Przysłuchiwałam się wszystkiemu ze stoickim spokojem i nie wyrażającym żadnych emocji wyrazem pyska, przestępując tylko co jakiś czas z nogi na nogę. Wciąż stałam przy Khonkhu; zresztą nie potrafiłam się z tego miejsca ruszyć. Oto przecież zwycięstwo. Plan udał się doskonale, niemal perfekcyjnie. Żadnych niepotrzebnych świadków. Już niedługo będzie twoje. Czego jeszcze mi...? - dotarł już do mnie sens całego zdarzenia i to nie było przyczyną. Wszystko też się powiodło. Spojrzałam kątem oka na postać araba obok mnie, po czym natychmiast odwróciłam wzrok. Nie miałam czasu, by się nad tym zastanawiać, bowiem nagle rzekł stanowczym głosem:
- Przyjdzie jeszcze czas. Na razie powinniśmy zająć się Grey. - władca zaczął iść w stronę koni zebranych wokół ofiary, nadal nieprzytomnej. Niepewne tego, co mają począć, zanim dotarł na miejsce, wzięły ją pospiesznie na grzbiety.
- Próbuje nas zbyć. - mruknął ktoś bardziej wyraźnie pośród filharmonii szeptów i parsknięć. Przywódca podtrzymywał teraz głowę klaczy, i pochód ruszył ku miejscu postoju. Tak, przyjdzie jeszcze czas. Gdy się obudzi, dokończymy dzieła... - pomyślałam odruchowo. Potrząsnąłem głową, próbując wyrzucić wszystkie myśli. Każda kolejna prowadziła na coraz bardziej grząski grunt, topiąc wśród uczuć i faktów. Gdy dotarliśmy na miejsce ,,topielcem" zajęli się zawodowcy, a większość powróciła do swoich zwyczajnych zajęć, zerkając tylko spode łba na władcę, który najwyraźniej kompletnie nie wiedział, co począć. Podeszłam powoli do ogiera, patrząc mu mimo wszystko w oczy.
- Wierzę ci. - rzekłam cicho. Wyglądał na lekko zaskoczonego, a chwilę potem na jego pysku pojawił się uśmiech. Sama na ten widok odwzajemniłam gest, nie potrafiłam stłumić tego, że mnie to cieszy. Chyba to zwyczajnie zły dzień. Albo i sen. Zaraz wszystko wróci do normy...Następnie dodałam szeptem: - Ale...nie mogę zlekceważyć faktu, że byłeś tam tylko ty. - przygotowywałam się na kolejną kłótnię, gdy odparł beznamiętnym tonem:
- Dziękuję. Idź i nie zaprzątaj sobie tym na razie głowy. - zamrugałam parę razy, próbując zrozumieć. W lekkim szoku posłusznie odeszłam na bok.
*Godzinę później*
Przyroda gwałtownie spuściła na ziemię swego rodzaju gniew. Teraz nie wzburzone fale jeziora targały światem, lecz gęsta zamieć, ograniczająca widoczność do zera. Widziałam tylko niewyraźne sylwetki pobratymców. Wiatr głuszył wszelkie dźwięki. Zaczęłam iść w stronę, jak mi się wydawało, Bush Brave'a. Hanken również chyba szedł do jednego z członków Kruczych Cieni. Trochę jak w malignie, instynktownie zbierałam wokół siebie gromadkę, do której następnie przyłączyła się ta zebrana przez nowego. Wszyscy oprócz Grey. Z pozoru ruszyłam na przedzie, jednak obok mnie podążał ogier, i właściwie to on dyktował kierunek. Wkrótce, po długim, mozolnym marszu przez grubą warstwę puchu zatrzymaliśmy się. Popatrzyłam po pyskach kompanów i, nieco improwizując, krzyknęłam z entuzjazmem:
- Za Krucze Cienie! - stanęłam dęba, wstrząsając grzywą, a inni poszli w moje ślady, rżąc radośnie. Echo nie niosło się wśród zamieci. Po chwili ciągnęłam dalej: - Udało nam się sprowadzić na władce podejrzenia zgodnie z planem. Spisaliście się. Niech to zwycięstwo będzie okazją do radości. - oświadczyłam. - Dalej! - zachęciłam zesztywniałych rekrutów, ciskając w przestrzeń ,,śnieżkę". Trochę swobody nie zaszkodzi. Były bitwy na śnieżki, rozmowy...A Hanken okazał się być głównym punktem programu. Mimo wszystko to, jak zaskarbił sobie ich sympatię, niepokoiło mnie. Lecz...Tak. Wygrana jest już blisko, coraz bliżej jestem dawnego celu. To się teraz liczy. Zarżałam głośno, przeciągle, a to niby śmiech szatana poniosło się po okolicy.
Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy. Na koniec omówiliśmy jeszcze parę spraw.
- Jaki jest nasz następny krok? - spytał kary ogier.
- Wszystko zależy od okoliczności. - odpowiedziałam ze stoickim spokojem.
- Chcę mieć jedynie pewność, że nadal jesteśmy pewni swych działań. - w jego oku pojawił się dziwny błysk. Mierzyliśmy się przez moment spojrzeniem, aż odwróciłam się, ostentacyjnie potrząsając włócznią zwisającą u mego boku, i ruszyliśmy w drogę powrotną. Pogoda wyszalała się, dostrzegłam delikatny zarys czegoś, co mogło być zagajnikiem. Właściwie, nasze zniknięcie można wykorzystać. Za ocalenie takiej grupy wśród zamieci coś się należy... - od razu postanowiłam wcielić ten plan w życie. Na wszelki wypadek wtajemniczyłam dwóch innych, by wstawili się za mną. Wreszcie dotarliśmy na miejsce, i od razu wyszło nam na spotkanie westchnienie ulgi Khonkha. Zauważyłam coś jeszcze; powrót Mikada.
- Szukaliśmy was wszędzie...Co się stało? - zażądał stanowczo wyjaśnień.
- W pewnym momencie przestałam widzieć stado. Szłam do przodu, aż natknęłam się na Arona... - zaczęłam tłumaczyć, kiedy w słowo wszedł mi inny ogier:
- Innymi słowy, zapewne szybko byśmy tam sczezli i oddalili się za bardzo, gdyby nie Yatgaar. Znalazła nas i doprowadziła tutaj. - inni zaczęli zgodnie kiwać głowami. Choć w duchu tańczyłam wokół porcji słodkiego, chłodnego entuzjazmu, na zewnątrz tylko spuściłam wzrok, rozglądając się dookoła.
- Naprawdę?
- Cóż...tak. - przyznałam.
<Khonkh? *Wybuch za 3...2...* XDDDDD>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
3.12.2017
3.12.2017
Nowy przewodnik - U'schia!
1Motto: ,,Podarunek każdego dnia to ciepło słońca w sobie."
Imię: U’schia ( czt. Ausia)
Tytuł: Brak.
Wiek: 15,5 roku
Płeć: Piękność, piękna, najpiękniejsza. Czyli klacz.
Ranga/i: Emerytka, Rada starszych.
Głos: Nightcore & Music
Rodzina:
Matka- W’aeu ( czt. Wełu) Kontakty klaczy z macochą wisiały na szali. Klacz była ciekawska za źrebięcia. To znaczy nie jakoś bardzo ciekawska jak inne młode konie, ale płomyk tego miała.
Będąc mała została uratowana z terenu przez W’aeu. Póki jeszcze to pamiętała płakała za swoją mamą. A, z każdymi wylanymi za prawdziwą matką to sobie utrwalała. Jej macocha wiedziała, że może chodzić o dawną rodzinę. Była z tego powodu poddenerwowana i nic nie mogła na to poradzić. Kiedy klacz podrosła z niemowlęcia na większe źrebię dalej była załamana, ale nie pamiętała swojej mamy. Rzecz w tym, że nie pamiętała nawet dlaczego jej serce płacze. Rok potem będąc nastolatką macocha wyznała jej, że została „adoptowana”
Ojciec - - W’aeu miała także męża. A, więc mała U’schia ojczyma. Nazywał się Cho’n.(czt. Chun).
Klacz prawie go nie widywała. Ciągle gdzieś wychodził. A, wracał najczęściej jak spała. Klacz widziała go ostatnio jak się powiesił z głupoty. Nie żył…
Osobowość: Dumna i bardzo odważna klacz. Niekiedy może zachować się jak taka „ Sierotka Marysia”. Może mieć również inną fazę charakteru. Nie jest bardzo oddana swojej religii, chociaż czasami się modli. Ale, o wierność swojemu partnerowi zagwarantuje. Lubi się kłócić, ale tylko na żarty. Może bliżej poznana zagwarantuje ci śmiech i dokazywanie ( w innym tego słowa znaczeniu).
Orientacja: Asek/ hetero.
Partner/Partnerka: Kogo by miała poznać? Nikogo nie poznała.
Potomkowie: Nie zapłodniona klacz (bez żadnych środków) nic nie urodzi. Proste? Proste. Nie myśli o nich na razie. Pomyśli jak znajdzie partnera.
Aparycja:
- Rasa: Koń czystej krwi arabskiej. Typ : Munighi
- Wygląd: Ma dosyć ciemną rudawą grzywę i złotą błyszczącą sierść z małą gwiazdką na czole. Jest lekkiej arabskiej budowy. Ma bardzo odbiegający chód od innych przedstawicieli jej rasy, jednak równie dumny i piękny.
- Znaki charakterystyczne: Mała blizna na lewej nodze. Jest wynikiem upadku podczas spaceru ze swoją pierwszą matką.
- Wzrost: 148 cm WK
- Waga: 499 Kg
Umiejętności:
Siła fizyczna: 30
Szybkość: 120
Zwinność: 120
Technika: 110
Wytrzymałość: 55
Kamuflaż: 125
Historia: Wychowana przez niejaką W’ichn ( czt.Łaczi), choć większość swojego życia spędziła u W’aeu i Cho’na. W’aeu odnalazła ją na polach. Zabrała ją w opresji i troskliwie się nią zajęła. Klacz jednak pogrążona w swoich smutkach olewała zupełnie jej starania. Potem trochę się poprawiło, jednak gdy klacz na nowo dowiedziała się, że jest „adoptowana” i jest jej to prawdziwa mama tylko macocha, uciekła. W drodze zauważyła ojca, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Chciała podzielić jego los, jednak napotkał ją ogier.
W końcu została jego drugą wspólnicą, pragnąc zaprzyjaźnić się z Yatgaar.
Inne: Nie chciałaby zostawić przed swoją śmiercią zrazy w czyimś sercu.
Kontakt: Hw: aisza
3.12.2017
Od Bush Brave'a do Yatgaar ,,Sygnały"
Nudziło mi się okropnie. Znalazłem więc sobie jakiegoś towarzysza... A może towarzyszkę? Mniejsza oto. Rozmawiałem sobie z jakimś członkiem stada. Nawet nie wiem jak ma na imię. Podjadałem co jakiś czas trawę, którą trzeba było wygrzebać z coraz grubszej warstwy śniegu. Dopiero po jakimś czasie zauważyłem Yatgaar, która cały czas stała z opuszczoną głową i grzebała w ziemi kopytem skierowanym w moją stronę. Przez chwilę zastanawiałem się czy nic jej nie jest, ale w końcu przypomniało mi się, że mam czekać na jakiś sygnał.
-Kurczę. Przypomniało mi się, że muszę zrobić coś ważnego. Muszę iść. Pa!
Szybkim krokiem skierowałem się w stronę klaczy, która od razu, gdy zauważyła że kieruje się w jej stronę ruszyła w kierunku drzew. Cały czas szedłem za nią. Kiedy znaleźliśmy się już w miejscu niewidocznym dla stada, klacz zdenerwowała się na mnie trochę, że zareagowałem dopiero w tym momencie. Po jakimś czasie przeszła jej złość i przystąpiliśmy do lekcji pierwszej. Sygnał który dawała mi towarzyszka oznaczał "chodź tu". Strzyżenie uszami miało za zadanie przekazać informacje o niebezpieczeństwie. Gdy Yatgaar wskazywała na prawy bok oznaczało to kierunek północny, na lewy południe, prawa przednia noga oznaczała wschód, a lewa przednia zachód. Cofnięcie wszystkich kończyn równocześnie było znakiem do odwrotu. Tupnięcie nogą było zaś sygnałem do rozpoczęcia akcji, a wstrząśnięcie grzywą było równoznaczne do pożegnania.
- Lekcję pierwszą możemy uznać za zakończoną. - powiedziała Yatgaar z wdziękiem.
-Tylko ty możesz dawać te sygnały - spytałem.
Klacz kiwnęła głową jakbym niepotrzebnie pytał.
-Dobrze. I jeszcze jedno. Mogę wiedzieć kto jeszcze należy do Kruczych Cieni?
<Yatgaar?>
-Kurczę. Przypomniało mi się, że muszę zrobić coś ważnego. Muszę iść. Pa!
Szybkim krokiem skierowałem się w stronę klaczy, która od razu, gdy zauważyła że kieruje się w jej stronę ruszyła w kierunku drzew. Cały czas szedłem za nią. Kiedy znaleźliśmy się już w miejscu niewidocznym dla stada, klacz zdenerwowała się na mnie trochę, że zareagowałem dopiero w tym momencie. Po jakimś czasie przeszła jej złość i przystąpiliśmy do lekcji pierwszej. Sygnał który dawała mi towarzyszka oznaczał "chodź tu". Strzyżenie uszami miało za zadanie przekazać informacje o niebezpieczeństwie. Gdy Yatgaar wskazywała na prawy bok oznaczało to kierunek północny, na lewy południe, prawa przednia noga oznaczała wschód, a lewa przednia zachód. Cofnięcie wszystkich kończyn równocześnie było znakiem do odwrotu. Tupnięcie nogą było zaś sygnałem do rozpoczęcia akcji, a wstrząśnięcie grzywą było równoznaczne do pożegnania.
- Lekcję pierwszą możemy uznać za zakończoną. - powiedziała Yatgaar z wdziękiem.
-Tylko ty możesz dawać te sygnały - spytałem.
Klacz kiwnęła głową jakbym niepotrzebnie pytał.
-Dobrze. I jeszcze jedno. Mogę wiedzieć kto jeszcze należy do Kruczych Cieni?
<Yatgaar?>
2.12.2017
Od Khonkha "Jak Bóg się rodzi w Klanie Mroźnej Duszy"
Przygotowania do świąt ruszyły pełną parą. Codziennie ktoś przynosił nieco jedzenia, które miało poczekać do wigilijnej kolacji. W tym celu należało go pilnować, aby nikt przypadkiem nie pokusił się go po prostu zjeść. Dziś w dodatku z samego ranka, wszyscy członkowie, którzy w porę się nie ewakuowali, zostali przez Lindę zaprzęgnięci do robienia świątecznych ozdóbek. Wzięła w tym udział zdecydowana większość, w końcu przygotowania do Bożego Narodzenia lubią niemal wszyscy i do tego tak wszystkich do siebie zbliżają. Najpierw wszystkie konie wybrały się do lasu, aby zdobyć odpowiednie materiały. Ja uzbierałem kilkanaście gałązek, kamyków i szyszek w miarę dobrym stanie, które udało mi się wygrzebać spod grubej warstwy śniegu. W pewnym jednak momencie niechcący zamachnąłem się kopytem zbyt mocno i trochę śniegu poleciało w stronę stojącego za mną konia.
- Hej, uważaj trochę!- usłyszałem. Po głosie rozpoznałem, że trafiłem w Yatgaar. Ledwo się odwróciłem, a na moim pysku wylądowała warstwa śniegu. Nie zastanawiając się długo, także obrzuciłem klacz białym puchem. Yatgaar ponownie mi oddała, ale tym razem zrobiłem unik i śnieżny pocisk trafił kogoś innego.
- Hej!- usłyszałem tylko, a po chwili w moją stronę ponownie pędził rzucony śnieg. Uniknąłem uderzenia i trafiło ono w Yatgaar. Nie trzeba było długo czekać, aż do zabawy włączyli się wszyscy. Śnieg latał w tę i z powrotem, tak że nikt nie był w stanie stale go unikać. W końcu po jakiejś godzinie zabawy wojna dobiegła końca. Zmęczeni pozbieraliśmy to, co nadawało się jeszcze do zrobienia ozdób i zawróciliśmy w stronę jeziora.
- Zadowolony? Wywołałeś śnieżną bitwę- powiedziała Yatgaar, zrównując się ze mną.
- Tak, ale ja niechcący trafiłem w ciebie tym śniegiem no i to ty pierwsza rzuciłaś w kogoś innego, więc właściwie to Twoja sprawka- odpowiedziałem.
- Ale gdybyś nie oddał mi, albo nie zrobił uniku, nie byłoby tej walki- odparła klacz.
- Tak, co nie zmienia faktu, że ty mnie za pierwszym razem trafiłaś specjalnie- powiedziałem.
- A ty w kółko o tym samym- skomentowała Yatgaar. Przez całą drogę nad jezioro tak się przekomarzaliśmy. Po dotarciu na miejsce, Linda wraz ze swoimi pomocnicami, którymi miały zaszczyt zostać Marabell i Cherry, wytłumaczyła kilka technik robienia ozdóbek. Mieliśmy do dyspozycji kamyczki, gałązki, szyszki, odłamki kory, kawałki lodu, sznurki. Przystąpiliśmy więc do tworzenia naszych małych arcydzieł. Linda, Cherry i Marabell chodziły między nami i w razie czego służyły pomocą. Udało mi się zrobić ozdobę w postaci gałązki świerku przyozdobionej kawałkami lodu i drobnymi kamyczkami. Byłem bardzo dumny z tego dzieła, póki nie ujrzałem wyroby Marabell. Przełożyła sznurek przez kawałek kory. Po jednej stronie do zwisającego sznurka doczepiła drugi fragment drzewa, którym kształtem przypominał gwiazdę. Wokół na innych sznurkach zaczepione były skrzące się w słońcu kawałki lodu. Z drugiej strony klacz zrobiła uchwyt, za który ozdobę można było łatwo powiesić. W końcu skończyliśmy robić ozdoby i przyozdobiliśmy nimi okolicę. Potem nie było już za wiele do robienia, więc udałem się prosić o prywatne lekcje wyrobu ozdób u Marabell. Z jej pomocą udało mi się stworzyć coś lepszego. Były to związane w kształt koła gałązki, ozdobione kawałkami lodu, kamyczkami i korą. Wyglądało to nieco lepiej, dlatego postanowiłem, iż będzie to świąteczny prezent dla wybranej przeze mnie osoby. Jeśli zaś idzie o podarunki, konie od dłuższego czasu zachodziły w głowę, co komu podarować. Nie był to łatwy wybór. Ja sam miałem jeszcze mnóstwo rzeczy do zaplanowanie i przemyślenia. Wieczorem, kiedy wszyscy już zebrali się ponownie w tym samym miejscu, ktoś zanucił znaną, świąteczną piosenkę. Wszyscy od razy to podchwycili i zaczęli śpiewać. Śpiew szybko rozniósł się na pustej przestrzeni i wypełnił swą obecnością ciszę.
- Hej, uważaj trochę!- usłyszałem. Po głosie rozpoznałem, że trafiłem w Yatgaar. Ledwo się odwróciłem, a na moim pysku wylądowała warstwa śniegu. Nie zastanawiając się długo, także obrzuciłem klacz białym puchem. Yatgaar ponownie mi oddała, ale tym razem zrobiłem unik i śnieżny pocisk trafił kogoś innego.
- Hej!- usłyszałem tylko, a po chwili w moją stronę ponownie pędził rzucony śnieg. Uniknąłem uderzenia i trafiło ono w Yatgaar. Nie trzeba było długo czekać, aż do zabawy włączyli się wszyscy. Śnieg latał w tę i z powrotem, tak że nikt nie był w stanie stale go unikać. W końcu po jakiejś godzinie zabawy wojna dobiegła końca. Zmęczeni pozbieraliśmy to, co nadawało się jeszcze do zrobienia ozdób i zawróciliśmy w stronę jeziora.
- Zadowolony? Wywołałeś śnieżną bitwę- powiedziała Yatgaar, zrównując się ze mną.
- Tak, ale ja niechcący trafiłem w ciebie tym śniegiem no i to ty pierwsza rzuciłaś w kogoś innego, więc właściwie to Twoja sprawka- odpowiedziałem.
- Ale gdybyś nie oddał mi, albo nie zrobił uniku, nie byłoby tej walki- odparła klacz.
- Tak, co nie zmienia faktu, że ty mnie za pierwszym razem trafiłaś specjalnie- powiedziałem.
- A ty w kółko o tym samym- skomentowała Yatgaar. Przez całą drogę nad jezioro tak się przekomarzaliśmy. Po dotarciu na miejsce, Linda wraz ze swoimi pomocnicami, którymi miały zaszczyt zostać Marabell i Cherry, wytłumaczyła kilka technik robienia ozdóbek. Mieliśmy do dyspozycji kamyczki, gałązki, szyszki, odłamki kory, kawałki lodu, sznurki. Przystąpiliśmy więc do tworzenia naszych małych arcydzieł. Linda, Cherry i Marabell chodziły między nami i w razie czego służyły pomocą. Udało mi się zrobić ozdobę w postaci gałązki świerku przyozdobionej kawałkami lodu i drobnymi kamyczkami. Byłem bardzo dumny z tego dzieła, póki nie ujrzałem wyroby Marabell. Przełożyła sznurek przez kawałek kory. Po jednej stronie do zwisającego sznurka doczepiła drugi fragment drzewa, którym kształtem przypominał gwiazdę. Wokół na innych sznurkach zaczepione były skrzące się w słońcu kawałki lodu. Z drugiej strony klacz zrobiła uchwyt, za który ozdobę można było łatwo powiesić. W końcu skończyliśmy robić ozdoby i przyozdobiliśmy nimi okolicę. Potem nie było już za wiele do robienia, więc udałem się prosić o prywatne lekcje wyrobu ozdób u Marabell. Z jej pomocą udało mi się stworzyć coś lepszego. Były to związane w kształt koła gałązki, ozdobione kawałkami lodu, kamyczkami i korą. Wyglądało to nieco lepiej, dlatego postanowiłem, iż będzie to świąteczny prezent dla wybranej przeze mnie osoby. Jeśli zaś idzie o podarunki, konie od dłuższego czasu zachodziły w głowę, co komu podarować. Nie był to łatwy wybór. Ja sam miałem jeszcze mnóstwo rzeczy do zaplanowanie i przemyślenia. Wieczorem, kiedy wszyscy już zebrali się ponownie w tym samym miejscu, ktoś zanucił znaną, świąteczną piosenkę. Wszyscy od razy to podchwycili i zaczęli śpiewać. Śpiew szybko rozniósł się na pustej przestrzeni i wypełnił swą obecnością ciszę.
Zima u nas zagościła
Pierwsza gwiazda zaświeciła
Śnieg wkoło prószy
Mikołaj sanie swe przegląda
Zanim w podróż ruszy
Wszyscy razem się zbierają
I tak razem śpiewają:
Zimo, ach zimo, cóż przyniosłaś nam?
Mróz i śnieg
Śnieg i mróz
Oto jest Twój dar!
Już nadszedł na to czas
By prezenty dać
Każdego z nas Mikołaj odszuka
Piękny podarek mu wyszuka
Miłość połączy nas
Radość połączy nas
Już nadszedł na to czas!
Zimo, ach zimo, cóż przyniosłaś nam?
Świąteczny blask
Świąteczny smak
Oto jest Twój dar!
Stopniowo piosenkę śpiewało coraz mniej koni. Śpiew zaczął ponownie ustępować miejsca ciszy. W końcu nie było już słychać nic poza równomiernymi oddechami członków klanu. Sam wreszcie także poszedłem spać, prawdopodobnie jak ostatni, zdając sobie sprawę z tego, że jutro czeka nas wszystkich kolejna dawka świątecznych przygotowań.
<Piosenka wymyślona w ciągu kilku minut, więc proszę w razie czego o łaskawą krytykę XD>
1.12.2017
Od Khonkha do Marabell "Pierwsza arystokratka"
Pokiwałem głową na znak, że rozumiem. Następnie pożegnałem się i odszedłem, widząc, że klacz potrzebuje odpoczynku.
~~Następnego dnia rano~~
Przez cały poprzedni dzień, a także część nocy nie zaznałem spokoju. Moje myśli powracały cały czas do tematu przypadku Marabell. Zaimponowała mi bowiem swoją postawą, miedzy innymi odwagą i pomysłowością. Takie rzeczy się ceni. Uważałem, że wypadałoby jakoś nagrodzić klacz, ale nie byłem przekonany co do tego jak. Wątpliwości stale tylko nasilały się. W końcu umysł podsunął mi pomysł, by nadać Marabell tytuł arystokracki. Rankiem mimo wszystko było to dla mnie niezbyt przekonujące, ale z upływem czasu coraz bardziej skłaniałem się ku temu rozwiązaniu. W południe więc odszukałem klacz, by omówić to z nią osobiście.
- Witaj, Marabell. Jak się czujesz?- przywitałem się.
- Coraz lepiej- odparła klacz.
- To wspaniale. Przyszedłem, gdyż mam do ciebie sprawę- wyjaśniłem.
- O co chodzi?
- Widzisz, uważam, że twoja postawa w czasie ataku wilków była bardzo bohaterska oraz godna pochwały. Poza tym uchroniłaś klan przed nimi- powiedziałem. Klacz tylko przewróciła oczami.
- To nic wielkiego. Każdy postąpiłby tak na moim miejscu- odparła skromnie, spuszczając wzrok.
- Właśnie o to chodzi, że nie każdy, dlatego uważam, iż za takie zachowanie powinno się być nagradzanym- powiedziałem. Klacz spojrzała na mnie zdziwiona.
- Do czego zmierzasz?- spytała.
- Przemyślałem wszystko i zdecydowałem jako oznakę wdzięczności klanu za twoje poświęcenie nadać ci oficjalnie tytuł arystokratki- powiedziałem. Marabell zrobiła wielkie oczy i przez jakiś czas się nie odzywała. Widać było, że ją zamurowało.
- Ale... nie ma mowy!- zawołała. Tym razem ja zrobiłem zdziwioną minę. Spodziewałem się wszystkiego, ale nie odmowy.
- Jak to?
- To niepotrzebne! Zrobiłam, co było właściwie moim obowiązkiem jako członkini klanu. Nie chcę słyszeć o żadnej nagrodzie, zwłaszcza tak...
- Więc to tylko o to chodzi- odetchnąłem z ulgą, przerywając tym samym klaczy.
- Nie rozumiem?- zdziwiła się Marabell.
- Myślałem już, że masz jakiś poważny powód do nieprzyjęcia tej nagrody. A to tylko zwyczajna skromność, o której nie chcę słyszeć. Postanowiłem nadać ci ten tytuł jutro, najlepiej popołudniu. Bądź więc gotowa- powiedziałem. Przez pewien czas klacz nadal protestowała, ale w końcu zrozumiała, iż wszystko już postanowione. Zamiast tego więc skupiła się na wyciągnięciu ze mnie jak najwięcej liczby informacji o przebiegu całej ceremonii. Niewiele mogłem jej pomóc, gdyż sam jeszcze nie wiedziałem, jak to dokładnie będzie wyglądać. W końcu to miała być pierwsza taka uroczystość w naszym klanie.
~~Wieczorem~~
Kiedy w końcu pod koniec dnia wszyscy zebrali się w jednym miejscu, wykorzystałem to, aby przekazać tę ważną informację.
- Proszę o uwagę! Jutro popołudniu po raz pierwszy w historii naszego klanu nadany zostanie tytuł arystokratki. Otrzyma go klacz, która niedawno wykazała się wielką odwagą i poświęceniem. Proszę wszystkich, aby byli o tej porze na miejscu- powiedziałem. Natychmiast posypała się masa pytań i domyślań, kto zostanie odznaczony. Ja jednak postanowiłem jak na razie niczego nie zdradzać.
~~Ceremonia~~
Kiedy już wszyscy zgromadzili się na miejscu i uspokoili, stanąłem przed tłumem.
- Jak już wczoraj mówiłem, dziś zamierzam nadać jednej z klaczy tytuł arystokratki. Marabell, podejdź proszę- powiedziałem. Klacz wystąpiła naprzód. Natychmiast dało się słyszeć różne szepty. Nic zresztą dziwnego.
- Marabell wykazałaś się odwagą i sprytem samemu radząc sobie z watahą wilków i tym samym ratując przed nią nasz klan. Z tego też powodu, w dowód uznania Twojego poświęcenia, w obecności wszystkich prawowitych członków Klanu Mroźnej Duszy, nadaję Ci tytuł arystokratki.
<Marabell? Jaka reakcja?>
1.12.2017
Od Khonkha do Yatgaar "Pokrętne tłumaczenia"
Byłem naprawdę zdenerwowany i kipiałem złością. Dopiero kiedy poczułem na sobie czyjeś ciepło, udało mi się trochę uspokoić. Ze zdziwieniem dostrzegłem, że Yatgaar starała się ogrzać mnie przez chwilę swoim ciałem.
- Jak to się stało?- usłyszałem czyjś głos. Dobre pytanie. Bo co właściwie miało miejsce? Zaalarmował mnie krzyk Grey, a kiedy chciałem jej pomóc, ta zaczęła się ode mnie oddalać coraz bardziej, aż na głęboką wodę- myślałem. Ku mojemu nieszczęściu Dorian i Aron widzieli całe zdarzenie, ale nie w całości. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie jestem w zbyt dobrym położeniu. Obecnie byłem zapewne postrzegany przynajmniej dość... podejrzliwie. Na szczęście udało mi się już po wszystkim prawie w pełni uspokoić.
- Sam chciałbym wiedzieć, co się stało Grey. Usłyszałem krzyk Grey i skierowałem się w jej stronę. Kiedy się zbliżyłem, klacz nagle zaczęła uciekać- powiedziałem.
- Ale jeśli faktycznie tak było, to po co ją goniłeś?- spytał Aron. Właśnie, po co? Kolejne dobre pytanie. Chyba po prostu miałem takie przeczucie, chciałem wiedzieć, co się stało. Ale dla mnie samego brzmi to niedorzecznie, co dopiero dla innych.
- Jak inaczej miałbym postąpić? Słyszę krzyk klaczy, idę, aby jej pomóc, a ona nagle ucieka. Chciałem ją jakoś uspokoić, zrozumieć, co się stało- wyjaśniłem. Po minach innych koni mogłem sądzić, że niektórzy mi uwierzyli, część nie zdawała się być przekonana, ale zdecydowana większość była dość zmieszana.
- Ale zaraz, zaraz... Czy ty przypadkiem nie kłóciłeś się wczoraj z Grey?- zapytał nagle Fenrir.
- A co to ma do rzeczy?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Byłem bardzo spokojny, aby dodatkowo nie utrudniać sobie zadania uspokojenia wszystkich, choć oczywiście zdawałem sobie sprawę, jakie jest powiązanie między tymi dwoma zdarzeniami.
- A to, że...- zaczął Aron.
- Co? Miałbym chcieć zrobić coś Grey z powodu nic nieznaczącej kłótni? Przecież wszyscy tu obecni znają mnie i wiedzą, że nigdy tak nie postąpiłem i nie zamierzałem tego zmienić. Możecie być pewni- powiedziałem.
- Ale kiedyś już dopuściłeś się morderstwa, którym każdy z nas słyszał, gdyż inaczej nie przyłączyłby się do tego klanu- wypalił dość cicho jakiś koń. Prawdopodobnie nie chciał, aby inni to usłyszeli, ale stało się inaczej. No proszę, zrobiłem dobry uczynek, uwalniając od tej trójki Mongolię, a teraz jeszcze mam przez to dodatkowe trudności.
<Yatgaar? Czekam na to, co wymyślisz XD>
- Jak to się stało?- usłyszałem czyjś głos. Dobre pytanie. Bo co właściwie miało miejsce? Zaalarmował mnie krzyk Grey, a kiedy chciałem jej pomóc, ta zaczęła się ode mnie oddalać coraz bardziej, aż na głęboką wodę- myślałem. Ku mojemu nieszczęściu Dorian i Aron widzieli całe zdarzenie, ale nie w całości. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie jestem w zbyt dobrym położeniu. Obecnie byłem zapewne postrzegany przynajmniej dość... podejrzliwie. Na szczęście udało mi się już po wszystkim prawie w pełni uspokoić.
- Sam chciałbym wiedzieć, co się stało Grey. Usłyszałem krzyk Grey i skierowałem się w jej stronę. Kiedy się zbliżyłem, klacz nagle zaczęła uciekać- powiedziałem.
- Ale jeśli faktycznie tak było, to po co ją goniłeś?- spytał Aron. Właśnie, po co? Kolejne dobre pytanie. Chyba po prostu miałem takie przeczucie, chciałem wiedzieć, co się stało. Ale dla mnie samego brzmi to niedorzecznie, co dopiero dla innych.
- Jak inaczej miałbym postąpić? Słyszę krzyk klaczy, idę, aby jej pomóc, a ona nagle ucieka. Chciałem ją jakoś uspokoić, zrozumieć, co się stało- wyjaśniłem. Po minach innych koni mogłem sądzić, że niektórzy mi uwierzyli, część nie zdawała się być przekonana, ale zdecydowana większość była dość zmieszana.
- Ale zaraz, zaraz... Czy ty przypadkiem nie kłóciłeś się wczoraj z Grey?- zapytał nagle Fenrir.
- A co to ma do rzeczy?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Byłem bardzo spokojny, aby dodatkowo nie utrudniać sobie zadania uspokojenia wszystkich, choć oczywiście zdawałem sobie sprawę, jakie jest powiązanie między tymi dwoma zdarzeniami.
- A to, że...- zaczął Aron.
- Co? Miałbym chcieć zrobić coś Grey z powodu nic nieznaczącej kłótni? Przecież wszyscy tu obecni znają mnie i wiedzą, że nigdy tak nie postąpiłem i nie zamierzałem tego zmienić. Możecie być pewni- powiedziałem.
- Ale kiedyś już dopuściłeś się morderstwa, którym każdy z nas słyszał, gdyż inaczej nie przyłączyłby się do tego klanu- wypalił dość cicho jakiś koń. Prawdopodobnie nie chciał, aby inni to usłyszeli, ale stało się inaczej. No proszę, zrobiłem dobry uczynek, uwalniając od tej trójki Mongolię, a teraz jeszcze mam przez to dodatkowe trudności.
<Yatgaar? Czekam na to, co wymyślisz XD>
1.12.2017
Choinkowa Gala
Poprzez białe drogi, z mrozem za pan brat
Pędzą nasze sanie, szybkie niby wiatr
Biegnij gniady koniu przez uśpiony las
My wieziemy świerk zielony i śpiewamy tak!:
Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
Ach, jak miło i przyjemnie jechać w siną dal,
Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
A przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd!
*Pisano z pamięciXD*
Ho ho ho! Zimę czuć nawet przez zatkany nos, a za oknami długo wyczekiwana, piękna biel! Witam was serdecznie w poście, który zmieni obraz najbliższych dni na blogu - i, miejmy nadzieję, ilość postów!
Otóż oficjalnie ogłaszam, że pojawił się event zwany Choinkową Galą!
W związku z tym, będzie naprawdę dużo przeróżnych rozrywek i okazji do zdobycia wielu nagród, bowiem jest to konkurs bardziej rozbudowany od poprzednich. Bez zbędnego przynudzania, zaczynajmy, bo mamy naprawdę sporo do wyjaśnienia!
Przede wszystkim, zawitała do nas bardzo znana osobistość z czerwonym płaszczykiem (daj pomacać rąbek :p), Święty Mikołaj! Gościu ten pracuje raz tylko w roku, za to ma wtedy roboty po uszy...I oczywiście, wybiera tylko grzeczne stworzenia. Dlatego musimy mu dać znać, jak bardzo jesteśmy kochani (nieważne jak jest naprawdęXD)!
Najpierw musimy napisać do niego list z naszymi prośbami, więc proście...o co chcecie! Nie sprawi tylko że: a) Dżejrany zaczną latać b) Khonkh wyskoczy ze strony ,,Reklama Polsat" z rogami na głowie c) Ktoś się w kimś zakocha. Bardzo, bardzo was proszę o pisanie do mnie na pocztę w tej sprawie, ale nie o tym, co wy chcecie dostać, tylko to, co zamierzacie podarować innym! Opiszcie prezenty dokładnie dla wszystkich, żeby nie było, że ktoś nic nie dostanie. Prezenty pojawią się pod choinką 25 grudnia (ta część eventu się wtedy kończy). Wystarczy, że je klikniecie, by zobaczyć swoją nagrodę i powiadomicie o tym głównego admina.
Zanim to nastąpi, trzeba ustawić jakiś jaskrawygówienko sygnał dla Mikołaja. W tym celu będziemy dekorować naszą wspólną choinkę.
15 dekoracji = Jeden prezencik dla każdego.
25 dekoracji = Dwa prezenciki dla każdego.
40 dekoracji = Trzy prezenciki dla każdego.
Oto, jak możecie się do tego dzieła przyłożyć:
~ Napisać opowiadanie! Na min. 550 słów, a głównym tematem jest oczywiście Boże Narodzenie w Klanie Mroźnej Duszy. Możesz uwzględnić także przygotowania do Choinkowej Gali ↓ Jedno takie to 5 ozdób.
~ Wykonać jeden z tych questów! Poniżej prezentuję kilka z góry określonych tematów. Możecie napisać jeden raz każdy, min. 350 słów, i oznacza to 3 ozdoby dla choinki.
#1. Podczas nagłej śnieżycy tracisz z oczu resztę stada. Mimo to podążasz przed siebie. Widoczność ograniczona do zera. Nagle napotykasz coś ciepłego i...mokrego.
#2. Klan właśnie osiedlił się w górach. Podczas spaceru po niskiej półce skalnej poślizgnąłeś się, upadłeś i uderzyłeś, tracąc przytomność. Gdy się budzisz, leżysz na zboczu. Jest jednak jeden problem: praktycznie nic nie widzisz przez......A jak w takim razie zdołasz wrócić?
#3 Władca prosi cię o rozejrzenie się po okolicy. Idziesz więc przez górski las, kiedy słyszysz niemal bezszelestne skradanie się...
~ Wykonać ozdobę choinkową! Może być zrobiona na komputerze, ale wyceniona jest wtedy na tylko na 4 ozdoby. Za rzeczywistą, zrobioną przez siebie, dostaniemy zastrzyk 6 ozdób! Surowo zabroniony plagiat.Ja też surfuję po necie niby pani od polakaxD.
A teraz czas na całkowitą nowość:
Przy okazji, niektórzy może zauważyli taką równość: Co 2 miesiące = event. Myślę, że to lepszy pomysł, niż wstawianie słabych i niedopracowanych każdego miesiąca. Zastanawiam się też nad usunięciem świąt, bo do niczego się na razie nie przydają (piszcie, jak macie jakieś pomysły ;) ), i przymierzam się do giełdy...No i, oczywiście, postarzone koniki wasze już są. Roboty po uszy, do zobaczenia i weny wam!
Otóż oficjalnie ogłaszam, że pojawił się event zwany Choinkową Galą!
Data ogólnego rozpoczęcia: 1 grudnia
Data ogólnego zakończenia: 6 stycznia
Przede wszystkim, zawitała do nas bardzo znana osobistość z czerwonym płaszczykiem (daj pomacać rąbek :p), Święty Mikołaj! Gościu ten pracuje raz tylko w roku, za to ma wtedy roboty po uszy...I oczywiście, wybiera tylko grzeczne stworzenia. Dlatego musimy mu dać znać, jak bardzo jesteśmy kochani (nieważne jak jest naprawdęXD)!
Najpierw musimy napisać do niego list z naszymi prośbami, więc proście...o co chcecie! Nie sprawi tylko że: a) Dżejrany zaczną latać b) Khonkh wyskoczy ze strony ,,Reklama Polsat" z rogami na głowie c) Ktoś się w kimś zakocha. Bardzo, bardzo was proszę o pisanie do mnie na pocztę w tej sprawie, ale nie o tym, co wy chcecie dostać, tylko to, co zamierzacie podarować innym! Opiszcie prezenty dokładnie dla wszystkich, żeby nie było, że ktoś nic nie dostanie. Prezenty pojawią się pod choinką 25 grudnia (ta część eventu się wtedy kończy). Wystarczy, że je klikniecie, by zobaczyć swoją nagrodę i powiadomicie o tym głównego admina.
Zanim to nastąpi, trzeba ustawić jakiś jaskrawy
15 dekoracji = Jeden prezencik dla każdego.
25 dekoracji = Dwa prezenciki dla każdego.
40 dekoracji = Trzy prezenciki dla każdego.
Oto, jak możecie się do tego dzieła przyłożyć:
~ Napisać opowiadanie! Na min. 550 słów, a głównym tematem jest oczywiście Boże Narodzenie w Klanie Mroźnej Duszy. Możesz uwzględnić także przygotowania do Choinkowej Gali ↓ Jedno takie to 5 ozdób.
~ Wykonać jeden z tych questów! Poniżej prezentuję kilka z góry określonych tematów. Możecie napisać jeden raz każdy, min. 350 słów, i oznacza to 3 ozdoby dla choinki.
#1. Podczas nagłej śnieżycy tracisz z oczu resztę stada. Mimo to podążasz przed siebie. Widoczność ograniczona do zera. Nagle napotykasz coś ciepłego i...mokrego.
#2. Klan właśnie osiedlił się w górach. Podczas spaceru po niskiej półce skalnej poślizgnąłeś się, upadłeś i uderzyłeś, tracąc przytomność. Gdy się budzisz, leżysz na zboczu. Jest jednak jeden problem: praktycznie nic nie widzisz przez......A jak w takim razie zdołasz wrócić?
#3 Władca prosi cię o rozejrzenie się po okolicy. Idziesz więc przez górski las, kiedy słyszysz niemal bezszelestne skradanie się...
~ Wykonać ozdobę choinkową! Może być zrobiona na komputerze, ale wyceniona jest wtedy na tylko na 4 ozdoby. Za rzeczywistą, zrobioną przez siebie, dostaniemy zastrzyk 6 ozdób! Surowo zabroniony plagiat.
Nasza choinka - Liczba ozdób - 45:
A teraz czas na całkowitą nowość:
Chat RPG!
Masz może swoją drugą połówkę? A może zamierzasz ją znaleźć, lub po prostu się zabawić? To twój dzień, twoja Choinkowa gala! Klacze z wplątanymi w grzywę ozdobami i eleganckie ogiery, wszyscy na ten dzień postanowili zażegnać spory i radować się, ile sił. Mimo zimy udało się podkraść sporo smakołyków, które tylko czekają z boku. Brzeg jeziora stał się teraz niebywale romantycznym miejscem, w którym możecie robić, na co macie ochotę ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Zapraszam!
Zapraszam!
Ostatnio dość często się przewija, i jest to naprawdę świetna zabawa - testowane tymi gołymi rączkami! Zasady zostaną wyjaśnione w poście zawierającym również ten chat. To właśnie tu odbędzie się tytułowa Choinkowa gala. Chat RPG będzie dostępny przez trzy dni pod rząd, od 25 grudnia do 27 grudnia. Może zdołam przekonać inne blogi do współpracy?
Chwilunia...
Widzieliście gdzieś tego bałwanka...?
Bałwany-łobuzy poukrywały się w różnych częściach bloga, dosłownie wszędzie! Podpowiem, że z naszego magazynu zniknęło ich 9. Gdy jakiegoś znajdziecie, napiszcie do głównego admina wraz z jego lokalizacją. Surowo zabronione zdradzanie jej innym i psucie w ten sposób zabawyXD! Każdy złapany uciekinier to dla was dodatkowe 5 pszenic. Miłej zabawy! :3
Wróżbita Maciej przepowiada...
...Że Sylwkowi także nie odpuścimy. Szykujcie się na sylwestrową niespodziankę! Kula mówiła też coś o brodatych koniach i kadzidle, ale to chyba pominiemy...
~Yatgaar
Subskrybuj:
Posty (Atom)
