→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

24.12.2019

Wesołych świąt, Eternal Freedom!

Z okazji dzisiejszego wyjątkowego wieczoru, Wigilii, pragniemy złożyć wszystkim najlepsze życzenia: Pełnego portfela, góry prezentów, spokojnej, rodzinnej atmosfery, spełnienia najskrytszych marzeń, sylwka do rana. żeby w nowym roku, nie, całej nadchodzącej dekadzie, dobrze wam się działo a wena przestała omijać szerokim łukiem i WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Merry Christmas!
 Z mojej strony, Łowcy much, niechaj prezentem będą te najszczersze pozdrowienia oraz 60 SŁ dla każdego członka Eternal Freedom, a to nie wszystko - w najbliższych dniach za priorytet stawiam sobie ukończenie wątku związanego z konfliktem z kułanami, w związku z czym będziemy mogli dalej rozwijać główną fabułę! Do zobaczenia w opowiadaniach!
~Ekipa SZAPULUTU

17.12.2019

Od Shantsai do Moa „On...”

-Ja...-zaczęłam niepewnie, obrzucając najbliższego towarzysza błagalnym spojrzeniem- Powtórzysz może?- zapytałam, a w oczach klaczki pojawiła się kolejna iskierka entuzjazmu przed kolejną przemową.
-Jestem Moa, a to Skires- uśmiechnęła się, pokazując łbem w kierunku smolistego ogierka- Nie wiemy w co się pobawić- westchnęła, obdarzając mnie smutnym spojrzeniem- Może możesz nam wybrać jakąś rewelacyjną zabawę? A tak w ogóle, jak się nazywasz?
-Mmm... berek?- zapytałam, ponieważ nic innego nie przyszło mi na myśl- I...
-W takim razie miło Cię poznać Berku- wszedł mi w słowo Skires.
....Skip Time- Czasy nastoletnie....
-W takim razie ...-rozpoczął Lumino, uśmiechając się tajemniczo i czujnie obserwując nasze niewielkie grono. Zawstydzona tym, że przyjemne dreszcze zaczęły muskać moje plecy, odwróciłam łeb i zacisnęłam zęby-... najciekawsze treningi macie za sobą. Któż nie lubił uczyć się dobrych manier? Teraz została wam tylko ta bolesna i jakże nieprzydatna walka, ale myślę, że dla was mogę zrobić wyjątek i wrócić do poprzedniego etapu-uciął, czekając na naszą reakcję, lecz ja byłam skupiona na chłonięciu szczegółów jego pyska i delektowaniu się błyskotliwością i dojrzałością tego osobnika. Był do bólu męski i zdawało się, że przyjemność sprawia mi każda jego wada, ponieważ z każdą skazą stawał się coraz bardziej namacalny i równy nam. Posłałam w jego kierunku nieśmiały uśmiech, a kiedy zauważyłam, że go odwzajemnił, lekko się speszyłam. Im mniej dostępny był koń, którego w głowie podciągałam na status przyjaciela, tym bardziej odczuwałam wcześniej wspomniane objawy.
-Nieee- usłyszałam ryk młodzieży, jednak na pyskach wszystkich zgromadzonych widniał serdeczny uśmiech. Niechętnie dołączyłam się do nich i teraz również szczerzyłam zęby do naszego nauczyciela. Mój wzrok wyrażał wdzięczność do Lumina, ponieważ ostatni rok bez niego nie byłby taki wyjątkowy. Uwielbiałam jego osobowość i mimo wszystko traktowałam go jako serdecznego przyjaciela. Od początku dzieciństwa z każdą wartościowszą osobą przeżywałam to samo i choć wciąż nie mogłam się do tego przyzwyczaić, to wiedziałam, iż to nie jest miłość. Nie była tym pięknym uczuciem, wiosennym roztargnieniem, słodyczą życia... To było coś innego. Mijało do paręnastu miesięcy i utwierdzało mnie w przekonaniu, że mój umysł jest najdziwniejszym znanym mi miejscem na ziemi. A ja byłam... cóż. Niewyżytym kawałkiem konia, który zamiast dorastać jak inni rówieśnicy, wybrał własną drogę. Czy piękną i wieczną młodość? Czy najlepszą drogę z możliwych...? Czas pokaże.
<Moa? Chciałam nie umrzeć, okey? xD>

17.12.2019

Wyniki ankiety i drobne zmiany w formularzach

W ostatnich tygodniach została przeprowadzona ankieta na temat drobnych zmian w formularzach postaci, mianowicie zmniejszenie ich objętości poprzez usunięcie dwóch podpunktów, które uznaliśmy za dość mało istotne i często trudne do określenia, mianowicie wzrost i waga. Oto wyniki:
  • Tak, usuwamy oba punkty - 0 głosów
  • Tylko punkt "Waga" - 6 głosów
  • Tylko punkt "Wzrost" - 0 głosów
  • Nie, żadnego z nich - 5 głosów
Jak widać, zwyciężyła druga opcja - zatem pa pa, wago! Od dziś nie musicie się martwić o dietę. Do zobaczenia i powodzenia w zadaniach z kalendarza adwentowego!

~Łowca much

16.12.2019

Od Miriady do Etsiina "Pochmurne Boże Narodzenie" Cz. 2 + Event

Ten poranek nie należał do najlepszych. Wręcz czułam skupione na mnie i ukochanym zaciekawione, wścibskie spojrzenia, z niecierpliwością oczekujące na dzisiejszą rozrywkę. Jednak to nie one były najgorsze; pewny siebie, irytująco spokojny, pożądliwy wzrok księcia kułanów umacniał we mnie niepokój i odrazę w stosunku do jego osoby. W dodatku postura kopytnego nie napawała optymizmem, mimo że Etsiin nie należał do szczupaków. Całe szczęście z nauczania o mongolskich tradycjach wiedziałam, że podczas pojedynku "o serce pani" nie wolno było używać żadnej broni, chociaż z naszymi gospodarzami nigdy nic nie wiadomo. Nie było jednak określone, czy obaj konkurenci mają wyjść z niego żywi, i to dręczyło mnie najbardziej. Yatgaar i Cardinano po śniadaniu wsiąknęli w tłum, mając w planach przedstawienie Khuvi'emu innej propozycji ugody, zaś mi przeznaczone było czekać...tylko na co? Chciałam się jakoś wreszcie przydać, pomóc, zagłuszyć poczucie winy. Ostatecznie to ja byłam przyczyną tego całego zamieszania.
Pokręciłam się trochę wśród arystokracji, starając się zyskać jej przychylność i wyrobić nadzieje na osobiste korzyści w razie wygranej appaloosa, jednak w sumie niewiele mogłam zrobić. Przeżuwałam nerwowo kęsy pożywienia z dala od stada, kiedy podczas chodzenia zauważyłam na białym puchu małą, ciemną kulkę. Gdy podeszłam bliżej, okazała się ona buro-brązowym gryzoniem, być może myszoskoczkiem lub zwykłą myszą. Fakt, że ledwo oddychała i pewnie była już jedną nogą na tamtej stronie. Natura to surowa, acz sprawiedliwa matka... Miałam już odwrócić łeb, kiedy stworzonko pisnęło coś w rodzaju: "Umm, proszę", ledwie szeptem. Lekko zdziwiona, westchnęłam i ponownie zbliżyłam ku niemu pysk. Najwyraźniej chodziło o mój ciepły oddech. W końcu gryzoń poruszył się niemrawo, mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Podniosłam głowę i rozejrzałam się uważnie, po czym zgarnęłam trochę mchu i rzuciłam koło istoty. Ta zabawa zaczynała mi się podobać. Po kolejnych kilku chwilach ogrzewania mysz, czy cokolwiek to było, zaczęła jeść. W tym momencie ze śniegu wynurzyły się kolejne trzy podobne stworzonka. Spojrzały na mnie z widocznym zaskoczeniem i niepewnością, odsunęłam się więc, by zachęcić je do ruchu. Dwa zajęły się kolegą, ostatni zaś ustawił się przede mną:
— Dziękujemy bardzo. Rzadko spotyka się tak szlachetne zwierzęta...
— Heh. - westchnęłam. W tej chwili coś przyszło mi do głowy. - Nie ma za co. Dla mnie to drobnostka.
— O, nie wątpię.
— Niestety, są też problemy, z którymi i ja sobie nie poradzę...sama. Czy mogłabym was o coś poprosić? Oczywiście, zaakceptuję odmowę. - zaznaczyłam.
— Ależ proś śmiało, moja droga! Byle nie było to zadanie ponad nasze siły, zrobimy to w mig.
~~~
— Z kim rozmawiałaś? - usłyszałam nagle znajomy głos. Uśmiechnęłam się, spoglądając na kłusującego w moją stronę pięknego ogiera. - Z krasnoludkami? - parsknął śmiechem, wyraźnie z trudem powstrzymując się od powitania mnie w bardziej czuły sposób, taki, na jaki według niego zasługiwałam.
— Nie, nie zgadłeś.
— To w takim razie były dżdżownice? - przekrzywił zabawnie głowę. W tym samym momencie na jego chrapach wylądowało coś białego. Oboje spojrzeliśmy w górę.
— No proszę, śnieg. Pogoda idealna na dzisiejszy dzień, czyż nie? - stwierdził radośnie.
— Dzisiejszy...? - zdziwiło mnie trochę to określenie.
— No, dziś Boże Narodzenie. - z wrażenia otworzyłam szeroko oczy. Jak to możliwe, że w tłumie trosk umknęła mi tak istotna rzecz? Jakąż ironią losu jest to Boże Narodzenie; z dala od rodziny, świątecznych przygotowań, dzień, w którym ma zostać przesądzony mój los. Mimo to uśmiechnęłam się lekko na dźwięk tych słów.
— Ach, tak. Boże Narodzenie...

15.12.2019

Od Miriady do Etsiina "Sytuacja bez wyjścia"

— Ja jestem narzeczonym. - wyrzekł ktoś głośno, po czym zapadła iście grobowa cisza, nie tylko w naszym gronie. Czułam się tak, jakbym dostała obuchem po raz drugi. Spojrzałam od razu w stronę głosu, którego właścicielem okazał się być ku memu zdziwieniu i ukontentowaniu zarazem...Etsiin. Dosłownie wszystkie oczy zwrócone były na niego, lecz ogier pewny siebie i gniewny wzrok, niczym stalowy pręt, utkwił w księciu Dain'ie. Pragnęłam w tej chwili rzucić mu się na szyję z wdzięczności. Muszę przyznać, że udało mu się mnie zaskoczyć. Do tej pory nieszczególnie się wyróżniał, właściwie dla nieznajomych wydawał się przeciętną, mało ciekawą osobowością, co nie miało oczywiście wpływu na moje uczucia. Aczkolwiek nieźle mi zaimponował.
— Och, gratuluję. - przerwał niezręczne milczenie wódz kułanów, jak zwykle serdecznym tonem - A zatem, jak widać, nie obędzie się bez walki o kopyto drogiej damy! Jak za starych, dobrych czasów...Czy podtrzymujesz swoje stanowisko, Etsiinie? - poczułam ukłucie niepokoju jednak, jak się okazało, niepotrzebnie.
— Tak. - odparł krótko ogier.
— Wobec tego niech pojedynek rozpocznie się jutro w samo południe, dokładnie w tym miejscu. Czy państwo zgadzają się na taki układ? - tym razem zwrócił się do całej naszej czwórki. Wszyscy pokiwaliśmy niemo głowami.
— Oczywiście, jednak preferowalibyśmy porę popołudniową. - dodała moja matka.
— Dla waszej mości - wszystko. - skinął łbem Khuvi Zayaa. - Walka wiadoma, możemy więc kontynuować zabawę. Dalejże, podaj mi tu nalewki, Hagir!
Odciągnęłam nieśmiało ukochanego od wpatrywania się w mojego niedoszłego partnera i stanęliśmy z dala od tłumu, by trochę ochłonąć. Spojrzałam ogierowi w oczy i tak zamarłam, nie potrafiąc wyrazić słowami wdzięczności i buzujących uczuć. Zresztą, oboje ich nie potrzebowaliśmy. Etsiin uśmiechnął się lekko, po czym wyciągnął szyję, próbując musnąć mnie wargami, jednak prędko się zreflektowałam i z bólem go odtrąciłam. Cofnął się o krok, z dokumentnie zdziwionym i urażonym wyrazem pyska.
— Lepiej, żebyśmy się powstrzymali, przynajmniej do czasu rozstrzygnięcia sprawy...mogliby to wykorzystać do szantażu, czy coś. - wyjaśniłam cicho. Po chwili pokiwał powoli głową.
— Racja. Chodźmy, nie będziemy tu stać jak kołki. - rzekł z uśmiechem.
Impreza ciągnęła się jeszcze do późnej nocy, jednak atmosfera wyraźnie się zagęściła, a my, konie, trzymaliśmy się na uboczu. Kiedy ostatni taniec dobiegł końca i wszyscy zaczęli przygotowywać się do snu, odetchnęliśmy z ulgą. Zebraliśmy się jak zwykle wieczorami razem. Pierwsza zabrała głos matka:
— Cholera. Dał nam niezły haczyk do przełknięcia. Ale mamy jeszcze czas, tak... - w tym momencie podniosła wzrok na nakrapianego towarzysza. - Jesteś pewien, że dasz sobie radę?
— Tak. - odrzekł ten spokojnie, jakby chodziło o zerwanie kwiatka.
— Musisz dać. Razem z Cardinanem spróbuję jeszcze jutro coś wyperswadować. Teraz proponuję się przespać i później przemyśleć sprawę na trzeźwo... - nikt nie protestował. Moja mama i strateg jak zwykle szybko zapadli w sen. Nasza dwójka wpatrywała się przez dłuższy czas w rozgwieżdżone niebo, jakby tam miało tkwić rozwiązanie konfliktu. Wreszcie nie wytrzymałam i szepnęłam błagalnie:
— Nie rób tego.
— Że co? - mruknął Etsiin, zaskoczony moją reakcją.
— Nie musisz nikomu niczego udowadniać. I tak cię kocham.
— Nie wierzysz we mnie? - bardziej stwierdził niż spytał ponuro.
— Nie, po prostu się o ciebie martwię. - odpowiedziałam jeszcze ciszej, spuszczając wzrok. Zapadło dłuższe milczenie. Dlaczego musimy przez coś takiego przechodzić? Czemu świat nie daje miłości rozkwitnąć? To nie fair, tak bardzo nie fair.
— Więc twoim zdaniem mam się wycofać i tak po prostu wydać cię w jego obślizgłe kopyta, a przy nałożyć na siebie hańbę? - odwróciłam głowę, zaciskając zęby. Tu miał rację, nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Po policzku pociekła mi samotna łza.
— Hej. - rzekł nagle łagodniejszym tonem ogier. Zmrużyłam oczy, czując jego wargi na swoim ganaszu. Wytarł kroplę, po czym na jej miejscu złożył czuły pocałunek. Uśmiechnęłam się, przytulając do ukochanego, by dzięki temu uczuciu bliskości choć na chwilę zapomnieć o troskach. Wkrótce oddałam się objęciom Morfeusza.

CDN

8.12.2019

Od Etsiina do Miriady ,,To ja."

Stałem z daleka, z uśmiechem oglądając Miriadę, zabawiającą młode kułany, które pełne entuzjazmu skakały wokół niej. Wydawały się naprawdę rozbawione. Piszczały i szeptały między sobą. Kilka młodych samic uplotło wianek pełen kwiatów i dało księżniczce. Wyglądała przepięknie. Widziałeś kiedyś jabłoń obrośniętą takimi małymi, białymi kwiatuszkami? Nie? To właśnie mi się z tym skojarzyło. Delikatność i zewnętrze, a także wewnętrzne, piękno. Zarżałem do niej z daleka, a ona uśmiechnęła się promiennie, machając pokręconą grzywą. Kułany po chwili w skupieniu doskoczyły do klaczy i wbiły w nią ciekawskie ślepia. Księżniczka zaczęła coś opowiadać. Zastrzygłem uszami, jednak niestety nie miałem możliwości usłyszeć żadnej z historii klaczy. Musiałem stać na czatach. Czułem w środku nieokreślony lęk. Coś cały czas nie dawało mi spokoju. Dotarliśmy tu w naprawdę długim czasie. Ale co jeśli misja zejdzie na niczym, a my wszyscy zostaniemy wypędzeni z domu? Dom... Tak długo go nie widziałem. A co jeśli więcej nie ujrzę? Wbiłem wzrok w Miri i rozmyślałem tak długo, aż zorientowałem się, że zapadał zmrok, a spotkanie księżniczki i młodziaków dobiegło końca. Westchnąłem cicho i zmieniłem się z Cardinanem, idąc w stronę izabelki.
- Cześć... - wymruczałem, przykładając chrapy do jej smukłej szyi. - Cudny wianek.
Klacz dała mi znak, abym go zdjął.
- Alergii można dostać. Ale i tak jest ładny. - odparła, a potem odwzajemniła mój wcześniejszy gest. - Co u Ciebie słychać? Wydawałeś się smutny gdy siedziałam z młodymi.
- Boję się, że misja się nie powiedzie i wszystko pójdzie nie tak. - skrzywiłem się na tę myśl i popatrzyłem na zmartwiony pysk Miriady.
- Dopóki wszyscy jesteśmy razem, damy sobie radę. Nie pozwolimy oddać naszych terenów. - wyszeptała miękkim głosem.
- I naszego domu.
- Prawda.

---

Minęło sporo czasu, prowadziliśmy pertraktacje, niekończące się rozmowy i inne męczące rzeczy. O ile rozmowa z kimś kto chce zabrać Ci dom jest naprawdę męcząca. Zaplanowano jakąś zabawę, która odbyła się niedługo potem. Tańczyliśmy, jedliśmy naprawdę dobre rzeczy, a jednak na twarzach Yatgaar, Cardinana, Miriady i mojej widać było jedynie sztuczny uśmiech, który był swoistą maską, przykrywającą gniew, niechęć i żal. Dopóki wszyscy jesteśmy razem, damy sobie radę. Przypomniałem sobie słowa ukochanej i odrobinę mnie to uspokoiło. Kręciłem się cały czas gdzieś przy niej, aby mieć pewność, że jest bezpieczna. Niedługo potem tańczyliśmy jakiś rytualny taniec, podczas którego Miriada zniknęła mi z oczu, topiąc się w tłumie tych osłów. Czym prędzej zacząłem ją szukać. Stała wraz z Dain'em, synem Khuvi'ego. Na. Samym. Środku. Ale to, co stało się później, zwaliło mnie z nóg.
- Droga Miriado, najmądrzejsza i najpiękniejsza z dam, uosobienie wszystkiego co dobre i szlachetne, czy zechcesz uczynić mi ten zaszczyt i zostać moją królową? - Dain podał jej naszyjnik. Poczułem, jakby otwierała się pode mną przepaść. Wargi zadrgały.
- Co się dzieje? - wycedziłem przez zęby. Nagle Yatgaar stwierdziła, że narzeczony jest wśród nas.
- Kimże jest narzeczony? - zapytał Khuvi. Rozejrzałem się. Miriada stała jak wryta w ziemię, z przerażonym wzrokiem.
- Ja jestem narzeczonym. - stawiłem krok do przodu, wbijając gniewny wzrok w Dain'a. Kułan zamarł, spoglądając na mnie. Zapadła grobowa cisza. Słyszałem jedynie szybkie stukanie serca w piersi i szum trawy.

<Miri?>


2.12.2019

Podsumowanie listopada

Dziś następne podsumowanie miesiąca, listopada, bardzo krótkie, lecz mimo to pragnę wam podziękować za kolejny, mile spędzony czas :)
A tak to się działo...
  A w listopadzie działo się tak, że...właściwie nic się nie działo. 7 opowiadań to trochę za mało, żeby wprowadzić istotne zmiany w życiu  postaci. Poza tym odnotowaliśmy jedynie dołączenie Macca i odejście Halt'a. O formularze dorosłych koni proszone są te same osoby, czyli właściciele Nivero oraz Leandera.
  Ten miesiąc, jak pewnie zdążyliście zauważyć, był ogólnie rzecz biorąc trudnym okresem dla blogosfery. Wielu z nas marzyło o wydłużeniu doby przynajmniej dwukrotnie. Ale członkowie Klanu Mroźnej Duszy nie mają w zwyczaju upadać, my po prostu badamy jakość podłoża. To zdecydowanie za mało, żeby nas złamać, czyż nie?
Usprawnienie systemu przechowywania SŁ
Aby ułatwić życie nam wszystkim, w dniu dzisiejszym zmieniliśmy formę przechowywania SŁ. Od teraz jest ono wspólne dla wszystkich postaci danego autora; najlepiej jest zobaczyć na własne oczy w Szmaragdowej kancelarii zmiany, aby zrozumieć, o co chodzi.
  Dzięki temu nie będziemy musieli już przeprowadzać skomplikowanych operacji przelewowych podczas zakupów, a uprzedzając pytania - nasze zasoby na tym nie ucierpiały i wszystko jest policzone co do łana! Do zobaczenia, kochani, w następnym poście, miejmy nadzieję, w formie opowiadania.
~Łowca much
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika