- O co chodzi? - Dobiegł mnie głos mojego towarzysza
- O to. To są rzadkie, suszone zioła. Takich używa mój ojciec - wyjaśniłam szybko, jednak w mojej głowie pojawiły się wątpliwości. Z jednej strony mogło to oznaczać, że klan jest blisko, lecz z drugiej... Reny... One także mogły używać ziół
- Znaczy, że nasz klan naprawdę jest gdzieś blisko - powiedział Dante, na co trochę się uspokoiłam. Wierzę, że naprawdę zna drogę.
- Dziwi mnie tylko, że mój ojciec je zgubił. Lepiej to pozbieram - no właśnie... Raczej mało możliwe jest to, by je zgubił. Wątpliwości powróciły, jednak nie powiedziałam nic ogierowi
- Może był czymś zajęty i nie zauważył ich braku. Idziemy? - zapytał. W sumie możliwe - kolejna wątpliwość - może coś się stało? Oczywiście wszystko widzę w ciemnych barwach. Przytaknęłam i powoli ruszyłam za Dantem. Szliśmy w ciszy, czego można się był spodziewać z braku możliwości rozmowy... Kiedy traciłam już nadzieję, ujrzałam kolejne zioła. Tym razem były one mi bardzo dobrze znane. No cóż, podstawy. Nie należały do najrzadszych, więc tylko szturchnęłam ogiera i wskazałam pyskiem na nie. Kiwnął głową i ruszył kłusem. Zrobiłam to samo, jednak byłam ciągle kilka kroków w tyle. Wreszcie ujrzeliśmy ślady kopyt. Zwolniliśmy, by ich nie zgubić. Po kolejnych minutach ujrzałam ojca mojego towarzysza oraz Shiregt'a. O nie... Spojrzałam na Dantego i zgodnie kiwnęliśmy głowami, po czym zawróciliśmy. Przynajmniej byliśmy w domu...
<(Dante? Zrób timeskip do dorosłości, ok?)>
→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sirocco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sirocco. Pokaż wszystkie posty
9.08.2018
Od Sirocco do Shiregt'a ,,Przestańcie!"
Siedziałam za drzewami czekając na towarzysza. Człowiek dalej krążył po okolicy, więc lepiej było się schować. W końcu ujrzałam rozglądającego się Shiregt'a. Powoli wydostałam się zza krzewów i mozolnym krokiem zbliżyłam się do niego.
*Teraźniejszość*
Zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Wszystko mnie bolało po ataku wilków. Gdyby nie Dante pewnie bym teraz leżała martwa w lesie zaczynając się rozkładać. Z ulgą położyłam się na białym puchu który swym zimnem gasił udrękę. Obok mnie coś przebiegło. Jakby nie patrzeć - dosyć szybko. Wzdrygnęłam się i leniwie obróciłam głowę w stronę odbiegającego konia. Po chwili zastanawiania się doszłam do wniosku, iż był to Shiregt. Wstałam i stępem ruszyłam za nim. W takim tępie nigdy bym go nie dogoniła, więc przyśpieszyłam do kłusu, a potem do galopu, co źle się skończyło, bo po kilkunastu krokach upadłam na ziemię rżąc przy tym z zaskoczenia. Głuchy odgłos kopyt Shiregt'a zatrzymał się tylko po to, by po chwili ruszyć w moją stronę.
- Co się stało? - zapytał Shiregt podchodząc bliżej. Syknęłam tylko i podniosłam pysk wskazując na jedną z najmocniejszych ran, która znajdowała się na przedniej nodze. Z drugiej strony dobiegły mnie odgłosy kopyt dwóch koni. Po chwili ujrzałam Dantego i matkę dwóch ogierów.
- Co się stało, Sirocco? - zapytała Yatgaar.
- N... Nic. Nie powinnam biegać po ataku wilków. - powiedziałam tylko i spróbowałam podnieść się na nogi, jednak pysk Shiregt'a gwałtownie przyciskający mnie spowodował ponowny upadek. Spojrzałam na niego z wyrzutem
- Przyprowadzić twojego ojca, albo jakiegoś innego medyka? - zapytała ponownie klacz.
- Nie trzeba. - powiedziałam tylko kładąc głowę na śniegu, by Shiregt ponownie nie popchnął mnie na ziemię. Yatgaar pokiwała głową i oddaliła się, jednak Dante i Shiregt ciągle mierzyli się wzrokiem. Po chwili oddalili się o kilkanaście kroków tylko po to, by zacząć się kłócić.
- Gdybyś nie wpadł na pomysł głupiej wyprawy, Sirocco by teraz nie była ranna! - w pewnym momencie usłyszałam wyraźnie głos Shiregt'a. Westchnęłam i podniosłam się na nogi. Po chwili stałam przed nimi
- Przestańcie! To... To ja wymyśliłam szczegóły tej wyprawy i to nie była wina Dantego. Mam dość waszych ciągłych kłótni! - krzyknęłam wściekła.
<Shiregt? Sirocco się wściekła>
*Teraźniejszość*
Zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Wszystko mnie bolało po ataku wilków. Gdyby nie Dante pewnie bym teraz leżała martwa w lesie zaczynając się rozkładać. Z ulgą położyłam się na białym puchu który swym zimnem gasił udrękę. Obok mnie coś przebiegło. Jakby nie patrzeć - dosyć szybko. Wzdrygnęłam się i leniwie obróciłam głowę w stronę odbiegającego konia. Po chwili zastanawiania się doszłam do wniosku, iż był to Shiregt. Wstałam i stępem ruszyłam za nim. W takim tępie nigdy bym go nie dogoniła, więc przyśpieszyłam do kłusu, a potem do galopu, co źle się skończyło, bo po kilkunastu krokach upadłam na ziemię rżąc przy tym z zaskoczenia. Głuchy odgłos kopyt Shiregt'a zatrzymał się tylko po to, by po chwili ruszyć w moją stronę.
- Co się stało? - zapytał Shiregt podchodząc bliżej. Syknęłam tylko i podniosłam pysk wskazując na jedną z najmocniejszych ran, która znajdowała się na przedniej nodze. Z drugiej strony dobiegły mnie odgłosy kopyt dwóch koni. Po chwili ujrzałam Dantego i matkę dwóch ogierów.
- Co się stało, Sirocco? - zapytała Yatgaar.
- N... Nic. Nie powinnam biegać po ataku wilków. - powiedziałam tylko i spróbowałam podnieść się na nogi, jednak pysk Shiregt'a gwałtownie przyciskający mnie spowodował ponowny upadek. Spojrzałam na niego z wyrzutem
- Przyprowadzić twojego ojca, albo jakiegoś innego medyka? - zapytała ponownie klacz.
- Nie trzeba. - powiedziałam tylko kładąc głowę na śniegu, by Shiregt ponownie nie popchnął mnie na ziemię. Yatgaar pokiwała głową i oddaliła się, jednak Dante i Shiregt ciągle mierzyli się wzrokiem. Po chwili oddalili się o kilkanaście kroków tylko po to, by zacząć się kłócić.
- Gdybyś nie wpadł na pomysł głupiej wyprawy, Sirocco by teraz nie była ranna! - w pewnym momencie usłyszałam wyraźnie głos Shiregt'a. Westchnęłam i podniosłam się na nogi. Po chwili stałam przed nimi
- Przestańcie! To... To ja wymyśliłam szczegóły tej wyprawy i to nie była wina Dantego. Mam dość waszych ciągłych kłótni! - krzyknęłam wściekła.
<Shiregt? Sirocco się wściekła>
6.08.2018
Od Sirocco do Dantego ,,Co poradzę?"
Gdy Dante odszedł dla bezpieczeństwa schowałam się w krzakach. Doczołganie się do niech trochę zajęło, ale byłam tam bezpieczna. W końcu usłyszałam nadchodzącego Dantego. Nie wychodziłam, bo nie miałam siły. Dopiero jak Dante zaczął się wyraźnie denerwować zdobyłam się na wysiłek i wyczołgałam się ponownie. Ogier na mój widok odetchnął z ulgą
- Gdzie ty byłaś! - zapytał oburzony
- Ja... Chciałam się schować w krzakach... - powiedziałam i spojrzałam w górę. Słońce powoli zachodziło. Nie wstawiając z ziemi zaczęłam cicho wymrukiwać
- ,,Każdy dzień jest inny, tak?
Chyba, że się poddałeś
Każdy ma równe szanse, tak?
Chyba, że nie ma o co walczyć
Każda rzecz coś przynosi, tak?
Chyba, że nie jest niczego warta
Każde słowo coś wnosi, tak?
Chyba, że wszystkie ranią
Każde marzenie może się spełnić, tak?
Chyba, że te marzenia nie istnieją
Każda rzecz ma ciąg dalszy, tak?
Chyba, że jest ostatnią
Jeszcze nic nie jest stracone?
Chyba, że wyświetla się „Game Over”’” - zakończyłam i westchnęłam. Spojrzałam na Dantego który nagle spojrzał na mnie.
- Ładne. Tylko... Może trochę zbyt pesymistyczne? - zapytał niepewnie
- Co poradzę? Ale przyznaj, że prawdziwe - mruknęłam.
- To fakt... - powiedział
- Idziemy spać? - zapytałam przewracając się na bok.
<Dante? Sory, że tak długo i takie krótkie. Co do... Wierszu? Tak to można chyba nazwać. W każdym razie napisany przeze mnie>
- Gdzie ty byłaś! - zapytał oburzony
- Ja... Chciałam się schować w krzakach... - powiedziałam i spojrzałam w górę. Słońce powoli zachodziło. Nie wstawiając z ziemi zaczęłam cicho wymrukiwać
- ,,Każdy dzień jest inny, tak?
Chyba, że się poddałeś
Każdy ma równe szanse, tak?
Chyba, że nie ma o co walczyć
Każda rzecz coś przynosi, tak?
Chyba, że nie jest niczego warta
Każde słowo coś wnosi, tak?
Chyba, że wszystkie ranią
Każde marzenie może się spełnić, tak?
Chyba, że te marzenia nie istnieją
Każda rzecz ma ciąg dalszy, tak?
Chyba, że jest ostatnią
Jeszcze nic nie jest stracone?
Chyba, że wyświetla się „Game Over”’” - zakończyłam i westchnęłam. Spojrzałam na Dantego który nagle spojrzał na mnie.
- Ładne. Tylko... Może trochę zbyt pesymistyczne? - zapytał niepewnie
- Co poradzę? Ale przyznaj, że prawdziwe - mruknęłam.
- To fakt... - powiedział
- Idziemy spać? - zapytałam przewracając się na bok.
<Dante? Sory, że tak długo i takie krótkie. Co do... Wierszu? Tak to można chyba nazwać. W każdym razie napisany przeze mnie>
16.07.2018
Od Sirocco do Dantego ,,Przynajmniej jedna dobra wiadomość..."
Wycie wilka sprawiło, że lekko się zatrzęsłam.
- Na takim.. odkonieniu? Chyba tak... - Dante zaśmiał się słysząc to określenie -W każdym razie wszystko jest bardziej odczuwalne - powiedziałam, na co ogier pozbywając się chęci do śmiechu kiwnął głową. Wstałam słysząc kroki z boku. Tknęłam tylko Dantego i zza krzewów wybiegły dwa spore wilki. Cofnęłam się nieco do tyłu wpadając przy tym na Dantego, który szepnął, żebym się odsunęła. Cofnęłam się jeszcze o krok i stanęłam jak wryta. Jeden z wilków przesunął się w bok stając tuż przede mną. Z jego gardła wydobył się głuchy warkot. Nie mogłam się ruszyć. Przesunęłam wzrok na Dantego i wtedy wilk zaatakował. Nie mogłam się bronić, a ostatnie co zobaczyłam, to wybiegającego wilka stojącego wcześniej przed Dantem.
***
- Sirocco! SI-RO-CCO! - słyszałam głos Dantego, do czego doszłam dopiero po chwili
- Mhm... żyję... - mruknęłam niewyraźnie i otwarłam oczy. Nie mogłam się ruszyć, ale wiedziałam, że wilków już nie ma. Kiedy mój wzrok napotkał Dantego zobaczyłam na jego ciele dużo ran. Kiedy zobaczył, że mam otwarte oczy, od razu do mnie podszedł
- Wszystko dobrze? Już uciekły - powiedział
- Nie, nie dobrze... - powiedziałam sycząc z bólu. Dante skrzywił się lekko, jednak po chwili uśmiechnął.
- Ale wiem gdzie jesteśmy. Znalazłem tereny obok stada, ale wróciłem tutaj. - powiedział
- Przynajmniej jedna dobra wiadomość... - westchnęłam i ponownie położyłam głowę na trawie nie chcąc oglądać moich ran
<Daaanteeee??? Tak piszę, jak nie mam pomysłu...>
- Na takim.. odkonieniu? Chyba tak... - Dante zaśmiał się słysząc to określenie -W każdym razie wszystko jest bardziej odczuwalne - powiedziałam, na co ogier pozbywając się chęci do śmiechu kiwnął głową. Wstałam słysząc kroki z boku. Tknęłam tylko Dantego i zza krzewów wybiegły dwa spore wilki. Cofnęłam się nieco do tyłu wpadając przy tym na Dantego, który szepnął, żebym się odsunęła. Cofnęłam się jeszcze o krok i stanęłam jak wryta. Jeden z wilków przesunął się w bok stając tuż przede mną. Z jego gardła wydobył się głuchy warkot. Nie mogłam się ruszyć. Przesunęłam wzrok na Dantego i wtedy wilk zaatakował. Nie mogłam się bronić, a ostatnie co zobaczyłam, to wybiegającego wilka stojącego wcześniej przed Dantem.
***
- Sirocco! SI-RO-CCO! - słyszałam głos Dantego, do czego doszłam dopiero po chwili
- Mhm... żyję... - mruknęłam niewyraźnie i otwarłam oczy. Nie mogłam się ruszyć, ale wiedziałam, że wilków już nie ma. Kiedy mój wzrok napotkał Dantego zobaczyłam na jego ciele dużo ran. Kiedy zobaczył, że mam otwarte oczy, od razu do mnie podszedł
- Wszystko dobrze? Już uciekły - powiedział
- Nie, nie dobrze... - powiedziałam sycząc z bólu. Dante skrzywił się lekko, jednak po chwili uśmiechnął.
- Ale wiem gdzie jesteśmy. Znalazłem tereny obok stada, ale wróciłem tutaj. - powiedział
- Przynajmniej jedna dobra wiadomość... - westchnęłam i ponownie położyłam głowę na trawie nie chcąc oglądać moich ran
<Daaanteeee??? Tak piszę, jak nie mam pomysłu...>
10.07.2018
Od Sirocco do Dantego ,,Druga próba ucieczki"
- A co my tu mamy? Małych uciekinierów? - człowiek przyjrzał się naszym linom po czym wrócił do namiotu po nowe liny.
- Kiedyś z Shiregt'em spotkałam człowieka. Są bardzo wolni, możemy spróbować uciec. - powiedziałam na cicho do Dantego.
- Możemy spróbować - powiedział ogier jednak człowiek już przy nas był i zawiązywał nową linę. Spróbowałam się wyrwać, bo mój kawałek liny nie był dobrze zawiązany. Lina puściła, jednak Dante ciągle siedział z pętlą na szyi. Zarżałam i spróbowałam wyrwać linę z rąk człowieka, jednak wtedy tylko ponownie mnie złapał. Przywiązał nas na bardzo krótkich linach przy osobnych drzewach. Prychnęłam i wyciągnęłam szyję w stronę Dantego. Prawie dosięgałam zębami jego liny.
- Możesz się trochę przybliżyć? - zapytałam, na co ogier kiwnął głową i przesunął się krok w moją stronę. Zacisnęłam żeby na jego linie i jeden z pięciu sznurków pęknął. Kilka minut później zostały tylko dwa. Kiedy Dante pociągnął kolejny sznurek upadł. Ostatni sznurek łatwo przegryzłam. Po chwili Dante przystąpił do uwalniania mnie. Skończył w momencie w którym człowiek pojawił się w zasięgu naszego wzroku.
- Uciekamy! - krzyknęłam tylko i zerwałam się do biegu. Dante jednak szybko do mnie dotarł. Biegliśmy przez las szybko gubiąc człowieka. Zatrzymaliśmy się po po prawie godzinie biegu. Padłam zdyszana na trawę
- Uda...Udało... Nam... Się...! - wydyszałam do ogiera, który już po chwili leżał obok
- Teraz tylko znaleść drogę do stada - powiedział po chwili
- Nie dołamuj mnie - westchnęłam
- Noc spędzimy tutaj - powiedział na co kiwnęłam głową.
<DANTE???>
- Kiedyś z Shiregt'em spotkałam człowieka. Są bardzo wolni, możemy spróbować uciec. - powiedziałam na cicho do Dantego.
- Możemy spróbować - powiedział ogier jednak człowiek już przy nas był i zawiązywał nową linę. Spróbowałam się wyrwać, bo mój kawałek liny nie był dobrze zawiązany. Lina puściła, jednak Dante ciągle siedział z pętlą na szyi. Zarżałam i spróbowałam wyrwać linę z rąk człowieka, jednak wtedy tylko ponownie mnie złapał. Przywiązał nas na bardzo krótkich linach przy osobnych drzewach. Prychnęłam i wyciągnęłam szyję w stronę Dantego. Prawie dosięgałam zębami jego liny.
- Możesz się trochę przybliżyć? - zapytałam, na co ogier kiwnął głową i przesunął się krok w moją stronę. Zacisnęłam żeby na jego linie i jeden z pięciu sznurków pęknął. Kilka minut później zostały tylko dwa. Kiedy Dante pociągnął kolejny sznurek upadł. Ostatni sznurek łatwo przegryzłam. Po chwili Dante przystąpił do uwalniania mnie. Skończył w momencie w którym człowiek pojawił się w zasięgu naszego wzroku.
- Uciekamy! - krzyknęłam tylko i zerwałam się do biegu. Dante jednak szybko do mnie dotarł. Biegliśmy przez las szybko gubiąc człowieka. Zatrzymaliśmy się po po prawie godzinie biegu. Padłam zdyszana na trawę
- Uda...Udało... Nam... Się...! - wydyszałam do ogiera, który już po chwili leżał obok
- Teraz tylko znaleść drogę do stada - powiedział po chwili
- Nie dołamuj mnie - westchnęłam
- Noc spędzimy tutaj - powiedział na co kiwnęłam głową.
<DANTE???>
7.07.2018
Od Sirocco do Dantego ,,Nieszczęsna wyprawa"
- Przecież wiedzieliby, że prędzej czy później wrócę. A jak bym nie wrócił, to znaczyłoby, że coś mi się stało – powiedział. Zastanawiałam się chwilę.
- A może... A może jednak wyruszymy we dwójkę na nocną wyprawę? Na przykład jutro? – zapytałam. Dante spojrzał na mnie zdumiony.
- Co? – zapytał
- Jak to „co”? Moglibyśmy pójść na nocną wyprawę – powtórzyłam.
- Ale jak? - zapytał ponownie
- Po prostu. Nudno jest, więc trzeba się jakoś rozerwać. Mam nawet pomysł, co zrobić – powiedziałam. Dante spojrzał na mnie pytająco. – Ja nie będę miała problemu z powiedzeniem „idę do innych”, bo jak reszty nie będzie, to i tak spotkamy się my, więc nie będzie w tym kłamstwa. A ty, jak Shiregt i inni gdzieś pójdą, to powiesz, że idziesz z nimi, i po prostu w pewnym momencie się odłączysz, a ja do ciebie dojdę. Na następny dzień możemy powiedzieć, że się zgubiliśmy. Żadna mi wielka logika, trochę kłamstw nie zaszkodzi. – zakończyłam i spojrzałam na zadowolonego Dantego.
- Sirocco! - usłyszałam ciche wołanie. To matka mnie wołała
- Muszę iść. Jutro rano obgadamy wszystko, ok? - zapytałam. Kiwnął głową.
- Sirocco.. Weź, twojego imienia nie da się na szybko wymówić! - powiedział oburzony.
- Sir lub Amy – powiedziałam tylko i udałam się w stronę rodziców.
*następnego dnia*
- To czekam przy tamtym drzewie i ukryję się gdzieś. Będę uważała, żeby nikt mnie nie zobaczył. – zapewniam.
Ustaliliśmy jeszcze kilka rzeczy i wróciliśmy do rodzin. Sama nie do końca rozumiałam na co się piszę, jednak chciałam się przekonać.
*pod wieczór*
Kiedy udało mi się przekonać rodziców do mojego wyjścia, bez zastanowienia ruszyłam w stronę ustalonego miejsca. Nikogo nie było, ale w krzakach widać było uszy Dantego. Rozejrzałam się jeszcze raz i kłusem podbiegłam do krzewów.
- Idziemy? - zapytałam
- Idziemy. – odpowiedział bez wahania Dante. Ruszyliśmy w stronę lasu, jednak po chwili skończył się i dotarliśmy na niewielką polanę.
- Sirocco? - zapytał
- Hm? – przekręciłam pysk i zarazem z przerażeniem odsunęłam się do tyłu. Rozejrzałam się po bokach. Byliśmy otoczeni przez ludzi. Pierwsza pętla zacisnęła się na szyi Dantego, jednak po chwili mnie także złapano. Pociągnęli za sznury i mimo naszego oporu zaciągnęli nas do swojego obozu. Nie było wyjścia. Zostaliśmy przywiązani do drzewa.
<Dante? Kiedy nie mam weny piszę takie badziewia z milionem bezsensownych akcji>
- A może... A może jednak wyruszymy we dwójkę na nocną wyprawę? Na przykład jutro? – zapytałam. Dante spojrzał na mnie zdumiony.
- Co? – zapytał
- Jak to „co”? Moglibyśmy pójść na nocną wyprawę – powtórzyłam.
- Ale jak? - zapytał ponownie
- Po prostu. Nudno jest, więc trzeba się jakoś rozerwać. Mam nawet pomysł, co zrobić – powiedziałam. Dante spojrzał na mnie pytająco. – Ja nie będę miała problemu z powiedzeniem „idę do innych”, bo jak reszty nie będzie, to i tak spotkamy się my, więc nie będzie w tym kłamstwa. A ty, jak Shiregt i inni gdzieś pójdą, to powiesz, że idziesz z nimi, i po prostu w pewnym momencie się odłączysz, a ja do ciebie dojdę. Na następny dzień możemy powiedzieć, że się zgubiliśmy. Żadna mi wielka logika, trochę kłamstw nie zaszkodzi. – zakończyłam i spojrzałam na zadowolonego Dantego.
- Sirocco! - usłyszałam ciche wołanie. To matka mnie wołała
- Muszę iść. Jutro rano obgadamy wszystko, ok? - zapytałam. Kiwnął głową.
- Sirocco.. Weź, twojego imienia nie da się na szybko wymówić! - powiedział oburzony.
- Sir lub Amy – powiedziałam tylko i udałam się w stronę rodziców.
*następnego dnia*
- To czekam przy tamtym drzewie i ukryję się gdzieś. Będę uważała, żeby nikt mnie nie zobaczył. – zapewniam.
Ustaliliśmy jeszcze kilka rzeczy i wróciliśmy do rodzin. Sama nie do końca rozumiałam na co się piszę, jednak chciałam się przekonać.
*pod wieczór*
Kiedy udało mi się przekonać rodziców do mojego wyjścia, bez zastanowienia ruszyłam w stronę ustalonego miejsca. Nikogo nie było, ale w krzakach widać było uszy Dantego. Rozejrzałam się jeszcze raz i kłusem podbiegłam do krzewów.
- Idziemy? - zapytałam
- Idziemy. – odpowiedział bez wahania Dante. Ruszyliśmy w stronę lasu, jednak po chwili skończył się i dotarliśmy na niewielką polanę.
- Sirocco? - zapytał
- Hm? – przekręciłam pysk i zarazem z przerażeniem odsunęłam się do tyłu. Rozejrzałam się po bokach. Byliśmy otoczeni przez ludzi. Pierwsza pętla zacisnęła się na szyi Dantego, jednak po chwili mnie także złapano. Pociągnęli za sznury i mimo naszego oporu zaciągnęli nas do swojego obozu. Nie było wyjścia. Zostaliśmy przywiązani do drzewa.
<Dante? Kiedy nie mam weny piszę takie badziewia z milionem bezsensownych akcji>
30.06.2018
Od Sirocco do Dantego ,,Złe wyjście"
- No więc? Odejdziecie, czy mam was najpierw nauczyć, że z naszym klanem się nie zadziera? - usłyszałam słowa ogiera stojącego tuż przede mną
- Nie jesteśmy oddzieleni, tak jak wy. Cały klan to jedność, więc mamy widoczną przewagę. - powiedziałam po chwili głosem w którym nie było czuć nawet grama zwątpienia i zawahania. Wiedzieliśmy, że w razie potrzeby klan jest niedaleko, a czekają tam przyszykowane konie, więc nam nic by się nie stało. Dante spojrzał na mnie nieco zdziwionym wzrokiem, kiedy zrobiłam krok do przodu zrównując się z nim, jednak po chwili także pewnym wzrokiem spojrzał na reny. Te zaczęły się cicho śmiać, jednak po paru minutach jeden z nich popchnął mnie do tyłu przechodząc obok mnie. Uderzyłam głową w drzewo a po chwili zemdlałam...
***
Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Pulsowanie w głowie nie pozwalało mi na podniesienie się, więc otworzyłam tylko oczy i nieznacznie rozejrzałam się wokół. Obok siebie widziałam sylwetki trzech koni, w których rozpoznałam matkę, ojca i Dantego.
- Co się stało? - zapytałam po chwili. Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku mnie.
- Uderzyłaś głową w drzewo i ja zawołałem innych. Renifery przyszyły. - powiedział Dante.
- Są tutaj? - spytałam niepewnym głosem
- Już poszli, nie martw się - powiedziała moją rodzicielka. Po jeszcze chwili spróbowałam się podnieść. Po kilku próbach mi się udało. Ignorując ból w głowie podniosłam wzrok na Dantego. Uśmiechnęłam się do niego nieznacznie spoglądając jeszcze w stronę ojca, który patrzył na nas niepewnym wzrokiem.
- Możemy iść się przejść? - zapytałam rodziców. Ci kiwnęli tylko głowami. Spojrzałam na Dantego i postawiłam krok w jego stronę. Ból powoli ustępował.
- Co robimy? - zapytałam Dantego
<Dante? Sorry, że tak późno>
- Nie jesteśmy oddzieleni, tak jak wy. Cały klan to jedność, więc mamy widoczną przewagę. - powiedziałam po chwili głosem w którym nie było czuć nawet grama zwątpienia i zawahania. Wiedzieliśmy, że w razie potrzeby klan jest niedaleko, a czekają tam przyszykowane konie, więc nam nic by się nie stało. Dante spojrzał na mnie nieco zdziwionym wzrokiem, kiedy zrobiłam krok do przodu zrównując się z nim, jednak po chwili także pewnym wzrokiem spojrzał na reny. Te zaczęły się cicho śmiać, jednak po paru minutach jeden z nich popchnął mnie do tyłu przechodząc obok mnie. Uderzyłam głową w drzewo a po chwili zemdlałam...
***
Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Pulsowanie w głowie nie pozwalało mi na podniesienie się, więc otworzyłam tylko oczy i nieznacznie rozejrzałam się wokół. Obok siebie widziałam sylwetki trzech koni, w których rozpoznałam matkę, ojca i Dantego.
- Co się stało? - zapytałam po chwili. Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku mnie.
- Uderzyłaś głową w drzewo i ja zawołałem innych. Renifery przyszyły. - powiedział Dante.
- Są tutaj? - spytałam niepewnym głosem
- Już poszli, nie martw się - powiedziała moją rodzicielka. Po jeszcze chwili spróbowałam się podnieść. Po kilku próbach mi się udało. Ignorując ból w głowie podniosłam wzrok na Dantego. Uśmiechnęłam się do niego nieznacznie spoglądając jeszcze w stronę ojca, który patrzył na nas niepewnym wzrokiem.
- Możemy iść się przejść? - zapytałam rodziców. Ci kiwnęli tylko głowami. Spojrzałam na Dantego i postawiłam krok w jego stronę. Ból powoli ustępował.
- Co robimy? - zapytałam Dantego
<Dante? Sorry, że tak późno>
15.06.2018
Od Sirocco do Dantego ,,Nowa znajomość"
- Au! - pisnęłam cicho kiedy coś, chociaż może raczej ktoś uderzył w moje ciało. Po dłuższej chwili wstałam oglądając z ciekawością ledwo widoczne źrebię. Po dłuższej obserwacji zrozumiałam, że nie jest to Shiregt, lecz jego brat
- Cześć, Dante - powiedziałam cicho nie chcąc nikogo obudzić - Co tu robiłeś? - zapytałam po chwili. Sama dobrze wiedziałam, że powinnam być teraz przy rodzicach, więc spodziewałam się, że jak dostanę odpowiedź, ogier zada mi to samo pytanie.
- Ech... Nieważne. Chciałem iść na spacer. A ty? - zapytał. Zaśmiałam się w duchu.
- Coś podobnego, jednak ja odeszłam wieczorem i spałam tutaj - odpowiedziałam po chwili. W oddali coś zagrzmiało, a niebo rozświetliła błyskawica
- Teraz sądzę, że spacer nie jest dobrym pomysłem. Zostaniemy tutaj? - spytał Dante. Kiwnęłam głową i ułożyłam się na trawie, by być jak najbliżej ziemi. Ogier uczynił podobnie i po chwili szeptem rozmawialiśmy o wszystkim. Burza powoli mijała, a kiedy usłyszeliśmy jak inne koniec zaczynają się budzić, bo trzeba przyznać, że nie robiły tego cicho, udawaliśmy dopiero rozbudzonych. Chyba się udało, bo nikt nie zadawał zbędnych pytań. Rozmowę przerwał nam głos Khonkha, który wołał Dantego na lekcję. Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę
*kilka godzin później*
Siedziałam samotnie na pagórku odwrócona tyłem do stada, kiedy ktoś musnął mnie chrapanie i zatrzymał się. Bez oglądania się wiedziałam, iż jest to Dante
- Cześć - powiedziałam dalej będąc w tej samej pozycji
<Dante? Nie miałam pomysłu...>
- Cześć, Dante - powiedziałam cicho nie chcąc nikogo obudzić - Co tu robiłeś? - zapytałam po chwili. Sama dobrze wiedziałam, że powinnam być teraz przy rodzicach, więc spodziewałam się, że jak dostanę odpowiedź, ogier zada mi to samo pytanie.
- Ech... Nieważne. Chciałem iść na spacer. A ty? - zapytał. Zaśmiałam się w duchu.
- Coś podobnego, jednak ja odeszłam wieczorem i spałam tutaj - odpowiedziałam po chwili. W oddali coś zagrzmiało, a niebo rozświetliła błyskawica
- Teraz sądzę, że spacer nie jest dobrym pomysłem. Zostaniemy tutaj? - spytał Dante. Kiwnęłam głową i ułożyłam się na trawie, by być jak najbliżej ziemi. Ogier uczynił podobnie i po chwili szeptem rozmawialiśmy o wszystkim. Burza powoli mijała, a kiedy usłyszeliśmy jak inne koniec zaczynają się budzić, bo trzeba przyznać, że nie robiły tego cicho, udawaliśmy dopiero rozbudzonych. Chyba się udało, bo nikt nie zadawał zbędnych pytań. Rozmowę przerwał nam głos Khonkha, który wołał Dantego na lekcję. Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę
*kilka godzin później*
Siedziałam samotnie na pagórku odwrócona tyłem do stada, kiedy ktoś musnął mnie chrapanie i zatrzymał się. Bez oglądania się wiedziałam, iż jest to Dante
- Cześć - powiedziałam dalej będąc w tej samej pozycji
<Dante? Nie miałam pomysłu...>
4.06.2018
Od Sirocco do Shiregt'a ,,Nieznane"
- Frakcja? Brzmi ciekawie. Chciałabym dołączyć. - odpowiedziałam
- Teraz cicho - powiedział zaniepokojony. Wtedy na górę wszedł mój ojciec. Westchnęłam cicho
- Sirocco, trzeba już wracać. Ciebie też szukają. Miriada i Dante już wrócili - Hadvegar zwrócił się do Shiregta. Ten kiwnął głową.
- Dokończymy jutro - szepnął jeszcze i razem wróciliśmy do reszty. Ułożyłam się przy drzewie i zasnęłam.
***
Poruszyłam nieznacznie uchem, kiedy coś dotknęło mnie w grzbiet. Otworzyłam. Oczy i obejrzałam się. Przy mnie stał Shiregt wskazując głową niewielkie wzgórze.
- Chodź - szepnął uważnie obserwując moich rodziców. Posłusznie wstałam i w cieniu przemknęłam się do niewidocznej dla nich kępy drzew. Po chwili w ten sam sposób przyszedł ogier. Reszta drogi była już łatwa. Dotarliśmy na sam szczytu oglądaliśmy przez chwilę resztę.
- Skoro mieliśmy dzisiaj dokończyć, najpierw muszę się przekonać, że nadajesz się na członka frakcji. - powiedział.
- A w jaki sposób? - zapytałam, po czym cofnęłam jedną nogę i usztywniłam wszystkie kończyny. Czułam wyraźnie nieznany zapach.
- Ludzie - powiedział zaniepokojony Shiregt i kazał uciekać do stada.
- Nie, z tąd go nie widać. Nie możemy ich doprowadzić do reszty - odpowiedziałam nie ruszając się z miejsca.
- W sumie - powiedział ogier
<Shiregt? Kompletnie nie miałam pomysłu. A Sirocco po Forever odziedziczyła pecha>
- Teraz cicho - powiedział zaniepokojony. Wtedy na górę wszedł mój ojciec. Westchnęłam cicho
- Sirocco, trzeba już wracać. Ciebie też szukają. Miriada i Dante już wrócili - Hadvegar zwrócił się do Shiregta. Ten kiwnął głową.
- Dokończymy jutro - szepnął jeszcze i razem wróciliśmy do reszty. Ułożyłam się przy drzewie i zasnęłam.
***
Poruszyłam nieznacznie uchem, kiedy coś dotknęło mnie w grzbiet. Otworzyłam. Oczy i obejrzałam się. Przy mnie stał Shiregt wskazując głową niewielkie wzgórze.
- Chodź - szepnął uważnie obserwując moich rodziców. Posłusznie wstałam i w cieniu przemknęłam się do niewidocznej dla nich kępy drzew. Po chwili w ten sam sposób przyszedł ogier. Reszta drogi była już łatwa. Dotarliśmy na sam szczytu oglądaliśmy przez chwilę resztę.
- Skoro mieliśmy dzisiaj dokończyć, najpierw muszę się przekonać, że nadajesz się na członka frakcji. - powiedział.
- A w jaki sposób? - zapytałam, po czym cofnęłam jedną nogę i usztywniłam wszystkie kończyny. Czułam wyraźnie nieznany zapach.
- Ludzie - powiedział zaniepokojony Shiregt i kazał uciekać do stada.
- Nie, z tąd go nie widać. Nie możemy ich doprowadzić do reszty - odpowiedziałam nie ruszając się z miejsca.
- W sumie - powiedział ogier
<Shiregt? Kompletnie nie miałam pomysłu. A Sirocco po Forever odziedziczyła pecha>
30.05.2018
Od Sirocco do Shiregt'a ,,Nowo poznani"
Spacerowałam w okolicach stada nie zwracając uwagi na wszystko wokół. Kiedy minęłam kolejną kępę drzew, zobaczyłam cień przemykający obok. Zatrzymałam się i spojrzałam podejrzliwie w tamtą stronę. Nie musiałam długo czekać, bo po chwili podbiegł do mnie starszy o kilka miesięcy ogier.
- Cześć. Jesteś tutaj nowa? Jestem Shiregt - przedstawił się
- Tak, jestem nowa. Nazywam się Sirocco - odpowiedziałam. - Śledziłeś mnie? - dodałam po chwili-
- Nie... Spotkałem cię przypadkowo. - odpowiedział.
- Skoro się spotkaliśmy, to co będziemy robili? I tak nudził mi się już chodzenie samej - zapytałam. Shiregt chyba nie miał zbyt wiele pomysłów, jednak w pewnym momencie coś mu chyba przyszło do głowy
- Znasz inne źrebaki z klanu? - zapytał
- Tylko ciebie - odpowiedziałam.
- To chodź! - powiedział i zaczął biec. Odrazu ruszyłam za nim i szybko się z nim zrównałam potrząsając grzywą,żeby wyciągnąć ją z oczu. Dotarliśmy do reszty stada a spośród innych wybiegły dwa konie w wieku mojego towarzysza.
- Jestem Miriada. A ty jak się nazywasz? - zapytała klaczka
- Jestem Sirocco. - odpowiedziałam
- A ja jestem Dante. Sądzę, że Shiregta już poznałaś - powiedział drugi ogier
- Skoro wy już się znaleźliście pomóżcie nam teraz szukać reszty. Najpierw poszukajmy Mint - powiedział Shiregt obracając się e moją stronę
- Ktoś mnie szukał? - gniada klaczka wynużyła się spomiędzy innych
- Cześć., Mint. Właśnie mieliśmy po ciebie pójść. Wiesz gdzie Mivana, Khairtai albo Vayola? - zapytał ogier.
- Mivana chyba poszła do strumienia a Khairtai i Vayola były gdzieś przy reszcie. A ty jesteś nowa, prawda? Jak już pewnie zauważyłaś jestem Mint- zapytała
- Sirocco - odpowiedziałam.
- W takim razie witaj, Sirocco! - powiedziała.
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy resztę. Klaczki rzeczywiście były tam gdzie mówiła Mint. Najpierw spotkaliśmy Mivanę.
- O, widzę, że ktoś do nas dołączył? - zapytała patrząc na mnie
- Jestem Sirocco. Córka Forever i Hadvegara. Dziwnym trafem wpadłam na Shiregta i wplątałam się w całe to towarzystwo - powiedziałam nie przestając biec.
- Masz mi to za złe? - usłyszałam z boku.
- Wręcz przeciwnie. Cieszę się - odpowiedziałam. Po chwili wróciliśmy do innych koni i znaleźliśmy Vayolę i Khairtai. Po krótkim przedstawieniu się ruszyliśmy na jakąś górę do której poprowadził nas Shiregt. Robiliśmy różne rzeczy jednak zdecydowanie przeważała zabawa w ganianego. Vayola i Khairtai musiały wracać a Mint ruszyła z nimi. Dante bardzo chciał pokazać coś Miriadzie i zostaliśmy tylko z Mivaną, która i tak chciała już wracać do Vayoli, Khairtai i Mint. Mivaną odeszła a ja zostałam tam sama z Shiregtem. Wtedy on powiedział
- Sirocco. Mam sprawę - usłyszałam
- Jaką? - zapytałam
<Shiregt? Jaka to sprawa?>
- Cześć. Jesteś tutaj nowa? Jestem Shiregt - przedstawił się
- Tak, jestem nowa. Nazywam się Sirocco - odpowiedziałam. - Śledziłeś mnie? - dodałam po chwili-
- Nie... Spotkałem cię przypadkowo. - odpowiedział.
- Skoro się spotkaliśmy, to co będziemy robili? I tak nudził mi się już chodzenie samej - zapytałam. Shiregt chyba nie miał zbyt wiele pomysłów, jednak w pewnym momencie coś mu chyba przyszło do głowy
- Znasz inne źrebaki z klanu? - zapytał
- Tylko ciebie - odpowiedziałam.
- To chodź! - powiedział i zaczął biec. Odrazu ruszyłam za nim i szybko się z nim zrównałam potrząsając grzywą,żeby wyciągnąć ją z oczu. Dotarliśmy do reszty stada a spośród innych wybiegły dwa konie w wieku mojego towarzysza.
- Jestem Miriada. A ty jak się nazywasz? - zapytała klaczka
- Jestem Sirocco. - odpowiedziałam
- A ja jestem Dante. Sądzę, że Shiregta już poznałaś - powiedział drugi ogier
- Skoro wy już się znaleźliście pomóżcie nam teraz szukać reszty. Najpierw poszukajmy Mint - powiedział Shiregt obracając się e moją stronę
- Ktoś mnie szukał? - gniada klaczka wynużyła się spomiędzy innych
- Cześć., Mint. Właśnie mieliśmy po ciebie pójść. Wiesz gdzie Mivana, Khairtai albo Vayola? - zapytał ogier.
- Mivana chyba poszła do strumienia a Khairtai i Vayola były gdzieś przy reszcie. A ty jesteś nowa, prawda? Jak już pewnie zauważyłaś jestem Mint- zapytała
- Sirocco - odpowiedziałam.
- W takim razie witaj, Sirocco! - powiedziała.
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy resztę. Klaczki rzeczywiście były tam gdzie mówiła Mint. Najpierw spotkaliśmy Mivanę.
- O, widzę, że ktoś do nas dołączył? - zapytała patrząc na mnie
- Jestem Sirocco. Córka Forever i Hadvegara. Dziwnym trafem wpadłam na Shiregta i wplątałam się w całe to towarzystwo - powiedziałam nie przestając biec.
- Masz mi to za złe? - usłyszałam z boku.
- Wręcz przeciwnie. Cieszę się - odpowiedziałam. Po chwili wróciliśmy do innych koni i znaleźliśmy Vayolę i Khairtai. Po krótkim przedstawieniu się ruszyliśmy na jakąś górę do której poprowadził nas Shiregt. Robiliśmy różne rzeczy jednak zdecydowanie przeważała zabawa w ganianego. Vayola i Khairtai musiały wracać a Mint ruszyła z nimi. Dante bardzo chciał pokazać coś Miriadzie i zostaliśmy tylko z Mivaną, która i tak chciała już wracać do Vayoli, Khairtai i Mint. Mivaną odeszła a ja zostałam tam sama z Shiregtem. Wtedy on powiedział
- Sirocco. Mam sprawę - usłyszałam
- Jaką? - zapytałam
<Shiregt? Jaka to sprawa?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)