→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

19.07.2019

Od Cardinaniego do Risy „Słówko”

Ruszyłem żwawym krokiem za łaciatą klaczą, rzucając jej porozumiewawcze spojrzenie. Niedługo potem na próżno było szukać jakiegokolwiek kopytnego w okolicy prócz dwóch, zagubionych dusz. Idąc, dotarliśmy do tafli jeziora skutego wszechobecnym lodem niczym bezbronny więzień obezwładniony mackami własnych myśli. Pomimo tego wciąż śpiący pod nim „drapieżnik” zachowuje dumę większą od Risy. Ciekawe. Rozejrzałem się, szukając wzrokiem towarzyszki, która zdążyła zniknąć mi z pola widzenia. Wkrótce dostrzegłem ją spacerującą niewzruszenie po kruchej warstwie zamarzniętej wody, pod którą szalał niepokorny żywioł. Mogłem się tego spodziewać. Ryzyko to jej drugie imię, jeśli przypadkiem nie wyprzedza już pierwszego.
-Twoja miejscówka sugeruje, że bardzo chcesz zrobić mi ciekawe przedstawienie, jak wpadasz do tego jeziora- uśmiechnąłem się szarmancko, obserwując emocje na pysku klaczy.
-Bardzo śmieszne- fuknęła, kierując swe kroki w moim kierunku.
-Masz rację, pewnie się nie powstrzymam i zacznę parskać ze śmiechu jak to za dawnych, dobrych czasów obleśnego zboczucha. Urok przebywania z tobą- spojrzałem na nią z góry.
-Mówiłeś coś?-zmierzyła mnie wzrokiem- Założę się, że zanim mi się poplączą nogi, uschnie ci język-rzekła, wciąż starając się dotrzeć do brzegu. Nie zaprzeczyła, że zacznie się zabijać. Szykuje się niezłe przedstawienie.
-Cóż... -zacząłem, milknąc po chwili i tonąc w odmętach świdrującego spojrzenia klaczy, jakby szukając tam odpowiedzi na, to jaka kara mnie czeka za tę odpowiedź- Nie wydaje mi się, żebym musiał ci odpowiadać na to pytanie, jeśli słyszysz, jak się teraz produkuję przed tobą- posłałem jej tajemniczy uśmiech, dopełniający wypowiedź i zakrywający ogrom ciętych, niewypowiedzianych słów. Chwilę później łaciata przedstawicielka płci pięknej znalazła się u mojego boku z miną kota srającego na pustyni. Zajebiście.
-Nie jesteś zbyt inteligentny, skoro nie rozumiesz przekazu- stwierdziła, nie kryjąc przed światem, iż ma dość mojego towarzystwa. Z jakiegoś powodu jednak wciąż tu stoi. A może tylko zapuszcza korzenie, żeby pochwalić się ich długością w swoim gronie pierwszych lepszych znajomych?
-Chciałaś, żeby na tej „randce” było ciekawie- zaakcentowałem wyraźnie piąte ze słów -Teraz nie robisz nic w tym kierunku- prychnąłem, jednak widząc dziwne spojrzenie Risy, dodałem- No dobrze, rzucasz się tylko w sidła jakichś ludzi. Być może teraz chciałabyś się wykazać?
-Myślałam, że ten obowiązek spoczywa na barkach panów. W końcu są na tyle silni, by unieść „nasze kaprysy”, czyż nie?
-A żebyś wiedziała- westchnąłem ciężko- Ale chyba się już przeciążyłem- rzuciłem jej bezsilne spojrzenie, po chwili jednak unosząc wargi ku górze.
-Dziwnie się czuję, nie widząc was całujących się- okazało się, iż drogę zastąpiła nam znana mi z poprzedniej żenującej sytuacji postać. Virginia. Samotność to określenie względne. Zawsze ktoś się znajdzie-Cóż... może raczylibyście wrócić do domu? Riso, ktoś na ciebie czeka.
-Całe życie w pośpiechu- zdawała się mówić towarzyszka mojego spaceru, kiedy zaczęła się szybkim krokiem oddalać.
- A ciebie zapraszam na słówko- zwróciła się do mnie, zaciągając mnie w bardziej ustronne miejsce.
<Risa? Mówiłaś, że masz plan - daję ci pole do popisu>


18.07.2019

Nieobecności + mała niespodzianka

Moi drodzy,
My, admini, ponownie rozjeżdżamy się po świecie bez możliwości zabrania ukochanych laptopów i innych sprzętów. W dniach 20.07 - 24.07.2019 r. blogiem będzie się opiekować admin Najmi wraz z autorami; przez 3 dni od 25.07 - 28.07.2019 r. EF monitorowane będzie wyłącznie przez autorów (możliwe tylko dodawanie opowiadań), 28.07.2019 r. dołączy do nich admin DODA, zaś po 4.08.2019 r. ponownie spotkacie się z Najmi. Ja, (Ł)Owca Much, główny administrator, wrócę dopiero 19.08.2019 r.
Jestem człowiekiem, który nie lubi się rozdrabniać - jak już coś robię, to na całego - i chyba właśnie odzwierciedliło się to w długości mojego wyjazdu xD. 

Poza tym nie wiem, czy ktoś już to przeliczył, ale licząc obecny tekst, mamy na koncie już łącznie równo 2001 postów! Jest to dość wysokie osiągnięcie i wypadałoby je ob...jakoś uczcić. Może mały event, czemu nie? Obserwujcie stronę główną. Zatem życzę Wam udanych, radosnych wakacji, dużo weny i pełnego relaksu!

~Łowca much

17.07.2019

Od Eriny Trening #7

Wspinaczka po górach była dosyć wyczerpująca i po niej nie miałam, już siły na dalszy trening, a poza tym był, już wieczór. Postanowiłam wrócić do klanu i pójść spać.
~ Następnego dnia ~
Kiedy się obudziłam, miałam dużo więcej ziły i mogłam kontynuować swój trening. Chwile myślałam, jak miał wyglądać, aż w końcu wymyśliłam, że zrobimy sobie małe zawody z Limoni. Wystawię wszystkie moje umiejętności na próbę. Czy mi się uda? - czas pokaże.
Zatem nie zamierzałam z tym zwlekać, jednak dobry tor przeszkód musiał być solidnie przygotowany. Zatem rozplanowałam sobie w głowie, jak mniej więcej ma wyglądać. I trzeba znaleźć do tego dobre miejsce. Rozejrzałam się po okolicy i zauważyłam kilka nagich drzew, z którym jedno miało, dość wysuniętą gałąź i nie była ona, aż tak wysoko. Dalej było lekkie wzniesienie. Wprost idealne warunki do ćwiczeń. Pierwsze z Limoni będziemy biegły do drzew. Zrobimy między nimi slalom i pobiegniemy do górki, gdzie będą na nas czekały kłody, które będziemy taszczyć na sam szczyt. Może nie była to zbyt długa trasa, ale przygotowania wymagały też trochę pracy. Zaczęłam, więc poszukiwania niezbyt ciężkich kłód. Pierwsza leżała w zasięgu mojego wzroku — szybko przyciągęłam ją na miejsce. Potem rozejrzałam się za drugą. Pokłusowałam kawałek i zauważyłam niedużą kłodę. Zrobiłam z nią to samo co z poprzednią. Teraz trzeba, już tylko wyznaczyć linię startu i mety. Tak też zrobiłam — tor przeszkód był gotowy. Trzeba, jeszcze poszukać Limoni. Pocwałowałam, więc po okolicy — nie było jej. Następnie pogalopowałam w okolicę jeziora Chirgis — niestety bez powodzenia. Nie wiedziałam, już gdzie mam jej szukać.
- Erina? - zapytał ktoś, kogo głos przypominał Limoni. Wkrótce okazało się, że to była ona.
Ucieszyłam się i podeszłam do niej.
- Limoni chciałabyś wypróbować mój tor przeszkód? - zapytałam.
- Znowu chcesz ze mną przegrać? Mimo to przyjmuję wyzwanie.
Zatem popędziłyśmy do miejsca startu.
- Trzy, cztery.... START
Wyścig rozpoczął się. Moja towarzyszka na pierwszym odcinku prześcigała mnie, lecz potem dogoniłam ją. Dalej szłyśmy łeb w łeb. Na ostatniej prostej nikt nie miał przewagi, lecz dopiero pod sam koniec o mały włos przegoniłam antylopę.
Byłam z siebie zadowolona. Wykorzystałam te kilka dni treningu.
2 tysiaki postów wowoo 

 Zaliczone.

16.07.2019

Od Eriny seria treningowa #6


Po zabawie z Nivere’m byłam trochę wymęczona. Nie spodziewałam się, że to może aż tak bardzo zmęczyć, ale jednocześnie, przecież poprawiałam, choć trochę swoje umiejętności. Teraz przyszła kolej na wytrzymałość. Tylko trzeba by było znaleźć jakiś górzysty teren. Przypomniałam sobie, jednak po chwili, gdzie taki pas gór miał swoje miejsce. Szybko pocwałowałam tam. Nie zamierzałam odkładać treningu na później. Kiedy byłam, już na miejscu i zaczęłam wspinać się na górę. Poczułam coś, czego, jeszcze nigdy nie uświadomiłam sobie, że czuję. Tak to była WOLNOŚĆ. Wiatr lekko muskał moją grzywę. Czułam się cudownie. Wchodziłam coraz wyżej i wyżej. To było coś pięknego. Coś, czego chyba nigdy do końca życia nie zapomnę. Ta chwila beztroski. Aż przypomniały mi się piękne źrebięce czasy, pierwsze spotkanie nasza zabawa. Potem po raz pierwszy poczułam się doceniana. Co prawda babcia też mnie kochała, ale to nie było to samo..., a teraz mamy, już dwójkę źrebiąt. Jest cudownie.

16.07.2019

Od Tantai do Niver'a ,,Walka - dobra rzecz."

- Gdy Tantai była jeszcze źrebakiem -

Z grymasem na pysku popatrzyłam na nowego znajomego.
- Daj sobie spokój. Nie chcę się w nic bawić. - mruknęłam, dokładniej przyglądając się ogierkowi. Jego maść wskazywała na bułaną. Nawet przyjemna dla oka. Za to jego wygląd ogólny nie wskazywał na żadną z ras, w sumie podobnie jak mój. Na pysku widniała duża, biała odmianka, a jego oczy były barwy bardzo ciemnego brązu. Większa część jego nóg była koloru szarego, chociaż ogierek miał białe skarpetki. Końcówka pyska barwy takiej samej jak nogi i czarna, gęstwa grzywa. Naprawdę ładny koń. Pomyślałam, a następnie machnęłam króciutkim ogonkiem.
- Na pewno? - zapytał Nivero, nieśmiało grzebiąc kopytem w ziemi. Po chwili podniósł na mnie wzrok.
- Na pewno. - zirytowana wzięłam głęboki wdech. - Zabawa to głupia strata czasu, tak mówi mama.
Rzuciłam Nivero'wi wywyższające spojrzenie i prychnęłam cicho. Nie czułam się najlepiej w jego towarzystwie. Odwróciłam głowę i czym prędzej się oddaliłam.

---

Minął jakiś czas, a ja znacznie podrosłam. Moje spojrzenie na młodszych trochę się zmieniło. Miałam ochotę pokazać im różne ciekawe ruchy walki, jakieś sztuczki... Zamyślona grzebałam kopytem w ziemi, a Aanchal umościł się w pasmach mojej grzywy. Jak widać, usnął. Nie chcąc go budzić, dalej milczałam. W pewnym momencie moje czujne oko wychwyciło Niver'a, który stał wśród reszty źrebiąt. Zaciekawiona, uniosłam brew i ruszyłam w stronę małej grupki. Właściwie, to była tylko dwójka. On i chyba, jego siostra.
- Cześć Wam. - parsknęłam i wysiliłam się na sztuczny uśmiech. - Chcielibyście coś ze mną poćwiczyć? Walka to dobra i przydatna rzecz. Lubię pokazywać innym swoje sztuczki. Nie jest to jakieś wybitne, ale no...
<Nivero?>

16.07.2019

Od Eriny seria treningowa #5


- Co robisz? - zapytał ogier.
- Ćwiczę skoki. Niedawno zaczęłam trening, przecież nie chce być gorsza od ciebie. - odpowiedziałam.
- Właśnie Erina pobawiłabyś się z nimi na chwilę, bo one to potrafią wymęczyć. Są obok jeziora Chirgis. - skończył swoją wypowiedź, lekko dysząc, wiadomo z jakiego powodu.
- Jasne — Mój dzisiejszy trening chyba sobie poczeka.
W sumie zabawa ze źrebakami to całkiem dobre ćwiczenie. - pomyślałam.
Pocwałowałam, więc do nich. Kiedy byłam, już na miejscu zauważyłam Niver'a kłusującego w kółko.
- Chcesz zagrać w chowanego — zapytałam.
- Chętnie- odpowiedział po chwili.
Źrebak pobiegł, szukając kryjówki, a ja zamknęłam oczy, czekając, aż mnie zawoła.
- Mamo szukaj — dobiegł głos.
Ćwiczyłam orientację, ale i zwinność wymagała podszkolenia. Niedaleko stało kilka drzew niedaleko od siebie. Pobiegłam dookoła kilku z nich. Przebiegłam kilka kółek, ale Nivero czekał, żebym go znalazła, więc pogalopowałam w stronę dużego kamienia, za którym mógł się ukryć. Nie myliłam się. Był tam, gdzie myślałam.
Po chwili jednak zabawa w chowanego zamieniła się na grę w berka. Goniłam za młodym, szkoląc swoją szybkość i starałam się też między jakimiś kamieniami, czy drzewami robić slalomy i tym samym dając mu trochę fory.

16.07.2019

Od Sarit do Shiregt'a „Krew niewinnego — czyli jak nie poznawać przyjaciół... przyjaciół”


(Akcja: Dalej lato)
-W tym kontekście jest to najmniej ważne- usłyszałam za sobą, po czym pragnąc ukryć swoje zawstydzenie, wcisnęłam łeb w kępkę najbliższej trawy, od niechcenia robiąc gryz. W końcu jednak podniosłam łeb, wciąż oszołomiona nagłą pochwałą i zaczęłam się wpatrywać w migoczące oczy ogiera, prezentujące się niczym dwa diamenty porzucone na czekoladowym tle z domieszką czerni. Wszystko to podkreślała hebanowa grzywa i zdawało się, iż pragnęła sobą objąć każdy kawałek ciała ogiera, uciekając we wszystkie możliwe strony niczym konie po dobrych ziołach. Za to ogon kołysał się pokornie przy zadzie ogiera, prawie jak ofiara czekająca na śmierć jako na obietnicę nieprzynoszącej jej obezwładniającej ulgi, a marne zakończenie żywotu. Co zresztą nie jest zbyt dziwne, kiedy komary i inne cholerstwa dopiero wychodziły ze swoich kryjówek po ulewie.
-Ja...-zaczęłam- Dzięki- westchnęłam, ku własnemu zadowoleniu, iż cokolwiek z siebie wykrztusiłam. Podziękowania może i są satysfakcjonujące, ale i wymagają od nas odpowiedniej reakcji. Choć odwzajemnianie tym samym jest najbardziej idiotycznym, co można zrobić. Shiregt rzucił mi znaczące spojrzenie, niemo pytające, czy wszystko jest ze mną okey. Skuliłam uszy. Nic nie jest okey. Zabiliśmy konia. Jestem cholernie mokra i oszołomiona. Wymieniać dalej?
-Jeśli mogłabyś... co myślisz o małym spacerze na rozprostowanie kończyn? Przy okazji wrócilibyśmy do spokojnej rozmowy jak przed...- posłał mi takie spojrzenie, jakby szukał na moim pysku dalszego dokończenia swojej kwestii. Przystojny, inteligenty... Albo kolejny taki sam władca wpatrujący się ślepo w swoje ego. Widać jednak, że się stara mnie nie urazić. Może naprawdę jest wartościowy... lub zwyczajnie chce utrzymać dobrą reklamę? Poznanie go lepiej wydaje się najlepszym pomysłem na poznanie odpowiedzi na pytania dręczące mój umysł. Niemrawo skinęłam łbem i ruszyliśmy powoli przed siebie. Naszym oczom ukazało się nieuchwytne piękno natury, która obudziła się do życia, oznajmiając o tym każdemu przechodniowi. Zamilkłam, wchłaniając do siebie tę przedziwną aurę tajemniczości i wszechobecnego szczęścia zarazem. Nie wiem kiedy, ten coroczny festiwal natury przemycił do mojej szarej mimiki uśmiech, ale wiem, że moje wargi nieuchronnie podniosły się, a wzrok zawędrował w kierunku umięśnionej sylwetki Shiregta. Szczerzę się przed losowym ogierem. Zajebiście. Wstrzymałam oddech i poczułam jak moje oczy, zaczynają się szklić. Tak naprawdę jestem w prawdziwym domu. Tu jest moje miejsce. Nagle na naszej drodze stanął koziorożec, wyrywając mnie brutalnie z przemyśleń. Wyglądał na równie zdziwionego moim widokiem, co ja jego i przez chwilę wpatrywał się w nas małymi oczkami. Prychnęłam, mijając go. Niech patrzy.
-Boroo?- usłyszałam kojący głos władcy- Nie uważasz, że... towarzyszka wolałaby poznać twoje imię... z twojej własnej paszczęki? -dodał. Poczucia humoru nie mogę ogierowi na pewno odmówić. Uroku zresztą też nie. Całkiem niezłe combo. Idealne na prześladowanie przez miliony klaczy. Chyba to miał na myśli, mówiąc, że jego miłosna przeszłość jest skomplikowana. Zamierzałam nic nie odpowiadać i czekać na rozwój sytuacji, lecz niezręczna i przeciągająca się cisza postawiła mnie w sytuacji podbramkowej. Teraz albo dostaniemy nobla za najdłuższe trwanie niczym słupy soli.
-Czy konieczne jest mi znać w ogóle jego miano?- uśmiechnęłam się i obdarzyłam towarzystwo znaczącym spojrzeniem. Nie mam już żadnych wątpliwości czy ta dwójka się zna. Co jeszcze nie rozwikłało wszystkich zagadek z mojej głowy. Umówmy się, że są dość... charakterystyczną parą?
-Boroo!- koziorożec ruszył przed siebie, jak na moje oko na ślepo, lecz jego właściciel jak widać, odczytał to jako specjalny znak od bóstwa i pobiegł za nim.
-Niezły cyrk- skwitowałam w myślach i bez namysłu udałam się w kierunku wskazywanym przez średnio inteligentną zwierzynę. Cóż ja najlepszego robię?
Po paru minutach dotarliśmy w dość... kiczowato romantyczne miejsce. Gdzieniegdzie rozciągały się potężne kory drzew, o powykręcanych na wszystkie możliwe strony gałęziach, niebo przecinały miliony dumnych korowodów ptaków, a całość podkreślał zachód słońca. Trawa wydawała się tu odmienną rośliną, niż przyszło nam jeść zazwyczaj, bardziej kusząca i aromatyczna niż kiedykolwiek. Dodatkowo w oddali można było podziwiać tysiące fioletowych kielichów kwiatów, prześcigających się o to, który najbardziej zostanie obdarzony darem przebywania w promieniach uciekającej, złotej tarczy. Pytanie... dlaczego on nas tu doprowadził? Czyżby próbował nam coś przekazać? Nie, to niedorzeczne. A może jednak? Czas tylko czekać aż życie wciągnie nas w odmęty własnej zjechanej, znikomej logiki i pozwoli nam dryfować po rzekach nonsensu.
-Ładnie tu...- odrzekłam, wciąż zastanawiając się, czy wizja zmarłego koźlaka nie byłaby bardziej kusząca niż ten widok. Lejąca się krew niewinnego to zresztą jedyne wyobrażenie, na które mnie teraz stać. A może winnego- choćby mojemu dziwnemu odczuciu, iż zaczyna się coś ze mną dziać?
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika