→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

2.07.2018

Od Forever do Hadvegara ,,Radosne słowa"

- Chciałbym źrebaka - dobiegł do mnie głos Hadvegara. Przez chwilę dość zdumiona wpatrywałam się w dal rozkoszując się obecnością ogiera, jednak po chwili pewnie obróciłam głowę w jego stronę i szepnęłam cicho
- Mhm... - i kiwnęłam głową. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zaraz się wydarzy, jednak tego chciałam. Po chwili Hadvegar dotarł do wyczekiwanego miejsca i wtedy się zaczęło. Po jakimś czasie leżeliśmy razem, tuż obok siebie i uśmiechaliśmy się. Teraz pozostało czekać.
*Następnego Dnia*
Obudził mnie Hadvegar tradycyjnie pytają mnie o to, jak się czuję. Kiwnęłam na to tylko głową i pociągnęłam lekko go za grzywę, przez co zmuszony był do położenia się obok. Kiedy już leżał obok, wepchnęła pysk pod jego szyję i leżałam tak dalej.
- Oj, Forcia,Forcia... - usłyszałam śmiech ogiera.
- No co? - zapytałam podnosząc głowę i obracając ją w jego stronę.
- Nie, nic... - uśmiechnął się patrząc na mnie. Po chwili jednak ponownie położyłam się obok Hadvegara tak, że nareszcie mógł normalnie oddychać. Spoglądałam w stronę naszej córki rozmawiającej nieopodal z Dantem. Widziałam jak Hadvegar podążał za moim wzrokiem i z lekkim niepokojem patrzył na tą dwójkę.
- Sirocco ma już rok... Jak ten czas szybko leci. - powiedziałam patrząc dalej na córkę - Niedługo będzie już dorosła i zanim się obejrzymy przyprowadzi tutaj któregoś ogiera - westchnęłam
- Sądzę, że już przyprowadziła - powiedział po chwili.
Prawie cały dzień spędziliśmy na rozmowie. Wieczorem Sirocco przyszła i powiedziała, że dzisiaj śpi trochę dalej. Kiwnęliśmy głowami i odprowadziliśmy ją spojrzeniem do miejsca gdzie czekał Dante, Shiregt,Mint i Mivana. Miriady dalej nie odnaleziono, a Khairtai i Vayola były już dorosłymi końmi. Z uśmiechem spojrzałam na Hadvegara i ponownie wepchnęłam pysk pod jego szyję.
*Jakieś dwa tygodnie później*
Hadvegar w końcu wypchnął mnie do medyka. Dzisiaj miałam dowiedzieć się wszystkiego. Dotarłam do jednego z medyków. Po wykonaniu badań zwrócił się to mnie z uśmiechem
- Gratuluję, Forever. Będziesz miała źrebaka - Usłyszałam. Po chwili ucieszona podbiegłam do ogiera.
- Hadvegar, będziemy mieli dziecko! - powiedziałam uśmiechnięta.
- Och, Forever! - powiedział - Kocham cię - usłyszałam i te dwa słowa ciągle krążyły mi w głowie.
- Ja ciebie też - wyszeptałam i przytuliłam się do niego. Powiedział to...
<Hadvegar? Nie miałam zupełnie pomysłu:/>

2.07.2018

Od Dantego do Mint "Źrebięca akcja poszukiwawcza"

Odszedłem, nie chcąc przysłuchiwać się rozmowie tej dwójki. Po pierwsze, nie miałem ochoty kłócić się z bratem. Po drugie, przeczuwałem, że Mint stanęłaby po stronie Shiregt'a. Nie jest tajemnicą, że ta dwójka podejrzanie blisko się trzyma, ale wolałem nie wnikać w ich sprawy. Odnalazłem jakieś dogodne miejsce i zacząłem skubać trawę. Ustawiłem się przy tym tak, aby móc obserwować cały czas Mint i Shiregt'a. Przez chwilę rozmawiali, aż w końcu klaczka odeszła. Mój brat przez chwilę stał w miejsce i grzebał kopytem w ziemi, po czym skierował się w moją stronę.
-Fajnie się podsłuchiwało?-zapytał. Przewróciłem oczami.
-Nic a nic nie słyszałem-odparłem, schylając się po kolejną kępkę trawy. Po chwili mój brat zrobił to samo. Przez jakiś czas żuliśmy w ciszy pokarm. W końcu Shiregt odchrząknął, więc zwróciłem się w jego stronę.
-Nie podoba mi się, jak się czasem do mnie odnosisz. A właściwie niemal zawsze-powiedział mój brat.
-Więc w końcu "czasem" czy "niemal zawsze"?-zapytałem, kierując wzrok z powrotem na soczyście zieloną trawę.
-Nie ignoruj mnie. To poważna sprawa-powiedział zdenerwowanym głosem Shiregt. Spojrzałem więc na niego znudzonym wzrokiem.
-Chyba to już kiedyś mówiłeś-odparłem.
-Nie chyba, tylko na pewno. Stale próbuję ci to wbić do głowy!-wykrzyczał mój brat.
-Nie denerwuj się tak. Przecież tylko się z tobą droczę-odparłem.
-Ale nie mógłbyś czasem przystopować? Ty stale podważasz moje decyzje, wyśmiewasz je albo ignorujesz-powiedział Shiregt.
-Bo ty jesteś taki strasznie poważny. I drętwy. Przyznaj się, kiedy ostatnio zrobiłeś coś szalonego?-zapytałem, spoglądając na swojego brata.
-Tak się składa, że ostatnio ominęła cię niezła "zabawa", w której uczestniczyła większość źrebiąt-odpowiedział Shiregt.
-Tak? Niby jaka?-zainteresowałem się niemal natychmiast. Mój brat w odpowiedzi prychnął z pogardą.
-Szalona. Bardzo szalona-odparł.
-Nie chcesz, to nie mów-powiedziałem, ponownie odwracając wzrok.-Pewnie to nie było nic ciekawego. Albo w ogóle ta "zabawa" nie miała miejsce. Poza tym to jeszcze niczego nie dowodzi-dodałem.
-Wiesz co? Ty po prostu za prawdziwą zabawę uważasz tylko to, co jest nieodpowiedzialne- powiedział Shiregt.
-Zgadza się!-odparłem z uśmiechem.
-Matko, jaki ty potrafisz być denerwujący. Czemu muszę być na ciebie skazany?
-Istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że któryś z nas jest adoptowany. Bo to niemożliwe, żebyśmy mieli wspólne geny-odparłem.
-Też zaczynam rozważać taką opcję. Ale dosyć tego. Czy ty w końcu się uspokoisz i zmienisz?-zapytał Shiregt.
-Nie-odparłem, po raz kolejny się uśmiechając. Mój brat westchnął ze zdenerwowaniem, po czym odwrócił się i zaczął odchodzić.
-Do ciebie nic nie dociera. I zapewne nigdy nie dotrze. A tak w ogóle, czas na lekcje-powiedział mój brat, zatrzymując się. Nic mu nie odpowiedziałem, cały czas jedząc trawę.
-Tak jak myślałem. Rodzice nie będą zadowoleni-powiedział Shiregt, po czym odszedł. Zupełnie nie zwracając na niego uwagi, dalej spokojnie żułem trawę. Nic nie mogłem poradzić na to, że po prostu kochałem go denerwować. Po posiłku zdecydowałem się na mały spacer po lesie. Przez długi czas po prostu się nudziłem, aż w pewnym momencie na coś się natknąłem. Były to ślady, z pewnością zwierząt kopytnych. Po przyjrzeniu się im uznałem, że należą one do reniferów. Szpiegują nas? To nie byłoby nic dziwnego, w końcu pozostajemy wrogami. Ale czyżby nasi strażnicy byli tak nieudolni?-pomyślałem. Znalezienie śladów spowodowało też, że moje myśli powędrowały w stronę Miriady. Od jakiegoś czasu nie było o niej żadnych wieści, choć cały czas nieprzerwanie i z uporem jej szukano. Wtedy wpadłem na pewien pomysł i bez namysłu zawróciłem w stronę klanu. Kiedy wróciłem do stada, szybko udało mi się odszukać grupę źrebiąt, która pewnie właśnie skończyła lekcję z moim ojcem. Shiregt i Mint także tam byli, ale stali nieco dalej od reszty.
-I jak było na tej nudnawej lekcji?-zapytałem, podchodząc do nich.
-Nie udawaj, że cię to interesuje-odparł mój brat. Mint spojrzała na mnie, potem na niego i znowu na mnie, po czym przewróciła oczami.
-W ogóle nie skorzystaliście z mojej rady-powiedziała.
-Chciałem, ale z nim się nie da dogadać. On nie widzi nic złego w swoim zachowaniu, a ja nie chcę prowokować kłótni, bo to niczego nie zmieni-odparł Shiregt.
-Dobra, dobra, żarty na bok. Mam pomysł-powiedziałem, chcąc przejść do właściwej kwestii.
-Jaki?-zapytała zaciekawiona Mint.
-Zapewne głupi, jak praktycznie każdy jego pomysł-powiedział mój brat, ale zbliżył się nieco, aby dowiedzieć się, o co chodzi.
-Możemy zorganizować poszukiwania Miriady na własne kopyto. Co wy na to? Taka...źrebięca akcja poszukiwawcza. Bo można w to zaangażować innych. Nawet całą twoją frakcję-powiedziałem, skupiając wzrok na moim bracie.
-No nie wiem. Chciałbym, żeby Miriada się odnalazła. I chciałbym też w tym pomóc. Ale to może być bardzo niebezpieczne. Poza tym nie mamy doświadczenia-odparł z wahaniem Shiregt.
-Daj spokój. Dziś na lesie natknąłem się na ślady reniferów. Nie chcę się chwalić, ale tym samym zaszedłem dalej niż konie prowadzące dotychczasowe poszukiwania-powiedziałem.
-A co ty na to, Mint?-zapytał Shiregt, po czym oboje spojrzeliśmy na klaczkę.
<Mi? Jak zadecydujesz?>

1.07.2018

Od Miriady ,,Zgarnięta w rwetesie" Cz. II

Uwiąz był całkiem długi, dzięki czemu mogłam trzymać się z dala od reniferów podążających przodem, lecz jedno czujne oko cały czas skupiało się na mnie. Z koron drzew spływały głosy ptasiego chóru - szczebiotanie, świergotanie, ćwierkanie, świergolenie, krakanie i inne trele. Moja uwaga koncentrowała się tylko wokół tych dźwięków, płynących jakby prosto z nieba, odległych od ziemskich problemów. Ptakom można było tylko pozazdrościć.
Wbiłam zdecydowanie kopyta w ziemię, naprężając piekące mięśnie jak najmocniej, gdy tylko nadarzyła się okazja w postaci grubego korzenia na mej drodze, dającego mi oparcie do przeciwstawienia się linie, wrzynającej się w moją szyję. Z jednej strony z góry wiedziałam, iż było to wyjątkowo sprzecznym z rozsądkiem i głupim ruchem, pogarszającym moją sytuację, a z drugiej nadzieja jeszcze nie umarła, gorączkowo przeszukując otoczenie w poszukiwaniu szansy na powrót i zapomnienie o całym zajściu. Za dowód na to, że nie mają dobrych zamiarów, starczało mi bezwzględne prawo natury, czyny - najlepiej świadczące o zwierzęciu - i wszystkie wysłuchane wojenne historie. Jednak panikę czy strach zastąpiły teraz iskierka gniewu i dziwny rodzaj spokoju, dające razem przypływ odwagi.
Rzecz jasna, reny odwróciły się. Młodszy pociągnął zdecydowanie za sznur. Wtedy dobitnie odczułam mój brak siły fizycznej - to targnięcie nieomal zwaliło mnie z nóg, a w rzeczywistości jedna moja kończyna znalazła się poza korzeniem. Starszy renifer natomiast podszedł do mnie. Nie patrzyłam mu w oczy, ale nie spuściłam głowy.
— Zastanówmy się, czy to nie jest pozbawione sensu? - zaczął. Poczułam jego oddech na czole, i omal się nie wzdrygnęłam - Taka młoda, piękna klacz miałaby zginąć w taki sposób. Chcesz tego? - nie doczekał się odpowiedzi, jedynie szumu liści. Nagle rzucił się do przodu, wgryzając się w moje ucho. Szarpnęłam się z cichym jękiem, polała się krew, zabolały także świeże uderzenia. Wiedział, gdzie ugodzić. Wreszcie cofnął się.
— Zapamiętaj dwie rzeczy. Milczenie oznacza zgodę, a posłuszeństwo popłaca. Im mniej będziemy się kłócić i sprzeciwiać, tym szybciej się pożegnamy. - rzucił na odchodnym, uśmiechając się. Wędrówka rozpoczęła się na nowo.
Wpierw reny kluczyły po terenie, to przybliżając się do ogólnego toru, to oddalając, lecz w pewnym momencie ruszyły śmiało do przodu. Tempo pochodu sprawiało, że moje obrażenia były roztrząsane wciąż na nowo, próbowałam zwolnić, by choć na chwilę przestać odczuwać ból. Kiedy znaleźliśmy się na niewielkiej polanie, dostrzegłam słynny, przyprószony śniegiem niczym śnieżnobiałą, ubrudzoną ziemią czapką szczyt Gerel Uul, góry światła. U jej podnóża musiał kiedyś stacjonować klan. Stoki były stepowo-leśną mozaiką. Stopniowo zbliżaliśmy się do celu, teren zaczynał się podnosić, pojawiały się mniejsze lub większe stromizny. Roślinność również zmieniała się; iglaki zdobywały stopniowo przewagę, gatunki w typie traw również wydawały mi się nieco inne od rosnących niżej. Wzniosłam wzrok ku niebu by ujrzeć łączące się nad moją głową korony dwóch, potężnych dębów, niczym wyniosłych strażników sprawiedliwości lasu. Dlaczego więc nie reagują...? 
Przy okazji zauważyłam też, że czas płynął nieubłaganie, i nastało późne popołudnie. Zapach reniferów stawał się coraz intensywniejszy na długo, zanim dołączyły do niego odległe parsknięcia i inne dźwięki, a w końcu mym oczom ukazała się baza tych zwierząt.
Położona w łagodniejszej części zbocza, na pograniczu otwartej przestrzeni i boru, rozciągała się szeroko na pobliskie pastwiska. Jej granice nie były precyzyjnie wyznaczone. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, była sterta przeróżnych przedmiotów - od broni w postaci sztyletów i mieczy, po błyszczące w słońcu kryształy, zapewne wspólny składzik stada. Stworzenia pasły się licznie gdzie popadnie, zazwyczaj w oddaleniu od siebie. Toczone rozmowy i dyskusje na mój widok wygasały, ganiające się młode omijały naszą trójkę szerokim łukiem, spojrzenia padały raz po raz, skierowane głównie w moją stronę - w końcu jeniec wojenny nie był codziennym widokiem. Radosnym. Celem marszu stała się teraz średniej wielkości grota. Panujący w niej mrok był dezorientujący i niepokojący - nie mogłam na razie niczego dojrzeć. Przełknęłam ślinę.
Zatrzymaliśmy się tuż przed wionącym chłodem wejściem, obstawionym z dwóch stron przez rosłych strażników. Starszy ren na razie opuścił nasze towarzystwo. Wkrótce powrócił z dwoma towarzyszami. Z wyglądu sprawiali wrażenie wysoko postawionych - o potężnych porożach, przybrani w lekko podarte, ludzkie peleryny.
— Moonsterze, udało nam się przechwycić taki oto as. - rzekł kopytny do stojącego po lewej stronie osobnika. Króla? ,,Wywołany" obrzucił wpierw podwładnego pogardliwym spojrzeniem, po czym zbliżył się do mnie z nieprzeniknionym wyrazem pyska.
— No, mała, nie masz się czego bać. Kim są twoi rodzice? - spytał. Milczałam dłuższą chwilę. Musiałam zachować ostrożność. Słowa są bronią potężniejszą od jakiegokolwiek miecza, Shiregt.
— Twoimi wrogami. - na to rozmówca uderzył mnie od niechcenia rogiem w klatkę piersiową. Ból zaczął pulsować mocno z jej głębi.
— Zostawcie ją. Będzie dobrą kartą przetargową, a w razie czego... - w tym momencie zadumał się.
— Rick, nie stój tak. - rzucił starszy ren w stronę młodszego, mojego prowadzącego. Renifer przekroczył próg jaskini, wlekąc mnie za sobą. Ostatecznie znalazłam się w środku. Przynajmniej mogłam się pożegnać z widokiem oprawców i zyskać odrobinę spokoju, czasu na przemyślenie wszystkiego. Wzrok mój przyzwyczaił się w końcu do ciemności. Wnętrze groty stanowiła po prostu pustka - ot, zimne powietrze, zimna ziemia, trochę piachu. Wyróżniały się jedynie dwa, głębokie doły w sporej odległości od siebie na tyłach. Renifer popchnął mnie stanowczo, wszelkimi gestami i mimiką wyraźnie pokazując mi następne kroki...których nie zamierzałam wykonać. Zagłębienia były prostokątnego kształtu, a przede wszystkim - bardzo wąskie. Po oszacowaniu odległości oceniłam, że poziom gruntu równałby się moim kolanom. To w połączeniu oznaczało brak możliwości wydostania się bez czyjejś pomocy. Chyba śni...
— Właź. - warknął. Odwróciłam głowę, ale polecenie w oczach osobnika było przerażająco jasne: Zrobi się bardzo nieprzyjemnie. Z cichym westchnieniem włożyłam powoli wszystkie cztery kończyny, z łbem skierowanym ku wyjściu.
— No. Wreszcie koniec warty... - mruknął krótko zadowolonym tonem młodziak i opuścił prędko truchtem grotę, w której zapadła całkowita, martwa cisza - odgłosy świata zewnętrznego napotykały najwyraźniej jakąś dziwną, nastrojową barierę i przebijały się jak przez mgłę. Słyszałam tylko swój nierówny oddech. Swędzący skrzep na uchu, rana na nodze i obolałe, posiniaczone ciało - dopiero teraz wszystko to stało się dokuczliwe, gdy nie miałam czym zająć umysłu. Zmierzchało się. Coraz rzadziej w moim polu widzenia na tle zachodzącego słońca przewijały się sylwetki renów, tylko dwie pozostawały cały czas na swoich stanowiskach. Równie dobrze mogły być to głazy - niczym niewzruszone, stateczne głazy.
Obserwowany przeze mnie skrawek nieba przechodził nieustanne przemiany, jakby jego malarz wciąż nie mógł się zdecydować, jaki ostatecznie kolor przybierze mrok. Od intensywnego pomarańczu nieokreślonej żółci, przez szarawe złoto oraz tajemniczy fiolet, po granat z przebłyskami czerni. W międzyczasie niezdecydowany, acz wspaniały artysta wznosił nad horyzont jasny sierp księżyca, rozsypując wokół niego mrugające punkciki gwiazd. Czy jego dziełem był też ten zimny, podle świszczący czasem wśród liści wiatr, jedyne urozmaicenie nocnej bezwzględnej ciszy?
Czułam, że brakuje tu czegoś ważnego, czegoś, co posiadałam przez całe życie, a dziś zniknęło, może bezpowrotnie. Wreszcie zrozumiałam. Nie było stada - może przynajmniej ono ma beze mnie spokojną noc?
Wokół mnie gnieździła się przytłaczająca i dziwna pustka, wyciskająca powoli łzy z moich oczu. Spuściłam niemrawo łeb ku ziemi, grzywka opadła mia na oczy. Moje chrapy dotknęły chłodnej powierzchni. W miarę upływu czasu stawała się ona wilgotna. Każda chwila coraz bardziej pustoszyła mój umysł. Coś we mnie pękło. Zacisnęłam zęby i szarpnęłam głową do góry, prychając i bijąc przednimi nogami w twardy, zbity grunt, przy tym kamienisty (moje szczęście...), kaleczący nadpęcia podczas takich ruchów. Zaczęłam bujać się jak fale wzburzonej rzeki, kopiąc zawzięcie kopytami, by rozepchać choć trochę ziemię, mieć od czego się odbić. Ona pozostawała nieugięta i obojętna na moje wysiłki. Na całej powierzchni ciała czułam coraz wyraźniej pot, na kończynach zmieszany z krwią z drobnych ranek i brudem. Rzucałam się do oporu, całkowitej utraty sił, gdy mój pysk opadł na glebę. Wysiłek dawał mi ulgę.
Gdybym się w porę odwróciła, nigdy by mnie nie złapał. Gdybym potrafiła im się wyrwać, mogłabym ściągnąć ich do stada i tam dokonałaby się sprawiedliwość. Gdybym potrafiła chociaż uciec teraz, mogłabym przekazać do klanu istotne informacje. Niczego nie potrafię zrobić. Boję się o siebie, zamiast pomyśleć o własnej rodzinie. Będzie zmuszona odkupić mnie w imię honoru, bo dałam się złapać. Tchórz.
— To wszystko moja wina. - z mojej piersi zamiast okrzyku wyrwał się tylko cichy szept. Ciemność nie przyniosła ukojenia. Sen nie przyjmuje zdrajców.
~Wczesnym rankiem~
Wschodzące słońce raziło moje oczy, przywykłe przez całą bezsenną noc do mroku. Renifery spały jeszcze, nowi strażnicy zakończyli rozmowę i od dłuższego czasu milczeli. Zastanawiało mnie, czy istnieje możliwość, że najzwyczajniej w świecie zapomną o mej osobie. Zależy, jaką rolę odgrywam w ich planach. Przeszedł mnie dreszcz. Letnia sierść nie chroniła dobrze od chłodu kamiennych ścian.
Wtem odbiło się od nich echo jakichś przybliżających się głosów. Co najmniej trzech. Przed oczami stanęły mi obrazy wczorajszego dnia. W napięciu wyczekiwałam nadejścia kolejnych ciosów, wytężając wzrok aż do bólu. Tym razem byłam gotowa. Zabicie kogoś takiego jak ja byłoby właściwie chlubą. Wreszcie zaczęłam rozróżniać poszczególne słowa i klecić z nich sensowne zdania.
— Przyłapią nas. - obcy głos rzekł z powątpiewaniem, wahaniem.
— I co z tego? - rozpoznałam jedyny znajomy mi ton młodego z całej grupy. Poprzedni rozmówca milczał - Co ma się niby stać? Przywódcy to nie zrobi różnicy. Chcesz przegapić JEDYNĄ taką okazję w swoim życiu?
— Pern, to ma sens. Wyjmij ten kij z tyłka i wyluzuj.
— Już dobra, dobra. - w tym momencie rozmowa się urwała.
Strażnikom wystarczyło skinięcie kopyta jednego z reniferów, by wpuścić całą piątkę do środka. Grupa młodych byków ustawiła się za mną w przerywanym półkolu. Z nieco zaskoczoną miną, czujnie obserwowałam reny. Nie miałam pojęcia, co planują i jaki mają cel w zrywaniu się z rana i sterczeniu tu.
— Pern, nie zasłaniaj, niech się wszyscy przyjrzą... - mruknął znajomy młodziak. Na to złotawy osobnik odsunął się, przewracając oczami.
— No, bracie, miałeś rację. Niezła sztuka... - odezwał się ciemniejszy osobnik, trącając swego towarzysza.
— To kto pierwszy? - rzekł dotąd milczący, podobny typ. Gromada parsknęła głośnym śmiechem, wszystkie oczy skierowały się na mnie. Miałam coraz gorsze przeczucia.
— Myślę, że akurat tobie przysługuje to prawo. - odparł złotawy renifer. Grupa ustawiła się w ciasny, przesłaniający światło krąg. Wybrany ren opuścił go. Zaczął kręcić się wokół mnie z pochylonym nisko łbem, muskając wargami moje ciało. Wzdrygnęłam się z narastającym obrzydzeniem i szarpnęłam, licząc na cud, który sprawi, że wyskoczę wprost na nich. Wywołało to jedynie kolejny wybuch śmiechu. Wtedy zorientowałam się, że gość zatrzymał się z tyłu.
Może zawali się ten strop? Może jakieś monstrum wypełznie z ciemności? 
Poczułam jego przednie kończyny złożone na moim grzbiecie, ciało przy ciele. Po pysku znów spłynęły mi łzy.
To... Niech coś się stanie, niech zawali się ten cholerny świat!
Desperacko spróbowałam wybić się, krztusząc się przy tym. Wszystko, co mnie otaczało, śmiech, ból, chłód, zlewało się w jeden koszmarny obraz. Zebrałam w sobie wszystkie siły. Nie do końca wiedziałam, jakimi skrętami i kombinowaniem udało mi się wydostać i stanąć chwiejnie na gruncie zesztywniałymi nogami. Ruszyłam bez zastanowienia przed siebie, prześlizgując się między dwoma osobnikami, i wypadłam na zewnątrz galopem.
<CDN> 

1.07.2018

Od U'schii do Thundera „Wyróżnienie”


-Niezły strzał- mruknęłam- Chociaż przyznam, że wydawało mi się, że nie jestem twoim wrogiem, żebyś mnie bił.
-Myślałem, że jesteś renem — zarumienił się.
- A w jakim to momencie naszej znajomości wyrosły mi rogi?- spytałam ironicznie, jednakże z uśmiechem.
- Od początku byłaś małym reniferowym diabełkiem- roześmiał się szczerze.
- Dziękuję za to jakże cudowne wyróżnienie...- uniosłam dumnie swój łeb- Teraz wyglądam trochę lepiej jak na laureatkę takiej nagrody?
-Chyba przejdę z tobą na złą stronę mocy. Jeszcze zabijesz takiego aniołka jak ja. Czyż nie?- ogier odpowiedział pytaniem na pytanie.
- A żebyś wiedział- kopnęłam go delikatnie- Zwłaszcza takiego molestującego klacze.
-Molestującego?- zrobił niewinne oczy- I jeszcze posądzać mnie o takie czyny...
-Cicho tam!- zaniosłam się mrożącym krew w żyłach śmiechem.
-Myliłem się co do wyróżnienia, powinnaś zostać czarownicą- zawołał.
-Idę do Miśki, się pochwalić- wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
Odeszłam do ogiera, gdyż chciałam rzeczywiście trochę czasu spędzić z małą. Tak szybko mija czas, za chwilę będzie dorosła. W tym czasie rozejrzałam się, ilustrując teren wzrokiem. Taka piękna natura mnie otaczała. Ostatnie kwiaty otwierające swoje pąki, rwące potoki, pachnąca, zielona trawa. W końcu dotarłam do mojej przybranej córeczki, choć zawsze czułam, jakby była moja i uśmiechnęłam się z miłością.
<Thu?>

1.07.2018

Od U'schii do Ganerdene „Lepiej uciekać”


- Nie, nie. Po prostu się zamyśliłam- przed oczami cały czas miałam obraz klaczy biorącej szkodliwe zielsko. No cóż...sama bierze za siebie odpowiedzialność i jest tego świadoma- Jestem w radzie starszych i czuję się z tego powodu dumna. Naszym obowiązkiem jest pomagać władcy w trudnych decyzjach. Za niedługo rządzić będzie młody władca Shiregt. Na pewno miłym doświadczeniem będzie obserwowanie, jak zdobywa doświadczenie. Może rodzice będą dodawać swoje grosze do jego władania albo dadzą mu niezależność. Decyzja należy do nich- zakończyłam uroczyście.
-Rozumiem- odpowiedziała krótko, przez co miałam małe wątpliwości, że mnie nie słucha, ale ileż ja razy tak odpowiadałam, chcąc ucieszyć kogoś w duchu lub nie wiedząc jak skomentować czyjeś starania. Cały ten fakt, więc przyjęłam w milczeniu, nie dając po sobie znać, że w ogóle dopuściłam go do myśli.
-Opowiesz mi coś więcej o tym zielsku, które właśnie zjadłaś?- nie mogłam się powstrzymać, licząc na to, że to nie będzie najgłupsze pytanie w moim życiu. Marzenie ściętej głowy.
- Jego liście są bardzo zdrowe, gdyż w ich żyłkach znajduje się drogocenna witamina „a”, ale nigdy nie można przedawkować. Jednak jest coś jeszcze... Dzięki niemu widzisz piękne kwiaty, a potem następuje nagły zawrót głowy i wydaje ci się, że umierasz. Cudowne doświadczenie. Ono wspomaga twoją mądrość i dzięki niemu możesz lepiej myśleć strategicznie. Po prostu wystarczy samemu spróbować, to zobaczysz jak cudownie działa. Łodyga powoduje odwrotny efekt. Po jakiejś godzinie czujesz się jak nowo narodzony, a po dwóch pojawia się u ciebie niesamowite szczęście — jej definicja z jednej strony przeczyła działaniu narkotyków, a z drugiej była bardzo prawdopodobna, a z jeszcze innej po prostu komiczna. Postanowiłam się oddalić...
<Ganerdene? O to piękne biadolenie twojej klaczy XD>

1.07.2018

Od Thundera do U'schii ,,Wielka pomyłka"

Ostrożnie stąpałem po podłożu, bacznie rozglądając się dookoła. Fakt, że jestem tu stosunkowo krótko, jednak o sprawach w stylu ,,ataki reniferów'', wiem dużo. Porwali córkę władcy, i zaatakowali stado... Powinienem być tam wtedy... Powinienem ratować Miriadę, ale nawaliłem... Chronienie rodziny królewskiej to mój obowiązek, a ja już to schrzaniłem... Teraz nie odpuszczę - codziennie będę wychodził na mały obchód wokół bazy, aby sprawdzić, czy wszyscy są bezpieczni. Wszyscy...
Wsłuchiwałem się we wszystkie odgłosy dookoła, sam starając się zachowywać jak najciszej umiem. I bingo! Usłyszałem odgłos kopyt. Ktoś musi gdzieś tu chodzić...
Przyspieszyłem do kłusa, kierując się w stronę dźwięku. Co gorsza, kopytny przyspieszył. Przyznam, to było denerwujące... Przyspieszam - przyspiesza i ,,ten ktoś''. Ha! Ale ja się nie poddam!
Przyspieszyłem maksymalnie, a gdy znalazłem się wystarczająco blisko dźwięku, wyskoczyłem, przewalając ,,tajemniczą osobę''. Sam wylądowałem na ziemi, jednak czym prędzej wstałem, i odwróciłem się do... O nie, ale ze mnie idiota!
- U... U'schia? - wyjąkałem zdumiony. - Ja... Prze-przepraszam...
Było mi niezmiernie głupio. Jak - ja - w - ogóle - mogłem - pomylić - konia - z - reniferem? No właśnie nie wiem. Ale mniejsza o samą pomyłkę - wybaczy mi to kiedyś, czy zabije na miejscu?
Klacz zmierzyła mnie wzrokiem, otwierając usta aby coś powiedzieć.
<U? Co powiesz? :> >

1.07.2018

Lipcowe postarzanie

Witajcie, drogie mi me ludzie! 
Miło mi znów pisać do was jak co miesiąc przy takiej okazji, jak postarzanie. To czas, gdy mogę na nowo przeżywać wszystkie przygody, rozmowy, smutki i radości zebrane w ciągu około trzydziestu dni - tyle wydarzeń w tak krótkim okresie! W związku ze starzeniem się postaci o formularz nastolatka proszona jest Sirocco, zaś formularz dorosłego konia winne są przygotować autorzy Vayoli i Khairtai. Następuje również zmiana pory roku - powitajmy gorąco na Eternal Freedom chłodniejszą jesień, zapowiadającą zbliżającą się wielkimi krokami zimę. Mija nam rok i wchodzimy w nowy - 1891 r.
Podsumowanie czerwcowej aktywności
W czerwcu przewinęło się przez stronę główną 76 postów, w tym 68 opowiadań. Pod kątem udziału rodzaju wpisów to dobry wynik! Naszym nowym członkiem została Rose. Jednak większe zmiany nastąpiły w sensie technicznym - pojawiła się pierwsza ,,Sława" (zajrzyjmy do ,,Fabuły"), zmieniła się forma Tablicy Informacyjnej, mamy nowe NPC. Ogólnie rzecz biorąc, czerwiec nie był miesiącem wielkich rewelacji, co jest zrozumiałe ze względu na zakończenie roku szkolnego i pogoń za dobrymi świadectwami. Nie oznaczało to, całe szczęście, zahamowania rozwoju strony.
Podsumowanie Epidemii i fabuły
Przez cały miesiąc trwały cotygodniowe losowania wyłaniające zarażonego nieznaną chorobą członka, możliwą do wyleczenia tylko przez dość drogie lekarstwo. Ofiarami epidemii padły następujące postacie: Valentia, Mivana, Eragon, Quinlan oraz Awesome, z czego dwie pierwsze zdołały się uratować, a dwie ostatnie mają jeszcze na to czas. Z drugiej strony antidotum odkryły osoby w kolejności od pierwszej do ostatniej aisza (znana szerzej jako Mikado, U'schia i Mint), Hadvegar (znany szerzej jako Hadvegar) oraz Aurea (znana szerzej jako Valentia, Khairtai i Eragon [*]). Pragnę wam serdecznie pogratulować i przyznać nagrody :D:
aisza otrzymuje obiecane 310 SŁ - wybraną postać przedstaw na poczcie adminowi.
Hadvegar otrzymuje obiecane 210 SŁ.
Aurea otrzymuje nagrodę pocieszenia w postaci 60 SŁ - wybraną postać przedstaw na poczcie adminowi.
Epidemiczny mini-event, co mówimy z ulgą, oficjalnie się kończy! Mimo to jeszcze przez dłuższy okres epidemia będzie odgrywać swoją rolę w opowiadaniach - temat na najbliższe wątki gwarantowany.
Mówiąc o fabule, stado w związku z rozprzestrzeniającą się chorobą przenosi się do bazy u podnóży Gerel Uul. Napotykamy jednak opór w postaci kopytnych kuzynów, reniferów, które przejęły te tereny. Podczas pierwszej potyczki uprowadzona zostaje córka władcy, chociaż klan nie ponosi większych strat.
Specjalna oferta dla nowych kopytnych!
Z okazji rozpoczęcia wakacji pełną parą Eternal Freedom ma dla nowych członków specjalną ofertę trwającą od 2.07-30.07.2018 r. Każda osoba, która dołączy w tym czasie, otrzyma na start dodatkowe 50 SŁ i 20 punktów umiejętności do dowolnego podziału.
 Przypomnienie o mini-evencie i głosowaniu
Jak wiadomo, Eternal Freedom zostało zgłoszone do blogowego konkursu organizowanego przez Salonik Howrse. Serdecznie zapraszamy do głosowania w nim, póki czas! ---> http://salonik-howrse.blogspot.com/2018/06/konkurs-blogow-gosowanie.html
Przypominamy też o pisarskim mini-evencie, którego celem jest stworzenie zaproszenia na naszego bloga. Nagrody są tego warte. Więcej informacji w poście ---> https://freedometernal-s.blogspot.com/2018/06/mini-konkurs-i-wczesne-wakacje.html
Nasze plany i inne pierdółki 
Lipiec - to pierwszy i najwspanialszy miesiąc wakacji, niczym powiew świeżości dla bloggerów. Administracja w wolnym czasie będzie intensywnie pracować nad rozwojem bloga - nie jesteśmy w stanie sprecyzować naszych zamiarów - i jakimś poważniejszym eventem. Postaramy się też jak najwięcej pisać, pisać i jeszcze raz pisać!
Zapewne większość z nas słyszała już o nowej ustawie UE pt. Acta 2, która - po prawdzie mówiąc - jest zagrożeniem dla istnienia wielu blogów. Kopia Eternal Freedom została już pobrana na wypadek jego usunięcia, dlatego nie martwcie się - jeżeli pewnego dnia nie zastaniecie go, zgłoście się do głównej adminki na pocztę po więcej informacji.

Pogoda i przeziębienie mnie wykończą...Do zobaczenia!
~Yatgaar, Shiregt i Miriada
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika