Stukot podeszwy ocierającej się o nierówną powierzchnię kamieni pokrytych warstewką wody ustał. Cztery ślady moich kopyt odcisnęły się na mokrym piasku. Znaleźliśmy się na niewielkich rozmiarów wysepce; w jej centrum znajdowało się skupienie młodych drzew, głównie wierzb otaczających się parasolowatą koroną długich gałęzi powiewających na wietrze, rozłożystych modrzewi i strzelistych, dumnych sosen, krzaków jałowca, kilku powalonych, omszonych pni w których tętniło mikroskopijne życie oraz długiej trawy przeplatanej szarotkami i orlikiem. Roślinność przerzedzała się promieniście, a fale ziarenek plaży z obrzeży atakowały je by obrócić w proch. Deszcz wymywał drobinki gleby które spływały do rzeki, zaś ona przybierała na sile. Ale ciekawość zdecydowanie wzięła górę nad zwykłym rozsądkiem czy obawą które w tej chwili wydawały się pozbawione sensu. Ruszyłam do przodu w kompletnej ciszy. Za sobą słyszałam tylko oddech ogiera, co dodawało mi jakoś otuchy. Podniosłam łeb do góry, obserwując czubki iglaków których najeżone kolcami gałęzie muskały moje boki. Niektóre opadłe gałązki skrzypiały pod naszym ciężarem złowrogo. Chociaż pod osłoną tego ,,zagajnika" mogliśmy mniej zmoknąć, to ulewa nadal szumiała, raz przybierając na sile, raz słabnąc, a drzewa uginały się pod ciężarem kropli. Dla porównania było prawie bezwietrznie. Edward obserwował otoczenie. Gdy penetrowałam zarośla ze schylonym pyskiem szukając tego, co przed chwilą wywołało błysk, rozległ się głośny huk przypominający nadchodzącą lawinę. Oboje odskoczyliśmy do tyłu, rżąc. Kiedy się uspokoiliśmy niespiesznie podeszliśmy w kierunku źródła dźwięku. Wysokie fale sprawiły, że grobla w końcu ustąpiła, i głazy stoczyły się w toń wodną pozostawiając jedynie cienki, nieuszkodzony pas. Mój towarzysz ruszył z pewnością siebie do przodu zamierzając postawić krok...
- Stój! - krzyknęłam, odciągając go niemalże siłą od rzeki. Obrzucił mnie pytającym spojrzeniem, machając ogonem. Po sierści ściekały mi strugi deszczu do warg.
- Po tym nie da się przejść, a woda jest za głęboka. - wyjaśniłam powoli. I pewnie nie wyschnie jeszcze ze 2 dni. - dodałam w myślach.
- Cóż...poczekamy. - powiedział z nutą rezygnacji w głosie koń, po czym zawrócił w głąb wyspy. - Wolisz się tutaj utopić w ulewie czy idziesz? - zaśmiał się. Uśmiechnęłam się nieznacznie i poszłam za nim. Ułożyliśmy się w miarę suchym miejscu osłoniętym z pomocą kilku koron wiązów. W poprzednio przeszukiwanym przeze mnie miejscu znalazłam mały sztylet, nieco stępiony i pokryty u dołu rdzą, z posrebrzaną rękojeścią, przy niezidentyfikowanej, zakrzywionej kości. Teraz obracałam go między kopytami, czasem w zamyśleniu podnosząc wzrok na leżącego naprzeciw mnie ogiera. W pewnym momencie również napotkałam jego spojrzenie. Momentalnie zajęliśmy się własnymi sprawami. Czy oni sobie bez nas poradzą? - myślałam zaniepokojona. Formowały mi się przeróżne scenariusze. Domysły są zawsze gorsze od rzeczywistości. - pocieszałam się w duchu. Przedłużające się milczenie męczyło ciągle.
<Edward Malligins? Czas na twoją odsłonęXD>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
30.04.2017
30.04.2017
30.04.2017
Od Edwarda Malligins'a do Calipso (F) - ,,Grobla"
Woda z rzeki Eg nieznacznie obmywała moje kopyta, gdy kolejny raz tego popołudnia, przechadzałem się wzdłuż brzegu. Dzisiejszy dzień dłużył się niemiłosiernie, a perspektywa spędzenia go na bezcelowych przechadzkach po okolicy wydała mi się zgoła bardziej interesująca, niż czekanie na wieczór, nie ruszając się przy tym z miejsca. Uniosłem wzrok w niebo, przypatrując się słońcu, które o tej porze było w zenicie, i któremu od dłuższego czasu towarzyszyły ciemne, gęste chmury, zawiastujące deszcz. Odwróciłem głowę i upewniwszy się, że stado nadal przeczekuje upał w cieniu kilku dębów, ruszyłem przed siebie kłusem. Nie twierdzę, że tutaj, na północy Mongolii, w Klanie Ognistej Grzywy czegoś mi brakuje i z tego powodu czuję, że w moje życie wkrada się monotonia, a dni zlewają w jedno. Wręcz przeciwnie. Odkąd tu jestem nawiązałem nowe znajomości, przeżyłem chwile, które obudziły we mnie dotychczas uśpione emocje i zacząłem je na nowo odczuwać. Cztery lata w samotności potrafiłyby w każdym wypalić cząstkę duszy, której ja nie miałem nigdy. Kiedyś bym o tym nie pomyślał, ale teraz wiem, że moi rodzice są bezpośrednio z tym związani. Dzięki nim nigdy nie miałem zbyt wielu przyjaciół, chociaż byłem otwartym i przyjacielskim źrebakiem. Jedynie co jakiś czas rozmawiałem ze starszymi końmi ze stada, które osiedliło się w pobliżu nas, kilkukrotnie nawet proponując dołączenie, ale mój ojciec nigdy się na to nie godził, matka w tej kwestii nie była przez niego dopuszczona do głosu, jednak nie sprawiała wrażenia, że jej to przeszkadza. Prawdę mówiąc niewiele rzeczy interesowało karą Volerę. Matka i ojciec byli obojętni wobec siebie, tak samo jak wobec mnie, dlatego często zastanawiałem się z jakiego powodu są razem, skoro nic ich nie trzymało przed odejściem we własną stronę. Mnie też nic nie trzymało i z tego powodu jestem teraz tutaj. W Klanie Ognistej Grzywy, a nie w Tamsagbulagu. Prawie nic. Zaśmiałem się pod nosem, czując na sierści pojedyncze krople deszczu. Zwolniłem do stępa i zrobiłem jeszcze kilka kroków.
- Jesteś głupi Edwardzie - odezwałem się sam do siebie i zwiesiłem nisko łeb, tak, że źdźbła trawy lekko muskały mnie w nozdrza, a grzywa dotykała ziemi. Tuż przed moim pyskiem rósł kwiat Orlika, któremu teraz przyglądałem się z uwagą. Jego delikatne płatki były skierowane ku słońcu, które teraz przesłoniły chmury. - Morriganie Malliginsie. -Kiedy na kwiatku pojawiły się kolejne krople deszczu, wyminąłem go i ruszyłem w dalszą drogę. Przede mną rozpościerała się gęstwina krzewów, przez którą przedarłem się wąską, niewydeptaną ścieżką. Ostre gałęzie obcierały mnie w boki, gdy znalazłem się w swego rodzaju zagajniku, jednak po mojej lewej stronie wciąż znajdowała się rzeka. Podszedłem do brzegu i upiłem kilka łyków z płycizny. Wzrok, który do tej pory skierowany miałem we własne odbicie na moment urosłem. Dopiero teraz zauważyłem usypisko kamieni znajdujące się kilka metrów ode mnie, przechodzące o wody i ciągnące się dalej przez rzekę. Już spotkałem się z czymś takim - drogą w wodzie. Była to grobla. Oderwałem się od wody i skierowałem się w stronę początku drogi. Wszedłem na kamienie lekko się przy tym ślizgając, ponieważ były mokre od deszczu. Szybko złapałem równowagę i kontynuowałem wędrówkę, przechodząc na otwartą część rzeki. Nie oddaliłem się nawet pięciu metrów od zagajnika, gdy usłyszałem wołanie. Odwróciłem głowę słysząc swoje imię i zauważyłem, że w miejscu, w którym przed chwilą piłem wodę stoi Calipso. Zarżałem na powitanie i niechętnie wróciłem na brzeg. - Co ty tutaj robisz? - zapytałem dereszowatą klacz, z której grzywy sączyły się stróżki wody. - Śledzisz mnie? - dodałem pół żartem pół serio, na co ta przewróciła oczami.
- Chciałam się przejść, ale dopadł mnie deszcz. Pomyślałam, że w w tym zagajniku aż tak nie zmoknę - wyjaśniła. - A ty? Co tutaj robisz?
- Wróciłem do ciebie. Nie byłoby mnie w tym miejscu, gdybyś mnie nie zawołała - odparłem, czując, że moja sierść staje się coraz bardziej mokra, chociaż pod tyloma drzewami deszcz nie padał tak mocno. - Popatrz co znalazłem! - prychnąłem, ponownie wchodząc na groblę. - Ciekawe gdzie to prowadzi. Idziesz ze mną? - Calipso przez ułamek sekundy przyglądała mi się z uwagą, ale gdy zauważyłem, że wykonuje w moim kierunku kilka niepewnych kroków, cofnąłem się do tyłu aby miała więcej miejsca. Dereszowata wspięła się na coraz to bardziej śliskie kamienie i podeszła bliżej mnie. Złapałem ją zębami za grzywę, gdy trafiła kopytem na niestabilny kamień i prawie przewróciła się do wody. - Przez ciebie ja też tam wpadnę - prychnąłem ze złośliwym uśmiechem.
- Albo cię zrzucę z tych kamieni - Odgryzła się dereszowata i z udawaną złością, wskazała abym szedł dalej.
Odwróciłem się do niej tyłem i ruszyłem przed siebie, co jakiś czas poślizgując się. Trzeba było dużo wysiłku, żeby nie spaść stąd zaraz po wejściu na kamienie, a nam na razie się to udawało pomimo, że towarzyszył nam deszcz, który coraz bardziej się nasilał. W najlepsze szliśmy przed siebie, gdy nagle dostrzegłem drzewa malujące się na środku rzeki. Kilka minut później staliśmy już na brzegu - jak się okazało - wyspy.
[Calipso?]
- Jesteś głupi Edwardzie - odezwałem się sam do siebie i zwiesiłem nisko łeb, tak, że źdźbła trawy lekko muskały mnie w nozdrza, a grzywa dotykała ziemi. Tuż przed moim pyskiem rósł kwiat Orlika, któremu teraz przyglądałem się z uwagą. Jego delikatne płatki były skierowane ku słońcu, które teraz przesłoniły chmury. - Morriganie Malliginsie. -Kiedy na kwiatku pojawiły się kolejne krople deszczu, wyminąłem go i ruszyłem w dalszą drogę. Przede mną rozpościerała się gęstwina krzewów, przez którą przedarłem się wąską, niewydeptaną ścieżką. Ostre gałęzie obcierały mnie w boki, gdy znalazłem się w swego rodzaju zagajniku, jednak po mojej lewej stronie wciąż znajdowała się rzeka. Podszedłem do brzegu i upiłem kilka łyków z płycizny. Wzrok, który do tej pory skierowany miałem we własne odbicie na moment urosłem. Dopiero teraz zauważyłem usypisko kamieni znajdujące się kilka metrów ode mnie, przechodzące o wody i ciągnące się dalej przez rzekę. Już spotkałem się z czymś takim - drogą w wodzie. Była to grobla. Oderwałem się od wody i skierowałem się w stronę początku drogi. Wszedłem na kamienie lekko się przy tym ślizgając, ponieważ były mokre od deszczu. Szybko złapałem równowagę i kontynuowałem wędrówkę, przechodząc na otwartą część rzeki. Nie oddaliłem się nawet pięciu metrów od zagajnika, gdy usłyszałem wołanie. Odwróciłem głowę słysząc swoje imię i zauważyłem, że w miejscu, w którym przed chwilą piłem wodę stoi Calipso. Zarżałem na powitanie i niechętnie wróciłem na brzeg. - Co ty tutaj robisz? - zapytałem dereszowatą klacz, z której grzywy sączyły się stróżki wody. - Śledzisz mnie? - dodałem pół żartem pół serio, na co ta przewróciła oczami.
- Chciałam się przejść, ale dopadł mnie deszcz. Pomyślałam, że w w tym zagajniku aż tak nie zmoknę - wyjaśniła. - A ty? Co tutaj robisz?
- Wróciłem do ciebie. Nie byłoby mnie w tym miejscu, gdybyś mnie nie zawołała - odparłem, czując, że moja sierść staje się coraz bardziej mokra, chociaż pod tyloma drzewami deszcz nie padał tak mocno. - Popatrz co znalazłem! - prychnąłem, ponownie wchodząc na groblę. - Ciekawe gdzie to prowadzi. Idziesz ze mną? - Calipso przez ułamek sekundy przyglądała mi się z uwagą, ale gdy zauważyłem, że wykonuje w moim kierunku kilka niepewnych kroków, cofnąłem się do tyłu aby miała więcej miejsca. Dereszowata wspięła się na coraz to bardziej śliskie kamienie i podeszła bliżej mnie. Złapałem ją zębami za grzywę, gdy trafiła kopytem na niestabilny kamień i prawie przewróciła się do wody. - Przez ciebie ja też tam wpadnę - prychnąłem ze złośliwym uśmiechem.
- Albo cię zrzucę z tych kamieni - Odgryzła się dereszowata i z udawaną złością, wskazała abym szedł dalej.
Odwróciłem się do niej tyłem i ruszyłem przed siebie, co jakiś czas poślizgując się. Trzeba było dużo wysiłku, żeby nie spaść stąd zaraz po wejściu na kamienie, a nam na razie się to udawało pomimo, że towarzyszył nam deszcz, który coraz bardziej się nasilał. W najlepsze szliśmy przed siebie, gdy nagle dostrzegłem drzewa malujące się na środku rzeki. Kilka minut później staliśmy już na brzegu - jak się okazało - wyspy.
[Calipso?]
30.04.2017
Żegnamy Tashę i Wichra!
29.04.2017
Od Calipso do Shiry Belli (F) - ,,Wroga postawa"
Szłam przed siebie nieco na tyłach klanu obserwując pobliskich członków. Edward zaoferował się, że przez chwilę czasu będzie prowadził. Byłam mu za to wdzięczna. Jednak w pewnym momencie ktoś z tyłu zderzył się ze mną. Odwróciłam się powoli, ale natychmiast cofnęłam się do tyłu widząc obcą fryzyjkę o niechętnym spojrzeniu. Członkowie klanu również ujrzeli sytuację i uważnie obserwowali obcą. Po bliższych oględzinach dostrzegłam sprytnie schowany przez nią nóż. Szpieg? Zabójca?! - myśli pogalopowały do przodu niezależnie ode mnie. Prychnęłam i gwałtownie wyrwałam do przodu. Zaskoczona klacz wysunęła broń, lecz przy okazji zrobiła parę kroków w tył. Stado wykorzystało to i otoczyło intruza. Jedynie Opium została by chronić w razie czego Kallena. Usidlona przybyszka przejechała po wszystkich wrogim spojrzeniem i zatrzymała je na mnie.
- Co to ma znaczyć!? - wrzasnęła, machając mi sztyletem przed nosem. Westchnęłam i z pewnością siebie powiedziałam:
- No właśnie. - podkreśliłam te słowa. - Co ma znaczyć podkradanie się z nożem gotowym do działania? - zmroziłam ją wzrokiem. Po namyśle obca nagłym ruchem schowała broń i odparła pretensjonalnym tonem:
- Kim wy niby jesteście? - wymieniłam spojrzenia z generałem i najemnikiem w jednym.
- Klan Ognistej Grzywy.
<Shira Belle? Starałam się uwzględnić charakter>
- Co to ma znaczyć!? - wrzasnęła, machając mi sztyletem przed nosem. Westchnęłam i z pewnością siebie powiedziałam:
- No właśnie. - podkreśliłam te słowa. - Co ma znaczyć podkradanie się z nożem gotowym do działania? - zmroziłam ją wzrokiem. Po namyśle obca nagłym ruchem schowała broń i odparła pretensjonalnym tonem:
- Kim wy niby jesteście? - wymieniłam spojrzenia z generałem i najemnikiem w jednym.
- Klan Ognistej Grzywy.
<Shira Belle? Starałam się uwzględnić charakter>
29.04.2017
Żegnamy Picassa!
Picasso odchodzi z powodu decyzji właściciela i braku weny. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecyduje się wrócić w nasze progi!

Picasso|5 lat|Ogier|Przodownik|Brak|Myszowata22
25.04.2017
Żegnamy Fretkę!
Fretka odchodzi z powodu braku czasu i weny. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecyduje się wrócić w nasze progi!

Fretka|4 lata|Klacz|Zielarka|Brak|Neith
Subskrybuj:
Posty (Atom)


