→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

10.08.2019

Od Shiregt'a do Mivany ,,Na zawsze"

Zaśmiałem się w duchu na słowa jeleniowatej klaczy. Cała ona, i cały ja. Zbliżyłem się do niej, tak, że prawie stykaliśmy się bokami. Wciąż nie do końca mogłem uwierzyć w swoje szczęście, na które prawdę mówiąc nie zasługiwałem. Jestem tylko prostym koniem, władcą jednego z wielu małych stad, zdobyczą dla wilków, niedźwiedzi i innych drapieżników. Ale w tej chwili to chyba najmniej ważne.
— Dobrze, że już wróciłaś. - westchnąłem cicho, w tym jednym zdaniu pragnąc zawrzeć wszystkie towarzyszące tej sytuacji uczucia. Moja towarzyszka uśmiechnęła się lekko i oparła delikatnie głowę na mojej szyi. Chłonąłem z radością dotyk ciepłego, znajomego ciała. Staliśmy tak dłuższą chwilę, obserwując pasące się w dole kopytne. Nieoczekiwanie zza drzew przesłaniających część widoku na schodzące dosyć stromo w dół zbocze wyłonił się...Boroo. Odskoczyliśmy od siebie z Mivaną jak oparzeni, starając się przybrać jak najbardziej naturalne pozy. Dlaczego? Sam nie wiem, ale na pewno nie mogliśmy zostać w bezruchu.
— Przepraszam, że przerywam. - odezwał się koziorożec, zatrzymując się kilkanaście kroków przed nami - Ale szukają cię tam na dole. - tym razem zwrócił się wyraźnie do mnie.
— Aha. - pokiwałem głową bez przekonania, ruszając we wskazanym kierunku i unikając kontaktu wzrokowego ze zwierzęciem. Klacz uczyniła to samo, nic nie mówiąc.
Na miejscu zastaliśmy dwójkę ogierów stojących naprzeciwko siebie, pilnowanych przez wojskowych, oraz gromadę dyskretnych gapiów nieco dalej. Z wyjaśnień strażników wynikało, że między Zee a Takhalem doszło do całkiem ostrej bójki w ramach jakichś prywatnych porachunków. Sytuacja została opanowana, pozostało czekać na werdykt o karze za ten wyczyn. Przeleciałem wzrokiem po oczekujących w napięciu panach, poważnych stróżach, obojętnym jak zawsze Boroo, kończąc na mojej ukochanej...po czym westchnąłem cicho, przymykając oczy, i uśmiechnąłem się lekko.
— Nie jestem dziś w nastroju. - mruknąłem pogodnie, zbliżając się do winnych. - Odejdźcie, i nie grzeszcie już więcej. - dodałem prawie że patetycznym tonem. Słyszałem, jak mój towarzysz parsknął śmiechem, aczkolwiek ogiery ukłoniły się tylko stosownie i powoli zaczęły iść w kierunku reszty stada z wzrokiem wbitym w ziemię.
— Wy też, wracajcie na swoje stanowiska. - usłyszałem obok siebie pewny, rozkazujący głos. Spojrzałem na uśmiechniętą Mivę, w którą najwyraźniej wstąpił dawny duch dowódcy legionów. Skończyłem jednak podziwiać tę scenę i ustawiłem się na wprost niej, dodając sobie śmiałości przez trochę nerwowe machanie ogonem.
— To czysta formalność, ale myślę, że to dobry moment. - klacz posłała mi zdziwione spojrzenie - Kocham cię, Mivano...i chcę, żeby tak było już zawsze. Czy zostaniesz moją partnerką? - dygnąłem lekko, czekając w napięciu na reakcję.
<Mivana? Teraz już na serio XD>

10.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,W domu"

Serce waliło mi jak oszalałe, jak gdyby chciało wyrwać się z mojej piersi i rzucić Shiregt'owi pod kopyta. W brzuchu czułam istną rewolucję, a w głowie szumiało jak w ulu. Miałam wrażenie, że zaraz po prostu padnę, jak te wszystkie wysoko urodzone klacze z opowieści matki. Bądź co bądź, również byłam arystokratką, a sytuacja wydawała się jak najbardziej odpowiednia. Nic takiego się jednak nie stało. O oddychaniu przypomniałam sobie dopiero wtedy, kiedy moje spragnione tlenu płuca wzięły niejako za mnie oddech. Z moich chrap uleciał obłok pary.
- Shiregt, ja... - starałam się jakoś ubrać w słowa wszystko, co czuję. Wiedziałam jednak, że gdybym chciała mu to wytłumaczyć, musiałabym opowiedzieć historię całego swego żywota. Cofnęłam się o krok, okazując niezdecydowanie. Od razu zbeształam się w myślach. Miva, serio? Przez tyle lat czekasz, aż odwzajemni twoje uczucie, a teraz chcesz uciec? Nie sądzisz, że za dużo w życiu uciekasz? - Nawet nie wiesz, jak długo na to czekałam.
Zamiast dać tej niepewnej twarzy czas na otworzenie się i skomentowanie tego jakoś zrobiłam najbardziej odważną rzecz w swoim życiu. Dwa przeżyte pożary lasu? Nah. Skopanie tyłka różnym intruzom? Pff, to każdy robił. Wybranie się w samotną podróż po Mongolii i wkroczenie na tereny innego stada? To też już było. Nieee, ja szybkim ruchem znalazłam się przy gniadoszu, łącząc nasze wargi w pocałunku. Z początku zszokowany, Shiregt zaraz stał się panem sytuacji. Czego ty byś chciała, w końcu jest dużo bardziej doświadczony. Z początku delikatny, wręcz przyjacielski, nasz kontakt z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny... Mimo roztaczającej się po moim ciele fali rozkoszy oderwałam się od niego. Nie odeszłam, lecz oparłam swoją głowę o jego. Z uśmiechem starałam się uspokoić, jednak zamiast tego zaczęłam drżeć, opanowując chichot. Monarcha odsunął się nieznacznie, rzucając mi pytające spojrzenie.
- To nic, tylko - prychnęłam - Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, po prostu strasznie się cieszę.
- W takim razie, ja również - szepnął, obejmując moją szyję. Było mi bardzo przyjemnie, czując jego ciepło i będąc świadomą jego bliskości. Staliśmy tak w milczeniu jeszcze chwilę, zupełnie jakbyśmy nie byli pewni, czy to wszystko prawda. Przynajmniej ja nie wierzyłam w swoje szczęście. Potem, wciąż wciąż wtuleni w siebie, ruszyliśmy powolnym krokiem przez las, bez żadnego celu i kierunku, napawając się swoją obecnością i pięknem przyrody.
- Hej - podjęłam, zatrzymując się nagle. Od razu przypomniałam sobie moją ksywkę z dzieciństwa.
- Hm..?
- Nie sądzisz, że stado może trochę potrzebować, no nie wiem... Ich przywódcy? - Odsunął się ode mnie jak oparzony. Spojrzałam na niego z nieskrywanym rozbawieniem - Ja wiem, że te kilka koni to tylko drobny szczegół, który można przeoczyć, ale chyba musimy wracać.
- Chyba? - spojrzał na mnie pozornie spokojny, jednak widziałam cień niepokoju czający się w jego oczach. Byłam świadoma, że bycie władcą wymusza na tobie dbanie o swoich, jednak Shi traktował każdego niemalże jak rodzoną matkę.
Szybkim truchtem dotarliśmy do charakterystycznego wgłębienia, gdzie zwykle stacjonowaliśmy, znajdując się nad Chirgis. Na dole leniwie pasł się klan. Mój Klan Mroźnej Duszy. W moich oczach zakręciły się łzy, kiedy uświadomiłam sobie, jak bardzo brakowało mi tego widoku. Jestem w domu.
- Widzisz? Nikogo nie zjadło. Możesz już wziąć wdech - odezwałam się z lekko łamiącym się głosem.
Ogier, jakby widząc czytając mi w myślach, podszedł bliżej.
- Dobrze, że już wróciłaś.

Shiregt? Postanowiłam, że dam ci się wypisać przed wyjazdem, hie hie

10.08.2019

Od Mint do Mivany „Zakończyć żywot”

Jedna chwila. Jeden oddech. Całe moje starania wyrobienia sobie autorytetu poważnej klaczy legły w gruzach, gdy moje wargi zetknęły się z wargami Mivany w zdającym się nigdy nie mieć miejsca pocałunku. Tak nierealnym, odległym i dziwacznym, a jednocześnie obcym geście. Wszystko to przez jedno głupie osunięcie kopyta, które nieświadomie zaważyło o losie moich zbolałych warg. Fala obrzydzenia otuliła mnie grubym płaszczem, zakrywając niemalże każdą część mojego ciała. W moje mięśnie wstąpił prąd, który nieporadnie popchnął moje kończyny na bok. Przewróciłam się, stykając się plecami z twardym gruntem, który przywołał moje myśli do porządku. W gardle zastygło mi nieme „wybacz”, a moje policzki nieoczekiwanie zaczęły płonąć. Czułam, jak ogień zjada kolejne płaty skóry na moim pysku, z satysfakcją sięgając po kolejne. Przymknęłam powieki, chłonąc kojącą ciemność, która ogarnęła moje ciało niczym strumienie krystalicznej wody. Znowu uciekłam w swój własny, fikcyjny świat pustki, pragnąc rozpaczliwie odciąć się od rzeczywistości. Trzy. Dwa. Jeden. Ogarnij się. Wstałam, mając wrażenie, iż dźwigam na swoim grzbiecie ciężar grzechów całego świata. Szybkich, chaotycznych gestów, które kuszą swą prostotą.
- Przepraszam- wyszeptałam, spuszczając wzrok- Powinnam bardziej patrzeć pod nogi- powiedziałam, mając skrytą nadzieję, że został mi jeszcze, choć okruch godności. Czyżbym bała się braku chwały u wroga? Swoją drogą pod nogi. Zdałam sobie sprawę, że topiąc się, we własnych egoizmie z chęcią bym ją zdeptała. Łamiąca się kość, po łamiącej się kości...
-Mint?- usłyszałam zaniepokojony głos jeleniowatej klaczy- Co... to... miało...być.
-Osunęła mi się noga i na ciebie wpadłam. Nie rozumiem co w tym skomplikowanego- odrzekłam, odruchowo otrzepując się. Najbardziej niepokojące jest to, że jeśli widział to cały klan, to szykuje się sensacja plotkarzy. W końcu nie mają nic lepszego do roboty. Rozejrzałam się, lecz moje spojrzenie nie natrafiło na żadną żywą duszę prócz stojącej przede mną Mivany. Choć nie byłam do końca pewna swoich założeń, spłynęła po mnie lawina ulgi.
-A-ha. To do zobaczenia- zmierzyła mnie wzrokiem, po czym zaczęła się oddalać, dodając tej chwili dodatkowe dwie szczypty niezręczności. Coś mi mówi, że jeszcze się dzisiaj zobaczymy. Idąc za jej przykładem, skierowałam swoje kroki w przeciwną stronę. Mint Mirdelli, jeśli faktycznie twoi rodzice czyhają gdzieś na nieboskłonie, to muszą być bardzo załamani. Nagle poczułam jak grunt się pode mną... zapada. Na wpół zdziwiona, a na wpół przestraszona zaczęłam machać kopytami w bardzo szybkim tempie. Chwilę później znalazłam się pomiędzy ukochaną ciemnością... Moja godność chyba właśnie zakończyła swój żywot.
<Miv? Nie zjadaj >.< >

9.08.2019

Od Shiregt'a do Mivany ,,Jesteś..."

Ułożyłem się w miękkim, świeżym puchu obok Mivy, modląc się, by ta chwila mogła trwać wiecznie. Patrząc w niebo, równocześnie wodziłem wzrokiem po kokieteryjnych liniach mojej towarzyszki. Widok klaczy tańczącej, mimo że niezgrabnie i dość nieporadnie, przyprawiał mnie o szybsze bicie serca. Czułem się jak we śnie. Obłoczki pary unosiły się z naszych chrap, rozpływając się w powietrzu. Ale nic nie trwa wiecznie. Zwłaszcza to, co dobre. Magia chwili musiała ustąpić miejsca brutalnym faktom. Gdy już oboje trochę odpoczęliśmy i wyschliśmy, ona odwróciła powoli głowę w moją stronę i odezwała się jako pierwsza:
— To co się między nami stało... - urwała, unikając kontaktu wzrokowego. W jej głosie przebijały się wewnętrzne rozterki i niepewność, nie czuła się przy mnie bezpieczna. Nie mogłem się jej dziwić. Moje postępowanie było dość chaotyczne, by zdenerwować samego poczciwego Byorna. Przeżyłem naprawdę błogie chwile, ale teraz, gdy uświadomiłem sobie, że to rzeczywistość i emocje nieco opadły, trochę żałowałem swojej porywczości. 
— Przepraszam jeszcze raz za to...Ten pocałunek. Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. - spuściłem wzrok, starając się, by zabrzmiało to jak najszczerzej. By wiedziała, że nie mu się mnie bać. 
— Nie powinieneś. - potwierdziła. - Ale... - na moment nasze spojrzenia się spotkały. W oczach Mivany było coś dla mnie nieodgadnionego. Bardziej, niż zwykle. - Mint nauczyła cię nieźle całować. 
— Och. - tylko tyle byłem w stanie wydusić. Mimo woli na wspomnienie siwki coś we mnie drgnęło. Do umysłu wkradła się nieprzyjemna myśl. Porzuciłeś bezlitośnie miłość od nastolatka, po czym niedługo potem...zakochałeś się ponownie? Brawo. 
To nie była miłość, tylko zauroczenie. Ja i ten gniadosz to zupełnie inna bajka. - odparowałem, odsuwając takie niedorzeczne koncepcje na dalszy plan. Nagle klacz stanęła na równe nogi i rozejrzała się po pustej, zaśnieżonej polanie.
— Chodźmy do stada. - rzuciła cicho. Gdy tylko podniosłem się z ziemi, postawiła pierwszy krok przed siebie.
— Zaczekaj. Proszę. - dodałem szybko, licząc, że taka kombinacja słów odniesie lepszy efekt. Odwróciła się w moją stronę, wciąż nie podnosząc wzroku.
— Jeżeli nasza przyjaźń kiedykolwiek coś dla ciebie znaczyła, wysłuchaj mnie. - wziąłem głęboki wdech.
— Jesteś słońcem na niebie w którego blasku się grzeję.
Jesteś podporą twardą jak skała, która nie wietrzeje.
Jesteś ulewą i wichurą, w której świat szarzeje, 
Ale bez niej żadna roślina nie dojrzeje.
Jesteś słodyczą jagód i życiodajną wodą.
Jesteś na smutki i trudy metodą.
- Mówiłem powoli, wyrzucając z siebie wszystko, co leżało mi na sercu. - Długo to ignorowałem, tłumiłem. Chciałbym to logicznie wytłumaczyć, lecz...nie potrafię. Nie umiem bez ciebie żyć. - zamilkłem na chwilę, przymykając oczy. Czy ona może czuć to samo? Znalazłem w sobie wreszcie jakieś pokłady odwagi. Raz się żyje. - Kocham cię, Mivano Kataxo.
<Mivana? Ba dum tss>

9.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Chaotyczne sygnały"

Wdech wydech, wdech wydech. Dawaj Mivana, musisz dać się ponieść emocjom, to chyba tak działa. Tylko nie za bardzo, Shiregt ma dożyć waszego wesela.
- Nauczysz mnie tych kroków? Nie przypominają mi tego, co zwykle robimy na święta.
- Jeżeli mi zaufasz, spróbuję nas poprowadzić - odparł. Z jakiegoś powodu nie wydawał się tak pewny siebie, jak zazwyczaj. Czy to moje zniknięcie go tak zmieniło? Nie, to niemożliwe. Chociaż...
- Tobie zawsze - z nieśmiałym uśmiechem stanęłam u jego boku.
Ruszył przed siebie wysoko unosząc nogi, po czym zatrzymał się, kłaniając. Poszłam w jego ślady, już zaraz zabierając się za ustawianie nóg na krzyż, przesuwając się na prawo. Powtórzyliśmy tą czynność w drugą stronę. Wspinając się, zaczęliśmy kręcić koła wokół własnej osi. Prychnęłam rozbawiona, widząc swoją nieporadność. Rytm tańca wbił się mi w głowę tak bardzo, że nie wiedząc kiedy, zaczęłam nucić jakąś melodię, nadającą temu wszystkiemu jednego tempa i dodatkowego wyrazu. Wcześniejsze uczucia odrzuciłam w kąt, starając się cieszyć z trwającego momentu. Motyle latały jak oszalałe w moim brzuchu, a ja dałam się zahipnotyzować ładnie wyrzeźbionemu, brązowemu koniowi stawiającemu wyćwiczone kroki z gracją. Wirowaliśmy, jakby na całym świecie liczyła się tylko para
kopytnych z Mongolii, niepotrafiąca określić, czym dla siebie są. Myślałam, że już całkiem dobrze mi idzie, jednak brak doświadczenia i chwilowe odcięcie się od rzeczywistości spowodowało, że potknęłam się o jakiś pniak. Skąd on się tu wziął? Wylądowałam na plecach, czując zimną warstwę roztapiającą się pod wpływem mojego ciepła. Tak się niszczy wszelki romantyzm. Mimo tych warunków, zaraz do mnie dołączył gnidosz, padając z westchnieniem nieopodal. Leżeliśmy w ciszy, delektując się wspomnieniem tańca i uspokajając oddech. Magia musiała jednak kiedyś odejść. Potrzebowałam wyjaśnień, świadomości, na czym stoję. Wszystkie jego gesty były z jednej strony tak przejrzyste, a z drugiej tak chaotyczne, że już naprawdę nie wiedziałam, co o tym myśleć.
- To co się między nami stało... - zaczęłam niepewnie, kierując spojrzenie z nieba na pysk władcy.
- Przepraszam jeszcze raz za to... Ten pocałunek. Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać - widać było, że ta sytuacja również i jego wprawia w zakłopotanie. Jak raz musiałam przyznać, że wykazał się brakiem pomyślunku.
- Nie powinieneś. Ale... - Podobało mi się - Mint nauczyła cię nieźle całować - Brawo Miv, ty naprawdę chcesz być starą panną.
- Oh.
Znowu zapadła chwila milczenia, tym razem zdecydowanie dłuższa. Te wszystkie niedopowiedzenia sprawiały, że nie potrafiłam cieszyć się z samej jego obecności. Czułam, jak powietrze między nami powoli gęstnieje, nie pozwalając na spokojny oddech. Bez uprzedzenia zerwałam się na równe nogi.
- Chodźmy do stada - rzuciłam, unikając jego spojrzenia.

Shi? Wiem, to jest tak chaotyczne, jak działanie naszego władcy, ja wiem

4.08.2019

Śmierć NPC

Z dzisiejszym postarzaniem żegnamy jednego z bardziej wybuchowych, ale zasłużonych członków klanu - Spear'a, zmarłego śmiercią naturalną. Niechaj spoczywa w pokoju [*].

4.08.2019

Podsumowanie lipca

Jak co miesiąc, pojawia się podsumowanie miesiąca minionego, czyli lipca. Połowa wakacji już, niestety, za nami...
RZECZY WAŻNE I WAŻNIEJSZE
W tym miesiącu mieliśmy sporo nieobecności, w końcu jak wakacje, to wiele osób ma też różnorakie wyjazdy/wycieczki/obozy/kolonie (niepotrzebne skreślić).  Łącznie napisaliśmy 35 postów, co nie jest zbyt zadowalającą liczbą, ale tragedii też jeszcze nie ma. W związku z comiesięcznym postarzaniem, właściciele wymienionych postaci są proszeni o nowe formularze dorosłych koni lub nastolatków: Takhal, Naris, Nivero, Siraane, Naero, Leander. 
Temtsel Dotood, z powodu natłoku obowiązków i dużej liczby wyjazdów, zostaje przesunięty na następny miesiąc, czyli wrzesień. Przypominamy też o trwającej ankiecie na postać miesiąca.
WSZELKIE NOWOŚCI FABULARNE
Postów w lipcu było niewiele, ale to nie znaczy, że nic się nie działo! Na początek sprawa, która chyba najbardziej zwraca uwagę wszystkich, to jest zawiłe poszukiwanie się nawzajem dwójki strapionych serc: Mivana powraca do naszego klanu, podczas gdy nasz umiłowany władca zdaje sobie sprawę z własnych uczuć. Ale czy to koniec? Oczywiście, że nie! Zima wcale nie ochłodziła miłosnych zapędów w klanie, bowiem i między Miriadą oraz Etsiinem sprawy zaczynają się...układać lub komplikować, zależy jak na to spojrzeć. Grupa naszych przedstawicieli wreszcie dotarła do stada kułanów. Każdy scenariusz jest na razie możliwy. Nie należy też zapominać o zwykłych członkach, przeżywających nowe przygody, zawierających nowe znajomości... Niby "tylko" 35 postów.

To byłoby na tyle, jeśli chodzi o lipiec. Dziękujemy za uwagę :D

~Kromek i ekipa SZAPULUTU
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika