→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

2.01.2019

Styczniowe postarzanie

Tak, jak obiecywaliśmy przy okazji życzeń noworocznych, dziś odbywa się postarzanie naszych kochanych (i tych mniej) postaci, a wraz z nim dzieje się wiele innych, godnych uwagi rzeczy!
Nowe mroźne dusze
Grudzień 2018 to miesiąc pełen zatrważających pojedynków między życiem a śmiercią - z jednej strony przyjęliśmy trójkę nowych źrebiąt poczętych w sztucznych okolicznościach oraz adoptowanego Lumino, a także dorosłych przybyszów, Hypnosa i Angel, z drugiej zaś śmierć dotknęła dwójkę NPC, Cherry oraz Mefirę, a dziś żegnamy się również z Dorianem, Mikadem i U'schią. Uprasza się Wichra o formularz dorosłego konia, zaś Lumina Kataxo -nastolatka.
Akcja, akcja, akcja
Grudzień 2018 to również okres, w którym wydarzyło się mnóstwo niespodziewanych rzeczy, a akcja poszła znacząco do przodu. Relacje między Miriadą i Etsiinem ocieplają się z dnia na dzień tak, bierzmy doping. Znów w antagonistycznej roli występuje zerwanie przez władcę z Mint, dotychczasową kochanką. Przywódczyni frakcji Stada Hańby, jak już wyżej zostało wspomniane, doczekała się trójki potomków, samo zaś zgromadzenie powiększyło się, co zaczyna być niepokojące. Zdrowie psychiczne członków stada najwyraźniej nie ma się zbyt dobrze - właśnie z tego powodu dwójka koni odeszła na tamten świat. Na deser kolejna bardzo ważna sprawa - na scenie pojawiają się ,,posłańcy zagłady", żądający opuszczenia naszych terenów, oraz wysłana z powrotem drużyna dyplomatyczna, mająca temu zapobiec.
Ufff...
Przełożenie rozpoczęcia świątecznego eventu
Rzecz jasna, przypominamy i odsyłamy do posta nieświadomych jeszcze ludzików ---> https://freedometernal-s.blogspot.com/2018/12/bozonarodzeniowa-niespodzianka.html Zdecydowaliśmy, że świąteczną serię opowiadań z prezentami rozpoczniemy 4 stycznia, wraz z początkiem weekendu. :)
Spieszmy wygłaszać opinie
Podejrzewamy, że już niedługo zamkniemy nasze badanie i podsumujemy je krótko, a w związku z tym pojawi się ciekawy post informacyjny. Szczegółów nie zdradzamy.

Co tu dużo mówić - życzymy miłego wieczoru i wytrwałości do szkolnego plecaka!
~Łowca much

2.01.2019

Śmierć NPC

Żegnamy dzisiaj poczciwego Doriana, zmarłego z powodu sędziwego wieku. Niechaj spoczywa w pokoju. [*] Przynajmniej jeden nie został zamordowany

2.01.2019

Od Kasji do Hypnosa ,,O czym ty myślałeś?"

Biegłam do ogiera jak najszybciej umiałam. Gdy dobiegłam, wyglądał dziwnie.
- Dobrze się czujesz? - spytałam go. Ogier opadł na ziemię. Nie doczekałam się odpowiedzi.
- Lepiej zabiorę cię do medyka. - powiedziałam, po czym pomogłam mu wstać. Było trudno, ale po chwili już szliśmy do medyka. Nie chciałam już go męczyć galopem.
- A tak przy okazji...Dzięki za ratunek, ale dałabym radę... - powiedziałam.
- Ale...nawet mnie zraniły... - powiedział ogier zdziwionym głosem. Popchnęłam go w lewo, by skręcił.
- Jeśli mam przyjaciółkę wilczycę, to nic mi się nie stanie. Z resztą... - mówiłam, ale ogier przerwał.
- Na prawdę przyjaźnisz się z wilkiem? To czego się cofałaś? - zaczynał dopytywać ogier. Trochę mnie tym zirytował.
- Cofałam się, by zaplanować strategię. - zaczynałam tłumaczyć. Ogier wyraźnie się zdziwił i zaczął się interesować.
- Ta... o tym nie pomyślałem... - zaczął tłumaczyć ogier - w ogóle to jak się zwiesz?
- Kasja - powiedziałam z lekkim uśmiechem - a ty?
- Hypnos. Nie jestem długo w stadzie, ale nie chciałem patrzeć jak ktoś umiera -. I tak zaczęliśmy rozmowę. Gdy byliśmy już na terenie stada, rozmowa się skończyła. Hypnos poszedł do medyczki o imieniu Mondream, a ja go odwiedzałam. To był mój obowiązek codzienny, ponieważ to przeze mnie tam trafił. Ja i Hypnos zostaliśmy przyjaciółmi, a Mondream chyba się zakochała...
<Hypnos? O czym ty myślałeś! Kasja nie jest głupia, obmyśli każdą strategię!>

1.01.2019

Nowy nauczyciel II stopnia - Lumino!

Źródło: Zdjęcie główne
Motto: "Miłość spytała przyjaźń:
-Po co ty istniejesz, skoro ja jestem?
-Istnieję po to, by zostawiać uśmiech, tam gdzie ty zostawiasz łzy-odpowiedziała"
Imię: Lumino. Imię to nadane mu w czasach kiedy jeszcze był latoroślą nie miało znaczyć nic konkretnego, lecz ogier zwyczajnie... czuje do niego sympatię? Słowa, które można potraktować jako pseudonim dla tego osobnika to "avenir noir"- z francuskiego oznaczają czarną przeszłość.
Tytuł: Zarazem szlachetny i odrobinę mroczny- Kataxo.
Płeć: Ogier. Czy ważyłeś się pomyśleć inaczej?
Ranga/i: Gałąź Edukacyjna + arystokracja. Owszem, ten zamknięty w sobie samiec uczy źrebaczki. Uznajmy, iż dobrze mu idzie. No prawie...
Głos: Joel Adams
Relacje: 
Mivana (przybrana siostra)-ogier uważa, że relacja z nią mogłaby być lepsza, ale nie jest źle. Traktuje ją jak dobrą przyjaciółkę i wie, że może na niej polegać. Z wzajemnością.
Reszta- zwykła, niezbyt inspirująca znajomość
Osobowość: Mistrz spławiania, podrywania i okręcania sobie koni wokół kopyt, a to wszystko z kamiennym pyskiem. Manipulacja nie jest mu obca- uwielbia zagłębiać się w psychikę własnego gatunku i uzyskiwać dzięki temu korzyści dla siebie a także ją psuć, choć z tym ostatnim stara się powstrzymywać z racji wykonywanego zawodu. Introwertyk- potrafi zbić z tropu ciekawym przemyśleniem i zazwyczaj konie czują się przyjemnie w jego towarzystwie. Nie żyje jednak na wielkiej osobności, po prostu ciężko odnaleźć mu się w tłumie. Możesz na niego liczyć- to dobry przyjaciel, lecz niestety mało koni dopuszcza do tego zaszczytnego grona. Cóż... przynajmniej są to prawdziwie bliskie mu sercu zwierzęta. Wydaje się, że ciężko zdobyć jego serce, ale to nie jest do końca prawda. Pociąga go inteligencja, błyskotliwość, a także poczucie humoru. Dobrze przebywa mu się także w gronie lekkich sadystów. Kiedy ma do wyboru pracować w grupie lub sam- wybiera to drugie. Nienawidzi kiedy ktoś nie bierze pod uwagę jego pomysłów i woli wszystko sam dokładnie i na chłodno zaplanować.
Orientacja: Biseksualny
Aparycja:
  • Rasa: Istna mieszanka
  • Wygląd: Dość słodki i jednocześnie wyjątkowy pyszczek czyni tego osobnika dość osobliwym. O jego maści nie trzeba zbyt wiele mówić- to siwek z krwi i kości. Jego grzywa posiada naturalne skłonności do skręcania się w lekkie loki co wygląda dość spektakularnie. Jest raczej lekkiej budowy- świadczy o tym średniej wielkości klatka piersiowa, chude nogi oraz mała waga. Cały jego wygląd uzupełnia odrobinę łabędzia szyja i delikatny krok.
  • Znaki charakterystyczne: Nie posiada takowych.
  • Wzrost: 160 cm WK
Umiejętności: -
Historia: Oto urodził się mały cud, prawdziwe oczko w głowie swoich rodziców, w szczególności matki. Jednakże od strony wrogów stada, w którym żył pojawiły się jakieś szemrane plotki. Władca obruszony takim stanem rzeczy zarządził natychmiastową wojnę. Źrebakowi kluczącemu w tym czasie, gdzieś w mongolskich lasach udało się przetrwać. Ze starcia klan, do którego należał Lumino wyszedł zwycięsko i nie poniósł zbytnich strat. Jego matka jednak podczas bijatyki zachorowała jednak na poważną chorobę, spowodowaną bliskim kontaktem z ogierem z innej "paczki". Niestety przez tą przypadłość została wygnana w trosce o innych członków. Ojciec Lumina, który należał do świty, natychmiastowo zerwał z nią kontakt. Klacz z dnia na dzień robiła się coraz bardziej słaba, aż wreszcie porzuciła śpiącego źrebaka do Klanu Mroźnej Duszy.
Inne: 
-Od dzieciństwa pozostała mu miłość do samotnych spacerów po lesie.
-Urodzony zielarz
Kontakt: aisza - hw, czat- zagadkowy ludź, discord -๖̶̶̶ƵuA nemɇƶɨS ♀#5801

1.01.2019

Od Shiregt'a ,,Posłańcy zagłady"

W powietrzu wirowało mnóstwo śnieżnych drobinek, z łatwością miotanych przez silny wiatr, ale raczej w małej ilości jak na opad. Z tego względu oboje z Mivaną staliśmy tyłem do niego, aby puch nie cisnął nam się do chrap i oczu, rozmawiając o przysłowiowej ,,pogodzie", chociaż mój umysł zajmowały ostatnio znacznie poważniejsze i, niestety, przykre sprawy. W klanie zaczynało dziać się coraz gorzej, mimo że pozornie wciąż stanowił on bezpieczną ostoję. Czułem, że sprawy układają się niepomyślnie, że nadciągają ołowiane chmury zwiastujące tragedię, nie wiedząc jednak, czym jest dokładnie, nie byłem w stanie skutecznie zadziałać. Często w naszym dialogu pojawiały się długie pauzy, podczas których przemieszczaliśmy się o parę kroków, by znaleźć trochę pożywienia w nowym miejscu albo przyjrzeć się bliżej lodowym dziełom natury zwisającym z gałęzi drzew. Zabawa w ich strącanie trochę nam się już przejadła.
Wtem Miva stwierdziła, że słyszy tętent kopyt w galopie. Kiedy odwróciłem głowę do tyłu, po pierwsze w pysk uderzyła mnie fala śniegowych igiełek, po drugie zauważyłem pędzącego w naszą stronę Dantego. Gnał z całych sił, jakby goniła go co najmniej armia Czyngis-Chana, wyraźnie czymś przejęty. Nadstawiłem uszu i wybiegłem mu naprzeciw. Mój brat ledwo wyhamował tuż przede mną.
— Co się dzieje? - zapytałem stanowczo, zaniepokojony. Kątem oka zauważyłem ciekawskie spojrzenia i gesty innych koni, niektóre nieco bardziej nerwowe.
— Widziałem coś, co nie wróży nam dobrze... - wydyszał - ...tak, z pewnością widziałem, jeżeli tylko pozwolisz mi zebrać tu wszystkich jako dowódca. - dodał z promiennym uśmiechem i błyskiem w oku, cofając się o krok. Prychnąłem, przewracając oczami.
— Matko...Gadaj, bo przyciągniesz ich uwagę jako skazaniec. - warknąłem, choć musiałem to przed sobą przyznać, że w duchu parsknąłem śmiechem.
— W lesie niedaleko są intruzi. Cztery kułany. Idą w tę stronę. - rzekł już poważnym, niepodobnym do niego tonem. Kiedy rozejrzałem się dookoła, zdałem sobie sprawę, że echo rozniosło już wieść.
— Niech dokładnie cały klan zbierze się tutaj w bazie. Jeżeli wasi przyjaciele lub rodzina odeszli gdzieś dalej, poszukajcie ich i przyprowadźcie tu, proszę. - powiedziałem ze spokojem godnym świętego. Rozpoczęło się gromadzenie stada. Razem z Mivaną i Dantem odeszliśmy na bok.
— Jesteś pewien, że tylko cztery?
— Tak, braciszku, ślepy jeszcze nie jestem. Żaden nie miał przy sobie broni, więc raczej nie mają ochoty nas wymordować, ale uznałem, że warto cię o tym powiadomić. - pokiwałem z zadowoleniem głową, nie zwracając uwagi na jego kąśliwy ton.
Akurat z lasu wyłoniły się cztery sylwetki kopytnych, zmierzających żwawym kłusem ku nam. Wyszliśmy im na spotkanie w grupie złożonej z moich rodziców, brata, stratega i mojej osoby. Tajemniczy przybysze zatrzymali się kilkanaście kroków przed nami, przypatrując się nam uważnie i czujnie, a zwłaszcza zebranemu na niewielkim wzniesieniu klanowi, odwzajemniającego się im nieufnymi spojrzeniami.
— Witajcie. - pozdrowiłem ich wyciągnięciem kopyta. - Co sprowadza w te strony szlachetnych mężów?
— Przybywamy tu, by nieść i głosić wiadomość dla wszystkich mieszkańców tych terenów. - instynktownie jakoś od początku nie pałałem do nich sympatią, a teraz moje podejrzenia się nasiliły. Niższy od reszty swoich kułan odchrząknął i wygłosił zapewne wyuczoną na pamięć mowę:
— Z woli Największego z Łaskawców, Pana Włóczni, Khuvi Zayaa'iego, tereny te są własnością jego stada. W związku z czym i uwzględniając pradawne prawa tyczące się ziemi, darowujemy Klanowi Mroźnej Duszy dziesięć dni na opuszczenie ich i dalszą egzystencję w spokoju, bez wchodzenia sobie w drogę. Khuvi Zayaa i jego wierni towarzysze. - jego głos, pewny siebie i szczery do bólu, wwiercał mi się nieprzyjemnie w uszy. Wszyscy byliśmy zaskoczeni. Początkowy szok dość szybko minął, przynajmniej mi, kiedy pokrzepiłem się tym, że z dużym prawdopodobieństwem była to nędzna, chytra sztuczka jakiegoś niewielkiego stada, mająca wykurzyć wszystkich potencjalnych konkurentów. Nasze imię było ostatecznie dość znane w okolicy.
— Wybaczcie, panowie, ale czy nie uważacie, że brzmi to niezbyt poważnie i szlachetnie? Wędrować o takiej porze roku wraz ze źrebiętami, ciężarnymi i emerytami wiele stai stąd? Jeszcze mi się to nie śniło. - w dyplomatyczny sposób ujawniłem nasze zamiary.
— Jest to tak samo poważne, jak ostrze mojego noża w twojej piersi, panie. - odezwał się najwyraźniej dowódca całego zgromadzenia. Zapadła chwila ciszy. 
— Skoro to tak ważna sprawa, myślę że lepiej będzie, jak omówię to osobiście z waszym władcą. - odparowałem.
— Shiregt... - szepnęła moja matka. - Ty nie możesz. - uniosłem brew. - Nie możesz jako przywódca opuszczać klanu. - powtórzyła twardo. Chociaż były rozczarowujące, jej słowa miały sens.
— Chcę, byście zaprowadzili do niego moich pośredników. Oni zajmą się resztą. Nie będzie to chyba stanowić problemu? - spodziewałem się, że zaczną się migać od tego na wszelkie możliwe sposoby, lecz kułany zgodziły się bez mrugnięcia okiem na cztery konie, co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło. Miałem już jednak przynajmniej dwoje uczestników misji na oku i wiedziałem, że mogę im w tej kwestii zaufać.
— Miriada. Cardinano. - przywołałem do siebie siostrę i stratega. Wymieniłem z Mivaną porozumiewawcze spojrzenie - chciałem ją mieć przy sobie. Ale dwójka to było zdecydowanie za mało...
— Czy ktoś jeszcze?! - zawołałem w stronę tłumu, ale odpowiedziała mi cisza. Zamierzałem już wrócić do rozmowy, kiedy wyrwał się Etsiin. Nie znałem go zbytnio, ale wyglądał na mocnego przeciwnika; w razie czego będzie w stanie obronić resztę. Kolejnymi chętnymi byli rzecz jasna moi rodzice, warunki były jednak twardo postawione: 4 konie. Ostatecznie mój ojciec jakimś cudem puścił Yatgaar. Zastanawiałem się, czy nie ma w tym jakiegoś haczyka...
I oto moja drużyna ruszyła, prowadzona przez posłańców zagłady, zostawiając tylko niepewność kolejnego dnia i nadzieję. Nadzieję, że wyjdziemy z tego zwycięsko.

1.01.2019

Szczęśliwego Nowego Roku!

Przychodzę dziś do was z tradycyjnymi życzeniami noworocznymi - nie będę się rozpisywać na ten temat, po prostu...:
Niechaj rok 2019 będzie dla was faktycznie szansą, kolejnym okresem na budowanie swoich wartości i rozwój, nieważne od jakiego etapu zaczynacie, zdrówka, piniążków (bo zawsze się jednak przydadzą), wspaniałych ludzi wokół i zawsze szampańskiego nastroju!
Przy okazji pragnę wspomnieć, że comiesięczne postarzanie odbędzie się jutro, 2 stycznia. Do zobaczenia!
~Administracja Eternal Freedom 

1.01.2019

Od Cardinaniego do Mivany(i Miriady) „Metoda mordu”


Zauważyłem na horyzoncie Mivanę, która energicznym krokiem poruszała się w naszym kierunku. Naszym, czyli moim i mojej bułanej towarzyszce -Miriadzie. Jeleniowata klacz, którą od nas dzieliło już tylko paręnaście kroków, wydawała się trochę roztrzęsiona, ale nie dawała tak bardzo tego po sobie poznać. W końcu dotarła do nas z tajemniczym uśmiechem na pysku.
-Zamierzam...zamordować sprawczynię- powiedziała z dumą.
-Skąd taki plan?- zainteresowałem się nagłą myślą Mivany.
-Jak to skąd?- prychnęła- Nie pamiętasz kto, kręcił się przy mojej matce ostatnio z mieczykiem?
Miriada odchrząknęła.
-Wybaczcie, że wam przerywam... Twój plan Mivano... nie powinnaś go trochę dopracować, zanim przychodzisz do nas z takim pomysłem?
-Właśnie po to tu przyszłam. By go dopracować- odpowiedziała jej.
-Eh...- kaszlnąłem — Myślę, że najpierw powinniśmy się zastanowić czy w ogóle chcemy w taki sposób uprzykrzyć życie Kasji. Lub w ogóle w jaki. Myślę, że są boleśniejsze kary niż na przykład sztylet.
-To chyba wiemy- odparła bułana.- Chociaż nie powiem, że to zła uwaga.
-A więc?- zapytałem- Co o tym myślisz Mivana?
-A co miałabym myśleć?- odpowiedziała mi chłodno.
-Wolisz spalić ją na stosie czy zdeptać otulona leśną ciszą?- spytałem, uśmiechając się figlarnie.Czekając na jej odpowiedź, rozejrzałem się, podziwiając smutno ugięte drzewa.
<Miv?, Miri?>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika