→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

31.08.2019

Od Etsiina do Miriady ,,Zmieniłaś moje życie już na samym początku"

- Kocham Cię. - takie właśnie słowa padły z ust izabelowatej piękności. Zamarłem, patrząc na nią, jak na ducha. Po jej polikach spłynęły łzy, a ja kompletnie nie wiedziałem, co robić. W moich oczach malowało się to zdziwienie, to szczęście w oczach, może i trochę niepewność. Gdy Miriada stała w świetle księżyca, a jej oczy błyszczały jak najdroższe kamienie... Tak samo niepewna i przerażona po wypowiedzeniu tak prostych słów, a jednak tak ciężkich, zdałem sobie z czegoś sprawę. Uczucie, które tak długo ukrywałem i dusiłem w sobie, wybuchło. Dlaczego tak długo musiałem żyć w strachu i z nadzieją, że to usłyszę? Przecież dobrze wiem, że dla niej skoczyłbym w ogień, dałbym się zabić. Przeżyłbym najgorsze męki i tortury. To przecież Miriada, a ja tak bardzo ją pokochałem. Mocniej niż kogokolwiek na świecie.  Wypuściłem cicho powietrze, a następnie drżąc, podszedłem krok do księżniczki i powoli podniosłem jej pysk do góry, patrząc głęboko w jej ciepłe oczy. Stałem tak chwilę, jak najdłużej chcąc pochłaniać wzrokiem jej całe piękno.
- Ja również Cię kocham, Miriado. - wyszeptałem do ucha klaczy, a potem złączyłem jej usta, z moimi, w delikatnym, pełnym miłości pocałunku. Zapadła cisza. Nie była to jednak cisza pełna zakłopotania, a jedynie magii tej nocy. Nic ani nikt nam nie przeszkadzał. W mojej głowie nie było nawet jednej myśli. Zdziwiony poczułem, że klacz odwzajemniła mój gest. Za nic nie chciałem oderwać się od Miriady. Tak wiele z nią przeżyłem... Aż w końcu zrozumiałem, że to ona. Ta, która w końcu może zmienić moje życie. Właściwie? Już dawno to zrobiła. Na samiutkim początku. Odsunęliśmy się od siebie. Wzruszony, miękkimi chrapami otarłem łzy z jej pyska. - Nie musisz się już bać. Kocham Cię. - powtórzyłem. Miriada chyba nie mogła uwierzyć w moje słowa. Na chwilę zamarła, a potem ze szczerym śmiechem wtuliła się w moją rzadką grzywę. Zamknąłem oczy, chcąc jak najdłużej przeżywać tę krótką chwilę. Nie potrzeba było już wypowiadać zbędnych słów. W powietrzu unosił się niewyraźny pyłek, a ja po sekundzie ujrzałem maleńkie płatki śniegu, wirujące i tańczące w powietrzu.
- Śnieg. - wyszeptała Miriada, przesuwając chrapy po mojej szyi. Mozaiczne płatki po chwili osiadły nam na grzywach, ogonach, a potem i na grzbietach.
Staliśmy w ciszy, z zamkniętymi oczyma. Klacz na chwilę odsunęła się kilka kroków, a potem uśmiechnęła się zachęcająco i ruszyła do galopu. Zerwałem się za nią, omijając drzewa pokryte śniegiem. Wbiegliśmy na dużą polanę, skacząc i galopując wokół siebie. Zupełnie jak źrebaki. Obserwowałem, jak nasze ślady się krzyżowały, a następnie były zasypywane śniegiem spod kopyt. Grzywa klaczy tańczyła z wiatrem, muskając moją szyję. Obróciłem głowę w jej stronę, kiedy cwałowaliśmy niedaleko obozu kułanów. Rozbawiona, piękna i szczęśliwa. Piękniejsza niż gwiazdy. Wiele się zmieniła, odkąd pierwszy raz ją widziałem. Nie była już taka sztywna i strachliwa w moim stosunku. Teraz cieszyła się ze mną piękną chwilą. W końcu padliśmy na śnieg, dysząc cicho, powoli obróciłem głowę, lustrując wzrokiem księżniczkę. Byliśmy pokryci śniegiem od kopyt do głów.
- Wyglądam cudownie, prawda? - parsknąłem, uśmiechając się perliście. Izabelowata klacz przyjrzała mi się i zastrzygła uchem. Jej brązowe oko błysnęło.
<Miriada? Zostawiłam takie krótkie, by już nie przedłużać i wstawić.>

25.08.2019

Od Shiregt'a do Mivany ,,Niech trwa jak najdłużej"

Zabawy. Tańce. Odpały. Degustacje. Rozmowy. Śmiechy. Przyjęcie już od dawna kręciło się na pełnej fali, a cała uwaga skupiona była na nas - młodej, arystokratycznej parze. Zdawało się, że co chwila ktoś do nas podchodził, żeby zamienić parę słów z osobistościami. Młode pokolenie skakało wokół starszych członków, wznosząc okrzyki lub ganiało za sobą, potrącając innych, oprócz nas.
Od kilku chwil staliśmy na uboczu i opowiadaliśmy sobie nawzajem kawały. Nie byłem w stanie określić, ile czasu upłynęło nam na hulankach. Wokół królowała niepodzielnie czarna noc, rozpraszana jedynie przez blask cienkiego sierpa księżyca, zbliżającego się ku nowiu, oraz światełka świetlików. Trawa w promieniu wielu kroków została wyjedzona i zdeptana do cna, wszystkie przysmaki się rozeszły, zostały niedobitki napoi. Zrobiło się nieco ciszej, co wcale nie oznacza, że było cicho. Większość koni przeszła do biernych czynności, jak dyskutowanie. Sądząc po stopniowo nasilającym się uczuciu zmęczenia, mimo tony adrenaliny buchającej w żyłach i upojenia szczęściem, niedługo wzejdzie słońce. Ciekawe, czy wzejdzie po zachodzie księżyca, czy najpierw zajdzie księżyc, a potem słońce? Nie, słońce wzejdzie...
— Chyba już czas. - szepnęła mi nagle do ucha Miv.
— Na co? - spytałem rozkojarzony. Trunki dawały się we znaki.
— Żeby się ulotnić. - uśmiechnęła się wyzywająco, nie tracąc zapału. Wpatrzyłem się na moment przed siebie, analizując tę wypowiedź jeszcze raz. Wreszcie również uniosłem kąciki warg i dogoniłem partnerkę, po czym puściłem się dzikim cwałem. Pożegnani gromkimi wiwatami, pognaliśmy przed siebie, obierając za cel jedno ze wzgórz. Pęd powietrza rozwiewał nam grzywy i przyjemnie chłodził rozgrzane ciała. Klacz zatrzymała się po drugiej stronie, niedaleko szczytu. Poszedłem w jej ślady. Dobrą chwilę staliśmy w tym samym miejscu naprzeciwko siebie, dysząc. Utkwiłem spojrzenie w błyszczących w mroku oczach Mivany. Mógłbym się założyć, że można się w nich utopić.
— Topię się... - mruknąłem do siebie, jednak moja towarzyszka usłyszała to.
— To z ciebie taki zimny kawał lodu? - odezwała się. Zaśmialiśmy się oboje krótko. - Chcesz iść nad jezioro? - dodała, gdy już się uspokoiliśmy.
— Nie. - odparłem krótko. Zapatrzyliśmy się w gwiazdy. Po pewnym czasie przeniosłem wzrok na jeleniowatą klacz. Nie wyglądała ani trochę na zainteresowaną, choć jej wcześniejszy uśmiech można by interpretować dwuznacznie. Chyba lepiej robić takie rzeczy na trzeźwo. Chociaż...Co nas wtedy do tego skłoni? Co, jeżeli to nasza jedyna szansa? To wszystko...czy można być tak bezgranicznie szczęśliwym?
— Co, jeśli to tylko sen? - cofnąłem się gwałtownie o krok, porażony tą myślą, wypowiedzianą na głos. Moja partnerka obróciła się ku mnie ze zdziwieniem i oburzeniem, lecz po chwili jej wzrok złagodniał. Podeszła do mnie, stykając ze sobą nasze pyski.
— Musielibyśmy śnić to samo jednocześnie. A nawet jeśli...niech trwa. Jak najdłużej. - kazała przysunąć mi głowę do swojej klatki piersiowej. - Słyszysz? Ono bije. - uleciały ze mnie niemal wszystkie wątpliwości. Jak mogłem tak w ogóle myśleć? Wymieniliśmy kilka namiętnych pocałunków. Potem Mivana zrobiła pierwszy krok piruetu. Nie był to dobry pomysł na początek, straciła równowagę, ale wylądowała dosyć zgrabnie na wszystkich czterech kopytach. Zaśmiałem się radośnie, jak dziecko, i zacząłem tańczyć.
— Kocham cię. - rzekłem. Niech trwa jak najdłużej.
~Perspektywa no. 2~
Na tle stepu i miliona gwiazd rozsianych po czarnym firmamencie para koni. Klacz i ogier, tańczyli po wyimaginowanym kole, wyginając się ku sobie, swobodnie i lekko niczym cienie. Ale oni są żywi i młodzi. Uśmiechnęła się. Wrócili do klanu, gdy wyczuli zagrożenie w postaci wilków. Stado powoli zamierało, coraz więcej par oczu się zamykało. Zasnęli obok siebie, otuleni płaszczem miłości.
~Wracamy do rzeczywistości~
— O cholera. - nie mogłem się powstrzymać przed tym komentarzem, gdy spróbowałem ruszyć przed siebie. Nogi miałem zarazem jak z waty i sztywne.
— Weź, jesteśmy w tym samym wieku. Przez ciebie czuję się staro. - mruknęła jeszcze pół przytomnie Miv. Parsknąłem cicho, rozglądając się po okolicy. Inni również zaczynali się budzić, niektórzy skubali już roślinność.
<Mivana? Rób swoje xD>

24.08.2019

Od Mivany do Shiregt'a ,,Weselcie się"

- Nie byłabym taka pewna - odparłam, wciąż wirując w tańcu, klasycznym, zupełnie odmiennym od tego, który wykonywaliśmy we dwoje, ukryci przed ciekawskim wzrokiem świata - Żeby być najszczęśliwszy, musiałbyś być mną.
- Tak mówisz?
Zrobiliśmy obrót wokół własnych osi.
- Tak mówię.
Trawa powoli pustoszała, kiedy zmęczone konie ruszały na spotkanie smakołykom. Drobne, słodkie owoce znikały w mgnieniu oka, wywołując walkę o jak najwięcej kąsków. Poddani posyłali sobie czujne spojrzenia, by zrozumieć taktykę wroga. Niczym prawdziwa wojna -pomyślałam, zajadając się u boku Shiregt'a przystawkami zarezerwowanymi specjalnie dla nas.
- Nadchodzi jakaś susza, o której nie wiem? - szturchnęłam ogiera w bok. Mojego partnera. To tak śmiesznie brzmi, nierealistycznie.
- O niczym takim nie słyszałem - uśmiechnął się do mnie, odpłacając tym samym.
Przekomarzaliśmy się jeszcze chwilę, póki nie zauważyłam, że jesteśmy w środku uwagi całego zgromadzenia, które widocznie zdążyło już oczyścić okolicę z wszelkiego jadła. Od niezręcznej ciszy uratował nas Lumino, który dzisiaj wyjątkowo wykazywał zainteresowanie otaczającą go rzeczywistością.
- Pora na próbę siły - stwierdził, wskazując na grubą gałąź leżącą na uboczu.
Wiwaty odprowadziły władcę, który pewnym siebie krokiem podszedł do tego wyzwania. Różnymi sposobami próbował przełamać kij, jednak udało mu się to dopiero przy silnym kopnięciu. Drewno rozdzieliło się na dwie części z trzaskiem.
Przez jeszcze długi czas przyjęcie trwało w najlepsze. Niektórzy stali na uboczu rozmawiając, inni opowiadali żarty (w tym ja i Shiregt), jeszcze kolejni tańczyli bez konkretnego rytmu.
- Chyba już czas - szepnęłam do ucha swojego partnera.
- Na co? - spojrzał na mnie rozkojarzony.
- Żeby się ulotnić - uśmiechnęłam się drapieżnie.
Przez chwilę patrzył przed siebie zamyślony. W końcu zrównał się ze mną, po czym puścił się dzikim cwałem przed siebie. Bez wahania popędziłam za nim. Śmiechem pożegnałam całe towarzystwo, które w ostatnim weselnym podrywie zaczęło nam kibicować. W końcu odgłosy imprezy zniknęły w oddali, a my mieliśmy upragniony spokój.

Shiregt, słodkie wyznania przy świetle księżyca? 
Bylebyś mi konia nie zgwałciła

22.08.2019

Od Zee do ktosia ,,Nieprzydatny"

Stanąłem naprzeciwko wielkiego strumienia zwanego bratem Chirgis. Napiłem się trochę wody po czym zauważyłem, że nie jestem tu sam. Obok mnie stanął Arrow.
- Hej Zee... Jak się czujesz? - spytał niepewnie.
- Dobrze, ale nadal co noc myślę o tym co się stało...Wszystko mi nie wychodzi. Jestem pechowy. Nie ma co kryć. - odpowiedziałem przyjacielowi.
- Co za bzdury! Uratowałeś przecież Chocolate, wyleczyłeś potrzebujące konie i... - przerwał nagle ogier.
- I? Nic. - powiedziałem stanowczo. Arrow westchnął po czym poszedł w stronę Eriny i jej źrebaków. Ja natomiast poszedłem zobaczyć, czy nie potrzebują mnie w stadzie. Przeszukałem całe stado. I nic!
Mówiłem? Nikomu nie jestem przydatny... - pomyślałem ze smutkiem. Poszedłem jeszcze spytać się Shiregta.
- Przykro mi, ale ja na razie nie mam dla ciebie żadnego zadania...Ale myślę, że ekipie Arrow'a przyda się pomoc. - powiedział, wskazując na linię lasu w oddali. Srokaty ogier kręcił się tam, wypuścił coś z pyska, po czym wrócił do puszczy. Co on wyprawia? Zanim zdążyłem zapytać, o co chodzi, Shiregt dodał: - Dziś wieczorem odbędzie się przyjęcie z okazji partnerstwa mojego i Mivany.
No to mam zajęcie! Lepiej już zacznę... - pomyślałem. Zacząłem panikować. Przecież musiałem się przygotować! Szybko pobiegłem w moje sekretne miejsce. Zawsze chowam tam swoje rzeczy. Tylko co byłoby idealne na tą okazję? Zacząłem szybko rozrzucać wszystko byle gdzie. Jedna z rzeczy wypadła aż na ścieżkę. Podszedłem by ją wziąć z powrotem. Na mojej drodze spotkałem jednego z koni...
<Ktoś? Kiedy nie masz weny a nagle masz i aż cię głowa boli XD>

22.08.2019

Od Mint do Shiregta „Arystokrackich snów”


Obserwowałam z uwagą sylwetki Shiregta i Mivany nieprzejmujących się zupełnie pojęciem chłodnego dystansu i przestrzeni osobistej. Dół i góra obrazu zaczęły się rozmazywać i zlewać w biało-zieloną plamę, zmuszając mnie do nieznacznego ruchu głowy. Coś kazało mi przecisnąć się przez tłum i podejść bliżej, gdyby jednak moje oczy widziały obrazek stworzony jedynie z fałszu. Poczuć ciała innych kopytnych zebranych na ceremonii. Przenieść swoje myśli do rzeczywistości. Porzucić ostatnie marzenia, które mi zostały. Wyrzec się miłości do reszty. Moje kończyny zaczęły szybko napełniać się watą, topiąc się niczym resztki tegorocznego śniegu. Krzyk zamarł mi w gardle, kiedy obserwowałam ostatnie ich czyny przed ostatnim dowodem ich z pewnością cudownej miłości. Dojrzały już Shiregt, pozwolił sobie zasmakować ust kolejnej damy, tym samym zabijając moją ostatnią nadzieję. Tak, jakże dobry i kochany wodzu najlepiej pokażesz swoją dojrzałość, porzucając pierwszą miłość, która przecież nigdy nie jest udana. W końcu tylko głupi tworzą związki z takich 'zauroczeń'. Otumaniony przez uczucie gniadosz, wyglądał jak przyklejony najmocniejszym klejem. Widocznie w całym swoim szaleństwie pokochał nie tylko Mivanę, chyba że to tylko „jego wargi odmówiły mu posłuszeństwa” wiążąc się z żywicą najbliższego drzewa. Skoro jako świta lubi się błyszczeć, to chyba bursztynek na ustach jej nie zaszkodzi. "Zmienił się"- to jedyne co przebiegło mi wtedy przez myśli. Nie był już nieporadnym źrebakiem, w którym ciężko było się nie dopatrzyć słodyczy. Stał się dorosłym Shiregtem z Dynastii Albachów. Choć cholernie źle to brzmi w obliczu obecnych wydarzeń... chciał się zmienić i mógł. Miał takie samo prawo do tego, jak każda inna żywa istota. Ale nie był już dawnym sobą. Nie był czarującym, inteligentnym ogierem, który umiał zachować spokój w każdej sytuacji. Impulsywność i chaotyczne decyzje być może nie malują zbyt kolorowego obrazu wodza, ale rzadko kiedy rzeczywistość maluje cokolwiek dobrego. Mógł sprawić, że moje oczy napełnią się gorzkimi łzami. Mógł rozerwać moje ledwo sklejone serce na miliony kawałków. I tak nic mu już do tego. W końcu część członków stada, pragnąc pogratulować nowej parze, zebrała się wokół nich niczym muchy latem. Prychnęłam, przyglądając się entuzjazmowi tej grupy. Niektórzy tylko mechanicznie wykonują polecenie „życz im miłego”, czasem nie mając świadomości, jak to jest kochać i być kochanym. Nie to im zarzucałam. Zarzucałam im błysk fałszywości w oczach, mimo iż ich postawa mówiła co innego. Nawet takiej pary mi żal, kiedy przed obliczem dwóch kopytnych z całą odwagą stawały inne, wylewając z siebie potok kłamstw "jak to bardzo się cieszą". W końcu dopchałam się do owej dwójki, mając okazję ilustrować ich ciała z bliska. Na język weszły mi niepochlebne słowa, kiedy tylko stanęłam oślepiona blaskiem ich sierści. W końcu jednak i je udało mi się przełknąć, przepychając je do gardła i dławiąc się ich ostrością. Koncentrując chłodne spojrzenie na gniadoszu, wydusiłam tylko:
-Arystokrackich snów, Shiregcie. Myślę jednak, że będzie miłe, jeśli twoja gwiazda poświeci ci nie tylko po zachodzie słońca i wykaże się czymś innym niż fizycznością anorektyczki pragnącej być tym jedynym ideałem. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
W tym momencie skumulowane emocje zaczęły przeciążać mój umysł w takim stopniu, że byłam w stanie jedynie odwrócić się i puścić się przed siebie. Nie dbając o nic, to właśnie zrobiłam.
<Shi? No teraz to się nie wykręcisz, zresztą obiecałaś, że przy weselu wrócisz do tego wątku xD> 

21.08.2019

MiniEvent i mała zmiana

Szczęśliwa, młoda para
Mamy długo oczekiwaną królewską parę. Zważywszy na rangę tej imprezy, może oderwiesz się na chwilę od przysmaków i szepniesz nowożeńcom kilka miłych słów? Tak, z przyjemnością ogłaszamy MiniEvent na napisanie życzeń dla Mivany i Shiregt'a!

Do 01.09.2019 (niedziela) należy wysłać swój twór na pocztę Eternal Freedom. Nie ma ograniczenia liczby słów, co daje spore pole do popisu. Trzy zwycięskie teksty zostaną opublikowane w poście podsumowującym.

Nagrodami są:

1 miejsce - Nagroda do 150 SŁ
2 miejsce - Nagroda do 90 SŁ
3 miejsce - Nagroda do 60 SŁ

Drobna zmiana
Z dniem dzisiejszym znika ranga ,,doradcy monarszy". Nie wpływa to znacząco na życie w klanie, gdyż nikt tego stanowiska nie zajmował. Nie martwcie się też o wybory władcy - jest on w wystarczającym stopniu asekurowany przez Radę Starszych i zaufane mu konie.

~Najmi

21.08.2019

Shiregt i Mivana łączą się więzem partnerskim!

Po długich, uczuciowych podchodach docierają do siebie zmęczone, lecz szczęśliwe dwie dusze - Shiregt'a i Mivany. Ci młodzi zakochani są tym bardziej wyjątkowi, iż stanowią parę królewską! Wyżej wymieniona klacz awansuje w związku z tym w hierarchii. Serdecznie gratulujemy!


Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika