- Idź po Miri - spojrzałam na Carniego z determinacją.
- Ale...
- JUŻ - dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że jestem gotowa go po tą medyczkę wywalić. Nie obchodziło mnie, czy jego zdaniem jej pacjent ma szansę na przeżycie.
Nie oglądając się już więcej, i bez zbędnego gadania, puściłam się biegiem, trasą wyznaczoną przez kopyta, głęboko wbijane w śnieżną pokrywę. Zauważyłam dobrze znane mi miodową sierść i długie, jasne włosy. Starałam się jeszcze bardziej przyśpieszyć, ale rozmieszczenie drzew nie działało na moją korzyść. Ledwo omijając pnie, zaczęłam gubić klacz. Ona musiała dobrze wiedzieć, gdzie biegnie i jak ma tam trafić, więc żadna roślina nie stanowiła dla niej przeszkody. W końcu zniknęła mi całkiem z pola widzenia, razem ze śladami, zasypanymi przez nową porcję białego puchu.
- Gdzie jesteś, mała morderczyni, co? Chowasz się przede mną, hm? CHOWASZ SIĘ - co z tego, że Kasja mogła dowiedzieć się o moim położeniu. Nie znalazłabym jej tak, czy inaczej, a moje emocje musiałam jak najprędzej oddać wiatrom, które poniosą mój ból i poczucie bezsilności daleko, jak najdalej ode mnie. Jak mogłam dać jej uciec? Poczucie winy zalazło mnie znowu, przywołując przykre wspomnienia. Zwłoki matki, wykrwawiające się źrebie, ci wszyscy, których ona już zabiła i których mogła zabić, a których nie ocaliłam.
- Będziesz następna - nie spodziewałam się żadnej reakcji, a już na pewno nie groźby, nadchodzącej jakby z każdej strony. Rozejrzałam się wokoło, jednak nie potrafiłam znaleźć żadnych oznak czyjejś obecności.
- Żebyś się nie zdziwiła - powiedziałam, ignorując głuche przerażenie, jakie zaczęło rosnąć w głębi. Nie chciałam zostać ani chwili dłużej w tym przeklętym miejscu. Po prostu pokłusowałam tam, gdzie zostawiłam swoją brygadę.
<Miri, Karny? Wiem, długo nie było akcji. Jak widać, Owca nie pomyślała wcześniej, co mnie porządnie zmotywuje xP>
Brak komentarzy
Prześlij komentarz
Wpisz komentarz. Dziękujemy za opinię!