→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
11.05.2019
Od Cardinaniego do Miriady „Bardzo zły... wariat”
-Dziękuję- coś kazało mi myśleć, że jej wypowiedź była wypełniona jedynie ciepłem. Poczułem jak policzki, płoną mi żywym ogniem- nikt nigdy wcześniej nie okazywał mi wdzięczności i poczułem się przez chwilę niczym bezużyteczny śmieć, który nikomu nie pomaga. Po chwili doszedłem do wniosku, że nigdy nie miałem okazji być wielkim bohaterem ani nawet małym. Moje życie nie dostarczało mi tylu wyznań co w starych opowieściach o superbohaterach- koni latających z pelerynami i robiących ogromne show. Pomyślałem jednak też, że... to była nasza wspólna praca. Ja również powinien pokazać chęć odwdzięczenia się jej za pomoc- choćby miłym słowem. Nie potrafiłem jednak niczego powiedzieć i po raz pierwszy w ciągu paru lat ujawniła się moja nieśmiałość. Cholernie niezręczne uczucie czy tam stan... Gdyby tylko odchodziło tak szybko, jak zaczyna zjadać osobnika od środka... Pragnąłem powiedzieć cokolwiek. Z mojego pyska wydostał się tylko nieartykułowany pisk. Pewnie uszedłem już za całkowitego wariata, ale gdyby się głębiej zastanowić... to czy przypadkiem nim nie jestem? Do stwierdzenia zaobserwowanie tego, jakie scenki odstawiałem przed w sumie dobrze znaną mi klaczą. Dobrze znaną... to mnie najbardziej niepokoiło. Byłoby zrozumiałe, gdybym stresował się przed kimś nowym... lecz przed kimś, kogo traktowałem jako przyjaciela? Albo raczej przyjaciółkę. Oh, Carni ogarnij się. W końcu westchnąłem i odrobinę zawstydzony wykrztusiłem.
- Ja tobie też- spojrzałem w jej oczy, jak gdyby patrzenie w nie miało być moim ratunkiem. Wyglądały, jakby składały się z miliona drobnych szkiełek- a każde żyłoby swoim własnym życiem i posiadałoby swój własny unikalny odcień. Wszystko to zwieńczone kruczoczarnymi rzęsami. Klacz cofnęła się niepewnie i wyglądała na dość speszoną.
-Chodźmy już- odrzekła, a ja poczułem się jak odrzucone zwierzątko i debil jednocześnie. Do końca nie wiedziałem skąd u mnie takie uczucia, ... ale były. Czyżbym znów był jednym z tych ogierów nieustannie klejących się do klaczy? Jeśli tak- to coś bardzo rzuciło się na mój umysł. I to coś bardzo złego...
<Miri :3?>
11.05.2019
Od Etsiina do Rose ,,Niebezpieczne spotkanie"
- Bardzo dziękuję za pomoc, Estero. Masz naprawdę piękne imię. - powiedziałem, odwzajemniając uśmiech. Niespecjalnie miałem ochotę do rozmów, ale jak przystało na ogiera, musiałem zachować się kulturalnie!
- Dziękuję. - odparła niepewnie klacz. Przyjrzałem się jej uważniej. Miała nietypową maść, a mianowicie brudnokasztanowatą. W oczy rzuciły mi się dwie blizny, które klacz miała na zadzie i nad kopytem.
- Co Cię tutaj sprowadza, jeżeli mogę spytać? - zarżałem przyjaźnie.
- Zaskoczył mnie jakiś kulawy wilk, jednak mi nie zagrażał, więc teoretycznie wybrałam się na spacer. - Estera machnęła ogonem. Powoli pokiwałem głową, a następnie uważnie się rozejrzałem.
- Jesteś pewna, że był zupełnie sam? - zapytałem po niedługiej chwili, zaniepokojonym głosem.
- Jestem pewna. - mruknęła Estera. - Może się przejdziemy?
- Z chęcią.
---
Słońce wisiało nam nad głowami. Temperatura była miejscami nie do wytrzymania. Cóż... Dla mongolskiego lata było to coś zupełnie zwyczajnego.
- Czy w pobliżu znajduje się jakieś jeziorko? - zapytałem. Koniecznie musiałem ugasić pragnienie!
- Tak. Możemy się tam przejść. - odparła błękitnooka klacz. Niedługo potem byliśmy w drodze do owego zbiornika wody. Ostatnio w Klanie było głośno o brutalnym morderstwie Cherry. Dla mnie było to do nie pomyślenia, aby odbierać życie starej, dobrej i niewinnej klaczy. Postanowiłem nie zaprzątać tym sobie głowy. Nim się obejrzałem, byliśmy na miejscu. Prawie rzuciłbym się w stronę wody, ale musiałem się powstrzymać. Trzeba zachować maniery!
- Zechciałabyś się napić wody? - zapytałem, uśmiechając się delikatnie.
- Oczywiście. Jest strasznie gorąco! - musiałem zgodzić się z jej słowami, mongolskie lato było naprawdę ciepłe i nie szczędziło wysokich temperatur. Chwilę później oboje gasiliśmy pragnienie. Poczułem przyjemny dreszcz, gdy chłodny strumień wody znalazł się w moim gardle. Gdy uniosłem łeb, by się rozejrzeć, drgnąłem. Do moich nozdrzy wdarł się dziwny i nieprzyjemny zapach. Zagrożenie... Pomyślałem.
- Cśś... Estero, tam jest niedźwiedź! Musimy się powoli wycofać... - powiedziałem do niej półgłosem.
<Rose? Przepraszam, za długie oczekiwanie.>
- Zechciałabyś się napić wody? - zapytałem, uśmiechając się delikatnie.
- Oczywiście. Jest strasznie gorąco! - musiałem zgodzić się z jej słowami, mongolskie lato było naprawdę ciepłe i nie szczędziło wysokich temperatur. Chwilę później oboje gasiliśmy pragnienie. Poczułem przyjemny dreszcz, gdy chłodny strumień wody znalazł się w moim gardle. Gdy uniosłem łeb, by się rozejrzeć, drgnąłem. Do moich nozdrzy wdarł się dziwny i nieprzyjemny zapach. Zagrożenie... Pomyślałem.
- Cśś... Estero, tam jest niedźwiedź! Musimy się powoli wycofać... - powiedziałem do niej półgłosem.
<Rose? Przepraszam, za długie oczekiwanie.>
11.05.2019
Od Tantai do Lumina ,,Co będziemy dziś robić?"
Wszystko... Wszystko było niesamowite. Nowe, nieznane. Zupełnie. Dosłownie calutki czas wokół mie pojawiały się nowe rzeczy. Jakieś większe konie i dziwne stworzonka przemykające wśród traw. Czułam się tak, jakby cały świat zapraszał mnie do odkrycia go i poznania dogłębnie. To uczucie było dziwne, ale naprawdę ekscytujące. Stawiałam niepewne kroki, wysoko podnosząc patykowate nogi. Z trudem przemierzałam mongolskie stepy. Szłam w stronę swojej matki. Bielutkiej klaczy o brązowych, ciepłych oczach... Które tak czy siak wydawały mi się obojętne i lodowate. Właściwie to ona cały czas mówiła do mnie chłodnym głosem. Nie lubiłam jej szczególnie, nie chciała mi nawet powiedzieć, jak ma na imię mój ojciec lub kim jest. Cichutko sapnęłam, a następnie gdy już stałam na tyle blisko matki, starałam się napić trochę mleka. Widziałam, że klacz często stara się odchodzić, gdy akurat ja przychodzę. Tym razem postanowiła nie robić mi na złość.
- Dzisiaj będziesz uczyć się kilku rzeczy. - warknęła moja matka i wierzgnęła, odsuwając się. Przynajmniej trochę napełniłam brzuch. Opuściłam łeb.
- Jakich? Z kim? Gdzie? - zapytałam ponuro. Ta to umiała wysysać ze źrebaka radość!
- Nie wiem, jakich. Wiem, że z Luminem oraz z innymi źrebakami. Normalnie bym Cię tam nie posłała, ale nie mogę wzbudzać podej... - tu klacz urwała, domyślałam się, że powiedziała trochę za dużo. Nie wiedziałam o co chodzi, więc postanowiłam nie odpowiadać i zostawić to sobie w pamięci. - Chodź. - dodała po chwili biała klacz i poszła przodem. Niedługo potem znalazłyśmy się na niedużej polance, otoczonej wysokimi drzewami oraz masą gęstej roślinności.
- I co teraz? Na kogo czekamy? - zapytałam, kręcąc się wokół.
- Na nauczyciela, Lumina. - mruknęła niechętnie Khairtai. W końcu zjawił się wspomniany koń, wraz z czwórką źrebiąt. Postawiłam uszy na sztorc, zaciekawiona. Lumino zmierzył moją matką dziwnym wzrokiem.
- Możesz już iść. -powiedział do niej.
- Zamierzałam. - odparła klacz i wyminęła ogiera, odchodząc w swoją stronę. Gdy już odeszła, Lumino zebrał nas wszystkich w jednym miejscu.
- Co będziemy dziś robić? -zapytałam w oczekiwaniu.
<Lumino? Z góry przepraszam za błędy, ale blogger mi trochę zwariował :P>
- Dzisiaj będziesz uczyć się kilku rzeczy. - warknęła moja matka i wierzgnęła, odsuwając się. Przynajmniej trochę napełniłam brzuch. Opuściłam łeb.
- Jakich? Z kim? Gdzie? - zapytałam ponuro. Ta to umiała wysysać ze źrebaka radość!
- Nie wiem, jakich. Wiem, że z Luminem oraz z innymi źrebakami. Normalnie bym Cię tam nie posłała, ale nie mogę wzbudzać podej... - tu klacz urwała, domyślałam się, że powiedziała trochę za dużo. Nie wiedziałam o co chodzi, więc postanowiłam nie odpowiadać i zostawić to sobie w pamięci. - Chodź. - dodała po chwili biała klacz i poszła przodem. Niedługo potem znalazłyśmy się na niedużej polance, otoczonej wysokimi drzewami oraz masą gęstej roślinności.
- I co teraz? Na kogo czekamy? - zapytałam, kręcąc się wokół.
- Na nauczyciela, Lumina. - mruknęła niechętnie Khairtai. W końcu zjawił się wspomniany koń, wraz z czwórką źrebiąt. Postawiłam uszy na sztorc, zaciekawiona. Lumino zmierzył moją matką dziwnym wzrokiem.
- Możesz już iść. -powiedział do niej.
- Zamierzałam. - odparła klacz i wyminęła ogiera, odchodząc w swoją stronę. Gdy już odeszła, Lumino zebrał nas wszystkich w jednym miejscu.
- Co będziemy dziś robić? -zapytałam w oczekiwaniu.
<Lumino? Z góry przepraszam za błędy, ale blogger mi trochę zwariował :P>
10.05.2019
Od Virginii do Halta "Odziedziczyłam intelekt"
Nie dane mi było nic więcej powiedzieć, bo odezwał się Shiregt, który stwierdził, że dla nas wszystkich oczywistym jest, iż Halt nie może czuć się dobrze. W końcu jakim cudem dobrze mógł czuć się ktoś w takim stanie? Nie wiem czemu, ale jego widok skojarzył mi się, jakby ludzie już-już prawie go zabili, ale on nagle przypomniał sobie o klanie i postanowił wybrać nas, a nie ludzi. Wiem, że tak nie było, ludzie łatwo nie odpuszczają i są niesamowicie okrutni (chociaż może nie powinnam tak mówić, w końcu gdyby nie oni, nie byłoby mnie na świecie) i ogier musiał się pewnie wiele namęczyć, aby od nich się uwolnić. Kilka pozostałych koni otoczyło Halta i w ten sposób ja zostałam od niego odepchnięta. Słyszałam jeszcze tylko, jak ogier zapewniał po raz kolejny, że nic mu nie jest. W końcu ruszyliśmy w stronę klanu, a kiedy tam dotarliśmy, ogierem niemal natychmiast zajął się jakiś medyk. Ja, nie mając lepszego zajęcia, poszłam pobawić się trochę z moją siostrą i innymi źrebakami, a wieczorem pasłam się na uboczu, razem z całą rodziną. Wtem moja rodzicielka podniosła nagle głowę, a i ja po chwili uczyniłam to samo, zaniepokojona nie tylko jej zachowaniem, ale też tym, że sama usłyszałam, iż ktoś się do nas zbliża.
-Kim jesteś?-spytała moja matka, chodź wiedziałam, że robi to dla niepoznaki. Dość dobrze zna wszystkich członków, ale woli zgrywać niepoinformowaną. Ja już po chwili, mimo ciemności, rozpoznałam znaną mi sylwetkę, a kiedy koń się odezwał, byłam już pewna, że to Halt. Przedstawił się mojej matce, po czym ta spytała, co go do nas sprowadza. W tym czasie ich rozmową zainteresowali się także Risa i Arrow, choć on akurat nawet nie podszedł do naszej trójki, w przeciwieństwie do mojej ciekawskiej, a wręcz wścibskiej siostry.
-Przyszedłem, aby podziękować pani córce, Virginii, za ratunek. Gdyby nie ty, pewnie nadal byłbym u ludzi-wypowiadając drugie zdanie, ogier zwrócił się do mnie.
-To nic wielkiego. Zrobiłam to, co każdy zrobiłby na moim miejscu-powiedziałam. Ukradkiem spojrzałam na matkę, ale wyraz jej pyska pozostał kamienny, nie mogłam więc odczytać z niego, czy zachowałam się odpowiednio, czy też nie.
-Nie wiem. Ale wiem za to, że dzięki tobie pozostali wiedzieli chociaż, co się ze mną stało-odparł Halt.
-A co się z tobą stało?-zapytała moja siostra, włączając się tym samym na krótko do dyskusji. Posłałam jej piorunujące spojrzenie, a matka nawet zwróciła uwagę.
-Risa, nie wypada pytać się o takie rzeczy-powiedziała.
-Dlaczego?-spytała. Nie no, błagam, ona ma być moją siostrą?-pomyślałam, spoglądając na nią z niedowierzaniem.
-Przepraszam za nią. Jeśli chodzi o nasze rodzeństwo, to ja jestem tą, która odziedziczyła intelekt-powiedziałam z uśmiechem. Tym razem to Risa posłała mi piorunujące spojrzenie, a ja ledwo powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem.
<Halt? Wybacz, że tyle musiałeś czekać"
-Kim jesteś?-spytała moja matka, chodź wiedziałam, że robi to dla niepoznaki. Dość dobrze zna wszystkich członków, ale woli zgrywać niepoinformowaną. Ja już po chwili, mimo ciemności, rozpoznałam znaną mi sylwetkę, a kiedy koń się odezwał, byłam już pewna, że to Halt. Przedstawił się mojej matce, po czym ta spytała, co go do nas sprowadza. W tym czasie ich rozmową zainteresowali się także Risa i Arrow, choć on akurat nawet nie podszedł do naszej trójki, w przeciwieństwie do mojej ciekawskiej, a wręcz wścibskiej siostry.
-Przyszedłem, aby podziękować pani córce, Virginii, za ratunek. Gdyby nie ty, pewnie nadal byłbym u ludzi-wypowiadając drugie zdanie, ogier zwrócił się do mnie.
-To nic wielkiego. Zrobiłam to, co każdy zrobiłby na moim miejscu-powiedziałam. Ukradkiem spojrzałam na matkę, ale wyraz jej pyska pozostał kamienny, nie mogłam więc odczytać z niego, czy zachowałam się odpowiednio, czy też nie.
-Nie wiem. Ale wiem za to, że dzięki tobie pozostali wiedzieli chociaż, co się ze mną stało-odparł Halt.
-A co się z tobą stało?-zapytała moja siostra, włączając się tym samym na krótko do dyskusji. Posłałam jej piorunujące spojrzenie, a matka nawet zwróciła uwagę.
-Risa, nie wypada pytać się o takie rzeczy-powiedziała.
-Dlaczego?-spytała. Nie no, błagam, ona ma być moją siostrą?-pomyślałam, spoglądając na nią z niedowierzaniem.
-Przepraszam za nią. Jeśli chodzi o nasze rodzeństwo, to ja jestem tą, która odziedziczyła intelekt-powiedziałam z uśmiechem. Tym razem to Risa posłała mi piorunujące spojrzenie, a ja ledwo powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem.
<Halt? Wybacz, że tyle musiałeś czekać"
8.05.2019
Od Risy do Cardinaniego "Pierwotna złość...lub bunt nastolatki"
-Uprzejme to będzie z mojej strony, jak zaraz nie pokażę ci, jaka potrafię być nieuprzejma-odparłam, czym chyba nieco zaskoczyłam konia, bo na chwilę zamilkł.
-Jesteś pewna, że to właśnie chciałaś powiedzieć?-spytał po chwili.
-Tak, a co, nie rozumiesz? Powiedziałabym to w twoim języku, ale język idiotyczny jest mi obcy-odparłam.
-A mi się zdało, że bardzo dobrze się nim posługujesz-odezwał się ten cały Cardinano. Jak on mi od pierwszej chwili działał na nerwy! Już chciałam zawrócić i stamtąd pójść, ale coś mnie tknęło...Dlaczego to ja mam stąd odejść? Jak przegrany?
-Ekspertem nie jestem, w przeciwieństwie do ciebie-odparłam. Ku mojemu zaskoczeniu, ogier zaśmiał się. Jego naprawdę to wszystko bawi?! Nosz, zaraz nie wytrzymam!
-Z czego tak rżysz?!
-Jeśli mam być szczery, to z ciebie-odparł, kiedy zdołał się uspokoić.
-Hahaha. No bardzo zabawne-odparłam.
-Żebyś wiedziała, szkoda, że nie możesz popatrzeć na siebie z boku*-zaśmiał się ponownie ogier. Nie wiedząc co powiedzieć, prychnęłam z irytacją i pogardą.
-Idź sobie-powiedziałam.
-Dlaczego?
-Bo mam cię dość-odparłam.
-Ale ja ciebie nie-powiedział Cardinano.
-To twój problem.
-Teraz już twój-odparł ogier. Znowu prychnęłam obrażona. Cardinano najwidoczniej doskonale się bawił, a ja miałam ochotę w coś przywalić. Porządnie. Najlepiej w niego. Chociaż...Czemu miałabym się powstrzymywać?-pomyślałam. Na chwilę wyobraziłam sobie piękną wizję, ale szybko musiałam pogodzić się z faktem, że nie urzeczywistni się ona. Po pierwsze, różnica wzrostu. Nie miałabym szans z tym ogierem. Po drugie, Virginia i matka by mnie zabiły za wszczynanie awantur, sama nie wiem, która byłaby pierwsza. Koniec końców pociągnęliśmy jeszcze trochę naszą dziwną kłótnię, kiedy dołączył do nas ktoś nowy. Tym kimś okazała się jakaś klacz.
-Mamy wrócić do klanu, Shiregt zarządził ważne zebranie-powiedziała, podchodząc do ogiera. W ten sposób stanęła między nim, a mną. Nie mogłam się powstrzymać i wychyliłam się nieco zza niej, ponownie pokazując ogierowi język. Czyli ja zostaję ostatnia na miejscu bitwy, więc wygrałam!pomyślałam ucieszona.
-No dalej, zbierajcie się. Ty i ta mała-powiedziała klacz. W międzyczasie odwróciła się i ruszyła przed siebie w stronę, z której przyszła. Na szczęście na czas udało mi się schować język i przywołać na pysk uśmiech. Ogier minął mnie i posłał mi tryumfujące spojrzenie, połączone z radosnym, bezczelnym uśmiechem. I jeszcze do tego zostałam nazwana "ta mała"! Czy oni wszyscy uwzięli się dziś na mnie? Za wszelką cenę chcą mi zniszczyć dobry nastrój?-pomyślałam, po czym, z olbrzymią niechęcią, powlokłam się za nimi, obmyślając plan zemsty na ogierze i na owej klaczy.
~Kilka miesięcy później~
Pasłam się spokojnie, zastanawiając się, gdzie też mogła podziać się Virginia. Miałyśmy się tu spotkać jakiś czas temu, ale jej nadal nie było, chociaż sama ustaliła datę i miejsce. Zaczynałam się już nawet poważnie martwić, że to ja coś pomyliłam. Usłyszałam, że ktoś tutaj idzie, ale nie zwróciłam na to na początku większej uwagi. W końcu każdy może tutaj przyjść, chociaż...Może to w końcu Virginia?-z tą myślą poderwałam głowę, tylko po to, aby ujrzeć przed sobą czekoladową sylwetkę jakiegoś konia. Wystarczyła chwila, aby mój mózg przypomniał sobie, kim on jest. I że go nie lubię. Bardzo.
-Jak ci mija dzień, Riso?-zapytał z uśmiechem, który tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwował. Byłam pewna, że tak jak wtedy, robi to wszystko specjalnie.
-Jakbyś nie zauważył, to on mi jeszcze nie minął. Jest w trakcie mijania-odparłam, po czym dumnie potrząsnęłam grzywą.
-W trakcie mijania?-zdziwił się ogier.
-Tak-odparłam pewnie, ucinając w ten sposób wszelkie dyskusje, które mogły się zrodzić. Na chwilę zapanowała między nami cisza.
-Hm...Wybrałaś chyba dobre miejsce na strawę, trawa wydaje się tutaj wyglądać jakoś tak lepiej...-powiedział ogier, schylając się, aby zjeść trochę roślin.
-Nie mydl mi oczu lepszą trawą. Po coś tu przylazł? Chociaż wiem, pewnie znowu chcesz mnie wkurzyć-odparłam. Wtedy też przypomniało mi się, że miałam przecież jakoś zemścić się na nim i na pewnej klaczy. Zupełnie o tym zapomniałam! Co do klaczy, musiałabym sobie najpierw przypomnieć jak ona wyglądała, ale co do Cardinaniego...Mam go właściwie jak na tacy, tylko muszę coś wymyślić. A może by tak wcześniej wypytać go o tamtą klacz? W końcu jej też jakaś nauczka się należy! Chociaż nie, to głupie, bo co niby miałabym powiedzieć? Hej, kim była klacz, która przerwała naszą kłótnię kilka miesięcy temu? Lepiej skupić się na tu i teraz, zamiast gadać o tym co było.
<Cardinano? Risa szykuję mini-zemstę>
*Kiedy to pisałam, miałam ogromną ochotę dodać "XD" na końcu, i prawie to napisałam. W ostatniej chwili ogarnęłam, co ja chciałam zrobić...XD?
-Jesteś pewna, że to właśnie chciałaś powiedzieć?-spytał po chwili.
-Tak, a co, nie rozumiesz? Powiedziałabym to w twoim języku, ale język idiotyczny jest mi obcy-odparłam.
-A mi się zdało, że bardzo dobrze się nim posługujesz-odezwał się ten cały Cardinano. Jak on mi od pierwszej chwili działał na nerwy! Już chciałam zawrócić i stamtąd pójść, ale coś mnie tknęło...Dlaczego to ja mam stąd odejść? Jak przegrany?
-Ekspertem nie jestem, w przeciwieństwie do ciebie-odparłam. Ku mojemu zaskoczeniu, ogier zaśmiał się. Jego naprawdę to wszystko bawi?! Nosz, zaraz nie wytrzymam!
-Z czego tak rżysz?!
-Jeśli mam być szczery, to z ciebie-odparł, kiedy zdołał się uspokoić.
-Hahaha. No bardzo zabawne-odparłam.
-Żebyś wiedziała, szkoda, że nie możesz popatrzeć na siebie z boku*-zaśmiał się ponownie ogier. Nie wiedząc co powiedzieć, prychnęłam z irytacją i pogardą.
-Idź sobie-powiedziałam.
-Dlaczego?
-Bo mam cię dość-odparłam.
-Ale ja ciebie nie-powiedział Cardinano.
-To twój problem.
-Teraz już twój-odparł ogier. Znowu prychnęłam obrażona. Cardinano najwidoczniej doskonale się bawił, a ja miałam ochotę w coś przywalić. Porządnie. Najlepiej w niego. Chociaż...Czemu miałabym się powstrzymywać?-pomyślałam. Na chwilę wyobraziłam sobie piękną wizję, ale szybko musiałam pogodzić się z faktem, że nie urzeczywistni się ona. Po pierwsze, różnica wzrostu. Nie miałabym szans z tym ogierem. Po drugie, Virginia i matka by mnie zabiły za wszczynanie awantur, sama nie wiem, która byłaby pierwsza. Koniec końców pociągnęliśmy jeszcze trochę naszą dziwną kłótnię, kiedy dołączył do nas ktoś nowy. Tym kimś okazała się jakaś klacz.
-Mamy wrócić do klanu, Shiregt zarządził ważne zebranie-powiedziała, podchodząc do ogiera. W ten sposób stanęła między nim, a mną. Nie mogłam się powstrzymać i wychyliłam się nieco zza niej, ponownie pokazując ogierowi język. Czyli ja zostaję ostatnia na miejscu bitwy, więc wygrałam!pomyślałam ucieszona.
-No dalej, zbierajcie się. Ty i ta mała-powiedziała klacz. W międzyczasie odwróciła się i ruszyła przed siebie w stronę, z której przyszła. Na szczęście na czas udało mi się schować język i przywołać na pysk uśmiech. Ogier minął mnie i posłał mi tryumfujące spojrzenie, połączone z radosnym, bezczelnym uśmiechem. I jeszcze do tego zostałam nazwana "ta mała"! Czy oni wszyscy uwzięli się dziś na mnie? Za wszelką cenę chcą mi zniszczyć dobry nastrój?-pomyślałam, po czym, z olbrzymią niechęcią, powlokłam się za nimi, obmyślając plan zemsty na ogierze i na owej klaczy.
~Kilka miesięcy później~
Pasłam się spokojnie, zastanawiając się, gdzie też mogła podziać się Virginia. Miałyśmy się tu spotkać jakiś czas temu, ale jej nadal nie było, chociaż sama ustaliła datę i miejsce. Zaczynałam się już nawet poważnie martwić, że to ja coś pomyliłam. Usłyszałam, że ktoś tutaj idzie, ale nie zwróciłam na to na początku większej uwagi. W końcu każdy może tutaj przyjść, chociaż...Może to w końcu Virginia?-z tą myślą poderwałam głowę, tylko po to, aby ujrzeć przed sobą czekoladową sylwetkę jakiegoś konia. Wystarczyła chwila, aby mój mózg przypomniał sobie, kim on jest. I że go nie lubię. Bardzo.
-Jak ci mija dzień, Riso?-zapytał z uśmiechem, który tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwował. Byłam pewna, że tak jak wtedy, robi to wszystko specjalnie.
-Jakbyś nie zauważył, to on mi jeszcze nie minął. Jest w trakcie mijania-odparłam, po czym dumnie potrząsnęłam grzywą.
-W trakcie mijania?-zdziwił się ogier.
-Tak-odparłam pewnie, ucinając w ten sposób wszelkie dyskusje, które mogły się zrodzić. Na chwilę zapanowała między nami cisza.
-Hm...Wybrałaś chyba dobre miejsce na strawę, trawa wydaje się tutaj wyglądać jakoś tak lepiej...-powiedział ogier, schylając się, aby zjeść trochę roślin.
-Nie mydl mi oczu lepszą trawą. Po coś tu przylazł? Chociaż wiem, pewnie znowu chcesz mnie wkurzyć-odparłam. Wtedy też przypomniało mi się, że miałam przecież jakoś zemścić się na nim i na pewnej klaczy. Zupełnie o tym zapomniałam! Co do klaczy, musiałabym sobie najpierw przypomnieć jak ona wyglądała, ale co do Cardinaniego...Mam go właściwie jak na tacy, tylko muszę coś wymyślić. A może by tak wcześniej wypytać go o tamtą klacz? W końcu jej też jakaś nauczka się należy! Chociaż nie, to głupie, bo co niby miałabym powiedzieć? Hej, kim była klacz, która przerwała naszą kłótnię kilka miesięcy temu? Lepiej skupić się na tu i teraz, zamiast gadać o tym co było.
<Cardinano? Risa szykuję mini-zemstę>
*Kiedy to pisałam, miałam ogromną ochotę dodać "XD" na końcu, i prawie to napisałam. W ostatniej chwili ogarnęłam, co ja chciałam zrobić...XD?
8.05.2019
Nowy nauczyciel I stopnia i szeregowiec - Tantai!
Relacje:1 2
Źródło: Zdjęcie główne, 1, 2
Motto: ,,Nigdy nie rezygnuj z celu, tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.’’
Imię: Tantai. Można przyjąć, że to uproszczenie od tamilskiego Taṇṭanai – inaczej kara. Klacz nienawidzi, gdy ktoś w jakikolwiek uproszcza jej imię. Gdy przypadkiem dowiedziała się znaczenia tego słowa, znienawidziła je doszczętnie. Gdy się komuś przedstawia, można wyczuć nienawiść i gniew, gdy wypowiada to imię.
Tytuł: Obecnie nie posiada, ale w głębi duszy kwapi się, aby go zdobyć. Będzie dążyć do tego całą sobą.
Płeć: Klacz, rzecz jasna.
Ranga/i: Nauczyciel I stopnia, Szeregowy. Obie te rzeczy, to jej wielkie cele życiowe.
Głos: Ivan Torrent & Aeralie Brighton
ᴓ Matka Khairtai – Obojętna i surowa. Jednak jako nauczycielka sprawdzała się doskonale. Udało się jej wpoić klaczy wiele swoich przekonań co do Klanu. Tantai nienawidzi rodzicielki za zrujnowanie rodzeństwa, pragnie się na niej zemścić.
ᴓ Ojciec ? – Tantai wielokrotnie dopytywały matki o ojca albo chociaż o jego imię. Problem w tym, że… Nawet jej rodzicielka nie wie, kim on jest. Tantai wyznaczyła sobie pewien cel, za wszelką cenę chce poznać imię ogiera, który ją spłodził.
ᴓ Dziadek Kirk – Tantai dowiedziała się, że jej dziadek był naprawdę odważny i nigdy nie zawahał się bronić Klanu oraz rodziny. Khairtai skłamała, że biały ogier nie żyje z powodu napadu przez Klan. W rzeczywistości zginął on śmiercią naturalną. [*]
ᴓ Babcia Valentia – Z opowieści matki wynika, że owa Valentia była wspaniałą klaczą, jak i matką. Khairtai powiedziała córce, że Valentia zginęła z kopyta Yatgaar. [*]
ᴓ Rose – przybrana matka. Tantai nawet ją lubiła, chociaż współczuła, że ją zaadoptowała. Całe życie była jej wdzięczna za opiekę, a gdy klacz zginęła, przyjęła to spokojnie i jako ,,rodzina”, pochowała. [*]
ᴓ Nivero – młodszy kolega.
Klacz zna konie w Klanie, jednak nie może powiedzieć o nich nic szczególnego.
Osobowość: Klacz wiele się zmieniła od młodzieńczych czasów. Przede wszystkim, jej podejście do życia stało się bardzo poważne. Może i nawet za bardzo. Klacz mimo wszystko, od źrebaka nie potrafi godzić się z przegranymi i tym, że czasami się myli. Tantai dobrze zdaje sobie sprawę, jaką opinię mają o niej inne konie z Klanu. Większość woli się z nią nie zadawać. To skłoniło ją do myślenia, że jest potworem lub tak bardzo przypomina swoją matkę, że nikt jej nie lubi. Jej samoocena jest bardzo niska, jednak klacz woli to ukrywać. Nie okazuje uczuć, cały czas twarda. Nie uroni łzy. Tantai nigdy nie była pozytywnie nastawiona do zawierania nowych znajomości. Wydaje się jej, że żyje w Klanie tylko po to, by przeżyć. Inaczej z pewnością już dawno by go opuściła. Mimo to przyjemność sprawia jej przekazywanie swojej wiedzy źrebiętom. Dąży do perfekcji. Postanowiła całkiem oddać się pomaganiu Klanowi, chociaż nie darzy go wielką sympatią. Jest bardzo chłodna w obejściu z innymi, pewnie dlatego, że sama jest bardzo nieszczęśliwa. Tantai jest bardzo chciwa, chociaż i to ukrywa. W oczach innych koni uchodzi też jako odważna, ale i rozsądna, a także do granic możliwości dostojna. Gdy już z kimś rozmawia, nawet z wrogiem, ma szacunek i respekt. Mimo że już dorosła, dalej bierze rady od starszych i mądrzejszych, a kiedyś ma zamiar dołączyć do Rady Starszych. Klacz, poza tym jest bardzo inteligentna i szczwana, dobrze planuje strategie. Przez to, że Khairtai wmówiła jej, że nie potrzebuje nikogo w życiu, źle nastawiła się do szukania drugiej połówki. Klacz dobrze wie, że jej matka od zawsze była zła i przesycona jadem, dlatego Tan jej nie trawi. Jest zdyscyplinowana i bardzo dobrze walczy, sprawia jej to przyjemność i zabawę w jednym. Ciężka praca jest jej dobrze znana, klacz zdecydowanie nie jest leniwa. Potrafi pracować nad czymś od rana do późnej nocy. Tantai dosyć odstaje od reszty członków Klanu, ale mimo tego ciągłego obgadywania, stara się trzymać rezon.
Orientacja: Heteroseksualna.
Aparycja:
- Rasa: Nie ma się czego tutaj doszukiwać. Przez pokolenia podobieństwo do różnych ras zanikło i tak, stoi przed Wami najzwyklejszy mieszaniec. Mimo to bardzo słabo da się zauważyć budowę konia Śląskiego i Małopolskiego.
- Wygląd: Tantai odznacza się wyjątkową, lśniącą maścią szampańską. Na jej ciele bardzo wyraźnie zarysowane są mięśnie. Sama klacz jest wysoka i smukła. Pysk Tan jest bardzo symetryczny, widać żyłki i mocno widoczne kości policzkowe, zdobią go także chłodne, brązowe oczy i ciągnąca się w dół latarnia. Kończy się bladoróżowymi chrapami, obdarowanymi aksamitną skórą. Grzywa i ogon klaczy są średniej długości, zawsze czyste. Na lewym, przednim kopycie ma niewielką skarpetkę. Gdyby oceniać ją na pierwszy rzut oka, jest klaczą najzwyczajniej w świecie urodziwą.
- Znaki charakterystyczne: Do znaków charakterystycznych można zaliczyć jej rzadką maść.
- Wzrost: 188 cm WK.
Historia: Tantai urodziła się w Klanie Mroźnej Duszy. Była źrebięciem Khairtai i Cardinanego. Za to, że matka w napadzie szału zamordowała członkinię Klanu, Cherry, władca postanowił, że karą dla jej rodzicielki będzie właśnie urodzenie źrebaka. Dzieciństwo Tantai nie należało do najszczęśliwszych. Klacz została zaadoptowana przez Rose, jednak jej matka postanowiła się z nią spotykać tak często, jak to możliwe. Wpajała jej swoje przekonania, znęcała się psychicznie, jednak mimo wszystko starała się to zatrzeć tym, że się o nią martwi. Tantai bardzo ją kochała, ślepo wierząc, że Khairtai jest dobra i robi to, żeby ją chronić. Klacz w młodym wieku poczuła powołanie do nauczania równieśników, spędzała czas samotnie, jedynie ze swoim towarzyszem, Aanchalem. Traktowała go, i dalej traktuje, jako jedynego przyjaciela i rodzinę. Gdy dorosła, a Rose zmarła, nie przejęła się tym zbytnio. Poprzysięgła sobie, że zemści się na biologicznej rodzicielce. Na razie spokojnie żyje w Klanie.
Inne:
- Przez to, że Tantai z pyska bardzo przypomina matkę, brzydzi się sobą.
- Obsesyjnie pragnie poznać ojca.
Kontakt: HW – Aurea Gmail – lena10kujawiak@gmail.com
8.05.2019
Khairtai się oźrebiła!
Po niecierpliwym oczekiwaniu Khairtai dotrwała momentu pojawienia się na świecie swojego potomka - Tantai! Powodzenia na nowej drodze życia.
Tantai
Subskrybuj:
Posty (Atom)
