
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
5.06.2017
Zagadka z powrotem
I o to powróciłam po weekendzie. Na kajakach było bombowo:D Zdjęć raczej mało, bo jak tu aparat trzymać, kiedy cię prąd spycha, więc raczej nie będzie. Za to, tak jak obiecałam, pierwsza zagadka:
,,Kat mym wrogiem, natura moim bogiem"
Taka krótka:p
2.06.2017
Od Shere Khana do La Vidy (S)- "Miłość"
Skupiłem się na walce z ludźmi i straciłem z oczu La Vidę. Na szczęście wkrótce dwunogi zostały prawie doszczętnie stratowane. Dwóm z nich udało się uciec, dlatego też wysłałem za nimi w pogoń Coralake. Przyznam szczerze, przez chwilę miałem ochotę dać jej kogoś do towarzystwa dla bezpieczeństwa, ale zaraz przypomniałem sobie, że mowa o naszej zabójczyni, która sama w sobie jest największym możliwym zagrożeniem i nie potrzebuje pomocy, zwłaszcza przy zabijaniu. Tak więc klacz pobiegła za uciekinierami, co by nie dotarli do jakichś innych ludzi i uprzejmie im o nas nie donieśli. Nie mogłem w końcu wykluczyć, że tych istot jest tu więcej. Sam zaś postanowiłem wszystko sprawdzić i naprawić na miejscu. Przede wszystkim trzeba było opatrzyć rannych. Na tym najlepiej znały się nasza medyczka, Vika i nauczycielka medycyny, Hana. Dlatego też im powierzyłem to zadanie. Na początku mieliśmy troje rannych. Byli to Iris, Amigo i Monte. Jednak żadne z nich nie było ranne zbyt poważnie i wszystko wyglądało w miarę dobrze. Iris lekko krwawiła z tylnej nogi, tak samo Monte. Amigo zaś miał na szyi kilka widocznych otarć, pamiątki po linach dwunogów. Gdy Vika i Hana zajęła się rannymi, stado wreszcie uspokoiło się. Kilku członkom poleciłem sprawdzić teren. Dopiero kiedy wydałem wszystkie polecenia i część koni rozeszła się, zobaczyłem leżącą na uboczu, nieprzytomną La Vidę. Czym prędzej do niej podbiegłem. Chociaż na pierwszy rzut oka widać było, że klacz straciła przytomność, i tak pierwszym moim odruchem było sprawdzenie tego. Wiem, to było głupie i niepotrzebne. Zaraz potem przywołałem do siebie Vikę. Na szczęście skończyła już zajmować się innymi. Razem opatrzyliśmy La Vidę.
- Będziemy musieli poczekać, aż się wybudzi- powiedziała Vika, jednak odniosłem wrażenie, że chciała coś jeszcze dodać. A może... jeśli się obudzi? Czy o to jej chodziło?- pomyślałem, jednakże już po chwili odegnałem od siebie tę myśl.
- W takim razie będę przy niej czuwał- odparłem. Klacz zaś zmierzyła mnie spojrzeniem od góry do dołu, po czym zmrużyła oczy i lekko zachichotała.
- Co?- spytałem.
- Nie, nic, tylko... zastanawia mnie twoje nagłe zainteresowanie naszą kronikarką- powiedziała medyczka, zanim zaś zdążyłem jakoś zareagować, odwróciła się i odeszła w stronę Raphaela. Ja zaś położyłem się przy La Vidzie, próbując zrozumieć, o co mogła jej chodzić. Noc stawała się coraz gęstsza, wokół słychać było coraz mniej koni, za to więcej odgłosów nocy. Nastąpiła pora, kiedy to ze swych kryjówek wychodzą najgorsze z najgorszych bestii i przeszukują las w poszukiwaniu zabłąkanych zwierząt. Większość członków stada zapadła w sen. Ja jednak nie byłem wtedy w stanie o nim myśleć. Po pierwsze, chciałem cały czas czuwać przy La Vidzie. Poza tym był jeszcze jeden, jednak w obecnej chwili trochę mniej ważny dla mnie powód. Wiedziałem, że to niesprawiedliwe, bo powinienem tak samo martwić się o każdego członka mojego klanu. Chodziła mianowicie o to, że Coralake nadal nie wróciła. Mimo wszystko nie potrafiłem się tym wtedy przejmować. Moją głowę zajmowała myśl o La Vidzie. Oby z tego wyszła. Musi z tego wyjść. Jest mi potrzebna- podobne myśli nie dawały mi spokoju przez cały ten czas. Z czasem zacząłem się zastanawiać nad ich głębszym sensem. Co znaczy "jest mi potrzebna"?- zapytał głosik w mojej głowie. Znaczy to, że Shere Khan nie wyobraża sobie dalej bez niej życia- odparł inny głosik. Przez chwilę miałem wrażenie, że oszalałem. Że w mojej głowie słyszę jakieś głosy, a to nie wróżyło nic dobrego. Pokręciłem więc energicznie głową, chcąc wypłoszyć ze swojej głowy te istoty? głosy? W końcu nie uśmiechało mi się zachorowanie na chorobę psychiczną. Wytłumaczyłem sobie to tak, że moja podświadomość przeżyła rozdwojenie jaźni, jednocześnie chciała mi jeszcze coś przekazać, ale w nieco innych niż zwykle sposób. Pewny, że mam już spokój z tajemniczymi głosami z głowy, położyłem łeb na ziemi. O dziwo, nie odczuwałem zmęczenia ani nic z tych rzeczy. Miałem wrażenie, że mógłbym tak leżeć całą noc i nie zasnąłbym. I właśnie tak planowałem postąpić, jeśli towarzysząca mi klacz nie odzyska przytomności. Jednak po kilku następnych godzinach, gdy panująca wokoło czerń przerodziła się w szarość, a niebo na wschodzie leciutko, ledwo zauważalnie zabarwiło się na czerwono, zaczęła ogarniać mnie senność. Walczyłem z nią z całej siły, wmawiając sobie, że nie poddam się, jednak nie udało mi się wygrać walki ze snem. Jednak tuż przed zaśnięciem w mojej głowie znów odezwał się jeden ze wspomnianych wcześniej głosików. Myślisz, że zakochał się w La Vidzie?- zaraz po usłyszeniu tych słów zasnąłem. Śniło mi się... coś dziwnego. Miałem jakby dwie postacie, byłem w dwóch miejscach naraz. Tak jakbym żył w kilku wymiarach jednocześnie? Nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć, jednak wiedziałem, że jednocześnie miałem jakby dwa sny, które przedstawiały zupełnie inne światy. Najpierw zaczął się sen główny, który wyglądał jak film zawierający wspomnienia, głównie z mojego dzieciństwa. Zarówno te dobre, jak i złe, chociaż na szczęście nie było tam nic o otruciu mnie ani śmierci ojca czy ciotki. Te momenty zostały jakby pominięte. Następnie sen rozdzielił się na dwa. Różniły się od siebie tylko jednym. W pierwszym występowała La Vida, w drugim nie. W jednym śnie klacz dołączył do nas tak jak w rzeczywistości, przeżyłem powtórnie kilka naszych wspólnych wspomnień. Byłem niespotykanie szczęśliwy i spokojny. Pewny, że wszystko jest jak należy i będzie tak dalej. W drugim zaś La Vida nigdy się nie pojawiła, nie dołączyła do Klanu Mroźnej Duszy. Oczywiście nie spowodowało to naszego upadku, jednak łatwo można było wyłapać różnicę, przede wszystkim we mnie. Nadal byłem samotnikiem, który z nikim nie nawiązał bliższej więzi, przez co ogólnie układa mu się coraz gorzej. Rządzi jak najlepiej, jednak wewnętrznie czuje, że czegoś mu brakuje. Odczucie to zaś powoduje, że nie jest w stanie być takim, jakim powinien. W dodatku Shere Khan z tamtego snu jest wiecznie niespokojny o losy swego klanu, rzadko się ciesz. Gdy się obudziłem, dochodziło południe. Od razu sprawdziłem, co z La Vidą. Przekonałem się, że nadal nie odzyskała przytomności. Następnie zauważyłem w tłumie koni Coralake, więc przywołałem ją, aby zdała mi raport.
- Dopadłam ludzi i ich załatwiłam. Potem stwierdziłam, że nie ma sensu wracać i przespałam się gdzieś indziej w lesie. Powróciłam rano- powiedziała klacz, na co ja pochwalająco pokiwałem głową, dając jej tym samy znak, że jestem zadowolony z jej pracy i może odejść. Gdy to zrobiła, sam z trudem opuściłem La Vidę. Za radą reszty członków, udałem się do małego potoku, który płynął nieopodal. Wypiłem sporą ilość wody, jednocześnie rozmyślając nad ostatnimi zdarzeniami. La Vida bez wątpienia jest mi droga. Bardzo droga- myślałem. Wciąż jednak byłem nieco zagubiony w swoich odczuciach. Wtem niczym grom z jasnego nieba spadła na mnie myśl: "Tylko głupiec nie połączyłby tak oczywistych faktów. Kochasz La Vidę". Mimo że informacja była dość niecodzienna, od razu stało się to dla mnie tak oczywiste, jak to, że woda jest morka, a oddycha się powietrzem.
- To oznacza, że nic nie może się jej stać. Nie pozwolę na to. Ponadto powinienem czuwać przy niej cały czas- powiedziałem sam do siebie, zawracając w stronę, z której przyszedłem. Akurat wpadłem na Hanę.
- Vika uznała za stosowne przekazać ci, że La Vida się ocknęła- gdy tylko usłyszałem od niej te słowa, od razu wyrwałem jak z procy.
- Dziękuję za informację- zdołałem jeszcze zawołać do klaczy.
<La Vida?>
- Będziemy musieli poczekać, aż się wybudzi- powiedziała Vika, jednak odniosłem wrażenie, że chciała coś jeszcze dodać. A może... jeśli się obudzi? Czy o to jej chodziło?- pomyślałem, jednakże już po chwili odegnałem od siebie tę myśl.
- W takim razie będę przy niej czuwał- odparłem. Klacz zaś zmierzyła mnie spojrzeniem od góry do dołu, po czym zmrużyła oczy i lekko zachichotała.
- Co?- spytałem.
- Nie, nic, tylko... zastanawia mnie twoje nagłe zainteresowanie naszą kronikarką- powiedziała medyczka, zanim zaś zdążyłem jakoś zareagować, odwróciła się i odeszła w stronę Raphaela. Ja zaś położyłem się przy La Vidzie, próbując zrozumieć, o co mogła jej chodzić. Noc stawała się coraz gęstsza, wokół słychać było coraz mniej koni, za to więcej odgłosów nocy. Nastąpiła pora, kiedy to ze swych kryjówek wychodzą najgorsze z najgorszych bestii i przeszukują las w poszukiwaniu zabłąkanych zwierząt. Większość członków stada zapadła w sen. Ja jednak nie byłem wtedy w stanie o nim myśleć. Po pierwsze, chciałem cały czas czuwać przy La Vidzie. Poza tym był jeszcze jeden, jednak w obecnej chwili trochę mniej ważny dla mnie powód. Wiedziałem, że to niesprawiedliwe, bo powinienem tak samo martwić się o każdego członka mojego klanu. Chodziła mianowicie o to, że Coralake nadal nie wróciła. Mimo wszystko nie potrafiłem się tym wtedy przejmować. Moją głowę zajmowała myśl o La Vidzie. Oby z tego wyszła. Musi z tego wyjść. Jest mi potrzebna- podobne myśli nie dawały mi spokoju przez cały ten czas. Z czasem zacząłem się zastanawiać nad ich głębszym sensem. Co znaczy "jest mi potrzebna"?- zapytał głosik w mojej głowie. Znaczy to, że Shere Khan nie wyobraża sobie dalej bez niej życia- odparł inny głosik. Przez chwilę miałem wrażenie, że oszalałem. Że w mojej głowie słyszę jakieś głosy, a to nie wróżyło nic dobrego. Pokręciłem więc energicznie głową, chcąc wypłoszyć ze swojej głowy te istoty? głosy? W końcu nie uśmiechało mi się zachorowanie na chorobę psychiczną. Wytłumaczyłem sobie to tak, że moja podświadomość przeżyła rozdwojenie jaźni, jednocześnie chciała mi jeszcze coś przekazać, ale w nieco innych niż zwykle sposób. Pewny, że mam już spokój z tajemniczymi głosami z głowy, położyłem łeb na ziemi. O dziwo, nie odczuwałem zmęczenia ani nic z tych rzeczy. Miałem wrażenie, że mógłbym tak leżeć całą noc i nie zasnąłbym. I właśnie tak planowałem postąpić, jeśli towarzysząca mi klacz nie odzyska przytomności. Jednak po kilku następnych godzinach, gdy panująca wokoło czerń przerodziła się w szarość, a niebo na wschodzie leciutko, ledwo zauważalnie zabarwiło się na czerwono, zaczęła ogarniać mnie senność. Walczyłem z nią z całej siły, wmawiając sobie, że nie poddam się, jednak nie udało mi się wygrać walki ze snem. Jednak tuż przed zaśnięciem w mojej głowie znów odezwał się jeden ze wspomnianych wcześniej głosików. Myślisz, że zakochał się w La Vidzie?- zaraz po usłyszeniu tych słów zasnąłem. Śniło mi się... coś dziwnego. Miałem jakby dwie postacie, byłem w dwóch miejscach naraz. Tak jakbym żył w kilku wymiarach jednocześnie? Nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć, jednak wiedziałem, że jednocześnie miałem jakby dwa sny, które przedstawiały zupełnie inne światy. Najpierw zaczął się sen główny, który wyglądał jak film zawierający wspomnienia, głównie z mojego dzieciństwa. Zarówno te dobre, jak i złe, chociaż na szczęście nie było tam nic o otruciu mnie ani śmierci ojca czy ciotki. Te momenty zostały jakby pominięte. Następnie sen rozdzielił się na dwa. Różniły się od siebie tylko jednym. W pierwszym występowała La Vida, w drugim nie. W jednym śnie klacz dołączył do nas tak jak w rzeczywistości, przeżyłem powtórnie kilka naszych wspólnych wspomnień. Byłem niespotykanie szczęśliwy i spokojny. Pewny, że wszystko jest jak należy i będzie tak dalej. W drugim zaś La Vida nigdy się nie pojawiła, nie dołączyła do Klanu Mroźnej Duszy. Oczywiście nie spowodowało to naszego upadku, jednak łatwo można było wyłapać różnicę, przede wszystkim we mnie. Nadal byłem samotnikiem, który z nikim nie nawiązał bliższej więzi, przez co ogólnie układa mu się coraz gorzej. Rządzi jak najlepiej, jednak wewnętrznie czuje, że czegoś mu brakuje. Odczucie to zaś powoduje, że nie jest w stanie być takim, jakim powinien. W dodatku Shere Khan z tamtego snu jest wiecznie niespokojny o losy swego klanu, rzadko się ciesz. Gdy się obudziłem, dochodziło południe. Od razu sprawdziłem, co z La Vidą. Przekonałem się, że nadal nie odzyskała przytomności. Następnie zauważyłem w tłumie koni Coralake, więc przywołałem ją, aby zdała mi raport.
- Dopadłam ludzi i ich załatwiłam. Potem stwierdziłam, że nie ma sensu wracać i przespałam się gdzieś indziej w lesie. Powróciłam rano- powiedziała klacz, na co ja pochwalająco pokiwałem głową, dając jej tym samy znak, że jestem zadowolony z jej pracy i może odejść. Gdy to zrobiła, sam z trudem opuściłem La Vidę. Za radą reszty członków, udałem się do małego potoku, który płynął nieopodal. Wypiłem sporą ilość wody, jednocześnie rozmyślając nad ostatnimi zdarzeniami. La Vida bez wątpienia jest mi droga. Bardzo droga- myślałem. Wciąż jednak byłem nieco zagubiony w swoich odczuciach. Wtem niczym grom z jasnego nieba spadła na mnie myśl: "Tylko głupiec nie połączyłby tak oczywistych faktów. Kochasz La Vidę". Mimo że informacja była dość niecodzienna, od razu stało się to dla mnie tak oczywiste, jak to, że woda jest morka, a oddycha się powietrzem.
- To oznacza, że nic nie może się jej stać. Nie pozwolę na to. Ponadto powinienem czuwać przy niej cały czas- powiedziałem sam do siebie, zawracając w stronę, z której przyszedłem. Akurat wpadłem na Hanę.
- Vika uznała za stosowne przekazać ci, że La Vida się ocknęła- gdy tylko usłyszałem od niej te słowa, od razu wyrwałem jak z procy.
- Dziękuję za informację- zdołałem jeszcze zawołać do klaczy.
<La Vida?>
1.06.2017
Od La Vidy do Shere Khana (S) - "Śmierć" +16
Usłyszałam odgłosy kłótni.
- Pójdę sprawdzić, co się tam dzieje- zaoferowałam się.
Nie czekając na odpowiedź Shere Khana, pobiegłam w kierunku, z którego dochodziły głosy.
Zobaczyłam tam Amigo i Iris, sprzeczających się o błahe sprawy. Nagle usłyszałam ludzkie krzyki i huk. Wtem poczułam przeszywający ból w lewej przedniej nodze. Po chwili na mojej szyi zaciskała się już lina. Zobaczyłam, jak Shere Khan biegnie w stronę człowieka, który trzymał mnie. Kopnął go, a człowiek upadł na ziemię. Poczułam, że nacisk liny zelżał. Powróciły wspomnienia. Nagły ból, przerażeni rodzice. Wprawiło mnie to w nieokiełznaną złość. Wpadłam w furię. Bez namysłu rzuciłam się na najbliższego człowieka. Kopnęłam go z całej siły w żebra. Nagle odebrało mu oddech. Złapał się a klatkę piersiową. Zaczął krzyczeć. Po chwili krzyk przerodził się w ciche charczenie. Człowiek usilnie próbował złapać oddech. W końcu wytrzeszczył oczy, które po chwili zaszły mgłą. Nie ruszał się. Nie żył. Zerwałam się do pełnego galopu. Nie bacząc na trzymane przez dwunożnego ostrze, biegłam wprost na niego. Tamten usilnie próbował uciec. Po chwili uderzyłam w niego. Rozległ się trzask łamanych kości. Ludzi było około dziesięciu. Ja położyłam już dwóch. Około pięciu zabiliśmy lub poważnie uszkodziliśmy. Reszta zaczęła uciekać. Przyrządy powodujące huk i ból, wypadły im z rąk. Pobiegłam na jednego z nich i potężnym wierzgnięciem sprawiłam, że obie kończyny dolne i jedna górna stały się niesprawne. Stanęłam na chwilę i od razu przypomniało mi się o bólu w nodze. Stęknęłam cicho. Zaczęłam się wycofywać, gdy nagle poczułam ciepłą krew na boku. Człowiek, którego przed chwilą powaliłam resztkami sił, ranił mnie. Jeszcze wolniej zaczęłam poruszać się w stronę innych. Nagle zrobiło mi się słabo. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. „Czy ja umieram?” -to była ostatnia moja myśl.
***
Usłyszałam krzątaninę. Powoli chciałam wstać, ale noga zaczęła palić mnie żywym ogniem.
<Shere Khan? Myślę, że to taka "pokuta" za brak aktywności XD>
- Pójdę sprawdzić, co się tam dzieje- zaoferowałam się.
Nie czekając na odpowiedź Shere Khana, pobiegłam w kierunku, z którego dochodziły głosy.
Zobaczyłam tam Amigo i Iris, sprzeczających się o błahe sprawy. Nagle usłyszałam ludzkie krzyki i huk. Wtem poczułam przeszywający ból w lewej przedniej nodze. Po chwili na mojej szyi zaciskała się już lina. Zobaczyłam, jak Shere Khan biegnie w stronę człowieka, który trzymał mnie. Kopnął go, a człowiek upadł na ziemię. Poczułam, że nacisk liny zelżał. Powróciły wspomnienia. Nagły ból, przerażeni rodzice. Wprawiło mnie to w nieokiełznaną złość. Wpadłam w furię. Bez namysłu rzuciłam się na najbliższego człowieka. Kopnęłam go z całej siły w żebra. Nagle odebrało mu oddech. Złapał się a klatkę piersiową. Zaczął krzyczeć. Po chwili krzyk przerodził się w ciche charczenie. Człowiek usilnie próbował złapać oddech. W końcu wytrzeszczył oczy, które po chwili zaszły mgłą. Nie ruszał się. Nie żył. Zerwałam się do pełnego galopu. Nie bacząc na trzymane przez dwunożnego ostrze, biegłam wprost na niego. Tamten usilnie próbował uciec. Po chwili uderzyłam w niego. Rozległ się trzask łamanych kości. Ludzi było około dziesięciu. Ja położyłam już dwóch. Około pięciu zabiliśmy lub poważnie uszkodziliśmy. Reszta zaczęła uciekać. Przyrządy powodujące huk i ból, wypadły im z rąk. Pobiegłam na jednego z nich i potężnym wierzgnięciem sprawiłam, że obie kończyny dolne i jedna górna stały się niesprawne. Stanęłam na chwilę i od razu przypomniało mi się o bólu w nodze. Stęknęłam cicho. Zaczęłam się wycofywać, gdy nagle poczułam ciepłą krew na boku. Człowiek, którego przed chwilą powaliłam resztkami sił, ranił mnie. Jeszcze wolniej zaczęłam poruszać się w stronę innych. Nagle zrobiło mi się słabo. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. „Czy ja umieram?” -to była ostatnia moja myśl.
***
Usłyszałam krzątaninę. Powoli chciałam wstać, ale noga zaczęła palić mnie żywym ogniem.
<Shere Khan? Myślę, że to taka "pokuta" za brak aktywności XD>
1.06.2017
Żegnamy Amora!
Amor zostaje wydalony z Klanu Mroźnej Duszy z powodu niepisania opowiadań i braku kontaktu z właścicielem. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecydujesz się do nas wrócić!
Amor|8 lat|Ogier|Zielarz|Brak|Azor
1.06.2017
Wyniki ankiety
Została zorganizowana ankieta, trwająca od około 23 maja do dnia dzisiejszego, 1 czerwca, czyli naszego święta:D (w domyśle: dzieci). Uzbierało się sporo głosów, zdania były trochę mieszane. Dotyczyła ona wprowadzenia tzw. Banku, o którym ogólne informacje znajdziecie w tym poście. Wyniki przedstawiają się następująco:
- 3 głosy na ,,Tak, zdecydowanie"
- 7 głosów na ,,To dobry pomysł, ale może lepiej będzie to jeszcze przemyśleć."
- 4 głosy na ,,Nie."
~Przywódczyni Klanu Ognistej Grzywy Calipso
1.06.2017
A ja na to jak na LATO!
Wieje wiatr, łanami kołysze
Ściągają wnet różni przybysze
Nowa energia nas rozpiera
Lenistwo odbiera
Ognisk blask na twarze nam się rzuca
Tajemnica wszędzie przykuca
Przybijam kopytka
Cześć, czołem, kluski z rosołem. To mi się z latem kojarzy, i rzecz jasna wakacyje, kajaki, zielona trawka...No, dosyć tegoXD Owadów są całe hordy...Teraz już wiem po koniach jak się czuje szwedzki bufet. I zapisałam się na dzień sportu na ringo. Po co ja to piszę?XD
Oto kolejne nasze podsumowanie, i rozpoczęcie kolejnego pięknego miesiąca - czerwca! Całe dwa wolne miesiące tuż-tuż, a my budzimy się do życia, koniec laby. Mieliśmy w maju 17 postów, w tym 6 opowiadań, ale nic dziwnego - miałam lekką załamkę. Nie było żadnego eventu, z jasnych powodów. Uwaga, gryząca zapowiedź fabuły:
Moje mięśnie są napięte do granic możliwości. Dłużej już nie wytrzymam. Zapłacą za to. (Bez opek nie idzie naprzód ani do tyłu:p)
1997 możemy zwać rokiem ,,Odpoczynku". I oto kłania się nam 1998! Wśród klanów znów panuje poruszenie, albowiem już niedługo kalendarzowy początek lata i obrzędy ku czci bóstwa KOG! Eventy, o tak, będą, będą. No i liczę na dużą aktywność, nadrabiamy maj. Będzie troszkę zmian, nadal czekamy na szablon, ale może być dobrze - mam nadzieję. Termin wyników to 24 czerwca, na uczczenie wakacji. Postarzanie zrobię pewnie jeszcze tego dnia. Bez dalszego przedłużania, przed wami:
Stanowisko Manufaktury
Nazwa mówi wszystko; wyroby ręczne, tym razem muszą one być przestrzenne, a tym samym nie namalowane, chociaż możemy wyszukiwać myki, jakie nam tylko przyjdą do głowy. No dobra, dam tu jeden: namalować, przeciąć nożyczkami górną część obrazka, podnieść go, podstawić coś, no i mamy właściwie trzy płaszczyzny...A co na ten temat powiedziałby pan od matmy, to już inna sprawaXD Ponieważ święta związane z latem to radosne, pełne życia, a zarazem tajemnicze (niekiedy groźne) uroczystości, głównym punktem są amulety bądź wymyślne nakrycia głowy (bardziej skłaniamy się ku indiańskiej modzie). Różne kształty, wzory, ozdoby, róbta co chceta! Do swojego projektu należy jeszcze dołączyć opis, jaką rolę ma on spełniać. Termin dostarczenia prac - maksymalnie do 22 czerwca, żebym je mogła dobrze wziąć pod światło. Oczywiście musimy potwierdzić ich autentyczność, zdjęcia nadsyłamy na mój adres gmail. Tu nagrody będą wysokie, w miarę waszych starań:) Przykładowo, ranga w świcie bądź dworze i jakieś dodatki:p
Stanowisko gimnastyczne
Gimnastykujemy paluszki, moi drodzy państwo! Kolejna dyscyplina, to oczywiście ćwiczenie naszych umiejętności pisarskich poprzez pisanie. O czym? To proste! W Klanie Mroźnej Duszy całość uroczystości odbędzie się 21 czerwca, z wielkim przepychem, zastawionymi ,,stołami" i piękną prezentacją, zaś w Klanie Ognistej Grzywy będzie to jedynie przedsmak święta, bowiem dopiero 23 czerwca odbędą się ostateczne tańce, poszukiwania błędnych ogników i pokazy. Tu opko musi być podzielone na co najmniej dwie części, po minimum 400 słów. Liczy się poprawność językowa, interpunkcja, ortografia i ogólna zawartość. Oceniamy w skali od 1:20. 3 błędy językowe, 6 interpunkcyjnych bądź 5 ortograficznych=utrata jednego punktu w skali. Stanąć na tym stanowisku może 1 postać danej osoby, dorosła bądź będąca nastolatkiem. (Od tego wieku konie mogą uczestniczyć we wszystkich uroczystościach). Przeróżnej rangi nagrody, m.in. ekwipunek średniego bądź nawet wysokiego.
Stanowisko łucznicze
Tutaj liczcie na swój szósty zmysł i piątą klepkę; przed wami co jakiś czas pojawią się zagadki! Waszym zadaniem będzie odgadnąć, jakie jest przesłanie bądź słowo jej odpowiadające. Co dwa dni będzie się pojawiać kolejna, a ci, którzy kolejno odgadną najwięcej, zostaną wyróżnieni i, na przykład, odmłodzenie o lat kilka lub dodatkowe stanowisko, zależy:) Swoje domysły wysyłamy do administratorów swoich klanów. UWAGA, UWAGA! W tej konkurencji mogą brać udział także osoby z zewnątrz z innych blogów (innymi słowy, swoim udziałem zobowiązują się do dołączenia). Dzięki temu na wstępie mogą dostać dodatkowe nagrody.
Z pytaniami zgłaszamy się do administracji, a swoje uczestnictwo deklarujemy w komentarzach. Są drobniutkie poprawki w różnych stronach, i to chyba na tyle. Życzę wszystkim miłego dnia, serdecznie zapraszam, wbijać!
~Przywódczyni Klanu Ognistej Grzywy Calipso
Subskrybuj:
Posty (Atom)
