→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

2.06.2018

Od Thundera do U'schii ,,Droga w nieznane''

W momencie, gdy U'schia i ja odwróciliśmy się, aby ruszyć, ujrzeliśmy gniadego araba. Nie trudno się domyślić, iż był to nikt inny, jak Khokh. Od razu oznajmił nam, że trzeba ruszać w drogę, w kierunku Gerel Uul. Co więcej, z tej rozmowy wyciągnąłem informację -mianowicie dowiedziałem się, że U'schia jest przewodnikiem.
***
Szedłem na przedzie, obok U'schii. Po drodze opowiadała mi o poszczególnych miejscach, zwłaszcza tych ważnych do zapamiętania. Mój umysł pochłaniał tę wiedzę jak głodny shire z nadwagą (bez obrazy dla grubych shire, to spoko ziomki!).
Po kilku godzinach wędrówki Yatgaar oznajmiła, że robimy postój przy najbliższym zbiorniku wodnym. Powodem było rzecz jasna zmęczenie i pragnienie, oczywiście głównie u źrebiąt.
Zatrzymaliśmy się więc przy jakimś zbiorniku i postanowiliśmy zostać tam na jakiś czas. Zaraz po uzupełnieniu płynów, zacząłem wpatrywać się w inne konie. Było ich sporo... Oj, coś czuję, że będę musiał poświęcić dużo czasu, chociażby aby wymienić te kilka zdań z każdym.
W pewnym momencie poczułem na sobie czyjś wzrok; odwróciłem się, aby sprawdzić, kto może na mnie patrzeć. Okazało się... że była to jakaś biała klacz. No, nie dziwię jej się — takiego brzydala jak ja pewnie widzi po raz pierwszy w życiu! No, nietrudno się domyślić...
<U'shia? XD>

2.06.2018

Od Mint do Shiregta „Prawie nas zabili dla naszego dobra?”

— Shi*...mamy nową zabawę. Idziesz z nami?- zawołałam**.
-Jasne- odparł, ledwo słyszalnie, jak dla nas na dole. Jednak nawet odległość nie zmieniła jego entuzjastycznego, raźnego tonu. Zbiegł ze wzgórza, nie łapiąc przy tym żadnych zajęcy***. Nie wiem czemu, ale jego uśmiech mnie po prostu rozbrajał. Ogólnie bardzo miło spędzało się nim czas... Z przemyśleń jednak wyrwała mnie Mivana, która już zdążyła wytłumaczyć mu zasady, zabawy, zresztą nie dziwię się, były dość krótkie i pytała go, czy wszystko zrozumiał. Bacznie obserwowałam reakcję ogiera, przygotowana na ponowne, tym razem bardziej szczegółowe objaśnienie gry (bo gdyby nie rozumiałby córki Marabell, trzeba by samemu przejąć inicjatywę), jednakże on pokiwał energicznie głową. Gdy mieliśmy już zacząć się bawić, zauważyliśmy coś wijącego się w krzakach, wyglądającego na węża. Może bym go zignorowała, ale ostatnio zaczęłam się robić ostrożniejsza. Nagle okazało się, że jest tam jakaś klacz, która najwyraźniej walczy z gadem. Nie zwracając uwagi na sprzeciwy przyjaciół, podbiegłam trochę, chcąc sprawdzić, czy sobie radzi. Upadła na ziemię i już Mokasyn Dalekowschodni miał pryskać jadem, lecz do akcji wkroczyliśmy my. Ja przytrzasnęłam mu ogon i gdy on się obracał, żeby to mnie zabić, Shiregt przytrzasnął mu czaszkę, wskakując na niego, a Mivana nam w tym wszystkim pomagała, skacząc z jednej strony na drugą. W końcu go unieszkodliwiliśmy, ale tego, co się stało potem się nie spodziewaliśmy. Klacz rzuciła się na nas. Wylało się trochę krwi, a my byliśmy całkowicie zmęczeni, gdy ta przerwała. Jednym słowem — czuliśmy się fatalnie.
- Pamiętajcie, że nie można pomagać i ufać byle komu, bo widzicie co, się może stać. Mam nadzieję, że tym doświadczeniem trochę rozjaśniłam wam umysł. Wiedzcie też, że jeśli macie niższe umiejętności to się poddajcie. Przeciwnik może nie odpuścić, więc nie rozumiem, czemu jesteście tu bez dorosłych. Powinni, chociaż odwalić robotę nauczenia was tego i owego.
<Shi? I tak oto zaczynamy   uprzykrzającą życie naszym postaciom piękną fa(bułkę)**** xD)

*Czyt. Szi. Hłe, hłe dziewczynka :)
** „— Shi...mamy jakąś nową zabawę. Idziesz z nami? - zaproponowała cicho.” Dlaczego więc zawołałam? Po prostu wszystko do niego docierało jakby przez mgłę, a poza tym był daleko od nas :) Usunęłam też „jakąś”, bo to trochę idiotycznie, by brzmiało. Załóżmy, że miał takie omamy, że po prostu sobie dodał:p
***- Złapać zająca = przewrócić się
****Bułkę z fasolą

2.06.2018

Zawiązujemy współpracę z Gaoithe!


1.06.2018

Od Mint do Vayoli „Myśl, która wiele daje”

Ciepłe podmuchy wiatru zaczęły z lekka do mnie docierać. Przez moje lekko uchylone powieki przedzierało się światło. Nagle moim oczom ukazał się nieco rozmazany obraz konia, lecz z każdą sekundą jego ostrość pogłębiała się, aż w końcu mogłam bez problemu ujrzeć Vayolę. Usłyszałam jej cichy głos jakby przez mgłę. Zrozumiałam z niego tylko, że chce mi pomóc.
Chcąc się podnieść, napięłam mięśnie, ale mój wysiłek poszedł na marne, a przy okazji dał mi dużą falę bólu. Nie mogłam jednak, choć tego pragnęłam, po prostu zemdleć, stracić świadomość, nie czuć tego strasznego łupania w kościach. W moich oczach pojawiły się łzy, a ja instynktownie ryknęłam.
-G-gdzie jest Shiregt?
Obraz znowu rozmazał mi się przed oczami, ale to za sprawą potu ściekającego mi policzkach. Byłam niemałą falą wściekłości, którą dla własnego dobra należałoby jak najszybciej ugasić. Jednocześnie byłam bezsilna i ograniczona bezlitosnym bólem i nie wiele mogłam fizycznie zrobić komukolwiek. Pewnie nawet żabka, wymsknęłaby mi się bez szwanku. Nagle w głowie zaczął mi się układać krótka mądrość i stałam się spokojniejsza, jak to na mięte przystało.
Ból i klęska może nie zanikną, gdy znowu na niebie pośród bezkresnych, nigdzie się niespieszących obłoków, które dają świetny przykład niejednemu zagonionemu zwierzęciu, zagości złota kula. Kto jednak zabroni ci marzyć i troski zamieniać w nadzieję?
<Vayola? Biedna ty, nie wiesz co się dziejeXD>

1.06.2018

Od Yatgaar do Bush Brave'a ,,Improwizowane sądownictwo"

Tłum koni wpatrywał się w prowadzonego przez nas ze spuszczoną głową jeńca. Większość zapewne zadawała sobie pytanie, jakiż to czyn do tego doprowadził, lecz stado nie wyglądało na bardzo zaskoczone - przynajmniej jego większość. Nietrudno było się domyślić, że prędzej czy później podwinie mu się noga. Świadomość, że teraz nie ucieknie przed rozlewem własnej krwi była bardzo przyjemna i krzepiąca. Zwłaszcza, że zamierzałam to zrobić własnymi kopytami. Był jedynym echem przeszłości, frakcji Kruczych Cieni, więzadłem, które należało zerwać, unieszkodliwić tak, by nie było w stanie się odbudować.
Po przeprowadzeniu ogiera przez tłum zostawiliśmy go pod opieką Byorna, Kirka i Mikada - zawsze więcej ochrony, mniej nudy. Następnie Khonkh ruszył na skraj polany i...stanął, obserwując stado.
— Co teraz chciałabyś zrobić? - spytał po chwili, odwracając głowę w moją stronę. Te same spokojne oczy skupione były na mojej osobie.
— Improwizować. Sąd. - odparłam w dwóch słowach, zastanawiając się już nad składem tej rady.
— W takim razie proponowałbym Byorna. - rzekł gniadosz.
— Tak. - uśmiechnęłam się do niego.
~Nazajutrz~
Grupa złożona z naszej pary, jednego bojownika, Marabell i Valentii stanęła dziś naprzeciw kuca ciemnej maści o podłym, nieprzychylnym spojrzeniu.
— Zacznijmy więc. - mruknął Khonkh. Po gromadzie przelała się fala szeptów, po czym zaczęło się wymienianie win i aktów obrony. Każdy dokładał coś od siebie. Pragnęłam zakończyć to całe przedstawienie jak najszybciej i przejść do oczywistego wniosku wraz z działaniem, ale było ono pożądane. Przez cały czas rzucania oskarżeń Bush milczał, podczas gdy sądownictwo powoli uzyskiwało jeden głos - zabić. Jedynie Valentia wahała się dłużej jako ktoś z zewnątrz, wzięty dla podkreślenia uczciwości.
— A więc, niechaj nastanie śmierć. - wyrzekł te słowa władca, równocześnie spoglądając na mnie. Na moim pysku zawitał delikatny półuśmiech. Pożyczyłam od niego broń. Chłodny dotyk metalu był na drugim miejscu, za posmakiem krwi. Podeszłam powoli do przytrzymywanego przez swych wczorajszych strażników ogiera. Uniosłam łeb, by móc z całą mocą wbić ostrze w ciało, lecz w tym samym momencie usłyszałam jakiś głos z dołu:
— Nie tak prędko. - westchnęłam, przewracając oczami. Nie miałam już cierpliwości. Teraz albo nigdy.
— Masz nam coś do zaoferowania? - rzekłam ironicznie, przewiercając go spojrzeniem.
<Bush? ,,U progu śmierci"XD>

1.06.2018

Od Hadvegara do Forever ,,Nigdy nie kochałeś"

Mijały kolejne dni, a nasze źrebię rosło w siłę. Uwielbiałem na nią patrzeć jak się bawi z rówieśnikami, jak obserwuje otoczenie i zadaje po miliony pytań dziennie. Z każdym dniem kochałem moją rodzinę coraz bardziej, mimo tego... jak do tego doszło. Przypominała mi o tym, ale czułem, że wszystko idzie w dobrą stronę i powoli ten ból zanika. Niestety z Forever było inaczej, a ja sam czułem, że jest mi coraz bardziej niezręcznie i odsuwałem się od niej, kiedy potrzebowała czułości. Trudno mi było, ale myślę, że ona to rozumie i da mi więcej czasu. Chciałbym to zmienić, ale czy robienie czegoś wbrew sobie pomaga? Czułem, że nie, ale urazić jej nie chciałem i starałem się stwarzać jakiekolwiek pozory tego rodzinnego ciepła.
Sirocco właśnie odbiegła od nas i radośnie podbiegła do swoich znajomych. Zaraz po tym Forever oparła głowę o mnie. Przypomniałem sobie o tym, co mi kiedyś powiedziała. Była ze mną szczera. Ja też powinienem z nią taki być. Szczery. Jednak nie chciałbym jej zranić w jakikolwiek sposób, bowiem wiele prze zemnie wycierpiała.
– Dziękuję Ci Forever. – powiedziałem, obserwując z daleka biegające źrebięta.
– Za co? – odsunęła się i spojrzała z zaciekawieniem na mnie.
– Za nią. – oznajmiłem, patrząc klaczy w oczy, po czym skierowałem łeb w kierunku źrebaków. – Jest idealna. Tak jak jej mama. – dodałem.
– Naprawdę tak myślisz? – zapytała, z lekka nie dowierzając.
– Tak właśnie myślę. Masz naprawdę dobre serce i zasługujesz na wszystko co najlepsze. Mam nadzieję, że kiedyś los ci wszystko wynagrodzi, bo ja nie jestem w stanie tego zrobić. – powiedziałem przygnębiającym tonem głosu.
– Przestań. Ile razy mam ci powtarzać, że nic się nie stało? – odparła ze zdenerwowaniem.
– Możesz to powtarzać w nieskończoność i chociaż wiem, że twoje słowa i czyny powinny być najważniejsze, to nie jestem w stanie... sam sobie wybaczyć. Ranię Cię tym tylko, ale nawet nie wiesz, jak jestem bezradny w tej kwestii. – wytłumaczyłem.
– Nie kochasz mnie, prawda? Nigdy nie kochałeś... – zapytała, patrząc mi prosto w oczy.
– Nie zrozum mnie źle, ale ja nie potrafię. Staram się robić wszystko, żeby Sirocco miała kochającą rodzinę i kocham ją całym moim sercem, ale to wszystko... przypomina o tym co wtedy zaszło. – czułem, że z każdym słowem jest mi lżej na duszy, jednak czy tym samym nie gnębię mojej Forever?
– Zapomnij o tym co zaszło, dla niej...
– Chciałbym moja droga, ale to jest jak pożar, który pozostawił po sobie ślad na twoim ciele. Niektórych śladów nie da się pozbyć, one pozostaną już zawsze. Myślisz, że mógłbym kiedyś zapomnieć? Pokochać? Doczekać się kolejnego źrebięcia? Takiego z prawdziwej miłości? – ton mojego głosu był niemalże bezuczuciowy, chociaż uczuć we mnie było aż nadmiaru.
– Może i rany nie znikną, zostaną na zawsze, ale trzeba nauczyć się z nimi żyć. Przypominają o tym, co się stało, ale to dzięki nim jesteśmy silniejsi. Jesteś silny Hadvegar, bo kochasz Sirocco... bo nadal ze mną jesteś, z nami. – podeszła do mnie bliżej.
– Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. – oznajmiłem, po czym przytuliłem się do klaczy. – Dziękuję, że jesteś. Naprawdę.
<Forever?>

1.06.2018

Majowe podsumowanie

Oto nadszedł 1 czerwca - dla nas, bloggerów (a przede wszystkim adminów) dzień podsumowań i przygotowywania nowych planów, który znacznie większa część ludzkości zna pod nazwą Dnia Dziecka. Każdy z nas ma - a przynajmniej powinien - w sobie dziecko, życzę więc wszystkim istotom, by tę cząstkę zachowały i życie szczęśliwe wiodły...

W maju działo się, a działo sporo - dodaliśmy oficjalnie ukończone FAQ, choć z pewnością strona będzie jeszcze niegdyś rozbudowywana + przypominamy o mini-evencie. Przegalopowaliśmy się też po wszystkich zakładkach, by poprawić różne drobne błędy, niedopowiedzenia i byki, grafika została zaktualizowana - udało nam się spełnić wszystkie nasze marzenia na ten miesiąc, a dodatkowo w roboczych szykuje się kolejna niespodzianka! Po prawdzie mówiąc, po stronie fabularnej również nastąpił rozwój - nastaje rok 1890, w naszych szeregach pojawiło się mnóstwo nowych, młodych członków (thank you so much). Wybuchła również epidemia nieznanej choroby, i nie przypuszczamy, by się to bezboleśnie skończyło...
Co do postarzania, Mint i Dante proszeni są o formularz nastolatka.
Jakie mamy asy w rękawie?
Zapewne sporo będzie się w klanie działo, a ziemia może zatrząść się w posadach. Nie jesteśmy pewni, czy odbędzie się jakikolwiek event z powodu nawału życia i zbliżających się wakacji, lecz postaramy się ten czas jak najbardziej urozmaicić, przynajmniej drobnymi, a na pewno zabierzemy się za kurzące się w fabule ,,Sławy".
+Z innej beczki!
Jako że Eternal Freedom znajduje się w spisie blogów na Saloniku Howrse, zostaliśmy zaproszeni do udziału w darmowym konkursie zorganizowanym dla tego typu stron. Nagrodą dla uczestnika ze strony organizatorów będzie 50 tys. Eq, zaś z naszej dorzucimy mały upominek. Wybraliśmy trzy z pięciu kategorii:
  • Najładniejszy szablon (bo z moim zmysłem estetyki na pewno wygramyXD) - nagroda dla admina
  • Najładniejsza postać (obojętnej płci - prawdziwe zdjęcie) - nagroda dla jej autora
  • Najciekawsza karta postaci - nagroda dla jej autora
Jeżeli chcesz zgłosić się do jednej z kategorii, napisz na poczcie.EDIT: Kandydaci zostaną wybrani poprzez głosowanie w ankiecie. Możesz także zgłosić się na pocztę.
Więcej informacji?--->https://salonik-howrse.blogspot.com/2018/05/pierwszy-rok-saloniku-howrse.html
~Yatgaar, Miriada i Shiregt
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika