→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

19.03.2019

Od Rose do Shiregt'a ,,Mieszane uczucia"

- Więc start! - krzyknął mój towarzysz, wyruszając na poszukiwania. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to młode zielone listki, które lekko poruszały się na powiew ciepłego wiatru. Przekierowałam swój wzrok na dół. Pod moimi kopytami rósł mały kwiatek. Na nim siedziała pszczoła zbierająca nektar. Nagle owad bzyknął, czego się wystraszyłam i automatycznie podniosłam łeb.
- Ej! - nieprzyjemnie skrzywiłam pysk. Pszczoła kręciła mi się koło nosa i bzyczała.
- Przestraszyłaś się pszczoły? - podszedł do mnie mój towarzysz.
- Ty też byś się przestraszył. - odpowiedziałam, odganiając niechcianą pszczołę.
- Tak w ogóle to już mam 15 oznak wiosny.
- Ja jedynie pięć. - odpowiedziałam spoglądając na ogiera. Staliśmy przed sobą, a między nami był krok odstępu. Nagle coś przebiegło za mną. Wystraszona wpadłam na ogiera który cudem utrzymał się na nogach. Nasze pyski po zderzeniu były w takiej pozycji, że patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Zakłopotana gwałtownie zabrałam łeb.
- Wracajmy do klanu. - dodałam, potrząsając grzywą. Shi dziwnie na mnie popatrzył, chyba zauważył, że zarumieniłam się na policzkach. Miałam mieszane uczucia po tej sytuacji. Niespodziewanie znów, coś za mną przebiegło, no i znowu wpadłam na Shiregta, zaczepiając go o łeb własnym pyskiem.
- Te sarny lubią cię straszyć. - oznajmił ogier kierując oczy na moje. Ja natomiast szybko zabrałam głowę i wyprostowałam się.
- Wracajmy już do stada. - odpowiedziałam, ruszając kłusem z lekko poirytowaną miną i rumieńcami na policzkach.
<Shi?>

18.03.2019

Od Miriady do Cardinaniego ,,Urwisko - bo nazwy nie biorą się z przypadku"

— Mam wrażenie, jakby minęła cała wieczność od naszego ostatniego spotkania, ale mam też wrażenie, iż warto było czekać... - oznajmił ni stąd, ni zowąd, mój skarogniady towarzysz. Minął szmat czasu od naszej ostatniej rozmowy, był to niezaprzeczalny fakt. Ciekawe jednak, co konkretnie miał przez to na myśli. 
— Trawa lepiej smakuje głodnemu. Im wyższa cena, tym większa późniejsza radość...prawda? - podsumowałam cicho, odwracając wzrok.
— Święta racja. - odparł z zadowoleniem ogier. Kątem oka dostrzegłam lekki uśmiech na jego pysku. Znów szliśmy w milczeniu. Nasz spacer odbywał się w wyjątkowo powolnym tempie, czasem zatrzymywaliśmy się na chwilę, by przyjrzeć się dokładniej jakiemuś zjawisku. Nigdzie nam się nie spieszyło. Słonecznemu, spokojnemu popołudniu zresztą też nie - jak dla mnie mogłoby trwać wiecznie. Wiosna rozgościła się na dobre. Las rozbrzmiewał echem pierzastej orkiestry, przesycony  odurzającą mieszanką najróżniejszych zapachów i upstrzony plamami zielonkawego światła przedzierającego się między świeżymi listkami drzew; w promieniach słońca tańczyły ospale drobinki kurzu. Ziemia pokryła się idyllicznym, kolorowym dywanem z kwiatów. Chłonęłam to wszystko, czując niemalże, jak przepływa przeze mnie energia budzącej się natury.
Do ptasich śpiewów przyłączył się inny dźwięk. Szum narastał w miarę naszego posuwania się do przodu. Wkrótce oboje zdaliśmy sobie sprawę, co jest źródłem szmeru.
— To jakiś strumień. I to chyba niemały. - Cardinano ubrał nasze myśli w słowa. Pokiwałam głową na ich potwierdzenie. Po pewnym czasie naszym oczom ukazała się rzeka, w swojej kategorii raczej małych rozmiarów, ale strumieniem z całą pewnością nie można było jej nazwać. Płynęła dość leniwie, woda była w połowie przejrzysta. Stanęliśmy w bezpiecznej odległości od urwistego brzegu, przyglądając się w milczeniu jej nurtowi. Postawiłam od niechcenia zaledwie krok do przodu, a jednak to wystarczyło. Ogromny, wręcz monstrualny kawał skarpy oderwał się, pociągając mnie za sobą.
Od razu po wpadnięciu do wody uderzyła mnie różnica temperatur, paraliżująca moje mięśnie. Gwałtownie zaczerpnęłam powietrza, instynktownie przebierając kończynami w stronę brzegu. Prąd nie był silny, lecz tę przeszkodę zastąpiły napływające z tyłu co jakiś czas bryły lodu z roztopów.
<Cardinano? Dama w opałachXD>

15.03.2019

Sto tysięcy (lat) dla EF!

Mam zaszczyt ogłosić, że na Eternal Freedom ustanowiliśmy właśnie rekord...
100 tysięcy wyświetleń!

II urodziny bloga, remont, rekord wyświetleń - nie ma co, prawdziwa EF-owa kumulacja lotto!
   Pragnę podziękować z całego serca wszystkim bez wyjątku, każdemu wędrowcowi, przechodniowi, członkowi bloga, sobie w sumie też za każde kliknięcie i okazane zainteresowanie - ten prestiż to wasza zasługa. Rozpiera mnie z tego powodu duma, i wy również możecie czuć się tryumfalnie. Wznieśmy zatem w komentarzach okrzyk!

~Łowca much

13.03.2019

Od Shriegt'a do Anamy'ego ,,Nowy, ciekawy uczeń"

Zapowiadał się spokojny dzień, jedna z wielu następnych dób egzystencji, w której niemal cały czas przeznaczamy na życiową konieczność, czyli wypełnienie żołądka roślinnością, o tej porze roku akurat przepyszną, świeżą trawą. Pora jedzenia wypełniona była, przynajmniej u mnie, bardzo często przemyśleniami. Takimi zresztą, jak to. Reszta chwil odznaczała się po prostu wypełnianiem obowiązków albo jakimiś błahostkami, radostkami na przegnanie nudy. Koło się zamykało. Wśród tych dni pojawiały się jednak przełomowe, niosące ze sobą jakąś nowość, odkrycie, naukę, rozstrzygnięcie, powiew świeżości...zwiemy to różnie. Sęk w tym, by zdarzały się jak najczęściej. Dobra wiadomość jest taka, że mamy na to ogromny wpływ. Niemal każdy mój należał do tej drugiej kategorii, a przynajmniej ja się tak czułem. I byłem z tego powodu szczęśliwy. To chyba najważniejsze, prawda?
Moje ,,nadzieje" na bezruch rozwiała Angel, ustatkowana już członkini klanu, która podeszła do mnie z obcym towarzyszem. Podobny pod względem sylwetki do klaczy, jednak o jaśniejszej maści, nastolatek trzymał się parę kroków z tyłu, ze wzrokiem wbitym w ziemię.
— Witaj, Angel. - powitałem wpierw towarzyszkę. - Któż to depcze ci po ogonie? - spytałem przyjaźnie.
— To mój brat, Shiregt'cie. - oznajmiła wesoło, popychając go lekko w moją stronę - Anamy. - Szybko poukładałem sobie wszystko w głowie. Uśmiechnąłem się powoli.
— O...To wspaniałe spotkanie, mam rację? - miny obydwojga mówiły same za siebie.
— Drogi władco, jeżeli pozwolisz, chciałbym dołączyć do klanu. - oświadczył pewnym tonem ogierek.
— Ręczę za niego. - dodała nieco bardziej drżącym głosem jego siostra. Zlustrowałem prędko wzrokiem młodego, na wszelki wypadek.
— Oczywiście. A więc, Anamy, możesz już nazywać się członkiem Klanu Mroźnej Duszy! I tylko ty możesz sobie ten tytuł odebrać. Rozumiesz? - nastolatek pokiwał niebawem energicznie głową. Machnąłem lekko z zadowoleniem ogonem.
Angel postanowiła oprowadzić brata po okolicy, jednak niedługo potem zjawili się ponownie. Zacząłem przedstawiać mu najważniejsze osoby w stadzie. Nie miałem więcej punktów w pakiecie startowym młodego członka. Klacz zaoferowała się, że dokończy, lecz odmówiłem pomocy. Odeszła w stronę reszty koni. Na chwilę zapadło między nami milczenie.
— To, Anamy...Kim chciałbyś zostać w przyszłości?
<Anamy? Any ideas?XD>

13.03.2019

Zawiązujemy współpracę z Supreme World!

12.03.2019

Od Arrow'a do Eriny "Nowa znajomość"

-Coraz bardziej ta zabawa mi się nie podoba!-zawołałem. Nie otrzymałem jednak żadnej odpowiedzi, czego się zresztą spodziewałem. Zarówno Risa jak i Virginia dosłownie rozpłynęły się we mgle i tyle było z naszej zabawy w chowanego. Zawróciłem w stronę klanu, ale tam nie znalazłem ani swojej mamy, ani Zee, z którym chciałem się trochę pobawić. Inne konie zajęte były swoimi sprawami, więc po prostu zawróciłem i oddaliłem się nieco, aby pozwiedzać okolicę. Nie miałem zamiaru odchodzić oczywiście zbyt daleko. Szedłem przed siebie, noga za nogą, a raczej kopyto za kopytem i podziwiałem mijane krajobrazy. Fakt, do podziwiania miałem niewiele, bo wszędzie wokół widać było tylko topniejący śnieg i wszechobecną szarość. Nawet drzew było niewiele, więc nie mogłem podziwiać rozwijających się na nich pączków. W ogóle roślin było jeszcze niestety niewiele. Wtem moim ciałem wstrząsnęła fala dreszczy spowodowana podmuchem chłodniejszego powietrza. Mimowolnie zaskoczyłem i wkrótce moim oczom ukazał się widok na ogromne, zamarznięte jezioro. Co jeszcze dziwniejsze, zauważyłem przy nim jakąś postać. Niewiele myśląc, zacząłem iść w jej stronę, licząc na zawiązanie nowej znajomości. Ów postać musiała mnie usłyszeć, gdyż odwróciła się i rzuciła mi badawcze spojrzenie.
-Kim jesteś?-spytała damskim głosem. Była to zatem klaczka, być może nawet w moim wieku.
-Mam na imię Arrow. Należę do tutejszego klanu-odparłem.
-Tak się składa, że ja też. Ale nigdy dotąd cię nie spotkałam-powiedziała moja rozmówczyni.
-Może dlatego, że tu duży klan? A ty od dawna do niego należysz?-zapytałem, podchodząc powoli do klaczki.
-Właściwie to nie. A tak w ogóle, jestem Erina-odparła moja towarzyszka.
-Erina...ładne imię-powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko.
-Dzięki-odparła klaczka, odwzajemniając uśmiech.
-A właściwie to co tutaj robisz?-zapytałem. Teraz już podszedłem do klaczki i stanąłem obok niej.
-Nudziłam się, więc wybrałam się na krótki spacer. Doszłam aż tutaj i teraz w sumie...sprawdzałam grubość lodu. No wiesz, na pierwszy rzut oka wydaje się niesamowicie trwały, jakby to jezioro nigdy nie zamierzało odtajać. Jednak jak tylko postawiłam na nim swoje kopyto, lód od razu zaczął pękać-wyjaśniła klacz.
-Zdradliwa pułapka matki natury-powiedziałem. Następnie postawiłem swoje kopyto na lodzie i przekonałem się, iż słowa Eriny były jak najbardziej prawdziwe. Lód niemal od razu zaczął się kruszyć.
-A może miałabyś ochotę w coś zagrać? Albo gdzieś się przejść?-zasugerowałem po chwili.
<Erina?>

12.03.2019

Od Arrow'a dp Zee "Śledząc strumień"

Kiedy Zee jeszcze spał, ja postanowiłem przejść się nieco po okolicy. I tak natknąłem się na pewną ciekawą rzecz. Chciałem wrócić do swojego towarzysza, ale kiedy zauważyłem, że ten już się obudził, nie myśląc wiele, popędziłem z powrotem do miejsca, które chciałem mu pokazać. O dziwo, tym razem udało mi się nie przewrócić.
-Gdzie uciekłeś?-spytał Zee, dobiegając do mnie.
-Uciekłem?-zdziwiłem się.
-No tak. Najpierw sobie odszedłeś, a potem na mój widok zacząłeś uciekać-wyjaśnił ogierek.
-Nie, to nie tak! Z nudów poszedłem poszukać czegoś ciekawego. I znalazłem ten strumyk. A kiedy zauważyłem, że już wstałeś, popędziłem tutaj z powrotem, bo chciałem ci jak najszybciej pokazać to miejsce i liczyłem, że od razu za mną pobiegniesz. Nie pomyślałem, że możesz uznać, że uciekam-odparłem. Mój towarzyszy przeniósł wzrok na płynącą powoli wodę. W paru miejscach nadal skuta była lodem i niewielkie strumienie musiały jeszcze z trudem torować sobie drogę przez muł, lepki śnieg i to, co było pod nim ukryte całą zimę. Zee ostrożnie podszedł do wody i, po chwili wahania, zamoczył w niej swoje kopyto.
-Zimna i mokra! Brr!-zatrząsł się, po czym zrobił krok do tyłu.
-A niby jaka ma być woda? Zwłaszcza teraz, kiedy zima dopiero dobiega końca?-spytałem, po czym zaśmiałem się. Zee po chwili do mnie dołączył i przez jakiś czas śmialiśmy się, sami chyba nie wiedząc właściwie z czego. Kiedy przestaliśmy, ponownie skupiliśmy się na strumieniu. Niewiele myśląc, ugiąłem trochę nogi w kolanach i przeskoczyłem na jego drugą stronę. Zachwycony Zee uczynił wkrótce to samo. Nasza zabawa przez jakiś czas polegała więc na przeskakiwaniu z jednego brzegu na drugi. Strumień (a właściwie strumyczek), był naprawdę niewielki, toteż przychodziło nam to z łatwością. Przynajmniej dopóki nie poślizgnąłem się i nie przewróciłem, lądując przy tym w lodowatej wodzie. Niemal natychmiast wstałem i wyskoczyłem z niej na brzeg, rzucając przy tym wkurzone spojrzenie śmiejącemu się Zee. Chwilę później jednak także zacząłem się śmiać, gdyż początkowy szok i oburzenie przeminęły, a ja zdałem sobie sprawę z komizmu całej sytuacji.
-Ale tak właściwie...nic ci nie jest?-spytał po chwili Zee, przestając się śmiać. Popatrzył na mnie z powagą.
-Nie, raczej nie. Ale co teraz będziemy robić? Szczerze mówiąc wolałbym nie kontynuować dłużej tej zabawy-odparłem z uśmiechem. Obaj zastanowiliśmy się przez chwilę.
-Mam pomysł! Chodźmy za tym strumykiem i przekonajmy się, dokąd płynie!-zawołał nagle mój towarzysz. Od razu ożywiłem się słysząc o nowej, ciekawie zapowiadającej się, propozycji zabawy.
-Jasne! Brzmi super!-odparłem. Chwilę później, zgodnie z sugestią Zee, ruszyliśmy wzdłuż strumienia. Zatrząsłęm się trochę z zimna, kiedy zawiał lekki, ale chłodny wiatr. Aby urozmaicić sobie jakoś drogę, Zee i ja zaczęliśmy snuć różne teorie na temat tego czy i co uda nam się znaleźć, kierując się wzdłuż strumienia. Przez bardzo długi czas nic się nie działo i chyba oboje straciliśmy już nadzieję, że czeka nas jakaś ciekawa przygoda. Wtem na horyzoncie pojawiło się niewielkie, skalnie wzniesienie, wyraźnie odcinające się na tle otaczającej nas zewsząd równiny. Strumień, który "śledziliśmy" zataczał wokół owego pagórka półokrąg i płynął dalej. Zee i ja zatrzymaliśmy się jednak na chwilę, aby przyjrzeć się bliżej wzniesieniu.
-Tam jest chyba jaskinia!-zawołał mój towarzysz, po czym przeskoczył przez strumień, który na tym odcinku płynął już nieco szybciej, i obszedł nieco pagórek, a potem zatrzymał się przy otworze w skalnej ścianie, z którego wprost wylewała się niczym niezmącona czerń. Trochę mi to zajęło, ale w końcu znalazłem się obok Zee.
-Nie wygląda najlepiej. Ciemno tam. I może coś tam być-powiedziałem.
-A może to sprawdzimy?-zasugerował ogierek. Zastanowiłem się przez chwilę. Jakaś część mnie była niesamowicie ciekawa tego, co mogło kryć się w środku. Niemalże czułem, że umrę, jeśli się o tym nie przekonam. Jednakże inna część mnie podsuwała mi różne myśli dotyczącego tego, na co możemy się tam natknąć. Poza tym...
-A nie powinniśmy już wracać? Nasze mamy mogą się niepokoić-odparłem. Nie była to do końca prawda. Moja mama czasem czepiała się mnie o najmniejszy szczegół, innym razem sprawiała wrażenie, że jej osoba w ogóle mnie nie obchodzi. Tak więc trudno mi było powiedzieć, czy tym razem zdenerwowałaby się, gdybym oddalił się znacząco od klanu. A mamy Zee prawie w ogóle nie znałem i nie mogłem przewidzieć, jak ona zareaguje.
<Zee? Decyzję pozostawiam tobie:D>

Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika