→ Polecane posty ---> Zmiany w składzie SZAPULUTU

9.04.2017

Nowa morderczyni - Shireen!

Źródło: -
Motto: "Czego krzyczysz.. co noga? A tamtemu głowę urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo."
Imię: Shireen.
Tytuł: ---
Wiek: 4 lata.
Płeć: Klacz.

Przynależność: Klan Mroźnej Duszy.
Ranga/i: Morderca, Strażnik władcy
Głos: Kyla La Grange
Rodzina:
Antika (matka) - Prawdę powiedziawszy Shireen za nią nie przepadała, gdyż faworyzowała ona Amigo, spychając klacz na drugi tor.
Mantigo (ojciec). Prawdziwy autorytet w oczach naszej bohaterki. Uwielbiała ona przebywać, w jego towarzystwie. W dzieciństwie była bardzo ciekawska, a on, zawsze uczył jej czegoś nowego i pozwalał odkrywać ten nieznany, piękny, ale i niebezpieczny świat.
Amigo (brat) - Kiedy Shireen przyszła na świat był on już młodzieńcem. Bardzo imponował małemu źrebakowi, który podążał jego śladem, naśladując poczynania starszego. Pewnego dnia uratował jej życie, czego klacz nie zapomniała mu po dziś dzień.
Luisa (babcia od strony matki) - nie żyje.
Amigo (dziadek od strony matki) - nie żyje.
Lilla (babcia od strony ojca) - nie żyje.
Hortes (dziadek od strony ojca) - nie żyje.
Osobowość: Niektórzy twierdzą, że Shireen jest córką samej Etain, tej, która skazała na śmierć legendarny Dziewiąty Legion, a później w pojedynkę ścigała ocalałych legionistów, w tym jednego centuriona. Była ona niema, a instynktem przewyższała praktycznie każdego przedstawiciela swojej rasy. Porównywana do wilczycy - kiedy kogoś obierze za cel, nie ma odwrotu, prędzej, czy później zginie w okrutnych męczarniach. Pałała ona szczerą nienawiścią do Rzymian, a wśród swoich budziła respekt i strach. Nikomu nie pozwalała się zbliżyć do swojej osoby, a każdy, kto przekraczał dystans, kończył marnie. Niektórzy widzieli, w niej boginię - niestety, pomimo swych nadludzkich umiejętności była śmiertelna. A zginęła młodo, osiągając swój cel i spłacając dług, wobec zamordowanych rodziców. Prawdę powiedziawszy; Shireen jest niebywale dumna, kiedy ktoś ją właśnie do tej persony porównuje. Widzi ona bowiem, w jej postaci bohaterkę, autorytet, który pragnie naśladować w swoim życiu. Nie potrafi okazywać uczuć. "Mam wszystkie cechy istoty żywej: ciało, krew, skórę, włosy. Ale nie mam żadnych wyraźnych uczuć, prócz żądzy i obrzydzenia." Nie radzi sobie z emocjami, ma problemy z agresją i ze złością. Często nie potrafi utrzymać nerwów na wodzy. A kiedy już wybuchnie - lepiej dla ciebie, jeśli uciekniesz w siną dal, jak najdalej od jej osoby, jeśli chcesz pozostać w jednym kawałku i zachować swoje życie. Jest to typ twardzielki, strongwoman, która potrafi doskonale radzić sobie sama. Brakuje jej tylko korony i trzeba szczerze przyznać, że ma ona zbyt wygórowane mniemanie o sobie i nader często przecenia swoje możliwości. Jej odwaga graniczy, niemalże z głupotą. Wobec rodziny zachowuje się, nie inaczej, aniżeli dla obcych. Z tymże za kogoś bliskiego byłaby w stanie ofiarować swoje życie, zejść na samo dno piekieł, zrobiłaby po prostu wszystko. "Najbardziej kochają ci, którzy najmniej mówią o miłości." Uwielbia wyzwania, pojedynki oraz wszystko to, w czym mogłaby wykazać swoje umiejętności. A trzeba przyznać, że została ona hojnie obdarowana. Mimo to wciąż trenuje i stara się udoskonalać swoje zdolności. Cechuje ją niebywała ambicja, a do tego jest uparta i zawzięta. Choćby musiała przypłacić życiem - nigdy się nie wycofa, nie podda i nie odejdzie z podkulonym ogonem. W jej sercu drzemie wojownik, zaś w duszy buntownik. Swoje słabości stara się przekształcać w tarczę i nie licz, że kiedykolwiek zobaczysz ją obnażoną, czy też bezbronną. Ona nie pozwala sobie na choćby chwilę słabości. Bycie zabójcą wiąże się z pewnymi skłonnościami. "Jak dobrze wiesz - szaleństwo jest, jak grawitacja. Wystarczy lekko pchnąć..." Shireen wyznaje zasadę, że jeśli jest się w czymś dobrym, nigdy nie należy tego robić za darmo. "Zwyk­liście mienić się wrażli­wymi, tarzając się w błocie, z którym ktoś Was zmie­szał. Ja na­tomiast wolę wstać i się z te­go błota ot­rze­pać, przy okaz­ji rzu­cając nim w te­go, kto mnie przewrócił."
Partner: ---
Potomkowie: ---
Aparycja:

  • Rasa: Lusitiano.
  • Wygląd: Bije od niej blask zdrowia, świeżości i dumy. Nie należy do najwyższych, jest raczej średniego wzrostu. Zazwyczaj nosi się dumnie, pierś wypięta do przodu, pysk wzniesiony ku górze. W jej ciemnych, niczym jezioro roztopionej magmy zwierciadłach duszy zawsze niebezpiecznie skrzą się iskierki. Na pierwszy rzut oka wydaje się być delikatna, jak płatek puchu, unoszący się na wietrze i równie pełna gracji. Lecz nie dajcie się zwieść tym pięknym pozorom! W rzeczywistości może ona się poszczycić niemałą siłą.
  • Znaki charakterystyczne: Jej ciało jest niczym zaprawiony w boju miecz - całe pokryte licznymi bliznami. Najbardziej charakterystyczna jest, jednakże ta, biegnąca przez oko.
  • Wzrost: 160 centymetrów.
  • Waga: 480 kilogramów.

Umiejętności: Trzeba przyznać, że została ona hojnie obdarowana. Niemniej jednak nie potrafi wykorzystać potencjału, jaki drzemie w głębi jej duszy. Działa impulsywnie, bez zastanowienia, często nieodpowiedzialnie. Najpierw coś zrobi, a dopiero później będzie rozważać, czy było to słuszne. Jest niebywale wytrzymała na ból. Nie wynika to z jakichś nadludzkich umiejętności, czy też uwarunkowania genetycznego. Shireen trenuje do granic możliwości, przekraczając bezpieczną strefę. Wbrew pozorom jest bardzo silna. Umiarkowanie szybka, dość zwinna. Jako małe źrebię została zdana na pastwę losu, więc już wtedy musiała opanować podstawowe umiejętności, ażeby przeżyć. Z czasem zaczęły się one rozwijać i kształtować, a klacz zdobywała nowe doświadczenie.
Historia: Wśród gęstych, bujnych traw, w samym sercu Mongolii na świat przyszła ona. Taka niepozorna, niczym nie wyróżniająca się, spośród innych przedstawicieli jej rasy. Dzieciństwo miała całkiem normalne, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że zostało ono wyciągnięte z jakiejś bajki, w której nie są przewidziane czarne scenariusze. Życie jednakże pisze tylko te pozbawione barw i nieprzewidywalne historie. Pewnego dnia, kiedy Shireen hasała beztrosko pośród drzew i krzewów, oddalona od swej rodziny - wybuchł pożar. Młoda klacz zupełnie nie wiedziała, co ma począć. Zaczęła galopować w stronę swoich najbliższych, jednakże drogę zagrodziły jej gorące płomienie, wzniecające się ku górze. Chcąc ratować swoje życie, zawróciła, uciekając w przeciwnym kierunku. Wtedy właśnie po raz ostatni widziała swoich bliskich. (...) Musiała szybko nauczyć się, jak przetrwać w tym okrutnym świecie, przez co niezbyt wychodzi jej okazywanie uczuć. Powiedzmy sobie szczerze - aspołeczny z niej typ, o dość specyficznym poczuciu humoru, zrozumiałym jedynie dla niej samej. Większość swojego życia spędziła na podróżach, eksploracji nowych, nieznanych dotychczas terenów. Przypadek sprawił, że Shireen dołączyła do Klanu Mroźnej Przypadek sprawił, że Shirren dołączyła do Klanu Mroźnej Duszy. Nie miała gdzie się skryć i zregenerować siły, a musiała czym prędzej uciekać przed rozwścieczoną sforą, której porządnie zalazła za skórę. A tutaj zaoferowali jej własny kąt do spania, urodzajne tereny i jeszcze dosyć dobrą pozycję, w hierarchii. Czegóż chcieć więcej? Zresztą, podobne te historie, które zaczęły się przez przypadek, są tymi najpiękniejszymi...
Inne:
--> Chodzi z głową w chmurach, wciąż marząc o czymś nieosiągalnym.
--> Jest bardzo łakoma na pieniądze i inne drogocenne przedmioty.
--> Nie jest wierna, a żeby zdobyć jej poparcie wystarczą tylko konkretne argumenty. Za kosztowności jest w stanie naprawdę zrobić wszystko.
--> Nigdy nie płacze, gdyż uważa łzy za oznakę słabości.
--> W głębi duszy, pod niezliczoną ilością masek - jest wrażliwa, choć uważa tę cechę za słabość.
Kontakt: Julie tta | wielkafankafawi@gmail.com

9.04.2017

Żegnamy Sottoma i Seduma!

Sottome i Sedum odchodzą z powodu decyzji właściciela, który nie może pisać. Mamy nadzieję, że kiedyś zdecydują się wrócić w nasze progi!

Sedum|6 lat|Ogier|Strażnik|Brak|Sosik112

Sottome|6 lat|Ogier|Szpieg|Brak|Sosik112

9.04.2017

Od Picassa do Fretki (F) - ,,Nocowanie"

Ja i Fretka odsunęliśmy się gwałtownie od szarżującego na nas zwierzęcia. Renifer prawie przywaliłby w drzewo. Powiedziałem abyśmy szybko stąd uciekali. Fretka stała postała jeszcze chwilę, przypatrując się reniferowi, a potem ocknęła się i pobiegła ze mną do najbliższego schronienia - jaskini. Miałem nadzieję że puma jednak za nami nie biegła. Dla pewności zostaliśmy w jaskini trochę dłużej. Fretka położyła się i patrzyła na delikatnie poruszające się drzewa. Ja poszedłem zwiedzić jaskinię. Była ona dość duża, gdzieniegdzie było trochę wody. Znajdowały się tam trzy stalagnaty, dwa stalaktyty i jeden stalagmit. Po spenetrowaniu środka, podszedłem do Fretki.
- Jak myślisz, nadal szuka nas puma? - zapytałem ze spokojem w głosie
- Pumy są nieprzewidywalne. - odparła - Może lepiej przeczekać tu noc...
- Um, jasne. - odpowiedziałem - Tam dalej może być lepiej. Jak nie, to możemy zawsze się wrócić. Chcesz iść ze mną przeszukać dokładniej jaskinię?
- Nie, poczekam tu na ciebie.
Okej... No to chodźmy tam. Oddaliłem się w dalsze zakamarki. Było coraz wilgotniej. I ciemniej... Ale nagle zobaczyłem małe światełko. Podbiegłem do niego. Okazało się że jest to tak jakby lodowa jaskinia... Albo i nie... To co wyglądało jak lód z daleka, okazało się tysiącem kryształów. Patrzyłem z zachwytem na odbijające się w dużym źródełku kryształy. Źródło było niezwykle czyste. Można się było się w nim przejrzeć i zobaczyć dno. Jednak musiałem stąd na chwilę odejść, poinformować o tym Fretkę. Poszedłem w stronę wyjścia. Zastałem klacz leżącą i wpatrującą się w przestrzeń.
- Hej, Fretka. Znalazłem coś co ci się spodoba! - powiedziałem z radością
- Miejsce do spania? - powiedziała trochę zaspana
- Mhm - uśmiechnąłem się
W sumie jeszcze o tym nie pomyślałem, ale... przecież jesteśmy sami. Noc z dziewczyną? Hyhy...

<Fretka? ( ͡° ͜ʖ ͡°) I te podsumowanie na koniec>

8.04.2017

Od Shere Khana do La Vidy "Niebezpieczne spotkanie" (S)

Miejsce, na które trafiliśmy, było wręcz idealne na postój, a nawet na nocleg. Postanowiłem, że teraz kierować się będziemy w stronę północno- changajskiego ajmaku. Stado zaczęło się spokojnie paść. Gdzieniegdzie widać było wyrastające spośród traw orliki. Ja zakończyłem pożywiać się najwcześniej i spokojnie oddaliłem na bok, w stronę strumienia, aby ugasić swoje pragnienie. Powoli piłem chłodną wodę. Gdy skończyłem, uniosłem wolno głowę i spojrzałem w rozgwieżdżone niebo, zastygając w takiej dostojnej pozie. Zapadła już zupełna noc i część członków klanu poszło spać. Wtem usłyszałem jakieś szelesty. Skierowałem wzrok w stronę, z której dochodziły, a po chwili wpatrywania się tam, ujrzałem szybko zbliżającą się sylwetkę konia. Po chwili rozpoznałem w niej La Vidę.
- Co się stało?- zapytałem, gdy tylko klacz zatrzymała się tuż przede mną.
- Ślady... wilków- wysapała zmęczona samica. Gdy tylko to usłyszałem, bardzo się przejąłem. Znajdowaliśmy się w niewielkiej dolinie, więc gdyby napadły nas tutaj wilki, nie byłoby zbyt kolorowo.
- Zaprowadź mnie tam, gdzie je widziałaś- odparłem. La Vida pokiwała głową i po chwili oboje ruszyliśmy w kierunku, z którego wcześniej słyszałem szelesty. Szliśmy w wielkim niepokoju, niby powoli, dokładnie nasłuchując i obserwując okolicę, ale jednocześnie tak szybko, jak tylko się dało.
- Czekaj, stój- powiedziałem nagle do La Vidy. Klacz zatrzymała się, odwróciła ku mnie i spojrzała na mnie zdziwiona. Wyczekiwała wyjaśnień, ale ja nie zamierzałem nic mówić. Zacząłem za to jeszcze uważniej obserwować okolicę. Wyraźnie wyczuwałem tutaj czyjąś obecność. Czy był to wilk? Nie miałem zielonego pojęcia.
- O co chodzi?- zapytała klacz.
- Ktoś tutaj je...- zacząłem, rozglądając się dookoła, ale nie skończyłem, gdyż mój wzrok spoczął na czarnym , ledwo widocznym w mroku nocy, cieniu za klaczą. Wilk. Powoli wyszedł z krzaków, szykując się do ataku na niczego nie spodziewającą się klacz. Był raczej średniej wielkości. Nie miałem pojęcia, jakim cudem mnie nie wyczuł, jednak postanowiłem to wykorzystać. Szybko przebiegłem obok klaczy. Ta, zdziwiona, odwróciła się za mną.
- Uciekaj!- krzyknąłem, jednocześnie stając na tylnych kopytach w chwili, kiedy wilk skoczył do ataku. Zacząłem wymachiwać groźnie przednimi kopytami, starając się trafić wilka w głowę. Udało mi się to i zwierz upadł na ziemie, a z głowy sączyła mu się strużka krwi. Jednak mimo to, wilk nie chciał się poddać. Stanąłem na ziemi, chcąc po chwili kontynuować walkę. Zwierz szybko podniósł się z ziemi i przystąpił do kontrataku. Nie zdążyłem nic zrobić, a przede mną jak spod ziemi wyrosła La Vida i z zamachem, mocno kopnęła wilka w bark, co sprawiło, że się zachwiał. Wykorzystałem moment i podniosłem kopyta, a zaraz potem stanąłem na nim, miażdżąc mu czaszkę. Chwilę staliśmy oboje nad martwym ciałem wilka. Byliśmy w szoku.
- Nie ma na co czekać, jest jeden, to pewnie gdzieś tam znajduje się cała wataha. Miejmy nadzieję, że tylko on na razie nas wyczuł i nikogo nie poinformował. Musimy obudzić stado. Opuszczamy to miejsce- powiedziałem. Klacz pokiwała ze zrozumieniem głową i po chwili oboje biegliśmy już w stronę stada.

8.04.2017

Od La Vidy do Shere Khana "Zła wróżba" (S)

- Mam nadzieję, że nic się nie stało z tego powodu, iż nie spałam z resztą.
- A dlaczego miałoby się coś stać? Wręcz przeciwnie, to, że tylko ty jedna znalazłaś tę jaskinię dobrze o tobie świadczy. Jesteś spostrzegawcza i za to otrzymałaś nagrodę w postaci osobnej jaskini. Przynajmniej nie czułaś się jak sardynki w puszce- powiedział Shere Khan.
Cieszyłam się że nie sprawiło to problem bo nie chciałam zrobić złego wrażenia w jednym z pierwszych dni od zgody na dołączenie do Klanu Mroźnej Duszy. Udaliśmy się na drobny spacer wokół naszego noclegu aby sprawdzić czy burza wyrządziła jakieś szkody. Rzeczywiście, wokoło leżało mnóstwo połamanych drzew. Wtedy z jaskini w której nocowało stado zaczęły dochodzić odgłosy krzątaniny. Nie śpiesznie udaliśmy się w kierunku noclegu. W przeciwieństwie do mnie wiele koni było niewyspanych z powodu niewygodnych warunków i ścisku.
***
Nie minęło wiele czasu i już zaczęliśmy wędrówkę. Było gorąco jak na początek wiosny. Nawet wiejący z wielką siłą wiatr nie przeszkadzał, bo wiał w tym samym kierunku co szliśmy. Dzięki sprzyjającym warunkom pogodowym wędrówka minęła mi bardzo szybko. Kiedy na niebie powoli pojawiały się oznaki nadchodzącego zachodu słońca trafiliśmy na dolinkę. Rosło tu mnóstwo drzew, a nieopodal płynął niewielkiego rozmiaru strumień. Postanowiono że stado zanocuje w tym miejscu. Chwilę przed pójściem spać usłyszałam szelesty. Udałam się w kierunku z którego dochodziły. Nagle zobaczyłam pod kopytami ślady wilka. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę stada.
<Shere Khan? >

8.04.2017

Ankieta i otwarcie strony

Jak wiecie, zakończyła się ankieta na temat tego, czy dodać evekt kursora. Wyniki są następujące:
  • 2 głosy na ,,Tak"
  • 10 głosów na ,,Nie"
Zdecydowanie tego nie chcecie:) Ja sama nie byłam przekonana do tego pomysłu, dlatego dziękuję wszystkim uczestnikom za radę. Evektu nie będzie.
Poza tym, udało nam się stworzyć ,,wersję roboczą" ekwipunku. Wciąż będziemy ulepszać jego opis i orientować się co do naszego planu (XD), ale w ramach rekompensaty każdy, kto dołączył do Eternal Freedom przed 30 marca, może wybrać sobie jedną rzecz do swego ekwipunku niskiego lub średniego stopnia, bez towarzyszy. Mam nadzieję, że niedługo to ogarniemy, a tymczasem zachęcamy do wzięcia udziału w wielkanocnych numerach!

~Przywódczyni Klanu Ognistej Grzywy Calipso

7.04.2017

Od Calipso do Edwarda Malligins'a (F) - ,,Konspiracja"

Po zakończeniu wypowiedzi ogiera definitywną, ciekawską, podejrzaną kropką, zawisła ona w powietrzu, rozpościerając między nami dwuznaczne milczenie. Jeden koniec miało łagodny i spokojny, drugi ostry i gotowy wykpić szpiega; zesztywniałam, przetrawiając jego wypowiedź, podczas gdy koń przestał mnie ciągać za grzywę, i spoglądał na mnie co raz, oczekując reakcji. Ważyłam szale swojej decyzji. Podniosłam wyżej głowę, by lepiej się mu przyjrzeć. Nawet pod moim spojrzeniem nie było widać niczego nietypowego. A może coś więcej?
- A uważasz, że powinieneś o tym wiedzieć? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, potrząsając grzywą. Członek na chwilę się zawahał, ale odparł z pewnością w głosie:
- Raczej nie jest to jakaś tajemnica, skoro wszędzie o nim słyszymy. Poza tym, jestem pełnoprawnym, wścibskim członkiem klanu, więc chyba mam prawo. - zamknął wypowiedź z kpiącą nutką i zaśmiał się. Przewróciłam oczami, uśmiechając się mimowolnie, po czym ściszonym, konspiracyjnym tonem:
- Okey. Tak, Klan Mroźnej Duszy. - ogier pokiwał ochoczo głową. - Istnieje od dość dawna gdzieś na południu. Wynika z tego, że jest dość silny i liczny. Kieruje nim władca. - skończyłam i odwróciłam głowę do tyłu. Mój wzrok spoczął na płaskich, trawiastych przestrzeniach mongolskiego stepu, tak dobrze znanych. Jednak dorzuciłam: - A z jakiego powodu cię to interesuje?
<Edward? Chyba wena nareszcie dopadła w ciemnym lesie:3>
Szablon
Margaryna
-
Maślana Grafika