Stanęłam jak zwykle na swoim miejscu, w oddali od stada zbitego w ciasną grupę. Przy każdym najlżejszym ruchu odczuwałam ból w potłuczonym ciele, ale zelżał już. Przymknęłam powieki, jednak nie mogłam zasnąć. Spojrzałam w górę, na rozgwieżdżone niebo pozbawione chmur, z bladą tarczą księżyca w centrum. Jego światło oświetlało pogrążoną w mroku Mongolię, nadając jej jeszcze bardziej tajemniczy wyraz. Mogłabym na to patrzeć godzinami. Zadrżałam od chłodu nocy, który tu, na niewielkim wzgórzu, przesiąkał mnie do szpiku kości. Wtem usłyszałam za sobą czyjeś ciche kroki, jakby nie chciały zdradzić obecności ich właściciela. Obejrzałam się powoli ze strachem. Z ulgą ledwo dostrzegłam w ciemności sylwetkę karego ogiera i błysk w jego oku. Wyciągnęłam szyję w kierunku konia, by móc się przywitać. Poczułam na sobie ciepły oddech drugiej istoty, nieznany i kontrastujący z otaczającą nas temperaturą. Edward zaczerpnął powietrza i wyglądał, jakby chciał mi coś powiedzieć.
- Ciiii... - westchnęłam. Chyba porzucił ten zamiar. Na dziś wystarczy mi tego. Mamy jeszcze tyle czasu do stracenia... - uśmiechnęłam się niezauważalnie. Podszedł bliżej, i przystanął obok, wpatrując się w gwiazdy. Mój wzrok spoczął na nim. Nie potrafiłam określić tego, co czułam, gdy na niego patrzyłam. Z jednej strony mnie odpychał, a z drugiej przyciągał. Nie przyjaźnimy się...Więc jak to? Moje myśli znów biegły swoim własnym torem. Zakochałam się? - nie zdążyłam sobie odpowiedzieć na to dziwne pytanie, bowiem sen otulił mnie kruka skrzydłami.
~*~
Rano obudziłam się z bólem w łopatce. Prychnęłam, zaciskając zęby.
- Calipso? - spytał znajomy głos niedaleko mnie. Generał przyglądał mi się z niepokojem.
- To nic takiego. - uśmiechnęłam się, i wolno rozprostowywałam zdrętwiałe kończyny, przygotowując ciało do dalszej wędrówki. Szczyt Munku-Sardyk. Tam będziemy mogli ostatecznie wypocząć. Przez chwilę stanęło mi przed oczami wczorajsze pytanie, lecz szybko odepchnęłam je na bok. Chyba sprawy klanu są jednak ważniejsze...Wzdychając, ruszyłam w dół zbocza, by zjeść śniadanie, kiedy podeszli do mnie Relikta i Wiktor.
- Chodzi o to, że ja i Relikta chcielibyśmy zostać parą. - rzekł od razu ogier. podniosłam łeb i zaskoczona wpatrywałam się w nich. Zaraz...Czy naprawdę tego chcę? Skup się i przestań o TYM myśleć! Oszalałaś już? - ofuknęłam się w myślach.
- Oczywiście, jeśli oboje tego chcecie, to życzę wam udanego związku. - odparłam.
- Dziękujemy. - powiedzieli z wdzięcznością i oddalili się. Zaraz potem podszedł do mnie kary koń. Zaczęłam skubać trawę. Kątem oka obserwowałam jego. Zamyślony wpatrywał się w ziemię. Po posiłku ogłosiłam zwyczajowo wyruszenie w dalszą drogę. Szliśmy obok siebie w milczeniu. Miłość... - nie potrafiłam przestać o tym myśleć. Czy może to być coś jeszcze silniejszego?
Po kilku godzinach zarządziłam postój dla zmęczonych mięśni. Ból w łopatce znowu się wzmagał. Zaschło mi w gardle; nadstawiłam uszu, ale niczego nie usłyszałam w pobliżu. Weszłam więc głębiej w las, oddalając się od stada. Dopiero tu znalazłam niewielki strumyk. Zanurzyłam pysk najgłębiej jak mogłam w płytkim nurcie i zaczęłam łapczywie pochłaniać wodę. Po kilkunastu minutach podniosłam go, i rozejrzałam się dookoła. Długie gałęzie starej wierzby, ,,oplecione" małymi listkami położyły się na mojej szyi. Loci spojrzał na nie z dołu zazdrośnie. Szemrząca struga wody biegła dalej uparcie pod głazami, między mchem i paprociami. Westchnęłam, przyklękając na kwiecistym, białym dywanie. Wtedy w prześwicie pomiędzy drzewami pojawił się Ed. Słońce rzucało na jego sierść refleksy, kiedy szedł ku mnie. Wstałam, i nasze spojrzenia spotkały się. Edward... - nie mogłam ruszyć się z miejsca. Chciałam odejść, lecz wtedy harmonia tego momentu z pewnością by upadła. W końcu ogier stanął naprzeciwko mnie; pragnęłam, jednak nie wiedziałam, co mówić...
- Calipso... - powiedział cicho, wbijając wzrok w ziemię. Zrobiłam krok w jego stronę. Próbowałam powiedzieć to jakoś inaczej. Zakochałam się. Nagle jego wargi zetknęły się z moimi. Zaskoczona, zesztywniałam. Zdziwienie po chwili ustąpiło rozkoszy. Oddałam się temu uczuciu i odwzajemniłam gest. Kocham cię.
<Edward? Co ty na to? Masz może jakieś (anty)koncepcje? XD>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
31.07.2017
30.07.2017
Od Edwarda Malligins'a do Calipso (F) - ,,Okoliczności prawdy"
Tajemniczy kwiat w pełni ujawnił swe lecznicze właściwości, gdy na
horyzoncie pojawiła się mieniąca w bladych promieniach słońca tafla Eg.
Jego dotychczas nieskazitelnie białe płatki ubarwiły się krwią, która
niewielką strużką płynęła wzdłuż mojej nogi i zostawiała na ziemi
nieliczne ślady. Szybko poczułem także, że ból w łopatce staje się
słabszy, i chociaż rana wydawała mi się tak samo poważna jak w chwili
jej zadania to nie odczuwałem jej w już żaden sposób. Nie mniej jednak
bardziej, niż swoim zranieniem, martwiłem się teraz upadkiem Calipso.
Obserwując ją co jakiś czas, doszukiwałem się oznak, które świadczyłyby o
tym, że poczuła się gorzej, w końcu przeżyła paskudny upadek. Lecz
klacz albo zawzięła się by jako Przywódczyni nie okazywać cierpienia,
albo już jej ono nie dokuczało. To by wyjaśniało dlaczego nagle stała
się taka odprężona. Szła spokojnie, lekko podniósłszy głowę i witając
się z pozostałymi członkami stada, gdy dotarliśmy do domu. Krystal,
Relika, Forever i Italia zostały na miejscu by strzec terenów. Idąc za
przykładem większości, podszedłem do brzegu rzeki i zanurzyłem w nim
pysk. Woda była orzeźwiająco zimna. Piłem łapczywie, rozkoszując się
każdym łykiem oraz przy okazji nasłuchując rozmawiających w pobliżu mnie
Kallena, Calipso i Italię. Musieli mówić o ziołach, które przez
najbliższy czas ma stosować na swoje stłuczenia Calipso, gdyż co chwila
padały jakieś skomplikowane nazwy roślin.
- Jak do tego doszło? - usłyszałem pytanie w swoim kierunku. Podniosłem wzrok, który nieomal od razu natknął się na Wiktora. Ogier patrzył na mnie z uwagą, jednak ja nie miałem ochoty o niczym opowiadać, więc tylko pokręciłem głową. W odpowiedzi uśmiechnął się lekko i odszedł w stronę cienia rzucanego przez drzewa. Nie naciskał za co byłem mu wdzięczny. Przeżywanie tego wszystkiego po raz kolejny nie było dla mnie niczym przyjemnym.
Zapadł zmierzch, gdy stado zaczęło układać się do snu. Mimo przekonywań, że tej nocy wyjątkowo wartę przejmie ktoś inny, Calipso jak miała w zwyczaju, oddaliła się na swoje miejsce. Zajęło mi trochę czasu zanim znalazłem wygodne miejsce, aczkolwiek w myślach wiedziałem, że na długo go nie zajmę. Leżałem z zamkniętymi oczyma póki rozmowy nie ucichły, a w zamian nie dobiegły mnie głośne, głębokie oddechy śpiących koni. Wtedy podniosłem się, chyba najciszej jak potrafiłem i udałem się ścieżką, którą nie tak dawno szła dereszowata klacz. Co jej mam powiedzieć kiedy ją znajdę? Że mi na niej zależy? Prawdę?
[Calipso?]
- Jak do tego doszło? - usłyszałem pytanie w swoim kierunku. Podniosłem wzrok, który nieomal od razu natknął się na Wiktora. Ogier patrzył na mnie z uwagą, jednak ja nie miałem ochoty o niczym opowiadać, więc tylko pokręciłem głową. W odpowiedzi uśmiechnął się lekko i odszedł w stronę cienia rzucanego przez drzewa. Nie naciskał za co byłem mu wdzięczny. Przeżywanie tego wszystkiego po raz kolejny nie było dla mnie niczym przyjemnym.
Zapadł zmierzch, gdy stado zaczęło układać się do snu. Mimo przekonywań, że tej nocy wyjątkowo wartę przejmie ktoś inny, Calipso jak miała w zwyczaju, oddaliła się na swoje miejsce. Zajęło mi trochę czasu zanim znalazłem wygodne miejsce, aczkolwiek w myślach wiedziałem, że na długo go nie zajmę. Leżałem z zamkniętymi oczyma póki rozmowy nie ucichły, a w zamian nie dobiegły mnie głośne, głębokie oddechy śpiących koni. Wtedy podniosłem się, chyba najciszej jak potrafiłem i udałem się ścieżką, którą nie tak dawno szła dereszowata klacz. Co jej mam powiedzieć kiedy ją znajdę? Że mi na niej zależy? Prawdę?
[Calipso?]
30.07.2017
Od Shere Khana do Wizji (S) - "Bez powrotu"
- Czy niegroźna, tego nie możemy być w 100% pewni. Bo po co mieliby kopać na pustyni? - powiedziałem.
- Tego to już się chyba nie dowiemy - odparła Wizja.
- Masz rację, ale musimy w takim razie zastosować wszelkie środki ostrożności. Trzeba mieć na nich oko. Jutro rano, zanim słońce przejdzie w swój morderczy tryb, wyślę tutaj ciebie albo Iris, żebyście sprawdziły, jak się sprawy mają. Przekonałem się już, że poradzisz sobie na zwiadzie. Na razie wracajmy do klanu - powiedziałem. Ruszyliśmy w drogę powrotną.
- Widzisz, źle zrobiłeś, wątpiąc w moje umiejętności - odezwała się Wizja.
- Teraz już to wiem - odparłem. Po powrocie do klanu pożegnaliśmy się i każde z nas rozeszło się w swoją stronę. Dzień był nadzwyczaj spokojny i cichy, dlatego też mogłem spędzić go do końca w towarzystwie mojej nowej partnerki. La Vida i ja świetnie się ze sobą bawiliśmy aż do wieczora, a potem poszliśmy spać.
- Tego to już się chyba nie dowiemy - odparła Wizja.
- Masz rację, ale musimy w takim razie zastosować wszelkie środki ostrożności. Trzeba mieć na nich oko. Jutro rano, zanim słońce przejdzie w swój morderczy tryb, wyślę tutaj ciebie albo Iris, żebyście sprawdziły, jak się sprawy mają. Przekonałem się już, że poradzisz sobie na zwiadzie. Na razie wracajmy do klanu - powiedziałem. Ruszyliśmy w drogę powrotną.
- Widzisz, źle zrobiłeś, wątpiąc w moje umiejętności - odezwała się Wizja.
- Teraz już to wiem - odparłem. Po powrocie do klanu pożegnaliśmy się i każde z nas rozeszło się w swoją stronę. Dzień był nadzwyczaj spokojny i cichy, dlatego też mogłem spędzić go do końca w towarzystwie mojej nowej partnerki. La Vida i ja świetnie się ze sobą bawiliśmy aż do wieczora, a potem poszliśmy spać.
~~Rano~~
Po śniadaniu musiałem przeprosić moją partnerkę i zająć się sprawami klanu. Znalazłem Wizję.
- Witaj, Wizjo. Wiec jak, pójdziesz dziś na ten zwiad? - zapytałem.
- Oczywiście. Sprawdzę, jak się sprawy mają i jak najszybciej wrócę, aby zdać ci raport - odparła klacz, po czym pognała przed siebie drogą, którą wczoraj wróciliśmy. Ja w tym czasie urządziłem sobie mały spacer po klanie z La Vidą. Wizja jeszcze nie wróciła, więc kontynuowaliśmy przechadzkę i oddaliliśmy się nieco od klanu. W czasie spaceru straciliśmy rachubę czasu. O tym, że powinniśmy wracać, przypomniał nam nieznośny upał. Zaczynała się najgorsza część dnia, więc czym prędzej wróciliśmy do klanu. Nie było nas kilka godzin, więc liczyłem, że Wizja już jest i zaraz wszystko mi opowie. Jednak ku mojej rozpaczy, nikt jej nie widział. Nasuwało to wniosek, że jeszcze nie wróciła. Zacząłem się denerwować. Bo niby dlaczego miałoby nie być jej tak długo? Ponadto nie mogłem wysłać nikogo, aby jej poszukał, bo w czasie takiego upału paradowanie na pełnym słońcu oznaczałoby pewną śmierć. Pozostało mi tylko mieć nadzieję, że Wizji nic się nie stało i że znalazła kryjówkę na czas południowych i popołudniowych upałów.
<Wizja?>
28.07.2017
28.07.2017
28.07.2017
Od Wizji do Shere Khana (S)- "Przygoda"
Ruszyliśmy na zwiady wszystko zapowiadało się na spokojną przechadzkę. Jednak chyba to byłoby zbyt piękne gdybyśmy mogli od tak sobie wrócić do stada. Mocno zaniepokoiła nas grupa ludzi kręcąca się z dziwnymi sprzętami.
Od tych osłów nie wiele się dowiedzieliśmy więc musieliśmy wtopić się otoczenie niczym kameleony. To był beznadziejny plan kiedy ogier chciał go wcielić w życie zabrałam głos.
-Ty Zostań i obserwuj z daleka a ja się tym zajmę
-Zgłupiałaś, chcesz tak po prostu sobie iść do ludzi ?
-Zaufaj mi okey ?
-Nie będę Cie ratował.
-Nie liczę nawet na to, tylko nie pozwól, aby Ciebie zauważyli, gdyby coś było nie tak, wracasz do stada
-A Ty?
-Odciągam ich zaufaj mi
-Ohh no dobra -mruknął
Ruszyłam sobie spokojnie miedzy osłami udając,że skubie trawę powoli zbliżając się do grupy badaczy.
"Patrzcie to chyba koń"
"Serio co on tu robi "
"One żyją w stadach to jakiś samotny osobnik"
"Chyba się nie boi ludzi nie podszedł by tak gdyby nie był oswojony"
"Pewnie komuś uciekł"
Stałam i grzebałam kopytem w ziemi wzbudzając coraz większe zainteresowanie dwunogów. Jednak nie wydawali się być niebezpieczni
"Wracaj do pracy mamy tu jeszcze sporo tego do zbadania, archeolodzy nie mają łatwo, więc weź się do pracy"
Ruszyłam spokojnie dookoła w stronę Shere Khan'a, gdy poszłam do niego, popatrzył zdziwiony
-Nie wiem jesteś szalona i odważna ... skąd wiedziałaś, że Cię nie porwą?
- Nie wiem, po prostu to niegroźna grupa archeologów wiec możemy wracać do stada -stwierdziłam.
<Shere Khan?>
Od tych osłów nie wiele się dowiedzieliśmy więc musieliśmy wtopić się otoczenie niczym kameleony. To był beznadziejny plan kiedy ogier chciał go wcielić w życie zabrałam głos.
-Ty Zostań i obserwuj z daleka a ja się tym zajmę
-Zgłupiałaś, chcesz tak po prostu sobie iść do ludzi ?
-Zaufaj mi okey ?
-Nie będę Cie ratował.
-Nie liczę nawet na to, tylko nie pozwól, aby Ciebie zauważyli, gdyby coś było nie tak, wracasz do stada
-A Ty?
-Odciągam ich zaufaj mi
-Ohh no dobra -mruknął
Ruszyłam sobie spokojnie miedzy osłami udając,że skubie trawę powoli zbliżając się do grupy badaczy.
"Patrzcie to chyba koń"
"Serio co on tu robi "
"One żyją w stadach to jakiś samotny osobnik"
"Chyba się nie boi ludzi nie podszedł by tak gdyby nie był oswojony"
"Pewnie komuś uciekł"
Stałam i grzebałam kopytem w ziemi wzbudzając coraz większe zainteresowanie dwunogów. Jednak nie wydawali się być niebezpieczni
"Wracaj do pracy mamy tu jeszcze sporo tego do zbadania, archeolodzy nie mają łatwo, więc weź się do pracy"
Ruszyłam spokojnie dookoła w stronę Shere Khan'a, gdy poszłam do niego, popatrzył zdziwiony
-Nie wiem jesteś szalona i odważna ... skąd wiedziałaś, że Cię nie porwą?
- Nie wiem, po prostu to niegroźna grupa archeologów wiec możemy wracać do stada -stwierdziłam.
<Shere Khan?>
27.07.2017
Od Shere Khana do Wizji (S)- "Na zwiadzie"
Znaleźliśmy idealne miejsce na odpoczynek, więc zarządziłem postój. Podczas gdy wszyscy zajęli się jedzeniem i piciem, ja postanowiłem zająć się sprawdzeniem okolicy. Ku mojej ogromnej rozpaczy, ostatnio z klanu zdecydował się odejść Amigo, więc stanowisko zwiadowcy pełniła tylko Iris. Na szczęście ostatnio dołączyła do nas Wizja, która także została zwiadowczynią. Mimo to nie znałem jej możliwości, ponadto kilka dni temu otarła się o śmierć. Jednak jak na złość, Iris zapadła się pod ziemię, więc postanowiłem samemu towarzyszyć Wizji. Poszukałem jej więc.
- Dasz radę pełnić swoją funkcję?- zapytałem z troską.
- Pewnie- odparła klacz.
- Jako, że nie znam twoich możliwości razem zbadamy okolicę- powiedziałem, na co Wizja skinęła głową. Ruszyliśmy przed siebie. Byliśmy na obrzeżach pustyni, więc czekała nas przebieżka w pełnym słońcu. Wokół praktycznie nie było roślin, tylko piasek i... piasek.
- Jest naprawdę gorąco, wiem o tym. Ale musimy sprawdzić teren jak najszybciej, żeby przed południem wrócić do klanu. Jak zauważyłaś, miejsce, w którym się zatrzymaliśmy, jest o wiele przyjemniejsze od pustyni. Jest kilka drzew i źródło. A my nie możemy spędzać najgorętszej części dnia na słońcu, więc musimy na czas tam wrócić- powiedziałem do klaczy, która szła trochę za mną.
- Bo znajduje się tam woda i cień. Zrozumiano!- odparła Wizja, zrównując się ze mną. Okolica wyglądała na opustoszałą i jak najbardziej bezpieczną. Doszliśmy do kolejnego miejsce, gdzie pustynia zmieniała się w step.
- Słyszysz to?- zapytała Wizja. Wytężyłem słuch i po chwili do moich uszu dotarły jednoznaczne dźwięki. Nie rozumiałem, co one znaczą, ale wiedziałem, do kogo należą.
- To ludzie. Musimy być jak najciszej. Niewidoczni i nie do usłyszenia. Zakradniemy się jak najbliżej, żeby dowiedzieć się, co tu robią- powiedziałem do Wizji, a ta ze zrozumieniem pokiwała głową. Oczywiście w miejscu takim jak step bycie niewidocznym było naprawdę trudne. Na szczęście w pobliżu znajdowało się stado dzikich osłów.
- Zmiana planów. Wypytajmy się ich, czy coś wiedzą- powiedziałem do klaczy i ruszyliśmy w stronę zwierząt. Te jednak były bardzo nieufne i praktycznie nie dało się z nimi nawiązać kontaktu.
- Wiecie, po co są tu ludzie?- zapytałem mimo to. Przez długą chwilę wszyscy nas ignorowali i zacząłem już tracić nadzieję, że uzyskam odpowiedź.
- Coś badają- odparł w końcu jeden z osłów.
- Co takiego?- zapytała Wizja, jednak nie uzyskaliśmy już żadnej odpowiedzi.
- Chyba musimy się podkraść, wykorzystując to stado jako zasłonę- powiedziałem, choć nie był to najlepszy plan. Oboje byliśmy dużo wyżsi i doskonale widoczni wśród całej tej zgrai osłów.
<Wizja?>
- Dasz radę pełnić swoją funkcję?- zapytałem z troską.
- Pewnie- odparła klacz.
- Jako, że nie znam twoich możliwości razem zbadamy okolicę- powiedziałem, na co Wizja skinęła głową. Ruszyliśmy przed siebie. Byliśmy na obrzeżach pustyni, więc czekała nas przebieżka w pełnym słońcu. Wokół praktycznie nie było roślin, tylko piasek i... piasek.
- Jest naprawdę gorąco, wiem o tym. Ale musimy sprawdzić teren jak najszybciej, żeby przed południem wrócić do klanu. Jak zauważyłaś, miejsce, w którym się zatrzymaliśmy, jest o wiele przyjemniejsze od pustyni. Jest kilka drzew i źródło. A my nie możemy spędzać najgorętszej części dnia na słońcu, więc musimy na czas tam wrócić- powiedziałem do klaczy, która szła trochę za mną.
- Bo znajduje się tam woda i cień. Zrozumiano!- odparła Wizja, zrównując się ze mną. Okolica wyglądała na opustoszałą i jak najbardziej bezpieczną. Doszliśmy do kolejnego miejsce, gdzie pustynia zmieniała się w step.
- Słyszysz to?- zapytała Wizja. Wytężyłem słuch i po chwili do moich uszu dotarły jednoznaczne dźwięki. Nie rozumiałem, co one znaczą, ale wiedziałem, do kogo należą.
- To ludzie. Musimy być jak najciszej. Niewidoczni i nie do usłyszenia. Zakradniemy się jak najbliżej, żeby dowiedzieć się, co tu robią- powiedziałem do Wizji, a ta ze zrozumieniem pokiwała głową. Oczywiście w miejscu takim jak step bycie niewidocznym było naprawdę trudne. Na szczęście w pobliżu znajdowało się stado dzikich osłów.
- Zmiana planów. Wypytajmy się ich, czy coś wiedzą- powiedziałem do klaczy i ruszyliśmy w stronę zwierząt. Te jednak były bardzo nieufne i praktycznie nie dało się z nimi nawiązać kontaktu.
- Wiecie, po co są tu ludzie?- zapytałem mimo to. Przez długą chwilę wszyscy nas ignorowali i zacząłem już tracić nadzieję, że uzyskam odpowiedź.
- Coś badają- odparł w końcu jeden z osłów.
- Co takiego?- zapytała Wizja, jednak nie uzyskaliśmy już żadnej odpowiedzi.
- Chyba musimy się podkraść, wykorzystując to stado jako zasłonę- powiedziałem, choć nie był to najlepszy plan. Oboje byliśmy dużo wyżsi i doskonale widoczni wśród całej tej zgrai osłów.
<Wizja?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)

