk na jego stronę.
- Tak wyglądało moje życie - westchnęłam.
- Współczuję - powiedział zmartwiony.
- Co się stało? - zapytałam Hadvegara.
- Gdyby nie ja,byłabyś teraz w stadzie,jak mogłem do tego dopuścić.. - mruknął.
- Ej,to nie twoja wina. Możliwe,że wiem jak się stąd wychodzi - powiedziałam uśmiechnięta. Hadvegar westchnął i spojrzał na mnie. Zobaczyłam,że w naszą stronę idą ludzie,więc szybko odwróciłam głowę do mojego boksu.
- Wyprowadźmy ich na pastwisko - usłyszałam. Zbliżył się do mnie człowiek z kantarem. Z pastwiska łatwiej jest uciec,więc posłusznie włożyłam pysk. Hadvegar postąpił podobnie,jednak dało się wyczuć wahanie w jego działaniu. Powoli postawiłam nogi na podłożu. Było zupełnie inne niż w lesie,jednak po chwili stanęłam na trawie. Nie byłam spokojna,ale chociaż Hadvegara dali ze mną. Kiedy wrócili do chatki spróbowałam otworzyć zapinkę. Niestety wtedy wyszedł człowiek. Szybko uciekłam do Hadvegara,jednak człowiek musiał zobaczyć moje działania,bo pokręciło głową i złapał nas ponownie. Tym razem byliśmy w ogrodzeniu dwa razy wyższym i niemożliwym do otworzenia. Spróbowałam jeszcze raz,jednak pysk nie zmieścił mi się między ogrodzeniem. Znowu usłyszałam głosy ludzi. Wtedy przypomniały mi się słowa z początku. Nie mogę doczekać się źrebiąt tej klaczy... O nie... To musi mi się śnić
<Hadvegar? Ratuj Forever przed nimi xD>
7.05.2018
Od Forever ,,Kolejne kryjówki" Seria treningowa #4 Szybkość. Kamuflaż. Wytrzymałość.
W dzień pozabawie że źrebakami postanowiłam sprawdzić czy to coś dało. W podskokach dotarłam do Hadvegara
- Mógłbyś mi pomóc w treningu kamuflażu? - zapytałam ogiera
- Brawo,wreszcie mnie posłuchałaś! - ucieszył się - Nie jesteś za duża na zabawę w chowanego? - dodał po chwili
- To nie jest zabawa. A co jeśli kiedyś będę musiała się schować przy ataku? - spytałam przekrzywiając nieco pysk
- Wiem - zaśmiał się i ruszył w stronę lasu a ja zaraz za nim. Po drodze rozmyślałam o tym, co możemy tam robić. Nie chciałam się chować w wczorajszych kryjówkach,bo o to właśnie chodzi. Nie wymyślałam - chodziło o szybkie znalezienie kryjówki na nawet obcym terenie. Nie zorientowałam się kiedy dotarliśmy do celu.
- No,zaczynamy. Policz do dwudziestu i spróbuj mnie znaleźć. - powiedziałam do ogiera. Ten kiwnął głową i odwrócił się. Szybko zlustrowała mnie teren wokół i znalazłam kryjówkę w gąszczu drzew z której miałam doskonały widok na Hadvegara,ale on mnie nie widział. Po prawie dziesięciu minutach jego wzrok padł na moją kryjówkę na którą nie zwracał wcześniej zbytnio uwagi. Spojrzał podejrzliwie i podszedł do niej. Po chwili wyciągnął głowę i zobaczył mnie. Przeleciał tak jeszcze kilka kryjówek. Znalazłam nawet mini jaskinię do której udało mi się wcisnąć! W końcu byłam zadowolona z efektów. Mój towarzysz też chciał już wracać. Skoro kamuflaż mam w miarę opanowany,to może następna wytrzymałość?
- Mógłbyś mi pomóc w treningu kamuflażu? - zapytałam ogiera
- Brawo,wreszcie mnie posłuchałaś! - ucieszył się - Nie jesteś za duża na zabawę w chowanego? - dodał po chwili
- To nie jest zabawa. A co jeśli kiedyś będę musiała się schować przy ataku? - spytałam przekrzywiając nieco pysk
- Wiem - zaśmiał się i ruszył w stronę lasu a ja zaraz za nim. Po drodze rozmyślałam o tym, co możemy tam robić. Nie chciałam się chować w wczorajszych kryjówkach,bo o to właśnie chodzi. Nie wymyślałam - chodziło o szybkie znalezienie kryjówki na nawet obcym terenie. Nie zorientowałam się kiedy dotarliśmy do celu.
- No,zaczynamy. Policz do dwudziestu i spróbuj mnie znaleźć. - powiedziałam do ogiera. Ten kiwnął głową i odwrócił się. Szybko zlustrowała mnie teren wokół i znalazłam kryjówkę w gąszczu drzew z której miałam doskonały widok na Hadvegara,ale on mnie nie widział. Po prawie dziesięciu minutach jego wzrok padł na moją kryjówkę na którą nie zwracał wcześniej zbytnio uwagi. Spojrzał podejrzliwie i podszedł do niej. Po chwili wyciągnął głowę i zobaczył mnie. Przeleciał tak jeszcze kilka kryjówek. Znalazłam nawet mini jaskinię do której udało mi się wcisnąć! W końcu byłam zadowolona z efektów. Mój towarzysz też chciał już wracać. Skoro kamuflaż mam w miarę opanowany,to może następna wytrzymałość?
6.05.2018
Od Forever ,,Trening w chowanego" Seria treningowa #3 Szybkość. Kamuflaż. Wytrzymałość.
Hadvegar zabronił mi biegać. Postanowiłam więc poćwiczyć kamuflaż. Tylko z kim? Zastanawiając się nie zauważyłam,jak zbliżyła się do mnie Yatgaar że źrebakami.
- Witaj,Forever. Masz czas? - zapytała klaczka.
- Oczywiście - odpowiedziałam
- Mam prośbę. Mogłabyś się przez jakiś czas zaopiekować Dantem,Shiregtem i Miriadą? - zapytała niepewnie. Pewnie sama nie była pewna czy dobrze robi
- Z chęcią. Mam cały dzień wolny - odparłam
- Dzięki. Miałam iść z Khonkhiem,jednak nie wiedziałam z kim zostawić dzieci - uśmiechnęła się
- Nie ma za co - odpowiedziałam. Yatgaar pożegnała się i odbiegła w stronę Khonkha.
- Lubicie się bawić? - zapytałam niepewnie. Nie miałam zielonego pojęcia jak zajmować się dziećmi,jednak mogą mi pomóc w jednej rzeczy bawiąc się. Trzy źrebięta pokiwały głowami
- A czy lubicie się chować? - zapytałam. Reakcja była taka sama
- To chodźcie! - uśmiechnęłam się do nich. Cała trójka biegła ucieszona kręcąc się koło mnie. Dotarliśmy do niewielkiego lasku.
- Co wy na zabawę w chowanego? - zapytałam
- Tak! - odkrzyknęły chórkiem.
- no dobra,Chowajcie się. - odpowiedziałam i odwróciłam się. Bałam się,że to się źle skończy. Po chwili zaczęłam szukać trzech źrebiąt
- Mam cię,Miriada! - uśmiechnęłam się do niej. Zaśmiała się i wstała
- Chodź,szukamy twoich braci - powiedziałam a klaczka pokiwała głową. Po niecałych pięciu minutach zobaczyłam kolejny kształt
- Shiregt,widzę cię! - podbiegłam do niego. Kiedy wygramolił się z krzaków,usłyszałam szelest. Odwróciłam głowę i ujrzałam sśmiejącego się Dantego
- Dante! - krzyknęliśmy wszyscy i się zaśmialiśmy.
- Teraz ty szukasz,Miriada - powiedziałam. Klaczka pogalopowała do "bazy". Schowałam się dosyć blisko,ale mocno. Zerwałam trochę liści i się nimi przykryłam,a sama weszłam z krzaki.
- Mam cię,Dante! - usłyszałam Miriadę.
- Shiregt,chodź tutaj! - znowu usłyszałam krzyk klaczki. Chwilę później odnalazła mnie. Przebiegło tak kilka kolejek. Miałam nadzieję,że taka zabawa mimo wszystko pomoże i mi,i źrebakom.
- No dobrze,wracajmy. Robi się ciemno - uśmiechnęłam się do nich. Powoli już przysypiali. Kiwnęły nieznacznie główkami i ruszyły przed siebie. Kiedy dotarliśmy do reszty,Yatgaar nie było. Wróciła kiedy maluchy już spały.
- Dziękuję. Zwykle o tej porze jeszcze nie chcą wrócić do nas - uśmiechnęła się.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam i odeszłam powoli w stronę Hadvegara.
- Witaj,Forever. Masz czas? - zapytała klaczka.
- Oczywiście - odpowiedziałam
- Mam prośbę. Mogłabyś się przez jakiś czas zaopiekować Dantem,Shiregtem i Miriadą? - zapytała niepewnie. Pewnie sama nie była pewna czy dobrze robi
- Z chęcią. Mam cały dzień wolny - odparłam
- Dzięki. Miałam iść z Khonkhiem,jednak nie wiedziałam z kim zostawić dzieci - uśmiechnęła się
- Nie ma za co - odpowiedziałam. Yatgaar pożegnała się i odbiegła w stronę Khonkha.
- Lubicie się bawić? - zapytałam niepewnie. Nie miałam zielonego pojęcia jak zajmować się dziećmi,jednak mogą mi pomóc w jednej rzeczy bawiąc się. Trzy źrebięta pokiwały głowami
- A czy lubicie się chować? - zapytałam. Reakcja była taka sama
- To chodźcie! - uśmiechnęłam się do nich. Cała trójka biegła ucieszona kręcąc się koło mnie. Dotarliśmy do niewielkiego lasku.
- Co wy na zabawę w chowanego? - zapytałam
- Tak! - odkrzyknęły chórkiem.
- no dobra,Chowajcie się. - odpowiedziałam i odwróciłam się. Bałam się,że to się źle skończy. Po chwili zaczęłam szukać trzech źrebiąt
- Mam cię,Miriada! - uśmiechnęłam się do niej. Zaśmiała się i wstała
- Chodź,szukamy twoich braci - powiedziałam a klaczka pokiwała głową. Po niecałych pięciu minutach zobaczyłam kolejny kształt
- Shiregt,widzę cię! - podbiegłam do niego. Kiedy wygramolił się z krzaków,usłyszałam szelest. Odwróciłam głowę i ujrzałam sśmiejącego się Dantego
- Dante! - krzyknęliśmy wszyscy i się zaśmialiśmy.
- Teraz ty szukasz,Miriada - powiedziałam. Klaczka pogalopowała do "bazy". Schowałam się dosyć blisko,ale mocno. Zerwałam trochę liści i się nimi przykryłam,a sama weszłam z krzaki.
- Mam cię,Dante! - usłyszałam Miriadę.
- Shiregt,chodź tutaj! - znowu usłyszałam krzyk klaczki. Chwilę później odnalazła mnie. Przebiegło tak kilka kolejek. Miałam nadzieję,że taka zabawa mimo wszystko pomoże i mi,i źrebakom.
- No dobrze,wracajmy. Robi się ciemno - uśmiechnęłam się do nich. Powoli już przysypiali. Kiwnęły nieznacznie główkami i ruszyły przed siebie. Kiedy dotarliśmy do reszty,Yatgaar nie było. Wróciła kiedy maluchy już spały.
- Dziękuję. Zwykle o tej porze jeszcze nie chcą wrócić do nas - uśmiechnęła się.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam i odeszłam powoli w stronę Hadvegara.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

