Strony

▼

8.11.2017

Od Khonkha do Marabell "Spokojna noc"

Zostałem na warcie sam. Nie chciałem, aby Marabell niepotrzebnie się męczyła, ale odniosłem wrażenie, że poczuła się urażona. Całą noc obserwowałem ludzi, którzy i tak niedługo po odejściu klaczy poszli spać. Za jedyną rozrywkę służyło mi oglądanie pięknego, gwieździstego nieba. Ewentualnie mogłem jeszcze patrzeć na płonące ognisko i podziwiać, jak co jakiś czas ludzie zmieniali przy nim wartę. Rano ledwo trzymałem się na nogach. Planowałem wrócić do stada i wysłać do pilnowania ludzi kogoś innego, może Marabell. Ja zamierzałem w tym czasie odpocząć. Jak na machnięciem czarodziejskiej różdżki, ledwo to pomyślałem, a usłyszałem cichy szelest. Po chwili pojawiła się Marabell.
- Miło cię widzieć- powiedziałem.
- Z całym szacunkiem, ale nie wyglądasz najlepiej. Może teraz ja popilnuję ludzi?- zapytała.
- Właśnie to samo chciałem powiedzieć. To znaczy niekoniecznie dokładnie to samo, ale byłbym wdzięczny, gdybyś zechciała mnie zastąpić. Wrócę wieczorem na kolejną wartę, a jutro wyruszymy już w dalszą wędrówkę, więc nie będziemy musieli martwić się ludźmi- powiedziałem.
- Oczywiście, z chęcią zostanę tutaj i popilnuję tych ludzi- odparła Marabell. Pożegnaliśmy się więc. Klacz została na miejscu, a ja po cichu się oddaliłem. Na moje szczęście podczas mojej nieobecności w klanie nic się nie wydarzyło. Mogłem więc w spokoju się zdrzemnąć. Zignorowałem zdziwiony wzrok kilku członków klanu ( w tym Yatgaar) i poszedłem nieco w las, poszukując ciszy. W końcu zdołałem się na jakiś czas odprężyć
~~Kilka godzin później~~
Gdy się obudziłem, było już popołudniu. Poszukałem czegoś do jedzenia, a następnie upewniłem się, czy wszystko w klanie jest w porządku. Potem stwierdziłem, że mogę pomału iść do Marabell. Miałem nadzieję, że i dziś ludzie nic szczególnego ani niebezpiecznego się nie wydarzyło.
<Marabell?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz komentarz. Dziękujemy za opinię!