Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

20.10.2019

Od Shiregt'a do Mint ,,Smutny żart"

Zebrałem kilka garści odwagi, by spojrzeć Mint w oczy, i...uśmiechnąłem się. Moja manipulacja przyniosła oczekiwany efekt, nadszedł moment oczyszczenia poprzez ten gniew i nienawiść, jaka się w tym momencie pojawiła. Trzeba będzie tylko kontrolować wulkan emocji, aby nie nastąpiła zbyt gwałtowna erupcja, dopóki z czasem nie przyjdzie zrozumienie i równowaga. Jak to mówią, chcesz pokoju, szykuj się na wojnę. Miałem szczerą nadzieję, że teraz już wszystko będzie iść ku polepszeniu sytuacji. Nie zwracałem raczej uwagi na poszczególne słowa, jednak ostatnie zdanie utkwiło mi wyraźnie w głowie. Czego ty ode mnie oczekujesz? Czego ja chcę od klaczy, którą tak naprawdę wolałbym widzieć jako jedną z tłumu poddanych mi koni, część historii, o której mnie tyle uczono? Nie polubiłem jej nowej wersji, ale wciąż pamiętałem to zauroczenie. Chciałem po prostu pomóc.
— Tego, że dostrzeżesz swoje szczęście. Oczekuję, że będziesz szczęśliwa. - odparłem cicho, odwracając się i zakłusowując w stronę stada, tym samym kończąc dyskusję i pozostawiając Mint z jej przemyśleniami sam na sam.
~Trochę czasu później~
Obudziłem się dziś wczesnym rankiem, właściwie przed wszystkimi, a jednak wszystkie obowiązki wykonałem z opóźnieniem. Spytacie, dlaczego? Kilka godzin stałem na uboczu, zmuszając się do przeżucia choć kilku kęsów trawy i znosząc ból głowy. Potem objawy ustąpiły jak kopytem odjął, a ja mogłem wrócić do życia.
~Wehikuł czasu start~
Zrobiłem kilka ostatnich kroków kłusa i zatrzymałem się, dysząc ciężko. Dopiero po pół minut zdołałem uspokoić oddech. To była zaledwie rozgrzewka. Co się ze mną dzisiaj dzieje?
— Witam szanownego pana. - usłyszałem za sobą znajomy głos. Odwróciłem się z uśmiechem ku partnerce i sprzedałem jej delikatnego całusa.
— A gdzie Moa?
— Bawi się z resztą źrebaków. Potrafi o siebie zadbać. - odparła z dumą w głosie. - Wyglądasz jak zmokły bażant. - dodała, lustrując mnie od kopyt do czubka głowy.
— Dbam o formę. - oznajmiłem z lekką pretensją.
— W takim razie ci pomogę. - tuż po tej wypowiedzi w moją stronę poleciał cios. Zablokowałem go, aczkolwiek z pewnym trudem. Zaśmialiśmy się krótko, po czym Mivana nieoczekiwanie wtrąciła z zaniepokojeniem:
— Schudłeś. - nie mogłem temu zaprzeczyć.
~~~
Pomimo brania przeróżnych leków i ziół objawy nie dawały za wygraną. Najgorsza była jednak dziwna słabość, niemoc, sprawiająca, że każdy krok wydawał się wyzwaniem. Wewnętrzny przerażający głos z każdym dniem stawała się coraz bardziej wyraźny. Podczas jedzenia trawy ni stąd, ni zowąd kaszlnąłem gwałtownie. Otworzyłem szeroko oczy, wpatrując się w czerwone plamki które pojawiły się na ziemi. Prędko przetarłem miejsce kończyną, po czym zacisnąłem zęby i ruszyłem szybkim marszem na poszukiwania.
~Wehikuł czasu stop~
Mint zastałem przechadzającą się po lesie i nucącą coś pod nosem. Na mój widok natychmiast zamilkła.
— Hej. - mruknąłem na przywitanie.
— Witaj. Co się stało, że spodobało ci się moje towarzystwo? - jej wyraz pyska nie wyrażał żadnych emocji.
— Nie przyszedłem do Mint, tylko do głównego medyka. - wysyczałem niemalże przez zaciśnięte zęby. Do klaczy chyba dotarła powaga sytuacji. Opisałem dokładnie swoje objawy, pomijając jedynie kaszel z krwią. Nie chciałem martwić Miv, gdyby jakimś "cudem" dotarły do niej te informacje. Siwo-jabłkowita w milczeniu przebadała mnie, od czasu do czasu kiwając tylko głową i mrucząc niezrozumiale do siebie. Czułem narastające we mnie napięcie i zniecierpliwienie. To nie może być nic poważnego; po prostu do tej pory używałem złych remediów. Moja towarzyszka zmarszczyła brwi, przyglądając mi się uważnie.
— Kaszlałeś może...krwią? - spytała z wahaniem. Zaległa cisza była dostatecznie jasną odpowiedzią. Dostrzegłem na pysku Mint szok i strach. Coś było bardzo nie tak.
— Jestem tylko koniem...nigdy nie mam stuprocentowej pewności, tak naprawdę wszystkie diagnozy są jedynie spekulacjami. Twoje objawy są dość nietypowe...
— Mint, proszę cię. Zrób mi tę jedną przysługę i przestań owijać w bawełnę. - westchnęła cicho.
— To może być rak. - poczułem się tak, jakby cały mój świat obrócił się o trzysta sześćdziesiąt stopni.
— To nie był śmieszny żart. - prychnąłem ze złością, kładąc po sobie uszy.
— Nie, Shi. To był smutny żart. To nie był żart...
<Mint? Hello darkness my old friend>

18.10.2019

Od Mint do Shiregta "Facet to świnia"

Poczułam jak moje części ciała posklejane na szybko, rozlatują się ponownie, roznosząc po całym organizmie nieprzyjemny dreszcz myśli o agonii. Ścięgna zaczęły się kruszyć, tym samym sprawiając, iż ledwo uniknęłam spotkania z matką ziemią troskliwą, bo jako jedyna chce mnie złapać i przywrócić stan mojego ducha do przynajmniej dobrego.  Przeszył mnie prąd, który nie oszczędzał żadnego z moich organów, wprowadzając ich resztki w taniec trupów niespokojne drganie. Niczym setki igieł dotknęła mnie myśl, iż brzydzę się jego osobą  w obecnym stanie. Z mojej skóry parowała nienawiść do połączenia arystokrackiej laleczki z żołnierzem, któremu zakręciło się w głowie od wirowania z nią w pozytywce.  Zdałam sobie sprawę, że moja wypowiedź została zinterpretowana zupełnie inaczej niż brzmiał jej przekaz w tym jednym prostym słowie. Tak dawno nie słyszał żadnego słowa z moich zbolałych warg, że teraz jego umysł ma trud w ich rozszyfrowaniu.
-Wiesz...- słysząc, iż dalej mogę mówić, dostałam czegoś w rodzaju nadzwyczajnej ulgi zmieszanej z resztkami pewności siebie. On nie przebierał w słowach, więc nie mam obowiązku tego czynić. Nie zauważył nawet zapowiedzi cierni, które mógł roztoczyć między nami- - Nie jestem twoim źrebięciem. Nie jestem dzieckiem, nie mam tylu promyków nadziei do liczenia.  Jeśli uciekam to nie, żeby ocalić bańkę  utkaną z mylącej słodyczy, którą mogłoby naruszyć brutalne ostrze życia. Uciekam, ponieważ emocje zaczynają we mnie wrzeć, sprawiając, iż płonę i jedynie muskające mnie powietrze, może go przytłumić jako równie silny żywioł.  Stwierdzasz, że chcesz mi pomóc, sam starając się mnie zranić  i zrazić do siebie. Stwierdzasz, że chcesz mi pomóc omijając mnie. Sugerujesz, że jestem naznaczona. Sugerujesz, że jestem chora psychicznie. A wzmiankę o odpadaniu z gry mogłeś sobie naprawdę darować. Zwłaszcza jeśli masz jakiekolwiek myśli o tym, iż mogę być zraniona.  A to "Jeżeli masz ochotę porozmawiać, możesz na mnie liczyć" jest wyjątkowo naiwne z twojej strony. Kiedy ostatnio chciało Ci się otworzyć do mnie pysk? Otwórz oczy, skoro miałeś być dobrym władcą.  A to, że nie pamiętasz tego, iż w ogóle możesz lubić taką dziwną istotę to już twoja sprawa. Może powinnam ci to wybaczyć, skoro dawno nie miałeś okazji usłyszeć mojego głosu. Co właściwie było jedynie twoją stratą i zaniedbaniem. Niczego od ciebie nie chcę, ale zauważyłam, iż  ty  tu podszedłeś. Może zmieńmy pytanie. Czego ty ode mnie oczekujesz?-zakończyłam, urywając z nim wszelki kontakt wzrokowy. Wszystkie litery jakie znałam, zaczęły mieszać się  w mojej głowie tworząc bezsensowne toki słów, które pierwszy raz przebiegły przez moją  świadomość. Skończyłam się wysławiać. Sądziłam, że to przynosi więcej satysfakcji. Więcej niż żadną.  I nagle grube liany mojego umysłu przywiązały moje kończyny do podłoża. Byłam uwięziona w pułapce, którą sama sobie stworzyłam. Może jednak jestem chora psychicznie.
<Owco? Mówiłaś, że masz jakiś plan, więc oddaję tę oto reakcję w twoje łapki
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
Skreślenia też
Eksperymentowanie zawsze na propsie >
 Tak Lisku, daj etykietę "Shiregt". Mhm

15.10.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Rodzicielstwo"

Zmierzyłam swojego partnera od kopyt po czubki uszu. Wydawał się być szczęśliwy z powodu narodzin swojej córki. Chyba nie mam powodów do zmartwień, prawda? 
- Nie jesteś rozczarowany? Ona nie jest następcą tronu - spojrzałam głęboko w jego oczy, czując, że zaraz może wydarzyć się coś strasznego.
- To nasze dziecko, Mivana - usłyszałam w odpowiedzi.
W końcu kiwnęłam głową i odsłoniłam źrebię, aby jego ojciec mógł dokładniej przyjrzeć się nowej członkini monarchii. Podszedł do niej spokojnie, widocznie ostudzony przez moją wcześniejszą reakcję.
- To twój tata - powiedziałam za niego. Nie byłam pewna, czy Moa zrozumiała cokolwiek z wypowiedzianych przeze mnie tego dnia słów, jednak czułam się w obowiązku powoli przyzwyczajać ją do komunikacji.
Patrzyłam, jak szczerze wzruszony władca delikatnie przytula się do kruchego ciałka. To twoja rodzina, Miv. Jak mogłaś zakładać, że coś pójdzie nie tak?

~*~

Przez następne księżyce coraz bardziej przywiązywałam się do tej kulki kręcącej się przy mnie i zasypującej różnymi, często nielogicznymi i dziwacznymi pytaniami. Gdyby ktoś ją po prostu usunął z mojego życia, czułabym dziwną pustkę, mimo, iż czasami wolałabym choć na chwilę zostać sama ze sobą, niekoniecznie zostawiając młodą z którymś z jej wujków, którym tak bardzo ufałam pod względem wychowywania dzieci. Księżniczka rosła niczym bambusy, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. Wszelkie próby usposobienia jej do poważnego żywota spełzły na niczym (chociaż czego mogłam się spodziewać po miesięcznym źrebięciu?), poszłam więc po rozum do głowy i dałam jej jak najwięcej wolności, by mogła się nauczyć na błędach, jednocześnie nadzorując, by nie robiła takich, które można popełnić tylko raz. Rodzicielstwo może nie wyglądało tak, jak sobie to zaplanowałam, jednak czy można narzekać, mając przy swoim boku kochającego małżonka i potomkinię tak słodką, że nie można się na nią gniewać?

<Shi? Chciałam coś dopisać, ale szkoła skutecznie zabija wenę :) Mogłabyś pociągnąć to jakoś, mało ciekawych rzeczy się dzieje ostatnio>

11.10.2019

Przemiana Naero i Arrow'a

Postacie te decyzją ich właścicieli zostają zamienione w NPC, dzięki czemu nadal będą mogły uczestniczyć w tworzeniu naszej historii. Majątek Naero zostaje rozdzielony pomiędzy rodzeństwo, zaś Arrow'a przekazany Nivero i Naris.

Arrow|7 lat|Ogier|Medyk II stopnia|142p.|Erina

 Naero z dynastii Altbachów|4 lata|Klacz|30 p.|wolfik

11.10.2019

Żegnamy Specter, Virginię, Risę, Vayolę i Dantego!

  W dzisiejszym dniu żegnamy z żalem powyższe postacie. Nasz książę Dante odchodzi, by szukać miłosnych przygód w innych stadach. Virginia, Risa i Vayola postanowiły zacząć nowe życie z dala od dawnych intryg, podobnie Specter (choć istnieją spekulacje, że ruszyła za Dante'ym). Powodem jest taka decyzja ich właścicieli. Majątek Specter zostaje rozdzielony pomiędzy jej potomstwo, Siraane i Leandera. U reszty postaci zostaje rozdzielony pomiędzy najbliższą rodzinę, czyli matkę i rodzeństwo.
  Ale to nie wszystko. Z dniem dzisiejszym żegnamy jednego z naszych najwierniejszych, najzdolniejszych i najukochańszych autorów, kogoś, kto był tu z nami od samiutkiego początku. Tak, mam na myśli adminkę DODĘ, znaną bardziej jako Kromek. Większość tego, co chciałam powiedzieć, wylałam już na Discordzie, ale powtórzę to jeszcze raz: nikt nie ma do ciebie żalu. Stworzyliśmy wiele super wątków. W życiu trzeba patrzeć w przyszłość, a niewykluczone, że ta wspaniała osoba kiedyś do nas powróci. Zatem życzymy ci wszystkiego dobrego, i oby nasze drogi kiedyś się jeszcze skrzyżowały! 

Dante z dynastii Altbachów|15 lat|Ogier|Książę, Szeregowiec|26 p.|Brak|DODA

Specter|13 lat|Klacz|Szeregowiec|80 p.|Brak|wolfik 


Virginia|7 lat|Klacz|Starszy Szeregowy|96 p.|Brak|DODA

Risa|7 lat|Klacz|Stróż|16 p.|Brak|DODA

Vayola|17 lat|Klacz|Emerytka|145 p.|Brak|DODA

9.10.2019

Od Shiregt'a do Mint ,,Jaką ja tu gram rolę?"

Rzuciłem klaczy oburzone spojrzenie, jednak nie dała mi dojść do głosu.
— To jak? - uśmiechnęła się lekko, wręcz zwycięsko. Tym bardziej gorzki będzie smak porażki...zaraz, przecież nie zamierzam się odgrywać; nie będę zniżać się do tego poziomu. No, może trochę. Zaczyna sobie za dużo pozwalać.
— Podobnie jak ty. - odparowałem, dostrzegając z radością zaskoczenie rozmówczyni. - Nie uważasz chyba, że twoje wczorajsze zachowanie było przejawem jakiejkolwiek mądrości. - postanowiłem wylać z siebie wszystko za jednym zamachem i doprowadzić sprawę do końca, by nikt mi nie przerywał w połowie zdania, odwodząc od głównego wątku. - Możesz złorzeczyć i wyrzucać światu wszystkie jego wady, pamiętaj tylko, że ogranicza cię prawo. Nigdy nie stwierdziłem, że jesteśmy przyjaciółmi, bo taka relacja jest w tej sytuacji zwyczajnie niemożliwa. Chciałbym ci pomóc, ale nie dajesz mi takiej możliwości - może po prostu nie chcesz. Na to akurat nie mam wpływu. Jeżeli masz ochotę porozmawiać, możesz na mnie liczyć, ale wysłuchiwanie w kółko tego samego jest wyjątkowo nudzące. Świat nieubłaganie pędzi do przodu, a ci, którzy nie nadążają, odpadają z gry. Przeszłość minęła i nie wróci, nasze drogi się rozeszły, tworzymy dwie osobne historie, a próba ich ponownego zlepienia jest jak przekopywanie kanału z jeziora Chirgis do Uws. Serce nie sługa, zresztą myślę, że sama o tym najlepiej wiesz.
Czego ty ode mnie chcesz, Mint? Jaką ja tu mam grać rolę?
<Mint?>

5.10.2019

Od Shiregt'a do Mivany ,,Różowe rozczarowanie"

Od rana czuć było napięcie, narastające z każdą chwilą. Do Mivany bez kija lepiej było nie podchodzić. Mimo że instynkt stanowczo nakazywał mi uspokoić się i zaufać matce naturze która obdarzyła wszystkie klacze macierzyńskim zmysłem, w chwili kiedy partnerka zniknęła z zasięgu mojego wzroku, wątpliwości osiągnęły punkt kulminacyjny. Za wszelką cenę powstrzymywałem się od głupiego ruchu jakim było jej odszukanie. Prawdopodobnie nie uwolniłoby mnie to od nieprzyjemnych emocji, a jedynie je nasiliło. Przed oczami przelatywały mi setki katastrofalnych wizji. Mogą ją nagle opuścić siły i nie poradzi sobie z parciem. Źrebię może być nieprawidłowo ustawione. Albo zaplącze się w pępowinę i się udusi. Mogą się też pojawić drapieżniki, matka i młode to łatwy kąsek. Bardzo łatwy. Paradoksalnie z każdą sceną moje obawy i stres coraz bardziej ustępowały miejsca zobojętnieniu i cierpliwemu oczekiwaniu, a nawet wyobrażeniom dotyczącym samego źrebięcia. Powtarzałem jedynie w myślach: Dasz radę. Dasz radę. Dasz radę.
Przeżuwałem roślinność, rozglądając się jednak uważnie. Wtedy zauważyłem dwie sylwetki wyłaniające się z lasu. Bez wahania ruszyłem w ich stronę, nie mogąc się doczekać spotkania. Serce biło mi jak oszalałe. U boku szczęśliwej matki stąpał pokracznie, ale pewnie, piękny, rosły, myszaty...klaczka. Ona. Przez moment miałem wrażenie, jakbym dostał z liścia. Zwolniłem nieco kroku, przyjrzałem się jeszcze raz. Tak, to była przewspaniała klaczka, jak na córkę pary królewskiej przystało.
Wbrew woli poczułem na dnie duszy ziarnko rozczarowania. Gdzie podział się mój syn? Gdzie dziedzic majestatu Klanu Mroźnej Duszy? Szczerze mówiąc, nie dopuszczałem do siebie myśli, że mogłoby być inaczej. A jednak nie chował się za drzewami, by wyskoczyć z bojowym okrzykiem, szedł właśnie ku mnie, śmiejąc się radośnie i plącząc nogi. To przecież takie proste: dobry władca, jego kochana małżonka i zdolny syn. Dlaczego życie musi wszystko komplikować? 
Ten smutek został szybko zagłuszony przez falę szczęścia. W końcu to było moje dziecko, nasza latorośl, światło życia. Po chwili szoku na moim pysku pojawił się szeroki uśmiech. Spojrzałem prosto w zmęczone, ale pełne radości i miłości oczy Mivany. Zetknąłem jej wargi z moimi, pragnąc wyrazić w ten sposób gorące uczucie. Pozwoliła mi na to, ale kiedy postanowiłem podejść do córki, spotkałem się z ostrzegawczym kwiknięciem. Cofnąłem się gwałtownie kilka kroków, unikając zębów partnerki. Ochłonąłem nieco, po czym zapytałem pokornie, jakbyśmy widzieli się pierwszy raz:
— Czy mógłbym...się przywitać?
<Mivana? Nie do końca mi się podoba, ale norma chyba wyrobiona xD>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika