Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

28.01.2020

Wyniki eventu świątecznego ,,Kalendarz Adwentowy"

Mimo, iż święta już dawno za nami i wszystkie radia dały sobie spokój z ,,Last Christmas", dopiero teraz przychodzę do was z wynikami eventu. Przepraszam was najmocniej za to opóźnienie. Nie przedłużając:

Łowca Much, inaczej nazywana Owcą, wykonała 3 misje, czyli napisała opowiadanie (Od Miriady do Etsiina "Pochmurne Boże Narodzenie" Cz. 2 + Event), znalazła wszystkie prezenty ukryte na blogu oraz złożyła wigilijne życzenia na serwerze. W zamian za to otrzymuje 200 SŁ (180 za opowiadanie oraz po 10 SŁ za resztę) oraz +15 pszenic dla wybranej postaci

Lisek wykonała 2 misje, to znaczy - znalazła wszystkie prezenty oraz złożyła życzenia. W zamian za to otrzymuje 20 SŁ (po 10 SŁ za każdą misję) oraz +10 pszenic

Graczki Najmi, MP3 oraz Aurea otrzymują po 10 SŁ każda za złożenie życzeń na serwerze.

Do zobaczenia w następnym poście!

~Najmi

27.01.2020

Od Maliah do Noctema "Wspomnienia"

Mimo tego, że do klanu należałam już jakiś czas, ciągle nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca. Powszechnie wiadomo, że każdy normalny koń potrzebuje towarzystwa, ale ja byłam pod tym względem wyjątkowo wymagająca. Przyzwyczajona byłam do osobników, z którymi przebywałam w zasadzie od źrebaka i bardzo mi ich brakowało. Szczególnie dawała mi się we znaki tęsknota za Touchy'm, moim najlepszym przyjacielem z sąsiedniego boksu. Był on dla mnie wsparciem w ciężkich chwilach, radością w smutne dni, kompanem do zabaw od najmłodszych lat i długo by jeszcze wymieniać. A teraz nagle go zabrakło. Nie zdążyłam się z nim nawet pożegnać, co jedynie pogarszało sprawę.
Nie zrozumcie mnie źle. Ja naprawdę starałam się zapoznać z innymi członkami stada, ale mimo tego, że w zasadzie wszyscy byli dla mnie mili, z resztą z wzajemnością, to nie znalazłam na razie nikogo, z kim mogłabym się zaprzyjaźnić, nie mówiąc już o nawiązaniu relacji choć odrobinę podobnej do mojej i Touchy'ego. Miałam szczerą nadzieję, że była to jedynie kwestia mojej niezbyt długiej przynależności do klanu.
Jednak od paru dni, coś zakłócało mój spokój. Jeżeli w ogóle mój ówczesny stan można było określić mianem spokoju. Na początku nie wiedziałam, o co dokładnie chodzi, ale co jakiś czas podczas spaceru czy pilnowania stada, co należało do obowiązków stróża, na widok koni przechodził mnie dreszcz. Domyślałam się, że może chodzić tu o jednego czy dwa osobniki, bo przecież nagle nie dostałam jakiejś fobii społecznej.
Wszystko wyjaśniło się, gdy pewnego dnia wybrałam się na samotną przechadzkę. Oddaliłam się trochę od stada, ale nie na tyle daleko, aby uniknąć innych w zasięgu wzroku. I wtedy właśnie ponownie przebiegł mnie, ten sam, niepokojący dreszcz. Tym razem w moim polu widzenia znajdował się tylko jeden koń, wysoki, dość dobrze zbudowany gniadosz z białymi odmianami na głowie i nogach. Od razu wiedziałam, czemu tak reagowałam na jego widok. Był on bardzo podobny do Hannibala. Wcześniej nie przykuwałam do niego większej uwagi, ale tym razem było to nieuniknione. Momentalnie zrezygnowałam z przechadzki i zaszyłam się bezpiecznie wśród innych koni. Usilnie próbowałam pozbyć się nawracających wspomnień tamtego dramatycznego dnia. Cały czas miałam jednak przed oczami ogiera, który walczy z drapieżnikami, aby ratować mi życie, krew widoczną nawet z oddali i to, jak pada pokonany. I to wszystko przeze mnie. Ledwo powstrzymałam drżenie i z całej siły próbowałam odpędzić od siebie ponure wspomnienia, jednak te nie dawały za wygraną. W mojej głowie cały czas pałętała się myśl, że gdyby nie poświęcenie Hanni'ego to ja bym zginęła. On dobrze o tym wiedział. Mimo tego, że wcześniej byłam dla niego oschła, nie wahał się oddać za mnie życie.
W końcu udało mi się odegnać wspomnienia, jednak gniady ogier cały czas przyciągał mój wzrok. Nie do końca celowo wbijałam w niego spojrzenie. Niby zdawałam sobie z tego sprawę, ale nie próbowałam z tym walczyć, licząc, że przyniesie mi to ulgę.
Takie gapienie się nie mogło trwać wiecznie. Gniadosz w końcu musiał zwrócić na mnie uwagę. Najpierw spróbował zbyć mnie niezadowolonym machnięciem ogonem, ale ja nie dawałam za wygraną. Sama nie wiem czemu. W końcu chyba nie wytrzymał i do mnie podszedł. Widać było, że nie jest mu dobrze z tym, że cały czas wbijam w niego wzrok, ale mimo tego zwrócił się do mnie możliwie jak najuprzejmiej.
- Dzień dobry. Potrzebujesz czegoś? - spytał możliwie jak najuprzejmiej, jednak widziałam, że nie do końca pasuje mu moje towarzystwo. W sumie mu się nie dziwię.
- Niczego - mruknęłąm podirytowana. Może przestraszył mnie fakt, że muszę się konfrontować z kimś, kto przywołuje we mnie tak okropne wspomnienia, a może chodziło o coś innego, jednak chyba lepiej się w to nie zagłębiać.
Ogier równie uprzejmie poprosił mnie, abym przestała się tak na niego patrzeć, ale to jeszcze bardziej mnie zezłościło. Jak już wspominałam, nie mam pojęcia czemu. Ciężko było tego nie zauważyć, ale i tak zdziwiła mnie reakcja gniadosza. Ja, w takiej sytuacji, zaczęłabym się kłócić czy coś w podobie, a on, widocznie chcąc załagodzić sprawę, zmienił temat i spytał mnie o imię. No i rozmowa ta przyniosła mi przynajmniej tyle korzyści, że dowiedziałam się, jak się nazywa.
- Miło mi cię poznać, Maliah - powiedział Noctem, bo takie imię nosił mój rozmówca, z lekkim uśmiechem.
- Przepraszam, że byłam taka... No... Niemiła - mruknęłam. Zawsze ciężko było mi przepraszać, ale uznałam, że w tej sytuacji tak będzie najlepiej. Nie ma po co robić sobie tutaj wrogów. - Ostatnio po prostu dużo się działo i jest mi dość ciężko, więc jestem trochę... Zagubiona? Chyba można tak to nazwać.
- Nic się nie stało, ale miło by było jakbyś następnym razem tak na mnie nie patrzyła. Mogę przynajmniej wiedzieć, czemu tak się we mnie wpatrujesz? - spytał ogier.
- Po prostu mi kogoś przypominasz - powiedziałam. - Kogoś, kto bardzo wiele dla mnie zrobił - dodałam już trochę ciszej i mniej pewnie. Bałam się znowu przywoływać tamte obrazy.
- Powiedzmy, że rozumiem. W każdym razie więcej wiedzieć nie muszę - powiedział, najwyraźniej widząc, że ciężko mi o tym mówić.
- I tak chyba wszyscy już wiedzą - westchnęłam. - Otóż urodziłam się u ludzi, w stajni. Dużo jeździłam na zawody, gdzie kazali mi skakać przez różne rzeczy. Ostatnio znowu zapakowali mnie i kilka innych koni do przyczepy. No i był też on, Hannibal. Nigdy go nie lubiłam, wydawał się taki egoistyczny, no i całą drogę byłam dla niego strasznie oschła. W końcu się zatrzymaliśmy, ale zamiast do stajni, tak jak to bywa zwykle, wprowadzili nas do jakichś pudełek. Nie wiem co się działo później, ale w pewnym momencie poczułam uderzenie od spodu. Przeraziłam się i próbowałam uciec. No i udało mi się. W zasadzie nie tylko mi, ale też Hannibalowi - tutaj zatrzymałam się na chwilę i odetchnęłam, wiedząc, że zbliża się najgorsze. - Udało nam się uciec na zewnątrz. Krajobraz w ogóle nie przypominał tego, który znałam, ale wierzyłam, że damy radę. Biegliśmy przed siebie, gdy nagle zauważyły nas drapieżniki. Zaczęły nas gonić i Hannibal... - głos zaczął mi się łamać. - On został. Wiedział, że jest szybszy i silniejszy ode mnie i że gdy nie zrezygnuje z ucieczki, to ja zginę. Walczył z nimi, a ja widziałam, jak umiera. Za mnie. Ten sam egoistyczny ogier, dla którego liczyło się tylko własne dobro. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało - westchnęłam. - Cały czas nie wiem czemu to zrobił. Przecież nigdy nawet nie spojrzałam się na niego bez wrogości - przerwałam. Myślałam, że znowu nie dam rady, jak wtedy, gdy mówiłam to przed wszystkimi, ale teraz było inaczej. Może i nie byłam szczęśliwa, ale wygadanie się komuś dobrze mi zrobiło. - Dziękuję, że mnie posłuchałeś - powiedziałam z wdzięcznością.
<Noctem?>

25.01.2020

Od Noctema Animam do Maliah „Słowa"

Chodziłem w kółko nasłuchując skrzypiącego śniegu pod moimi kopytami. Nie wiadomo czemu bardzo mi się ten dźwięk podobał. Pomimo że było mało czegokolwiek do jedzenia i było potwornie zimno uwielbiałem tę porę roku. Miała ona swój urok, a lekkie opady śniegu z podmuchami wiatru były jedną z lepszych rzeczy, jakich mogłem poczuć na co dzień. Mimo to dziwnie się czułem w nowym miejscu. Niby było tu lepiej, ale tak duża ilość nowych pysków gapiących się na mnie po prostu mnie przytłaczała. Wtem poczułem jak ktoś zaczął mi się przyglądać. Rozejrzałem się po stadzie, ale nikogo takiego nie zauważyłem. Lekko poirytowany skierowałem się jeszcze bardziej na ubocze. Uczucie obserwowania nie znikało, a wręcz przeciwnie, nasilało. Wygrzebałem spod śniegu trochę zeschłej trawy. Tylko gdzie nigdzie były zauważalne małe, zielone źdźbła. Zacząłem skubać ją udając, że jestem zupełnie nieświadomy tego, że ktoś mi się przygląda. W rzeczywistości cały czas kątem oka obserwowałem otoczenie. W końcu nie wytrzymałem i dokładnie rozejrzałem się dookoła. Zobaczyłem kasztanowatą klacz. Wcześniej nie miałem okazji jej spotkać. Wydawała się trochę skwaszona, ale też i onieśmielona przed nowymi końmi. Wbiła we mnie wzrok i czekała aż coś powiem. Tylko machnąłem z niezadowoleniem ogonem i odwróciłem się. Kasztanka jednak prychnęła i wciąż się we mnie wpatrywała próbując zwrócić na siebie uwagę.
- Dzień dobry. Potrzebujesz czegoś? - podszedłem i mruknąłem. Nie byłem zadowolony z jej obecności, ale też nie chciałem wyjść na niewychowanego źrebaka.
- Niczego - parsknęła klacz. Muszę przyznać, że już miałem jej dość.
- Rozumiem, ale następnym razem, proszę, nie patrz się tak na mnie i nie zwracaj na siłę uwagi na siebie - no i wtedy wyraźnie kasztanowata klacz się poirytowała. Spiorunowała mnie wzrokiem i machnęła ogonem ze wzgardą.
- Mogę chociaż wiedzieć jak masz na imię? - znowu zagadnąłem usiłując zmienić temat i naprawić trochę dobrą atmosferę dyskusji.
- Maliah.
- Noctem Animam, mów mi Noctem lub Noctis, zresztą kogo to interesuje - dziwnie się czułem wypowiadając moje imie. Dawno się nikomu się nie przedstawiałem w cztery oczy i moje miano wypowiedziane przeze mnie brzmiało naprawdę dziwnie.
- Miło mi cię poznać, Maliah - dodałem lekko się uśmiechając do kasztanki.

<Maliah? Wybacz za gniota, jakoś dziwnie wrócić do pisania w pierwszej osobie, a uparłam się, że na EF będę tak właśnie pisać>

24.01.2020

Nowy szeregowiec - Noctem Animam!


Źródło: Zdjęcie główne
Motto: „Gwiazdy nie mogłyby jaśnieć bez ciemności"
Imię: Jego pełne miano to Noctem Animam. W skrócie Noctem, Noctis, a tym, których może uznać za przyjaciół pozwala mówić na siebie Ocet.
Tytuł: -
Wiek: Przeżył już 5 wiosen.
Płeć: Bez wątpienia jest to ogier.
Ranga/i: Starszy szeregowy
Głos: Kuba Jurzyk






Relacje:
• Kora - Przybrana matka. Opiekowała się Noctisem tylko dlatego, że taki był jej obowiązek. Traktowała przybranego syna jak powietrze, a on sam się nią nie interesował.
• Lupus - W przeciwieństwie do prawdziwej matki Noctis poznał swojego biologicznego ojca. Był on przywódcą stada w którym wychował się Noctem. Obydwoje nie wiedzieli o swoim pokrewieństwu. To chyba najbardziej znienawidzony koń przez Noctisa.
Osobowość: Można go nazwać szlachetnym wojownikiem. Lekko uparty, broniący swojego zdania ogier z manierami. Szanuje innych o ile inni szanują jego. Nie lubi wybuchowych, gadatliwych, lekkomyślnych i chamskich osobników. Nie przerywa w połowie zdania, to raczej typ słuchacza niż mówcy co nie nie oznacza, że nie potrafi się wysłowić. Jak postawi przed sobą jakiś cel to go zrealizuje, nawet jeśli miałoby kosztować go to życie. Nie lubi pochopnie podejmować decyzji, ale nie boi się ryzyka. Zawsze najpierw myśli, a później czyni. Trzeba zasłużyć, żeby zdobyć jego zaufanie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać oschły i lekko chamski, ale tak nie jest. Zawsze pamięta o tak zwanych magicznych słowach, szczególnie jeśli ma do czynienia ze starszymi, bardziej doświadczonymi i końmi z wyższa rangą w stadzie. Czasami bywa ironiczny. Pomimo jego powagi potrafi się śmiać i lubi dokazywać swoim przyjaciołom. Gdy tylko jest taka potrzeba poświęci życie za swoje stado. Nie zważa na ból. Przyzwyczaił się do tego, że musi sam się o siebie troszczyć, ale gdy ktoś potrzebuje pomocy zawsze chętnie pomoże.
Orientacja: Hetero, nie toleruje żadnej innej.
Aparycja:
  • Rasa: Mieszaniec
  • Wygląd: Spotkałeś jakiegoś wysokiego gniadego ogiera z gwiazdką na czole, szeroką, ale krótką strzałką i uroczą chrapką? W dodatku koń ten jest mocno umięśniony i nawet w stępie porusza się szybko na swoich nogach z czterema skarpetkami? Jeśli tak to spotkałeś właśnie Noctisa.
  • Umaszczenie: Gniade
  • Znaki charakterystyczne: Gwiazdka, dość nietypowa strzałka, chrapka i cztery skarpetki oraz wiele małych blizn.
  • Wzrost: 170 cm WK
Umiejętności: Noctis świetnie posługuje się bronią i potrafi leczyć rany, zna właściwości różnych ziół.
Historia: Matka Noctisa, gdy napotkała na swojej drodze tak zwane Stado Upadłych od razu została zgwałcona przez przywódce. Jedenaście miesięcy po tym zdarzeniu urodziła Noctema, jednak podrzuciła go Stadu Upadłych i już miał zostać zabity, gdy Lupus zdecydował zostawić źrebaka przy życiu i wyszkolić go na wojownika, który mógłby bronić stada. No i się zaczęła się droga przez mękę. Ogierek dostał niańkę, która pozwalała mu zjeść, dopiero gdy źrebak tracił przytomność z odwodnienia, a mimo niedożywiania codziennie ciężko trenował, żeby zostać wojownikiem. Nienawidził wszystkich ze stada. Gdy tylko przestał ssać mleko musiał sam się o siebie troszczyć. Tam liczyło się tylko przetrwanie. W końcu gdy miał 4 lata znalazł doskonała okazje by uciec. Był pożar, a wszyscy uciekali w swoją stronę. W zgiełku znalazł ścieszkę jeszcze nieprzejętą przez ogień i uciekł. Rok błąkał się aż w końcu znalazł nowy dom.
Inne:
• Uwielbia zimno
• Trudno jest mu chodzić wolno i zazwyczaj kłusuje
Kontakt: -Nutellka- (HW)

24.01.2020

Od Maliah do Yatgaar "Trauma"

Fala chłodnej wody wylana na klacz przez przybyszów porządnie ją przeraziła. W końcu jednak przypomniała ona sobie o tym, co zdarzyło się, zanim straciła przytomność. Chwilę przed padnięciem na ziemię, w którym zresztą nie było nic, z jakże normalnej dla niej gracji, już ich przecież widziała. Mimo tego, że sama, ostatkiem sił, wezwała przybyszów, po otrząśnięciu z szoku nadal była lekko przytłoczona ich obecnością. W końcu tyle dni skazana była na samotność, a tu nagle pojawiają się obce konie. Nie mówię, że nie cieszyła się z takiego obrotu sprawy, bo w końcu jak każdy potrzebowała towarzystwa, ale musicie zrozumieć, że klacz po nietypowych i dość traumatycznych przeżyciach, patrząc z perspektywy konia stajennego, nie myślała do końca trzeźwo. Nie zaspokojone potrzeby fizjologiczne też dawały się jej we znaki.
Maliah odstawiła na chwilę na bok swój strach i zaczęła zadawać nieznajomym wiele, niekoniecznie sensownych, pytań. Mimo przypływu odwagi nadal wypowiadała je przytłumionym głosem, co można w pełni uzasadnić jej szokiem. W końcu jednak zdała sobie sprawę, że powinna podziękować obcym. Gdyby nie oni najprawdopodobniej nie miałaby siły i nadziei, aby wstać i dalej walczyć o przetrwanie. Zamilkła na chwilę i nie mogąc znaleźć odpowiednich słów wypowiedziała tylko krótkie "dziękuję". Starała się jednak wyrazić nim całą swoją wdzięczność.
Nie wspomniałam o tym wcześniej, ale obce konie wraz z Maliah, poruszały się w stronę stada. Klacz nie zwróciła na nie jednak uwagi, może pod wpływem emocji, a może wycieńczenia. Gdy jednak zdała sobie sprawę, że skierowane są na nią spojrzenia wielu osobników, przystanęła. Czwórka koni, która znalazła ją chwilę wcześniej, również się zatrzymała. Klacz czuła się lekko skrępowana niezręczną ciszą, która zapadła. Nie wiadomo czy z powodu czyjegoś komentarza, czy za zasługą jakiegoś głosu w głowie doszła do wniosku, że, mimo niezbyt groźnego wyglądu, niektórzy mogli mieć co do niej obawy. Uznała więc za stosowne, żeby opowiedzieć czego chce i jak się tu znalazła.
- Yyy... No więc... - zdała sobie sprawę, że jej głos znowu zbliżony jest do szeptu, więc kontynuowała już trochę głośniej. - No więc ja... Wychowałam się w stajni... Pewnego dnia mnie i innych zapakowali do przyczepy i myślałam, że znowu jadę na zawody, że będę musiała skakać. Ale zamiast tego zaprowadzili nas, znaczy mnie i innych, do jakichś pudełek - zaczęła się trochę mieszać. - I później nie wiem co się stało, ale uderzyliśmy mocno o ziemię. No i uciekłam, z Hannim, ale jego zabiły drapieżniki. On się poświęcił... A ja, ja uciekłam - mówiła załamującym się głosem. Drżała, mając w pamięci traumatyczne wydarzenia. - I ja nie dawałam rady... Tu wszystko jest takie inne! - wybuchnęła, nie mogąc już znieść smutku i żalu, w których była pogrążona.
<Yatgaar?>

23.01.2020

Od Yatgaar do Maliah "Ciąg dalszy"

— ...Na niebie zapanował pokój, a gwiazdy już nigdy więcej się ze sobą nie sprzeczały. - zakończył swą opowieść Cardinano. Przez moment panowała cisza, podczas której kiwaliśmy głowami z podziwem. Staliśmy w kole u podnóża pagórka. W ciągu paru dni takie wieczorne opowieści przeobraziły się w nasz stały zwyczaj. Spojrzałam odruchowo w górę, na czysty, rozgwieżdżony firmament z królującym na wschodzie jasnym sierpem księżyca. Wśród jasnych punkcików panował faktycznie jakiś rodzaj poukładanego chaosu. Tworzyły przeróżne linie, gwiazdozbiory, czasem decydowały się na samotne panowanie. Jak życie. Biegnie do przodu, zakręca, zawraca, miesza ze sobą wydarzenia, a pozornie odległe od siebie sytuacje wiąże jednym, ważnym elementem, wciąż płynie, jak rzeka...nad którą podobno zginął cały książulek. Z pewnością miał jakichś wrogów i niedokończone intrygi, które przypadkiem osiągnęły punkt kulminacyjny w odpowiednim momencie. Aczkolwiek sprawa mogła być bardziej skomplikowana, może któryś z nich nie wytrzymał napięcia. Dobrze, że miał na tyle rozumu, by dokładnie zatrzeć ślady. Chociaż nie wyobrażam sobie, jak można przeciąć szyję w ten sposób i ukryć resztę ciała...pewnie nigdy się nie dowiem. W sumie nie chcę wiedzieć. Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, jesteśmy cali i zdrowi, moja córka znalazła swoją miłość, która może pomoże zapomnieć jej o przeszłości. Chociaż żałowałam trochę, że miałam okazji do zrobienia większego pożytku z kopyt i zębów, w czym wyręczyła mnie woda. Historia nie zatoczyła koła, nie tym razem. Jak moje życie...
Brakowało mi tej adrenaliny, krwi, intrygi, mimo, że moje siły nie były już tak wielkie jak dawniej. Gra słowna była, owszem, rozkoszą, ale nic nie mogło się równać z prawdziwym konfliktem, starciem wręcz. Naszła mnie nawet takowa samolubna myśl, lecz prędko ją odrzuciłam. Spędziłam w ten sposób praktycznie całe życie. Brakowało mi...celu, ciągu dalszego. Gwiezdne linie prowadziły mnie tylko przez krótką chwilę, a coraz częściej zatrzymywały się po prostu w martwym punkcie.
~~~
Pokonywaliśmy kolejną milę stepo-lasu, równiny przeplatanej pojedynczymi drzewami i od czasu do czasu niewielkimi odcinkami puszczy. Zwykły dzień wędrówki. Spokojne posuwanie się do przodu przerwało nam nagle rozpaczliwe końskie rżenie wołające o pomoc, jeden z najmniej spodziewanych przez nas dźwięków w tej okolicy. Od razu odwróciłam głowę w jego kierunku. W oddali widoczna była leżąca na ziemi ciemna sylwetka kopytnego. Rzuciłam reszcie grupy, jeszcze niezdecydowanej, krótkie spojrzenie, po czym pewnym krokiem zbliżyłam się do obcego. Była to kasztanowata klacz, z widocznymi licznymi starymi obrażeniami, mocno wychudzona. Na 99% zwykły uciekinier, wędrowiec, czy kto tam jeszcze. Ale może będzie miała nam coś ciekawego do powiedzenia.
— Trzeba jej pomóc... - oznajmiła Miriada, czego nikt nie ośmielił się zakwestionować. Wobec tego zaczęliśmy cucić nieznajomą szturchnięciami, ale dopiero chluśnięcie wodą pomogło. Zdezorientowana i przestraszona klacz wnet poderwała się na nogi, spojrzała po naszej czwórce, po czym przystąpiła do zadawania nam tryliarda pytań głosem tak cichym, że niewiele dało się z tego zrozumieć. Popchnęłam ją po prostu lekko do przodu, wskazując kierunek marszu. Moja córka sypała uspokajającymi frazami łagodnym głosem, co wreszcie poskutkowało tym, że na moment obca zamilkła, po czym rzekła z ogromną życzliwością jedno słowo:
— Dziękuję.
— Nie ma za co. - mruknął Cardinano. Zatrzymaliśmy się trochę dalej, po czym zapadła nieco niezręczna cisza. Wszyscy wyraźnie kierowali wzrok ku nowemu przybyszowi, oczekując jakiegoś wyjaśnienia.
<Maliah? Twoja kolej na historię, preferowałabym na razie odpis dla Yatgaar, ale nie czuj się tym jakoś skrępowana :)>

20.01.2020

Zakończenie ankiety o Temtsel Dotood

W dniu dzisiejszym kończymy głosowanie rozstrzygające dalsze losy wydarzenia Temtsel Dotood. Pytanie brzmiało konkretnie, czy ma ono zostać zlikwidowane. Wyniki przedstawiają się następująco:

  • Tak, to nie ma wielkiego wpływu na resztę - 4 głosy
  • Zostawiamy, ale ze zmniejszoną częstotliwością - 4 głosy
  • Nie - 1 głos
  • Nie mam zdania - 1 głos
Jak widać, ostateczny wybór należy do nas, administracji. Z przykrością oświadczamy, że wobec powyższych statystyk żegnamy się z TD. 
W pierwszej odpowiedzi mamy fakt, iż nie miało to praktycznie wpływu na fabułę, było jedynie poboczną rozrywką, w dodatku niosącą ze sobą straty w postaci zabitych bądź wcielonych do świty "z musu", bez żadnych podstaw w opowiadaniach, często w sprzeczności z relacjami, wobec czego ciężko było zbudować nowy wizerunek koni. Było to również oczywiście widowisko dosyć kosztowne, wymagające od nas masy obliczeń. Myślę, że lepiej ten czas spożytkować na pisanie opowiadań, mam rację? Aczkolwiek nie oznacza to, że to stan na zawsze i amen. Z pewnością będziemy powracać do tego typu gier w eventach, na które spożytkujemy część uwolnionego czasu. 
Dziękuję bardzo za oddane głosy i do zobaczenia w opowiadaniach!
~Ekipa SZAPULUTU
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika