→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

21.05.2018

Forever zachodzi w ciążę!

Była ich jedyną szansą na ratunek - czy teraz będzie w stanie im to wynagrodzić? Bojowniczka Forever zaszła w ciążę (nie posiadając partnera). Serdecznie gratulujemy!
♠ Ojciec - Hadvegar, medyk. Matka - Forever, bojowniczka.
♠ Ilość źrebiąt: 1 (?)
♠ Data zajścia w ciążę: 21.05.2018 r.
♠ Planowana data porodu: 28.05.2018 r.

21.05.2018

Od Forever do Hadvegara ,,Prawda o dwunożnych"

Gdzieś nas prowadzili. Nie byłam świadoma niczego. Droga przede mną się rozlewała. Stawiałam chwiejne kroki. Znaleźliśmy się na małym pastwisku z niskimi płotkami. Po chwili świadomość zaczęła mi wracać. Ludzie kręcili się wokół pastwiska, a do mnie podszedł Hadvegar. Dalej stawiał nieco chwiejne kroki, więc musiało spotkać coś więcej. Niestety wiedziałam co się stanie. Słyszałam o tym, a nawet widziałam. To skończy się źle... Nie miałam wyjścia. Musiałam się poświęcić nie zwracając uwagi na skutki. Wtedy może przynajmniej uciekniemy. Przełknęłam gulę w gardle i stanęłam przestając chodzić tam i z powrotem. Ogier zbliżył się do mnie nie dokońca świadomy tego co robi. Coś go do tego zmuszało, tak samo jak wcześniej mnie do posłuszeństwa. Hadvegar naskoczył na mój zad. Zacisnęłam zęby i czekałam na ciąg dalszy, mimo iż doskonale go znałam. Wszystko się zaczęło i zobaczyłam, że dwunożni odetchnęli. W końcu się skończył. Miałam nadzieję, że nie będę w ciąży. Zanim ludzie weszli, przeskoczyłam przez płotek wołając Hadvegara. Szybko do mnie dołączył i pobiegł za mną. Znaleźliśmy się poza terenami obozu ludzi. W połowie drogi ogier odzyskał całkowicie świadomość, jednak nie byłam pewna, czy wie co się stało.
- Hadvegar, jesteś świadomy tego, co oni z nami zrobili? - zapytałam.
- Nie wiem... Nie pamiętam niczego. Wiem tylko, że gdzieś nas prowadzili... - powiedział
- Boję się, że będzie źle. Najprawdopodobniej jestem w ciąży z... Tobą... - westchnęłam. Hadvegara momentalnie wmurowało
- Jak to? - zapytał
- Hadvegar... Ja się boję... - załkałam cicho. Ogier przybliżył się do mnie
- Oh, Forever... Przepraszam. Nie byłem niczego świadomy... - powiedział
- To nie twoja wina. Wiem, że tego się nie dało powstrzymać. Teraz zostaje odnaleźć drogę do stada i zobaczyć. - powiedziałam. Ruszyliśmy szybciej. Chciałam jak najszybciej wrócić do stada.
*Kilka dni później*
Powoli zaczęłam poznawać okoliczne tereny. Wszystko wskazywało na to, że jesteśmy blisko stada. Prawie godzinę później ujrzałam Khonkha z Yatgaar. Spojrzeli w naszą stronę zaciekawieni.
- Wróciliście! Wszędzie was szukaliśmy. - powiedziała Yatgaar.
- Porwali nas dwunożni - powiedziałam. - Stado jest tam? - zapytałam wskazując kierunek. Khonkh pokiwał głową. Odwróciliśmy się i pobiegliśmy w tamtą stronę. Kiedy reszta nas ujrzała zbiegli się do nas by się przywitać.
*Jeszcze kilka dni później...*
- Zostań tutaj - spojrzałam na Hadvegara. Kiwnął głową i zatrzymał się. Ruszyłam w stronę idącej nieopodal Awesome.
- Witaj, mam sprawę - powiedziałam i wytłumaczyłam powód przyjścia. Niedługo później usłyszałam wyniki. Podziękowałam klaczy i wróciłam do Hadvegara.
- I? - zapytał
- Jestem w ciąży. - powiedziałam spoglądając na ogiera i czekając na jego reakcję. Otworzył pysk, jakby chciał się o coś mnie zapytać
<Hadvegar? O co się zapytasz?>

21.05.2018

Od Shiregt'a do Mivany ,,Miv-hej + Zaproszenie dla Dantego"

— Chętnie...ale nie wiem, czy nie powinniśmy najpierw przemyśleć, jakie mamy plany na najbliższą przyszłość. - odparłem w zamyśleniu. Klaczka pokiwała ochoczo łbem i również zaczęła się rozglądać, mamrocząc coś pod nosem.
— Aha! Słyszałem, że zbiera się na kolejną wędrówkę. W tym czasie możemy spróbować sporządzić sobie jakąś ,,mapę". Każdy zapamięta kawałek drogi... - wyjaśniłem z entuzjazmem.
— Świetny pomysł! - przytaknęła moja towarzyszka. - No, to możemy ruszać na poszukiwania. - dodała niecierpliwie, przebierając aż w miejscu swoimi patyczkowatymi, źrebięcymi nogami. Parsknąłem śmiechem, po czym bryknąłem parę razy i zakłusowałem, kierując się w stronę rodzeństwa. Byli to pierwsi członkowie, jacy mi przyszli do głowy.
— Hej...podoba ci się? - spytałem nagle, przypominając sobie o czymś.
— Co niby? - odpowiedziała zdziwiona Miva, spoglądając mi prosto w oczy.
— Twój nowy pseudonim. Hej. - uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
— Bardzo oryginalny. - odparła z ironią, specjalnie przeciągając głoski. To sprawiło, że mój dotychczasowy wyraz pyska rozpadł się i zastąpił go nowy, jeszcze weselszy, a i ten znikł, gdy dotarliśmy na miejsce i czas był na poważniejsze sprawy.
— No patrzcie, kto z kim wrócił. - brat zaserwował mi niezłe powitanie.
— Masz może ochotę pójść do reszty? - zawtórowała mu siostra łagodniejszym i znacznie mniej drwiącym tonem.
— Tak, ale...
— To było pytanie retoryczne. - Miriada zaśmiała się. Przewróciłem oczami.
— Dacie mi wreszcie dojść do głosu? Świetnie. Macie okazję, by dołączyć do frakcji ,,Wiatry prerii". - pokrótce objaśniłem jej działanie i cele oraz wymyślony na poczekaniu plan - wprawdzie jeszcze bez szczegółów, ale.
— Brzmi wspaniale. - rzekła po krótkim zastanowieniu.
— Dante?
<Dante? Mivana? Ewentualnie ta druga osoba może, za zgodą autora pierwszej, to opisać>

20.05.2018

Od Dantego do Mivany "Wycieczka"

Na początku zupełnie nie mogłem zrozumieć, jak znalazłem się w tej stercie pokrzyw. A potem już nie było czasu na zastanawianie się nad tym, gdyż całe ciało zaczęło mnie niemiłosiernie piec. Natychmiast wyskoczyłem z kłębowiska tych parzących roślin i poszukałem wzrokiem Mivany. Zauważyłem ją biegnącą w stronę jej rodziców. Rzuciłem jej wściekłe spojrzenie akurat w chwili, kiedy się odwróciła. Nie myśl tylko, że tak łatwo ci odpuszczę. Jeszcze zobaczysz, kto tutaj rządzi-pomyślałem, po czym udałem się w poszukiwaniu czegoś, co pomogłoby na pieczenie. Pech chciał, że trafiłem na moją mamę.
-Dante? Co ci się stało?-zapytała. Od razu zrozumiałem, że nie uda mi się jej łatwo zbyć.
-Wpadłem w pokrzywy-odparłem.
-Ale jak? Nie uważałeś? Nie zauważyłeś ich?-dopytywała dalej.
-Tak, nie widziałem ich. Mogę już iść?-spytałem, licząc na to, że pozwoli mi samemu zając się swoimi sprawami.
-Nie, coś musimy z tym zrobić-odparła, po czym nie zważając na moje protesty, zaprowadziła mnie nad rzekę i kazała wleźć do wody. Oczywiście nie dalej niż do kolan. Następnie musiałem się umyć. Po kilku powtórzeniach rzeczywiście poczułem lekką ulgę, jednak nadal czułem pieczenie. Dopiero wieczorem moja skóra przestała mi o sobie przypominać. Mogłem za to cały dzień poświęcić na obmyślanie planu zemsty.
~Następnego dnia~
Licząc się z tym, że Mivana może nie zechcieć nigdzie ze mną iść, postanowiłem wywabić ją za pomocą podstępu.
-Shiregt, co powiesz na małą wycieczkę?-zapytałem mojego brata, jak tylko skończyliśmy swoje śniadania. Ogierek spojrzał na mnie zdziwiony, gdyż zwykle nie proponowałem mu wspólnych eskapad.
-No nie wiem...-powiedział niezdecydowany.
-Zgódź się!-zawołałem.
-A dokąd chciałbyś iść?
-Nad wodę-odparłem, wyczekując jego zgody.
-No nie wiem...-Shiregt dalej się wahał.
-O czym tam gadacie?-spytała Miriada, podchodząc do nas.
-Proponuję naszemu bratu wycieczkę nad wodę. Może ty też chciałabyś iść?-spytałem.
-Z chęcią!-odparła Miriada, po czym oboje spojrzeliśmy wyczekującą na naszego brata. Ponieważ teraz jego zgody pragnęły już dwie osoby, w końcu wymiękł i się zgodził.
-A może inne źrebięta też z nami pójdą?-zapytał. Nawet nie zdawał sobie sprawy, ile radości sprawił mi tym pytaniem. Dzięki temu ja nie musiałem tego proponować i nie będzie wydawało się to podejrzane.
-Dobra, to ja pójdę zapytać Vayolę i Khairtai-powiedziałem.
-Ja skoczę po Mint-zaoferował się Shiregt.
-A ja pójdę po Mivanę. Spotkajmy się tu za kilka minut-powiedziała Miriada, po czym cała nasza trójka się rozeszła. Klaczki, do których poszedłem, były bardzo chętne na spacer, więc już po chwili wróciliśmy razem do umówionego miejsca spotkania, wyczekując pozostałych.
<Mivana? Dasz się skusić na wycieczkę?>

20.05.2018

Od Khonkha do Yatgaar "Niepokój"

-To nie jest dobry znak-powiedziałem, patrząc na leżące nieopodal truchło.
-Wprost wyjąłeś mi to z ust-odparła moja partnerka. Chciałem już zaproponować, abyśmy stąd odeszli, bo w końcu nie ma co podziwiać martwego gryzonia, ale coś przykuło moją uwagę.
-Czy on ma jakieś obrażenia? Ślady po kłach czy czymś takim?-spytałem.
-Nie wiem, nie za bardzo kręci mnie przyglądanie się nadgniłym zwłokom-odparła Yatgaar. Mimo to podeszliśmy kawałek bliżej. Na ciele gryzonia nie było jednak widać żadnych ran.
-To znaczy, że na pewno nie został zabity przez żadnego drapieżnika. Być może padł z powodu jakiejś choroby albo starości-powiedziałem, bagatelizując problem. Ruszyliśmy dalej. Dzień był idealny na tego typu wędrówki, na niebie nie było widać ani jednej chmurki. Znając jednak tutejszą zmienność pogody, modliłem się, aby nagle nie rozpętała się ulewa stulecia. Powróciliśmy z moją partnerką do wspólnej rozmowy i żartów, co jakiś czas się przekomarzając. Zatrzymaliśmy się na trochę przy jednej z większych kałuż, aby spokojnie napić się wody. Następnie zjedliśmy nieco trawy i udaliśmy się na dalszy spacer.
-Chyba trzeba już wracać-powiedziała Yatgaar, oglądając się za siebie, w stronę, z której przyszliśmy. Westchnąłem ciężko. Miała rację, nie powinniśmy zostawiać dzieci i klanu samych na zbyt długo. Jednak od tak dawna nie miałem szansy spędzić z nią sam na sam choćby chwili, a co dopiero pół dnia.
-Wracajmy-powiedziałem. Zaczęliśmy kierować się z powrotem w stronę klanu, ale szliśmy nieco inną drogą. W pewnym momencie coś przykuło mój wzrok. Pod jednym z drzew ujrzałem coś dziwnego. Od razu po podejściu zauważyłem dwa martwe burunduki. Rzuciło mi się w oczy, że one również nie miały żadnych ran. Ponadto musiały nie żyć od niedawna, gdyż w powietrzu nie unosił się jeszcze smród świadczący o rozkładzie ciała.
-No dobrze, to już jest niepokojące. I to bardzo-powiedziałem.
-Nie wyciągajmy pochopnych wniosków. To może być przypadek-odparła Yatgaar.
-Przypadek? Trzy martwe ciała gryzoni w jeden dzień? Chyba sama w to nie wierzysz-powiedziałem, wyczekując jej reakcji.
-Mamy za mało informacji, aby cokolwiek o tym powiedzieć-zauważyła trzeźwo moja partnerka.
-Więc może chodźmy zapytać w stadzie, czy ktoś jeszcze nie natknął się na martwe zwierzęta? Możemy też prosić o szczególne skupienie na tej kwestii w czasie spacerów. Jeśli takich przypadków jest więcej, dowiemy się, co się za tym kryje-powiedziałem. Yatgaar rzuciła mi spojrzenie z serii "dobrze mówisz, niech tak będzie", po czym ruszyliśmy dalej w stronę klanu.

20.05.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Tu i teraz oddaj mi się"

To co powiedziała mi Forever było bardzo smutne, bo jakie mogłoby być? Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, aczkolwiek jestem w stanie pojąć jak do tego dochodzi. Dla niektórych ogierów nie liczy się miłość, a jedynie chęć przyjemności, krótkotrwałej i uzależniającej. Ja chciałbym kiedyś mieć źrebię, ale z kimś kogo naprawdę kocham, bez kogo żyć bym nie potrafił. To musi być to coś, to pierwsze spojrzenie. Pierwsze i ostatnie, te oczy na które chce się patrzeć przez najbliższe kilkanaście lat, aż do śmierci... i patrzeć na nie też, kiedy już odchodzimy. Smutne, ale z drugiej strony, cudowne. Nie ma nic cudowniejszego niż te jedyne oczy, przed odejściem do krainy marzeń. A tam, tam już można marzyć i przeżywać wszystko tak, jak tego chcieliśmy.
Klacz spokojnie przy mnie zasnęła, a ja nie potrafiłem tego zrobić. Bałem się, każdy szmer, szelest i odgłos... przerażenie. Jest to dla mnie coś nowego, coś nieznanego i bardzo bolesnego. Nie miło mi tutaj, jednak miło, że jest ona ze mną. Wyjątkowa. Nawet nie ma pojęcia jak mnie wspiera w tej chwili, nawet teraz, kiedy słodko sobie śpi. Nie wie tego i nigdy się nie dowie, nie chciałbym bowiem być dwuznacznie zrozumianym.
***
Zostałem oddzielony od niej, a oni spoglądali się mnie z ciekawością. Padało też wiele wulgarnych słów i tych mało romantycznych. Nie wiedziałem, że można tak traktować, tak mówić o tym szczęściu naszego świata, jakimi są klacze. To dzięki nim żyjemy, to one rodzą nasze źrebięcia i je wychowują. My? Nie jesteśmy im potrzebni, jedna chwila, a potem? Mogą nas odepchnąć.
Nie mogłem tego słuchać, wypatrzyłem ją gdzieś na drugim padoku i podszedłem do ogrodzenia, witając się z moją towarzyszką. Nawet nie wiesz moja droga, jak w tej chwili rozświetliłaś mi duszę. Mała to jednak radość, bo potem znów nas gdzieś zaciągnęli.
Robiłem to samo co ona, próbowałem się uwolnić, jednak jedno uderzenie sprawiło, że poczułem się ciężej, a moje zmysły zostały zaburzone tak, że nie wiedziałem co się dzieje wokół mnie. Rozmazane pyski, szumiące odgłosy... jakieś fale.
Prowadzili mnie gdzieś wraz z szarą klaczą, która mówiła do mnie. Nie wiem co. Szumiało mi wszystko, a ona? Nie była już taka ładna. Jak za mgłą, cztery oczy, cztery uszy... co się ze mną dzieje?! Zapach. Przyjemny zapach, pociągający... to ona? Chciałem ją! Tu i teraz i nie potrafiłem tych myśli od siebie odgonić, nie potrafiłem myśleć o niczym innym, tylko o niej, ale nie tak o niej, jak chciałem. To było to coś... czego nie chciałem za żadne skarby świata!
– Nie chcę! – krzyknąłem, próbując się uwolnić, ale zaraz zleciało się kilka tych dziwnych istot...
Straciłem jakąkolwiek świadomość i dobre maniery.
Było mi teraz..... przyjemnie....
<Forever?>

20.05.2018

Od Shiregt'a do Mint ,,Postępowanie z młodą damą"

Wszystko co dobre, szybko się kończy. - pomyślałem trochę ze złością pochodzącą z mojej bezsilności. W końcu nadszedł czas - a mianowicie ten moment, gdy niebo powoli ciemnieje i niebieszczeje. Zjawisko to rozchodzi się powoli od czubka firmamentu ku jego horyzontalnym krańcom. Przy okazji słoneczna kula chowa się już za łagodnymi szczytami wzgórz, rozsiewając tylko powoli gasnący złoto-pomarańczowy blask, podświetlający pięknie zarówno chmury, jak i gniadą sylwetkę kłusującej w stronę swojej przybranej matki Mint. Ostatecznie odwróciłem głowę i ruszyłem za resztą rodzeństwa, rozciągając na swoim pysku udawany uśmiech, by nie dać nic po sobie poznać. Rzecz jasna Miriada była bardziej spostrzegawcza od innych, ale jakoś udało mi się ją zbyć. Ciekawe, co by powiedziała - nie kwapiłem się, by to sprawdzić. Stanąłem na swoim miejscu obok spuszczonego łba mamy. Klacz miała mimo wszystko uniesione powieki, a wzrokiem przeskakiwała to na tatę, to na pierwsze gwiazdy. Nagle spojrzała na mnie. Te matczyne oczy przekazywały wszystko bez pomocy słów. Uśmiechnąłem się, nieco pokrzepiony. Wkrótce wszyscy zasnęli. Oprócz mnie.
Znów nawiedziły mnie wizje dzisiejszej zabawy, a płomień rozgorzał na nowo, jeszcze większy i gorętszy. Wierciłem się, kręciłem wokoło, grzebałem kopytem w ziemi. Nic, żadna rada chłodnego rozsądku, żadne zmęczenie ani inne myśli nie były w stanie go ugasić, a jedynie spowolnić pożar. Czułem, jak wszystkie te sprzeczne uczucia rozsadzają mnie od środka. Znów miałem ochotę biec do klaczki i bez względu na wszystko powiedzieć jej o tym: Przeniosę góry. Wybiję watahy. Osuszę jeziora. Zatrzymam burze. Zrobię dla ciebie wszystko. Po prostu wiedziałem to od pierwszego spojrzenia. 
Bo się zakochałem. - podświadomie domyślałem się, że cała ta sytuacja jest irracjonalna i nie powinna mieć miejsca. To zwykłe źrebię, podobnie jak ja i wiele innych. No dobrze...żeby cokolwiek zrobić, najpierw trzeba się wyspać. - olśniło mnie wreszcie i zasnąłem kamiennym snem.
Rano czekały nas zajęcia z ojcem. Po dłuższym czasie wszyscy stawili się na miejscu. Jednocześnie zaskoczył i ucieszył mnie fakt, że zjawiła się również Mint. Dziś akurat tata wyjaśniał nam jak zachowywać się w stosunku do klaczy - innymi słowy, jakie mają prawa i tym podobne.
— Shiregt, pokaż proszę innym powitanie damy. - rzekł. Zawahałem się przez chwilę, lecz raźnym krokiem podszedłem do gniadej klaczki.
<Mint? Jedno wielkie...XD>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika