Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

26.01.2019

Zawieszenie ku chwale ojczyzny!

Tak jak to szanownym duszom obiecywałam, ekipa SZAPULUTU ma dla was niespodziankę związaną z prowadzonym tu przez parę miesięcy ,,badaniem". Oczywiście chcieliśmy dowiedzieć się, co trzeba na blogu zmienić, ulepszyć, dopracować bądź usunąć, i jesteśmy usatysfakcjonowani wynikami, które podamy w następnym poście ;).
Tymczasem ogłaszamy zawieszenie bloga, by móc w spokoju przeprowadzić remont. Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to również czas ferii zimowych i okazja do wzmożonej aktywności, ale nie warto czekać dłużej z ulepszeniami. Podczas remontu nikt nie ma obowiązku pisania jakichkolwiek opowiadań - odprężcie się i cieszcie zimą, macie na to min. tydzień. Krócej to nie zajmie :) Więcej informacji na naszym discordzie --> https://discordapp.com/invite/fwhYaXf
Z uszanowaniem
~Łowca much 

26.01.2019

Od Mint do Shiregta „Bohaterski czyn małego serca”

Moje myśli wciąż krążyły wokół niedawnej śmierci mego serca- kruchego niczym szkło. Ironiczna strona mnie ostatnio brała górę, a ja tylko posłusznie jej się poddawałam. Wciąż udawałam silną, aby nie budzić podejrzeń, tym bardziej, iż wielbiłam swoją pracę psychologa. Było w tym coś odprężającego, że mogę poukładać przynajmniej czyjeś myśli. Kiedy właśnie mijałam jedno z potężniejszych drzew, coś kazało mi się zatrzymać. Jego wielka średnica, pokryta najróżniejszymi pęknięciami i fantazyjne ułożenie z pewnością przykuwało wzrok. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego, po prostu jeden z małych cudów matki natury. Kiedy jednak zmrużyłam oczy, dostrzegłam malutką, burą wiewiórkę- wyglądającą na dość wygłodzoną.
-Wesołych świąt- pisnęła nieco przerażona moim widokiem.
-Wesołego życia- posłałam jej ciepły uśmiech i zębami pochwyciłam jej futerko
- O nic się nie bój- wyszeptałam kojąco do zwierzęcia. Obecnie zamierzałam przenieść ją do jakiejś jaskini oraz ogrzać swoim ciałem. Miałam nadzieję też, że znajdę odrobinę jedzenia dla niej. Nie mogłam po prostu, patrzeć jak umiera, pomimo mojego ostatniego zgorzknienia. Może coś wtedy jeszcze zostało z mego serca? Coś co utrzymywało mnie przy życiu i biło niemrawo, kiedy zbliżałam się do ukochanego ogiera? Zwierzę nic nie odpowiedziało, za to wybałuszyło swe małe czarne oczka, drżąc- trudno było już określić czy z zimna, czy z lęku. Starałam się nie sprawiać jej bólu, a jednocześnie trzymać ją dość mocno. To było dość trudne zadanie i niezbyt wiedziałam, czy robię to dobrze. W końcu przyspieszyłam do wolnego galopu, czując jak ciało wiewiórki, dotknęło mej klatki piersiowej. Była skrajnie wygłodzona i najlepiej dla niej prędko znaleźć się w ciepłej grocie. W końcu dostrzegłam jaskinię, w której przebywałam ostatnio. Zostawiłam tam moją zdobycz- piękny koc w najróżniejsze wzorki. Ku mojej uldze leżał nie naruszony, więc możliwe, iż naprawdę żaden inny koń nie zagrzewał tu sobie miejsca-oprócz mnie. Albo, iż zagrzewał, tylko zostawił go w tym samym miejscu, pragnąc tam jeszcze powrócić. Starając się nie myśleć, o tym, co złego może mnie spotkać, by nie napajać się złą energią, wypuściłam zwierzę z mojego pyska, po czym chwytając sprawnie kocyk zębami, okryłam zwierzę.
-Nakazuję ci odpoczywać- odrzekłam- Idę załatwić ci coś do jedzenia. Wrócę, najszybciej jak się da, obiecuję-dodałam, uświadamiając sobie, że takie samotne oraz słabe zwierzę będzie idealnym posiłkiem dla drapieżników.
Kiedy opuściłam grotę, poczęłam, zastanawiać się co można podać wiewiórce zimą. Rozglądałam się za jakimś pokarmem gorączkowo, żywiąc w sobie nadzieję, iż dam radę zaopiekować się małą. Nagle jednak przede mną jakby znikąd wyłoniły się dwie umięśnione sylwetki renów.
-A panowie skąd?-zapytałam, po czym głos ugrzązł mi w gardle.
-Z nieba- większy z nich przewrócił oczami.
-Zakładam, że wasze sprawy są nie do mnie...-odrzekłam.
-A jesteś psychologiem? Haha, wszyscy wiemy, że tak. Wylecz więc moją duszę pragnącą klaczy. Obawiam się, że jest tylko jeden sposób na to i wszyscy wiemy jaki- zaśmiał się gorzko ten sam ren.
-A ja obawiam się, że nie będę mogła ci pomóc- odpowiedziałam mu, czując, iż moje serce staje się wyjątkowo zimne dla tego osobnika.
-Oj, my tam się nie rozdrabniamy, więc w takim przypadku będziemy musieli podjąć ostrzejsze środki- wybuchnął jeszcze większym obrzydliwym śmiechem.
-Zadzierasz z małżonką władcy?- zapytałam, chociaż wiedziałam, iż do takiego miana jeszcze wiele mi brakuje.
-Oj, skądże. Działamy wyłącznie w drodze do szczęścia twego ducha- jego swoboda coraz bardziej mnie przerażała.
-Zabijcie mnie! To będą dobre środki!-pisnęła ze środka bura, chociaż miałam nadzieję, iż nikt jej nie usłyszy, towarzysz mówiącego udał się do jaskini, która znajdowała się obok nas.
Przyjrzałam się stojącemu przede mną zwierzęciu o szarym umaszczeniu. Nigdy w życiu nie spełnię jego prośby. Mogłabym teraz podjąć się próbie walki, w końcu to lepiej niż męczyć się z dwoma renami. Moje serce, a raczej to, co z niego pozostało, zaczęło bić szybciej, a w moich oczach pojawiły się złowieszcze błyski. On jednak musiał przejrzeć moje zamiary, gdyż odparł.
-Jeśli myślisz, że nas pokonasz, jesteś w sporym błędzie.
To była prawda. Pozostało mi czekać na smutną śmierć psychiczną. Szarak, jednak chyba nie był jednak zbyt doświadczony w porwaniach, gdyż dał mi okazję do czmychnięcia w krzaki, kiedy się obrócił-mała stawiała temu pierwszemu opór. A może po prostu myślał, że zostanę dla wiewiórki? Nie, jej ofiara nie mogła być zmarnowana. W każdym razie oczywiście wykorzystałam tę okazję i popędziłam do stada. Nawet, gdyby ruszył moim tropem, nie miałby szans wygrać z naszym klanem, nie miałam więc obaw, iż zdradzę miejsce przebywania "moich" koni. Docierając na miejsce, wpadłam na ogiera. Dobrze znanego mi ogiera o imieniu Shiregt. Zarumieniłam się i nie wiedząc co powiedzieć, wypaliłam.
-Wesołych świąt!

24.01.2019

Od Sarit do Shiregta „A czy ty uważasz, że dobrą decyją było [...]?”

Błąkając się pomiędzy puchem o niskiej temperaturze, po raz pierwszy od początku mojej drobnej
„wycieczki” stwierdziłam, że tak naprawdę nie mam celu tego działania. Wcześniej pogoda, ekscytacja wycieczką i poczucie zgorszenia skutecznie zasłaniały to uczucie- teraz jednak miałam czas na rozmyślania, a podniecenie ucieczką prawie całkiem zgasło, wśród tej jakże bajkowej scenerii. Włóczyłam się, ponieważ... chciałam to robić? Nie, to zdecydowanie nie brzmi jak dobre uzasadnienie. Prychnęłam sama do siebie w duchu. Zaczynała mnie gnębić też ostatnio samotność i jakiś instynkt stadny. Zwykle w grupie stawałam na uboczu niczym nic nieznaczący jesienny listek wśród wielu innych. Niby spektakularny, ale nawet nie krok dalej jest mnóstwo jego braci przedstawiających zachwycającą paletę barw. Było to więc dziwne uczucie i bardzo nie podobne do moich zwyczajów. Mimo tego, że pragnęłam je zwalczyć- nie miałam jak. W końcu wokół nie kręciła się żadna żywa dusza. Gdybym była w jeszcze większym stanie rozbicia, mogłabym stwierdzić, że zawracam do dawnego klanu. To byłby pomysł doprawdy poniżej mojej godności.
Nagle na moim horyzoncie wyłoniła się gniada, smukła sylwetka i chyba ten ... koń również wybrał się na samotny spacer. Na pierwszy rzut oka stwierdziłam, że oprócz tego zapewne nic nas nie łączy. Przez chwilę w milczeniu obserwowałam poruszające się od niechcenia ciało — zapewne ogiera. W końcu zatrzymał się i miałam wrażenie, że chce objąć swoim wzrokiem (pomimo, iż widziałam go od tyłu) całe zamarznięte jezioro, nad którym obecnie się znajdował. Postawiłam pierwszy krok w jego kierunku. W końcu jak ja pierwsza nie zagadam, to nikt tego nie zrobi. Będzie tak jak wcześniej, a my po prostu zignorujemy siebie nawzajem, w ciszy podziwiając cudy natury. Choć czyż nie tego właśnie pragnęłam? W końcu tak posuwając się w jego kierunku powolnym krokiem, znalazłam się niecały metr od niego. Po chwili zdarzyło coś, co sprawiło, że chciałam zawrócić. Nie miałam zupełnie pomysłu jak zacząć rozmowę.Dopiero teraz to zauważyłam. Ogier jednak wyczuwając moją obecność, sam zainicjował pogadankę.
-Cóż robisz na terenach "Klanu Mroźnej Duszy"?- ogier wyraził się jasno co do mojego położenia. Znajdowałam się na czyichś terenach i równie dobrze miałby prawo mnie zabić za zniewagę jego bądź jakiegoś innego kopytnego stada. Zresztą nieważne czyjego. W tej chwili najmniej mnie to interesowało ze wszystkich spraw, które krążyły mi po głowie.
- Mogłabym może... uraczyć wasze szeregi ?- zapytałam prosto z mostu, licząc, że mój „firmowy” uśmieszek przygotowany na takowe okazje, przekona ogiera, iż nie mam złych zamiarów. W każdym razie nie miałam innego wyjścia. Musiałam dołączyć... Ah, zmieniam zdanie — jest jeszcze parę opcji. Umrzeć z samotności, zawrócić i utracić przywilej w miarę dostępnego jedzenia w porównaniu do innych terenów. Jakoś żaden z nich mnie nie przekonywał i w sumie w tej kwestii nie dziwiłam się sobie-M-mogę się poddać testom- dodałam po chwili, jakoś nie wierząc, iż przyjmują, każdego członka jak leci- Byle nie brutalnym-tymi słowami kończąc swoją wypowiedź, uniosłam kąciki warg. To był szczery uśmiech...
-Z pewnością. Mamy mnóstwo stanowisk do wyboru, bez względu czy lubisz mordować, czy uczyć źrebaki- zaczął pierdolić coś nie na temat. W duchu przyjęłam to jako niewinną reklamę, chociaż czułam się trochę urażona, iż wypowiada jakieś formułki, które pewnie powtarza każdemu przybyszowi. Cóż, w jego oczach zapewne nie różniłam się od tutejszych wariatów niczym- Jako takowego testu nie mamy, lecz dajemy początkowo kredyt zaufania i to od ciebie zależy, jak go wykorzystasz- wrócił do tematu.
-Ah...-zająknęłam się. Brak sprawdzenia czy nie jestem... hm- najłagodniej ujmując tym złym koniem mnie trochę niepokoił. Bóg wie kto zagrzewa sobie miejsce w tym klanie- Cóż... ze mną nic nigdy nie wiadomo- wyznałam, modląc się w duchu, by odebrał mnie jako jakiejś o nie zdrowych zmysłach i kulejącej psychice. Miał prawo w końcu mieć takie przypuszczenia.
-Przedstawię ci pełną listę rang- stwierdził z westchnieniem i zaczął wymieniać oraz objaśniać zadania konia posiadającego takowy "tytuł". Im więcej nazw było już wypowiedzianych, tym bardziej się w tym wszystkim gubiłam. Jedna tylko wyryła mi się w pamięci. Zwiadowca....- Wróć do mnie, kiedy się zastanowisz-odparł.
-Poczekaj- powiedziałam, tym samym sprawiając, iż zatrzymał się w pół kroku- Musisz mi doradzić jak być dobrym zwiadowcą- mój szept mieszał się z wyjącym wiatrem- Czyż nie?
-Uważasz, że nie za szybko podjęłaś decyzję? Może dasz sobie jeszcze trochę czasu?-upewniał się co do mojej decyzji. Dla mnie sprawa już była oczywista. Czułam się przeznaczona do pełnienia właśnie tego stanowiska.
-A ty uważasz, że dobrą decyzją było mnie wpuścić w wasze szeregi?- zapytałam z niewinnym uśmieszkiem.
<No... Shi. Liczę na świetny odpisik>

24.01.2019

Od Etsiina do Miriady ,,Noc jak noc"

-Dlaczego to zrobiłeś? –zapytała Miriada. Chociaż pytanie nie odnosiło się wprost do jakiejś czynności którą wykonywałem, wiedziałem, że chodzi jej o to, dlaczego postanowiłem iść z nią i resztą na tą misję dyplomatyczną. Stałem w milczeniu przypatrując się otoczeniu i co najgorsze, nie wiedziałem jak odpowiedzieć klaczy. Myśli kotłowały mi się w głowie. Mogłem znaleźć nawet tysiąc takich powodów dlaczego to zrobiłem, a jednak znałem ten jeden, konkretny, dla którego chciałem uczestniczyć w całej tej misji. Spojrzałem na nią, trudno było mi nawet otworzyć pysk.
-Może ze względu na Ciebie? –spytałem bardziej samego siebie. Po chwili zdałem sobie sprawę jak dziwnie musiała zabrzmieć ta odpowiedź i to wypowiedziana z moich ust.
–To znaczy, wiesz.. jesteś moją przyjaciółką. No przynajmniej ja tak Cię traktuje i chciałem mieć pewność, że będziesz bezpieczna, po za tym lubię przebywać w Twojej obecności. Chciałem też zrobić jeszcze lepsze wrażenie na władcy. Jestem w końcu zwiadowcą i muszę Was zawiadomić w razie niebezpieczeństwa. –trzecie zdanie zabrzmiało najmniej wiarygodnie, tym bardziej, że mój głos widocznie się załamywał.
-Ah, tak.. –odparła zmieszana Miriada. Staliśmy tak w niezręcznej ciszy. Rozejrzałem się gorączkowo w poszukiwaniu jakiegoś obiektu do tematu rozmów. Jednakże nigdzie takowego nie było.
-Uh, jak myślisz, jak pójdzie nam ta misja dyplomatyczna? –zapytałem dla rozładowania atmosfery.
-Mam nadzieję, że powiedzie się jak najbardziej dobrze. No chyba, że właśnie idziemy do jednej wielkiej pułapki, chociaż wątpię aby chcieli nas atakować. –odparła Miriada. –Po prostu bądźmy dobrej myśli.
-Masz rację. –powiedziałem i zwróciłem głowę z powrotem w kierunku księżyca. Staliśmy tak jakiś czas w ciszy. –Przejdziemy się odrobinę? Nie mogę zasnąć a warto by było obejrzeć teren wokół.
-Jasne. –powiedziała klacz. Ruszyłem pierwszy, a Miriada tuż za mną. Rozglądałem się bacznie, ale i co jakiś czas rzucałem ukradkowe spojrzenie klaczy. Ta widocznie była zainteresowana otoczeniem.
-Ładna dziś noc. –mruknąłem. Wyczuwałem jak tonę w grubej pokrywie śniegu, a raczej moje nieszczęśliwe nogi które już dostatecznie doświadczyły zimna i mrozu.
-Faktycznie. Nie często zimą można zaobserwować tak jasny księżyc.. i gwiazdy. –odparła widocznie zafascynowana klacz. Podążyłem za jej wzrokiem, wcześniej wpatrzony w księżyc nie dostrzegałem tych małych, białych i migających światełek na niebie. Dzisiaj było ich naprawdę dużo, tworzyły konstelacje i różne drogi na niebie.
-Niesamowite! –powiedziałem wpatrzony w niebo, w ogóle nie patrzyłem na drogę. Niestety zapłaciłem za to chwilę później, potykając się o korzeń drzewa przy tym wywracając na ziemię Miriadę.
-Oh! Przepraszam, przepraszam. Nic Ci nie jest? –wywróciłem oczami myśląc o własnej głupocie. Brawo, głupku. Nie umiesz chociaż raz patrzyć na drogę i nie wypie*dalać się o wszystko w zasięgu wzroku? W końcu potknę się o samo zwierzę. Pomogłem klaczy wstać.
-Nie, wszystko w porządku. Po za tym nic się nie stało. Zdarza się – powiedziała Miriada, ale było widać, że jest okrutnie zażenowana.
-To dobrze, jeszcze raz wybacz. Może pościgamy się z powrotem tam skąd poszliśmy na ten spacer? –zapytałem aby zatrzeć skutki tej niekorzystnej sytuacji.
-Właściwie, czemu by nie? –odparła klacz.
-No to.. trzy, dwa.. jeden.. start! –wykrzyknąłem. Oboje wystrzeliliśmy jak z procy. Czułem ten przyjemny wiatr który za każdym razem gdy cwałowałem owiewał moje ciało. Zawsze kochałem to uczucie. Zarżałem wesoło. Nagle Miriada znalazła się przede mną. Nieźle. Potem trochę ją wyprzedziłem to znowu ona znalazła się bardziej z przodu. Ostatecznie skończyliśmy na podobnym wyniku.
-Jak ja lubię się ścigać! –wyparowałem dysząc przy tym ze zmęczenia. –Teraz na pewno zaśniemy.
-Prawda.. –odparła klacz z niewyraźnym uśmiechem. Niedługo potem oboje poszliśmy spać. Zbudziłem się bardzo wcześnie, ale i tak już powoli wszyscy się zbierali. Cardinano był już widocznie gotowy. Yatgaar skubała jeszcze trawę. Miriada za to obudziła się w tym samym momencie co ja. Gdy przygotowaliśmy się i zjedliśmy dosyć skromne śniadanie, ruszyliśmy w dalszą drogę. Zrównałem się z Miriadą.
-Cześć. Jak się dzisiaj czujesz? –spytałem.
<Miri? Biedny Etsiinek, jak ja go karam tą niezdarnością. XD>

24.01.2019

Od Khairtai do Hypnosa ,,Uwięzieni"

Stałam jak wbita w ziemię wpatrując się w konie. Skończymy jak ten źrebak, albo gorzej – jako ich obiad.
-Co robimy? –zapytałam dalej stojąc jak głupia. Hypnos popatrzył na mnie z podobnym problemem. Również stał w miejscu.
-Podzielimy się tym nożem –mruknął do mnie i wskazał nóż który trzymałam w pysku. Był brudny od ciemnej i świeżej krwi źrebaka. Mogliśmy go po prostu zostawić. Zdechnąłby i nie byłoby problemu z jakimkolwiek ,,zabójstwem”. No ale trudno, siedzimy w tym bagnie, to trzeba z niego wyjść.
-Dobra. –jęknęłam nie dość, że zła to jeszcze zmęczona. Trójka koni szybko się zbliżała. Oboje z Hypnosem wycofaliśmy się trochę aby mieć miejsce. Dopiero teraz dostrzegłam, że konie są cholernie uzbrojone. Jeden trzymał miecz, drugi jakiś inny miecz a trzeci coś w rodzaju miecza, tyle że podwójnego.
-No wiesz, tego ja nie wzięłam pod uwagę. –warknęłam półgłosem do Hypnosa. Nie mieliśmy już jednak czasu na namyślenie się. Szybko się starliśmy. Najpierw Hypnos otrzymał nóż. Ja za to starałam się wytrącić jednemu z napastników broń. Bo wielu próbach udało się, gdy boleśnie kopnęłam konia w klatkę piersiową. Ten upadł na ziemię jak długi, przy okazji puścił broń. Niewiele myśląc złapałam ją i szybko zatopiłam w głowie konia. Po śniegu popłynęła krew. Spojrzałam jak radzi sobie Hypnos. Ogier już zabił konia z jednym mieczem. Teraz próbował pokonać tego z podwójnym. Oboje dyszeli ze zmęczenia, gdy dołączyłam się ja, napastnik wycofał się kilka kroków.
-Pożałujecie, zobaczycie. Jeszcze się spotkamy! –wysyczał przez zęby i niczym petarda odwrócił się i zaczął uciekać.
-Musimy za nim biec. Jak przekaże to swoim ziomkom to już będziemy mieli KOMPLETNIE przesrane. –krzyknęłam.
-Masz rację, nie mam ochoty zostać zaatakowany przez zapewne niemałą grupę bardzo uzbrojonych koni.. –odparł Hypnos i westchnął. Nie czekaliśmy długo bo już po chwili cwałowaliśmy po śladach tajemniczego konia. Moja głowa była wypełniona sprzecznymi myślami. Po pierwsze, skąd tak blisko obozu naszego Klanu znalazły się jakieś inne konie? Czy zwiadowcy są tak bardzo głupi i ślepi, że patrolują teren pięć metrów od obozu. Na tę myśl skręcałam się ze złości. Po drugie, teraz będziemy mieli problem jeśli te konie dowiedzą się o Klanie Mroźnej Duszy.. a w sumie? Z drugiej strony byłoby naprawdę fajnie.. w końcu może wytępiliby te kłamliwe i przygłupie konie. Zaśmiałam się sama do siebie. Niedługo potem wyczułam zapach innych koni, mój towarzysz widocznie również. Zwolniliśmy.
-Idźmy lasem, nie będziemy tak wzbudzać wątpliwości. –powiedziałam.
-Faktycznie, tak będzie lepiej. Bądźmy uważni. –odparł Hypnos i oboje powoli skradaliśmy się przez las. Nie musieliśmy długo iść bowiem już po chwili las się kończył i mieliśmy bardzo wyraźny widok na zebrane konie. Dobrze widziałam, że koń który od nas uciekł, przemawiał do sporej grupy innych czterokopytnych. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że niechcący zatrzymałam wzrok na jednym z koni. On patrzył również na mnie.
-Hypnos? –spytałam przez zaciśnięte usta.
-Co? –spytał ogier. Uważnie obserwował otoczenie.
-Bo wiesz.. tak jakby właśnie chyba zdradziłam nasze otoczenie. –wyparowałam zdenerwowana.
-Co?! –spytał znów ogier. Tym razem przeniósł spojrzenie na mnie.
-Zmywamy si.. –nie dano mi jednak dokończyć gdy zobaczyłam jak Hypnos dostaje kamieniem w tył głowy. Chciałam już go ratować lub zrobić cokolwiek, ale po chwili sama poczułam uderzenie o ogromnej sile. Krew napłynęła mi do ust a potem film się urwał. Mrugałam niespokojnie. Próbowałam się poruszyć, ale poczułam, że jestem związana grubym sznurem. Nie miałam swojej broni. Dostrzegłam Hypnosa, on również był przywiązany i nie miał noża. Gdy uniosłam powieki zobaczyłam potężnego ogiera z tym samym podwójnym mieczem.
-Proszę, proszę. Widzę, że obudziliście się już dostatecznie. Teraz poczekacie sobie tu trzy dni bez picia i jedzenia, a potem zrobię Wam to samo co wy naszemu przyszłemu władcy. Klacz ewentualnie sobie jeszcze wykorzystam. –powiedział, szczerząc uśmiech. Poczułam jak serce podchodzi mi do gardła.
<Hypnos? Hi hi hi hi hiXD>

24.01.2019

Od Khairtai do Shiregt'a ,,Szaleńcze słowa"

Całą siłą woli próbowałam zmusić ciało do ucieczki czy do jakiegokolwiek ruchu mającego na celu pozwolić mi wyplątać się z sideł ogierowi.
-N-nie..! –wykrzyknęłam, ale nie mogłam nic zrobić. –Nie chcę, nie chcę..
W dziwnej monotonii powtarzałam to słowo, a przed oczami cały czas miałam ciało Cherry, splamione krwią i martwe.. martwe.. zabita przeze mnie. Zabiłam ją.. zabiłam Cherry.
-Idziemy do Klanu. –powtórzył ogier stanowczo. Bezbronna, usłużnie wstałam i opuściłam głowę. Shiregt cały czas uważnie mnie obserwował, każdy mój najmniejszy ruch. Wlokłam się, noga za nogą. W mojej głowie panowała upiorna pustka a ja dalej czułam ten stalowy zapach krwi Cherry. Jej resztki zaschnęły mi na grzywie i sierści. Widziałam jak Shiregt przygląda mi się z obrzydzeniem, oburzeniem i wściekłością. I z jakimś dziwnym żalem. Za to ja nie obdarowałam go nawet jednym, najmniejszym zerknięciem. Dumnie uniosłam głowę patrząc na horyzont. Gdy zjawiliśmy się w Klanie, wszystkie konie wpatrywały się we mnie jak jeden mąż. Żaden nie odpuścił sobie popatrzenia na mnie. Z tłumu wypadł Dorian.
-Gdzie jest Cherry? Gdzie moja kochana Cherry? –zawołał. Obok niego stała Mindy patrząc na mnie z szokiem.
-Nie żyje, Dorianie. –odparł Shiregt ze smutkiem. Dorian spojrzał na mnie jak na największego demona. Zadrżał.
-Jak mogłaś? Nienawidzę Cię, nienawidzę! –wrzasnął i rzucił się w moją stronę, ale w połowie drogi przytrzymał go stojący blisko Nunek oraz Mindy. Konie patrzyły na mnie z bardzo widocznym w oczach potępieniem. Jakbym nie była warta ani złamanego kawałka trawy. Shiregt zaprowadził mnie w osłonięte cieniem drzew miejsce. Spojrzał na mnie mrużąc oczy.
-Dlaczego to zrobiłaś? –spytał bez cienia emocji w głosie. Dopiero teraz odzyskałam świadomość.
-Ah, wybacz Shiregt’cie. –mruknęłam zapatrzona w jakiś punkt w krajobrazie.
-Pytam się dlaczego to zrobiłaś? –spytał ponownie gniadosz tym razem już zdenerwowanym tonem.
- Nieważne.. wybacz, wybacz.. –jęknęłam patrząc na niego szeroko otwartymi i przerażonymi oczami.
-Pytam po raz ostatni, dlaczego to zrobiłaś? –podniósł ton Shiregt. Spojrzałam na niego z nieukrywaną nienawiścią i obłędem w ciemnym oczach.
-Nie odpowiem Ci na to. –warknęłam wściekła. –W końcu zostaniesz zarżnięty tak samo jak Cherry. –nie czekając na jego odpowiedź wyszłam z cienia drzew i spojrzałam na konie, który wpatrywały się we mnie. –Wszyscy zginiecie.. będziecie cierpieć. To tylko początek, tylko początek. –spojrzałam na Shiregt’a z szaleństwem w oczach. Nie byłam świadoma co mówię, nie byłam nawet świadoma co robię.
<Shiregt?>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika