- Jak zginął? - ,,prawda" była oczywista.
- Pewnie spadł z urwiska. - szepnął ktoś. Wielu spuściło głowy, zapewne powtarzając jakieś modlitwy i mrucząc coś pod nosem. Wreszcie zwyczajnie nakryto czymś ciało i przesunięto je w głąb zbocza, po czym cały tabun udał się o zmroku do miejsca postoju.
~Kilka dni później~
Niedawno do stada przybyła nowa, młoda jeszcze klacz, mająca około roku. Nie przejmowałam się tym zbytnio, bowiem w niczym nie zawadzała, błąkała się niby dusza męczennika gdzieś w pobliżu, dość intrygująca, ale nie odrywająca od codziennych obowiązków. Jednak pewnego dnia zauważyłam, że zbyt często kręci się wokół Bush Brave'a. Postanowiłam to zbadać, ale nie musiałam się nawet fatygować; Heget* sam przyszedł do góry.
- Witaj. - rzekł z zadowoleniem.
- Witaj. Kim ona jest? - wskazałam wyraźnie łbem na klaczkę i patrzyłam jej przez chwilę w oczy. Nie spuściła wzroku, wręcz zuchwale odwzajemniała ten gest.
- Tenebris, moja podopieczna.
- Ach tak? - mruknęłam bardziej do siebie. - Mam nadzieję, że nie zabierze ci zbyt dużo czasu... - wspomniała niby obojętnym tonem.
- Ona nie jest dla nas przeszkodą, chętnie zostanie też naszym członkiem. Ma do tego predyspozycje. - odpowiedział pewnie ogier. Srokata nastolatka przejechała tylko spode łba wzrokiem po otoczeniu, po czym podniosła głowę i galopem ruszyła na najbliższe młode drzewko. Szybko powaliła je, a po skończonej robocie nawet się nie obejrzała. Uśmiechnęłam się szczerze.
- Dobrze więc. Łata. - oznajmiłam.
<Bush Brave? Może Tenebris? :3>
- Dobrze więc. Łata. - oznajmiłam.
<Bush Brave? Może Tenebris? :3>
*Legendarny ogier. Znane jest powiedzenie: ,,Jak góra nie chciała przyjść do Hegeta, to Heget przyszedł do góry."
Brak komentarzy
Prześlij komentarz
Wpisz komentarz. Dziękujemy za opinię!