→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

4.04.2019

Od Rose do Halta "Przyjaciel z burzy"

Dziś na mongolskiej ziemi panowała zła pogoda. Wiecznie było czuć jak wiatr mocno dmucha w grzywy, już nie wspominając o deszczu. Stałam na uboczu i przyglądałam się chmurom. Wtedy podeszła do mnie Mondream. Spojrzałam na śnieżnobiałą klacz z miłym wzrokiem, ale bez uśmiechu. To było jak na mnie co najmniej dziwne i od razu można było wywnioskować ,że nie miałam dziś dobrego humoru. Mondream poprosiła mnie pomoc dla niejakiej Trouble. Z krótkiego opisu dowiedziałam się, że jest to siwa, prawie biała klacz która stoi gdzieś na uboczu. Oczywiście się zgodziłam, przecież do tego służy moja ranga. Szybko odnalazłam moją pacjentkę. Trouble narzekała na ból głowy. Odpowiedziałam jej, że to zapewne z powodu nagłej zmiany pogody, a jeśli jutro jej nie przestanie to niech pójdzie do mnie. Klacz kiwnęła łbem po czym pożegnałyśmy się i odeszłyśmy w swoją stronę.
*Po jakimś czasie*
Wybrałam się na spacer, wiedziałam, że to nie za dobry pomysł, szczególnie w taką pogodę, ale co mi tam. Szłam po terenach dosyć błotnistych, gdzie kopyta się zanurzały w wodzie lub błocie. Trudno było iść, ale dawałam jakoś radę. W pewnym momencie było tyle wody, że sięgała mi do kolan. Wtedy usłyszałam grzmot. Spojrzałam na niebo na którym co kilka chwil było widać pioruny, które mi przypominały gałęzie drzew rosnących na chmurach. Moje wyobrażenia w tamtej chwili były dosyć dziwne. Nagle poczułam jak o moją tylną nogę zahaczyła ostra gałąź czy coś podobnego. Widziałam jak dotychczas brązowa woda wokół mojej nogi zaczęła się barwić na czerwono. Zaciskałam zęby z bólu. Ledwo co wyszłam z tego bagna. Zmęczona i cała mokra oparłam się na drzewie rosnącym obok. Słyszałam grzmoty i kropelki deszczu spadające na moją sierść i grzywę. Nagle przed moimi oczyma ukazał się jakiś koń, prawdopodobnie ogier. Zapewne usłyszał mój krzyk, gdy poczułam ból na tylnej nodze i tu przyszedł. Wolnym krokiem podeszłam do niego, on tak samo. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na jego piękne oczy z przenikliwym błyskiem. Jego ślepia zasłaniała zmoczona, czarna grzywka opadająca na czoło. Staliśmy tak przez krótką chwile.
- Potrzebujesz pomocy? - przerwał ciszę pytaniem.
- Dzień dobry, nie potrzebuję. - spojrzałam na moją ranę. Krew już tak bardzo nie sączyła się.
- Mam na imię Estera, nie jest to do końca moje prawdziwe imię, ale może ci kiedyś ujawnię moje imię. A ty jakie miano nosisz? - ostatnio w zwyczaju miałam przedstawianie się tym imieniem, ze względu na to że, po prostu nie ufałam zbytnio nowym znajomym. W dodatku, gdy ostatnio rozmyślałam na temat tego miana, uznałam je za ładniejsze. Jeszcze raz spojrzałam na oczy ogiera.
<Halt? Jak ja strasznie kaleczę tą Rose. XD>

4.04.2019

Od Eriny do Arrowa „Nieprzewidywalne zdarzenia”


- Chciałabym zostać medyczką. W tamtym klanie szkolili mnie na wojowniczkę, ale w głębi duszy zawsze chciałam być medyczką i pragnę się na nią szkolić. Odpowiedziałam ogierowi.
- Serio? Ty też chcesz szkolić się w medycynie? Zapytał oniemiały Arrow.
- Tak. Bardzo chcę. Odpowiedziałam mu z przekonaniem.
- Chcesz pójść gdzieś ze mną na spacer? Zaproponowałam.
- Czemu nie? -spytał, zgadzając się.
- Może na tamtą łąkę?
- Ok. Przyjął moją sugestię.
- A ty chciałbyś być bardziej zielarzem czy medykiem?- zapytałam z ciekawością.
- Jeszcze nie wiem.
- Zagrasz ze mną w chowanego?
- Ok- odpowiedział.
- O nie- powiedziałam, bo nagle zaczęło padać, a chmury stały się szare, a niektóre przybierały odcień czerni.
- Chodź! Raczej nie zdążymy wrócić do stada, zanim nie rozpęta się na dobre, ale chociaż znajdźmy sobie jakieś schronienie, gdzie ukryjemy się przez tą okropną burzą.
- Mama będzie się o mnie martwić- powiedział Arrow.
- Nie możemy wrócić do stada. Widzę już przebłyski na niebie.
- Widzę jakąś skałę, pod którą możemy się schować przed deszczem i grzmotami, które coraz bardziej przywierały na sile.
- O nie już jest późno- narzekał ogier.
- Uciekaj! Krzyknęłam do niego, bo przed nami stał duży szary wilk- kopnęłam go w nogę, co odczuł dość dotkliwie, ponieważ nie gonił nas później, ale w każdej chwili mogło się to zmienić. Niestety nie mogłam już tak szybko biegać, ponieważ ten wilk zdążył już wcześniej mnie ugryźć w przednią nogę, z której zaczęła się sączyć krew, co mnie dość spowalniało.
- Nic Ci nie jest? Zapytał mnie nagle ogier.
- Nie tylko ten wilk mnie zranił w przednią nogę, ale aż tak mnie to nie boli. Powiedziałam do Arrowa.
- Patrz! Już nie pada!
- Chodź, tam rosną rośliny, którymi trzeba obłożyć ranę. Wtedy się szybciej zagoi i nie będzie Cię aż tak bolała.
- Dzięki, ale musisz już wracać do klanu. Ja w sumie też.
<Arrow?>

2.04.2019

Podsumowanie miesiąca #marca

Gdyby ktoś już zajrzał do kalendarza i zdążył chwycić za poduszkę z groźną miną, to chcę tylko na wszelki wypadek przypomnieć, że ja jestem człowiekiem robotnym, ale mój laptop już nie - i aktualnie przebywa w naprawie.

Nowy rok, nowi my
   W marcu mieliśmy zaszczyt powitać w klanie nowe dusze - co czynię jeszcze raz w tym poście - Erinę, Anamy'ego i Halta, zaś Dante i Specter wnieśli do stada trójkę przedstawicieli młodego pokolenia: Siraanę, Leandera i Naero! Pożegnaliśmy za to, niestety, klacze Olimpię, Gwiazdę i Vivian. Wszystkie postacie zostały już postarzone, a w związku z tym uprasza się o formularze dorosłych Lumina i Eriny oraz nastolatka Zee. 
   W fabule wybija nam rok 1898. Sensację w klanie wzbudziła przede wszystkim zupełnie niespodziewana ciąża Specter, ale również wymierzenie nietypowej kary zabójczyni Cherry, Khairtai. Trio Shiregt'a, Mivany i Mint los wciąż uważa za nierozłączne. Nie spotkało nas raczej więcej niespodzianek. Jak się być może domyślacie, w kwietniu również nie będzie ich zbyt wiele. 3 klasy gimnazjum, łączmy się w bólu [*].
Temtsel Dotood - kilka słów
   Jak do tej pory nie otrzymałam żadnej propozycji co do tego, jak miałby wyglądać udział NPC w tym wydarzeniu...no ale, po prawdzie mówiąc macie czas do 4 (czwartek) bądź 5 (piątek) kwietnia, bowiem w tych dniach najprawdopodobniej ukażą się wyniki I edycji. Liczę na waszą kreatywność.
Tort EF uratowany!
   Do 30 kwietnia trwał na blogu ukryty event polegający na wyszukiwaniu zagubionych świeczek do tortu Eternal Freedom na II rocznicę urodzin. Łącznie do odszukania było ich 12. W konkurencji wzięły udział 2 osoby - administratorka Najmi oraz gracz świat opowiadań. Żadnej nie udało się odnaleźć wszystkich świeczek, jednak otrzymają teraz zasłużoną nagrodę: 110 SŁ dla pierwszej za 11 (!) odszukanych oraz 90 SŁ dla drugiej uczestniczki (postać: ?) za 9 odszukanych. Serdecznie gratuluję i mam nadzieję, że w następnym tego typu konkursie będę mogła rozdać więcej nagród!

Na dobre zakończenie tego posta oznajmiam, że osiągnęliśmy najwyższą dotychczasową liczbę wyświetleń w jednym miesiącu - ponad 7300! 
Zatem do zobaczenia w kolejnym poście, kochani! Trzymajcie się i nie dajcie się zjeść nauczycielom.

~Łowca much

2.04.2019

Od Halta do Virginii „Cena za Virginię”

Już od jakiegoś czasu obserwowałem czarno-białą stylwetkę przechadzającą się kilkanaście metrów przede mną. Gdy rozpoczęła rozmowę, byłem sceptycznie nastawiony, jednak gdy zapytała o moje zadanie, spojrzałem na nią, i choć w duchu byłem mocno poirytowany, mój pysk nie wyrażał żadnych emocji.
-Gdybyś miała znać szczegóły tej misji, Shiregt napewno by Ci o nich opowiedział. - odparłem z kwaśnym uśmiechem.
Klaczka tupnęła nieznacznie nogą na znak tego, iż moja odpowiedź nie była dla niej zaspakająca. Jednak szybko okiełznała negatywne emocje, a z jej pyska popłynęły kolejne słowa.
-Jaka to misja? Co musisz zrobić? - posypały się pytania, których tak bardzo nie lubiłem.
-Możesz zadawać jedno pytanie, a nie dwa na raz? - wycedziłem.
-Serio? Na prawdę tak robię? - odparła z lekkim zdziwieniem Virginia.
Prychnąłem, i momentalnie ruszyłem kłusem, aby wyforsować się przed moją towarzyszkę. Nie wydając żadnego dźwięku biegłem łagodnie muskając kamienie kopytami, gdy po kilku sekundach stanąłem jak wryty. Powoli wyciągałem i wydychałem powietrze. Przez nikłą chwilę wyczułem dobrze znany mi zapach, jednak teraz nie mogłem znów go wyczuć. Ustawili się pod wiatr, jednak momentalnie zmienił kierunek, więc wyczułem ich zapach. Niewiarygodne, jak natura może pomagać i szkodzić. Podbiegłem bezgłośnie do Virginii, i niemal niesłyszalnie szepnąłem jej do ucha:
-Virginio, podążaj za mną najciszej jak możesz, i pod żadnym pozorem: nie oglądaj się.
Vi chciała zadać kolejne pytania, jednak szybko zrozumiała, że na pogaduszki przyjdzie jeszcze czas. Ruszyłem stępa, chcąc wycofać się w bezpieczną strefę rzadko rosnących drzew. Już miałem przekroczyć pierwszą linię krzewów, gdy z pomiędzy nich wyłonił się grot włóczni i ugodził mnie w pierś. Rana nie była zbyt głęboka, jednak pociekła z niej stuga gorącej krwi. Cofnąłem się szybko, zaskoczony, iż nie wyczułem zagrożenia. Wkrótce z zarośli wydostało się jeszcze dziewięciu dwunożnych, każdy uzbrojony. Atakują konie? Nie, to sprzeczne, oni na nich jeżdżą. Polują? Nie, nie jadają koniny. Przez chwilę zaparło mi dech. Oni łowią. Oni wyłapują nas, abyśmy im służyli. Zarżałem ostrzegawczo i stanąłem dęba. Ludzie okrążyli nas, zbliżając się powoli. Rozpocząłem szarżę, biegając od jednego napastnika do drugiego, rżąc dziko. Ranili mnie jeszcze kilka razy, raz w zad, raz w nogę, byleby tylko zatrzymać pędzącego na nich stróża. Po kilku szarżach kątem oka zauważyłem, iż jednemu z napastników wypadł drzewiec z rąk, więc skierowałem się w jego stronę i wymierzyłem mu celne kopnięcie. Mężczyzna z szeroko rozwartym oczami upadł na ziemię. Cios odebrał mu dech oraz połamał kilka żeber.
-Virginio, uciekaj! - krzyknąłem do klaczy, gdy ta stawiała opór przed ucieczką.
W końcu jednak przekonałem ją, aby odbiegła wystarczająco daleko, gdzie ludzie nie mogli jej skrzywdzić. Jest bezpieczna. Dotrze do klanu, a tam ją ochronią. Rozwścieczeni dwunożni zaczęli rzucać linami, na końcach których były szerokie pętle. Przez kilka minut udawało mi się przed nimi uciekać, jednak kiedyś musiało do tego dojść - jednemu się poszczęściło, pętla ścisnęła mnie za szyję. Zacząłem wierzgać, utrudniając innym ponowne zwycięstwo, jednak byłem już na przegranej pozycji. Kolejne lassa krępowały moje ruchy, aż do całego wyczerpania moich sił.
*pół godziny później*
Ruszyliśmy w drogę - dla nich zapewne powrotną, dla mnie wręcz przeciwnie. Nadal próbowałem się wyrywać, jednak bezskutecznie. Nie miałem siły dalej walczyć, choć wiedziałem, że muszę powrócić do klanu i ostrzec Shiregt’a, jak bardzo niebezpieczni są ludzie. Na razie jednak musiałem ze zwieszoną głową iść stępa razem z innymi.
-Halt, mogłeś uciec. Wiedziałeś o tym! - oskarżycielski ton instynktu wcale nie poprawiał sytuacji.
-Lecz za jaką cenę? Miałem oddać Virginię w łapy ludzi? - syknąłem.
-Za Virginię zapłaciłeś własną wolnością.
-Wolę stracić wolność, niż zawieść mój klan. Mam mu służyć, a częścią tego klanu była Vi. -odparłem stanowczo, kończąc dyskusję.

<Vi? Lubię zaskakujące wątki :*>

1.04.2019

Od Virginii do Halta "Pewne powody"

Mam jej już serdecznie dość-pomyślałam, kierując się...w bliżej nieznanym kierunku. Risa zaczynała mnie już denerwować swoją porywczością, więc chciałam po prostu spędzić trochę czasu bez niej. Co prawda wiał lekki wiatr, do tego nieco mroźny jak na tę porę roku, ale ja mimo wszystko zdecydowałam się udać nad Jezioro Chirgis. Byłam właściwie pewna, że Risa nie wpadnie na to, aby poszukać mnie akurat tam. Tylko gdzieniegdzie rosły jeszcze liche, skarłowaciałe drzewa, jednak w miarę zbliżania się do zbiornika, było ich coraz mniej. Nie dziwiło to, kiedy wzięło się pod uwagę fakt zasolenie jeziora oraz jego skalisty brzeg. Na pewno bardziej przypominało ono nieokiełznane morze niż mały staw, w którym można się ochłodzić latem. Mimo wszystko musiałam przyznać, że kiedy dotarłam już nad sam brzeg, zaczęłam lekko dygotać z zimna. Po chwili ruszyłam wzdłuż jeziora, co jakiś czas kopiąc kopytem jakiś kamień. Najczęściej pokonywały one odległość kilku metrów lub trafiały do wody...sama uważałam, aby nie iść zbyt blisko niej. Nie trudno było się domyślić, iż jest ona jeszcze dość lodowata, a ja nie miałam najmniejszej ochoty nabawić się jakiejkolwiek choroby. Moje myśli niemal samoistnie powędrowały w stronę tego, o czym do tej pory poinformowała mnie matka. Widziała we mnie kogoś, kto mógłby w ostateczności udzielić jej wsparcia lub nawet dokończyć za nią jej dzieło, gdyby ona zaniemogła. Teraz, kiedy byłam już nieco starsza, lepiej wszystko rozumiałam i śmiało mogę powiedzieć, że podzielałam jej zdanie. Nie rozumiałam tylko, dlaczego woli odłączyć się od klanu zamiast wzniecić powstanie. Matka przedstawiały mi swoje racje, ale one do mnie zbytnio nie trafiały. Być może potrzebowałam czasu, aby i to lepiej zrozumieć? Cieszyłam się jednak, iż mama właśnie mnie wybrała na swoją powiernicę, mi przekazywała wiedzę i najbardziej dbała o moje umiejętności. Chociaż...kogo innego miała do wyboru? Moją nadpobudliwą siostrę? Ślamazarnego, niedołężnego, chorego i cichego brata? Żadne z nich się nie nadawało, chociaż zarówno ja jak i matka uważałyśmy, że Risa może jeszcze kiedyś być pożyteczna dla frakcji, dlatego miałam za zadanie wkrótce ją o tym wszystkim powiadomić. To miał być mój pierwszy, mały sprawdzian. Jak poradzę sobie ze zwerbowaniem swojej siostry, o ile można tak to nazwać...-gwałtownie zatrzymałam się i odwróciłam głowę, słysząc dźwięk stąpania po kamieniach, dobiegający z tyłu. Odwróciłam się szybko i ujrzałam przed sobą jakiegoś konia. Szybko uświadomiłam sobie, że kojarzę go z klanu. Mama dała mi radę, abym zawsze wiedziała co nieco o każdym członku i potrafiła rozpoznać konie ze stada. Miał chyba na imię Halt. Zdziwiłam się jednak, że nie usłyszałam, jak się tu pojawił. Nie usłyszeć kogoś poruszającego się po wyboistym, kamiennym podłożu, jest raczej ciężko. Czyżbym aż tak się zamyśliła? Dobrze, że nie zaczęłam jeszcze gadać na głoś!-pomyślałam.
-Kim jesteś i co tutaj robisz?-zapytałam dla zasady. Starałam się brzmieć przy tym w miarę miło.
-Mam na imię Halt. Z pewnych powodów dziś władca to mi powierzył sprawdzenie tego terenu-odparł ogier.
-Wydawało mi się, że jesteś strażnikiem, a nie zwiadowcą-odparłam. Istotnie, przeszukałam swój "pałac pamięci" i naprawdę byłam pewna, iż widziałam parę razy tego konia, pilnującego klanu.
-To prawda, ale jak już wspomniałem, dostałem to zadanie z pewnych powodów-odparł Halt.
-Będę mogła dowiedzieć się z jakich?-spytałam, po czym uśmiechnęłam się lekko.
-Nie zdradzę ich klaczy, o której nie wiem nawet, jak ma na imię-powiedział ogier.
-Ach! Gdzie moje maniery! Nazywam się Virginia. Miło mi cię poznać-odparłam.-Jak właściwie udało ci się tak cicho do mnie podejść?-dodałam po chwili.
-Można powiedzieć, że to taki mój specjalny talent. I nie zdradzam tego nikomu-odparł Halt.
-Ale potem cię usłyszałam!
-Bo tylko na ciebie się tutaj natknąłem i nie widziałem sensu, aby dłużej ukrywać swoją obecność. Chociaż planowałem raczej wrócić do klanu zamiast wdawać się z tobą, droga Virginio, w pogawędkę-powiedział ogier.
-Jeśli chcesz, możesz wrócić, nic ci nie stoi na przeszkodzie, a na pewno nie ja-odparłam. Halt jednak nadal stał w miejscu.
-Jeśli mogę spytać, co właściwie robiłaś tutaj sama? Nie jesteś trochę za młoda na takie wędrówki?
Słysząc te słowa, nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który wypełzł na mój pysk.
-Jestem prawie dorosła. Zostało mi już tylko pół roku. Poza tym chciałam tylko pobyć trochę sam na sam ze swoimi myślami. Ale skoro ty zadałeś mi pytanie, a ja na nie odpowiedziałam, to teraz twoja kolej. Z jakich to "pewnych powodów" przemieniłeś się dziś ze stróża w zwiadowcę?-zapytałam zaciekawiona.
<Halt? Opowiadanie znienacka:D>

1.04.2019

Nowe źrebię - Naero!




Źródło: Zdjęcie główne
Imię: Proste, pięcioliterowe, zaczynające się na "N" oraz kończące się na "O". Naero bardzo się podoba.
Tytuł: Naeroa i jej rodzeństwo to przedstawiciele rodu Altbachów, lecz w jej żyłach, tak jak u ojca, nie zabraknie krwi rodu Czarnej Winorośli.
Płeć: Klacz, a co myślałeś?








Relacje: Jakby nie patrzeć, jej rodzinka jest niezwykle ciekawa. Kto do niej należy? Już mówię. Znajduje się w niej między innymi szalona, nieustraszona i wyjątkowa siwa klaczka o imieniu Specter, silny, dumny i niemniej wyjątkowy syn Khonkha i Yatgaar, zwany również jej ojcem, o imieniu Dante. Dwójka wspaniałego rodzeństwa- siostra Siraane oraz dumny brat Leander. Poczciwy i dumny były władca o imieniu Khonkh oraz zaufany były medyk Hadvegar to oczywiście ojcowie jej rodziców, czyli jej dziadkowie, a kochająca bojowniczka Forever i małżonka byłego władcy Yatgaar, to jak można się spodziewać, jej babcie. Wujostwa posiada trójkę, a mianowicie najlepszego władcę klanu Shiregta, jego siostrę, którą swoją drogą bardzo lubi, o godności Miriada oraz wiecznie młodego i beztroskiego brata jej matki, Fashagara. To jest jej najbliższa rodzina/
Osobowość: Naero ma dość...specyficzny charakter. Jest bardzo rozważna i nie lubi podejmować pochopnych decyzji. Podczas gdy inne źrebięta cały dzień spędzały na zabawie, ona wolała spacerować z dorosłymi końmi i słuchać ich opowieści. Większość czasu spędza na uboczu, przyglądając się pozostałym źrebiętom, jednak czasem do nich dołącza. Warto wspomnieć też o tym, że Naero ma niewielkie problemy z koordynacją ruchów, przez co praktycznie nigdy nie bierze udziału w zabawach polegających na zwinności i utrzymaniu równowagi. Mimo wszystko walczy ze swoją wadą i idzie jej coraz lepiej, przez co medycy mówią, że najprawdopodobniej z tego wyrośnie. Jest niezwykle wytrwała w każdym postanowieniu- jeśli nie drzwiami, to oknem, a jeśli nie oknem, to kominem, i tak dociera do wyznaczonego celu. Na ogół szanuje innych, szczególnie starsze konie, jednak lepiej jej nie denerwować, bo, choć sprawnością fizyczną nie dorównuje innym, to kiedy puszczą jej nerwy, staje się niezwykle sarkastyczna. Ogólnie rzecz biorąc, ta klaczka jest najmłodszą, a zarazem i najrozsądniejszą ze swego rodzeństwa, nie lubi większych zbiorowisk i walczy z przeciwnościami losu w postaci m.in. problemów z koordynacją.
Aparycja:
  • Rasa: Mieszanka wszystkiego jak i niczego- główne rasy płynące w jej krwi to holsztyny, araby czy kuce mongolskie.
  • Umaszczenie: Kare z odmianą na pysku i na trzech nogach.
Kontakt: wolfik

1.04.2019

Nowy nastolatek - Leander!

Źródło: Zdjęcie główne
Imię: 12, 5, 1, 14, 4, 5, 17. "Co to za liczby?"- pytasz się. Jeśli dodam ci słowa "litery alfabetu", zrozumiesz? No przecież! 12 litera w alfabecie to nic innego jak L. Mam nadzieję, że do pięciu umiesz policzyć. 1, 2, 3, 4, 5...Brawo! To teraz podaj piątą literę alfabetu. A, b, c, d, e...No właśnie! E. Każdy głupi wie, że pierwsz litera alfabetu to A. Skoro 13 litera to M, 14 będzie N. Na razie jest Lean. Co dalej? Jeśli znasz alfabet, wiesz, że przed E jest D. Kolejna piątka, czyli znowu E i ostatnia, czyli 17 litera alfabetu łacińskiego. Jeśli nie wiesz, policz od N trzy litery w górę. N, o, p, r...Proszę! Teraz zlicz je wszystkie. L, E, A, N, D, E, R. Tak! Jego imię brzmi Leander. Czasami skracane jest do Lee, jednak niewielu osobom pozwala na takie zwracanie się do niego.
Tytuł: Leander pochodzi z rodu Altbachów, lecz płynie w nim także krew przodków należących do rodu Czarnej Winorośli.
Płeć: A jak myślisz? Jedyny syn Specter, przynajmniej na razie. Ogierek.

Relacje: Posiada rozległe drzewo genealogiczne, lecz najbliżsi mu, ci wśród żywych to:
-Jedyna w swoim rodzaju, najlepsza na świecie matka Specter.
-Równie niepowtarzalny ojciec Dante.
-Starsza siostra Siraane oraz młodsza- Naero.
-Wujkowie w postaci najlepszego władcy Shiregta i beztroskiego Fashagara.
-Kochana ciotka Miriada.
-Dziadkowie, były władca Khonkh i romantyczny były medyk, Hadvegar.
-Babcie, waleczna Yatgaar i wyjątkowa, niezależna i kochająca Forever.
Osobowość: Leander, jaki właściwie jest? Bardzo opiekuńczy w stosunku do swoich sióstr, poważny przy wymagających tego sytuacjach...Jednak na tym się nie kończy. Leander jest bowiem niezwykle energicznym źrebakiem, bezczynność go po prostu męczy. Dzień bez przygody to dla niego dzień stracony, przez co czasami pakuje się w różne tarapaty z których nie tak łatwo jest się wyplątać. Jest bardzo ciekawski, jednak potrafi zachować w tym umiar. Leander jest bardzo pomocny i jeśli tylko go poprosisz, pomoże ci bez zawahania. Zawsze można do niego przyjść, bo bardzo lubi zawierać nowe znajomości. Jest on wszędzie i nigdzie naraz, nie raz nie było go, kiedy ktoś go potrzebował, a potem wracał w najmniej odpowiednim momencie. Każda jego wycieczka- samotna czy z innymi- zwykle kończy się dopiero wieczorem, przez co kilka razy dostał już naganę od matki. Jednak mimo swoją drogą bardzo źrebięcej osobowości Leander'a łatwo wyprowadzić z równowagi, choć nie przejawia tego zbytnio- zwykle kończy się na kilku ostrych słowach oraz unikaniu przez jakiś czas. A jeśli komuś nie chce się czytać tego na górze- Lee jest bardzo pomocnym oraz energicznym źrebakiem, który uwielbia wędrówki po okolicach oraz przygody z nimi związane.
Aparycja:
  • Rasa: Rasy płynące w nim mogą równać się z niepowtarzalnym drzewem genealogicznym tej trójki. Po większości dumny koń holsztyński, po którym zdecydowanie ma umiejętności i wygląd. Mniej jest w jego rodzinie koni arabskich, po których zdecydowanie ma temperament, a dalej to wielka mieszanka hanoverów, morganów, luzytanów, kuców mongolskich i niewątpliwie wielu innych ras, z których każda ukształtowała coś w tym młodym ogierku.
  • Umaszczenie: Kruczokare, bez choćby smugi białego.
Właściciel: wolfik (hw)
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika