→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

4.05.2019

Od Mint „Nazywam się Mivana” - quest 2 z grupy ∥.


Szłam przed siebie rozluźniona, zupełnie nie spodziewając się nagłej zmiany mojego nastoju. Przymknęłam oczy, chowając się w cieniu przed wszechobecnym ciepłem. Lendo przysiadł na moim grzbiecie i coś cicho nucił w rytm moich powolnych kroków. W końcu zatrzymałam się i zwiesiłam głowę ku ziemi.
-Jaka... samotna kruszynka- usłyszałam za sobą. Dźwięk ludzkiego głosu zupełnie mnie zdezorientował, więc nie wiele myśląc, gwałtownie obróciłam się na zadzie. Ujrzałam niską kobietę o wyraźnych rysach sylwetki. Wyglądała na dość młodą, lecz mogła też równie dobrze być starsza. Niezbyt znałam się na ocenianiu wieku u ludzi. Obrzuciła mnie hipnotyzującym spojrzeniem szarych niczym delikatne tawuły, kiedy pada na nie cień. Miała grzywkę w kolorze dojrzałej wiśni, a reszta jej głowy była ogolona. Nie wyglądała na kogoś, kto na co dzień obcuje z końmi. Zarżałam rozpaczliwie, kiedy nagle gruby sznur, którym uprzednio rzuciła w moim kierunku, zacisnął się na mojej szyi. Białogłowa działała szybko, zanim zdążyłam logicznie nad czymś pomyśleć, więc byłam zdana na swój własny instynkt. Uniosłam przednie nogi ku górze i poczułam, jak się pocę i jaką rzeczywiście jestem bezsilną kruszynką w tej sytuacji. Jednak nie poddałam się. Ruszyłam przed siebie wyciągniętym galopem. Przebierając kończynami w błyskawicznym tempie, odwróciłam łeb, aby ujrzeć cóż takiego dzieje się za moimi tylnymi kopytami. Kobieta próbowała utrzymać sznur, jadąc po trawie na brzuchu. Miałam wrażenie, iż jej wyraz twarzy był definicją miny naprawdę strudzonego człowieka. Z satysfakcją wypisaną na pysku odskoczyłam, odrzucając niewiastę na bok. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ usłyszałam za sobą strzał. Przyspieszyłam kroku, gdy nagle przede mną wyrósł wysoki brunet. Ludzie są bardziej nieprzewidywalni, niż dotychczas myślałam. Kiedy mijałam go, poczułam ukłucie w boku i palący ból paraliżujący moje ciało. Wbrew własnej woli upadłam niczym długa na ziemię. Próbowałam się podnieść i biec dalej jako wolna dusza po stepach Mongolii, lecz moje starania szły na darmo- a ruchy, które wykonywałam były coraz to powolniejsze. W końcu zaprzestałam jakichkolwiek prób ucieczki. Byłam w pułapce i nie miałam szans się z niej wydostać. To przykre uczucie, kiedy koń zdaje sobie z tego sprawę, lecz kto powiedział, iż zawsze w życiu będzie miło, kiedy nas tworzył. Mężczyzna podszedł do mojego boku i szybkim ruchem usunął dziwny patyk z mojego ciała, choć wciąż nie wiedziałam jakim cudem to coś wbiło się do mojej skóry. I chyba wolałam nie wiedzieć...

                                                    ~~*~~

Dałam się gdzieś doprowadzić na jakiejś linie, która oplatała mój pysk i wiodła aż do miejsca, w którym zaczynała się grzywa. Zwyczajnie nie miałam siły protestować. Ciągle przed moimi oczyma pojawiały się mroczki, a przez pierwsze parę minut wędrówki, pomimo zaprzestania biegu wciąż się bardzo pociłam, co było... w sumie dość przyjemne w ten upalny dzień. Teraz jednak na niebie zaczęły zbierać się ciemne, burzowe chmury, a przenikliwy wiatr syczał mi w uszach. Gdyby pogoda była klaczą, z pewnością miałaby bardzo zmienny charakter... Pewnie mało który ogier by z nią wytrzymał... Westchnęłam, spuszczając łeb. Ze mną już jeden się wykończył. Przynajmniej to mi zasugerował swoją wypowiedzią... Poczułam, jak gorycz przechodzi całe moje ciało od kopyt, aż do koniuszków uszu. Tak, pragnęłam miłości. Tak, pragnęłam wiernego przyjaciela. Tak, pragnęłam wiedzieć, iż ktoś mnie choćby uwielbia. A teraz nawet po Lendzie słuch zaginął. Świetnie się zapowiada. Zwłaszcza, iż parę najbliższych dni miałam spędzić u ludzi. Minęliśmy parę budynków wraz z brunetem będącym, jak już zresztą wspomniałam- na przodzie. Cały czas towarzyszyło mi uczucie, że czegoś się nawąchałam i to czegoś niezbyt dozwolonego. Nie czułam jednak tej cudownej euforii... Nie, to nie mogły być ziółka. W jakim celu miałabym je mieć podane? Prychnęłam zdegustowana, kiedy człowiek próbował mnie wprowadzić do jakiegoś ciasnego pomieszczenia. I nagle stało się coś, czego kompletnie się nie spodziewałam. Odzyskałam energię i światłość umysłu. A czegóż mój mózg pragnął teraz najbardziej? Spieprzenia stąd najszybciej jak się da. Perspektywa udanej ucieczki wydawała się tak realna i kusząca... Wybiegłam z budynku co sił w nogach, przewracając mężczyznę. Zarżałam, przez chwilę czując smak zwycięstwa, lecz wciąż nie zwalniając kroku. Po chwili jednak zorientowałam się, że nie pamiętam, gdzie teraz trzeba było się udać w tym labiryncie dziwnych ścieżek. Ta chwila wystarczyła, abym znowu poczuła to dziwne ukłucie i paraliżujący ból przez parę sekund po nim. Byłam uwięziona. Nie tylko we własnym ciele, ale także wśród dwunożnych. Chyba musiałam to w końcu naprawdę pojąć. Niby cały czas gdzieś tam zdawałam sobie z tego sprawę, ale... Zresztą, zapewne i tak, zanim zdążę pomyśleć, znowu zrobię coś nieplanowanego. To uczucie, że mogę się zawieść na samej sobie — zresztą nie po raz pierwszy, a w dodatku w każdej chwili było dość dziwne i nietypowe. Choć jako tak popierdolony koń powinnam je czuć cały czas.

                                                       ~~*~~
Będąc tu parę dni, zdążyłam poznać kogoś jeszcze. Dziewczynę o włosach dość krótkich, ale spektakularnych. Wpadały w odcień blondu, lecz wyróżniały się także na nich brązowe pasemka. Miała uroczy, zadarty nos oraz pełne wdzięku delikatne usta. Cóż ją jeszcze wyróżniało? Z pewnością wyjątkowy styl bycia- wszędzie zabierała ze sobą notatnik i długopis, okazjonalnie coś tam bazgrząc. Dość młoda i ambitna. Jednak robiła również jakieś dziwniejsze rzeczy, które zwróciły moją uwagę. Malowała kurze jaja kolorowymi farbkami i ciągle coś czyściła. Próbowała także mnie dosiadać- za każdym razem z marnym skutkiem. Widziałam jednak w jej oczach nieopanowaną miłość, szczególnie gdy zwracała się do mnie "Mój konik". Zdążyłam już jednak do tego przywyknąć, choć wciąż te słowa pozostawiały dziwne uczucia u mnie. Dziś, kiedy jednak do mnie przyszła powiedziała coś, co wprawiło mnie w jeszcze większe zaskoczenie, gładząc mnie po chrapach.
-Nazwijmy Cię zatem ... Mivana- uśmiechnęła się.
-Czyżbym się przesłyszała?- pomyślałam, czując, jak moje serce rozrywa się na części, kiedy słyszę to imię. Mivana też miała duży udział w mojej zmianie. Choć kto powiedział czy dobry?
-Tak się cieszę, że Cię mam- po jej policzkach zaczęły płynąć łzy- Czuj zaszczyt bycia moim najlepszym prezentem urodzinowym-złożyła mi pocałunek w czoło. Zdezorientowana cofnęłam się. Nazwanie mnie prezentem kojarzyło mi się zbyt mocno z przeszłością, pomimo tego, iż nie miałam podstaw do takich skojarzeń. A może po prostu czułam się wtedy bardziej wyjątkowa- niczym pakunek od losu dany pewnym koniom, których nigdy nie zapomnę?
-Córeczko, chodź na śniadanie — usłyszałam głos, którego źródła nie widziałam jednak nigdzie.
-Już, już- odrzekła, niechętnie ode mnie odchodząc-Miłej Wielkanocy.
Czy to oznaczało, iż spędzę święta u ludzi? Uh, nie mogłam myśleć samymi negatywami. W końcu poznałam jeszcze kogoś, u kogo czuję się kochana. Czułam, że ta dziewczyna ma naprawdę dobre serce i że nie chcę go łamać. Jednak musiałam kiedyś wrócić do klanu...
                                                               ~~*~~
Następnego dnia Zuzanna- bo w końcu poznałam imię mojego jeźdźca, przyszła do mnie z opaską, na której były przyczepione zajęcze uszy. Niezbyt rozumiałam, po co to zrobiła, ale zanim zdążyłam się namyśleć, założyła mi ją na głowę. Machnęłam łbem średnio zadowolona i prychnęłam.
-Musisz ładnie wyglądać. Będziesz mi pomagać w szukaniu jajek. Jak będziesz grzeczna, to coś dostaniesz- poklepała mnie po szyi. Czyżby to był jakiś kolejny dziwny zwyczaj ludzi? Chyba nigdy nie zrozumiem dwunożnych. Obietnica, że coś dostanę, była jednak kusząca. Kiedy jednak wyprowadziła mnie na podwórze za pomocą czegoś, co nazywa się kantar, usłyszałam szept jej rodziców.
-Może pokryjemy ją jakimś ogierem? Będzie miała źrebaczki na sprzedaż...
- Myślisz, że Zuza nie będzie protestowała w ich wystawieniu? Za dobrze ją znam.
-Ona nie musi o niczym wiedzieć.
Te słowa sprawiły, iż całkiem się spięłam. Ludzie to jednak ludzie. Nie powinnam tu zostawać. Przyspieszyłam kroku, już tak bardzo nie wlekąc się za swoim jeźdźcem. Postanowiłam wybadać teren. Skoro będziemy, czegoś szukać to będzie to idealna okazja do tego.
                                                      ~~*~~
Po paru godzinach spędzonych z Zuzanną znalazłyśmy wszystkie jajka, lecz ja niczego ciekawego nie wypatrzyłam. Żadnego skrótu, ciekawej ścieżki. Musiałam po prostu uciec. Kiedy więc Zuza prowadziła mnie do stajni i upewniłam się, że w pobliżu nie ma nikogo z tymi dziwnymi strzałami, po prostu przewróciłam ją i pognałam na oślep przed siebie.
-Żegnaj- pomyślałam- Kiedyś ci się odwdzięczę za tyle dobroci..

3.05.2019

Od Shiregt'a do Mivany ,,Ogarnij się!"

W duchu westchnąłem z ulgą, słysząc głos przyjaciółki całej i zdrowej. Podniosłem się z ziemi i podszedłem jak najbliżej punktu, w którym w ciemności była ,,zawieszona" para ślepi mojej towarzyszki, by nie stracić jej z oczu. Samotność w takim miejscu była wysoce niewskazana.
— Musimy znaleźć wyjście. - rzekłem stanowczo na potwierdzenie jej słów.
Ruszyliśmy powoli, ostrożnie przed siebie, z wyciągniętymi szyjami. Po pewnym czasie pyskiem trafiłem na mokrą, skalną ścianę, co świadczyło o fakcie, że w tym miejscu tunel zakręcał. Z ciekawości zaraz podniosłem łeb do góry, niczego jednak nie wymacałem. Musiał być wyższy od niejednego konia. Odeszliśmy na bok od przeszkody. Zdążyłem zrobić ledwie parę kroków, kiedy poczułem coś dziwnego pod kopytami.
— Zaczekaj. - szepnąłem, cofając się i pochylając nad niewidoczną w ciemności rzeczą. Po chwili usłyszałem cichy szelest; Miva również się zainteresowała. Dotknąłem delikatnie przedmiotu wargami. Zimny metal...zatem musi to być robota człowieka.
— Chyba tworzy prostą linię. - oznajmiła klacz. Podszedłem nieco.
— Obok jest taka sama, równoległa. - odparłem. Kolejnym elementem układanki okazały się krótkie kawałki desek pomiędzy nimi. Po pewnym czasie, kiedy poznaliśmy już każdą nierówność na powierzchni dziwnego tworu, oboje rozejrzeliśmy się po...zasadniczo mrocznej próżni wokół. Odchrząknąłem, po czym zaproponowałem:
— Pójdźmy wzdłuż tej...konstrukcji. - powietrze było zimne i wilgotne, oczy Mivany jarzyły się słabo, ale jednak odbijały jakieś światło.
— Yhm. - mruknęła z entuzjazmem, lecz zaraz potem dodała: - A...w którą stronę?
— Zatem wybieraj. - nie byłem w stanie zobaczyć jej wyrazu pyska, ale po tonie wypowiedzi nietrudno było rozpoznać u niej zaskoczenie i prośbę:
— Wolałabym, żebyś mimo wszystko to ty poprowadził, Shi.
— Wy, klacze, macie lepszą intuicję. My jesteśmy od rozwalania. - odpowiedziałem, na co oboje zaśmialiśmy się krótko. Moja towarzyszka westchnęła ciężko i po krótkiej chwili milczenia zadecydowała nieco drżącym głosem:
— W lewo. - rozległ się wolny stukot kopyt na kamieniu. Szliśmy blisko siebie, czasami wręcz stykając się bokami, byle się nie zgubić nawzajem. Szczęśliwie nie minęło dużo czasu, kiedy gdzieś na końcu korytarza ujrzałem mały, biały punkcik. Światło. W pierwszym odruchu miałem ochotę ruszyć przed siebie galopem, ale powstrzymałem się i dałem upust swojej radości poprzez rżenie. Echo odbiło się wielokrotnie od skał i wywołało wilka z lasu, a raczej nietoperza z ciemności. Przeszliśmy, trochę spłoszeni, do kłusa na dłuższą chwilę, co przyspieszyło naszą wędrówkę ku zbawieniu. Wkrótce wyszliśmy na zewnątrz w nieznanej okolicy. Metalowe pręty ciągnęły się dalej po usypanym ze żwiru wale, aż po horyzont. Po jednej stronie mieliśmy las, po drugiej połacie stepu z zarysem gór w oddali. Pogoda już się uspokoiła, słońce przygrzewało miło; po ulewie pozostała tylko masa kałuż i wilgoci na wszystkim wokoło.
— Wiesz...chyba mam już na dzisiaj dość lasu. - skrzywiłem się lekko, spoglądając w prawo.
— Ja też. - Miva pokiwała głową. Staliśmy wciąż w tym samym miejscu, rozglądając się po okolicy i przysłuchując tajemniczej melodii nieznanego nam do tej pory ptaka, siedzącego na którymś z granicznych drzew. Oboje byliśmy świadomi, że nie zdołamy odnaleźć drogi powrotnej do wieczora, a po zmierzchu lepiej było nie włóczyć się po mongolskich rubieżach. Za to stado zapewne już nazajutrz wyśle po nas jakąś grupę poszukiwawczą. Będzie niezłe zamieszanie...No cóż...mówi się trudno, żyje się dalej, tak?
— Chodźmy. - przerwałem ciszę, ruszając w dół ku otwartej przestrzeni.
Zatrzymaliśmy się pod samotnym dębem. Nie mając żadnej konkurencji, wyrósł na rozłożyste i potężne drzewo o licznych, poskręcanych gałęziach i grubym pniu, aczkolwiek dość niskie w porównaniu z jego krewniakami. Od razu zabraliśmy się do kolacji; nasze żołądki zdecydowanie domagały się roślinności po wyczerpującej przygodzie.
Słoneczna tarcza stała już nisko na niebie, kiedy zaspokoiliśmy całkowicie głód. Ustawiliśmy się pyskami w stronę słońca, obserwując po prostu krajobraz. Zalany pomarańczowym światłem, z ośnieżonymi szczytami na horyzoncie i krążącym wysoko drapieżniku...Wewnątrz jednak mimo woli kłębiła mi się setka myśli. Co się stanie, jeżeli akurat teraz dyplomacja powróci, albo coś gorszego od niej? Kto wie, ile zajmie nam powrót? Ojciec na pewno jakoś zorganizuje klan, ale ma już swoje lata. Próżno też łudzić się, że nie mam jakichś wrogów w stadzie. Możemy wrócić do zupełnie innego stada. Historia ma dziwną tendencję do wykorzystywania takich niespodziewanych okazji. Wiedziałem, że nie jest moją winą, iż znalazłem się w tym miejscu, w dodatku wciągając w to Mivanę, a mimo to nie mogłem się pozbyć wyrzutów sumienia.
— Coś nie tak? - jej głos wyrwał mnie z zamyślenia.
— Nie, wybacz, odpłynąłem.
— Widzę, że coś cię trapi. Proszę, nie każ mi się domyślać. - spojrzałem w ciemne, brązowe oczy, pełne energii i spokoju zarazem. Było w nich coś dziwnego, przyciągającego. Westchnąłem cicho.
— Martwię się o klan, większość naszych najlepszych członków wyruszyła na misję, i...nie powinienem ot tak sobie znikać, nawet jeżeli... - przyjaciółka w trakcie mojej wypowiedzi patrzyła na mnie coraz szerzej otwartymi oczami, a przerwał mi fakt, iż zaserwowała mi z nagła z liścia.
— Ty...głupku! Odpierdoliło ci już do końca? Boski zachód słońca, jedzenia w bród, cisza, zero zmartwień, wolny wieczór z...przyjaciółką, a ty się zamartwiasz o to, że nie poradzą sobie bez ciebie przez parę godzin?! Czego ty jeszcze chcesz?! Mało ci pracy?! Ogarnij się! 
Kompletnie osłupiałem. Tak groźnego i pełnego wściekłości wyrazu pyska jeszcze nie widziałem. Ostatni krzyk sprawił, że aż cofnąłem tylną nogę o krok do tyłu. Klacz zamilkła gwałtownie. Większość szału zniknęła równie szybko, jak się pojawiła, zastąpiona przez strach. Zaraz potem spuściła wzrok i nerwowo uniosła kopyto. Zdawała się całkowicie oszołomiona, jakby poza rzeczywistością.
Nie potrzeba mi było wiele czasu na oprzytomnienie. Spojrzałem z góry na towarzyszkę i zacisnąłem zęby, czując wzbierającą falę furii. Jak ona śmie. Jak. Ona. Śmie. Hah, teraz się boi, i ma rację. Nie zostało jej już wiele czasu na jakiekolwiek uczucia. Napiąłem już mięśnie i wyciągnąłem kończynę, by zadać pierwszy cios, kiedy dotarło do mnie jeszcze jedno.
Bolesna, absolutna prawda, jaką niosły ze sobą te słowa. Przegiąłem.
Opuściłem bezsilnie nogę i odwróciłem głowę, zapadając się w sobie. Ze złością powstrzymałem kręcącą się w oku łzę i podniosłem łeb, jak na prawdziwego ogiera przystało. Miva wciąż czekała pokornie na cios. Ku jej zdumieniu objąłem ją szyją po koleżeńsku, wzdychając cicho.
— Dziękuję. - rzekłem, odrywając się od klaczy z uśmiechem. Wciąż wyglądała na wstrząśniętą.
— Ja...nie chciałam...
— Ale to zrobiłaś, i dziękuję ci za to. To co, wracamy do oglądania?
<Mivana? Zgodnie z życzeniem B) 1009 słów>

1.05.2019

Od Mint do Tanga „Miłość to najgorsze co mogło mnie spotkać”


-Żadna dusza Cię nie widziała. No prawie- powiedziałam szeptem, widząc, iż ogier odrobinę się spiął i począł się wycofywać. Zapewne na jego miejscu zareagowałabym tak samo — więc tym samym nie dziwiłam się mu.
-Przepraszam, nie spodziewałem się gości- odparł grzecznie, starając się uśmiechnąć- zapewne na znak tego, iż jest już dobrze. Miałam jednak wrażenie, że ogier w głębi ducha ma po prostu ochotę wybuchnąć i mi przyjebać. Ja za to chciałam pociągnąć odrobinę tę rozmowę, miała potencjał na całkiem nienormalną, ale przyjemną pogadankę. Sama już nie wiedząc, co mam dokładnie robić, odezwałam się odrobinę od niechcenia.
- Ja również... Chyba iż jesteś członkiem Klanu Mroźnej Duszy, wtedy raczej czuj się godnie, przebywając na naszych terenach- mój głos wyrażał czystą beznamiętność.
-Być może- odwrócił głowę, wyglądając, jakby się gdzieś odrobinę spieszył- Cóż... muszę się zbierać- może to nie było zbyt miłe zakończenie tego dialogu, lecz znacznie lepsze niż ciągnięcie tej dyskusji w nieskończoność.
-Bywaj- pozdrowiłam go i machnęłam łbem w jego kierunku. Samiec szybko znikał w bliżej nieznanym mi kierunku, ponieważ poruszał się wyciągniętym galopem.
-Bywaj- usłyszałam jeszcze za sobą, co mnie odrobinę zdziwiło, ponieważ myślałam, iż ogier nic nie odpowie. Lendo, który przez całą rozmowę mnie obserwował, siadł na moim grzbiecie, po czym się odezwał.
-Widać, że mu się podobasz- ocenił- sprawiając, iż tym razem ja się spięłam.
-Nie- odpowiedziałam chłodno i zaczęłam galopować przed siebie, usiłując zrzucić z siebie ptaka. Dziwne uczucie kazało mi nie dopuszczać myśli, że ktoś mógłby się we mnie... Uh, miłość to najgorsze co mogło mnie spotkać.
<Tango? Tak na rozgrzewkę> 

1.05.2019

Podsumowanie miesiąca #kwietnia

Kwiecień, wraz z Wielkanocą już za nami, zatem przyszedł czas na comiesięczne podsumowanie. Kto przyłączył się do naszych szeregów? Co takiego się zadziało? Co się zmieniło? Wszystko to jak zwykle podsumujemy w tym poście.

Zmiany, nowostki i inne ciekawostki
  W tym miesiącu dołączył do nas nowy stróż, Tango oraz zaadoptowany przez Rose źrebak, Takhal. Niestety, musieliśmy też pożegnać Forever, poległą w czasie naszej I Edycji Temtsel Dotood, która zresztą spowodowała też drobne zmiany w hierarchii. Postacie jak zwykle zostają postarzone, zatem prosimy o dostarczenie dorosłych formularzy Anamy'ego, Lumina, Arrow'a, Virginii i Risy. Jak już zostało też ogłoszone, nastąpiła zmiana kontaktu w kwestii opowiadań i innych wiadomości, o czym więcej można przeczytać tutaj. 
Fabuła idzie do przodu, ale swoim niespiesznym rytmem. W kwietniu nie działo się zbyt wiele, choć nie z powodu małej aktywności. Wszystko wskazuje na to, że miesiąc ten był ciszą przed burzą...Być może za niedługo wszystkiego się dowiemy. brzmię jak Polsat, wiem o tym XD.
Event Wielkanocny
  Tak, nieco opóźniony, ale pojawił się ku waszej uciesze Event Wielkanocny. Aby dowiedzieć się dokładniej, o co w nim chodzi, wystarczy przeczytać ten post. Wydarzenie będzie trwało do 25 maja, gorąco zachęcamy wszystkich do udziału!
Ankieta
Pojawiła się kolejna drobna ankieta na temat pewnego dodatku do bloga. Spring is the best time for changes, isn't it? ---> https://forms.gle/CXki4iZnTYzb4tZB8
Wielki powrót
Może wiecie, może nie, ale dobiegła końca nieobecność naszego umiłowanego (Ł)Owcy Much. Mamy nadzieję, że miło spędził czas, wypoczął i powrócił do nas z zapasami nowej weny.
Tak, kochani, to nie fake - witam się z wami serdecznie już przed własnym laptopem :D To były niesamowite dwa tygodnie ze Szkocją i Bieszczadami. Kto ma ochotę usłyszeć o nich więcej, może zajrzeć w najbliższych dniach na naszego Discorda. Tymczasem mimo wszystko cieszę się, że znów wracam do gry i opiekuję się blogiem, razem z resztą administracji, of course. Do zobaczenia zatem na chacie!
~Ekipa SZAPULUTU

1.05.2019

Od Shiregt'a do Rose ,,Matka-cień"

Pożegnałem się z Miką po krótkiej pogawędce, oscylującej głównie wokół broni i procesu jej wytwarzania, po czym odwróciłem głowę na prawo dla rozprostowania zesztywniałej szyi, i od razu zauważyłem kolejną parę koni zmierzającą w moją stronę. Tym razem była to Rose z zaadoptowanym niedawno źrebięciem. Wypadło mi z głowy jego imię. Z bliska widziałem je do tej pory tylko raz, kiedy akurat spało, a nowa opiekunka ogierka przyprowadziła mnie w celu zapytania o pozwolenie na przyłączenie maleństwa do klanu. Nie miał więcej niż kilka tygodni, wychudzony, gniadej maści z nielicznymi kępkami siwej sierści. Wyróżniał się dość na tle innych źrebaków. Rose przedstawiła mi Takhala, uśmiechając się porozumiewawczo.
— Cześć mały, ja jestem Shiregt. - odparłem przyjaźnie. W oczach młodego widziałem szacunek i ekscytację. Jako źrebię chyba tak samo patrzyłem na mojego ojca, gdy przemawiał do tłumu. A teraz...to ja zająłem jego miejsce. Dziwne uczucie.
— Jesteś władcą klanu, prawda? - spytał.
— Tak.
— Więc wiesz, gdzie jest moja mama. - rzekł ogierek radośnie, machając ogonem. Przyznam, że zaskoczyła mnie nieco jego odpowiedź.
— Ach. A kim jest twoja mama? - zadałem pytanie, wypatrując na pysku znajomej jakichś wskazówek, jednak była równie zaskoczona, co ja.
— Nazywa się Tenebris. Jest mniej więcej pana wzrostu, karo-srokata, więc łatwo ją poznać. - oznajmił z uśmiechem. W tym momencie nie byłbym taki pewien...Całe szczęście, na tym nie skończył. - Zanim znalazła mnie Rose, opiekował się mną Lethem. On jest kary, wędruje ciągle po świecie. Opatrzył mi ranę - wskazał na dobrze widoczną bliznę przy gardle - i czuwał przez parę dni, lecz potem musiał ruszać dalej. Szedłem za nim, ale się zgubiłem. I wtedy mnie znalazłaś. - uśmiechnął się do klaczy. Zapadło chwilowe milczenie, podczas którego próbowałem poukładać sobie to wszystko w głowie. Tenebris. Karo-srokata klacz, nie Vayola, nie Virginia, nie Risa. Nic mi to nie mówiło. Lethem. Również zero poszlak.
— A co było przedtem? - dopytywałem.
— Hm...cóż...nie pamiętam. Właściwie pamiętam tylko, że szedłem z mamą przez tłum do pary królewskiej, a później poczułem tutaj piekący ból i zapadła ciemność. Dalszą historię już znacie. - znów wskazał na bliznę.
— Och, to chyba nie za ciekawe wspomnienia. - źrebak pokiwał powoli głową. - Nie przypominam sobie nikogo pokroju twojej mamy...bo należy do klanu, prawda?...ale obiecuję ci, że wytężę całą swą pamięć i kończyny, jeżeli będzie trzeba, żeby ją odnaleźć. Zgoda?
— Przysięgasz na swój ogon? - spytał z nadzieją Takhal.
— E...przysięgam. - zaśmiałem się krótko. - Patrz, idzie twoja koleżanka. - Naero zabrała ze sobą gniadosza. Oboje z Rose spojrzeliśmy po sobie znacząco.
<Rose?>

1.05.2019

Khairtai zachodzi w ciążę!

Zgodnie z wymiarem sprawiedliwości, Khairtai zachodzi w ciążę, odkupując, przynajmniej po części, swe winy i zarazem otrzymując potomka. Gratulujemy! (?)
  • Ojciec - Tajemnica Państwowa xd. Matka - Khairtai, omega, szeregowiec.
  • Ilość źrebiąt: 1
  • Data zajścia w ciążę: 1.05.2019 r.
  • Planowana data porodu: 7.05.2019 r. 


1.05.2019

Zawiązujemy współpracę z Królestwem Północy!

Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika