→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

6.09.2018

Od Rose do Shiregt'a ,,Pewnego chłodnego ranka..."

Dzisiejszego dnia wstałam bardzo wcześnie. Mała biała śnieżka spadła mi przed oczami. Na początku postanowiłam coś przekąsić. Ponieważ, na ziemi trudno było znaleźć coś zielonego, zjadłam trochę kory. Może kora nie jest najsmaczniejsza, ale jest podstawowym pożywieniem w zimowej diecie konia. Od razu po śniadaniu wybrałam się na poszukiwania ziółek. W zimie wśród śniegu bardzo trudno jest znaleźć jakąkolwiek zieleninę, ale w górach jest sporo tych ziółek, a więc wybrałam się w góry. Na szczęście góry i pagórki w okolicy nie są strome, i w miarę łatwo jest na nie wejść. Pierwszą wspinaczka okazało się być na darmo, ale kolejne się już opłacały. Gdy już zebrałam wystarczająco dużo roślinek i ziółek, powoli wracałam do stada. Gdy już byłam na miejscu, wszystkie zioła położyłam na kupkę innych ziół. Gdy już to zrobiłam, jak zwykle wybrałam się na krótki spacerek po lesie. Gdy jednak byłam coraz bliżej środka lasu, zaczynałam myśleć, że to był zły pomysł. Chciałam wracać do stada, gdy nagle coś usłyszałam. Automatycznie moje nogi zaczęły galopować, ale zachowałam. Zajrzałam zza krzaki i zobaczyłam małego wilczka z zranioną łapą. Trochę się bałam, ale chciałam mu pomóc.
- Rose, co ty robisz?! Przecież to wilk! - nagle usłyszałam znajomy głos.
<Shiregt? Pomożesz małemu słodkiemu wilczkowi?>

4.09.2018

Od Fashagara do Dantego ,,Zabrał mi siostrę"

Patrzyłem w niebo i zastanawiałem się jak to się robi, że chmury produkują coś takiego jak śnieg. No jak? Czym w ogóle są chmury? Nie wiem, ale wiem jedno... Dante też tego nie wie.  A więc skoro ja nie wiem i on nie wie, to kto w takim razie o tym wie? A co jeśli nie wie tego nikt? To niemożliwe! Dziwne! Jestem pod wrażeniem!
– Tak, wiem. – odparłem, nie przerywając obserwacji chmur. Zerknąłem jednak na chwilę na ogiera, który przyglądał mi się jakby czegoś oczekiwał, więc od razu dodałem, że też nie wiem, jak chmury tworzą śnieg. Ogier nie wyglądał na zadowolonego, jednak mimowolnie się uśmiechnął, po czym zadał bardziej konkretne pytanie.
– A może mi powiesz, gdzie jest twoja siostra? – spojrzał na mnie jednym okiem, przysuwając bliżej mnie łeb.
– Jest razem ze stadem. – uśmiechnąłem się do niego i zacząłem wesoło podskakiwać. W jego oczach widać było zażenowanie tą sytuacją, ale nie poddawał się.
– No co ty nie powiesz, jakbyś nie zauważył to też jesteśmy razem ze stadem. – westchnął i spojrzał na mnie ze znużeniem, a wtedy nie wiadomo skąd, przyszła Sirocco.
– A co wy ty wyrabiacie? – zaśmiała się. Zakładam, że obserwowała nas przez chwilę i bardzo rozbawiła ją mina Dantego.
– Próbowałem rozmawiać z twoim bratem, ale jest niekomunikatywny. – odparł.
– Wcale nie! Jestem! – krzyknąłem na niego i pokazałem mu język. Na co on pokazał mi swój i zaczęliśmy się przekomarzać.
– Dobrze, dobrze, przestańcie. Fashagar masz iść do mamy. – oznajmiła, na co tylko się uśmiechnąłem i pobiegłem tam z wielką radością.
KONIEC

3.09.2018

Od Cardinaniego „Ostatki (Naadam)”

Posmak minionej wiosny... Nie chcę go pamiętać, lecz jeden koń sprawia, że nie mogę przestać o nim myśleć. Nie pragnę wspominać tego, co na to nie zasługuje, ale wciąż zastanawiam się, dlaczego los ukarał mnie taką rodziną. A o jej jedynym mądrym członku wiem tyle, co nic. Tak ja też jestem głupi. Tak jak moja matka, mój ojciec. Jestem flirciarski, nieprzewidywalny, przebiegły..., ale niemądry. Ah mój brat... Co z tego, że pamiętam,ile lat minęło, odkąd się urodził, skoro nie mam zielonego pojęcia czy w ogóle żyje? Dlaczego wyrzuty sumienia męczą właśnie mnie, a nie naszych rodzicieli? Dlaczego oni mają marzenia, których nie możemy spełnić? Dlaczego oni są w stosunku do nas tak niesprawiedliwi? Dlaczego uciekłem, zamiast czuwać przy krewnym drugiego stopnia? Dlaczego nie mogę po prostu odpowiedzieć sobie na tak proste pytania, a nie szukać namiętnie odpowiedzi, uprzykrzając tym samym sobie życie? DLACZEGO? Postanowiłem trochę poćwiczyć w naiwnej nadziei na lepsze jutro. Mam marzenia ciętej głowy... Zacząłem się powoli rozciągać i uspokajać myśli. Zawiał cichy, a zarazem kojący wiatr dodający otuchy i radości... Po chwili jednak przez niego zrobiło się potwornie zimno i byłem zmuszony wracać do wtulonego w siebie stada. Tam jednak też mogłem trochę poćwiczyć. Odszedłem od nich na razie, w razie czego są w pobliżu. Na polance przyspieszyłem tempa do energicznego biegu. Wkrótce nadejdzie Naadam, a wciąż czuję się do niego nieprzygotowany. Westchnąłem ciężko. Byłem bardzo zmęczony. Po jakimś czasie, gdy zrobiło się odrobinę cieplej, zajęliśmy się ostatnimi dekoracjami. Wszystko w tej kwestii dopięte na ostatni guzik.Tylko mięśni brak...

3.09.2018

Od Shiregt'a ,,Zbieramy...kwiatki? (Naadam)"

Wstałem dzisiaj w dobrym - a było to raczej łagodnie powiedziane - humorze. Moje śniadanie składało się głównie z kory, gałązek i miększych części drzew oraz w mniejszej części z dobrej trawy, jej ostatnich kęp wystających spod puszystego, śnieżnego dywanu, po którym potem z rozkoszą się wytarzałem; zimny, biały puch wspaniale pobudzał do działania. Wraz z ojcem, który jeszcze jakby poczuwał się do obowiązku zarządzania, rozdzieliłem koniom poranne zadania. Członkowie rozeszli się do swoich spraw, a ja postanowiłem trochę się przejść, rozejrzeć się to tu, to tam. Na popołudnie miałem już bardziej konkretne plany. Z dala od stada poćwiczyłem ,,taniec" i nieco potrenowałem. Czułem się już znacznie silniejszy, niż na początku przygotowań, i choć wolałem nie okazywać tego przez skromność na zewnątrz, to w środku byłem niemal pewien, że coś wygram. Zresztą, życie pokaże. 
Kiedy wróciłem, w końcu zaczęły się przygotowania...chociaż takich akurat się nie spodziewałem - na początek należało nazbierać różnych drobnych dekoracji i przedmiotów. Zbieranie takich kwiatków wydawało mi się po prostu skończenie nudne, ale cóż; tradycja tradycją. Na poszukiwania ruszył zgodnie prawie cały klan, oprócz paru koni pozostawionych na miejscu postoju dla bezpieczeństwa. Dostałem na szyję czyjąś torbę, i ruszyłem kłusem z towarzystwem chętnej do rozmowy gniadej klaczki. Po drodze Mint się ode mnie odłączyła, co przyjąłem z ulgą.
Szybko jednak przekonałem się, że zadanie to wcale nie będzie łatwe, ani tym bardziej nieciekawe. Kiedy zabrałem się za poszukiwania, cały świat wydał mi się nagle niezmiernie pusty, pozbawiony jakichkolwiek wartościowych rzeczy. Nieustannie musiałem grzebać w śniegu, stawać dęba, zadzierać łeb i zachować czujność, by nie przeoczyć cennych ozdób. Powoli przestrzeń się zapełniała, ale i tak niewystarczająco. Niekiedy mijałem innych członków, uciąłem sobie krótką pogawędkę. Mimo wszystko, pod wieczór mogłem z zadowoleniem odłożyć pełną różnych leśnych skarbów torebkę.

3.09.2018

Od Yatgaar do Khonkha ,,Rozegrajmy to wreszcie"

Po krótkiej, acz intensywnej galopadzie zwolniliśmy do kłusa, głównie ze względu na to, że nawet w miarę szeroka, leśna ścieżka dla tabunu po pewnym czasie gwarantowała ofiary śmiertelne wbite w pnie drzew i tratowane kopytami towarzyszy. Poza tym lepiej było nie ujawniać przedwcześnie swoich zamiarów ani nie tworzyć niepotrzebnych aluzji takim bojowym marszem. Znacznie lepiej było ostrożnie, ale prędko posuwać się do przodu, po cichu. Jeżeli reny zauważyłyby naszą grupę, miałyby dobry powód, aby pozbawić życia Khonkha lub żądać za nie okupu.
Przynajmniej żadnemu z bojowników nie paliło się do zadawania jakichkolwiek związanych z misją pytań. Jedyne, co musieli wiedzieć, to fakt, że czeka ich walka. Cały czas w głowie powtarzałam sobie w kółko plan i ewentualne zmiany. Biegnąc na czele, mogłam swobodnie rozglądać się na wszystkie strony, a jednak to Ganerdene odezwała się cicho pierwsza:
— Tam jest stado reniferów. - spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku. Faktycznie, w dość dużej odległości od nas step przemierzała poszukiwana przeze mnie ekipa, uszczuplona o parę sztuk. Może z kopyt Khonkha...? Pytanie to przestało mieć teraz znaczenie, bo sam widok tych darmozjadów podsycił gorejące płomienie gniewu. Lecz w tym momencie i reny zauważyły nas; zamiast podążać w obranym kierunku, zaczęły zbaczać z trasy ku zboczu, jakby pragnęły uniknąć konfrontacji. Chwilę ważyłam decyzje, po czym wydałam rozkaz do ataku na mój sygnał, a sama zagalopowałam. Grupa przystanęła, przyglądając mi się niechętnie, gotowa do walki. Dzieliła nas coraz mniejsza odległość. W końcu uznałam, że kilkadziesiąt kroków wystarczy.
— Witajcie. - słowo to ledwo przeszło mi przez gardło - zdecydowanie bardziej wolałabym przejść już do czynów. - Nie współpracujecie z Klanem Mroźnej Duszy, prawda...? - spytałam z nadzieją, przyjmując niewinną, niemalże pokorną pozę. Dowódca rogatych uśmiechnął się lekko, podchodząc nieco bliżej, a tym samym się ujawniając.
— Oczywiście, że nie. Ty zapewne również, nieprawdaż? - nim skończył swoją wypowiedź, zdążyłam porządnie wstrząsnąć grzywą. W tym momencie w jego spojrzeniu pojawił się błysk strachu, a do moich uszu dotarły dźwięki szybko przybliżającego się tętentu kopyt na twardej powierzchni. Mój wygląd zewnętrzny przeszedł przemianę. Wyprostowałam się z całą dumą, a z mojego pyska wydobył się śmiech, śmiech łączący radość, wściekłość, nienawiść i ekscytację, wobec czego dosyć nienaturalny i trochę przerażający. Rzuciłam się na przywódcę i sczepiliśmy się ze sobą w walce; reszta straciła parę cennych sekund na rozeznanie się w sytuacji i zdecydowanie o własnym losie. Jeden z renów zdezerterował, niektóre wciąż stały zszokowane, ale dwójka ruszyła na pomoc towarzyszowi, którego koniec życia był już bardzo blisko; gdyby nie ich interwencja, udałoby mi się powalić go na ziemię. Sytuacja się odwróciła, lecz w tej chwili tabun dotarł na miejsce i rozpoczął właściwy atak. Podniosłam się z ziemi i otrzepałam. Poczułam pieczenie w paru miejscach na ciele i krwistą wilgoć.
Z czystą rozkoszą biłam kopytami o ciała zwierząt, atakowałam zębami i całym swoim ciężarem, wybijając zamknięte w kręgu utworzonym przez konie reny, ginące bez możliwości ucieczki, w tłoku, w bólu, w panice, których ostatnie spojrzenie napotykało jedynie mój ognisty, nienawistny wzrok. Dałabym wiele, żeby w tym czasie patrzyli jeszcze na zniszczenie ich bazy, ale cóż. Na wykonanie tej roboty nie straciliśmy zbyt wiele czasu. Dopiero po paru minutach, gdy szał walki trochę opadł, w moim umyśle znów pojawiło się zapytanie o to, gdzie podział się mój partner. Serce zaczęło bić mi szybciej, lecz musiałam się tego dowiedzieć; zobaczyć na własne oczy.
— Za mną. - wydałam krótką komendę, po czym przełknęłam ślinę i ruszyłam do celu.
Po dłuższym czasie znalazłam się w rozpoznawalnym dzięki samotnemu modrzewiowi miejscu. Nigdzie na horyzoncie nie widziałam żadnego końskiego ciała, ni żywego, ni martwego ducha - może oprócz jednego rogatego ścierwa, czym się nie przejmowałam. Już miałam westchnąć z ulgą, kiedy obok zauważyłam nieco krwi, niepochodzącej od renifera, zabitego głównie siłą uderzenia. Zacisnęłam zęby, przenosząc wzrok na zalesione połacie Gerel Uul. Szczury gdzieś tam są, i zapłacą za Miriadę. Za to również. - obiecałam sobie, po czym rzekłam śmiało:
— Dobra. Ruszamy z powrotem. Dołączymy do grupy Mikada.
Ogier przez ten czas powinien już znaleźć bazę wroga, nasłuchiwałam więc echa odgłosów walki rozchodzącego się po dolinie. Wokół panowała jednak na przekór niczym niezmącona cisza. Niepokój narastał zarówno we mnie, jak i w innych koniach. Dochodziliśmy już do miejsca postoju klanu, gdy wreszcie doszedł mnie odległy krzyk, mogący być równie dobrze tylko złudzeniem, iluzją, lecz równocześnie był moją jedyną poszlaką. Przystanęłam i wsłuchałam się mocno w otoczenie; znów zdawało mi się, że w szumie wiatru przewijały się dźwięki jęków cierpienia i walki, dochodzące zza naszych grzbietów. Odwróciłam się gwałtownie, stając dęba, i ruszyłam galopem ku nim, na zbocze. Reszta uczyniła to samo.
Przedzierałam się jak najszybciej przez krzaki, klucząc i usiłując dokładnie namierzyć źródło odgłosów, bowiem jakby coraz bardziej cichły; jak czyjeś życie. Wtem pośród mojego miotania się mignęło mi w polu widzenia prę interesujących ruchów. Sylwetki kopytnych zwierząt. Wypadłam na polanę, gdzie bój toczył się już zapewne od dawna; konie pędzone były w ślepy zaułek, wycieńczone walką. Wśród nich zauważyłam mojego partnera. Połączenie furii i miłości zaowocowało moją szarżą; postanowiłam natychmiast wykorzystać element zaskoczenia, nacierając na każdego przeciwnika, który nawinął się pod moje kopyta. Udało się znów wprowadzić ekipę Mikada do gry, przebijając pancerz z renów.
<Khonkh?>

2.09.2018

Podsumowanie powrotne

Dziś będzie w poście krótko i na temat, ponieważ wiele do przekazania wam nie mamy - główna adminka, czyli (Ł)owca much wyjeżdża na kilka dni, by zażyć w pełni ostatnich dni wakacji; a dokładniej od dnia dzisiejszego, 27 sierpnia, do 2 września całkowite kierownictwo nad blogiem obejmuje drugi admin, znany jako Kromek bądź DODA (HW). Prosimy wysyłać do niej wszystkie zapytania, z najważniejszymi sprawami możemy poczekać do powrotu. Do zobaczenia więc!


Koniec nieobecności
Zgodnie z obietnicą na tablicy informacyjnej, moja osoba głównej adminki wróciła już z wyjazdu i jest do waszej dyspozycji. Nie jesteście już więc zdani tylko na jedną administratorkę. Jako że wakacje już się kończą - tak, ja też robię mimo wszystko smuteczek ;_; - nie przewidujemy w najbliższym czasie więcej takich przerw.
Podsumowanie miesiąca
Oczywiście konieczne jest podsumowanie sierpnia, miesiąca dosyć spokojnego ze względu na sporo nieobecności - zbyt spokojnego. Frekwencja, co możemy prześledzić na podsumowaniach znajdujących się na Giełdzie Pięciu Kopyt, niebezpiecznie nam spadła. Z takim spichlerzem nie przeżyjemy zimy, dlatego bierzmy się do roboty i zbierajmy co się da!
Odbywa się zwyczajowe postarzanie naszych postaci, uprzejmie powiadamiam więc właściciela Fashagara, że należy przesłać nowy formularz nastolatka. Reszta stada nie musi się niczym martwić.
Wprowadzone i nie-wprowadzone zmiany
Przez te trzydzieści dni uporządkowaliśmy trochę niektóre strony, doszło nam nowe NPC, poza tym skupiliśmy się na evencie Naadam, którego rostrzygnięcie I części ukaże się 4 września - nie mamy na to na razie czasu, za utrudnienia przepraszamy. We wrześniu zajmiemy się zapewne bardziej trochę zastałą fabułą :3.

Do zobaczenia, ludu, i dużo weny życzę!
~Yatgaar, Shiregt i Miriada 

1.09.2018

Od Dantego "Igrzyska coraz bliżej (Naadam)"

Dzięki opisowi swojej siostry Miriady dość szybko odnalazłem poszukiwanego przeze mnie ogiera.
-Witaj, jesteś Cardinano?-zapytałem, podchodząc do jednego z koni.
-Zgadza się... A ty...-ogier zastanowił się i przyjrzał mi się dokładniej.-Nie jesteś czasem Dante? Brat Miriady?-dodał po chwili.
-Tak jest-odparłem, uśmiechając się przy tym lekko.
-Co takiego się stało, że zdecydowałeś się mnie znaleźć?-spytał mój rozmówca.
-Słyszałem, że bierzesz udział w igrzyskach Naadam?-odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
-Zgadza się, czy ty również?
-Tak się składa, że owszem-odparłem.
-I jak ci idzie trening?-zapytał Cardinano. Postanowiłem co nieco mu zdradzić, aby potem tym łatwiej wydobyć od niego potrzebne informacje.
-Świetnie! Trenuję siłę, szybkość-odparłem.
-To tak jak ja. Ale nie zapominaj o zwinności i umiejętności kamuflażu-powiedział ogier.
-To też się może przydać?-spytałem, mając nadzieję, że być może Cardinano zdobył jakimś cudem dokładniejsze informacje na temat igrzysk.
-Być może, wszystko jest możliwe. A teraz wybacz, muszę już iść-odparł koń. Pożegnaliśmy się więc. Ogier odszedł, a ja zostałem, aby pomyśleć nad jego słowami. Po chwili namysłu postanowiłem udać się do jakiegoś szpiega. Napotkałem Valentię, która zgodziła się dać mi lekcję kamuflażu. Jak się okazało, dobrze trafiłem. Od razu uznałem, że szpiedzy muszą przecież się na tym znać. Po treningu z klaczą podziękowałem jej za pomoc, po czym odszukałem Sirocco. Ta zgodziła się zagrać ze mną w jedną z naszych dziecinnych zabaw, czyli berka. W ten sposób planowałem rozwinąć jeszcze swoją zwinność, tak jak doradził mi Cardinano. Pod koniec dnia byłem padnięty jak nigdy. Do zawodów było coraz bliżej, a ja miałem nadzieję, że nie zaniedbałem niczego w kwestii treningu.
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika