→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

4.04.2017

Żegnamy Gates of Eden!

Gates of Eden zostaje wydalona z klanu z powodu braku kontaktu z jej autorem. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecyduje się wrócić w nasze progi!

Gates of Eden|4,5 roku|Klacz|Strażnik rodziny królewskiej|Brak|stripped soul

4.04.2017

Od Edwarda Malligins'a do Calipso (F) - ,,Instynkt"

Wzrokiem nie wyrażającym jakichkolwiek emocji, wodziłem za potężnym drapieżnikiem, którego oddech był niemalże tak głośny jak jego kroki. Niedźwiedź zachowywał się spokojnie, lecz mogło być to spowodowane tym, że jeszcze nie wyczuł naszej obecności. Kiedy nas zauważy może zrobić się nieprzyjemnie, dlatego czułem, że najlepiej będzie jeżeli nie odezwę się ani słowem. Z ukosa spojrzałem na dereszowatą klacz, która ewidentnie tak jak ja postanowiła w tej chwili nie wykonywać żadnego ruchu, by nie zostać zauważoną, ale i nie sprowokować niedźwiedzia do ataku. Obserwowaliśmy go w towarzystwie nocnych akompaniamentów natury, jednak w porównaniu do niej, sami byliśmy w pewnym sensie martwi. Moja krew zaczęła pulsować szybciej, gdy zwierzę przystanęło w miejscu i skierowało wielki łeb w naszą stronę, nasłuchując i obserwując. Ułożyłem uszy płasko wzdłuż głowy, przygotowując się na ewentualną walkę, lecz wtedy pobliskie krzaki zaszeleściły i wyszły z nich trzy niedźwiedziątka. Samica odczekała chwilę, aż młode do niej dołączą, a następnie poprowadziła je między drzewa. Kiedy niedźwiedzica z potomstwem zniknęli nam z oczu, usłyszałem świst powietrza z pyska Calipso, które musiała już długo trzymać.
- Mieliśmy szczęście - zagaiłem, przedzierając się przez krzewy dzielące nas od wydeptanej ścieżki. Pomimo ograniczonej przez ciemność widoczności, dostrzegłem na niej ślady kopyt. Niewątpliwie musiały należeć one do koni z klanu. Odczekałem, aż klacz dołączy do mnie i otrząsnąłem z grzywy wplątane w nią gałązki. - Przygody z moim udziałem nigdy nie kończą się dobrze. Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia - prychnąłem i arogancko uniosłem głowę, spoglądając na Calipso wyzywającym spojrzeniem.
- W takim razie nie mogę dopuścić do następnego razu - wypaliła Przywódczyni, kierując się w drogę powrotną. Rozbawiony jej uwagą, uśmiechnąłem się sam do siebie pod nosem i nie mówiąc nic więcej, ruszyłem za klaczą. Truchtałem, a moje kopyta miarowo uderzały o liściaste podłoże. Flora i fauna wprawiały mnie w dobry humor, pomimo tego co niedawno się wydarzyło. O dziwo tym razem wystarczyły słowa do tego abym się rozluźnił. Zwykle nie jestem skory do żartów i słownych zaczepek, jednak z każdą chwilą w tym stadzie czułem, że napięcie, które rosło we mnie nieustannie odkąd zacząłem żyć na własną rękę, powoli ustępuje. Korony drzew, które kiwały się na wietrze sprawiały, że czułem wewnętrzny spokój, choć powinienem teraz zastanawiać się nad moim życiem. Jednak potrafię sam siebie pozytywnie zaskoczyć. Na horyzoncie dostrzegłem sylwetki śpiących koni oraz taflę rzeki, w której odbijał się księżyc. Zwolniliśmy kroku dopiero, gdy dotarliśmy do rzeki. Przez ułamek sekundy obserwowałem delikatnie poruszający się pod wpływem powiewu powietrza, czarny ogon, którego właścicielka oddaliła się w kierunku brzegu, lecz zaraz oddaliłem się kawałek i przystanąłem w takim miejscu, że woda obmywała moje pęciny. Przeniosłem wzrok na swe zniekształcone odbicie w tafli wody. Widziałem w niej grasujące tuż nade mną czarne, jednolite niebo i gwiazdy rozsypane gęsto, jak piach. Postanowiłem nie zwracać więcej głowy znajdującej się w pobliżu klaczy. Nie oszukujmy się. Z całą pewnością nie wygląda ona na osobę towarzyską, umiejącą odnaleźć się w każdej sytuacji, ale ewidentnie potrafiącą się do nich dostosować. Z wniosków, które wysunąłem na podstawie naszych spotkań muszę przyznać, że mieliśmy ze sobą coś wspólnego, ponieważ oboje nie musieliśmy obawiać się skutków swych nieprzemyślanych decyzji, tak, żeby później zastanawiać się, czy nasze własne słowa nie sprawią, że tego samego wieczoru wylądujemy w jakimś obskurnym rowie z rozwalonym łbem - ona dlatego, że dzięki własnej pracy zyskała zaszczyt stania się przywódczynią stada, ja zaś byłem beztroski. Nie odczuwałem lęku przed tym, że to co mówię może nie spodobać się innym. Powstrzymałem się aby nie parsknąć donośnym śmiechem. Nie znam jej, lecz zdążyłem ją ocenić i porównać do siebie, a tego nie mogę stosować wobec nikogo. W każdym razie, przypuszczenia, nawet te najśmielsze, często bywają niezgodne z prawdą, jako iż niektórzy lubią być postrzegani inaczej niż są naprawdę. Trzeba było się zatem przekonać czy moje założenia są prawidłowe, choćby w minimalnym stopniu, zaś w tym celu przydałoby się trochę podroczyć, na co mój adwersarz zupełnie nie miał ochoty. O sobie również mogłem to powiedzieć. Otworzyłem pysk, przymierzając się do wygłoszenia naprędce wymyślonego pytania, ale kiedy zwróciłem głowę stronę, gdzie przed kilkoma chwilami stała Przywódczyni zauważyłem, że klacz nie stoi już tak blisko rzeki, ale wpatruje się w głąb otaczającego nas lasu.
- Calipso? Wszystko w porządku? - zapytałem, zwracając wzrok w to samo miejsce, któremu przyglądała się towarzyszka, ale nie wypatrzyłem nic co mogłoby odpowiedź na pytanie, co ją tak zaciekawiło. Ja nie tylko nie widziałem tam nic wartego uwagi, ale i nic nie słyszałem. - Nikogo tutaj nie ma za wyjątkiem nas.

[Calipso? Przepraszam, że tak długo]

2.04.2017

Od Amarilis do Calipso (F) - ,,Kiedy wiosna nadchodzi"

-Nie mam pojęcia, może sama ci odpowie?
Nie byłam przygotosana na te odwrócenie ciekawskich sił źrebaka dokładnie w moją stronę. Przygotowanie na ten miment było dla mnie całkowicie zerowe.
-Oh, nooo... - Mruknęłam cichutko gdy jakiś źrebaczek do mnie podbiegł. Co mu odpowiedzieć? Pogrzebałam kopytem w ziemi. Musiałam coś szybko wymyślić, coś co zadziała na źrebaka. Coś takiego jak... - właśnie się nad tym zastanawiam. Powiem ci, później. I jeszcze jedno, nie przedstawiłam się. Jestem Amarilis.
Uśmiechnęłam się delikatnie, jednak przez to, że od dawno tego nie robiłam wyszedł mi raczej jak grymas, dlatego szybko powróciłam do normalnego wyrazu mordki. A później odwróciłam się; i zwyczajnie odeszłam.
~*~
Po około kwadransie, a może dłużej szwędania się po tych okolicach zobaczyłam w oddali pasący się klan, a pośród nich Capliso. Podbiegłam, więc do niej.
-Postanowiłam tutaj zostać, zgodzisz się?
-Oczywiście, że tak.
~*~
Po kilku dniach pobytu w Klanie Ognistej Grzywy poczułam, że to moje miejsce, więc ruszyłam razem z resztą na wyprawę. Tym razem dłuższą - kierowaliśmy się nad jakieś jezioro czy coś. Sama nie wiem, bo ciche szepty zamieniły się w głośny szmer gdy przywódczyni ogłaszała kolejną wędrówkę. Niby nic nowego, codziennie chodzimy, ale jednak zawsze czuło się takie podekscytowanie przed dłuższą podróżą, tym bardziej jeżeli szli się w zupełnie nowe miejsce. Na szczęście szliśmy jednak dopiero za godzinę. Miałam szansę się dobudzić - i w tym momencie ziewnęłam podnosząc się spod jakiegoś wyższego krzaka z rozłożystymi gałęziami, bo drzewem tego nazwać nie mogłam. Pnia nie miało, tylko pełno, malutkich gałązek ozdobionymi małymi pąkami. Ciekawe na co wyrosną. Może na piękne kwiaty róż? Ah, jaka pełna pięknych tajemnic jest wiosna. Nie chciałam leżeć w jaskini, gdy noc zapowiadała się cieplejsza niż zwykle. A jak wiadomo w Mongolii raz jest ciepło, a przez kolejny miesiąc mrozy. Wytrzepałam ze swojego futra piach machając ogonem w lewo i prawo, a później rozpędziłam się i pomknęłam przed siebie by zrobić trzy szybkie kółeczka wokół jakiegoś kamienia. Teraz byłam już całkowicie pobudzona, więc udałam się do zbierającego się klanu. Czekaliśmy na wszystkich i w końcu ruszyliśmy. Nasze kopyta delikatnie gilgała zielona, dopiero co wyrośnięta trawa. Gdzie tylko skierowałam wzrok pojawiała się. Oczywoście nie jakaś wysoka, bo Mingolia nie słynęła z ciepłej wiosny. Ale cóż tam? Orlikom pasuje to jak najabardziej, dlatego zamieniają się w biało-fioletowy dywan prowadzący w dalszą drogę. Parsknęłam gdy do moich nozdrzy dotarł wonny zapach tych ziółek pomieszany razem z wonią dębowych pąków. Zerknęłam na Capliso, która prowadziła naszą grupę. Ja trzymałam się za to stosunkowo z tyłu - ale nie tak daleko, żeby przypadkiem się nie zgubić. A z resztą, jaką to robi różnice? Oni mnie jeszcze nie znają, gdy tylko zajrzą głębiej zobaczą jakim jestem dziwolągiem. Oh, dlaczego do nich dołączyłam?! Znowu wszystko się zawali. To odbijało się na mojej duszy i kaleczyło jak ostre igły sosny. Zatrzymałam się i pogrzebałam kopytem w wilgotnej ziemi. Natura budziła się po długim oczekiwaniu pierwszych ciepłych promyków słońca, a ja? Jestem jak ona, tyle, że nie tak piękna i cudowna. Po tym przemyśleniu poderwałam się do biegu chcąc dpgpnić resztę. Zostałam w końcu w tyle, prawda?

<Capliso?♥>

Pierwsza część jest autentyczna i naturalna, raczej szczegółowa. W drugiej wymieniłaś kilka niezbyt popularnych oznak wiosny, to plus, i wplotłaś je odpowiednio, na dodatek ładne podsumowanie:) Ale dużo błędów w literkach i trochę w interpunkcji. Zdobywasz z mojej strony 11 punktów, a to oznacza, że możliwa jest dla ciebie zmiana wyglądu. Możesz ją wykorzystać w dowolnym momencie na dowolnym koniu. 

1.04.2017

Awaria (Awaria)

Cóż, zawieszam bloga do 1 maja, bowiem...

.,
.,
.,

Prima Aprilis!

  Zignorujcie poprzedni post i nie bójcie się już, bo zabraknie karetekXD Dziękuję za uwagę:D (Której dzisiaj brak)

~Przywódczyni Klanu Ognistej Grzywy Calipso

1.04.2017

Awaria!

Uwaga! Mam niespodziewane prywatne sprawy, dlatego blog zawieszam do 1 maja! Post na szybko! Wysyłajcie jeszcze ostatnie opowiadania. Spróbuję wyjaśnić to popołudniu albo wieczorem!

~Przywódczyni Klanu Ognistej Grzywy Calipso

1.04.2017

Wielka-Noc!

Szczęśliwego, Wesołego jajka! 
Choć Wielkanoc nie ptasia bajka...
A zajęcy mrowie hyc! 
Gdzieś ukryły jajko-rydz
Jest w kropeczki, w uploteczki, na skorupce tam sasanka
Białe, małe, zieloniutkie, to nieważne, bo pisanka!
Niech rodzinne ciepło grzeje
Nadzieja, miłość w sercach gorzeje
Gdy przy sobie zasiądziecie, wnet to samo odkryjecie:
Wielka to noc, Wielki Dzień!
Wielkanoc!
Przybijam kopytka

Jak wyżej, wszystkiego co dobre wam, obywatele Eternal Freedom i nie tylko. Niech uśmiech nie schodzi wam z twarzy, rodzinie pozdrowienia, i niech rodzeństwo będzie bardziej znośneXD I rzecz jasna, weny, która właściwie nam dopisuje-około 150 postów, w tym znaczna ilość to opowiadania, to raczej powód do lekkiej dumy w pierwszym miesiącu. Dopiero zaczęliśmy swą działalność, ale widzę, że zaczyna ona przynosić efekty. Oby tak dalej. A mówiąc to, mam na myśli, że tak będzie. Nie możemy się teraz załamać, rozumiecie? Przykro, że nikt do tej pory nie skorzystał z ofert drobnych eventów na dzień klaczy czy ogierów, ale mam nadzieję, że zwyczajnie nie mieliście komu daćXD (Patrzy na członków z lenistwem) Lecz Amarilis napisała opowiadanie dotyczące wiosny; panuje opóźnienie, bowiem czekam na tytuł. Kopsnę tu także drobną zapowiedź dla fabuły:
Gdy ruch mych kopyt ustaje, a wraz z nim klan, kształt stada się wyostrza, choć nie przybliża. Trwa cisza. (Tylko pamiętać, że fabuła nie koń i nie pójdzie naprzód bez opowiadań)

Miniony w fabule rok, 1996, był ,,rokiem świeżości". Wkraczamy więc w 1997! Podczas gdy w rzeczywistości panuje kwiecień. Dla nas oznacza to pierwsze, poważne wydarzenia, dla klanów radosny czas Wielkanocy lub Wielkiej Nocy. Należy to odpowiednio uczcić. Spodziewajcie się mnóstwa różnych konkursów, bo każdy znajdzie coś dla siebie! Nagrody będą naprawdę przeróżne, ale bardzo mogą się wam przydać. Udział w tych eventach może naprawdę wiele dać, dlatego serdecznie zapraszam! Na koniec, w dzień Wielkanocy, odbędzie się sumowanie wszystkich zdobytych przez każdego miejsc w każdej dziedzinie, i być może dla najlepszego z nas przewidujemy dodatkowe prizes. A teraz zacznę od pierwszego zadania:

Numer I.
Jest to numer popularny, a mianowicie święta spędzone z waszą rodziną. Każdy ma jakąś, a nawet bez biologicznej, jest nią klan! Możecie udać się w podróż do swoich krewnych, znajomych lub świętować na miejscu. Ważne są wasze odczucia na temat tego święta, przygotowania, śmigus dyngus i ostateczny dzień świąt. Klany mają swoje tradycje, możecie dzielić opka na kilka części:) Opowiadanie będziemy oceniać pod kątem ortograficznym, interpunkcyjnym, tematycznym i ilościowym. Przesyłamy je normalnie do adminów, ale będą oznaczane dodatkowo etykietą Event, abyśmy mieli je w zasięgu ręki. Nie zawierają one zdjęć ani piosenek, a jedynie treściwą treśćXD. W tym numerze mogą wziąć udział 2 postacie jednego autora, dorosła oraz źrebię lub nastolatek. Zgłoście swoje uczestnictwo, najlepiej w komentarzach!

Numer II.
Nie trzeba być zawodowym grafikiem ani fotografem, niepotrzebna jest wielka znajomość programów graficznych; wystarczą chęci i odrobina pracy! Należy wykonać dowolną techniką (BROŃ BOŻE W KOMPUTERZE) własną pisankę która przedstawiać będzie konia, baranka lub  krajobraz. Wasza wyobraźnia jest do usług! Zdjęcia należy nadesłać mi na gmailu, a także potwierdzić ich autentyczność oraz wasze wykonanie. Fotografie podrobione nie będą brane pod uwagę. Równie dobrze mogę se znaleźć w googlach, nie? No cóż, ja też tam przesiaduję i się trochę ze zdjątkami znam:p Najbardziej oryginalne i wytworne pisanki będą nagradzane.

Numer III
Uwaga! Śmigus-Dyngus! Zewsząd poleje się z wiader woda na wasze karki, więc lepiej samemu się uzbroić, dobrze wam radzę;P. W tym dniu odbędzie się loteria. Na kogo wypadnie strumień? To się okaże! Jest on zabójczy dla waszego ekwipunku, ale oczywiście nie truje środowiska i nie zawiera barwników, aromatów etc. Na kogo padnie, na tego bęc!

Numer IV.
Aż do samej wielkanocy, odbędą się zawody w poszukiwaniu bombowych jajek schowanych przez armię hitlerowskich zajęcy!XD Jako że żaden klan nie ma jeszcze potomków, w tym roku wyjątkowo pisanek będą szukać wszyscy niezależnie od wieku. Będą one się pojawiały mniej więcej co 2-3 dni (maksymalnie 2 na dzień) na różnych stronach i miejscach na blogu, a ich żywotność będzie wynosiła do 5 godzin. Niedopuszczalne jest pisanie w komentarzach że się to jajko znalazło, ale nie wystarczy też napisać tylko o tym do głównego admina. Trzeba jeszcze podać kod znajdujący się w tej pisance. Ten, kto zbierze ich najwięcej, otrzyma sowite wynagrodzenie!

Chcę też poinformować, że istnieje już nasza strona na facebooku! Znajdziecie nas pod hasłem Eternal Freedom. Postaramy się nadążać za nowościami;) Nasi graficy wystarali się także o parę nowości, dlatego koniecznie odwiedźcie zakładkę ,,Grafika". Będą drobne opóźnienia, to uprzedzam lojalnie. Skończyła się też ankieta na temat ekwipunku, Ogółem głosów oddane zostało 34,  w tym:
  • 15 głosów na ,,Tak, w formie osobnej strony"
  • 5 głosów na ,,Tak, w formie podpunktu w formularzu"
  • 14 głosów na ,,Nie"
Wobec takich wyników oświadczam, że EKWIPUNEK ZOSTANIE WPROWADZONY NA OKRES PRÓBNY. Za kilka dni, kiedy już dopełnimy wszystkich nieścisłości z nim związanych, powstanie ta zakładka. Na razie wyjaśnię, że chciałyśmy zastąpić tym te wszystkie rzeczy, które zwykle umieszczamy w podpunkcie ,,inne", czyli broń, biżuteria, rodzinne pamiątki i wiele innych. 
Nie chcę zbytnio przedłużać posta, dlatego zakończę to tym, że odbywa się postarzanie wszystkich koni o rok. Miłego dnia i uczestnictwa!
~Przywódczyni Klanu Ognistej Grzywy Calipso

1.04.2017

Od Edwarda Malligins'a (F) - ,,Quest VI"

Wczesnym porankiem, kiedy natura zaczęła wracać do życia, postanowiłem, iż skoro mam zatrzymać się na tych terenach na dłużej niż początkowo przypuszczałem, to w najbliższym czasie będę musiał je poznać. Tę noc stado spędziło w pobliżu rzeki Eg i choć nie zaczęło jeszcze świtać, postanowiłem sprawdzić, czy Przywódczyni śpi i jeśli nadarzy się ku temu okazja - powiem jej o swoim zamiarze. Zarówno ona jak i reszta stada nie musi myśleć, że zdecydowałem się opuścić klan, nie będąc w nim jeszcze nawet tygodnia. Minąwszy śpiącego Wiktora i Opium, przy której boku drzemał Kallen, nasłuchiwałem kroków innych niż własne. Jeśli Calipso nie śpi, być może właśnie wypatruje ewentualnego zagrożenia ze strony drapieżników. Oddaliłem się od potężnej rzeki, przechodząc coraz dalej między pniami drzew. Moje przypuszczenia okazały się słuszne, ponieważ kilka metrów dalej na granicy Jeziora Eg zauważyłem dereszowatą klacz. Podszedłem do niej i oboje wymieniliśmy przywitania. Zaraz po tym przeszedłem do sedna sprawy.
- Jeszcze nie miałem okazji do obeznania się w terenie i chciałbym się trochę przejść - wypaliłem, zastanawiając się czy ją aby na pewno interesuje, że gdziekolwiek idę. - Nie musisz wysyłać nikogo ze mną. Myślę, że sobie poradzę - dodałem.
- Myślę, że to niepotrzebne - odparła klacz, a ja pokiwałem niechętnie głową. Skoro chcę być w jej stadzie i jeżeli woli, żebym tu został to muszę się dostosować. - Kiedy tylko wszyscy się obudzą, udamy się nad Jezioro Chubsuguł. Będziesz miał okazję poznać okolicę.
Rozchmurzyłem się, aczkolwiek nie dałem tego po sobie poznać. Podziękowałem i oddaliłem się w stronę, z której przyszedłem. Pozostało mi tylko czekać aż reszta się obudzi. W międzyczasie słońce zdążyło wyjść za chmur. Dzisiejszy dzień był ciepły, lecz chłodny wiatr idealnie komponował się z promieniami słońca, tworząc tym samym pogodę idealną. Przeniosłem wzrok na błękitne niebo, przebijające się między koronami drzew. Nie oddalałem się szczególnie od okolicy, w której spało stado, ponieważ wolałem być przygotowany na wędrówkę, w którą możemy się udać właściwie w każdej chwili i udałem się tylko na śniadanie. Schyliłem pysk bliżej ziemi i leniwie napchałem go trawą. Nie zwróciłem uwagi na wystające z niego pojedyncze źdźbła. Podniosłem głowę, powoli przeżuwając jedzenie. Tę czynność powtórzyłem jeszcze kilka razy. Skupiłem się na nasłuchiwaniu otoczenia. Z co najmniej dwóch kilometrów słyszałem ćwierkające ptaki. Czasem ten dźwięk przerywały rozmowy budzących się koni, których, choć próbowałem nie słuchać, wyraźnie odróżniałem każde słowo. Słyszałem Wichra gawędzącego z Reliktą i Sedumem, który natomiast mówił coś do Gates of Eden, a chwilę później rozmowę Fretki z Picassem. Postanowiłem, że najwyższy czas wracać i zwróciłem się w kierunku, gdzie po raz ostatni widziałem stado. Chwilę po tym, jak dołączyłem do reszty, pojawiła się Calipso i oznajmiła reszcie tak jak mi przed kilkoma chwilami, że przemieszczamy się nad Jezioro Chubsuguł. Pilnując, by znaleźć się na samym końcu grupy, po krótkiej chwili opuszczaliśmy już Rzekę Eg. Większość koni szła w milczeniu, zachowując tym samym energię na drogę. Czasami padały pojedyncze słowa i głośniejsze śmiechy. Ja w zwyczaju miałem przyglądanie się otoczenia i to w tym momencie robiłem - chciałem by moje zmysły wychwyciły jak najwięcej szczegółów w drodze z tak oddalonych od siebie miejsc. Być może następnym razem będę mógł pokonać ją sam. Stado właśnie wkroczyło na odsłonięty step. W pobliżu nie znajdowały się żadne drzewa, co sprawiło, że stałem się bardziej czujny. Węch podpowiadał mi, że coś jest nie tak i na pewno nie jesteśmy tu sami. Zatrzymałem się i postawiłem uszy, nasłuchując w miejscu. Poprzez kroki oddalających się koni słyszałem obcy szelest. Przywódczyni także musiała to usłyszeć, ponieważ zatrzymała klan i odwróciła głowę, spoglądając na każdego konia z osobna, póki jej wzrok nie natknął się na mnie. Spojrzałem na nią, kiwając na znak, że tajemniczy dźwięk dotarł także do mnie. Odwróciłem głowę, chcąc upewnić się co do naszego bezpieczeństwa i wtedy je zauważyłem. W pobliżu krzaków gęściej porastających gołą ziemię krążył wilk, zaraz pojawił się koło niego następny. Zadrobiłem nerwowo kopytami w miejscu i zarżałem, zwracając uwagę w stada na zagrożenie. Z ukrycia zaczęły wychodzić kolejne drapieżniki i wtedy nikt już nie miał wątpliwości, co należy zrobić.
- Uciekajcie! - wykrzyknęła Calipso i całe stado ruszyło za nią galopem.
 Moje skierowane w tył uszy nieprzerwanie nasłuchiwały dobitnego odgłosu podążających naszym śladem wilków. Biegłem przed siebie nie zwracając uwagi na okoliczności przyrody. Niedogodności terenu pokonywałem szybkimi skokami, lecz jednocześnie zdawałem sobie sprawę, że nie mamy szans na zgubienie watahy. Znajdowaliśmy się na otwartym terenie. Właściwie jesteśmy odsłonięci z każdej strony. W mojej głowie wiło się w tej chwili tysiące myśli. Analizowałem nawet konsekwencje, które niosłoby wymienicie galopujących przede mną pobratymców. Ryzykowałbym tym samym, że wilki dopadną ich nie mnie, aczkolwiek jako członek stada najprawdopodobniej zostałbym z niego wyrzucony. Poza tym czułem, że nie mogę tego zrobić. Właśnie odnalazłem stado, w którym mogę zostać, a oni mnie przyjęli i zaakceptowali. Wiem, że mogę tego pożałować, ale postanowiłem wykluczyć tę opcję i podążać tempem pozostałych koni, pilnujących tyłów. Jak mniemam, znacznie lepiej znali te tereny, dlatego musiałem im zaufać i dać się prowadzić. Zupełnie niespodziewanie skręciliśmy w prawo. Słyszałem łomot serc, zmęczonych szybkim przemieszczaniem się - swojego zresztą też, ale nie dawałem mu odpocząć i jeszcze bardziej przyśpieszyłem. Powoli wyprzedziłem biegnące przede mną konie, acz cały czas miałem je na uwadze. Obserwując je przez chwilę, zaskoczyłem się kiedy zobaczyłam, że zwalniają, a ja z łatwością je wyprzedam i zostawiam w tyle. Dopiero po chwili zrozumiałem, dlaczego Calipso zdecydowała o zaprzestaniu ucieczki i zahamowałem gwałtownie, przysiadając na tylnych nogach. Drobinki suchej ziemi skruszyły się i zaraz potem zsunęły wprost do kanionu głębokiego na co najmniej kilkadziesiąt metrów. Oddychałem ciężko. Byłem przerażony, jak blisko krawędzi się znajduję, ale nadal patrzyłem w jej głąb. Oczami wyobraźni widziałem, jak spadam w martwej ciszy, a potem z łoskotem uderzam o ziemię. Wycofałem się i zwróciłem wzrok w miejsce, w którym ostatni raz widziałem stado, lecz gdy tylko dostrzegłem watahę składającą się z co najmniej dwunastu wilków, przeszło mi przez myśl, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia i że to może być nasz koniec. W przeciągu chwili zostaliśmy otoczeni, a drapieżniki zaczęły atakować. Kątem oka zauważyłem dwójkę psowatych, rzucających się na stojące w pobliżu mnie konie, które mimo nikłych szans podjęły się walki. Zamierzałem ruszyć w ich kierunku, gdy nieoczekiwanie w moją stronę doskoczył jeden z wilków. Intuicyjnie odsunąłem się w bok, ale wtedy tuż przede mną pojawił się następny. Znałem tę technikę. Chcą mnie rozproszyć, aby zaraz któryś z reszty skoczył mi do szyi, a reszta miała okazję do powalenia. Dostrzegłem szczelinę między nimi i przez nią wybiegłem z zamkniętego okręgu, uderzając głośno kopytami o podłoże. Najbliżej stojący basior ruszył w moim kierunku. Za bardzo kręcił się pod moimi kopytami, co wykorzystałem, aby nadepnąć na jego łapę. Przeniosłem cały ciężar ciała na tę kończynę, co skutkowało głośnym piśnięciem ze strony wilka. Teraz ja zaburzyłem jego koncentrację, a przy okazji reszty watahy. Nie dałem im czasu na reakcję i w tym samym momencie dał się słyszeć głuchy trzask. Uderzyłem tylnymi kopytami w głowę wilka, który zatoczył się i runął wprost do kanionu. Wtedy inny, rosły samiec zbliżył się do mnie, jeżąc sierść na grzbiecie i odsłaniając rząd szkarłatnych kłów. Uniosłem przednie kończyny lekko w powietrze, chcąc tym samym przegonić rywala i całym ciężarem ciała rzuciłem się przed siebie, okaleczając tym samym na jego odnóża. Odsłoniłem zęby i szybkim ruchem chwyciłem wilka za skórę. Choć czułem jego pazury na swojej piersi, nie powstrzymało mnie to by rzucić szamotającym się zwierzęciem o ziemię. Ten nie pozostawał mi dłużny i skoczył wprost na moją głowę. Wierzgnąłem, czując ciepłą krew, która wypłynęła z mojego policzka. Impulsywnie rzuciłem się do tyłu. Co prawda poluźniło to uścisk drapieżnika, lecz mi sprawiło większe i boleśniejsze rany. Odepchnąłem basiora szarpnięciem i szybkim, skutecznym atakiem, lecz w tej samej chwili na moim pysku wylądowało coś zimnego, co na kilka sekund ukoiło ból. Zdziwiony spojrzałem w niebo. Zaraz... Czy to deszcz? Teraz byłem autentycznie zaskoczony. Tuż na nas padły grube, lodowate krople. Czy mi gdzieś umknęły mi oznaki świadczące o ulewie? Wataha była równie zdezorientowana co ja i na kilka chwil walka ustała - wszak przed kilkoma chwilami na niebie świeciło słońce. Niespodziewanie tuż obok mnie znalazła się Calipso, która złapała mnie zębami za pasmo grzywy przy kłębie i pociągnęła za sobą. Nie zauważyłem, że stado zdążyło wykorzystać rozproszenie wroga. Po kilku krokach klacz puściła mnie i dołączyliśmy do oddalającego się cwałem stada. Watahy nie słyszałem, jednak postanowiłem się nie odwracać, by upewnić się czy podążają naszym śladem. Całą energię włożyłem w szybszy bieg. Zatrzymaliśmy się po kilku minutach w miejscu, z którego rankiem wyruszyliśmy. Rzeka Eg. Wiedziałem, że jest już po wszystkim, ale wyraźnie czułem krew pulsującą nie tylko w moich żyłach, ale i na pysku. Rozejrzałem się po członkach klanu, wypatrując wśród nich poważniej rannych. Potrząsnąłem grzywą, kiedy nikt taki nie rzucił mi się w oczy i nie podejmując rozmowy na temat tego, co właśnie się wydarzyło, odszedłem od reszty, zatrzymując się dopiero przy tafli wody. Upiłem kilka łyków, a następnie ugiąłem nogi i położyłem się w miejscu, gdzie było płycej by delikatny prąd rzeki obmył moje rany. Ulga była jedynym uczuciem, które chciałem, by w tej chwili mi towarzyszyło.

Dobrze opisane uczucia, miejsce akcji porządnie opisane, realna liczba wilków na jeden klan, i dobre zakończenie, za to na pewno mogę pochwalić. Jednakże chciałabym zauważyć, że wilki atakują w nieco inny sposób, i to bardzo rzadko na otwartym terenie-istnieją ,,naganiacze" którzy naprowadzają zdobycz na pułapkę zastawioną przez inne osobniki. Nie mieliśmy się również kierować do Chubsuguł [spoilerXD], ale to tylko drobne uwagi na przyszłość. Oczywiście masz możliwość wybrania nagrody;)
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika